ZAJADANIE EMOCJI - Solaris - rozwój osobisty

ZAJADANIE EMOCJI

„Natura poskąpiła mi wzrostu. Za to nie poskąpiła mi tuszy. Jestem małą, pulchną, groteskową kobietą o nalanej twarzy. Kiedy ktoś pyta, co jest dla mnie wyznacznikiem szczęścia, odpowiadam niezmiennie: szczupła sylwetka. Ale póki co szczupłość jest daleko ode mnie. Od zeszłego roku mam ponad dwadzieścia kilogramów więcej. Moja nadwaga to ponad trzydzieści kilogramów. Tego nie da się zlikwidować w jeden dzień, tydzień czy nawet miesiąc. Całe życie wierzę, że kiedy schudnę, wtedy dopiero zacznę żyć. Będę kupować modne ciuchy, flirtować z mężczyznami, prowadzić aktywne życie… Kiedy schudnę. Ale czy w ogóle kiedyś?”
Niejedna z nas patrzy w lustro i myśli: „Gdyby udało mi się schudnąć, chociaż pięć kilogramów, lepiej czułabym się wśród ludzi, mężczyźni patrzyliby na mnie inaczej, mąż zakochałby się we mnie na nowo, a szef awansował.” Sięgamy po kolejne diety: kapuścianą, sałatkową, czy bezwęglowodanową. Przychodzi jednak dzień kryzysu, spadek nastroju, dodatkowy stres w pracy i odreagowujemy stres czekoladą i spaghetti. Potem mamy wyrzuty sumienia, więc zaczynamy kolejną dietę. I tak bez końca. Dlaczego nie potrafimy się trwale odchudzić?

BO SIĘ ODCHUDZAMY!

Skąd się bierze efekt jo-jo, wie już pewnie każda z nas. Tabele kaloryczne znamy na pamięć. Podobnie, jak listy dobrych i złych produktów. Wiemy, kiedy powinnyśmy jeść, a kiedy nie. Jesteśmy znawczyniami tematu, tak dobrymi, że same mogłybyśmy doradzać w kwestii odchudzania. Dlaczego więc w dalszym ciągu wyglądamy jak wyglądamy?

Dobrą intencję zabija ciągła walka. Sama myśl, że za chwilę trzeba się będzie ograniczyć i to poważnie – powoduje nasz stres.

ODCHUDZAMY SIĘ ZA KARĘ.
Odchudzamy się nie z miłości do siebie, dbałości o siebie, ale dlatego, bo siebie nie lubimy, albo chcemy się ukarać, za to np., że byłam niegrzeczna i zjadłam całe opakowanie ptasiego mleczka (tu wpisz nazwę twojego grzesznego produktu). Występujemy wtedy z pozycji Rodzica, Nauczyciela, czy Nadzorcy, który łaja nas za nieprzyzwoite zachowanie. Jak wiadomo, nikt nie lubi być traktowany z góry, pouczany, ganiony. Nasze Ego również. Ileż razy już słyszało od nas, że musimy się odchudzić i zacząć chodzić na siłownię, bo wyglądamy jak świnia (znowu wpisz właściwe określenie). Jak dzieciak, któremu rodzić ciągle truje głowę o bałagan w pokoju, tak podświadomość zaczyna ignorować nasze „postanowienia”. Żeby móc się trwale odchudzić, musisz wejść w świat swojego wewnętrznego dziecka. Dowiedzieć się, czego mu potrzeba, czego się boi, na co ma ochotę. Co my tak naprawdę wiemy o sobie? Przy bliższym poznaniu okazuje się, że niewiele.

NAWYKI
Zwróćcie uwagę na to, że jemy w określonych porach. Nasza cywilizacja ustaliła pewien rytm dnia: rano śniadanie, potem praca, następnie obiad, może podwieczorek i na zakończenie dnia, kolacja. Opcja dla pracujących w korporacjach: obiad zastępujemy „lekkim lunchem”, reszta bez zmian. Nikt z nas tak naprawdę nie wie, kiedy jest głodny. Odczuwamy głód wynikający z przyzwyczajenia. Jeśli o 12-tej zwykliśmy coś jeść, to na 10 minut przed południem organizm zacznie się domagać swojej zwykłej porcji pożywienia. Nie dlatego że jest głodny, ale dlatego, bo tak go nauczyliśmy. Jeśli jemy, kiedy nie czujemy głodu zadajemy ciału gwałt, z którym ono musi sobie jakoś poradzić. Jak nie ma co zrobić z pożywieniem, który do niego dociera – odkłada do magazynu. Każda z nas wie, gdzie mieści się jej magazyn. Kończymy jak wielbłąd, który dostaje pokarm i wodę nie wtedy, kiedy jest głodny i spragniony, ale wtedy, kiedy dociera do oazy.
Co możemy dla siebie zrobić to wsłuchać się w potrzeby naszego organizmu. Jedzmy wtedy, kiedy naprawdę jesteśmy głodne, a nie wtedy, kiedy wypada, albo mamy na to czas. Tak, wiem że to trudne, ale korzyść to mniejszy rozmiar ciuchów.

ZAJADANIE EMOCJONALNYCH BLIZN
Co za niezdara! Do niczego się nie nadajesz! Jak tyś się ubrała! Czy ty nic nie potrafisz?!
Takie i setki innych przykrych słów, rzucone bez zastanowienia przez rodziców mogą trwale zaburzyć poczucie własnej wartości dziecka, a potem dorosłego. Przykre sytuacje, których dziecko jest świadkiem lub co gorsza uczestnikiem trwale niszczą jego poczucie bezpieczeństwa. Jest to przestępstwo w białych rękawiczkach. Ofiara nie złoży pozwu. Ofiara nawet nie wie, że jest ofiarą. Dopiero życie jej to pokaże, poprzez zdarzenia, kiedy znowu to dorosłe już dziecko będzie musiało się czuć jak onegdaj.
Niezmiennie zaskakuje mnie jak niewielka ilość kobiet, z którymi pracuję rozumie, że tycie jest uwarunkowane nie brakiem silnej woli a wzorcami, które powstają głownie wskutek traumatycznych przeżyć z przeszłości. I kiedy piszę o „traumatycznych przeżyciach” mam na myśli nie tylko zdarzenia obiektywnie traumatyczne, jak wszelkiego typu nadużycia, agresję lub chłód emocjonalny któregoś z rodziców, ale także (a może przede wszystkim) zdarzenia z pozoru mało ważne, nic nieznaczące dla dziejów świata, ale dla nas, którzy byliśmy przedmiotem drwin w klasie, lub obudziliśmy się w środku nocy i nie było przy nas nikogo, albo poczuliśmy się odrzuceni z innego, równie „błahego” powodu, dla nas były te wydarzenia krytyczne. Dziecko, jakim wtedy byliśmy przeżywa inaczej niż dorosły, którym teraz jesteśmy. I to dziecko trzeba zrozumieć.

EFEKT „A CO MI TAM!”
Pojawia się, kiedy rygorystycznie podchodzimy do naszej diety. Albo jemy bez ograniczeń, albo mamy ich tyle, że czujemy się jak w więzieniu. Nasza podświadomość tylko czeka na moment, kiedy będzie mogła z niego uciec. I kiedy się ten moment trafia, ucieka jak najdalej ze świadomością, że więcej tam już nie wróci. Wtedy umysł mówi „A co mi tam! Dosyć tego katowania się. Miałam dzisiaj gorszy dzień. Zasługuję na pączka”. I oczywiście na tym pączku się nie kończy. Pączek jest symbolem końca deprywacji. Teraz trzeba sobie zrekompensować ten trudny czas. I zaczynamy festyn objadania się. Jemy póki nie opróżnimy lodówki. Czarno-biały scenariusz. Albo rygor diety, albo absolutny brak kontroli. Metabolizm wariuje. Nasz organizm w panice przestawia się z funkcji „przeżyć” na funkcję „gromadzić”, żeby zabezpieczyć się przed kolejnym atakiem głodu stulecia. Gdyby przez dłuższy czas głód się nie pojawił, organizm sam zrezygnowałby z zapasów, a przynajmniej z części, bo i po co nosić taki balast ze sobą. Ale my nie dajemy mu na to szansy. Sięgamy po kolejną dietę i teraz nasz wewnętrzny kontroler będzie strzegł zgromadzonych „skarbów” jak oka w głowie. Wykorzysta każdą okazję, by zwiększyć ich rozmiar, a zarazem nasz rozmiar.
Jeśli już koniecznie musisz być na diecie postaraj się przynajmniej być bardziej wyrozumiała. Wpadki zdarzają się każdemu. I nie jest to koniec świata. Gdyby tak miało być, nasza cywilizacja nie zaszła by daleko. Więc następnym razem, kiedy złamiesz swoje zasady, nie leć w panice na siłownie, względnie do lodówki, tylko postaraj się zrozumieć siebie, bądź dla siebie jak czuły, dobry rodzic. Najwyższy czas, żebyś i ty takiego miała.
Pamiętaj: Dopóki dieta jest dla twojego organizmu więzieniem o zaostrzonym rygorze, dopóty twój organizm będzie z niej uciekał.

POCZUCIE WINY
Od najmłodszych lat nasze zachowanie jest kontrolowane za pomocą niezwykle sprawnego narzędzia, jakim jest poczucie winy. Osoba, która posługuje się poczuciem winy jest manipulatorem doskonałym. Chyba nie ma człowieka, który byłby odporny na poczucie winy. Po kilku latach ciągłego wzbudzania w nas wyrzutów sumienia potrafimy czuć się winni bez niczyjej zachęty. Ot, wbudowany kod zaczyna działać automatycznie. Jak to się ma do naszej tuszy? Przełożenie jest proste: skoro jest wina, to musi być i kara. Jak nie ukarać lepiej kobiety, jeśli nie dorzucając jej kilka kilogramów ekstra?!
Pomyśleć, że wystarczyłoby przestać się obwiniać za to, że nie jestem dość dobrą matką, żoną, sprzątaczką domową, pielęgniarką, nie mam motywacji, albo błyskotliwej inteligencji, nie potrafię się zachować w towarzystwie, a może jestem zbyt sztywna, pracuję za dużo, albo za mało. Rzadko zdarzają się momenty szczerego komfortu psychicznego. Z tyłu naszego umysłu nasz wewnętrzny krytyk ciągle nas ocenia i obwinia o całe zło tego świata. Nie ma już rodzica, który łajał nas jako dziecko, więc weszłyśmy w jego rolę. Od tej chwili jesteśmy samowystarczalne.
Pamiętaj, ilekroć czujesz się winna czemuś, choćby temu, że twoje dziecko gorzej się zachowało, lub mąż nie dostał podwyżki, twoja podświadomość wysyła sygnał do mózgu: „Zwiększyć obwód w pasie!”, „Poszerzyć biodra!”, „Przyszedł materiał na nową oponę, brać się do roboty!”. I nasze komórki macierzyste biorą się do roboty. A my po jakimś czasie patrzymy na dodatkową fałdkę tłuszczu i nie widzimy w niej ciągłego karcenia siebie. Za to automatycznie myślimy o sobie: „Ale się zapuściłam. To dlatego, że podjadam. Mogłabym wreszcie zacząć chodzić na siłownię. Nie mam za grosz silnej woli..” Znowu się karcimy. Ta procedura nie ma końca. Więc następnym razem, kiedy nawalisz w pracy, spóźnisz się z raportem dla szefa, wyniki sprzedaży nie będą satysfakcjonujące, nie uda ci się załatwić czegoś w urzędzie, zapomnisz o wywiadówce syna, mąż łakomym wzrokiem będzie przyglądał się filigranowej blondyneczce – przestań karać siebie.
W imię szczupłej sylwetki: Daj sobie spokój!

WSTYD
Wstyd to demon dzieciństwa, dojrzewania i wieku dorosłego. Na każdym etapie wygląda inaczej. Nigdy nas nie opuszcza. Jest nieodłączną częścią życia człowieka cywilizowanego. Wstyd otrzymaliśmy w darze od naszych rodziców, którzy lubili nas zawstydzać, by w ten sposób wpłynąć na nasze zachowanie. Nauczyciele utwierdzili nas w świadomości, że mamy się czego wstydzić. Rówieśnicy pokazali jak wstyd potrafi boleć. Czasem wstydzimy się za coś, co nie jest nasze. Wstydzimy się, bo ktoś bliski nas wykorzystał, wstydzimy się za naszych rodziców, partnera, dzieci. Jesteśmy przesiąknięci wstydem. Najbardziej podatna na zranienie jest część nas, która ciągle jest dzieckiem. Ona wstydzi się za nas, którzy udajemy, że coś, co się stało wcale nas nie zabolało. Kiedy nasze wewnętrzne dziecko się wstydzi chce się schować. I chowa się za zasłoną naszego ciało. Im bardziej się wstydzi, tym bardziej chce zniknąć, a tym samym większej osłony potrzebuje. A my te osłony próbujemy z niej zedrzeć przemocą, dietą, ćwiczeniami, głodówką. Lecz wewnętrzne dziecko ma lepszy kontakt z naszym ciałem. Bo wewnętrzne dziecko to część naszej podświadomości, a ta steruje wszystkimi procesami życiowymi, naszym metabolizmem, zdolnością przetwarzania i gromadzenia.
Nie jest łatwo odrzucić wstyd. Dużo prościej przejść na ostrą dietę. A potem drugą i trzecią. Dużo trudniej jest stanąć w obliczu prawdy. Czasem ta prawda jest tak głęboko schowana w nas, że sami nie mamy do niej dostępu. Ale dopóki nie zaczniemy poszukiwań będziemy okłamywać sami siebie. I zamydlać sobie oczy kolejną dietą. Mogłabym powiedzieć, że szkoda Twojego czasu na diety, ale wiem też jak bardzo prawda potrafi boleć, więc zrozumiem, jeśli nie zawalczysz o siebie.

BRAK POCZUCIA BEZPIECZEŃSTWA
Nasze wewnętrzne dziecko chroni się w ciele także, a może przede wszystkim, w sytuacjach lękowych. Jeśli żyjesz w niekomfortowych warunkach, męczy Cię brak stabilizacji na gruncie zawodowym lub osobistym – tam upatruj powodów, dla których twoje ciało tak rozpaczliwie trzyma się masy. Twoje wewnętrzne dziecko próbuje się schronić za zasłoną z ciała.
Jest jeszcze jeden lęk – archetypowy, wywodzący się z braku stabilizacji w naszej pierwotnej rodzinie. Jeśli nie było pokoju między rodzicami, lub jeśli jednego z rodziców w ogóle nie było, jeśli rodzina została dotknięta jakąś tragedią, bez uprzedzenia zabrano dziecku spokój dorastania, wówczas ten podświadomy lęk będzie wdrukowany w jego DNA. Lęk będzie warunkował wiele jego życiowych decyzji. Teraz to dziecko jest już dorosłą kobietą, ale cały czas boi się być opuszczona, boi się biedy, boi się, że zostanie niewłaściwie oceniona. Skąd ona ma czerpać poczucie bezpieczeństwa? Jeśli nie ma go w sobie, przez całe życie będzie samotna, szukając tego bezpieczeństwa u innych. Nawet żyjąc w małżeństwie – dalej będzie samotna. Może zmieniać partnerów jak rękawiczki, lub unikać wchodzenia w związki, znajdować niewłaściwych partnerów, lub szukać nadaremnie. Wszystko dlatego, że ma zaprogramowany w sobie lęk przed związkiem. Przez całe życie będzie towarzyszył jej lęk. Jeśli nie skonfrontuje się z tym lękiem, lub wyprze go do podświadomości, ten jak hydra przekształci się i wedrze w jej życie w innej postaci. Wtedy kobietę zaczną nawiedzać trudne zdarzenia. Pojawią się problemy finansowe, choroby najbliższych, zdrada.
Nie ma znaczenia, w jaki sposób ta już kobieta będzie sobie radzić z strachem. Może będzie kompulsywnie jadła, a może się będzie głodzić. Może próbować jednego i drugiego. Potem będzie walczyć z uzależnieniem od jedzenia, albo nie przyjmowania pokarmu, względnie od obu. Stara się ze wszelkich sił, ale walczy nie z tym wrogiem, co trzeba. To tak jakby całe nasze oręże, wszystkie armaty skierować w pole. Palimy z armat, wytężamy się w walce, sięgamy po rezerwy broni, zawieramy pakty a pole jak było tak jest. Nie zauważyłyśmy, że cały czas w naszych zmaganiach i w chwilach odpoczynku towarzyszyło nam dziecko. Trzymało nas za rączkę i cicho przyglądało się naszej walce. Bezgłośnie. Nie rozumiejąc, po co to robimy. To jego trzeba było zauważyć. Z nim negocjować. Prawdziwym problemem kobiety jest jej wewnętrzne dziecko, które cierpi na strach. Jeśli nim się zajmie należycie, okaże się, że i los zacznie jej sprzyjać. Receptą na strach jest miłość. Do siebie. Zaopiekowanie się sobą, swoimi nastrojami, lękami, swoim wewnętrznym dzieckiem. Wydaje się, to być proste. Jednak, kto próbował być dla siebie dobry, nie okazjonalnie, lecz zawsze, w różnych okolicznościach, wie jak trudne jest to zadanie.

UWARUNKOWANIA SPOŁECZNE
„Anusiu, dlaczego nie zjadłaś tortu?! Jak to nie napijesz się za zdrowie solenizantki?! Nie smakuje Ci?!
Nie jest łatwo żyć w kraju, gdzie jedzenie jest podstawową atrakcją wszelkich spotkań. Nie jest łatwo odmówić, gdy jest się ceremonialnie częstowanym jedzeniem. Ach, te towarzyskie szantaże. Wszyscy im ulegamy, chyba, że mamy żelazne nerwy i potrafimy stawić czoła niezadowoleniu, cioci, mamy, babci.. Nie chcemy sprawiać przykrości, zwracać na siebie uwagi.. różne motywacje nami powodują. Jedno jest pewne – te szantaże są zawsze skuteczne. Jak łatwo nas pozbawić prawa do własnego wyboru… Jesteśmy karni, nawykli do wypełniania poleceń starszych. Autorytet to rzecz święta. I nawet, jeśli w nocy się buntujemy, to za dnia jesteśmy posłuszni. Zastanów się, jaką cenę za to płacisz. Najbliżsi to kapitalny materiał do testowania swojej asertywności. Odmów. Zrób to tak, aby nie zranić, ale zrób to. Dla siebie. Całe życie musimy wybierać. Kiedy chodzi o dobro i wygodę stawiamy siebie na szarym końcu. Najpierw są dzieci, potem rodzice, gdzieś po drodze sytuuje się mąż, znajdzie się też miejsce dla wielu bliskich, nie zapomnieliśmy o przyjaciółce. Gorzej, że o sobie nawet nie pomyślałyśmy. Więc kiedy przychodzi wybierać pomiędzy czasem dla rodziny a czasem dla siebie – przegrałyśmy. Z miłością jest tak samo. Dbamy o innych nie dbamy o siebie. Więc jeśli chcesz wysłać komunikat swojemu wewnętrznemu dziecku, że jest dla ciebie ważne – postaw na siebie, zrezygnuj z ciasta na imieninach u cioci, albo z imienin cioci, zrób coś dla siebie. I nie musi to być od razu wizyta na siłowni. Wystarczy, że się o siebie zatroszczysz tak jak lubisz. Twoje ciało to doceni i przestanie krzyczeć do Ciebie za pomocą dodatkowych kilogramów. Warto być dla siebie dobrym. To się po prostu opłaca.

KODY RODZINNE ZAPISANE W GENCH
Nie jest łatwo walczyć ze sobą, z całym światem i jeszcze z predyspozycjami genetycznymi. Ale zwróćcie uwagę na to, że nawet wśród bliźniaków jeden może być bardziej otyły, drugi mniej. W rodzinach, gdzie wszyscy byli otyli są i dzieci, które wyrastają na szczupłych dorosłych. I odwrotnie. Jak to się dzieje? Inny program na życie i na siebie. Uwarunkowania nie decydują o naszym życiu. To my o tym decydujemy. Świadomie, czy też nie. Warto więc mieć kontakt ze sobą. Dotrzeć do swojego wewnętrznego dziecka i z nim się dogadywać. I to nie tylko w kwestii własnej tuszy. Tą drogą można załatwić mnóstwo innych tematów. Od finansów, poprzez partnera, na tempie starzenia skończywszy.
Życzę udanych negocjacji z podświadomością!

Beata Markowska

4 odpowiedzi na “ZAJADANIE EMOCJI”

  1. MOTTO: STABILNY POZIOM CUKRU WE KRWI PRZEZ 24H. *****

    1. PODJADANIE W NOCY LUB PODCZAS DNIA TO ZAWSZE JEST Z GŁODU, KTÓRY ODCZUWAMY WTEDY:
    Gdy poziom cukru we krwi spada. Podwyższamy go zatem; dużą oczywiście proporcjonalną ilością tzw. NISKICH WĘGLOWODANÓW TJ. DO 26% WZROSTU; czyli naszym ludzkim paliwem, a więc GLUKOZĄ NATURALNĄ. Głód u człowieka to czerwona lampka w samochodzie pokazująca, że paliwo się kończy. Zatankuj i Ty. Musisz podnosić sobie poziom cukru szybko, w kategoriach dozwolonych i utrzymać długo, wtedy nie czujesz głodu.

    2. ŁAKNIENIE, STAN PUSTKI W ŻOŁĄDKU, TZW. SSANIE:
    Odczuwamy także wówczas, gdy do pustego żołądka (np. 2 godziny przed obiadem) wydziela się sok trawienny (kwas solny). Neutralizujemy go skutecznie zasadotwórczym sokiem z cytryny (np. dodając do herbaty). Eliminujemy wynikowo, również i to źródło odczuwania głodu.

    TAK UŁOŻYŁA TO PRZYRODA PLANETY O NAZWIE ZIEMIA. JEŚLI KTOŚ MÓWI INACZEJ:
    Nawet ten z tytułami to zwyczajnie powinien sobie wykonać najprostsze badania, a wtedy dostrzeże, iż przyroda naszej planety jest jedna i finalnie tworzy logiczną perfekcję. Ułożone są zatem przez przyrodę wszelkie zależności pierwiastkowe, czyli żywieniowe również. Problem jedynie jest z identyfikacją ewolucyjnych dokonań naszej przyrody, bo to można zrealizować jedynie poprzez wykonanie setek elementarnych badań laboratoryjnych. Ten kto je wykona dopiero może mówić: realną prawdę.

    POCZYTAJ, ZAPOZNAJ SIĘ TO WYSTARCZA:
    Jednak koniecznie pamiętaj o CHLEBIE TYPU KR-IRL, ponieważ to on głównie utrzymuje poziom cukru w stabilnej strefie, czyli nie odczuwasz głodu.

    TO WŁAŚNIE PRZY PROBLEMACH Z ODŻYWIANIEM, PRZY ZWALCZANIU WSZELKICH CHORÓB / OTYŁOŚCI, NADCIŚNIENIA, MIAŻDŻYCY, RÓWNIEŻ CUKRZYCY TYPU 2:
    Niezmiernie pomocne są tabele z produktami odpowiednio prozdrowotnie, odchudzająco i antycukrzycowo sklasyfikowanymi wg tzw. INDEKSU ŻYWIENIOWEGO TJ. IŻ PRODUKTU. *****

  2. uzalezniona pisze:

    Mam 36 lat. Od 18 roku zycia borykam się z nalogowym jedzeniem. Walka- dieta i tak w kółko. CZytając ten artykuł popłakałam się. Skrzywdzona jako dziecko zacznę dbać o swoje wewnętrzne dziecko.

  3. Kalina pisze:

    Sama borykałam się z tym problemem przez pare dobrych lat. Efekt? Kilkanaście kilo nadwagi i dlugotwala terapia. Na szczescie efekt udalo sie osiagnac http://www.znanylekarz.pl/blog/zajadanie-emocji-czy-dotyczy-rowniez-ciebie/

  4. Marlena pisze:

    Ja uważam, że najpierw trzeba znaleźć w sobie siłę; motywację do walki. Trzeba chcieć się zmienić, trzeba chcieć dotrzeć do siebie a nie „klepać coś” na pusto. To prawda, że potrzeba zrozumienia siebie samych. Jest to podstawa. Najczęściej właśnie stawiamy sobie za motywację jakiś cel. Artykuł jest na temat próbowania zrzucenia zbędnych kilogramów więc tym celem może być np. zmieszczenie się w spódnicę o upragnionym rozmiarze. Kobiety patrzą na szczupłe modelki nie rozumiejąc jednak, że cel osiąga się małymi kroczkami. Ja bardzo sobie ufam i wiem, że nigdy nie pozwolę na to abym zeszła na złą ścieżkę nałogów, a przede wszystkim lenistwa. W tym celu robię sobię przerwy na odpoczynek, wyrobiłam sobie nawyki i żyję pewnym rytmem. Nie jest to nudne, przynajmniej dla mnie, weekendowe wypady, poranne spacery. Nie bójmy poświęcać swojego czasu sobie samym. Pozdrawiam i życzę powodzenia wszystkim, którzy walczą z nałogami :)

Dodaj komentarz

Ta strona używa cookies.

Czytaj więcej na temat polityki cookies.