Wgląd w doświadczenia ponadczasowe innych ludzi Henryk Markowski - Solaris - rozwój osobisty

Wgląd w doświadczenia ponadczasowe innych ludzi Henryk Markowski

Ten rodzaj przeglądów – przeglądów innych wcieleń dla klientów, którzy podejmują się terapii, miał być pewnym udogodnieniem. Pomysł ów zrodził się na podstawie badań fenomenu Edgara Cayce’a, który zrobił kilka tysięcy przeglądów życia innym ludziom.

Zanim przeciętny klient ogarnie wędrówkę duszy – Prawo Przyczyny i Skutku oraz swoje obecne miejsce w tym świecie – często wypracowane przez wiele wcieleń – musi odbyć kilka sesji. Kiedy więc upewniłem się, że możliwość taka istnieje, wykorzystywałem ją dla swoich potrzeb, by z innej perspektywy ogarnąć niektóre przypadki.

Na przykład byli i tacy klienci, którym z przeglądu życia wyłaniała się mało dojrzała świadomość tego, by mówić otwarcie o inkarnacji, o wędrówce duszy, o przyczynie i skutku. Wtedy wiadomo było, że na pomoc tego typu jeszcze nie przyszedł czas. Większa część klientów poddawała się regresji do minionych wcieleń, by ujrzeć i jeszcze raz doświadczyć tego, co było przyczyną takiej, a nie innej sytuacji w obecnym wcieleniu. To, że wybraliśmy sobie takie życie, takie, a nie inne relacje z bliskimi ludźmi, posiada zawsze pewną przyczynę. A tej przyczyny nie sposób znaleźć w tym życiu. Ten proces zakrojony jest na o wiele większy czas, przestrzeń i różnorodność relacji oraz spotkań. Bowiem w procesie tym nie chodzi o kształtowanie osobowości umysłu i intelektu. Chodzi tutaj o kształtowanie ducha, o czym z pozycji małego „ja” bardzo mało jeszcze wiemy.

Moje wglądy w życia klientów nie były nigdy omawiane z nimi przed regresją i samodzielnym odkrywaniem. Mogłoby to sugerować pewne podpowiedzi i ułatwienia. Tylko ogląd z mojej pozycji ujawniał wszechstronność i doskonałość tego narzędzia. Ponieważ medium nigdy nie wiedziało, z kim ma do czynienia przy odczycie, również klient nie mógł wiedzieć, że ja znam już główny zarys przyczyny konfliktu, z którym przyszedł.

Przypadki tego rodzaju podpórek nie stanowią reguły ani większości. Tutaj raczej chodziło o poszukiwanie coraz to nowych możliwości wykorzystania hipnozy.

Poniżej przytoczę kilka przykładów odczytu innych wcieleń, by uzmysłowić wszechstronność tego narzędzia. Wybrałem przeglądy różne gatunkowo. I tak pierwszy przypadek, jaki został przytoczony, obrazuje typowy wgląd, potwierdzony później w kilku regresjach z klientką. Jej przeżycia odtwarzane z doświadczeń regresji były jeszcze bardziej okrutne, jak te z wcześniejszego wglądu.

Drugi przypadek, jaki został przytoczony, jest bardziej znamienity. Klientką tutaj jest osoba trudniąca się zawodowo wróżbiarstwem (Tarotem), posiadająca w tym kierunku odpowiednie wyszkolenie i predyspozycje. Zauważamy tutaj wyraźnie, jak nauczyciele nasi ujawniają własne predyspozycje do sięgania po taką wiedzę, również do tego zachęcając. Późniejsze regresje odkrywają przed nami potwierdzenia tego faktu. Klientka w dwóch innych wcieleniach zajmuje się podobnymi sprawami, przypłacając to nawet życiem.

Trzeci przypadek – mojej dobrej znajomej – ujawnił, że ludzie często boją się odkrywania takich informacji i wolą pozostawać w swoim dawnym świecie. Chociaż ciężkim do zaakceptowania, ale znanym i wygodnym. Przypadek następny wyjaśnił przyczynę problemu leżącą w obecnym życiu. Skończyło się to na kilku rozmowach z matką dziewczyny, której okres dojrzewania, jak również strata ojca, stwarzały konflikt w zaakceptowaniu tego świata.

Z powyższych wyjaśnień wynika, że nie ma jednakowych reguł, a penetracja świata ducha wymaga przynajmniej podstawowej wiedzy i uwolnienia od ograniczeń narzuconych nam przez społeczeństwo, religię i kulturę.

Ostatni z opisanych przypadków jest tego przykładem, gdzie już nauczyciele nasi wyrazili sceptycyzm. Tutaj matka dziecka – powiedziano nam – musi jeszcze dużo i ciężko pracować dla tego dziecka, zanim dojrzeje i pozwoli sobie na głębsze zrozumienie tego procesu. Wygląda na to, że w sprawach karmicznych nie każdemu dana jest droga na skróty.

– Jeszcze jest pytanie dotyczące mojej klientki. Klientka nazywa się E. B. S., lat 47, chciałaby się dowiedzieć o swoim życiu w innych wcieleniach. Ile już razy doświadczała w ciele ludzkim. Jakie były jej relacje z synem, starszym synem P. B.? Co mógłbyś o tym powiedzieć?
– Najlepiej dla niej będzie, jeżeli kontakty z dzieckiem pozostawi własnemu losowi. W ich relacjach jest jakieś zachwianie, jakby jakaś z jej strony była nadopiekuńczość. Przelanie całego uczucia, całej swojej miłości na niego, bo inny obiekt, który mógłby te uczucia odbierać, po prostu nie sprawdził się, jakby nie był wart tego. A może to chodzi o ojca tego chłopaka? O kogoś bardzo ważnego i całą swoją miłość, dobroć ukierunkowała w jednym źródle. Niedobrze, ale to było podyktowane założeniem, że kogoś trzeba kochać, komuś trzeba to dać. Wtedy nie wiedziała, że można sobie to ofiarować. Można siebie samego pokochać. Siebie obdarzyć miłością i wtedy to jest bardziej korzystne. Było – minęło, nie ma co wracać. Nic już się nie zmieni. Kilka razy wcześniej miała okazje odebrać, też ciepłe uczucia, ale w innych relacjach. Ale to też nie było takie różowe. Zawiodła się teraz. Inne były oczekiwania i poprzednio, też były inne oczekiwania. Ale jeżeli jest tego świadoma, to niech zostawi to tak, jak jest. Jej wiek mówi o tym, że czas zadbać o siebie, o swoje wnętrze, o swoją fizjonomię. Dla niej najkorzystniejsze będzie to, jeżeli powie basta, dosyć, koniec. Ja jestem panem swego losu. Ja wiem, co dla mnie jest najlepsze, co najbardziej mi służy, co najbardziej korzystne. Nie może dać się wciągnąć w jakąś historię. Dla niej szykuje się jakiś grunt, na którym może być strasznie wykorzystana, bardzo wykorzystana. I może żałować, żałować, ale nie będzie już odwrotu.
– Jakie są rady?
– W jakiś układ ma wejść, ale już nie ma odwrotu, już coś zostało postanowione. Powinna być inna, zmieniona. Powinna znać swoją wartość. Nie dać się wciągnąć już pod żadnym pozorem w żadne układy, żadne gry. Powinna ufać sobie, swojej intuicji. Nikomu, nikomu. Jest jeszcze szantażowana przez kogoś bardzo młodego. To jest jakiś gówniarz, smarkacz jakiś. Jakieś dziecko. To jest dziecko, tak.
– Jest szantażowana?
– Ma się przez… Oj, przez to dziecko, to też niezbyt wesoło. Aaaa, zmienić chce życie, dlatego że myśli, że jak zmieni to życie, to się uwolni od tego dziecka, będzie jej lżej. A to nieprawda. To nie w tym jest problem. Chodzi o relacje. Nie może dać z siebie zrobić popychadła – oj nie. Wejdzie na nowy teren i musi zawrzeć jakiś układ. Tak, tak i każde złamanie punktu, z tego układu, po prostu nie będzie ją obligowało do niczego. Musi wiedzieć, czego oczekuje od siebie i czego ma prawo żądać dla siebie. To jest najważniejsze. Nowe miejsce, nowe życie, nowa jakość, ale z uwzględnieniem przede wszystkim siebie. Szacunek, szacunek, szacunek, żadnych kompromisów, żadnych układów. Białe, to jest białe, a czarne to jest czarne. I ma się nie dać złapać na słabości. Jakieś umizgi, podchody, to są szatańskie chwyty. Ma się na to nie łapać. Dużo pracy, dużo pracy. Dużo pracy, samozaparcia. Walka w samotności, nie może się dzielić z tym, co robi, z nikim. Nie może o jej pracy nad sobą wiedzieć nikt. Nie może nikt, przepadła wtedy, dobiją ją wtedy psychicznie. Nie tylko ludzie, ale i okoliczności. Mało wie jeszcze.
– Za mało wie?
– Za mało wie, za mało.
– A powiedz mi, co mógłbyś powiedzieć o jej minionych doświadczeniach w ciele fizycznym? W innych życiach?
– Oj, podobne jak teraz. Autorytety, autorytety, autorytety. Gnębiona. Poniżała, ale była częściej poniżana. Wykorzystywana, ale też potrafiła nieźle wykorzystać. Ale częściej, częściej była pod kreską. Te niedobre doświadczenia już się ciągną, oj ciągną się, ciągną się.
– A możesz powiedzieć, jaką misję jej dusza wybrała na to wcielenie? Czego pragnie doświadczyć?
– Zdecydowała się na bycie z jednej strony barykady, czyli na bycie wykorzystywaną. Nieszczęśliwa, oj, chyba poniżana, traktowana z góry. Była w trzech różnych układach. W trzech, i złe doświadczenia. To doświadczenie, które teraz przerabia… Nie może tak być, jak jest, bo psychicznie się załamie. Nie wytrzyma. I druga strona to ta, że ma okazję być po drugiej stronie i dusza tak chce. Oj, podświadomość, podświadomość jest strasznie zabłocona. Oj, dużo tam rzeczy jest niedobrych. Prawie świadomie nic nie robi, jak automat działa. Bardzo źle, bardzo źle. Dużo złych przekonań, dużo pracy. Dużo pracy. Targana jest uczuciami raz z lewej, raz z prawej. Myśli raz czarne, raz pełne werwy, chęci życia, plany leczenia. A z drugiej strony, jeszcze taki okres. Jej ciało, jej biologia, też nie jest akurat dobrym sprzymierzeńcem, ale jeżeli ma świadomość… Ma wolną wolę, ma dwa wyjścia. Pozostać w tym miejscu, gdzie jest, albo powiedzieć basta i walczyć. Walczyć nad sobą, nie nad ludźmi, nad okolicznościami, bo to nie ma znaczenia. Jest to bardzo ciekawa osobowość. Ciekawy przypadek, niesamowity. Głęboka historia, czterdzieści siedem przypadków bardzo, bardzo złych doświadczeń z poprzednich żyć. Bardzo złych. I to się za nią ciągnie. Ona powinna mieć świadomość, ona powinna mieć możliwość zobaczenia przynajmniej kilku z nich, żeby się otrząsnęła, żeby zrozumiała. Żeby poznała źródło, genezę tego, dlaczego teraz tak jest. Ona to ciągnie za sobą. Nie wykonuje roboty, nie posuwa się do przodu. Teraz ma okazję, teraz ma okazję. Była częściej druzgotana niż powinna. Za bardzo chaotycznie żyje. Chaotycznie w sensie tym, że myślami biega z jednej w drugą stronę, z jednej w drugą. To tyle.
– A co mógłbyś powiedzieć o jej relacji z mężem A. S.? Jest to jej drugi mąż.
– Oj, to jest ten trzeci niedobry… to trzecie niedobre doświadczenie. Ooo, musi być bezpośrednia. Musi nauczyć się wyartykułować swoją potrzebę i nie ustąpić, dopóki nie uzyska tego, co czuje, że powinna mieć, otrzymać. Żądać godności, pełnej swobody. Nie może się załamywać. Musi wiedzieć, że ma swoją wartość. Że za nią stoi „góra” i może zawsze na nią liczyć. Oj, to chyba o tę osobę chodziło.
– Tak?
– Tak, że ma postawić konkretne warunki, albo – albo i nie ma odstępstwa. Oj, tak – to jest trudny przypadek, ale musi to zrobić, jest w stanie. Jest w stanie wygrać. Dużo pracy, dużo. Gdyby nie miała tych złych przekonań, tych doświadczeń. Ta podświadomość, żeby była zupełnie inna. Żeby nie działała jak automat, impulsywnie. Musi być stała, stała, stała. Oj, tam chyba ten mężczyzna – jest też jej dużą zgryzotą, jak ten młody mężczyzna, młodziutki. Dwie takie jej zgryzoty, nie potrafi sobie z tym poradzić. A temu średniemu, to niech lepiej da spokój.
– A powiedz mi jeszcze, czy spotkała się z obecnym swoim mężem A. na innym planie, w innym wcieleniu i jakie to były relacje, jeżeli tak?
– Tak. I to wielokrotnie.
– Tak? Opowiedz coś o tym.
– On miał szansę tu i teraz, i ponownie tej szansy nie wykorzystał. I nie wykorzysta już. Jest nieświadomy. Już kilka razy się umawiali i ona nie wykonała powierzonego sobie zadania, i on nie wykorzystał sytuacji. Ale ona ma teraz okazję przerwać tę nić. Jeszcze ma okazję, tu i teraz dać jemu dobrą, zdrową naukę. To znaczy uświadomić mu, że jest zwykłym… mam to powiedzieć?
– No, a czemu nie?
– O jejku: zwykłym gnojkiem.
– Tak?
– I żeby to zrozumiał i zaczął się naprawiać. Poprzez nią i przy niej. Jeżeli ona siebie przełamie, swoją postawę wobec tamtej osoby, wobec tamtej okoliczności, która nastąpi, to jest w stanie przerwać tę passę. I w przyszłości jeszcze dużo, dużo pracy to kosztuje. I teraz, i później, tak i później jeszcze. Jeszcze przed sobą mają dużo pracy.
– Ale mają szansę?
– Szansa zawsze jest. Ty ją masz i ja ją mam.
– Wszyscy mamy?
– Wszyscy bez wyjątku, zawsze.
– A jeszcze może przybliżą ci liczbę spotkań z jej mężem, A. Ile razy już na planie fizycznym spotkali się? Takich bardziej znaczących.
– Było ich bardzo dużo, było ich bardzo dużo, szesnaście.
– Szesnaście?
– I zawsze ona była pod kreską.
– Zawsze była pod kreską?
– Nie, niezupełnie zawsze. W dwóch przypadkach mieli taką sytuację jak teraz, że mogło dojść do przełamania złej passy. Ale za każdym razem brnęli coraz głębiej, coraz głębiej. Raz była mężczyzną, ale zdominowaną przez żonę i żoną to był on. I zawsze niekorzystnie. Zawsze była szansa, jak nie z tej, to z tej strony i nie wychodziło, i nie wychodziło. Teraz, to jest bajka w porównaniu z kilkoma wcześniejszymi przypadkami, nie jest aż tak źle. Bita, poniżana, gwałcona, głodzona, odstępowana innym, to było dopiero. Ale też – ich to niczego nie nauczyło. Teraz jest szansa.
– Dobrze, to wszystko?
– Za dużo.

– Jeszcze mam takie pytanie. Pragnę dowiedzieć się czegoś więcej o mojej klientce, za jej zgodą oczywiście. Ona nazywa się A. K. lat 44. Pragnie się dowiedzieć, ile razy doświadczała w ciele na Ziemi. Ile razy doświadczała jakichkolwiek relacji z obecnie znanym jej M. S.?
– Wystarczająco dużo razy, ponieważ pewną wiedzę, pewne skłonności duszy ujawniają się, manifestują w tej chwili, tutaj na Ziemi. Korzysta z tych doświadczeń i z tych nauk – nauk w cudzysłowie – nie wiem, jak to powiedzieć, które nabyła dużo, dużo wcześniej. I te właściwości – nie wiem, czy to jest odpowiednie słowo – te właściwości wykorzystuje tutaj – o jejku – tak, dla innych ludzi. A więc jest kanałem? Kanałem, który przekazuje ważne, istotne informacje z tamtych wymiarów tutaj. Tym, którzy potrzebują takich informacji. Ale też, nie było jej łatwo. A tak, jak rozpoznała swoje możliwości, tak głębiej poszła w przypomnienie, w tę wiedzę. Pytałeś, ile razy była już tutaj?
– Tak.
– Ile razy? Nie było to dużo razy.
– Nie było?
– Chodzi tobie o konkretną liczbę? O konkretną liczbę tobie chodzi?
– Niekoniecznie.
– Grubo poniżej średniej, grubo poniżej.
– Dobrze nie będziemy rozpatrywać takich drobiazgów. Chciałbym jeszcze wrócić do tej drugiej części pytania: Ile razy doświadczyła jakichkolwiek relacji z obecnie jej znanym M.S. I jakie to były relacje?
– Doświadczali tych samych… Funkcjonowali w tych samych realiach. Doświadczali tych samych wzlotów i upadków. Jak gdyby hartowali się w tych samych okolicznościach. Ale nie bardzo wiem, nie bardzo, tak jakby jakaś blokada była, nie wiem. Zawsze jakaś była… wiem, że jakaś rozbieżność była w różnych doświadczeniach, które zbierali. Tylko tyle wiem.
– Dobrze.
– Nic nie mogę powiedzieć.
– Nie możesz powiedzieć. A może na to pytanie odpowiesz szerzej: Na jakie doświadczenie te dwie dusze umówiły się w obecnym wcieleniu?
– Mówią, że to pytanie ma sobie zadać sama.
– Sama sobie musi zadać?
– Znajdzie odpowiedź.
– Tak?
– Jest to bardzo, bardzo ważne doświadczenie, chyba jedno z najważniejszych. Ale z ich punktu widzenia, to ma małe znaczenie, jeżeli chodzi o jakiekolwiek umówienie się.
– Małe?
– Z ich punktu widzenia. Właśnie tutaj jeszcze za wcześnie, żeby dostawała odpowiedź na to pytanie.
– Za wcześnie?
– Dla niej za wcześnie
– Dla niej za wcześnie. Rozumiem.
– Ale znajdzie sama odpowiedź.
– Sama znajdzie?
– Poprosi, otrzyma. Za wcześnie. Właśnie mówią mi, że dla niej… Oj, dlatego nic nie możemy tutaj powiedzieć, bo zbyt egoistycznie do tego pytania podchodzi. Dlatego właśnie teraz rozumiem, co miałem powiedzieć, że to pytanie jest podyktowane egoizmem. Na takie pytanie nie mogą odpowiedzieć.
– Rozumiem.
– Znaczy mogą odpowiedzieć, ale nie przeze mnie, nie przez nas.
– Tak bezpośrednio, jej samej mogą powiedzieć?
– Tak.
– Dobrze. Jeszcze ta A. pragnie też wyjaśnić głębsze pochodzenie relacji z jej niedoszłą teściową L. Ś.
– Oj, tam to było. Oj, jatka jakaś była, jakieś tarcia były wcześniej. Tak. Tutaj relacje się odwróciły, bo wtedy jedna drugiej się wyparła w jakiejś dziwnej sytuacji.
– Ale, to było w innych wymiarach?
– Tak. Jakieś było… A tak, było wielkie niebezpieczeństwo i jedna drugiej się wyparła, żeby ratować się.
– Aha. To nie była jatka, były dla siebie bliskie, tak?
– Tak, ale była jakaś jatka, morderstwa.
– Na zewnątrz?
– Tak, morderstwa były.
– Rozumiem.
– Jakieś zabójstwa. A chodziło o uratowanie życia i dlatego jedna musiała się drugiej wyrzec, żeby siebie ratować.
– A kim dla siebie wówczas były?
– Matką i córką.
– Matką i córką?
– Matką i córką.
– A to wielkie przeżycie wyprzeć się. I ta relacja przeszła na obecne życie, tak?
– Tak. I trzeba pamiętać, że oprócz matki biologicznej, można mieć przybraną matkę.
– Tak?
– Może to być właśnie teściowa. Dlatego nie mogło do tego dojść.

– Korzystając z tej okazji, z tego miejsca i z obecności Mistrzów, którzy mogą poprowadzić i odkryć przed nami pewne tajemnice, chciałbym się zapytać o jedną osobę, znajomą, bliską mi osobę, naszą klientkę. Chciałbym się zapytać o I. J. lat 51. Pragnę, żebyś mi coś powiedział o jej problemach ze zdrowiem.
– Coś z rękoma? Nie wiem. Nie, bo tak… Nie bardzo wiem, czy dobrze to odczuwam, ale ręce, problemy z rękoma, ze stawami. Chyba tak, takie mam odczucie.
Zidentyfikowałeś dobrze tę osobę, przy pomocy swoich Nauczycieli, Przewodników?
– Nie wiem, jest coś… Chyba ręce – tak myślę.
– Co jeszcze?
– Osoba bardzo przeżywająca. Taka, nie wiem, jak to powiedzieć, pobudliwa, chyba aż za bardzo pobudliwa. W środku bardzo niespokojna, rozdygotana. Stara się, ale jej nie wychodzi. Jakiś taki jakby wewnętrzny konflikt, rozdarta.
– Na jakim podłożu może być ten konflikt?
– Jest chyba coś z emocjami. To podłoże emocjonalne. Za dużo jest wokół tej osoby jakichś symboli. One blokują przepływ energii. Jakieś symbole, ale trudno mi określić… Fizyczne symbole i takie pewne hasła, słowa – klucze, które też ograniczają. Dystansują od tego miejsca, czy od tego źródła, do którego chciałaby dotrzeć. Trudno mi to określić, ale może jakieś inne pytanie, bo trudno…
– A jakie są jej relacje z dziećmi?
– No właśnie – tutaj są jakieś takie symbole, jakieś, które…
– Co mogą znaczyć te symbole?
– Jest to granica między jednym światem, a drugim. One są granicą między nią i jej wyobrażeniami o świecie, o życiu, a wyobrażeniami o pozostałych.
– Inne są?
– Tak, ale często dla dobra, dla dobra, nie wiem, żeby utrzymać pewną konwencję, pewien sposób bycia między sobą, żeby się nie zrażać, po prostu się udaje, że jest OK. Rodzi to konflikt wewnętrzny. To są takie normalne sprawy ludzkie, tylko za bardzo wyolbrzymione niekiedy. No wciąż te symbole. Coś one tak… Nie wiem, to mogą być wewnętrzne przekonania, życie, czy bycie wśród symboli, które mają zbyt dużą władzę, coś w tym rodzaju.
– Może to jest religia?
– Ja nie wiem.
– Zapytaj się swojej Wyższej Jaźni.
– To jest pomieszany świat marzeń, niespełnionych oczekiwań, tych, takich marzeń, które miały być takim pewnikiem, a tym, co przynosi rzeczywistość.
– Dobrze, a czy ty widzisz te symbole, które ją tam ograniczają. Masz dostęp do tego, żeby je zobaczyć, może byś dał radę je opisać?
– One raczej są ukryte wewnątrz, w tej sferze podświadomej. To jest właśnie chyba sprawa zbyt dużej wyobraźni i ona jest tym, takim strażnikiem tego, aby się niewiele zmieniło. I tam właśnie są przechowywane te symbole, te kody. I tylko tam można coś zmienić.
– Dobrze, a czy mógłbyś powiedzieć, co było przyczyną powstania tych symboli. Może to jakoś jaśniej opiszesz?
– Sposób wychowania i sposób, w jaki była ta osoba traktowana. Zbyt dużo dawała sobie zaszczepić pewne rzeczy – no właśnie, tu chyba chodzi o święty spokój. Dla świętego spokoju. No, bo tak lepiej, bo może to i dobrze. Niech pocierpię, ale robię to dla innych. Coś w tym rodzaju. Ale jest kotłowanina tam niezła, tam „na dole”. To jest więcej chyba cierpienia, tam w środku, niż tej radości na zewnątrz. To jest jeden z głównych konfliktów. Może nie do końca, to jest maska, ale… nie to jest jednak maska. Gdzieś ta para musi ujść, ale to może właśnie się… No właśnie, tyle zrobiłam, tyle poświęceń i to może się odzwierciedlać na poziomie tych dłoni. Bo coś te dłonie, coś tak, jakby te dłonie były nie do końca zdrowe, sprawne.
– No dobrze, a może powiesz, co jest jej największym cierpieniem w tej chwili?
– To, że można wśród ludzi być samotnym.
– Rozumiem. A czy mógłbyś jeszcze spojrzeć na jej relacje z niedoszłą synową?
– Jeżeli jedna strona wie lepiej i ma większe doświadczenie i nie potrafi uszanować zdania, często odmiennego, nie potrafi się pogodzić z tym, że każdy może mieć inne zdanie. Zawsze można popsuć relacje. Ale to nie to, chyba. Te relacje, na początku były spaczone, już od samego początku, coś było nie tak. To właśnie, chyba, te wewnętrzne przekonania. Nieświadomy przekaz jakichś informacji. To dotyczy jednej i chyba drugiej strony, że się blokowało. Przeciwko jednej osobie, przeciwko drugiej. Ale nie było aż tak źle. Nie. No raczej, jeżeli cokolwiek było do zarzucenia… Jedna osoba zarzucała drugiej – to chyba było bardziej wyolbrzymione, niż faktyczny stan. Nie wiem, to można nazwać próbą sił? Emocje, chyba tutaj ego było… A, nie było aż tak źle. Chyba nie było tak źle. Poniosło, tak jak spłoszonego konia. Nie, to było wszystko w normie – tylko emocje.
– Dobrze, a czy mógłbyś spojrzeć z innego wymiaru i powiedzieć mi, czy one kiedykolwiek się spotkały wcześniej w jakichś innych relacjach, w innym życiu może. W jakichś relacjach bliższych sobie. Czy masz dostęp do takiej wiedzy?
– O, kurcze! Ołtarz i dwie na czarno ubrane postacie. Czyżby to je łączyło? Dwie zakonnice modlące się przy ołtarzu?
– Czy to są one?
– Tylko to widzę, to chyba tak.
– Spytaj się swojej Wyższej Jaźni. Poproś o komentarz o wyjaśnienie.
– Rywalizacja o Boga przed ołtarzem. Która jest lepsza, która ma więcej do powiedzenia. O to chodzi. Jest perspektywa rywalizacji, która więcej odmówiła różańca, która więcej przeczytała, która więcej się modliła, która więcej czasu poświęciła na kontemplację. Jakaś niezdrowa rywalizacja.
– Jak to są odległe czasy i jaki to był zakon? Czy było to chrześcijaństwo?
– Klaryski? Klaryski? Sto pięćdziesiąt lat temu? Klaryski.
– To jest kościół katolicki, czy jakiś protestancki?
– Tak katolicki. Tak, bardzo taki mały ołtarz, w jakiejś takiej bocznej nawie, ale bardzo bogato zdobiony. Obrazki, obrazeczki, świeczki, o jej, masa różańców tam wisi. Jakichś takich ozdób, nie wiem, naszyjniki, medaliki. Nie wiem, dlaczego, ale masa tego jest. I one przy tym takim właśnie małym ołtarzu, ale przebogato ozdobionym, modlą się zawzięcie. I tak jak sprinterzy się ścigają, tak one. No, nie wiem – jakieś chore to jest. No przecież, o chyba w głowie coś nie tak. No bo tak nie można, tak się człowiek nie zachowuje normalny. No ścigać się przed ołtarzem, na wyścigi, która szybciej różaniec skończy, następną zacznie rundę. No nie, o co tutaj chodzi?
– Dobrze, a powiedz mi jeszcze, czy one były mniej więcej w równym wieku, czy też w różnym wieku i podlegały sobie w jakimś tam stopniu?
– Nie, jest różnica wieków. Tak i jedna chce… Aaa, młodsza chce wgryźć się w miejsce starszej, a starsza, nie za bardzo może proceduralnie, więc chce komuś udowodnić, że się bardziej należy to miejsce, które zajmuje i tylko to może zrobić w tej formie, że przy ołtarzu, to się nazywa posługa. Przy tej posłudze, no jest lepsza po prostu. Jest różnica wieku.
– A powiedz mi, która jest młodsza, która jest starsza? Ta nasza I. 51 lat, w tamtej relacji zajmuje miejsce tej starszej czy młodszej?
– Nie, starszej. I ta sama chyba różnica wieku jest. Tak.
– Ta sama, podobna, tak?
– Kurcze! No przecież to jest to samo, co teraz chyba. Też o jakąś chyba rywalizację poszło nawet. Jakieś, nie wiem, niezrozumienie tego wszystkiego.
– Czyli to jest rywalizacja o stanowisko, nie tylko o Boga, tak jak z początku powiedziałeś, tak?
– To jest jedno z drugim związane. Tutaj chodzi o doświadczenie. Jeżeli doświadczenie jest wystarczająco duże, wystarczająco dużo czasu się poświęci na to, że się tam przebywa, klęczy, modli, tym bardziej przychylnym okiem przełożeni na to patrzą. No bo tutaj nie chodzi o samą wiedzę. Bo wiedza jest raczej podobna, tylko chodzi o, nie wiem, jakie tu słowo można użyć, gorliwość, nadgorliwość? O, to jest w cenie. Nadgorliwość, o chyba coś w tym rodzaju.
– A czy rywalizacja o osoby trzecie, też wchodziłaby w rachubę, czy też nie?
– No, przede wszystkim.
– Tak?
– No ktoś jest przełożonym, no więc im bliżej tego kogoś, tym lepsze miejsce startowe, czy nie wiem… lepsza cela, lepsze jedzenie, lepsze zasługi. A więc modlić się, modlić, modlić, modlić, modlić zawsze nieskończenie. I to się chyba przekłada na to życie.
– Na to życie. A jak wówczas tamta rywalizacja się skończyła? Miała jakiś finał, czy nie?
– Wyniknęła afera.
– Tak? Opowiedz mi.
– I zostały rozdzielone.
– Tak?
– Nie, i stracił na tym… Mały klasztor to był. Mały klasztor.
– I co na tym stracił?
– Ale to jest dziwne, tam była, jak to się nazywa? Szefowa, nie przełożona? Przełożona.
– Tak?
– Aaa, tam chodzi, o co innego. O rywalizację, ukrywane było, że mają pociąg do siebie i one rywalizowały o tę przełożoną. I ktoś to odkrył, jakiś biskup, czy ktoś i zostało to towarzystwo rozdzielone.
– Czyli one miały do siebie również pociąg, tak?
– Przełożona i one dwie walczyły o tę przełożoną.
– Aha.
– O względy. O kurde!
– Znaczy miały pociąg, taki lesbijski do przełożonej? Czy źle ja to rozumiem, jak to jest?
– Tak.
– To był pociąg fizyczny do przełożonej i obie rywalizowały o jej względy, tak?
– I to się wydało i przyjechał jakiś biskup i to towarzystwo rozdzielił. No chore, dosłownie chore. Ale też rywalizowały o… No właśnie, bo też i tam o tę szefową, ale też i o Boga rywalizowały. Jakieś to wszystko dziwne, kurde!
– Szefowa może być symbolem Boga, jak zwykle, prawda?
– Właśnie nie wiem, może i tak. Ale musiały się… zostały rozdzielone.
– Czy teraz, patrząc z tej pozycji, mógłbyś w jakimś stopniu ocenić, jak dalece zostały przeniesione tamte doświadczenia życiowe do tego życia.
– O, jejku. No nie wiem, jak to powiedzieć, ale widzę przed oczyma dziewięćdziesiąt procent. Może w dziewięćdziesięciu procentach?
– Rozumiem.
– O kurde, straszne. Bardzo mocne. I to dotyczy jednej, i drugiej strony. Dziewięćdziesiąt procent. Straszne.
– Dobrze. A czy można jej jakoś pomóc? Czy z tej pozycji widzisz jakieś rozwiązanie, jakieś wyjście? Czy można pomóc, czy nie należy się w to w ogóle wtrącać?
– Jeżeli poprosi, to należy pomóc, ale trzeba mieć świadomość, że jeżeli ta naprawa nie przyniesie skutku, to można się obciążyć samemu. Trzeba pomóc każdemu, wszystkim, ale muszą świadomie tej pomocy potrzebować. Nie udając, że chce pomocy, ale tak naprawdę nic w tym kierunku nie zrobi sam, niech to zrobią za mnie inni. To nie będzie pomoc. To musi wynikać z potrzeby serca i trzeba mieć świadomość, że to jest ciężka praca. Strasznie to jest zagmatwane. Straszne zagubienie.
– A czy mógłbyś spojrzeć, jaka jest obecnie ich relacja uczuciowa. W tej chwili, w tym czasie, tu i teraz, jak to wygląda?
– Zero tolerancji, chyba. Ale nie ma tam jakiegoś żalu, nie – żalu tam nie widzę, nie. Niespełnienie oczekiwań, zawiedzenie. Jak gdyby pogodzenie się z tym, co jest, ale przez to cierpienie psychiczne, cierpi fizycznie ta pani. Ukrywa to, ale jak będzie tak dalej, to za chwilę to wyjdzie. Może mieć problemy straszne. O, to jest chyba ostatni czas, żeby sobie zdała sprawę, że ten balast psychiczny trzeba wyrzucić. Trzeba go po prostu minimalizować, zmniejszać coraz bardziej. Nie, to tak nie można. Ale zaraz, zaraz – jedna i druga często o sobie myślą. Myślą o sobie. I dobrze chyba rozumieją, co się stało, co się dzieje. Nie jest źle, ale to na zewnątrz jest dobrze, w środku jest źle, bardzo źle.
– Dobrze. A spójrz jeszcze na jej relacje ze starszym synem I
– Wychuchany, hołubiony. Też, nie do końca spełnione nadzieje. Wyobrażenie o synu było troszkę inne, ale on z natury jest dobrym człowiekiem. Nie musi tak robić, jak chcą inni.
– Nie musi?
– Nie musi. Kochaj i daj żyć kochanemu. To wszystko.
– Dobrze.
– Ale ma jakieś duże pretensje do matki. Ma duże pretensje. Chce jej wybaczyć, a nie może darować.
– Nie może?
– Nie może. No i on się tym żywi. On się tym żywi właśnie, ale to nie jest zły człowiek. I też do końca nie rozumie pewnych rzeczy. To chyba wszystko.

– Jest dziewczynka lat piętnaście, nazywa się A. M. Mieszka w (…). A ponieważ zwrócono się do mnie w tej sprawie, tak trochę pośrednio, odnoszę się do niej tym bardziej z większą dozą ostrożności. Dziewczynka ta ma jakieś problemy natury duchowej. Proszę naszych Nauczycieli o wyrażenie opinii, czy w ogóle wolno nam zgłębiać jej problemy oraz naturę ich zaistnienia. Tutaj pragnę jeszcze dodać, że dzisiaj rozmawiałem z jej matką i osobiście umówiłem się z nią na spotkanie. Tak więc mam pełne przyzwolenie ze strony matki. Chciałbym też wiedzieć od naszych Przewodników i Nauczycieli, czy wolno nam się tą sprawą zajmować dalej i jakiej natury duchowej są to sprawy? Czy mogą coś o tym powiedzieć?
– Matka może współdecydować o dziecku. Natomiast pytanie, czy to są sprawy sfery duchowej, emocjonalnej między matką a córką, dzieckiem a szkołą. Czy może jest tak, że środowisko, w którym przebywa, zniechęca ją do życia. Czy jest na tyle otwarta na świat, że intuicyjnie wyczuwa, że autorytety, dorośli, najbliżsi, nauczyciele mówią co innego, a co innego robią. Czy to jest kryzys emocjonalny, czy natury moralnej. Czy zastanawia się, w głębi siebie, w swoim wyobcowaniu, w swoim wewnętrznym świecie, do którego wyemigrowała, czy tam nie dzieje się wielka walka? Czy ci, którzy mieli być autorytetami, są uczciwi? Robią co innego, mówią co innego, każą robić jeszcze co innego. Czy warto w tym świecie żyć, być? Dla kogo mam się uczyć, dlaczego ten świat jest zbudowany tak, a nie inaczej. Czy to jest natury emocjonalnej? Bo moralność, to jedna rzecz, a emocje, to inna. Czy żywo reaguje na zdarzenia, które do niej docierają, w których uczestniczy? Żywo reaguje, próbując się bronić, próbując uciekać. Czy jej reakcje, to jest forma szantażu, „wy mnie okłamujecie, to ja nie będę się uczyć”. Czy to jest sfera kryzysu psychicznego? „Może ze mną jest coś nie tak, może ja świat źle odbieram? Może za bardzo przeżywam? A może bardziej bym chciała przytulić się do kogoś, z kimś porozmawiać? A w ogóle – dlaczego cały świat mnie zniechęca do życia? Przecież to nie ma sensu”. Takie pytania, taka walka, która się odbywa wewnątrz, rujnuje. Chce się wyć, chce się płakać, nie chce się żyć. Jest takie wyobcowanie, bo nie rozumie się tego świata, a wymaga się bardzo dużo. Może doprowadzić do wielu zabawnych i niechcianych historii. Albo wręcz do tragicznych historii. To dziecko potrzebuje ciepła, potrzebuje wyrozumiałości. Potrzebuje dania większej autonomii. To dziecko powinno bardziej samodzielnie funkcjonować. Powinno mieć przyzwolenie na bycie z tymi osobami, które uważa, że mogą się jej przysłużyć. Może te koleżanki, może ci koledzy. Może ci ludzie starsi, młodsi. A może potrzebuje jakiegoś zwierzaczka, do którego by się mogła przytulić? A może potrzebuje większego dopingu, większego zachęcenia do nauki. Może nie potrzebuje autorytetów, może walczy jeszcze w naturalny dziecięcy sposób, z tym, co odkryła, że świat jest zakłamany, że jest oszukańczy, że tu się gra. Może ten mały buntownik ma już wszystkiego dosyć? Może nikt nie potrafi pomóc temu dziecku dlatego, że nie chce, albo nie widzi tego problemu z jej strony i nie wie, że to dziecko potrzebuje pomocy. Myślę, że problem jest też w tym, że to dziecko psychicznie jest dużo, dużo bardziej do przodu, niż się w środowisku wydaje. Ono czuje, ono dostrzega to, że jest nie tak, jak się mówi. Nie potrafi się bronić i się mota. Walka moralna, walka z emocjami, niepanowanie nad tym i cierpi też sfera psychiczna i to bardzo. „Jakie życie będę wiodła, jak dorosnę? Ja nie chcę być taka, jak oni”. To są takie pytania często powtarzane. Ona wyemigrowała. To jest najgorszy rodzaj emigracji. Emigracja wewnętrzna. Ona się zacznie zamykać coraz bardziej – niemoc, niewiara. Nie można tak. Trzeba coś z tym zrobić.
– Dlatego następne pytanie jest w ten sposób skonstruowane: Czy mamy szansę w jakiś sposób jej pomóc i czy byłoby to mile widziane przez Siły Wyższe?
– Pomocy potrzebują najbliżsi. Po to, żeby stworzyli takie warunki, w których ona mogła… Korzystając z pomocy „góry”, mogła się zacząć prawidłowo rozwijać. Ten rozwój jest spaczony. Ona wewnętrznie czuje, wie, że jest coś nie tak. Tylko nie potrafi tego wyartykułować, nie ma takiej wiedzy, nie ma takiej możliwości. To najpierw środowisko trzeba naprawić. Pytanie, czy to dziecko chce. W środku bardzo, jej dusza woła, krzyczy o pomoc. Ale zewnętrznie – ma już dosyć tego wszystkiego. Ten świat jej się nie podoba i go odbiera tak, jak go odbiera. Tutaj musi być współpraca. Tutaj nie można obwiniać rodziny, szkoły, środowiska. Bo to nie na tym rzecz polega. Tylko problem w tym, żeby oni sobie uświadomili, że to już jest prawie dorosła osoba i ten przeskok, przeskok z świadomości dziecka do świadomości dorosłego, jest bardzo niebezpieczny. Właśnie w tym wieku, w tym okresie albo się spacza charakter, już do końca i trudno takiego człowieka naprawić, albo się zamyka i wybiera różne drogi. Mogą to być narkotyki, alkohol. Mogą to być próby samobójcze, może to być ucieczka w świat wewnętrzny, a wtedy się krzyczy „psychicznie chory, czy psychicznie chora”. I dalej się pogłębia dramat tej osoby. A wcale tak nie jest. Tutaj dusza krzyczy, dusza krzyczy, „gdzie ja jestem, co to za świat? Co się dzieje? To nie tak miało być, to nie dla mnie, mnie to nie interesuje” – i tak dalej, i tak dalej.
– I to wszystko będzie?
– Wewnętrzny świat i dusza proszą o naprawę, o pomoc, ale na zewnątrz będzie to trudne do wyartykułowania temu dziecku, tej osobie. Dopóki świat zewnętrzny się nie zmieni wokół tego dziecka. To wszystko.

– Pragnę czegoś więcej dowiedzieć się o klientce. Nazywa się A. S. lat 32. Zamieszkała jest w(…). Mógłbyś mi coś o niej więcej powiedzieć?
– Mam przed oczyma małą dziewczynkę. Nie wiem, cztery latka, może pięć. Taka blondyneczka w sukience, tak ufnie, ufnie patrzy przed siebie. Ale jest raczej pogodna. Patrzy… To tak, jakby patrzyła tymi swoimi oczyma w przyszłość. Jakby ją badała, jakby ją widziała, czy rozumiała. Wokół niej jest przestrzeń, wypełniona różnymi zabawkami. Zabawkami, jakimi bawią się dzieci w jej wieku. Ale to jest ciekawe. Stoi, niby uśmiechnięta, ale tak jakby coś ją… Jakby jej coś dolegało, jakby była czymś zmartwiona, jakby na coś czekała. Nie wiem, dlaczego takie jest zachowanie. Tak jakby szukała pomocy. Jakby sobie nie zdawała sprawy, że jest możliwa jakaś pomoc, ale… Nie wiem, nie wiem, jaka pomoc? W każdym razie to dziecko stoi, stoi, stoi. Niby jest szczęśliwe, ale czymś przejęte, czymś zmartwione.
– Posiada może jakiś wewnętrzny lęk?
– Chyba tak, ale… No, nie jestem tutaj tego pewny. Konflikt jest jakiś. Konflikt jakiś jest.
– Poproś o rozjaśnienie tego konfliktu. Może któryś z Mistrzów mógłby ci wyjaśnić?
– Jak gdyby dwie natury, No nie wiem, no jedna, która mówi zrób tak, druga mówi – ani się waż.
– To w tym dziecku czteroletnim, tak? Już są takie dwie natury?
– No właśnie, to tak jakby było… Jak na zasadzie, co ja tutaj robię, o co tutaj chodzi? No i wciąż to dziecko, przed oczyma, taka bezradność, jak gdyby była. No, nie wiadomo, jak postąpić, co mam zrobić. Może tak, a może nie potrafię w ogóle podjąć żadnej decyzji? A może mi się coś wydaje. A może jest zupełnie inaczej, jak inni to widzą?
– Czyli ona teraz może ma przed oczyma cały czas to dziecko czteroletnie. Czy może tam się w tym wieku czterech lat coś ważnego dla niej wydarzyło?
– Aaa. Jasne, tak może być.
– Przypatrz się, może coś się wydarzyło ważnego w tym wieku, kiedy miała cztery lata. Zobacz, co to mogło być. Jeżeli coś tam było?
– Ktoś podbiega starszy i uderza w twarz.
– Aha? Mocno?
– Ooo, bardzo, ale to dziecko stanęło murem i przetrzymało to upokorzenie.
– I kto to był? Mężczyzna czy kobieta?
– Kobieta. Oj, z taką wrogością, wściekłością, ale to dziecko…
– Czy to była może matka, czy ktoś inny? Może babka?
– Kobieta, ale nie wiem, kto.
– Nie wiesz, kto?
– To była kobieta. Ale to dziecko przetrwało tę zniewagę, nie ugięło się. I właśnie, to tymi oczyma, po tym zdarzeniu patrzy w przyszłość. Jakby cicho liczyło, „to ja ci kiedyś za to zapłacę”. Albo, „co ty zrobiłaś, to wszystko się zmieni. Nie będzie już tak, jak kiedyś. To mi zostanie do końca, czy o to tobie chodziło, żebyś zniszczyła przez to moje życie, moją przyszłość”.
– Dobrze, a dowiedz się, kim była ta kobieta dla tej naszej…
– Ktoś z rodziny, ale…
– Matka, babka?
– Nie, nie. Ktoś, kto się opiekował tym dzieckiem.
– Ktoś, kto się opiekował?
– Może to w przedszkolu było? Ktoś, kto się opiekował tym dzieckiem. I to dziecko tam nadal stoi i cierpi.
– Dobrze. A jakie są relacje w tym życiu, między tą młodą kobietą, a jej matką?
– No właśnie, jakaś taka… Nie wiem, jak to powiedzieć, ale to życie nie jest spójne i jest taka ucieczka. Jedna przed drugą, jakby się broniły, ale dlaczego, to tego nie wiem. Nie wiem jeszcze.
– Uciekają przed sobą, tak?
– Uciekają, albo jakby się broniły, jakby się bały przekroczyć wyznaczonych… Bałyby się przekroczyć te tereny, czy ten teren, który sobie określiły, nakreśliły. Jakby nie chciały wejść sobie no…
– Nawzajem w paradę?
– Dokładnie, ale to też z czegoś wynika, takiego, co miało zdarzenie kiedyś.
– Może to to zdarzenie, kiedy miała cztery lata.
– Może, może tak.
– Zobacz, może to matka była jednak tą kobietą, która wtedy…
– Na pewno ktoś, kto się opiekował tym dzieckiem. Ale ta osoba nadal ma duszę tego dziecka czteroletniego, skrzywdzonego, upokorzonego.
– Czyli ta osoba, ta A., tak? Ma tę duszę dziecka czteroletniego, cały czas, tak?
– No, w podświadomości tkwi, tak.
– Tak, rozumiem. Uhm.
– Nawet nie zdaje sobie z tego sprawy i to… Czy to nie jest powodem jakiegoś problemu, który ciąży, ale jest on głęboko ukryty…
– Bardzo głęboko?
– Oj, bardzo.
– Ciężko będzie dotrzeć?
– No, chyba teraz już nie. Jeżeli faktycznie to jest powodem tego, co się wtedy tam zdarzyło, to raczej nie. Kwestia przypomnienia sobie i uświadomienia, że takie miejsce…
– Że to miało miejsce?
– Miało miejsce. A jeżeli miało miejsce, to wpłynęło to jednak na psychikę. Tak.
– Dobrze. A chciałbym, żebyś z tej pozycji „góry” spojrzał na relację tych dwóch osób. Matki i córki w innych wcieleniach. Co one przyniosły ze sobą do tego życia, te dwie istoty? Jaką misję mają tutaj do odegrania ze sobą?
– Ja cię upokorzę, a ty swoją postawą sprawisz, że ja będę cierpieć. I nigdy sobie nie wybaczę, że byłam przyczyną tego zdarzenia. To tak wygląda.
– A czyje to są słowa, tej młodej, czy matki?
– Matki.
– Matki?
– Ja ciebie upokorzę po to, żebym cierpiała, żebym doświadczyła, zobaczyła to. I cierpieć w ciszy, w samotności, też jest sztuką. Też jest doświadczeniem większym i głębszym, które powoduje, że można doświadczyć czegoś, co jest częścią lekcji.
– Tak, co jeszcze?
– To chyba, no nie wiem, no więcej na razie nie można powiedzieć.
– A może powiesz mi, kim były dla siebie w innym wcieleniu i skąd przyszła taka relacja, jaka teraz się zdarzyła im w tym życiu? Jaka była przyczyna tego skutku, który w tym wcieleniu zaistniał? Może to zobaczysz?
– Jaśnie pani i służąca.
– Jaśnie pani i służąca? Tak?
– Tak.
– Kto był kim?
– Jaśnie pani upokarzała służącą, właśnie policzkując ją.
– Właśnie policzkując?
– Tak, za byle co, ale nie mówiąc, nie tłumacząc, tylko – ty wiesz za co i „ciach”.
– I kto był tą jaśnie panią, matka czy córka?
– Córka.
– Córka była kiedyś jaśnie panią, tak?
– Tak.
– A teraz matka, jest jej matką i też ją spoliczkowała w dzieciństwie?
– O tak.
– Rozumiem.
– To, o to poszło.
– Uhm. A czy jeszcze we wcześniejszym, innym wcieleniu, była może jeszcze jakaś inna przyczyna, że była akurat jaśnie pani i jej służąca? Cofnij się jeszcze czy, były jakieś role tych dwóch istot, tych dwóch dusz?
– Chodziło o jakiegoś mężczyznę, ale…
– Tak?
– I też tam było policzkowanie!
– Też było policzkowanie?
– O jejku! Tylko teraz nie wiem, która którą – w afekcie, w zazdrości…
– Tak, o mężczyznę? Też obie były kobietami, tak?
– Tak, ale to o jakiegoś rycerza, czy między drugą a rycerzem. Tak bardziej w sferze psychicznej, tak były bardzo zazdrosne. Ale formalnie – jedna drugiej nie była w stanie wykorzystać, czy znieważyć, bo były równego stanu.
– A zatem się policzkowały, tak?
– Hm. Tak.
– I to o to chodzi, że to się ciągnie za nimi.
– Bo to jest nieuregulowane.
– Nieuregulowane cały czas.
– Tak, nieuświadomione, nieuregulowane, lekcje nieodrobione.
– A powiedz mi, jaka byłaby najlepsza teraz dla tej młodej osoby lekcja, żeby to wszystko sobie wyjaśniła, zobaczyła, przerobiła. Jaki byłby, zdaniem naszych Nauczycieli, najlepszy sposób?
– Musi na swoje życie, na swoje wspomnienie, spojrzeć oczyma… Nie tymi fizycznymi, tylko oczyma duszy. I sobie uświadomić, że to, co jest, co przeżywa, co odczuwa, co chciałaby zmienić, no nie jest przypadkowe. Musi się otoczyć większym szacunkiem dla siebie, ale nie na siłę. Mogą to być kwiaty, mogą to być znajomi. Może to być rodzina. Ktokolwiek, ale powinna się otoczyć jakąś grupą ludzi, którzy dobrze jej życzą i pomogą jej wyjść z tego marazmu, z tego niezadowolenia, z tego dołka. Żeby miała gdzie się po południu, czy wieczorem wybrać, po to, żeby z innymi spędzić godzinę, czy dwie. No nie jest to takie proste, bo to się ciągnie już tyle czasu. Ale tak długo będzie wracać, jedna i druga, aż nie wypełnią tego zadania, które na nich ciąży. Wszystko.
– A regresja też by była tutaj wskazana?
– No, jedna z lepszych metod.
– Czy ona jeszcze nie jest na tym etapie, żeby zaakceptować taki sposób?
– O nie! Nie, to jest kwestia wiary, przekonania, to jest jeszcze… No nie, nie, ale w ogóle tak. Regresja tak. Regresja tak, musi wrócić do źródła, odszukać siebie w tamtych zdarzeniach.
– I spojrzeć na to zdarzenie innymi oczami?
– Tak.

– Dobrze, jest jeszcze jeden temat. Kobieta, nazywa się R. I., urodzona (…). Ma ona pięcioletniego syna. I. G. urodził się (…). Jest on chory na ciężki przypadek cukrzycy. Lekarze w tej materii są bezradni. Czy jest jakaś możliwość pomocy temu dziecku, czy też byłoby to sprzeczne z Wyższą Energią, Wyższą świadomością?
– Wiadomo, że każdy ma w sobie lekarza i na poziomie duchowym, jeżeli jest taka możliwość, należy przeprowadzić taką pracę, taką kurację. Jest wszystko możliwe. Tylko pytanie należy zadać, czy to jest pod wpływem tego, że to dziecko cierpi i matka cierpi, bo wcześniej zostały niezałatwione między nimi jakieś sprawy. Jeżeli sobie uświadomi, że tak jest, wtedy łatwiej będzie znieść to, co ona jako matka odczuwa w stosunku do tego dziecka. Więc ten ból, żal, często bezradność i to nie tylko bycie matką, ale i pielęgniarką. I to, nie tylko dwadzieścia cztery na dobę, bycie przy dziecku. Jeżeli ta pani jest w stanie nauczyć się kontaktu z duszą tego dziecka, to mają szansę się dogadać. I wtedy sama zauważy, że to działa, że to jest najlepsze. Wychodzi na to, że ona bardzo by chciała, bardzo pragnie, żeby to dziecko było zdrowe, bardzo je kocha. Chyba to jest największy jej skarb i jest w stanie zrobić wszystko, aby to dziecko było zdrowe. Czyli normalnie, w tym sensie, zdrowia fizycznego. Jeżeli podejmie taki trud, tę ciężką pracę, to w głównej mierze może się przyczynić i zmazać tę niedobrą karmę, która obciąża. I może spowodować, że ta ciężka praca, ta energia, którą spala, wydatkuje, to że potrafi się dogadać z Wyższą Jaźnią dziecka, na pewno przyniesie skutki. Tylko to może pomóc.
– Tylko to? Żadne fizyczne zabiegi tu nie mają racji bytu?
– Nie! Na pewno nie, na pewno nie. To jest lekcja do odrobienia.
– Czyli to jest typowy przekaz karmiczny. I tylko sposób na duchowe przebudzenie się matki jest rozwiązaniem dla uzdrowienia dziecka. Czy tak?
– Tak i pomoc w rozwoju Wyższej Jaźni tego dziecka.
– Pomoc w rozwoju Wyższej Jaźni, czyli nawiązać kontakt najpierw ze swoją Wyższą Jaźnią, a potem z Wyższą Jaźnią dziecka. Czy o to chodzi?
– I pracować. Dokładnie, dokładnie.
– Ciężka praca?
– No ale to jest jedyna alternatywa.
– Rozumiem, bardzo pouczające.
– Ma energetyczne możliwości. Jest zasobna w energię i jest w stanie nauczyć się pobierać tyle energii, aby jej wystarczyło sił do pracy. Tę energię, tę miłość, to dobro, które może dziecku przekazać, będzie możliwe i będzie przekazywać, ale musi wiedzieć, że to jest ciężka praca. Ale ten dług, te zaszłości muszą być wyrównane. Tu i teraz, to jest jedyna szansa.
– W tym życiu?
– To wszystko.
– Dobrze. A czy gdyby ta kobieta była w pełni zaangażowana i gotowa przyjąć jakiekolwiek podpowiedzi, jakich wskazówek można by jej udzielić na teraz? Od czego powinna zacząć, jeżeli w ogóle nie wie nic na temat duchowości? Na temat przyczynowo-skutkowych uzależnień – karmicznych uzależnień. Od czego powinna zacząć te nauki i pracę ze swoją Wyższą Jaźnią i z Jaźnią tego dziecka?
– Od regresji.
– Od regresji?
– Musi zobaczyć, przypomnieć sobie, przeżyć to jeszcze raz. Musi to być świeży ślad, bo przyszła tutaj z amnezją, nie pamięta, nie doświadcza… Musi tego doświadczyć, nie tylko w sferze psychiki, czy w sferze umysłu, ale też jako dusza, musi sobie to wszystko przypomnieć. I wtedy to może ją tylko zdopingować i może to być początek tej drogi. A czasu jest, w tym ziemskim znaczeniu, nie jest dużo. Jest młody jeszcze organizm. Dusza jest jeszcze młoda, jest jeszcze zdolna do pracy z mniejszym wysiłkiem, jak u starszych osób. Bo tutaj musi być zrównoważony bilans – ja jako istota duchowa i ja, jako część tego bytu, tego ciała fizycznego musimy ze sobą współpracować, a nie sobie przeszkadzać. Dziecku będzie o wiele łatwiej, prościej. Ale musi to doświadczyć ta pani, musi wtedy zrozumieć, że to jest najlepsza droga.
– Czyli tutaj regresja jest tym najwłaściwszym krokiem do przypomnienia sobie…
– Doświadczenia na nowo.
– Do tej relacji z dzieckiem?
– I to może zdopingować. Wszystko.

Henryk Markowski

2 odpowiedzi na “Wgląd w doświadczenia ponadczasowe innych ludzi Henryk Markowski”

  1. Konstancja pisze:

    Chciałabym poznać swoje poprzednie wcielenia.Do kogo i gdzie powinnam się udać w tej sprawie?Proszę mi podpowiedzieć,ponieważ wiele szwankuje w moim życiu.

  2. admin pisze:

    Proszę kliknąć na nazwisko autora pod tekstem i przerzuci Panią na jego stronę. Powodzenia w podróży!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Ta strona używa cookies.

Czytaj więcej na temat polityki cookies.