Uran i Neptun - Solaris - rozwój osobisty

Uran i Neptun

URANUS

Wprawdzie – jak głosi mitologia grecka, Saturn pozbawił swego ojca Uranusa panowania nad światem, wprawdzie w świecie materialistycznym materia zaważyła nad duchem, jednakże duch ten pozostał w niej żywy, jako siła ożywiająca, siła motoryczna, jako niewidzialny pan i władca. Materia wydająca się tak przemożną naszemu rozumowi, podlega jednak prawom leżącym poza granicą materialnego pojmowania, które może nam tylko pokazać rezultaty, ale nie ich przyczyny, i aby to zrozumieć, musimy iść dalej jak Saturn „pan światów objawionych”, musimy się udać w sferę Urana. Do tego ostatniego możemy się zbliżyć tak drogą uczucia, jak i drogą rozumu, jak długo jednak motywy ku temu nie będą dość czyste od ziemskich pożądań, rezultat będzie bardzo nikły. Tak więc ci, którzy wybiorą kierunek uczuciowy, nie wzniosą się ponad anarchizm i niemoralność, ci zaś, którzy pójdą drogą rozumu, utkną wśród swoich teorii o atomach, elektronach, nerwach itd., jeśli nie zwyciężyli Saturna, „strażnika progu”.

Więc nie braterstwo dusz itp. dla uprzyjemnienia osobistych stosunków, i nie hipoteza elektro-dynamiczna, lub okultystyczna, jeśli ma ona zapewnić tylko zyski materialne i władzę nad innymi, bowiem wtedy doprowadzi nas Uran do najmniej oczekiwanych konsekwencji.

Te same trudności leżą w znaku Wodnika, w którym dobry wpływ Urana ujawnia się kiedy Saturn został pokonany, zaś zły kiedy saturniczny egoizm i ograniczenie uniemożliwiają wysokie loty idei.

Ludzie po większej części bardzo niechętnie zastanawiają się nad nieharmonijnymi aspektami swego horoskopu, i na ogół skłonni są kłaść największy nacisk na punkty przyjemne, łudząc się, że w ten sposób można przesłonić i zniweczyć tzw. „złe” strony horoskopu. Gdyby jednakże studiujący astrologię zechcieli wniknąć głębiej w sens tych tzw. „złych” aspektów, czy gdyby spróbowali ujmować astrologię ze strony religijnej, duchowej zamiast ograniczać się wyłącznie sferą zastosowania materialnego, to doszliby do zadziwiającego odkrycia, które z gruntu zmieniłoby ich poglądy na te „złe” aspekty, „złe” planety.

Powszechnie przyjęto nazywać Saturna i Uranusa planetami złymi, planetami nieszczęścia, ponieważ silnie zaznaczone w horoskopie, sprowadzają trudności, troski i cierpienia. Szczególnie Uranus silnie postawiony lub źle aspektowany, sprowadza krach za krachem, cios za ciosem, powodując nieraz prawie zupełną ruinę życiową.

Historia głównego charakteru w biblijnej księdze Hioba i okrutne doświadczenia jakie nań spadły, są typowym przykładem wpływu Uranusa i jakkolwiek nie rozporządzamy horoskopem bohatera tej księgi, to jednak wnikając w naturę nieszczęść, jakie go spotkały, musimy zgodzić się, że to Uranus mógł wywołać taką serię nagłych i niespodziewanych katastrof.

Cóż jednak znaczą takie katastrofy w życiu człowieka? Są one niezbędne dla podniesienia duszy i są nieuniknione na drodze ewolucji duchowej, którą każdy z nas przebyć musi.

W czasie radości i pogody, kiedy okręcik życia z rozwiniętymi żaglami szybko i wesoło ślizga się na fali czasu, nie odczuwamy potrzeby głębszego myślenia, lub kształcenia sił duszy. Cóż jednak się dzieje, kiedy ciężkie chmury skłębiają się na horyzoncie, kiedy rozszaleje burza i łódka nasza znajdzie się w niebezpieczeństwie? Wtedy oto budzą się w człowieku wszystkie jego siły wewnętrzne, napina on energię i dokłada wszelkich wysiłków, aby uniknąć groźnej katastrofy. Ćwiczenie myśli, koncentracja woli na pewnym określonym celu, rozwijają drzemiące siły duszy i podnoszą ją na wyższe plany.

Zadaniem więc tych dwóch „złych” planet Saturna i Uranusa, jest budzenie duszy.

Kiedy na nasze barki spadnie wielkie nieszczęście, kiedy oblicze, które rozjaśniało nam świat cały leży martwe i zimne, kiedy życie nie ma już dla nas żadnego uroku, kiedy pozostawieni jesteśmy sobie samym i znikąd nie możemy się spodziewać ratunku, wtedy opuszczona przez wszystkich dusza, po raz pierwszy może w życiu, zaczyna szukać Boga w swym wnętrzu. Stojąc na ruinie życia, patrząc na beznadziejne wokół spustoszenie, pyta: „Co znaczy to wszystko?”, „Jaki jest cel życia?”, „Po co ja tu jestem na świecie?”, „Czy jest w ogóle Bóg jaki?” – Człowiek taki rozpoczął szukanie siebie, poruszył to, co jest istotne, dusza jego obudziła się w tej chwili ze snu długotrwałego.

Uranus nazywa się budzicielem, ponieważ powoduje klęski i upadki; upadki te jednak uczą nas więcej niż zwycięstwa, bowiem klęski pobudzają duszę do większych i trwalszych wysiłków i zdobyczy.

Wielu ludzi zajmuje się astrologią jedynie po to, aby nauczyć się unikać cierpień i doświadczeń losu, nie chcąc zrozumieć, że jedyną drogą do opanowania losu i przezwyciężenia cierpień, jest zdobycie wiedzy i mądrości. Tylko wiedzą i mądrością można pokonać cierpienie.

Potężni Władcy Losu, „Panowie Karmy”, budując materię dla formy ludzkiej, z którą nierozerwalnie sprzęgnięty jest los jej, biorą tyle z długów przeszłości danej duszy, ile ich w mającym nastąpić wcieleniu może być wyrównanych. W związku z innymi, z otoczeniem itd. umieszczają taką duszę tam, gdzie ona najlepiej będzie mogła nauczyć się zadanej lekcji, gdzie jednocześnie będzie mogła spłacić długi zaciągnięte w przeszłości i gdzie najskuteczniej będzie mogła rozwijać swe zdolności na przyszłość. Cierpienia i troski potrzebne są dla duszy tak samo, jak radość i zadowolenie. Wszystko, czego szuka nasze wyższe „Ja”, to doświadczenia rozszerzające jego świadomość; obejmuje ono całość, a nie część, widzi istotne, a nie przemijające, i dlatego im więcej rozwinięta dusza, tym więcej doświadczeń i ciężkich prób w jej życiu. Młoda dusza ma życie dość łatwe i przyjemne; tak bowiem jak i młodą roślinę chronimy przed wichrem i burzą, tak i młoda dusza nie zniosłaby zbyt mocnych uderzeń i doświadczeń losu.

Astrologowie twierdzą – i słusznie, że Uranus sprowadza nieuniknione katastrofy i trudności nieoczekiwane i nagłe. I zaiste – sądząc powierzchownie, z form jedynie, można uważać Urana za złą planetę. Jeśli jednak, jako okultyści, rozpatrzymy sprawę z wyższego punktu widzenia, wtedy musimy dojść do przekonania, że w najwyższym sensie słowa jest on dobrodziejem ludzkości, bowiem przyczynia się najbardziej do wzrostu, uszlachetnienia i rozwoju duszy.

NEPTUN

Jeszcze bardziej oddaloną – przenośnie i w rzeczywistości – jest sfera Neptuna, władającego nad żywiołem wody, z której wyszło wszystko ongi, kiedy „Duch Boży unosił się nad wodami”. Wodę klasyfikujemy zwykle jako element uczuciowy, kobiecy; wiedza tajemna wywodzi słowo „mater” (matka) z litery M, która powstała z egipskiego hieroglifu oznaczającego wodę, matkę świata, wielką głębię.

Neptun jako władca tego elementu, czyni tych, którzy zdolni są reagować na jego wpływy, niezwykle czułymi na wrażenia z zewnątrz i im bardziej prymitywne, nieświadome, im mniej wypowiedziane są one, tym większe odczucia. Jest bowiem woda początkiem, źródłem wszechrzeczy, zawiera więc w sobie też zarodek wszelkiej myśli i wszelkiego czynu.

Nazwano kiedyś Neptuna „bogiem rozumu”. Może on nas poprowadzić na najwyższe szczyty wiedzy i rozumienia, lecz u tych wielu, którzy jeszcze nie zdołali otrząść się z ziemskich naleciałości, wpływ Neptuna wyrazi się tylko w nieokreślonych, ekstatycznych, na pół chorobliwych stanach, wiodących zależnie od rozwoju danego indywiduum – do obłędu religijnego, pijaństwa, manii tańca lub szału narkozy. Lecz nawet w tych wynaturzeniach, doświadczone oko rozpozna typowy neptuniczny pęd do wyzwolenia, zjednoczenia boskości.

Ryby są znakiem, w którym panuje Neptun, i tu też objawia się owe pragnienie powszechnego podniesienia w najwyższym znaczeniu, choćby za cenę najwyższych ofiar osobistych. Ideały chrześcijaństwa stoją silnie pod wpływem Ryb. Na niższym stopniu rozwoju Ryba niewiele myśląc ofiaruje się nawet i dla niskich celów.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Ta strona używa cookies.

Czytaj więcej na temat polityki cookies.