Trudne pytania - Solaris - rozwój osobisty

Trudne pytania

– A teraz chciałbym ciebie zapytać, czy będąc w tym miejscu, gdzie teraz jesteś i mając dostęp do wiedzy zawartej w pamięci tej planety mógłbyś spojrzeć i zbadać przypadek pewnej katastrofy? Mam na myśli zdarzenie z dnia 30 czerwca tysiąc dziewięćset ósmego roku, jakie wydarzyło się na Syberii w okolicach Podkamiannej Tunguskiej. Czy możesz bliżej je opisać?
– Wielu naukowców było i jest przekonanych, że była to naturalna katastrofa. Zderzenie meteorytu z Ziemią. Gdyby tak w istocie było, to zbliżając się do Ziemi, przedzierając się przez atmosferę, tak potężny odłamek skalny, czy innego rodzaju struktura materiału, nie ważne czy byłby to dzień, czy noc, paląc się, płonąc, świeciłby potężnym blaskiem. Byłby to najjaśniejszy punkt na niebie. Nie ważne, czy słońce w zenicie, czy noc. Nikt tego nie zauważył. A trwałoby to dostatecznie długo, żeby to zauważyć. Przy takiej potężnej katastrofie nie sposób byłoby tego nie zauważyć. Podobny przypadek zderzenia meteorytu był po przeciwnej stronie planety. I ten przypadek był widziany wiele tysięcy kilometrów wcześniej przez obserwatorium w Anglii. I ten fakt odnotowano jako dziwne zjawisko, które zostało wiele lat później potwierdzone wnikliwymi badaniami i pomiarami. A więc w tym przypadku, również przy rozwoju już techniki obserwacji nieba z różnych punktów Ziemi, nie mogło to ulec przeoczeniu.
– Jak więc w istocie było z tym zdarzeniem? Opowiedz mi o tym.
– Był to sztuczny twór, który miał za zadanie pomiar kilku ciał niebieskich, planet w Układzie Słonecznym. Ze względu na czas swojej misji i pewne niebezpieczeństwo był obiektem bezzałogowym. Z punktu widzenia fizyczności, techniki, popełniono błąd w obliczeniach. I doszło do katastrofy. Ziemia ściągnęła obiekt swoim przyciąganiem.
– Jak duży był ten obiekt? Możesz coś na ten temat powiedzieć?
– Ludzie nie są w stanie takiego obiektu tutaj na Ziemi wybudować. Jest to niemożliwe. Był to obiekt, który około sześciu razy swoim rozmiarem przewyższa ten, który w tej chwili ludzie budują w kosmosie. Jednak siła eksplozji, zniszczenia nie wynikała z wielkości tego obiektu, ale z nośnika energii, która poruszała ten obiekt. Zetknięcie się z tlenem, z powietrzem, z atmosferą ziemską wytworzyło tę potężną eksplozję. I fala uderzeniowa zrobiła swoje.
– Na jakiej wysokości była, mniej więcej, ta eksplozja?
– Około stu tysięcy kilometrów, więc już w atmosferze ziemskiej…
– Stu tysięcy kilometrów? Czy stu kilometrów?
– Wszystko zaczęło się na wysokości stu tysięcy kilometrów.
– Ale ja zapytałem o samą eksplozję nad Ziemią. Jaka to była wysokość nad Ziemią?
– Niecałe pięćdziesiąt.
– Niecałe pięćdziesiąt?
– Struktura była tak nagrzana, że wyzwoliło to niesamowitą temperaturę i nastąpiła eksplozja.
– I to był obiekt bezzałogowy, czyli stacja badawcza, czy tak?
– Tak. Ale nie zderzyła się z Ziemią.

– Dobrze, to przejdziemy do pytań. Pierwsze pytania są od ciebie. Pytasz się w ten sposób: „Czuję, że boję się sukcesu. Co o tym sądzicie?”
– Tak. Pytanie, co jest miarą sukcesu. W zasadzie wszystko jest sukcesem. Tylko zależy, z jakiej strony się na to spojrzy. Nawet tam, gdzie się nie dostrzega tego sukcesu, widzi się porażkę, to może się okazać sukces, bo jest to początek, albo – może być początek nowej drogi. To zależy od tego, jak na to spojrzymy. To właśnie… O, ten w koronie, tak – Salomon. Korona, właściwie nie można powiedzieć, że to korona. To nie jest korona, to jakaś opaska złota. No tak, można powiedzieć, że to korona, no niech to będzie korona. To właśnie on mówi, że mądrość, wiedza, bogactwo, jest jedno i to samo, tylko zależy, jakiemu celowi służy. I to może być uważane jako sukces. Bo mądrość, uzyskanie mądrości, bycie roztropnym też jest sukcesem. Bo niełatwo żyć na Ziemi i być mądrym, roztropnym, tak, aby wszystkich zadowolić. I niełatwo być przy tym jeszcze bogatym, albo bogatym, żeby wszystkich zadowolić. Bo z reguły zawsze się ma wrogów i z reguły jest się zawsze samotnym. Tylko pytanie, czy samotnym w samym sobie, czy tę niby samotność dzieli się ze Stwórcą? Bo jeżeli się Jego pomija, a ma się dobra, wiedzę, to pozorny jest sukces. Na każdym polu, jeżeli się odnosi sukces, wcześniej czy później, człowiek zostaje sam, ale zawsze trzeba zwrócić się do „Góry”. Tak to już jest. To jest doświadczenie i często, ci, którzy nas nie lubią, nienawidzą, krytykują, powinni być odbierani jako nauczyciele. Bo nie sama sytuacja, ale reakcja środowiska, tych, którzy są wokół nas, powoduje, że powinniśmy to odebrać jako lekcję od nauczycieli. Dlaczego, dlaczego się boję sukcesu? Wszystko jest sukcesem, co robisz. Wszystko jest sukcesem, czego nie robisz. Tylko kwestia wyboru i określenia, czy zaistniało to w odpowiednim momencie, czy też nie. Nie można tego tak rozpatrywać w kategoriach sukcesu, czy porażki. Bo jest po prostu, jak jest. Jeżeli coś nas ogranicza, to jest złe. Jeżeli nas nic nie ogranicza, to nawet porażka może być sukcesem. Wszystko, wszystko czemuś służy. Każde zdarzenie, każda okoliczność jest dobra, jest właściwa. Trzeba to zrozumieć, bo przyjdzie czas, że będzie mi dane, to zrozumienie i nie będę się już więcej nad tym zastanawiać. Samo życie, to, że się tutaj jest, to też sukces. I on jest najważniejszy. Że jest okazja, możliwość doświadczenia, właśnie w tym czasie, w tych okolicznościach. Kwestia, czy się ustawić z wiatrem, czy pod wiatr. Czy płynąć z nurtem, czy się trzymać gałęzi i próbować piąć w górę, pod prąd. Zaufać, zaufać i jeszcze raz zaufać, przede wszystkim swojemu przesłaniu.
– Czyli podsumowując ten wywód można by było określić to krótko i jednoznacznie, że to, co ciało nazywa porażką, dla duszy może być sukcesem. Jak więc uzyskać tę jednomyślność i spójność, żeby rozpoznawać na każdym kroku cel, misję swojej duszy?
– Trzeba pamiętać, że jest się duszą. A nie, że jest się przede wszystkim ciałem.
– Uhm, właśnie.
– Nie jest to łatwe. Często się o tym zapomina. Ale jeżeli się jest zawsze na poziomie właśnie ducha, to już jest to. To już jest to.
– A może ważniejsze byłoby pytanie w tym momencie: jak doświadczyć tego, żeby się skupić bardziej na odczuciu własnej duszy?
– Po prostu – trzeba być w środku swego ciała, mieć tę świadomość, że jestem w tym ciele jako istota duchowa. Skupić się na środku. To wystarczy. Nie, co na mnie oddziałuje, nie, co słyszę, nie, co do mnie dociera, jaka informacja, jakie odczucia zewnętrzne – tylko to, co wychodzi ze mnie na zewnątrz. To wszystko.

– Pierwsze to jest twoje pytanie. Jest ono takie: Co daje mi siłę i jakie są symbole mojej mocy?
– Właśnie ten Lao Tsu mówi, że troszkę inaczej to pytanie powinno być zadane. Bo to, co w tej chwili jest, to jest konsekwencją tego, co do tej pory się w moim życiu zdarzyło. I z wielu powodów to właściwie nie jest właściwe, nie jest takie, jakie powinno być. Złe przyzwyczajenia, niewłaściwe nawyki, złe zrozumienie tego, co się dzieje wokół mnie. Bo to jest zawsze ważne, to, co się dzieje na zewnątrz, aczkolwiek, jeżeli się we właściwy sposób jest zwróconym do wewnątrz, to tamto nie powinno mieć prawie żadnego znaczenia. Chociaż zawsze podlegamy jakimś wpływom zewnętrznym, ale one nie powinny mieć znaczącego wpływu na to, czym się zajmujemy, co nami kieruje od wewnątrz. A pytanie powinno brzmieć: Co może być symbolem mojej mocy? Co z tego może wynikać? Co może być moją siłą? Siłą może, tylko i wyłącznie, być wiara. Wiara i jeszcze raz wiara. To jest podstawa wszelkich dokonań, wszelkich dążeń. Wiara na drodze do jakiegoś celu. Wiara na drodze do osiągnięcia zamierzonego rezultatu. I ta droga nie powinna być drogą ciernistą, kamienistą, a powinna to być droga, tak jak zaplanowano – dla wszystkich ludzi usłana różami. To my sobie komplikujemy, to my powodujemy, że nasza droga staje się ciernistą, kamienistą. Za bardzo kombinujemy, nie dowierzamy, brakuje nam wytrwałości i wiary. Nie powierzamy swojego losu tym, którzy odpowiedzialni są za prowadzenie nas tutaj w warunkach ziemskich. A więc drugi element to jest, oprócz wiary, zawierzenie. Inaczej zaufanie, pełne zaufanie – dla tej grupy, czy dla tego, który odpowiada za nasze tutaj bezpieczeństwo i prowadzenie. Może to być Anioł, Mistrz Duchowy, nie ma znaczenia, jak się nazywa. Ważne, żeby żyć z nim w przyjaźni i w zgodzie. Poznać Jego względem nas zamierzenia. I żeby ta współpraca się układała bez szwanku i żadnych zastrzeżeń. To wymaga z naszej strony, dużej ilości wyrzeczeń, dużej ilości czasu. Nie jest to wszystkim dane, ale na tym polu każdy ma taką szansę i możliwości. Wiara, zawierzenie i pewność, że to się zrealizuje. A symbolem to tylko prostota, prostolinijność, a więc bycie w tym zawierzeniu, w tej wierze. Dla tych z zewnątrz – ignorantem, a od wewnątrz – tak, jak bohater bajkowy. Bajkowy głupiec. A więc nie ma tu żadnej alternatywy. To bajki nas uczą. Bajki Ezopa, Grimmów i wielu, wielu innych. To są wzory do naśladowania, nie wymyślone przez Andersenów, Grimmów, Ezopów, a to są bajki podyktowane przez Wyższe Siły. Oni po prostu je tylko spisali. Prawdy jako zakamuflowane historie, więc symbolem to ma być taki Klaunik, Bajkowy Głupiec.
– Uhm. Będziesz pamiętał, tak?
– Tak i jeszcze mówi, że… Właśnie on się pyta, czy pamiętam jego historię? Jak wędrował, nie znając żadnych liter, nie potrafiąc pisać i czytać, wypowiadał prawdy, które były spisywane przez innych. Tak samo ja mam założyć, że niczego nie wiem, niczego nie rozumiem, a życie dla mnie napisze taką historię, na jaką zasługuję. To samo inni wielcy nauczyciele, filozofowie – często nie potrafili czytać i pisać. To za nich ludzie pisali, albo za nich życie pisało ich własną historię. To wszystko.

– Dobrze, podziękuj. Teraz będzie pytanie, jakie chcieliśmy postawić wspólnie. To pytania o kształtowanie świadomości istot ludzkich na Ziemi w obecnym czasie, przez istoty przybyłe z Kosmosu, z innych wymiarów. Prosimy o ogólną charakterystykę.
– Kształtowanie świadomości, jest wynikiem wielu zbiegów okoliczności, które zostały zapisane przez Radę Dwudziestu Czterech. A więc szeroką Radę. I są prawdy uniwersalne, w które musimy uwierzyć. Bo jedna cywilizacja ogólnoświatowa ma rację bytu na Ziemi. I to jest to, do czego tak naprawdę ludzie będą zmierzać, dążyć. I to już widać w polityce, w gospodarce, w unifikacji produktów, przepisów, norm, ale w wymiarze duchowym tylko nieliczni do podobnej unifikacji dążą. Właśnie tutaj podają przykład przywódców religijnych, którzy tak jak Dalajlama czy Papież próbują dogadać się z przywódcami innych religii. To jest właśnie ten początek. Przełamanie stereotypów, paradygmatów i to jest ciężka robota, to jest bardzo ważne. Bo nadejdzie taki czas, że wszyscy będą się kierować uniwersalną prawdą, która dotyczy nie tylko tego Wszechświata, ale innych, innych jeszcze wymiarów. Bo są nauki i prawdy, które są uniwersalne w wymiarze tego Wszechświata, który da się fizycznie zmierzyć, zobaczyć, ale jeszcze istnieją inne wymiary. Odpowiedniki naszej cywilizacji w innych wymiarach. I one mają też swoje własne prawdy, swoje własne nauki, ale zawsze są one uniwersalne. I ta świadomość zaczyna być tutaj budowana poprzez ludzi, którzy są w odpowiedni sposób manipulowani, poprzez informacje, które idą w masmediach – telewizja, książki, sztuka, czasopisma. Poprzez tych, którzy zaczynają przecierać szlaki, którzy się skłaniają ku mistycznym doznaniom, często wypływającym z zaspokojenia ciekawości. Tak naprawdę oni są przewidziani w planie, żeby zrobić mały kroczek. Kolejny mały kroczek. Jest też wbudowany w ten świat element kształtowania świadomości – świadomości zbiorowej. Nie tylko jednostki, choć samoświadomość jednostki jest bardziej wartościowa niż samoświadomość zachowawcza grupy ludzi. Bo grupą można swobodniej manipulować niż jednostką. Ale coraz, coraz więcej ludzi się skłania do naprawiania błędów, które popełnili w życiu, do życia życiem wewnętrznym. Dostrzegają ten świat wewnętrzny, który jest bogatszy, barwniejszy i wykazuje o wiele więcej możliwości samorealizacji niż to daje świat materialny. Zaczynają tworzyć się i budować ośrodki na całym świecie. Różnie są postrzegane, niektóre mają mecenasów, inne są zwalczane, krytykowane. I tak, jak każda rzecz fizyczna, materialna, tak samo idea, pomysł żyje własnym życiem. Umiera i rodzi się, jest wdech i wydech. To musi też żyć własnym życiem.
– Uhm. Dobrze, to wszystko?
– Oni tak mówią, że to jest tylko wycinek, bo można o tym w nieskończoność, w nieskończoność…
– Dobrze, jeszcze będą podobne pytania, więc przejdźmy do następnego: Które z tych wielu cywilizacji są w najwyższym stopniu zaangażowane w ten proces? Proces wzrostu świadomości istot ludzkich, w obecnym, przełomowym dla Ziemi okresie?
– Właściwie najbardziej skłonni są do pomagania Ziemianom ci z Rady Dziewięciu, a więc z tego ścisłego grona cywilizacji, które tutaj mają swoich przedstawicieli. W postaci, pierwotnie plemion, a dzisiaj już narodów, nacji. Tylko jest jeden problem, którego nie przewidzieli wcześniej, że tak szybko się będą te grupy łączyć ze sobą. A więc te kultury, zachowania będą się przenikać. Dotyczy to na przykład Żydów. Dotyczy to na przykład Anglosasów, dotyczy to Słowian i tak dalej, i tak dalej. I to jest może ten czynnik, który powoduje, że świadomość, samoświadomość wzrasta szybciej niż ktokolwiek mógł przypuszczać. No właśnie i ci, którzy zaszczepili tutaj, chociażby… Czy są jak gdyby opiekunami Żydów, oni mają najbardziej z punktu widzenia biologicznego, najlepszą rasę, ale najbardziej krnąbrną, najbardziej zbuntowaną, najbardziej mściwą i nieprzejednaną. I dopóki u nich ta samoświadomość nie będzie miała świadomości zbiorowej, to będzie się wszystko ścierało. Północ – Południe, Wschód – Zachód. To zależy, jaki wymiar, czy polityczny, czy ekonomiczny, czy kulturowy. Ale generalnie ta cywilizacja musi upaść. I ona upadnie, nie pierwsza i nie ostatnia.
– Mówisz o całkowitej cywilizacji na Ziemi, czy o tych rasach, które wymieniłeś?
– Ta cywilizacja po prostu zniknie. Będzie nowa.
– Zniknie, czyli cała, na Ziemi? Przyjdzie nowa, nowa świadomość, nowa cywilizacja?
– Ona już zaczyna się tworzyć. Powstają ruchy religijne, kulturalne, które są początkiem tego. Upadają wielkie dogmaty religijne, wielkie religie. One już nie mają racji bytu. I to jest właśnie początek upadku cywilizacji.
– A odrębnie o Żydach coś byś mógł jeszcze powiedzieć?
– Najlepszy materiał genetyczny. Ale nie spełniły się założenia i stąd wynikają z nimi problemy. Są po prostu bardzo niesforni, zadufani w sobie. Dosłownie uwierzyli, że są wybrani. Wszystkie nacje na Ziemi zostały wybrane.
– Ale oni w to uwierzyli, tak?
– Wszyscy zostali wybrani, ale oni to wzięli zbyt dosłownie. Tylko oni w takich warunkach tyle tysiącleci mogli przetrwać. W rozproszeniu w diasporze, niewielu się to ludziom udało. Może po za nimi jeszcze Romowie, Cyganie właściwie. Bez państwa przeżyli tyle tysięcy lat w rozproszeniu.
– Dobrze.
– Po prostu – są złym duchem tego świata jako naród, ale bardzo, bardzo wartościowi. Krnąbrni, zadufani w sobie i stąd te problemy.
– Dobrze. Teraz będzie trochę może trudniejsze pytanie, a może wcale nie. Czy jest prawdą, że istoty z Zeta Reticuli najbardziej angażują się w przeobrażenie naszej cywilizacji oraz świadomości gatunku ludzkiego i całej planety?
– Z punkty widzenia Wszechświata, z tego wymiaru, w którym my żyjemy, tak. Ale należy pamiętać, że wiele cywilizacji galaktycznych żyje jak gdyby incognito. Nie afiszują się, nie zależy im na rozgłosie, nie kodują swoich tutaj przedstawicieli na Ziemi. I teraz pytanie: Czemu służy ten rozgłos, ta ich reklama. Czy to robią w dobrej wierze, czy też nie? I czy ten wymiar nam bardziej służy, w którym my teraz jako ludzie żyjemy, czy może przeniesienie się w inny wymiar daje nam większe korzyści rozwoju. To od nas zależy. Jako jednostka to można wybrać sobie dalszy rozwój w tym wymiarze, albo w innym. Ale raczej większość wybiera życie w tym wymiarze i to jak najbliżej Ziemi, albo powrót na Ziemię. Opieka, opieka… nie tylko oni się opiekują. Oni są w tej szerokiej Radzie.
– Są w Szerokiej Radzie?
– Tak i w sumie mają tyle samo do powiedzenia, co pozostali. Po prostu – są tutaj sfery wpływów. Rządzą i dzielą.
– Rządzą i dzielą?
– To jest odwieczne prawo. Aczkolwiek są jeszcze i takie czynniki, które działają destrukcyjnie. Niektórzy mistycy czy teologowie byli skłonni to nazwać grupą szatana, diabła, ale to odniesienie ma i wymiar fizyczny w ewolucji gatunku, i wymiar duchowy. Bo szatanem może być lęk, może być wszystko, co jest związane z emocjami, ale negatywnymi i również szatanem może być to, co działa destrukcyjnie na poziomie fizyczności czy samego rozwoju. To może być rozwój fizyczny człowieka, ekspansywny, ale idący w złym kierunku i może być destrukcyjny, idący też w złym kierunku albo dobrym – to zależy od wyboru. Trzeba uściślić temat pytaniem, czego akurat szukamy i jakiej odpowiedzi chcemy uzyskać?
– To bardzo istotne pytanie. Dziękuję za nie. Następne, dobrze? Jak bardzo w ten proces angażują się inne cywilizacje, na przykład Plejadanie? W proces naszego przeobrażenia.
– Oni bezpośrednio nie mają wpływu, jak gdyby politycznego, na to, co się tutaj dzieje. Natomiast fizycznie w różnych okresach byli bardzo zaangażowani. W tej chwili… oj, nie wiem, czy ja to… w tej chwili nie mają takich umocnień, jak kiedyś. A to wynika z pewnych uwarunkowań. Jeżeli jest potrzebna pomoc w sensie fizycznym, materialnym, to wtedy ich ekspansja, zaangażowanie wynikające ze współpracy Rady jest większe. A w tej chwili nacisk kładzie się bardziej na poszczególne świadomości co do pogłębienia rozwoju, idącego w sferę duchowości, a więc rozwoju mniej materialnego. Bo to, co dotyczy rozwoju materialnego Ziemi na ten czas, to praktycznie te możliwości już się wyczerpują. I to już widać. W niektórych technologiach, już w laboratoriach myśli się nad produkcją biokomputerów. A więc odchodzi się od fizyczności, bardziej od mechaniki, a idzie się na wyższy pułap rozwoju. Tak i są takie momenty w rozwoju Ziemi i były, gdzie oni byli potrzebni ze swoją świadomością tego, że są na takim poziomie rozwoju, a nie na innym. Mają swój udział w rozwoju Ziemi jako całości. I to bezspornie. Ale cały kierunek rozwoju idzie w tym, że wymiar Ziemi… To, że tutaj trudno istocie duchowej doświadczać, żyć na takim poziomie, na jakim dane jej było w planach. Właśnie to jest ten okres, który spowoduje, że zostanie to przełamane i wreszcie to doświadczenie bycia duszą tutaj, właśnie w tej gęstej atmosferze, spełni swoje oczekiwania. Że zaczną te dusze, które są uwiązane tutaj, zaczną odchodzić od materializmu, a więc przestanie rządzić EGO. Przestaną rządzić emocje. Ale to jest proces. I wszyscy, którzy do tej pory tutaj mieli okazję być, będą musieli to jeszcze raz przerobić, ale już w innych warunkach. Więc kolejna lekcja, kolejne doświadczenie. Wiele cywilizacji pozaziemskich tutaj miało i ma swoje interesy, sfery wpływów.
– Rozumiem. A co mógłbyś dodać o cywilizacji pochodzącej z Liry i jej wpływie na duchowy rozwój naszej cywilizacji na Ziemi?
– Oj, to jest duża różnica między tymi z Plejad, a właśnie Lirianami.
– Tak?
– Oj, to jest…
– W jakim kierunku?
– Plejadanom dane było pójście właśnie w kierunku rozwoju… Oj, nie wiem, jak to nazwać? – cywilizacji technicznej, industrialnej. A tamci właśnie bardziej w rozwój duchowy. Bardziej w rozwój taki niematerialny, a właśnie w rozwój tych wartości, które są wartościami pierwotnymi. A więc tymi, które są najbliżej źródła, najbliżej Boga. O! I właśnie na Ziemi, bo Ziemia jest tym miejscem, gdzie się to wszystko przeplata. Różne sfery wpływów, różne cywilizacje, różne kierunki rozwoju. Różne wymiary tutaj też się spotykają. I Ziemianie różnie to odbierają. Jako zjawiska nadprzyrodzone, jako cuda, jako rzeczy niemożliwe. Bo jeżeli się coś zdarzyło, jeżeli cokolwiek ktoś widział, to znaczy, że to jest. Nie ważne, czy to jest sprawdzone doświadczalnie, empirycznie, czy też nie. Równie dobrze można duchowo to zbadać, zobaczyć, dotknąć jak i fizycznie. Zależy, z jakiego pułapu się na to patrzy. Z jakiego punktu się obserwuje. Na to wszystko filtry, filtry, paradygmaty, uwarunkowania, przyzwyczajenia, opinie, tendencje. Za bardzo jesteśmy w tym wszystkim uwikłani.
– To tyle by było?
– Nie, właśnie jeszcze…
– Tak?
– Wielu Opiekunów, Aniołów jakby stamtąd pochodziło. To są stali rezydenci. Ochotnicy, rezydenci. Samo przemieszczanie dla nich, jak wiemy, nie ma problemu. Ale oni upodobali… (śmiech) No właśnie, takie pytanie: Czy wiem, co to znaczy być ochotnikiem? Oni są ochotnikami. Robią to bezinteresownie, sprawia im to przyjemność.
– Za każdym razem są nauczycielami, opiekunami, aniołami, czy też czasami się wcielają?
– To tak, jak nieraz mamy ochotę, żeby pójść na spacer, zjeść lody, popływać. I w wymiarze duchowym nieraz się ma ochotę na coś przyjemnego i mniej przyjemnego. To nie ma wpływu. A może niektórzy Wielcy Nauczyciele, to właśnie Oni? Kto wie, kto wie? Tak, przeważnie się często to zdarza, że przybierają formy ludzkie. Temat na inne rozmowy, na inne spotkanie.
– Temat na inne spotkanie, rozumiem. Dobrze.
– Nie teraz, nie ten czas. Za mało jeszcze…
– Za mało jeszcze wiemy?
– Za mało jeszcze rozumiemy.

– Zwracam się teraz do Aberamentho. Wiemy, że nasze tego typu działania, nasze procesy odbywają się w rzeczywistości subiektywnej. W tej też rzeczywistości odbywają się wszelkie duchowe badania, odkrywania, a nawet uzdrawiania. Można by rzec, że dla świata duchowego rzeczywistość obiektywna, a więc świat fizyczny, jest jak gdyby światem iluzji. Prosimy, więc o wyjaśnienie nam prawdziwości takich badań, jakie prowadzi Dolores Cannon w oparciu o jej książkę „One szły z Jezusem”? Jak On ustosunkowałby się do tego?
– To, co dla jednych jest subiektywne, dla innych może być obiektywne. To, w jaki sposób się patrzy na obiektywność fizyczną czy duchową, zależy od tego, jak się to odbiera. Zawsze można przejść na drugą stronę i znaleźć się w odpowiednim czasie, w odpowiednim momencie. To tylko zależy od życzenia i intencji. To, że się odbiera subiektywnie rzeczywistość, będąc tutaj, to jest jedna z lekcji, którą trzeba przerobić. To ona nas kusi do odbierania tego, co nas codziennie dotyka w ten, a nie w inny sposób – lęk, strach, emocje lub ich brak. Jeżeli życie jest podyktowane emocjami, lękiem, strachem, niewiarą, brakiem miłości, wiary, to nie można mówić o przejściu na drugą stronę, o dotarciu tam, gdzie byśmy chcieli – do przeszłości czy przyszłości. Trzeba to wszystko odrzucić i przede wszystkim nie lękać się. Uwierzyć, trzeba być odważnym. Trzeba zdać sobie sprawę, że jesteśmy kimś zupełnie innym, niż w rzeczywistości nam się wydaje, że jesteśmy. W dowolnej chwili możemy zostawić to ciało i wyrazić tylko zgodę na przejście w inny wymiar. I to wszystko. Temat dociekań, historia, czas nie mają znaczenia. Ważne jest to, z której strony się na to patrzy i oczyma kogo. Oczyma uczestnika zdarzenia, czy oczyma widza tamtego zdarzenia. Kilka osób przeżywając to samo, będąc w tym samym miejscu, może to inaczej opisać, inaczej to widzi. Ale zawsze będą odczucia te same. Bo tam one będą obiektywne. Nie skrzywione, nie przekłamane przez nabyte doświadczenia, które zawsze powodują, że jesteśmy ułomni. Ułomni emocjonalnie, psychicznie. Tutaj odczucia, nie wiedza empiryczna, ale odczucia, są najważniejsze. Nie emocje – a więc to, co z głębszych pokładów wypływa. Za jej przykładem, przykładem właśnie Dolores mogą iść inni. Ale to jeszcze nie ten czas, nie bardzo odpowiadający upowszechnianiu tego, tej możliwości. Realizacji tej wizji. To by było zbyt piękne i proste. Trzeba być przygotowanym, trzeba być odpowiednio wyciszonym i oczyszczonym, żeby to robić, a co dopiero przyjąć z drugiej strony to za prawdziwość zdarzenia, za prawdziwość historii. Bo to się wszystko dzieje wtedy poza tym światem iluzji, złudzeń. I to jest właśnie prawdziwość. Tam nie ma oczekiwań, co do rezultatów, one po prostu są takie, jakie są.
– Dobrze, to będzie wszystko?
– Tak.

– Dobrze. Teraz będą pytania ode mnie. Być może z góry powinienem przeprosić za nadmierną śmiałość, jeżeli coś takiego istnieje. Ale zdaję sobie sprawę, że tylko dzięki nadmiernej śmiałości, dzięki oderwaniu od skostniałych wzorców moralności, możliwe są badania tego typu. Wszelkiego rodzaju mistyczne poszukiwania nie miałyby racji bytu bez tak zwanej otwartej i niczym nie ograniczonej wyobraźni. Takimi zasadami kieruję się przy konstruowaniu naszych sesji. A moim pragnieniem jest stałe powiększanie okręgu mojej wyobraźni. Uważam, że jest to nieodzowna zasada przy tego typu poszukiwaniach. Teraz pragnę spytać, czy uzyskamy zgodę na przebadanie doświadczeń życiowych innych, dla nas ważnych istot. Mam na myśli takie postacie jak Jezus, Mahomet, Budda, oraz inne święte postacie. Mistyczne postacie.
– Hee (śmiech). Matka Teresa mówi, że dla Ciebie jest ten świat i z niego bierz tyle, ile możesz. Czerp wiedzę, doświadczenie. Ucz się i przekazuj tę wiedzę innym. Wszyscy jesteśmy święci. Ci, którzy byli, są i będą. I nie ma odwiecznych tajemnic. Tylko nam się tak cały czas wmawiało, że tylko nieliczni. A z tego skarbca można czerpać tyle, ile się chce. Można brać całymi garściami. Tylko, co z tym zrobisz? Jaki z tego zrobisz użytek? Czy to przyniesie tobie korzyść i innym? Czy tylko ujmę, wstyd i hańbę? To, co z tym zrobisz, tylko jest tym powodem, dla którego jedni mogą, a inni nie powinni czerpać zasobów tej wiedzy, doświadczeń. Nie ma żadnych ograniczeń. To my je sobie wymyślamy. Chyba, że mamy jakieś ostrzeżenie, że jeszcze nie jesteśmy gotowi. To jest jedyne ograniczenie. A tak nie ma poza tym żadnych. Mówi też, że swoją siłę, swoją pasję czerpała z prostych ludzi. To oni byli jej inspiracją na równej mierze z tym, co ona nazywała Bogiem. Na równi z tym, co jej dawała świadomość, przykład Jezusa, jak należy postępować, kochać, miłować innych. Na równi czerpała z tych prostych ludzi, wokół których żyła, dla których się poświęcała. Też możemy być inspirowani najprostszymi rzeczami albo bardzo wzniosłymi. Ale to nie ma znaczenia. Siła jest wewnątrz nas. Wszystko jest możliwe.
– No dobrze. A świadome badania innych rzeczywistości w podróżach poza ciałem?
– Wiesz, jak się to robi. Nie ma żadnych ograniczeń.
– Nie ma? Droga otwarta, rób, doświadczaj, tak?
– Po to jesteś.
– Dobrze. Jeszcze mam takie pytanie: Czy można w prosty i przystępny sposób wyjaśnić iluzję tego świata, w którym teraz żyjemy, który postrzegamy przy pomocy naszych ciał, umysłu i intelektu. Czy to, że zaistniał czas i oddzielił myśl od wyobrażenia i od kreacji jest główną przyczyną braku postrzegania iluzji tego świata?
– Zrozumiał to Budda, Mahomet, Jezus. My tak naprawdę też to rozumiemy, tylko nie chcemy tego dostrzec. Hm. (śmiech) Wszystko jest dobre. Tylko musimy chcieć dostrzec. Nie jest to ukryte. To wszystko jest nam dane, żebyśmy doświadczyli, zobaczyli, zauważyli, dotknęli. Tylko wewnętrznie jesteśmy jeszcze nie do końca przygotowani, czy przekonani, że jest jednak ten świat fizyczny iluzją. Ale ten balast, ten ciężar, jest właśnie po to, aby przy odrobinie wysiłku oderwać się od tego. Żeby popłynąć dalej, dalej. Żeby być bardziej istotą duchową, a nie emocjonalną. Nieraz wystarczy przypadek i nie trzeba ćwiczyć, pragnąć i osiąga się ten stan. A nieraz lata wytężonej pracy i zniechęcenie. Ale też trzeba pamiętać o fizyczności, trzeba dbać o ciało. Trzeba dbać o to, żeby miało możliwość wypoczynku, dobrego funkcjonowania, bo to jest też ważne. Świadomi musimy być tego, że to jednak jest bardziej iluzja, że to jest tymczasowy stan. I to jest to poletko, na którym przychodzi doświadczać tutaj na Ziemi, w tych ciałach. To jest dobra maszyna szkoląca i ucząca. Dusza wie o tym. Często łka, wyje, krzyczy, ale my tego często nie dostrzegamy, bo nie chcemy. Nasze emocje, nasze ego to ignoruje. Każdy indywidualnie do tego podchodzi, ale jako zbiorowość, jako jedna dusza cierpimy na tym wszyscy. Często tęsknimy za czymś, co jest dla nas nie określone. Tęsknimy za tym, żebyśmy znowuż byli jednym. Tęsknimy za tym wyższym wymiarem, za duchowością, za byciem wyzwoloną duszą. Pełną szczęśliwości. I każdy z nas ma w sobie Jezusa i Mahometa, i Buddę, i wielu, wielu innych światłych ludzi. To wszystko.
– Jeszcze chciałbym taki temat poruszyć, może rozwinąć, może ktoś chciałby się wypowiedzieć szerzej na ten temat. Moim pragnieniem jest uzyskanie szerszego obrazu, szerszej nauki na temat czasu i przestrzeni, które giną, gdy postrzegamy spoza ciała. Pragnę szerszego wglądu w rzeczywistość tych dwóch światów. Jak one nawzajem się przenikają? Jak to jest, że we śnie – świadomie czy też nie – penetrujemy ten inny świat? świat wyższych energii. Który z tych światów jest bardziej rzeczywisty? W kręgach bliższych nauce mówi się, że świat snu to świat iluzji. Dlaczego właśnie do tego świata uciekamy się po inspirację, po przepowiednię? Jest to zapewne świat wyższych energii, czy w związku z tym nie jest bardziej rzeczywisty? Czy chciałby ktoś na ten temat się wypowiedzieć?
– Mówią, że wszelkie inspiracje, wszelka wiedza, wszelkie doświadczenie nie jest generowane tutaj na Ziemi, tylko w naszym Domu. Tutaj tylko przychodzi nam doświadczać w innej rzeczywistości. Inaczej. Można to określić, że może nie tyle… Tutaj się eksperymentuje różne warianty, różne zachowania, różne możliwości. Ale je się doświadcza tutaj. I jest tylko jedna rzeczywistość. Tylko jedna jest rzeczywistość. Ona jest nieodmienna, niezmienna. Ona jest tu i teraz. A ta świadomość, którą mamy, że jesteśmy fizyczni, to jest po prostu jeden ze stanów, w którym istniejemy. A z tego powodu, że on jest najbardziej gęsty, najmniej subtelny, najbardziej go odczuwamy, najbardziej go doświadczamy i dlatego wydaje się nam najbardziej rzeczywisty. A to, że we śnie uciekamy, podróżujemy, żeglujemy, zbieramy doświadczenia, wiedzę, szukamy inspiracji, to tylko świadczy o tym, że to dusza raczej wie, co jest jej naturalnym stanem. Oddziela się od tej gęstej materii po to, żeby odpocząć. Żeby wrócić – z psychicznego punktu widzenia – choć na chwilę na łono, do miejsca skąd się wywodzi. Co jest jej bardziej naturalnym stanem. A jak mamy doświadczać? Tylko bycie w jednym miejscu, w jednym stanie? Doświadczenia trzeba czerpać z różnych poziomów. A im mniej subtelny, im bardziej gęsty poziom, tym bardziej się go odczuwa, tym bardziej się wydaje rzeczywisty. I to cała tajemnica. To, co się wydaje nam snem, jest tak samo rzeczywiste, jak ta rzeczywistość, którą doświadczamy. Ale ona jest najbardziej krótkotrwała. Możemy przerwać bycie w niej w każdej chwili. Na poziomie duszy jesteśmy cały czas. Czy to wystarczy? Czy ta odpowiedź jest wystarczająca?
– Dziękuję bardzo. Podziękuj teraz swoim Nauczycielom. Nie mamy na dzisiaj nic więcej. Wyraź wyrazy wdzięczności za przybycie, za odpowiedzi na nasze pytania.

– Teraz będzie prośba do ciebie. Chciałbym, żebyś sprawdził swoje dostrojenie do tej rzeczywistości, którą obecnie postrzegasz. Abyś się rozejrzał wokół, jakimi zmysłami odbierasz tę rzeczywistość, w której jesteś. Jak się dostroiłeś? Sprawdź po kolei wszystkie swoje zmysły: wzroku, słuchu, dotyku, węchu – ten świat, w którym teraz jesteś. Czy widzisz nadal Nauczycieli, jak ich odbierasz? Jak jest przekazywana wiedza, mentalnie czy słownie? Jak to wszystko wygląda? Opowiedz mi o tym.
– Informacja jednoznacznie przekazywana jest mentalnie. Jeżeli mam przekazywaną informację, to skupiam się na odbieraniu informacji. Nie widzę nic.
– Nie widzisz w tym czasie nic?
– Fizycznie jeżeli siedzę, to czuję, że siedzę. Jeżeli stoję, to odczuwam, że stoję.
– Czy możesz też pomacać swoje ciało i odczuć, że je dotykasz, odczuć jego gęstość?
– Nigdy tego nie robiłem.
– To sprawdź teraz. Masz taką możliwość i sprawdź, jak wygląda to dostrojenie do tej rzeczywistości, w której się znajdujesz.
– Hm. Trudno tak powiedzieć.
– Trudno, rozumiem. Ale jak siedzisz na krześle, to czujesz go swoimi pośladkami?
– To wiem, że siedzę, że ciało ma taką a nie inną pozycję, ale nie odczuwam tego krzesła, tego fotela nie odczuwam.
– Czyli zmysły czucia są raczej wyłączone, tak? Nie ma tutaj takiego czegoś?
– Mentalnie wiem, że siedzę, że idę, że stoję. Ale… nie, to nie da się tego tak opisać.
– Nie da się opisać. Nie, bo chodzi o to dostrojenie. Im lepsze jest dostrojenie, to tym więcej zmysłów bierze udział w twoim zaangażowaniu, w twoim odbiorze, prawda?
– Widzę dokładnie obraz dwu, trzywymiarowy. Trójwymiarowy, to wszystko dokładnie widzę. Rysy twarzy, kolory.
– Czy jakieś dźwięki towarzyszą temu, czy raczej to się nie zdarza nigdy?
– Bardzo płytko, bardzo płytko.
– A w innych rzeczywistościach, kiedy stworzyłeś na przykład swój pokój, towarzyszyły też jakieś temu dźwięki, czy nie?
– Bardzo płytko. Oj, nie zwracałem na to uwagi, natomiast wrażenia wzrokowe – bardzo mocne. Przekaz momentami bardzo jednoznaczny, wyraźny, ale są sytuacje, kiedy jest przekaz i nie potrafię tego zwerbalizować, wtedy następuje przekaz obrazowy, plastyczny. I wtedy z tego przekazu plastycznego dopiero wtedy mogę to opisać.
– W swój znany ci sposób, tak?
– Ja nie wiem, jak się to dzieje. Jeżeli jest przekaz mentalny i ja go przetłumaczę – jest OK. Ale kiedy jest przekaz mentalny i ja go nie rozumiem, to wtedy mam przed oczyma obraz i wtedy go opisuję, tłumaczę. To tak się odbywa.
– Tak się odbywa, rozumiem.
– Nieraz czuję smak i zapach.
– Czujesz smak i zapach?
– Oj, zapach nieraz bardzo, taki wysublimowany… oj, tak i smak też, ale ze słuchem jest najgorzej.
– Najgorzej ze słuchem, tak?
– Jakbym miał przytępiony.
– A przypomnij sobie takie zdarzenie, gdy kiedyś przyszedł jeden z Nauczycieli i miał w ręku dzwoneczki. Pamiętasz?
– To słyszałem.
– Słyszałeś te dzwoneczki wtedy?
– To był tak… Tego mnicha pamiętam.
– No widzisz, to jednak od czasu do czasu ten zmysł słuchu też działa, tak?
– No tak, ale generalnie to jest bardzo płytki.
– Bardzo płytki, rozumiem. Chciałem się tylko o tym przekonać.
– Pozostałe zmysły… o, na przykład jak się wachlował tym wachlarzykiem, to tak jakbym odczuwał powiew tego… subtelny, takiego wietrzyku. Jakby ten zapach… nie, jego ciała, jego stroju… kadzidełek, które używał wcześniej. I ten ruch wachlarza, tak i ten taki lekki powiew powietrza z tym zapachem od niego. Ale dzwoneczki to tak, słyszałem, ale też bardzo płytko. Tutaj chyba… Tak, ten słuch jest…
– Dobrze, bo to warto wiedzieć, które zmysły są wyostrzone, które nie. Które ewentualnie można podreperować.
– Oprócz słuchu… jakby on wcale nie istniał, ale pozostałe zmysły to wyraźnie, ostro.
– Ale zmysł dotyku też nie jest

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Ta strona używa cookies.

Czytaj więcej na temat polityki cookies.