TERROR PSYCHICZNY W ZWIĄZKU - Solaris - rozwój osobisty

TERROR PSYCHICZNY W ZWIĄZKU

Niektóre istoty ludzkie potrafią latami tkwić w toksycznym związku. Są świadome, że żyją w destrukcyjnej relacji, że więcej jest w niej nienawiści niż miłości, a mimo tego nie odchodzą. Kim są te istoty? Nawet dziecko zgadnie. To kobiety. Są ewolucyjnie przystosowane do bycia popychadłem.

Przemoc w związku dwojga ludzi to nie tylko przemoc fizyczna. Przemoc psychiczna w przeciwieństwie do fizycznej nie pozostawia widocznych śladów. Jednak rany zadane słowem goją się dużo dłużej niż sińce a sama ofiara często nie jest pewna, czy rzeczywiście zachowanie, którego doświadcza mieści się w kategorii nadużycia. Jest to tym trudniejsze do oceny, iż partner potrafi być czarujący, troskliwy i uprzejmy, aż do czasu niekontrolowanego wybuchu złości, za który winą obarcza swoją ofiarę. Co więcej, osoby dopuszczające się przemocy psychicznej zwykle zachowują się w miejscach publicznych inaczej, niż w zaciszu domowym. Potrafią dbać o wizerunek, co powoduje, że większość ludzi widzi w parze przykładny związek. Kobiecie w takiej sytuacji jest jeszcze trudniej podjąć decyzję o wyjściu z toksycznego układu. Boi się, że zostanie obarczona odpowiedzialnością za niepowodzenie związku, że nikt nie uwierzy jej historii. I może mieć rację. Trudno jest zrozumieć, jak ktoś, kto zachowuje się publicznie przyzwoicie, może nieludzko traktować najbliższych. Nie chodzi tu o pojedyncze wybuchy złości. Te zdarzają się każdemu. Jest to jedna z form komunikowania swoich uczuć. Dopóki jednak jesteśmy w stanie to dostrzec i są to sporadyczne wypadki, nie jest to patologia. Problem zaczyna się, kiedy wypaczone zachowania stają się główną formą komunikacji w związku. O terrorze psychicznym mówimy, kiedy te zachowania stają się powtarzalne a w swojej nieprzewidywalności jak najbardziej przewidywalne.

Co to za zachowania, czyli co kwalifikuje się do przemocy psychicznej?
Degradacja werbalna: krzyk, ubliżanie, przedrzeźnianie, drwiny, oskarżania, wyzwiska, poniżanie, upokarzanie, zawstydzanie, używanie w stosunku do partnerki słów wulgarnych.
Stała krytyka.
Domaganie się posłuszeństwa. Taktyka nacisków: zabieranie dzieci, pieniędzy, kluczy, samochodu, wyłączanie telefonu, lub grożeniem wykonaniem tych działań. Demonstrowanie wszechmocy i wszechwładzy.
Grożenie: wykonywanie grożących gestów, groźby bicia, wypędzania z domu, niszczenie osobistych przedmiotów partnerki, domowych sprzętów, rzucanie przedmiotami, grożenie zabiciem lub skrzywdzeniem partnerki albo dzieci.
Okazywanie pogardy: lekceważenie, poniżanie przy ludziach, publiczne zawstydzanie partnerki, przerywanie rozmów, nieodpowiadanie na pytania, brak szacunku dla pracy, wysiłków partnerki, bagatelizowanie osiągnięć, wyolbrzymianie porażek.
Rozpuszczanie plotek i pomówień.
Nastawianie rodziny i znajomych przeciwko partnerce.
Monopolizacja uwagi. Narzucanie własnych poglądów, wyśmiewanie poglądów partnerki.
Odmowa pomocy przy dzieciach czy pracach domowych, manipulowanie dziećmi, nastawianie dzieci przeciwko partnerce, ograniczanie kontaktów z dzieckiem, grożenie odebraniem dziecka, grożenie rozwodem.
Karanie przez nieokazywanie uczuć, odmowa szacunku, zainteresowania, lekceważenie emocjonalne.
Szantaż emocjonalny.
Przemoc seksualna: zmuszanie siłą i groźbą czy zastraszaniem do współżycia; współżycie wtedy, gdy partnerka tego nie chce, wyszydzanie ciała partnerki lub jej umiejętności seksualnych.
Izolacja społeczna: kontrolowanie, ograniczanie kontaktów z innymi osobami, kontrolowanie lub blokowanie rozmów telefonicznych, nakazywanie dokąd wolno i dokąd nie wolno chodzić partnerce, utrudnianie kontaktów z rodziną i przyjaciółmi.
Nadużycie zaufania: kłamstwa, okazywanie zazdrości, zdradzanie, nie dotrzymywanie obietnic i wspólnych uzgodnień.
Grożenie samookaleczeniem, z groźbą popełnienia samobójstwa włącznie.
Nękanie: śledzenie i sprawdzanie ofiary, otwieranie listów, mejli, czytanie smsów, billingów, ustawiczne sprawdzanie, z kim partnerka się kontaktuje, przeglądanie zawartości komputera, szuflad, toreb i innych rzeczy osobistych; zdobywanie danych o osobie bez jej zgody.
Umyślne stawianie zadań, z którymi ktoś ma trudność lub zadań niewykonalnych
Wypieranie się: oskarżanie partnerki o to, że sama ponosi winę za złe traktowanie, wywoływanie poczucia winy za nieporozumienia w związku, okazywanie przy innych dobroci i cierpliwości, płacz i błaganie o przebaczenie, przyrzekanie, że to się już więcej nie zdarzy, wzbudzanie litości dla siebie.
Wmawianie choroby psychicznej.

Jeżeli dwa lub więcej z powyższych punktów pasują do schematu zachowań twojego partnera, może to oznaczać, że doświadczasz przemocy psychicznej. Nie jest jednak łatwo zaakceptować fakt, że stałaś się ofiarą kogoś, kogo kochasz i cały czas wierzysz, że on w jakiś sposób też Cię kocha. Jest to o tyle trudne, że część jego zachowań może być realizowana pod szyldem dbałości o Ciebie. „Przecież on to robi dla twojego dobra”.
Innym wariantem jest przenoszenie odpowiedzialności na Ciebie za to, co Cię spotyka z jego strony. My kobiety czujemy się odpowiedzialne za cały świat. Wpędzenie nas w poczucie winy jest łatwe i skuteczne nieomalże w każdym przypadku.
Psychiczne krzywdzenie jest najbardziej nieuchwytną, najbardziej zdradliwą formą maltretowania. Nikt nie jest w stanie zmierzyć prawdziwych rozmiarów psychicznej przemocy, ani określić wszystkich tego typu zachowań. To samo stwierdzenie, reakcja czy czynność w jednej sytuacji mogą być zupełnie neutralne, w innej zaś stać się okrutnym ciosem dla psychiki człowieka, pozostawiającym trwały ślad. A przy tym zadany cios może być nawet niezauważony przez obserwatora z zewnątrz..
Co więcej niektóre z zachowań mogą funkcjonować bez większego ryzyka w ramach istniejących norm obyczajowych. To bardzo wyrafinowana forma okrucieństwa.

Wreszcie, twój partner doskonale zna wszystkie twoje czułe punkty i potrafi uderzyć słowem jak wytrawny szermierz, w sposób prawie niewidoczny, ale tak, aby zranić. Nic nie wskazuje na podskórną walkę. I tak naprawdę, to nie jest walka. Bo Ty się nie bronisz. Poddałaś się. Przestałaś walczyć. Trwasz, licząc na cud. Tymczasem cuda nie następują samoistnie. Na cud trzeba sobie zapracować. Od czego zacząć? Przestań wreszcie udawać, że wszystko jest ok., że to chwilowe, że on się zmieni, że będzie lepiej, że zrozumie, zobaczy jak cierpisz. Nie będzie lepiej. Może być tylko gorzej. Cenę za twoją niemoc płacisz ty i twoje dzieci.

„Przecież nie bije to nie dzieje sie żadna krzywda?”
Czy aby na pewno? Jednym ze skutków przemocy jest trauma, zaburzone poczucie bezpieczeństwa, czasem depresja. Okrutne przeżycia wyciskają emocjonalne i fizyczne piętno, stają się rysą na życiu kobiety. Czasem jest to rysa nieodwracalna.

Jakie są konsekwencje „prania mózgu”? Po czym poznać kobietę, która doświadcza przemocy psychicznej?
Unika tematu dotyczącego przemocy, stara się bagatelizować akty molestowania psychicznego, czasem broni sprawców.
Jest zamknięta w sobie, bierna, pozbawiona energii. Nic jej się nie chce, rzadko wychodzi. Przestała widywać się z przyjaciółmi.
Zmienia swoje poglądy, przyzwyczajenia, by dostosować się do życzeń „Pana i władcy”. Zmiana jej zachowania w stosunku do tego, kim była kiedyś jest z reguły zauważalna dla otoczenia.
Nie potrafi przyjmować krytyki ze strony innych ludzi. W konfrontacji wycofuje się. Nie umie postawić granic.
Cierpi na gwałtowne zmiany nastroju od skrajnej bierności do wybuchów gniewu; nagłe wybuchy płaczu, śmiechu nie są w jej przypadku rzadkością. Odczuwa lęk, niepokój, wstyd, złość naprzemiennie z apatią i zmęczeniem.
Przeżywa silne poczucia lęku i zagrożenia. Od sprawcy oczekuje jedynie kary, ponieważ wie, że jest pełna wad, a wszystko co robi jest niewłaściwe. Przeżywanie silnego poczucia winy kieruje złość i agresywność w stronę własnej osoby, to z kolei powoduje, że sprawca może czuć się bezkarnie.
Gnębi ją poczucie winy, czasem popada w uzależnienia, nierzadko dopada ją depresja. Złość i gniew kieruje najczęściej w stronę własnej osoby, to z kolei powoduje, że sprawca może czuć się bezkarnie.
Ofiara przemocy psychicznej pozwala na degradację własnego obrazu. Skutkiem czego uważa, że jest głupia i mało zdolna. Czuje się bezradna. Łatwo ulega sugestiom i manipulacjom.
Procesy „prania mózgu” powodują całkowite podporządkowanie, utratę poczucia własnej wartości oraz bezkrytyczne przyjmowanie rzeczywistości, wykreowanej przez sprawcę.

Jeśli rozpoznajesz w tym opisie siebie – działaj. Nie czekaj aż świat się zmieni. Świat się nie zmieni. Twój partner nie zna innych sposobów odreagowania frustracji, złości, wszystkich niewygodnych emocji. Nie chce się zmienić, jest mu dobrze w układzie, który sobie stworzył. Ty, zrezygnowałaś z siebie. Cała twoja uwaga skupiona jest na nim. Swoją radość uzależniasz od jego zadowolenia. Swoje szczęście od jego uzdrowienia. Bardziej wierzysz w niego niż w siebie. Czy byłabyś w stanie dla odmiany zaufać sobie i swoim odczuciom? Czy jest za późno, aby odnaleźć siebie taką jaka jesteś: silna, niezależna, odważna, miłująca spokój i czuła? Przez chwilę pomyśl, co by było, gdybyś dała sobie szansę na lepsze jutro. Z resztą – po co czekać do jutra J
Wiecie co jest najgorsze? Żyjąc z tyranem, z cichym tyranem, kobieta traci zaufanie do siebie samej, przestaje wierzyć własnym odczuciom, czuje się winna, wydaje jej się, że to wszystko przez nią, że za słabo sie stara. Traci własną godność i poczucie własnej wartości. A on ją depcze każdego dnia, małymi kroczkami, sprawia, że już nic jej nie cieszy, że czuje się w potrzasku, bezwartościowa… A prawda jest tak oczywista – jeśli Ci z kimś źle, jeśli ciągle płaczesz, boisz się, czujesz się nieszczęśliwa… uciekaj. Im szybciej tym lepiej.

Beata Markowska

312 odpowiedzi na „“TERROR PSYCHICZNY W ZWIĄZKU””

  1. Alex- pisze:

    Ten artykuł „jak ulał” pasuje do sytuacji kobiety poznanej 6 lat temu przez internet (obecnie 44-letniej). 90% zachowań jej męża, świadczących o przemocy w rodzinie zostało dowiedzionych przed sądem i po trwającym 5 lat przewodem sądowym skutkowało prawomocnym wyrokiem skazującym sprawcę. I co z tego?
    Taka kobieta NIGDY nie zgłosi przemocy (art. 207 kk) nie mając z zewnątrz wsparcia, dającego poczucie bezpieczeństwa osobistego. Polski system prawnej pomocy ofiarom przemocy jest fikcją (Policja, Niebieska Karta, Niebieska Linia, OIK itd. żądają od „ofiar” aktywności prawnej, która ze względu na ich stan psychiczny nie jest możliwa) i nie zapewnia faktycznej ich ochrony.
    Kobieta, o której mowa musiała UCIEKAĆ od rodziny w zagrożeniu zdrowia i życia. Zgłosiła przemoc i przez 5 lat przechodziła gehennę. Wygrała (skazanie męża)… a jednocześnie pozostała bez środków do życia, mąż wyrejestrował ją z Rodzinnego Ubezpieczenie Zdrowotnego i wymeldował ze wspólnego mieszkania (decyzja Wojewody w odpowiedzi na odwołanie)… wszystko zgodnie z polskim prawem…
    Obecnie owa kobieta jest oskarżona o nielegalne wykorzystanie programów komputerowych (wytok: rok więzienia i 1000 zł opłat, przy dochodach 450 zł/mc), jej syn (23 lata) żąda alimentów od matki, a jej mąż wniósł pozew o rozwód…. (a jest wyłącznie winny rozpadu związku – w przekonaniu tej kobiety)
    BO TO JEST WŁAŚNIE POLSKA!! HURRRRAAAAAAAAAAA!!

    • Marzena pisze:

      A ja znam mężczyznę który żył z żoną, dokładnie do niej pasuje ten opis! Szkoda, że się nie mówi o kobietach znęcających nad własnym mężem! :(

      • Nękany? pisze:

        Jeśli masz jakieś dane na temat nękania mężczyzn przez kobiety daj znać. temat jest rzeczywiście rzadki, a muszę przyznać, że moja była partnerka pasuje w wielu punktach do tego opisu. Uwierzcie mi, kobiety potrafią nękać równie skutecznie jak mężczyźni, pod warunkiem, że mężczyzna jest słabszy psychicznie lub młodszy.

        • nękany pisze:

          Oj, obawiam się że znęcanie psychiczne przez kobiety nie jest wcale takie rzadkie. Sam go doświadczam i znam inne przypadki. Podejrzewam, że mężczyźni wstydzą się po prostu przyznać, że są molestowani, dlatego tematu nie ma.

        • Rysiek pisze:

          Witam, ja znam taką kobietę, to moja żona dokładnie pasuje do opisu. próbowałem ją namówić na rozmowę z psychologiem, nie skorzystała ja tak po dwóch rozmowach,
          powiedział mi: na pana obraża krzywdzi a pan ją za to przeprasza, to po co ma się zmienić onej jest tak wygodnie” więc w 100procentach trafione. swoje dochody ma na osobnym koncie mnie obarczyła wszystkimi opłatami.
          Teraz po spotkaniach z psychologiem uświadomiłem się, że tak jest naprawdę, więc przestałem przepraszać zabrałem się za remont mieszkania, którego mi kategorycznie zabroniła wykonywać samemu, a to mnie uspokaja, i nic nie kosztuje, przy tym nic nie pomaga a wręcz przeszkadza wrzeszczy, że brudno. Część już skończyłem, jeden etap i posprzątałem na glanc. Kiedy sprzątałem znalazłem brudnopis z napisanym pozwem rozwodowym przejąłem się tym teraz pytanie: czy to kolejne straszenie, czy czysty egzemplarz już złożyła w sądzie, było to tak zostawione żebym na to mimo woli wpadł i znowu ją przepraszał, a tu zdziwienie,… nie przeprosiłem tym razem, bo niby za co, że wyremontowałem mieszkanie, i to, że grozi kupnem mieszkania dla siebie, notabene za nasze pieniądze bo jej ukrywane dochody są wspólne jak się nie mylę?
          Po czasie dociera do mnie świadomość po co?

          Do autorki nie wszystkie kobiety są takie święte, na pewno jest w tym dużo mojej winy (no nie,.. znowu przepraszam ;) ) za często ulegałem dałem jej pozwolenie na to co zrobiła ze mną mam nadzieję, że nie ma za późno bo mimo wszystko bardzo ją kocham. Jak się dalszy nasz los potocz tego się dowiem niebawem bo sprawa toczy się obecnie, na bieżąco. Szukam jeszcze poradni rodzinnych itp. będę próbował ją nakłonić na terapię. A jak się nie da no to szkoda.

          Pozdrawiam Rysiek.

          • Patrycja pisze:

            Witam, przeczytałam to co Pan opisał i bardzo mi zależy na kontakcie z Panem, ponieważ przygotowuje materiał na taki temat. Bardzo bym prosiła, żeby Pan przesłał mi swój numer na maila p.adas@tvn.pl. Ja oddzwonię i opowiem o szczegółach. Czekam na odpowiedź. Patrycja

          • Nowo narodzona pisze:

            Witaj. Ja dwa miesiące temu odważyłam się zakończyć związek z moim męzem tyranem psychicznym, który gnębił mnie przez 11 lat. Niestety trwało to tyle lat bo cały czas się łudziłam, że jakoś to będzię, że coś się zmieni na lepsze, itp. Oczywiście z perspektywy czasu nic się nie zmianiało a wręcz przeciwnie było coraz gorzej. Obecnie zaczynam nowe życie jeśli miałbyś ochtę odpisać to zapraszam na maila, możliwe, że ludzie skrzywdzeni w taki właśnie sposób później potrafią lepiej zrozumieć istotę takich oto zdarzeń.

      • …mąż przegrany, jednocześnie ofiara kobiet !
        Żona, straszyła mnie rozwodem. Cicho sedziałem, nie odzywając się do niej, bo świadomie wiem, że nie ma na mnie haka ! Do rozwodu, nie doszło. Teraz, odwróciła rolę, próbując, sprowokować mnie, ciągłym wyzywaniem, w stylu spierda…., aby doprowadzić mnie psychicznie, bym w sobie wyzwolił agresję i uderzył ,,to gów…”. Dalej siedzę, cicho, bo gdybym uderzył to wywieźli by mnie za kratki.
        Nie mam pieniędzy na rozwód i podział majątku polegającego, na sprzedaży mieszkania wyodrębnionego, Bo a ni żona, a ni ja nie jesteśmy w stanie, wzajemnie spłacić sobie połowy wartości mieszkania. Co zrobić, aby sprzedać to mieszkanie? Mam prawo ułożyć sobie na nowo życie, bo mam gdzie mieszkać. Czy Sąd może mnie wyeksmitować ! Nie chcę dalej żyć z toksyczną kobietą!

        • jawor pisze:

          A ja napiszę tak .
          Na pewno w rodzinach jest tak,że w jednej rodzinie jest winna kobieta a w innej mąż .Ważne jest jak sobie w tym pomóc gdzie się zgłosić,o pomoc o alimenty z jednej lub drugiej strony dla dzieci gdzie zamieszkać na samym początku(Na DWORCU? oczywiście z dzieckiem).Nadmienię oczywiście ,że mąż to trzeźwiejący alkoholik despota(prawdopodobnie alkohol zniszczył mózg i już nic z tego nie będzie) ja nie mogę nic w domu wyremontować poprawić kupić np.pralki firanek,lodówki itp.Nie wspomnę o wyzwiskach różnego kalibru pewno też w jakimś stopniu jestem winna,ale to pikuś do całokształtu .Teraz córka bardzo mnie prosi o to żebyśmy żyły spokojnie bez terroru.Więc jak rozejść się jeżeli sytuacja jest nie do wytrzymania po np.17 lub więcej latach Czy w Polsce jest to możliwe . A może w Polsce jest tak ,że Mąż musi zabić zonę lub odwrotnie

      • ja pisze:

        Dokładni to żona potrafibyc toksyczna i co ma zrobić niby silniejszy mąż

  2. nikt pisze:

    to wszysto to co robi mnie moja żona dodatkowo jest osobą która opinuje do sądów. i jest bezkarna. Kobiety manipulują faktami jak imto jest wygodne.

  3. Teroryzowany pisze:

    Dokałdnie wsyztskie sytuacje opisane w opisie stosuje moja zona w stisunku do mnie.
    To nie jest tak, jak jest dugerowane, że ofiarami sa tylko kobiety.
    Owszem. Ale ofiarami sa zwłaszcza mężowie.
    Zachowania kobiet w związach sa często skandaliczne. Kończące sie zwrotami w rodzaju: „Jak się nie podoba to wyp…”, lub gorzej.
    Mąż nie ma szans. Prawie.
    Jedyna drogą jest doprowadzenia by teororystka wykończyła się sama. Zazwyczaj żeruje na rodzinie wyciągając z niej wszytsko co dobre, także finansowo, nie dając nic w zamian. A w szczególności ciepła i uczucia, której ta, tak bardzo potrzebuje.

    Jak napisał Alex. Ale to polska własnie. W sądzie będzie wnioskować o rozwód z winy męża bo nie spełniał jej wszytskich zachcianek.
    W tym manny z nieba i nie wiadomo czego, nawet tego co sam nie wymyslił.
    To tez jego wina będzie.

    • Paweł pisze:

      Witam,
      Nareszcie ktoś napisał o drugiej stronie medalu. Kobiety potrafią być takie same albo nawet gorsze. Mają też bogaty arsenał przeróznej broni. Czy ktoś wie, gdzie można znaleźć materiał w którym będzie mowa o tosycznym związku w kyórym to kobieta jest tyranem stosującym przemoc psychiczną wobec dzieci i męża. Kto poradzi jak facet ma sobie poradzić w takiej sytuacji. Powiedzmy otwarcie, ze problem nie dotyczy tylko kobiet. Znam osobiście kika rodzin z podobnym problemem. Gdzie szukać pomocy w rozwiazaniu problemu?
      PW

    • paula pisze:

      Aby się terrorystka wykonczyla sama?,widziały galy co brały a może potrzebuje więcej uczucia kwiaty kino a nie tylko samokrytyka facet?na jakim ty świecie żyjesz my kobiety potrzebujemy być adorowane a nie okaleczane wiecznie słowami albo jak już zdążyłem się ożenić po przestales adorować swoją kobietę bo ci się nie chciało tak najlepiej jeszcze na pole ją wyslij zwiaz do krów i niech siedzi.szok co się z wami dzieje.

  4. Paweł pisze:

    Do terroryzowany.
    Jak to rozumiesz „Jedyna drogą jest doprowadzenia by teororystka wykończyła się sama.” mnie moja doprowadziła do głębokiej depresji. Odbiłem się gdy napisałem list pożegnalny do synów. Teraz wymanewrowała mnie z domu. Wymanewrowała, bo sam się wyprowadziłem – dobrze zmanipulowany. Co mogę zrobić? Boję się że żona z braku mnie zacznie wykańczać starszego syna.

  5. Joanna pisze:

    Ja właśnie jestem na leczeniu psychologicznym dla kobiet współuzależnionych – żyjących z alkoholikiem. Na terapii skutecznie jestem uświadamiana że to nie ja jestem oprawcą tylko ofiarą. Mój parter swoim zachowaniem powodował u mnie ciągłe poczucie winy i przekonanie że to przeze mnie są problemy w naszym związku. Oczywiście za swoje picie obarcza głównie mnie. Moje poczucie wartości spadło do zera, od jakiegoś czasu zupełnie się poddałam i przestałam walczyć o siebie. Jestem szczerze przekonana że pomimo niepodważalnych faktów i licznych dowodów na jego przejawy agresji, on dalej tkwi w przekonaniu że jest ofiarą. Wcale się nie zdziwię jeśli zacznie rozpowiadać o mnie że byłam okrutną manipulantką i żerowałam na nim. Szczerze mówiąc nie raz sama wszczynałam awantury czy „dokopywałam mu” słownie. Dzisiaj wiem że była to forma samoobrony, próba rozładowania stresu i lęku. Moja złość nie wynikała z tego że jestem złym człowiekiem, ale była reakcją na stosowaną wobec mnie przemoc psychiczną. Teraz bardzo powoli uczę się co na prawdę jest dla mnie dobre. Nie wiem czy rany się zabliźnią i jeszcze kiedyś komuś zaufam, najpierw chcę nauczyć się ufać samej sobie. Wszystkim kobietą, które mają wątpliwości odnośnie swojego związku, które czują się przytłoczone i samotne, poniżone, niekochane, pomimo ciągłych starań radzę by nie czekały na tzw. cud, tu chodzi o nasze życie, a mamy je tylko jedno. Jesteśmy dzielne, ale nie bójmy prosić się o pomoc. Ja znalazłam pomoc i czuję się silniejsza.

    • majka pisze:

      Joanna,

      byłam dokładnie w takiej samej sytuacji…mój mąz ciagle obwinial mnie o wszystkie problemy z w związku..do dzisiaj tak jest…nawet po rozstaniu dreczy mnie mailami i smsami a na koniec pisze zebym to ja dała mu spokój. Mamy 5 letnia córeczke…obecnie udalo mi sie sprzedac nasze wspolne mieszkanie i zamieszkac z corka…jestem na terapii bez niej nie dalabym rady sie uwolnic od niego…do dzisiaj jest mi ciezko. On jest silniejszy i dokladnie wie gdzie uderzyc słowami…wykorzystuje wszystko przekreca fakty…naduzywał alkoholu…teraz próbuje sie pozbierac…ale ciezko…szarpie sie o dziecko mala przezywa koszmar a ja glupia nawet po policje boje sie zadzwonic ze mi nie pomoga…

    • Szczerze mówiąc nie raz sama wszczynałam awantury czy „dokopywałam mu” słownie. Dzisiaj wiem że była to forma samoobrony, próba rozładowania stresu i lęku.
      Być może, moja żona użyje podobnego argumentu w sądzie…
      Jaki lęk i stres, w podobnym przypadku mogła mieć moja ,,połowa „? Ona miała pracę i ja również miałem pracę…
      Nie wiem do dziś, skąd tak nagle z Jej strony wzięły się rynsztokowe wyzwiska, pod moim adresem ? Każda próba wyjaśnienia, zachowań żony do dzisiejszego dnia 5lat już to trwa, kończy się wyzwiskami. Zapoczątkowane wulgaryzmy, bardzo mocno wpłynęły na moją psychikę przez co pracodawca podziękował mi za pracę, gdyż nie mogłem odpowiedzialnego stanowiska pracy prawidłowo wykonywać.

    • Jedrek pisze:

      Co więcej, osoby dopuszczające się przemocy psychicznej zwykle zachowują się w miejscach publicznych inaczej, niż w zaciszu domowym. Potrafią dbać o wizerunek,

  6. dredzik31 pisze:

    Po przeczytaniu powyższego artykułu, zastanawiam się w jaki sposób odejść?! na początku zawsze jest fajnie, miło i przyjemnie, wszystko się układa, są dzieciaczki, dom, i inne obowiązki a potem po paru latach przychodzi rozczarowanie, i tak naprawde nie wiadomo co zrobić?! staram się ; psycholo, terapie – ja sama? on nie:( atmosfera coraz gorsza, nękania,bez podstawne oskarżenia , podejrzenia o zdrade, z zegarkiem na ręku czeka na godz 15 czy jestem, 5 min spoznienia – awantura????!!!!

  7. Graza pisze:

    Po przeczytaniu artykułu w pierwszej chwili mogę pomyśleć, że to ja stosowałam terror psychiczny wobec partnera. Ale tak naprawdę moje kłótnie, awantury, w końcu sprawdzanie zapisków w jego naotatnikach czy telefonów, zakaz spotykania się z kilkoma osobami były skutkiem jego lekceażęnia czy wręcz upokarzania mnie. Jesteśmy w zwiazku 28 lat. Parę lat temu miał romas i warunkiem jego powrotu było zakończenie wszelkich kontaktów z tą kobietą. Do dzisiaj utrzymuje z nią kontakty towarzyskie mówiąc, że to nic takiego bo ona już ułożyła sobie życie. Kiedy pokasowałam jej numery, dostawał je od swego przyjaciela pomimo, że zwracałam się do niego aby tego nie czynił. Żadne tłmaczenia, zakazy itp nie przyniosły skutku. Jego lekceważący stosunek do mnie i brak szacunku przejawiał sie tez w innych zachowaniach.W chwili obecnej, po tylu latach tosycznego zwiazku nie jesteśmy razem

  8. a47 pisze:

    Witam wzsystkich!! Czytając artykuł nie zgadzam sie z ogulną teorią że tylko kobiety są OFIARAMI nigdy nie zastanawiałem się nad tym zagadnieniem. Stale miałem wypominane ,wytykane o mojej nieudolności braku wykrztałcenia,porównywania do innych mężczyzn,stosowanie wyzwisk pod moim adresem,częste pijaństwa ze znajomymi,drwiny podważanie mioch metod wychowania wspulnych dzieci ,nawet w ich obecności,buntowanie wraz z teściową dzieci przeciwko mnie.Pytam się czego take osoby oczekują od partnera WYROZUMIAŁOŚCI dla czego? MIŁOŚCI po co?. Natomiast brak akceptacji ich poczynań kończy się szntażem „zabiję się -zobaczysz,odejde z dziećmi,nie można z tobą wytrzymać,wezme rozwód „i ntym podobne- no i odeszła. Pytam teraz- kto tu tak naprawdę ma zryty „beret”,nie nadużywam arkocholu ,nie zdradzam ,pracuję robię zakupy,dokonuję wszelkich napraw w domu i przy samochodzie czasami w wolnym czasie trafi się miżliwość przyrobienia,od czasu do czasu gotuję i to ja jestem ten ZŁY!!

    • tomek pisze:

      ja miałem tak samo!mam teraz sprawe o znęcanie ,Jesteśmy po rozwodziechciła z orzeczeniem o mojej winie,założyła równocześnie niebieską karte i doniesienie na policje o przestępstwie!fakt puściły mi nerwy i przy naszej córce nakrzyczałem że ją rozszarpie dlaczego mie traktuje jak gówno!zadzwoniła po naszą chszestną i jeszcze cały chodziłem mówiłem że ich pozamykam za ten chandel fajkami!terroryzowały mnie ze swoją mat
      ką,jej ojciec alkoholik chory na raka po zawale ,masakra to ona przelała wszystko to co robił jej ojciec,wyzwiska po nocach obok domu masakra mam nadzieje że mój adwokat mi pomorze bo opinie u sąsiadów mam dobrą!czekam na proces !umniejszali moje własne poczucie wartości 9 lat trzeźwieję!!!

  9. zrezygnowana pisze:

    Witam wszystkich.
    Mam 21 lat, przeczytalam artykul i zrozumialam ze mam powazny problem. Od kilku miesiecy jestem z chlopakiem. Na poczatku bylo ok po pewnym czasie zarzadal zebym przestala wychodzic z kolezankami, zerwala kontakt z przyjaciolka, wlamal mi sie na fb i kazal go usunac, zaczal sprawdzac moje maile i telefon, zabronil mi jezdzic motocyklem i brac udzial w sesjach zdjeciowych ( zajmowalam sie wczesniej fotomodelingiem ). Mam swiadomosc ze mnie niszczy a nieumie odejsc i uwolnic sie od niego :( prosze o pomoc…gdzie jej szukac?

    • podobno_chora pisze:

      Z własnego doświadczenia wiem, że najbliższe osoby z rodziny, te które znają Cię najlepiej, z którymi zawsze miałaś dobre relacje są w stanie Tobie pomóc. Porozmawiaj z nimi szczerze o swoich spostrzeżeniach. Wysłuchaj co mają Ci do powiedzenia, jak bardzo zmieniłaś się itp. W moim przypadku są to rodzice i starsza o 11 lat siostra. Trzymam za Ciebie kciuki jestem w trakcie wychodzenia z toksycznego związku – delikatnie ujmując. Tylko dodam, że mam dziecko z tym mężczyzną, dlatego też mam w sobie ogromną wolę walki o swoje i mojego maleństwa szczęście.

    • paula pisze:

      Witam a ją mam 30lat i cierpię na ocenianie mnie zanim się mnie pozna byłam dwa i pół roku z chłopakiem który robił centralnie ze mną co chciał q ostatnio to nawet słyszałam że ją przyjeżdżam do jego miejscowości i obgaduje go co ją mu nie robię niby go obgaduje tak życzę mu jąk najgorzej nie nadaję się do niczego nawet mam niby nie po kolei w głowie a to że jestem chora na łeb to to jest prawda bo mój były tak stwierdził albo jego wspaniali znajomi Ją po prostu nieraz miałam już takie myśli aby mu wpierdolić tak i tym jego znajomym aby się nie pozbierali to jest szczyt wszystkiego potrafi odezwać się do mnie pi pięciu albo dwóch tyg.bez żadnego tel.i oskarżać mnie ludzie ręce opadaja ale to że byłam bardziej skupiona na nim i potrafiłam zerwać z facetem który mógł być dobrym mężem potrafiłam zrezygnować z holandii z innych fajnych znajomości dla niego a ten gach tak mnie wykancza.

  10. podobno_chora pisze:

    Powyższy artykuł to jakby zdiagnozowanie związku w którym żyłam przez ostatnie 2 lata. Z niewielkimi wyjątkami zachowań do których pewnie by doszło w najbliższym czasie. Dzięki wsparciu najbliższych odeszłam. Nie ma znaczenia czy kobieta odchodzi bo mężczyzna ja terroryzował czy na odwrót. Przecież to nie ma znaczenia, czy gdyby nawet ktoś przeprowadził statystyki tego problemu były by to wyniki miarodajne? Problem jest trudny do zdiagnozowania. Wstydliwy. Nie ma siniaków. Te rany są o wiele głębsze. Przecież nie ma się co niepokoić. Chce się wierzyć, że będzie dobrze. Na własnej skórze wiem, że nie warto się łudzić i dawać kolejnych szans. Tym bardziej,gdy jest to początek związku. Doświadczyłam bardzo wielu zachowań opisanych w artykule. Włącznie z wmawianiem choroby psychicznej. Nie bałam się mówić o tym jego bliskim, jaki jest w 4 ścianach. Co skutkowało tym, że było jeszcze gorzej. Traktował to w kategoriach gry. Jego zawsze musiało być na wierzchu. Był złośliwy i robił na przekór. Znał czułe punkty. Swoich bliskich sprzymierzył przeciwko mnie oczerniając moją osobę. Największym sprzymierzeńcem była jego mamusia, która skłonna była stwierdzić, że nie wie komu ma wierzyć.
    Ciężko to przyznać, ale okazuje się, że najlepszym wyjściem jest odejść i przestać reagować, być obojętnym wobec oprawcy, traktować jak powietrze i ROBIĆ SWOJE. Wierzę, że dam radę. Mam dziecko. Dla niego i siebie chcę lepszego jutra. Tak się nie da żyć. Nie jestem niczyim popychadłem. Nawet w stosunku do dziecka dziwnie się zachowywał. Nie wiem nawet jak mi się to mogło przytrafić. Zawsze pewna siebie, optymistyczna, uśmiechnięta, wykształcona, szczęśliwa (wtedy tego nie doceniałam wydawało mi się to takie zwykłe) dzisiaj zbieram się do kupy i próbuję stanąć na nogach. Najbliżsi owszem są wsparciem, ale gdyby nie wiara i moc modlitwy pewnie bym nie pisała tego komentarza.

    • Anka pisze:

      Witam,
      znalazłam twój komentarz i postanowiłam napisać; mam 40 lat i musiałam w grudniu uciekać z domu; po 13 latach małżeństwa z trójką dzieci i depresją i ciągłą walką w tle, teraz o dzieci, i o siebie; nie wiem jak to wszystko wytrzymałam i skąd brać siły; ale już miałam dość ciągłej krytyki i przepraszania za to, że żyję; u mnie nie było jakiś strasznych awantur tylko ciche dni i ciągłe kary lub nagrody, napisz mi co najbardziej Tobie pomogło w odbudowaniu siebie na nowo

      • Wolna pisze:

        Wiem,że musisz pomóc sobie sama.Pierwszy krok najważniejszy zrobiłaś,teraz będzie już lepiej.Sama uciekłam od tyrana,po 25 -latach małżeństwa.Jest ciężko, ale czas uwierzyć w siebie.Napewno dasz rade ,przecież dzieci są z Tobą.Masz dla kogo żyć

  11. zrezygnowana pisze:

    dziękuję za wsparcie, jednak nie mam nikogo takiego bo odizolował mnie od większości znajomych przyjaciół itd. Mam nadzieje ze poradze sobie sama i w koncu sie odwaze odzyc na nowo.

    • paula pisze:

      Hej jąk to idilozowal cię czys ty się kobieto wściekła on cię idilozowal czekaj?a ten mój nie był lepszy rozwalił kiedyś mi komórkę zamknął w domu u powiedział takie słowa siedz na pizdzie ale to była miłość zamknął mnie w pokoju w jego domu była matka i zgodnij co nic?wiesz co mi powiedziała nie płacz dziecko tak to już jest ją też tak miałam .pakuj kobieto manatki i wyprowadz sięid niego jąk najdalej będzie cię przepraszał błagał o wybaczenie postanawial poprawę pamiętaj nie bądź głupia nie dawaj .czytałam o terroru psychicznym to był mój związek były ale nie tylko związek wychodzi na to że znajomi też ładnie mogą terroryzować ofiarę i jego była pakuj się i nie daj się namówić temu nic nie wartemu idiocie nie jutro nie za dwie godz.już i trzymam za ciebie kciuki.

  12. Gustaw pisze:

    Najbardziej boli gdy uświadomiłem sobie ze przez wiele lat moja zona mna manipulowania. Starałem sie jej dogodzic, pokazać ze potrafię zadbać o rodzine i o nią. Analizowalem jej uwagi i starałem sie dopasować żeby nie było kłótni. Znosilem ciagle uwagi, oskarżenia i jej fochy gdy coś zle zrobiłem. W pewnym momencie zacząłem sie zastanawiać ze coś jest nie tak, pomimo moich starań i zapewnień nie odwzajemniala tego ciagle krytykujac. Uświadomiłem sobie ze zatracilem samego siebie i nie wiem co jest dla mnie dobre a co złe. Zacząłem domagać sie wyjaśnień, zacząłem pytać o co chodzi, zacząłem mieć swoje zdanie. Efektem tego jest zupełna obojętność, stawianie mnie w złym świetle wsród rodziny i znajomych, brak chęci do wspólnego życia, wyprowadzenie z sypialni, manipulowanie dziećmi , prowokowanie i szukanie dowodów mojej winy. Przejrzałem na oczy , byłem zaslepiony miłością do kobiety ktora cynicznie bawiła sie moimi uczuciami i uczuciami dzieci. Zacząłem psychoterapie, nie radzę sobie w pracy, czuje ogromna pustkę i żal , nie wiem jak sie z tym pozbierać , to trwało ponad 20 lat małżeństwa. Nie moge pojąć jak mozna manipulować uczuciami, to jest podłe . A najgorsze jest to ze jestem facetem , mam dobra prace i opinie w środowisku i wstydzę sie o tym mówić. A jak już powiem to i tak mi nikt nie wierzy bo moja zona potrafi byc przemila osoba dla innych a w domu tyranem. Pozdrawiam wszystkich facetów którzy maja podobny problem i nie potrafią sobie z nim poradzić. Miejcie sile i przyjaciół którzy pomogą bo bez tego mozna wylądować w wariatkowie lub na gałęzi . Jesli czyta to ktoś kto jest świadkiem znęcania sie w rodzinie to nie zastanawiaj sie czy mieszać sie w nieswoje sprawy, mieszaj sie, pomóż. Byc może uratujesz swoją osoba jakieś małżeństwo lub czyjeś życie. Myśle ze większość ludzi nad którymi sie ktoś znęca panicznie potrzebuje pomocy i nie ważne skąd ona nadejdzie, ważne żeby ktoś pomógł i żeby przestało wreszcie boleć.

    • aneta pisze:

      szanowny gustawie, zgadzam sie, mnie moj maz iesciowa wsadzili do psychiatryka bylam tam 5 dni, po pol roku poszlam na policje i uswiadomili mi ze jestem ofiara przemocy pzychicznej ze str meza i tesciow. nawet psychiatrzy w szpitalu i psychotwrapeutka nie zauwarzyli przemocy ze strony mojego meza i tesciow!!!
      jezeli same ofiary nie zaczna dzialc nikt im nie pomoze. gdyby nie to ze mnie maz pobil to bym na policje nie poszla, i nadal bym tkwila w przekonaniu ze to ja jestem winna rozpadowi i degradacji mojego malzenstwa. teraz wiem ze to maz i tesciowie mnie niszcza. ale wiem ze dam rade. nie zlamia mnie juz. koniec!

    • aneta pisze:

      i tak to jest, jak facet jest super to ona jest jedza i odwrotnie…ja 19 lat w małzenstwie gdzie on wciaz zył jak kawaler,imprezowła,flirtował,notorycznie i perfidnie zdradzał a ja wciaz sama z naszymi dziecmi,i mimo to wciaz to mnie podejrzewa o zdrady,wymysla mi kochankow,wmawiajac swojej rodzinie ze mam kogos,wyzywa mnie wulgarnie od róznych i choc zawsze byłam wierna on i tak ma swoj scenariusz do tego naduzywa alkoholu,od kilku lat on dysponuje budzetem domowym,ograniczajac wiele i wciaz majac pretensje ze musi łozyc na dzieci itd.wielu nastawia przeciwko mnie opowiadajac jaka to ja niby zła a on taki pokrzywdzony,zazdrosny o wszystkich i o wszystko,mogłabym ksiazke napisac…jestem juz zmeczona takim zyciem,tylko sama nie rozumiem dlaczego nie potrafie uwolnic sie z tej toksyny

    • Marzena pisze:

      A wiecie co! Sądownictwo w polsce jest tylko dla kobiet, ona może wszystko -znęcać się psychicznie i fizycznie, manipulować dziećmi nastawić przeciw ojcu , usunąć ciąże , wykończyć chorych teściów -strasząc że zabierze im wnuki itp z męża zrobić pijaka i nieudacznika życiowego itd i można jeszcze długo wymieniać! !!! Gdzie jest prawo????

    • Marek pisze:

      To samo przechodzilem.Straszenie rozwodem i inne ublizenia bo wyczulem ze ma kogos,Dopiero jak juz zrobilo mi sie wszystko jedno ona troche ustapila.Ale uraz zostal tylko teraz nie przezywam tak emocjonalnie staram sie zyc na luzie.Wiem o czym piszesz sam nawet nie dal bym rady tego wszystkiego opisac co moja kochana zonka ze mna chciala zrobic.Mysle ze chciala zebym sie zalamal i wyladowal w wariatkowie ale przeszlo mi to.Staram inaczej patrzec na swiat i na zycie.Opinnia innych na ten temat byla jednoznaczna za dobry bylem dla niej i ona sie przyzwyczaila mna manipulowac jak marionetka a ja zawsze sie staralem zeby jej nie urazic zgadzalem sie na wszystko.Dopiero jak olalem wszystko i wyciagnelem wnioski ze to nie moja wina to ona przygrywa sobie ze mna jak chce pomalutku dochodzimy do ladu ale jak bedzie dalej nie wiem 27 lat bylismy w zwiazku jezeli nazwac to zwiazkiem.Ja bym nazwal to manipulacja uczuc z jej strony no ale coz czas pokaze co dalej ,dzieci mam dorosle jak nic nie wyjdzie juz nie bede plakal dam sobie rade tylko jest bol i bardzo przykro bo zawsze swoja zone i dzieci stawialem na pierwszym miejscu.taze Gustaw bardzo dobze cie rozumiem o czym piszesz,powodzenia trzymaj sie zacznij dbac o swoje zdrowie i samopoczucie.

    • tomek pisze:

      Gustawie mam depresje zona była mną manipulowała!!!chciała rozwodu z mojej winy ale skończyło się że za porozumieniem zrzekłem się majątku wspólnego dałem jej prawa do dziecka uciekłem już po pierwszej rozprawie jaak nie chciała mediacji teściowa wmawiała że ich spale!uciekłem by nie zapić 9 lat trzeźwieję sprawy o znęcnie nie wycofała!!!
      tak jak ty robiłem wszystkiego po trochu!zrobili ze mnie bandyte kiedyś byłem karany za powarzne przestępstwo wykożystują to co zrobiłem kiedyś!żona kłamała na rozwodzie robiła z siebie biedną w zywe oczy kłamała,kluche miałem w gardle jak opowiadała sędzinie !nic nie powiedziałem tylko poprosiłem o rozwód za porozumieniem na koniec powiedziaałeem tylko żono bardzo ciebie kocham i daje ci wolność wybacz za wszystko co ci zrobiłem!

  13. Ewa pisze:

    Po roku bardzo udanego związku, nie spodziewając się, zobaczyłam sms, który przyszedł, gdy obok mnie leżał jego tel-buziaki, tęsknoty… Ziemia rozstąpiła się, nie przypuszczałam. Absolutnie mętne tłumaczenia. Zabroniłam mu dzwonić do siebie, aż podejmie decyzje na kim mu zależy. Po tygodniu stwierdził, że był to najgorszy czas w jego życiu, gdy nie mógł ze mną nawet rozmawiać. Znajomość zerwał. Znowu było dobrze. Pół roku później, kiedy ja siedziałam przy jego umierającej Mamie, specjalnie zajrzałam w tel, a tam po kilka rozmów dziennie z inną już kobietą. Koleżanka, tylko ja się liczę, tylko mnie kocha, a ją poznał, gdy załamany chorobą Mamy, pracując w innym mieście, poszedł do knajpy. Nic go nie łączy. Urywa kontakt. Gdy zajrzałam kolejny raz, następne połączenia. Jeśli nic nie znaczy, to odbieraj też przy mnie, nie obiecuj, aby za chwilę robić to samo… Znowu jedyna, kochana, szczęście tylko ze mną koło mnie i we mnie… W końcu zadzwoniłam do niej z pytaniem o jakie relacje chodzi, jestem zmęczona sytuacją i jeśli mnie oszukuje to daję sobie spokój. Odpowiedziała drwiąco-wymijająco, on wyparł się jakiejkolwiek bliskości, zdrady. O wszystkim mu powiedziałam, prosząc, aby pomógł mi to zrozumieć. Nie umiał niczego wyjaśnić… Dałam sobie spokój, odeszłam. On chce przyjaźni. I wcale nie uważam, że był to terror psychiczny, wszystko robiłam otwarcie i chciałam zrozumieć całą tę sytuację. Nie czuję do nikogo żalu, do siebie też. Mało tego, uważam, że byłam jedyną uczciwą osobą w tej trójce. Czy mi się tylko wydaje?

  14. byłam,jestem ofiarą pisze:

    ofiara przemocy zwłaszcza jesli ma dzieci i jest uzalezniona od męża tyrana nigdy sama się nie wydostanie z chorego związku,wbijcie sobie to do tych waszych zrytych beretów,tylko wsparcie,pomoc z zewnątrz,oparcie w ludziach bliskich,policji,pracownikach socjalnych są w stanie zapewnic jej jakis komfort i poczucie bezpieczenstwa psych,prędzej dojdzie do tragedii albo calkowitego załamania niz sytuacji w ktorej ona sama wyrwie sie z takiego domu,czesto brak wsparcia ze strony najblizszych odbieraja wszelkie chęci i siły do ucieczki i zmiany swojego losu,nie gledzenie a konkretna pomoc sie liczy

    • chce uciec pisze:

      Jestem w takiej sytuacji.
      Bardzo chcę sie „wydostac”,”uwolnic”z tego koszmaru.Kazdy dzien to strach.Psychicznie jestem wrakiem czlowieka. Bardzo,bardzo chcialabym móc,umieć i mieć siłę to zrobić,bo z dnia na dzien czuję się jeszcze gorzej.
      Syndrom wyuczonej bezradnosci również mnie chyba dopadł,bardzo ciężko z tego wyjść. Beznadziejnosc mojej sytuacji powoduje,ze zamiast dzialac,poddaje sie,nie mam sily.Wybuchy i niekontrolowane,chore zachowania tego czlowieka powoduja,ze potem kilka dni dochodze do siebie,czesto..poturbowana nie tylko fizycznie, ale i tez psychicznie.Może nawet bardziej psychicznie.
      Człowiek ten osacza mnie z każdej strony,nie mogę zająć się sobą,nie mogę nic zrobić dla siebie.Przeszkadza mu u mnie w
      szystko,wyolbrzymiane są najdrobniejsze moje potknięcia,oczernianie mnie wszędzie,ośmieszanie,wykpiwanie i szydzenie ze mnie na każdym kroku.Człowiek ten nie rozumie,że to nie jest normalne zachowanie,twierdzi,że nic mi nie robi,a nawet..,że jest”dobry dla mnie”.
      Twierdzi również, że „ma do tego prawo”.
      Wszystkiego sie wypiera,kłamie notorycznie,wszystko ukrywa,przekręca,w żaden możliwy sposób nie można się z nim spokojnie porozumieć,ani dogadać, właściwie- w ogóle nie można się z nim porozumieć.Zapytać o nic,nie daj Boże zwrócić mu uwagę, czy mieć własne zdanie albo inne niż on.Wtedy zaczyna się jazda,niekończąca jazda. Człowiek ten terroryzuje nienormalnymi zachowaniami,których nie jestem w stanie zrozumieć.
      Jestem już naprawdę bardzo zmęczona tym horrorem w którym tkwię.Zapomniałam już jak wygląda normalny,spokojny dzień.Nie pamiętam jak to jest mieć koło siebie normalnego człowieka,który nas szanuje,docenia,dba,nie oszukuje,nie traktuje jak śmiecia. Nie wspomnę już o tym, że naprawdę nie pamiętam jak to jest być po prostu kochanym.Na co dzień człowiek ten jest dla mnie zimny,oschły,obcy,żadnej pomocy w niczym,a jeśli czegokolwiek mogę się po nim spodziewać,to tylko problemów,przykrych sytuacji,w ogóle przykrości,nie można mu w ogóle ufać,nie wspomnę już o tym,że nie dotrzymuje żadnego słowa. Natomiast do innych ludzi,
      na ulicy,w pracy,”za drzwiami”-jest człowiekiem przesympatycznym,miłym,ciepłym,słownym,przyjacielskim,
      zawsze pomocnym ze wszystkim,no do rany przyłóż.
      A tu, za zamkniętymi drzwiami, jest ten prawdziwy on, potwór,szatan,człowiek wyzuty z jakichkolwiek uczuć,
      dbający tylko o siebie,
      robiący tylko to,co przyniesie mu korzyści,zwłaszcza finansowe.
      Naprawdę bardzo ciężko to znieść, a jest tego naprawdę dużo więcej, bo napisałam tylko jakieś 10%, reszta jest zbyt trudna do opisania.
      Oddalabym wszystko,by zmienic ta chora sytuacje
      i moc zyc samej normalnie.
      To prawda jak jak ktos tutaj slusznie napisal,czlowiek zyjacy od lat w takim bagnie staje się bezwolny, nie jest w stanie uwolnic sie, wyjsc z tego i to nie tylko przez „sabotowanie”czasami swoich działań,czyli podkładanie sobie kłód niejako pod nogi i „czekanie na cud”,który nie nadejdzie.., ale tez dlatego,ze jest juz od tego uzalezniony,przyzwyczajony,ze inaczej zyc nie potrafi juz,no i po prostu nie ma sily,a takze boi sie,ze zwyczajnie nie da sobie rady. Czesto taka „ofiara”, jest przez przemocowca pozbawiona również pieniedzy,odsunieta od zycia,od bliskich,od wszystkich,którzy mogliby jakos nawet pomoc takiej osobie.Taki psychofag majacy nad nami „wladze”, bardzo dobrze wie co i jak robic,zeby „zatrzymac przy sobie”zgnebiona,dobitą calkowicie kobietę.
      Mozna do tego opisu tutaj w artykule dodac jeszcze wszelkiego rodzaju szantaze,a zwlaszcza jesli chodzi o pieniadze,szantaze emocjonalne,robienie na kazdym kroku na złość,celowo.Stawianie takiej kobiety w sytuacjach,w ktorych nie ma wyjscia,a cokolwiek zrobi i tak będzie źle, po prostu stawianie jej „pod sciana”. Również grozby uszkodzenia ciała, pozbawiena życia,złorzeczenie na każdym kroku, lub sytuacje,kiedy trzeba a nie można skorzystać z pomocy medycznej, bardzo duzo można o tym mowic, osoby „tkwiące”w takim bagnie wiedzą o czym mówię.
      Nie wiem co robić, nie chcę dłużej w tym tkwić,brak mi sił:-(

      • zalamana pisze:

        Witam. Przeczytałam to co napisała ja mam to samo w swoim związku i nie wiem co robić ja już dalej nie daje rady

      • basia pisze:

        Kobieto ! życie jest jedno ! weź je w swoje ręce ..bo On Cie zniszczy doszczędnie..widocznie pasuje mu układ gdzie on ma władzę ! Ja w styczniu złożyłam papiery rozwodowepokilkunastu latach małżeństwaa,w lutym byłam już po..jest ciężko i to bardzo! mój jeszcze notorycznie mnie zdradzał i też dbał o swoje finanse ,nic go nie obchodziło..rozwód bez orzekania chciałam szybko i bezstresowo,może i dobrze bo pewnie nie miałambym siły walczyć w sądzie o majątek .Nie możemy się dogadać..musiałam uciec z domu,dobrze że mamy mieszkanie ,chociaż spię spokojnie.Dwoje dzieci natoletnie całkowicie zdominowane przez ojca,kasa ponad wszystko..narazie są znim..ale on im krzywdy nie robi..wręcz przeciwnie,rozpieszcza do bólu,a ja cierpię bo jestem na gorszcych warunkach i bez dzieci..ale one kiedyś zrozumią! a życie ma się jedno!trzymajcie się Kobietki i nie dajcie sobą manipulować i poniewierać ! po burzy zawsze wychodzi słońce ;-)trzeba w to wierzyć i nie poddawać się bo naprawdę można zwariować i przypłacić to zdrowiem,pozdrawiam.

      • współuzależniona pisze:

        Witam. Kurcze weszłam na tą stronę, bo szukam pomocy… Bardzo chcę się uwolnić z toksycznego związku… Jestem całkowicie rozbita psychicznie… Jak ja bardzo rozumiem wszystko co piszesz… Dziś własnie szukałam psychologa, który mnie od razu przyjmie, bo ja już nie mogę czekać… Robi ze mnie wariatkę, nie raz już siedziałam płakałam myśląc, że może przesadzam, że coś ze mną jest nie tak, a miałam czarno na białym, że on coś zrobił tylko zapierał się w żywe oczy, był taki wiarygodny… i ta jego udawana dobroć. Jakim on jest pozerem, nikt, by nigdy nie pomyślał, że on się tak zachowuje…”dobry, uczynny,kochany” tak wiele dla niego poświęciłam, oddałam siebie, czekałam na niego… i czym ja sobie zasłużyłam. Wszystko było dla niego, on był panem,wciąż się obrażał miał humory pomimo tego że ciągle mnie okłamywał, bawił się moimi uczuciami to zawsze odwracał kota ogonem…

  15. Zbyszek pisze:

    RÓWNOUPRAWNIENIE
    Mężczyzna zdradza- kobieta przeżywa przygodę.
    Mężczyzna, rozwodząc się, rozbija rodzinę- kobieta kończy związek bez perspektyw.
    Mężczyzna wyżywa się na bliskich- kobieta odreagowuje stres.
    Mężczyzna wrzeszczy- kobieta akcentuje swoje racje.
    Mężczyzna katuje dzieci- kobiecie puszczają czasami nerwy.
    Mężczyzna zaniedbuje rodzinę- kobieta realizuje się zawodowo.
    Mężczyzna jest niezdarą- kobieta bywa zagubiona.
    Mężczyzna jest skończonym chamem- kobieta bywa zmuszana do stanowczości.
    Mężczyzna jest pracoholikiem- kobieta dba o swoją niezależność.
    Mężczyzna leni się- kobieta regeneruje siły.
    Mężczyzna kłamie- kobieta stosuje dyplomację.
    Mężczyzna przepuszcza pieniądze- kobieta musi czasami coś kupić także dla siebie.
    Mężczyzna, kiedy dobrze wygląda, jest narcyzem- kobieta jest po prostu zadbana.

    • paula pisze:

      A pan Zbyszek naczytal sie chyba wierszy że tak piszerównouprawnienie ok to zacznijcie o nas dbać to i my będziemy o was dbać.

  16. Ewa pisze:

    Takie wszystko naprawdę znaczy niewiele. Spazm bezradności, kiedy chciałoby się zwyczajnie pogadać. Dlaczego…? Kiedy nie mogłam zrozumieć jego postępowania i odeszłam, zrobiłam w celach doświadczalnych dokładnie to samo co on. I nadal nie wiem, jaka frajda z wianka adoratorów? Uważam ciągle, że warto pielęgnować jeden związek, a jeśli ktoś lubi wycieczki, to ten jeden najpierw uczciwie zakończyć. Albo szczerze wyznać, nie umiem inaczej. A wtedy jeśli mimo wszystko jest to dla mnie najważniejsza osoba, to przynajmniej wiem z kim mam do czynienia i możemy dalej coś z tym zrobić. Dlaczego to jest takie trudne? Już u Platona prawda to początek dobra i piękna… I tak chyba warto żyć, poznając siebie nawzajem, a nie przerzucając nic nie wnoszące frazesy…

  17. Barbara pisze:

    Osiem lat – zmarnowanych, dosłownie zrujnowanych z człowiekiem, który mnie zniszczył psychicznie, odebrał mi moją osobowość, chęć do życia. Na „zewnątrz” miły,uśmiechnięty facet, dusza towarzystwa. Dla wszystkich byliśmy idealnym związkiem. w domu stawał się innym człowiekiem, traktował mnie jak popychadło, śmiecia. Wszystko robiłam według niego źle, począwszy od sposobu ubierania, skończywszy na zwykłym sprzątaniu. Przez tyle lat bycia w tym chorym związku uwierzyłam mu, że jestem nikim, że do niczego się nie nadaję, że oprócz niego nikt mnie nie będzie chciał i byłam mu za to wtedy bardzo wdzięczna. Ciągłymi krzykami, poniżeniami doprowadził mnie do depresji. Kiedy dotknęłam „dna” dostałam od życia drugą szansę, dopiero wtedy przejrzałam na oczy. Uciekłam zostawiłam wszystko!! Dzięki pomocy rodziny stanęłam na nogi. Nasi wspólni znajomi oczywiście mnie za wszystko obwinili, uznali za najgorszą i przyjęli jego wersję wydarzeń – szkoda, że ludzie są tak łatwowierni!..Staram się teraz żyć pełnią życia, chodziarz nieraz, a upłynęło już 6lat dopadają mnie złe wspomnienia z tamtego okresu, od razu cała zaczynam się trząść… Jeśli któraś z was żyje w takim związku, uciekajcie jak najszybciej nie patrzcie się na dobra materialne,nie planujcie, nie bójcie się !! bo potem może być już za późno..

  18. Iza pisze:

    Witam:) ja pisze w Imieniu mojej 18-letniej corki,jej byly partner ma 22 lata,pracuje ma dochodu miesiecznie okolo 2 tys,od p[oczatku ciazy nie ukladalo im sie,corka miala zagrozona ciaze ,miala zyc bez stresu,ale jak to zrobic ja ciagle slyszala z jego ust,zabiore ci dziecko,zrobie z moimi rodzicami z cb narkomanke,po urodzeniu dziecka to dopiero sie zaczelo,przeczytala jego sms okazalo sie ze pali trawe razem z brygadzist,jak by tego bylo malo mial jakis cichy romans ,tez zostal odkryty,jak sie klocili on uciekal do matki bo mieszali u nas,mimo wszystko staralismy sie by byli raze,bo dziecko potrzebojue oboje rodzicow,zawsze bylam zdania ze to corka prowadzi do klotni bo jest nadpobudliwa,ale kiedy zeszli mieszkac na dol,z dnia na dzien z jego ust to samo slyszalam w stosunku do niej,zabieraj jej karte do jego konto szantazowal ja pieniedzmi ze jej nie da,ciagle slyszalam to samo mamo wez go wpadala z placzem ,bo juz nie wytrzymuje z nim,w koncu zaczelo jej serce szwankowac,jest pod opieka kardiologa,corka jest teraz w 3 kl tech,kazal jej szkole zostwic i isc do pracy,albo poszukac sobie faceta zeby jej kupowal ,ostatnio nie bylo dnia bez klotni,ciagle powtarzal ze siedzi z nia dla dziecka,jak wyszla do kolezanki to ze pewnie do jakiegos hu.. ze nie da jej kasy itd,wspomne tez o tym ze pare razy ja poszarpal,teraz sie wyprowadzil corka jest spokojna ale zada od niej 8-miesiecznego dziecka na noc,bo jak nieto idzie do sadu mimo ze nie jest prawnie jego ojcem tylko corka,co powinna zrobic udac sie do sadu? o Alimenty na malego,czy na nia to ze sie uczy tez moze sie domagac cos,dziekuje

  19. Tadeusz pisze:

    Moja żona znęca się nade mną psychicznie.

    Jedyną formą rozmowy jest krzyk. Kiedy coś nie dzieje się po jej myśli, krzyczy, ubliża mi, upokarza i zawstydza. Kiedy wpada w ten swój trans, wykrzykuje mi rzeczy, które najbardziej bolą. Gdy zwierzam się jej z czegoś, wspiera mnie i neguje różne rzeczy, lecz gdy wpada w trans wraca do tego i mówi, że mi tak dobrze, że sobie na to zasłużyłem.

    Gdy tylko widzi, że jakaś jej koleżanka dobrze o mnie mówi, spotyka się z nią i źle o mnie jej mówi, nastawia ja na mnie negatywnie. Mówi jej na mój temat kłamliwe rzeczy, np. że nie daje jej na nic pieniędzy, że przez to nie czuje się ze mną bezpiecznie. Rozpuszcza różne plotki i pomówienia wśród koleżanek.

    Odseparowała mnie od moich najbliższych przyjaciół i przyjaciółek. Gdy tylko spotykam się z przyjaciółmi, kolegami robi mi sceny pretensji. Gdy tylko usłyszy o znajomych mam wielogodzinne sceny zazdrości, ale przy tym nie przeszkadza jej opowiadać mi o swoich byłych partnerach, jacy to byli wspaniali.

    W napadach szału już kilka krotnie zażądała, abym wraz z synem wyniósł się z jej mieszkania wraz z synem. Mnie samego wypędzała już kilkakrotnie (nawet spakowała moje rzeczy). Kilkakrotnie przy moim synu powiedziała, jak to musi się poświęcać dla niego i ma już tego dosyć.

    Kiedy zdarza mi się zasnąć z synem w łóżku grozi mi rozwodem. Kiedy się na mnie obraża każe mnie przez nieokazywanie uczuć, brakiem zainteresowania, lekceważeniem emocjonalne.

    Wciąż mnie kontroluje – dzwoni do mnie co godzinę, ograniczanie kontaktów z innymi osobami – zabrania mi spotykać się ze znajomymi, których sama nie „poleci”, inwigiluje mój telefon, zdarzało się że usuwała SMSy od koleżanek.

    Wciąż mnie okłamuje. Takie sprawy często wychodzą, gdy stajemy w konfrontacji z innymi. Ostatnio wyszło, że gdy pożyczała pieniądze od swojego wujka, mi powiedziała że na spłatę samochodu, a mamie, że dla mnie.

    Najpierw każe mi wynieść się z domu, a potem mówi, że ma już dość życia i coś sobie zrobi. Wzbudza we mnie wciąż poczucie winy.

    Gdy się pokłócimy (a problemem jest dla niej każda duperela) wywołuje we mnie poczucie winy. Podobnie zresztą postępuje z moim synem, gdy chce coś na nim wymusić. Często wzbudza litości dla siebie.

    Chodzę do psychologa, rozmawiam z nim o tym. Moja żona rozpoczęła terapię, ale raz jest lepiej, a potem ma nawroty i wszystko znów się zaczyna. Mówi, że jest DDA i często wszystko w ten sposób usprawiedliwia. Mówi, że jest ofiarą i usprawiedliwia tym swoje zachowania. Tylko ja nie mam już siły…

    • MIRON pisze:

      Witam , poznałam chłopaka, miał dużo ciepła w sobie i zainteresowanie moją osobą. Poprostu wielbił mnie prawie za wszystko . Był jeden szczegół, ,, problemem była dla niego każda duperela” która mogła wywołać kłótnię. W zwykłej rozmowie wystarczy, że nie odpowiedziałam na jego pytanie w odpowiednim tempie albo tak jak oczekiwał zaczynał wrzeszczeć, no i oczywiście wina zawsze była moja: bo nie odpowiedziałam tak jak chciał, albo zapytałam nie o to co chciał, albo nie podobało mu się moje pytanie , oczywiście wynikało to w czasie zwykłych codziennych rozmowach o zwykłych sprawach. Nie wiedziałam kiedy ta ,,bomba zegarowa” codziennie wybuchnie.
      Potem zaczyna być nagle miły i zachowuje się jakby nic się nie stało. Odeszłam szybko, a właściwie uciekłam w 5 s po tym jak chciałam wyjść, a on mi zatrzasnął drzwi z hukiem o 7 rano i powiedział gdzie ku..a chcesz iść , co ty robisz ze mną i jak ja niby go traktuję. Uciekłam w chwili jego nieuwagi, inaczej nie wiem czy pisałabym teraz te słowa.
      To ku przestrodze. Nie pisze tego aby przestrzec przed mężczyzną – katem, ale oni mają z reguły więcej siły i kobiety w starciu fizycznym nie mają szans np. zze 100 kilowym KATEM.
      Dobrze, że szybko się zorientowałam co to za człowiek. Teraz będzie szukał innych ofiar bo chyba tym żyje by wyżywać się na innych…kobietach.
      A to wszystko wynika ze wzorca który wyniósł z domu. Jakie to niesamowite, że te rzeczy można wynieść z domu rodzinnego. On z ofiary zamienił się na kata !!!!
      Myślę, że terapia może mu pomóc ale to już nie mój problem-na szczęście
      pozdrawiam panów i panie

  20. p pisze:

    Cały mój problem polega na tym, że już dawno zrozumiałem zachowanie mojej żony. Jej metody nie dobijają mnie już tak jak kiedyś. Udało mi się zbudować własne poczucie wartości i jej wieczna krytyka, poniżanie i obelgi są mi coraz bardziej obojętne. Natomiast ona znalazła sobie nowy sposób. Mamy dwójkę dzieci i teraz zaczęła rozgrywać swoje gierki w ich obecności np: w trakcie podróży samochodem gdzie nie mam żadnego manewru tworzy sytuacje, w ktorej zaczyna wyzywać od np: ciot, świń, potworów aż do wypierd… z domu. Przy synie, który wszystko rozumie (ma 8 lat). I jestem bezradny. Gdy to się dzieje w domu jest wyjście. Gdy nie ma dzieci mogę się z nią pokłócić (choć to jak ja się odzywam dla niej pewnie jest kapuśniakiem przy jej buży z piorunami). gdy są dzieci biorę je na dwór i mamy luz, ale sposób z autem jest bezbłędny! To tylko przykład sposobów poniżania jest mnóstwo!
    I teraz pytanie. W czym masz problem chłopie?! Wyprowadź się!!!
    Odpowiedź: A no mam problem i to ogromny! Dopóki jestem w domu wiem że to jest skupione na mnie. Jak się wyprowadzę wiem (jestem pewien), że to przejdzie na moje dzieci!!! A nie chcę, żeby oni mieli ten problem, bo pamiętam jak swego czasu rozszarpaną miałem psychikę i to co pomogło mi się odbić to osiągnięcia i docenianie w pracy. I świadomość tego, że w domu jestem taki sam (robię prawie wszystko: gotowanie, odkurzanie, zmywanie, remonty, zajmowanie się dziećmi, lekcje z synem) więc nie jestem taki jak ona twierdzi! A co pomoże moim dzieciom jak się do nich dobierze?
    Polskie prawo przy rozwodzie zostawi dzieci przy niej, przecież każdy ją zna jako super dziewczynę!
    Więc dupa blada ja odpocznę a oni? Kto ich ochroni?
    Może sędzia, który w swym majestacie wyda na nich wyrok!

    Pozdrawiam wszystkich facetów z takim problemem.

    • wyzwolona pisze:

      Panie „P” toksyczni ludzie typu pańskiej chyba „ślubnej” maja problem sami ze sobą – nie akceptują się, maja zaniżone – pewnie prawdziwie niskie poczucie własnej wartości-skoro tak się zachowują. Do „pionu” postawi ją Pan tym samym co ona Panu robi.Zapewne do furii doprowadza ją Pański spokój i równowaga emocjonalna- bywa to czasami trudne , ale jakże bardzo się opłaca. w tej sytuacji najlepszą strategią jest „lustrzane odbicie” czyli zaserwowanie takiego zachowania jakie ona prezentuje. a jak jej nie odpowiada pańskie towarzystwo to baba z wozu -koniom lżej.

    • kobieta pisze:

      Pozdrawiam Cię silny mężczyzno..ja , z takim samym problemem:(

  21. MIRON pisze:

    Witajcie!
    Przeczytałam wszystkie posty i kobiet i mężczyzn. Tu nie chodzi żeby udowadniać kto potrafi być większym oprawcą. Artykuł przedstawia objawy przemocy psychicznej i fizycznej. A ona dotyczy oboajga płci. Nie ważne czy to kobieta czy mężczyzna jest oprawcą. W obu przypadkach jest to niszczenie osoby drugiej i to jest złe. Bez względu na płeć nikt nie ma prawa robić tego drugiemu człowiekowi. Dlatego też przekomarzanie się, kto bywa większym oprawca nie ma sensu. Ludzie szanujmy się i sznujmy innych ludzi bo każdy ma prawo do szczęścia. Jeżeli związek obu ludzi jest toksyczny to nie warto w tym tkwić. Niestety.
    Pozdrawiam wszystkich poniżanych i żyjących w takich związkach, nie czekajcie aż Was ktoś zabije lub upokorzy w najmniejszym wypadku. Taki związek trzeba szybko zakończyć dla dobra Was i ew. dzieci.
    pozdrawiam i życzę silnej woli

    • nina pisze:

      Ale większość mężczyzn, którzy tu udają ofiary to oprawcy i to widać po sposobie w jaki piszą. Część to rzeczywiście ofiary.

    • nika pisze:

      czytam z wielkim zastanowieniem. Myślę, że jestem katem i ofiarą w jednym. Drodzy Panowie, katowani, czy wiecie jak czuje się osoba ciągle mówiąca do ściany? Mój mąż wychowany w patriarchacie po skończonym posiłku, a raczej, pożarciu paszy, wstaje bez słowa od stołu i odchodzi. Nie czuje przymusu udzielania jakichkolwiek odpowiedzi, bo kwestie nie wymagają komentarza. Kochani stoicy, to tez jest przemoc!!!

    • Marta pisze:

      A jeśli nie ma jak!?jeśli ktos np mieszka za granicą?

      • Hannah pisze:

        Mieszkam za granica maz znecal sie na de mna psychicznie, w drzwiach tez po przyjsciu krzyczal, wychodzil na klatke domku, w ktorym zamieszkiwalo kilka rodzin i mnie glosno obawiam i wykrzykiwal na mnie. Zwiazek trwal ok 20 lat. Bylam nim tak zmeczona przez ostatni rok, ze jak krzyczal to kladlam sie do lozku, nakladalam sluchawki na uszy i zaczynalam medytowac. Nie mialam zadnej rodziny, ani przyjaciol, tylko prace, nie na stale, ale wystarczajaco. W ucieczce pomogl mi starszy syn. Powiedzial mamo, nie mysl, ze tata sie zmieni, oszczedzaj pieniadze i uciekaj od niego. Zaplanowalam, ze tak zrobie, mimo, ze nie mialam zbyt wiele srodkoe. Wynajelam mieszkanie, zabralam mlodszego syna i ucieklam, zerwalam kontakt. Starszy syn odwiedza mnie codziennie, i mowi, ze tez chyba przyjdzie, bo tata go wygania, tak jak i mnie, obraza, poniza, przeklina. Jesli moge sluzyc rada to najwazniejsza jest decyzji, ze chce sie zyc inaczej. Moja mysla przewodnia bylo, ze chce ” byc sobie Pania” i jestem. Udalo sie!

  22. wolna pisze:

    Witam
    Właśnie czekam na sprawę rozwodową po 18-tu latach gehenny.
    Nie wierzyłam,że może mnie to spotkać trzeci raz w życiu.
    Po wielu latach terapii (15 lat) doszłam do wniosku, że warto zastanowić się jakie jest podłoże tego, że poddajemy się przemocy czy to fizycznej czy psychicznej.
    Ja odkryłam schemat zachowań łączący mojego ojca, potem brata a na końcu męża wszyscy trzej zachowywali się tak samo tzn. stosowali większość praktyk opisanych w powyższym artykule. W konsekwencji tkwienia w związku emocjonalnym 1. z ojcem – tyranem, alkoholikiem, 2. z bratem lekomanem, tyranem 3. mężem – „mieszanką wybuchową” – tyranem, osobą uzależnioną chyba od wszystkiego co się da(ale to zauważyłam dopiero po latach związku) to JA poddałam się roli „ofiary”. Przez wiele lat nie mogłam pojąć jak najważniejsi mężczyźni w moim życiu mogą mnie tak terroryzować jak nazywa to autor artykułu.Wiem dziś,że całe moje dzieciństwo, dorastanie, wpłynęło na to jakiego sobie wybrałam „mężczyznę marzeń”,
    ALE UWOLNIAM SIĘ.
    Po wszystkich spotkaniach z terapeutą, psychologiem, policjantami i prawnikami, umocniona w siłę psychiczną i wiedzę prawną POSTANOWIŁAM SKOŃCZYĆ DESTRUKCYJNY ZWIĄZEK.
    Teraz już nauczyłam się zauważać niepokojące symptomy „chorych” zachowań i mam wielką nadzieję, że już nie zwiążę się emocjonalnie z „toksycznym” facetem.
    ZACZYNAM NOWE ŻYCIE
    I życzę wszystkim udręczonym Paniom i Panom
    WYJŚCIA Z DESTRUKCYJNEGO ZWIĄZKU
    NOGI ZA PAS

  23. Samodzielna pisze:

    Witajcie,
    Tak czytam i czytam te Wasze wpisy i cały opis przemocy psychicznej i na moje pasuje jak ulał do mojej sytuacji, z której nie umiem sie uwolnić. Nie potrafię być na tyle silna, żeby spakować sie, wziąć dzieciaki -sztuk 2 i wyprowadzić sie z nowego wybudowanego wspólnie domu.
    Na co dzień brak szacunku, negacja wszystkiego co robię, ani jednego pozytywu, konieczność ciągłego udowadniania, ze sie do czegoś nadaje i coś umiem zrobić.. Nigdy nie usłyszałam żadnego ciepłego słowa. Najlepiej, żebym w ogóle sie nie odzywala.
    Uwagi na porządku dziennym: pojebalo Cię, debilem jestes, masz nasrane, przydaj sie na coś, wymysł coś, postarają sie….jestes leniem, nic nie umiesz zalatwic, zalatw cos od poczatku do konca dobrze, zachowujesz sie jak wiesniak, kiedyś jeszcze dochodziło: spaślaku, parówo, masz tłuste cielsko…. Najgorsze, ze to wszystko dzieci słyszą i widza. Przy dzieciach zawsze sie zwraca: idź do matki, matka żre, matka sra, matka….Czasami używa słowa mama, ale rzadko. Najlepsze w tym wszystkim jest to, jestem wykształcona, mam dobra prace, niby inteligentna a jednak głupia. . Na zewn. on oczywiscie zachowuje sie bardzo poprawnie, to ja jestem ta zła. Jeszcze kiedyś wyzywał mnie od alkoholikow, kazał iść do poradni, bo inaczej nie pozwoli nigdy z dziećmi samej wyjechać. Matka sie nawaliła, naprulas sie . Jak nie słyszę co mówi i poproszę o powtórzenie- to głucha jestes, idź do laryngologa.
    W domu mam określone, gdzie mam stawiać buty, gdzie coś powiesić, wszystko określone wg. jego zasad. On jest chyba chory psychicznie, albo ma przyjemność w gnebieniu innych-rodziny. Proponowałem mu poradnie dla związków, ale powiedział, ze nie pójdzie.

    Nie mam już na nic siły. Jedyna odskocznia i miejsce, gdzie odpoczywam psychicznie to praca i przyjaciele.
    Mogłabym chyba książkę napisać. Naturalna obrona to czasem czuje sie jakbym była gdzieś obok i mnie to nie dotyczyło.wiem, ze muszę sie z tego wyrwać.
    Ja po prostu już nie mam siły.

    • wyzwolona pisze:

      kobieto! jesteś niezależna masz pracę i pieniądze, od teraz traktuj codzienność jakby tego psychola nie było, jakby nie istniał, po prostu się wyłącz na jego obecność, Samodzielna – ja po dwudziestu latach ( nie wszystko było złe i przykre zwłaszcza na początku) wywaliłam dziada z mojego domu, którego nie udało mu się spalić lub zniszczyć w inny sposób definitywnie, spaliłam wszystko co po nim zostało, to taki rodzaj oczyszczenia- jak sie nie da słowem i czynem – wytrawić ogniem -pomaga! Moja historia podobna do innych- ale nigdy nie byłam w dołku, nigdy nie miałam stanów depresyjnych, tylko czasami dziwił mnie brak siły, brak woli do zrobienia czegoś. Nauczyłam sie jeździć samochodem – po 20 latach przerwy, wszystko odżywa, Mam wspaniałą mądrą CÓRKĘ, której ten psychopata i jego mamusia się wyparli , jak się urodziła. Mam zamiar i go zrealizuję w całości- wyegzekwować zadośćuczynienie w postaci wysokich alimentów. Skuteczne działanie pamiętam z czasu kiedy sama budowałam dom i oczekiwałam na narodziny słońca mojego życia – mojej córeczki. Po kroczku, po metrze do wyznaczonych celów-do normalności. Samodzielna – nie jesteś z kamienia -pod byle młotkiem nie pękasz( chcę przez to powiedzieć że jesteś diamentem). Mieszkasz ze swoimi rodzicami -to wielki oręż w walce z tym ku…., ja była sama samiuteńka, rodzice moi już nie żyli , rodzeństwo się obraziło, bo chciałam swoja część spadku przeznaczyć na samodzielne życie. Teraz to ja jestem samodzielna, niezależna, co najważniejsze zdrowa i szczęśliwa,mam swój dom i dziecko, święty spokój, muszę tylko pozbyć się jeszcze kilku pasożytów ze swojego otoczenia.

    • Magda37 pisze:

      Moja historia, jest podobna, poznałam mojego aktualnie już byłego męża, po długiej samotności. Mieszkałam sama, miałam atrakcyją dobrze płatną pracę, wyższe wykształcecnie i kilku dobrych znajomych na których mogłam liczyć. I nagle pojawił się on, cudowny, wysoki przystojny wykształcony i elekwentny, czarujący, ujmuący, romantyczny, opiekuńczy, zaradny i wiele wiele innych cudownych cech. Muszę przyznać że początki naszej znajomości i naszego małżenśtwa były fantastyczne, z tym że ja zaślepiona miłością do niego nie widziałam rzeczy które mogły mi dać informację że nie wszystko jest w porządku. ( mówiła mi przyjaciółka, ale ja oczywiście nie chciałam słuchać tego co ona widzi), zamieszkaliśmy razem, mieliśmy dobre zarobki stać nas było na rozrywki, wycieczki i inne przyjemnośći, z niczym nie musieliśmy się liczyć. potem był ślub, szybka ciąża, zagrożona, ciągłe pobyty w szpitalu, i gdy ja zamartwiałam się o nasze malestwo on się świetnie bawił, ale już nie ze mną, doszył jeszcze inne rozrywki jak hazard, dopiero po wyjściu ze szpitala po porodzie dowiedziałam się że ukradł z mojego konta oszczędnościowego, które miałam jeszcze zanim się poznaliśmy 20 tyś. oczywiście na gierki hazardowe, przepraszał, a ja głupia wybaczyłam i dalej nic nie widziałam zajęta rehabilitacją córki. Został zwolniony z pracy, więc ja wróciła do pracy a on niby zajmował się dzieckiem, niby bo tak naprawdę robiła to jego matka. Pojawiła się pierwsza krytyka i z jego i ze strony teściowej, że dziecko małe, szczupłe, że nie chce jeść, że wolniej się rozwija, pojawiło się poczocie winy, no bo przecież kto jest winny, no ja bo to ja miałam problem z donoszeniem, to przez mój stan przedrzucawkowy dziecko urodziło się wcześniej z małą masą. Dodatkowo nie gotowałam zbyt dobrze skoro dziecko nie chciało jeść moich zupek. Potem krytykowano już wszystko, od wyglądu, poprzez pracę i obowiązki domowe, a on dalej nie pracował bo przecież żadnej godnej pracy mu nie zaproponowano, a ja mogłabym się bardziej postarać i więcej zarabiać, brałam dodatkowe prace, nie widziałam już na oczy schudłam, przestałam byc roztytym baleronem za to stałam się wykałaczką. Wreszcie znalazl wymarzoną pracę, z tym że 2x lepiej płatną niż moja, na początku było ok, a potem stwierdził ze skoro on lepiej zarabia to już kompletnie nie musi nic robić w domu. Domagał się rozrywek, często wychodził w piątek wracał w niedzielę, nie pytałam gdzie był bo wiedziałam, raz nawet tam byłam prosić żeby wrócił do domu, ale tylko mnie wyśmiał przed swoimi koleżkami. Wstydziłam się tego że mnie tak traktuje, przestałam spotykać się ze znajomymi, zresztą nie miałam na to ani czasu ani ochoty, co miałam im mówić że jest cudownie jak nie było. Zresztą on sam dokończył dzieła siejąc plotki na mój temat wsród rodziny i przyjaciół, zostałam sama ze swoimi myślami. Podjął decyzję o budowie domu, pomyślałam że może to dobry pomysł, oderwie się, zaagażujemy razem, że będzie ok, noc bardziej mylnego. Kupił działkę i projekt domu bez mojej wiedzy i konsultacji, bo po co się z bylekim konsultować prawda?
      Ciągle sam jeżdził na budowę, bo po co tam głupia baba ma się wtrącać. Dom stanął w pół roku, był ładny,myślalam że będziemy szczęśliwi. Poznałam nowych sąsiadów, byli mili, co z tego skoro znów robił ze mnie wariatkę. Do uzależnienia od hazardu doszedł jeszcze alkohol, po nim stawał się wulgarny, wyzywał mnie obrażał, niszczył moje rzeczy, wyśmiewał się ze mnie gdy rozpaczałam po tym jak zniszczył mi pamiątkową książkę którą dostałam od ojca, albo zrzucił puder, który dostałam od matki. Zaczęłam się izolować, nie chciałam się z nikim spotykać, było mi wstyd że doporowadziłam do tego że żyję z takim terrorystą. Zmusił mnie do zrezygnowania z pracy, bo miałam dostać dużą odprawę, którą już rozdysponował, a poza tym to przecież dziecko jeszcze małe więc trzeba się nim zająć. I zaczął się horror, przez pół 9 miesięcy nie dawał mi pieniędzy, sam robiła zakupy, ja miała siedzieć z dzieckiem sprzątać i gotować. O każdą rzecz musiałam prosić, nowe majtki a po co? nowe ciuchy? fryzjer? przecież nigdzie nie chodzisz. nawet o tampony musiałam prosić a on złosliwie kupił największe podpaski i śmiał się że będę z wielkim wackiem chodzić. Raz zachorowałam, miałam zapalenie płuc, nic go nie obchodziło, kazał mi wypier… z sypialni bo przez moje kaszlenie spać nie może, spałam na kanapie w salonie, albo na podłodze w pokoju dziecka. Po pół roku wyglądałam jak swój cień, przy wzroście 170 ważyłam 52 kg, straciłam apetyt i połowę włosów, łamały mi się paznokciem na głowie półroczny odrost.Znów miał powód do kpiny, znów się upił znów awanturował, ciągnął za resztkę włosów, wyrwałam się, zadzwoniłam na policję sama nie wiem po co bo wiedziałam że nie mogą go zabrać na izbę bo mnie zabije. Dowiedział się o moim telefonie, stałam się zdrajcą donoszącą na męża. Przebyłsk świadomości miłam dopiero wtedy gdy rzucił we mnie zabawką dziecka, która rozpadła się na kawałki nad moją głową. Nie wytrzymałam, rano spakowałam dziecko i pojechałam do rodziców. Wstyd było się przyznać ale w zasadzie nie musiałam wiele mówić, juz moj wygląd mówił sam za siebie, zostawiłam wszystko, zostałam z rodzicami,i babcią ‚i dzieckiem w 2 pokojach. Uciekłam od swojego „szczęścia”. Wreszcie. Zaczeły się awantury telefoniczne, błagania, nie dałam się już na nic nabrać. Wreszcie poczułam się wolna, znalazłam pracę, średnio płatną, nie spełniającą moich ambicji ale jest. Teraz jestem już 4 lata sama, nie nie sama z dzieckiem, mieszczkamy same i nie same bo z kotem. Nie mam partnera, chyba juz nie potrafię zaufać, ciągle się boję. A nadal mnie gnębi, staram się nie brać tego do siebie ale to wciąż boli. A uwagi typu, z mamą masz gorzej bo mieszkasz w bloku, z mamą masz gorsze wakacje bo tylko tydzień na gównianej Słowacji, z mamą masz gorzej bo musisz sprzątać, z mamą masz gorzej bo mniej pieniędzy są cały czas. A dziecko jak dorośnie samo oceni gdzie ma lepiej.

      • mazur pisze:

        wszystko ma swój koniec,przechodzę to samo,mam dość życia z cwaniakiem wystarczy się tylko nie poddawać bo oni tylko na to czekają

      • G. pisze:

        Do Magda37
        Podziwiam Cię. Bardzo chcę zrobić to samo co Ty.
        Nie wiem skąd wziąć siłe :*(

    • Kasia pisze:

      Cześć „samodzielna”. Mam TAKĄ SAMĄ SYTUACJĘ CO TY. Napisz do mnie. Może razem jakoś przez to przebrniemy albo uda nam się zakończyć te chore związki. Pozdrawiam.
      Kasia

  24. wolna pisze:

    Do Samodzielna
    NOGI ZA PAS nie zmienisz go a sama się udręczysz lub wykończysz psychicznie
    Zrób wszystko, aby zadbać o SIEBIE i swoje potrzeby
    I moim zdaniem uciekaj, oderwij się, najczęściej nie ma innego wyjścia

    Pozdrawiam

  25. Ola pisze:

    Od czego zacząć? Jestem w 9 miesiacu ciazy, każdy dzien przeplakalam. Mój maz zawsze mi powtarzał, ze jak będę w ciazy, to bedzie nosił mnie na rękach. Tymczasem przeżywam horror. Wstydzę sie komukolwiek o tym mówić…. Nasi znajomi uwielbiają mojego męża, nie wiedza jaki jest w domu. Za każdym razem podkreśla, ze to nie jest mój dom (zamieszkalismy u teściów).
    Ja czuje, ze we mnie nie ma juz życia. Teraz czekam tylko, aż urodzi sie nasza córeczka. Wiem, ze to nic nie zmieni. Nie mam blisko rodziny, znajomych i nie wiem jak sie odseparowac od tego człowieka….

  26. Psychiczna:) pisze:

    Witam wszystkich zranionych i upokorzonych. Jestem świeżo po rozstaniu. Zostałam odepchnięta a wcześniej upokarzana obrana z godności i wiary w siebie. Są dni kiedy nie chcę istnieć, nie wiem kim jestem i gdzie się podziałam ja sama w swoim wnętrzu. A niekiedy dzień jest piękny i światło w tunelu powolutku się rozżarza. Ciągle się pytam dlaczego to dlaczego tamto. Wina była cała moja i to ja wszystkiemu byłam winna. Czy można kochać kata swojego pomimo takiej krzywdy? Jakaś masakra.. Mam nadzieję tylko że nadejdą lepsze dni a wszystkim wam życzę prawdziwej miłości i zapomnieniu traumy jaką przeżyliście.

    • paula pisze:

      Tak można zaradzić niedaj mu się bo cię będzie chciał wykończyć jąk mój były niby kochany taki można rozwiązanie jest proste raz a dobrze kopnij go w tyłek z całej siły postaw mu się bo ty lalka nie jesteś ani nie wiadomo kim aby on miał popychadlo albo niewolnice do łóżka bo miałam i ją tak postaw mu się nie pomoże. To w ryja strzel albo policję wezwij jąk się będzie rzucał trochę poplaczesz czas leczy rany i co najważniejsze daj sobie czas nie czekaj na niego ją czekałam i gowno dostałam już czekać nie będę pozdrawiam.

  27. Upokorzona pisze:

    Czy ktoś z was wie o jakiś grupach wsparcia dla kobiet poniżanych, które szukają siły?
    dzięki z góry za pomoc.

    • reniulka pisze:

      weszłam na tą stronę poniewż dużo czytam. sama kiedyś byłam w takich dwuch związkach. pomoc możesz uzyskać w grupach wsparcia osób współuzależnionych. takie grupy działają przeważnie przy kościołach. ja sama skorzystałam. jestem bardzo zadowolona z pomocy którą tam otrzymałam. na początku podeszłam do tego z dystansem ale nie mając lepszej alternatywy uczepiłam się tego. teraz nie wyobrazam sobie jak mogłabym zyć bez tej grupy i programu który tam przerabiam.mam nadzieję że odnajdziesz tam siebie tak jak ja . odnalazłam w sobie siłę, wiarę w ludzi, nadzieję, poczucie wartości, godność i radość z przeżywanych chwil. pozdrawiam serdecznie.

    • Nikt ważny pisze:

      uciekamydoprzodu.blog.pl/

  28. bezsilna pisze:

    Poszedl spac.udalo mi sie dzisiaj uniknac kilkugodzinnego seksu.nie mam sily.jestem kobieta wyksztalcona,niestety aktualnie bezrobotna. Mam corke 16-stoletnia i 14-stoletniego synka.moj maz jest uzalezniony od pornografii i chyba jednak alkoholu. Mieszkamy z moimi rodzicami.dalam mu kolejna szanse, ale jak sie domyslacie – jest gorzej.o jego wyprowadzce z domu nie ma mowy.dzieci tez odpoczywaja jak go nie ma w domu.jezeli nie uprawiam z nim seksu codziennie, to mnie karze psychicznie, np. Poprzez wlaczanie glosnej muzyki w nocy,wyzywanie, szantaz.grozi,ze wszystko rozwali, spali.chce oszczedzic dzieciom i rodzicom przyjazdow policji i w ogole stresu.nie kocham go wrecz nienawidze.czuje ze wpadam w gleboka depresje…mam mysli samobojcze.tylko dzieci mnie trzymaja

    • paula pisze:

      Aha bo on ma chęć się pokochać a jąk nie masz siły to co to cię każe aha ale cymbal boże a weź z nim rozwód a co to ty masz swoją mała na loteri wygraną że masz mu dac’?hm i ty później jesteś najgorsza bo on też tak chce a o mój boże na prawdę?masz trzepaczke w domu to jąk następnym razem będzie jeczyl znów a zlap za to i walnij w łeb może coś do tego mózgu dojdzie że jąk kobieta mówi nie to znaczy nie.:)

    • emmi pisze:

      O boze kobieto jak mozesz na to pozwalac,znajdz sposob zeby skurwiela za kratki wsadzic,bo na nic innego nie zasluzyl,a jak bedziesz to robic nie zapomnij tez o dzieciach one na swiat sie nie prosily zeby jakis cwel zrujnowal im przy okazji psychike.ogarnij sie.

  29. s pisze:

    mam to samo ze ,,sfojo babo,,

  30. bezsilna pisze:

    Czy ten wątek jest aktualny? Chciałabym porozmawiać z Samodzielną.

    • kasia pisze:

      WITAM WSPANIAŁYCH LUDZI CO STWORZYLI SOLARIS! MOJE ŻYCIE DOTYCZY ARTYKUŁU TERROR PSYCHICZNY W ZWIĄZKU!POMOGLIŚCIE MI PAŃSTWO BOWIEM, KAŻDY WYRAZ,ZDANIE W OBSZERNYM ARTYKULE DOTYCZY MNIE-TAK JAK JA BYM PISAŁA O SWOIM KACIE!DODALIŚCIE MI SIŁY,WIARY,NADZIEI,ŻE NA TYM ŚWIECIE JEST OGROM KATASTROFALNY TAKICH OPRAWCÓW Z JAKIM JA KATEM ŻYJĘ!NIE MAM POMYSŁU JAK OD NIEGO SIĘ UWOLNIĆ!ALE CZYTAJĄC POSTY CZUJĘ SIĘ SILNIEJSZA!WSZYSTKIE JESTEŚMY W PODOBNEJ SYTUACJI NIE DO ROZWIĄZANIA!OCZYWIŚCIE SĄ KOBIETY, KTÓRE TE TRAUMATYCZNE ZWIĄZKI KOŃCZĄ! PODZIWIAM I GRATULUJĘ Z CAŁEGO SERCA!MOŻE JA TEŻ KIEDYŚ STANĘ SIĘ WOLNA!!!ODWAŻYŁAM SIĘ ZAPISAĆ NA WIZYTĘ DO PANI PSYCHOLOG.BĘDZIE TO 15 MAJA 2014.WIERZĘ,ŻE UDA MI SIĘ OKŁAMAĆ OPRAWCĘ PO CO WYCHODZĘ Z DOMU!JESTEM NIE PRACUJĄCA Z PRAWEM DO ZASIŁKU,PONIEWAŻ ON POZBAWIŁ MNIE MOŻLIWOŚCI PRACY!ALE TO ZA DŁUGA HISTORIA BY JĄ OPISYWAĆ!NADMIENIĘ,ŻE W OSTATNIM CZASIE NIE MA DNIA BYM NIE BYŁA KATOWANA PRZEDE WSZYSTKIM PSYCHICZNIE I CORAZ CZĘŚCIEJ FIZYCZNIE.KOŃCZĘ BOWIEM ZARAZ MOŻE POJAWIĆ SIĘ W ZASIĘGU MOJEGO PISANIA!PIERWSZY RAZ ODWAŻYŁAM SIĘ PISAĆ PUBLICZNIE.POZDRAWIAM I ŚCISKAM WSZYSTKICH ,WSZYSTKIE,CO JESTEŚMY W SZPONACH OPRAWCÓW KATÓW,TYRANÓW

      • 5 lat kacetu pisze:

        Jestem po takich samych przeżyciach jak Ty. Kilka razy odchodziłam i wracałam. Ale w końcu uciekłam na zawsze. Było bardzo ciężko, w sumie dalej dje mi się we znaki, ja łapię dołki ale nie poddaję się. Psychicznie jeszcze nie jestem na poziomie, który bym oczekiwała, ale to co wypracowałam, to wstręt do tej osoby i niemożliwość mojego powrotu do niego i z tego jestem dumna. W moim związku były poniżania (ty pojebie, psycholu, downie, dla mnie jesteś nikim, zerem), uzależnienie finansowe i zabieranie pieniędzy, kłamstwa i zdrady, o których na szczęście dowiedziałam się po fakcie (albo po fakcie sama przed sobą się przyznałam, że o nich od dawna wiem) w momencie, kiedy jego kochanka, a obecna partnerka skontaktowała się ze mną, pisząc dumnie, że w końcu odzyskała swojego dawnego pana, informując mnie, że on mnie już nie kocha i mam się nie kompromitować, pisząc do niego. Dodam, że w tym samym dniu wieczorem był u mnie w domu, a raczej pod domem, bo nikt go nie wpuścił, żeby powiedzieć moim rodzicom, że chce żebyśmy znowu bylo razem, bo mnie kocha. Dodam, że rano to on dał jej mój numer i kazał się ze mną skontaktować. Cóż za piękna perfidia… Wcześniej były tylko sygnały – maile do „koleżanek”, którym chwalił się, że jest samotny i z nikim się nie spotyka (był i mieszkał ze mną), fałszywe wyjazdy na „serwisy”, a w praktyce umawianie się z „koleżankami” na wspólny wyjazd. Smsy do różnych dziewczyn, o przykładowej treści „dobranoc niedostępna”, wypraszanie mnie z urodzin, żeby pojechać z kolegą na wyrywanie lasek i zaliczanie dwóch jednocześnie (o tym na szczęście dowiedziałam się po fakcie), ginące prezerwatywy i wmawianie mi, że wyrzucił, żebym się nie czepiała, znaleziony w domu popcorn z kina w Oświęcimiu, który podczas tłumaczenia się okazał być się znaleziony na parkingu w Tychach i zabrany do domu dla papug (chyba 5-latek nie uwierzyłby w taką bajkę) i wiele innych niezliczonych rzeczy, na które chciałam być ślepa. Dowiadywałam się o tym z maili i smsów (kiedy nie widział sprawdzałam go, bo podejrzewałam, że mnie oszukuje). Po odkryciu takich informacji i wygarnięciu mu tego robił awanturę, wyzywał od psycholi i kazał dosłownie „wypierdalać’. A ja jak ta zahipnotyzowana nie umiałam odejść, mimo że zdrada była dla mnie zawsze tematem niewybaczalnym. Odchodziłam dopiero po sytuacjach kiedy np.byłam chora i zamiast podać mi szklankę herbaty, o którą go poprosiłam, powiedział mi, że dla niego jestem gównem i nie zasługuję nawet na herbatę. Plus do tego inne wyzwiska.Jak odeszłam, zaczęło się przepraszanie, chwilowe chodzenie do psychologa, żeby się naprawić, mówienie jaka to najważniejsza dla niego nie jestem i jak bardzo chce się zestarzeć ze mną po naszym cudownym wspólnym życiu. Dawałam się uwieść jego magicznym słowom i wracałam. I tak było kilka razy. Dwa lata chodziłam do psychologa i nic mi to nie dało. Najlepszą pomocą jest grupa wsparcia, która jest stricte ukierunkowana na nasz problem, a nie na psychologię ogólną. To mi dało największego kopa. Czytałam i dalej czytam wiele pozycji z tego zakresu. W szczególności polecam blog http://mojedwieglowy.blogspot.com/ oraz książkę o tym samym tytule. Jak dla mnie najbardziej trafna i pomocna, a przede wszystkim napisana przez kobietę, po takich samych przejściach. Jeśli chcesz porozmawiać, chętnie pomogę. Sama nie jestem jeszcze na tyle uzdrowioną osobą na ile bym chciała, ale jakiś czas temu zrobiłam krok uwolnienia się bez powrotu i o ten krok jestem do przodu. Uwolniłam się od psychopaty. Mimo, że od dalej próbuje te swoje gierki (właśnie w takich chwilach czuję, że jeszcze nie uzdrowiłam się do końca, ponieważ mimo, że opcja powrotu do niego nie wchodzi w rachubę, to każde jego parszywe zachowanie mające na celu wywołanie mojej reakcji, powoduje rozdrapywanie ran na zasadzie jaka głupia byłam i jak mogłam do tego wszystkiego dopuścić, przypominają mi się wszystkie świństwa, które mi wyrządził i to boli najbardziej, bo dopiero teraz to widzę i rozumiem. Niestety zraniona i sponiewierana psychika długo się goi. Żeby było śmieszniej, to dotarły do mnie informacje, że będąc obecnie z kochanką, z którą mnie zdradzał, zdradza teraz ją… (moją poprzedniczkę też zdradzał, do czego sam mi się przyznał, oczywiście mówiąc, że już się wyszalał i teraz woli stabilne życie ze mną…). Mimo, że wiem, że czeka ją taki sam los jak mnie i poprzedniczkę, to jestem jej wdzięczna, że dzięki niej uwolniłam się od niego. Nie całkowicie do końca, bo on sobie wyobraża i rozpowiada wszem i wobec, że zawsze wracałam i znowu do niego wrócę, ale dzięki niej poznałam prawdę i odeszłam od tego chłamu. Tak więc nie jesteś tu sama i nie wierz nigdy w cudowne uzdrowienie takiej osoby. Takie postępowania są naukowo udowodnioną chorobą psychiczną partnera. Jeśli chcesz porozmawiać, lub inne osoby z tego forum, podaję gg 11247771. Rozmowa i osoby o podobnych doświadczeniach są najlepszym wsparciem. z bagna można się wydostać

  31. Zawiedziona pisze:

    Witam wszystkich zdolowanych,zrobiłam błąd wchodząc do tej samej rzeki ,wszyscy mnie przed tym ostrzegali ale poniekąd nie wiedziałam co zrobic . Mieszkam w niemczech i tu miałam wypadek ,jestem niepełnosprawna w chodzeniu gdy byłam w szpitalu mój maz pił jest alkoholikiem.4 lata żyliśmy w separacji,no i wróciłam, nie potrafię zrozumieć dlaczego ? robi mi na złość zostawia mnie na cale dnie sama okłamuje mnie ,swoją matkę , czeka aż każdemu powinie sie noga,a wtedy we mnie potęguje złość jest człowiekiem zawistnym,złośliwym kłamca ,co robić albo jak zrobić żeby sie w końcu opamiętał ?

    • resztki_rozumu pisze:

      Nie opamięta się… człowiek nie zmienia się od tak, zwłaszcza jeśli nie dosięga go gorzka kara. On wie na ile może sobie pozwolić, wie, że Ty to tolerujesz, a Twój bunt nie potrwa długo. To, że wiesz, że zrobiłaś błąd, to dopiero początek. Zawiedziona, nie wiem w jakim jesteś wieku, ale niezależnie od tego i od różnych sytuacji w jakich się znajdujemy, powiem Ci tylko tyle, byś nie czekała aż osiągniesz dno swojego poczucia własnej wartości, godności i człowieczeństwa w ogóle. Tak, to On jest nieludzki wobec Ciebie, ale jakże nieludzkie musimy być my, skoro podstawowy instynkt samozachowawczy zanika i nie szanując siebie, same sprowadzamy się do poziomu zera. Ja na szczęście po 5 latach z despotą i tyranem psychicznym (czasem fizycznym), dobijając do 30tki, po kilku nieudanych próbach odejścia, odeszłam na zawsze. Można powiedzieć, że miałam łatwo, brak ślubu, małżeństwa, mieszkanie było moje… ale pranie mózgu jakie przeszłam, sprawiło że z atrakcyjnej, pewnej siebie dziewczyny z ambicjami i rozwijającą się karierą, stałam się płaczliwą, przestraszoną i niewierzącą w swoje siły, ukrywającą przed innymi realia życia prywatnego (ze wstydu) z pozbawionym uczuć brutalem, który sterował każdym moim krokiem. Inne przypadki oczekiwań na zmiany -kobiet w moim otoczeniu – też skończyły się klęską. Ratuj się póki możesz, na pewno odnajdziesz pozytywy i nową ścieżkę dla siebie! Na pewno to potrwa (ja męczę się już 3 miesiąc), ale czas uleczy wszystko. Po prostu są tacy ludzie, których trzeba unikać, nie podejmować z nimi ich gry, bo się przegra. Przegra swoje życie, którego nic nie wróci.
      ps. niemal codzień czytam ten artykuł, po to by tęsknota, uzależnienie od niego i nadal brak wiary w siebie, nie przesłonił mi powodu, dla którego resztkam własnego, nie sterowanego rozumu, zdecydowałam się wyskoczyć z łodzi, która ciągnęła mnie na dno. Wiem, że teraz długo będę czekać, by z szalupy ratunkowej przesiąść się na inną łódź, bo wypłynęłam na zbyt dalekie wody przyzwalania na upodlenie. Ale los na pewno ją do mnie kieruje i jak nie rzucę wioseł to przyspieszę to spotkanie i ten rejs w nowym, lepszym kierunku, czego i Tobie życzę.

    • wyzwolona pisze:

      jesteś z psychopatą, nigdy i nic go nie zmieni , nie ma na to żadnych szans, zacznij od teraz mówić „nie” a zwłaszcza w nocy, zobaczysz jak to działa ! Nic gorszego już Cię w życiu nie spotka jak osobowość psychopaty- małego pokrętnego zawistnego nieudacznika, zazdrośnika.Fortuna kołem się toczy, teraz kolej na Twoje życie. Chroń dzieci przed podświadomym podporządkowaniem , one to widzą !!! czuja! , więc zdobądź się na odpowiedzialna odwagę, odetnij się bez względu na koszty fizyczne – oczywiście , ze dasz radę . Do tej pory ten zawistny manipulant o parszywej moralności i robaczywym sumieniu upokarzał Ciebie by mieć chociaż na chwilę poczucie , ze coś mu się udało – dokuczyć poniżyć zglebić kogoś kto był pod ręką, Ciebie. Pamiętaj o tym że oprawcy na stare lata sami się wykańczają, zostają sami, nie nikogo w około z kogo mogli by sobie zrobić ofiary, to kreatury, które nie sprostały podstawowym zadaniom codzienności, nie poradziły sobie w życiu z lenistwa, wygody i miernoty w każdym zakresie

  32. jolka pisze:

    Diagnozę terroru postawiłam kilka lat temu. Mam wrażenie, że już w rodzinnym domu wychowana byłam na ofiarę. Nie chcę tu usprawiedliwiać mojego ex, ale w tym przypadku trafił kat na swoją ofiarę. Opis zachowań terrorysty prawie ze wszystkimi szczegółami odpowiada zachowaniom mojego byłego partnera. Bicie, poniżanie, wymuszanie – normalka. Dodałabym wymóg stania pod drzwiami na powitanie, gdy Pan wraca do domu.
    Będąc samej w dużym mieście odeszłam wraz z synem od partnera. Wówczas młody miał niecałe 2 lata. Dużym szczęściem znalazłam w tym czasie pracę, w której pracuję do tej pory.
    I co jest od tego momentu najtrudniejsze to fakt, że chora sytuacja trwa od 7 lat. Syn jest w II klasie. Zaraz po odejściu ustaliliśmy (a właściwie ex ustalił, a ja jak ta sierota przyparta do muru zgodziłam się) co do opieki – po tygodniu u każdego z rodziców. Mieszkamy blisko siebie, przedszkole, szkoła też w okolicy. W przedszkolu były ciągłe skargi na nieposłuszeństwo syna, emocjonalne rozchwianie. W szkole już poważniej się zrobiło, bo w tygodniu tatusia są spóźnienia, lekcje nie odrobione, młody przychodzi bez śniadania itp. Ja o tym wiem, ale jakoś nie umiem postawić się tatusiowi. Czasem ex ma lepsze dni i można z nim pogadać o sprawach syna, to jest tak jakbym i ja się lepiej czuła. Chyba nadal jestem jego ofiarą, mimo że dziś już wiem, że on po prostu tak ma ze swoimi emocjami/zachowaniami i to się nie zmieni. Nie umiem obronić dziecka, które jest czasem bite, zastraszane, popychane, często tatusiowi puszczają nerwy i krzyczy na niego. Miejsce stałego pobytu dziecka nie jest ustalone sądownie, ale dojrzałam w końcu i do tej decyzji.
    Nie zmienia to faktu, że nawet po uwolnieniu się z bezpośredniego działania terrorysty pewne elementy mogą pozostać – tu z racji dziecka. I cały czas różne zachowania, incydenty, emocje powtarzają się, a ofiara pozostaje ofiarą, nawet jak już nie mieszka z katem.
    To, że uciekać, to jasne jak słońce. Ale problem istnieje nadal, prawdopodobnie kolejny partner będzie ustawiany tak, aby i on był katem, takie jest zadanie ofiary, do tego została wychowana. „Masz w życiu to, na co sobie zasłużyłeś” – takie powiedzenie gdzieś przeczytałam. Mamy w życiu to, na co pozwalamy będąc ofiarami.
    Co robić dalej, aby tą ofiarą nie być? Żeby czuć swoją siłę, poczucie że moje życie zależy ode mnie samej. Że nie potrzebuję nikogo, kto mnie będzie prowadził w moim życiu?

  33. Zawiedziona pisze:

    Dzięki za słowa otuchy ,mam nadzieje ze kara w końcu go dosięgnie a jak wiadomo życie jest sprawiedliwe ,nadzieja to matka głupich a umiera na końcu .terror psychiczny to upodlenie zwłaszcza dla kobiety czasami tak go nie nawidze ze wbilabym mu długa i gruba igle tam gdzie trzeba nie wiem na jak długo mi starczy siły na to posrane życie .jestem tu sama skazana tylko na niego ! Pozdrawiam

  34. paula pisze:

    Nie ma co ich żałować chodzą zdradzają a my na to patrzymy jąk coś chcą to potrafią a my rodziny im dzieci pieluchy przewijały obiady gotujemy i co mamy by cytuje.poknij się w głowie bo masz swój świat jesteś inna o co ci kurwa chodzi.głupia pizda.daj mi spokój o huji ci idzie a spierdalaj szmato jaką ty jesteś pojebana albo nigdy nie chciałem mieć takiej głupiej pizdy jąk ty spójrz na siebie gdyby nie ją któ by cię kurwa chciał to mamy za podziekowanie dziewczyny tak nie może być.musimy coś zmienić na przymus zostawić hamow a wswziasc się za prawdziwe życie życie jest piękne i jeszcze lepsze bez tych tyranow.

  35. pw pisze:

    co można dodać, jak dać sobie radę w takich sytuacjach, gdzie szukać pomocy, komu można zaufać. takie sceny zdarzają się kobietą i mężczyzną tak samo często, jednak mężczyzni rzadziej o tym mówią. to naprawdę jest poważny problem gdy mamy dzieci. jedyny wniosek który się nasuwa to to że jedno z partnerów nie dorosło do takiej sytuacji jak bycie razem. tutaj jedyną pomocą może okazać się rozmowa z dobrym psychologiem. powodzenia.

  36. meral pisze:

    Inteligentny. Wrażliwy. Dojrzały. Dyrektor z Warszawy. I ja, specjalistka z małego miasteczka. Zaczęło się cudownie: jestem wspaniała, a on zraniony przez kobiety, które wszystkie zachowywały się źle. Bo to złe kobiety były. On chciał tylko spokoju i związku do końca życia, rodziny, ciepła. Straciłam nagle pracę; zamieszkaliśmy razem. Nagle się okazało, że nie jestem jego wymarzoną partnerką: przecież on zawsze chciał mieć młodszą. Na szpilkach. Ładniejszą. Chudszą. Bez celulitisu. Wysportowaną. Nie pasowałam do jego mieszkania. Zaczęłam się odchudzać, ćwiczyć. Nadal nie byłam odpowiednia. Za gruba, za szerokie biodra, za biedna. Zaproponował mi liposukcję, zabiegi, zaczął kupować mi ciuchy, wybierać lakier do paznokci, cienie do powiek. Inaczej nie byłam seksowna.
    kłóciłam się, płakałam, wyprowadzałam. Słyszałam, że inne kobiety robia to bez słowa, i to jest normalne, a ja oczywiście nie chcę. Że jestem gorsza, a on może mieć 15 lat młodszą.
    Znalazłam pracę po dwóch miesiącach; a;e zarabiał za mało, jak dla niego, i powinnam poddać się: operacji nosa, odsysaniu, walce z cellulitisem, biustu, itp. Usłyszałam, że nie mam nic do roboty, więc po pracy powinnam ćwiczyć…kilka godzin dziennie, aby potem spełniać jego seksualne marzenia….
    Był dobry, czuły, wrażliwy, inteligentny, cudowny – dopóki nie mówiłam NIE. Wtedy łapał mnie za włosy i wyciągał w piżamie z mieszkania, i zostawiał na klatce schodowej. Gdy odchodziłam, pakowałam manatki, płakał i tłumaczył się, że „się stawiam: i go „prowokuję”, więc to wszystko moja wina. Że chce za dużo jak na to, jak wyglądam. Że tyle to on mógłby dawać dziewczynie z inną figurą, innym stylem, inną kasą. A mi nie i każda inna na moim miejscu by się cieszyła tym, co ma. Jego rodzina pukała się w czoło: co ci nie pasuje? A ja byłam coraz bardziej zniszczona i niepewna. Wszystko było złe. Każde zachowanie, każde słowo, każdy sukces.
    Było cudownie, gdy spełniałam jego żądania, gdy coś chciałam, albo byłam nieszczęśliwa – awantura, upokarzanie, wyrzucanie z domu, bicie.
    To się nie zmienia. Jest tylko coraz gorzej. Ostatnio usłyszałam: „żadnej poprzedniej dziewczyny nie uderzyłem. To ty mnie tego nauczyłaś”,\.

    Uciekajcie, póki możecie.
    Lepiej być samotną kobietą, niż zniszczoną rzeczą.
    I tak nikt Wam nie uwierzy.
    Zawsze jesteśmy same.
    I zawsze to my jesteśmy winne.

  37. meral pisze:

    Gasi światło, gdy czytam – i stoi przy wyłączniku, abym nie mogła zapalić. Wchodzi do łazienki, gdy siedzę na toalecie (nie ma zamka w drzwiach, bo na to nie pozwala). Puszcza w nocy głośno muzykę, gdy muszę rano wstać. Na full przez głośniki puszcza porno. Dzwoni do swojej mamy i mówi, że nazywam ją kurwą. Zamyka drzwi od domu i mnie nie wpuszcza, dzwonię godzinami, nie odbiera telefonów. Nagrywa moje wypowiedzi. Ustawia kamerę gdy nie ma go w domu. włamuje się na moje konta – mailowe i facebook. Robi mi nagie zdjęcia, gdy nie widzę. Potajemnie nagrywa nasze porno filmy. Gdy próbuję coś zrobić na laptopie, zagłusza mnie muzyką – jego laptop jest podłączony do mega głośników, mój nie. Zaprasza do nas swoje koleżaneczki i ignoruje wtedy mnie. Tysiące upokorzeń. Nawet jednego żadna kobieta nie powinna znieść.
    uciekajcie.

  38. meral pisze:

    nikt wam nie pomoże. nikt się nie zmieni dla was. uciekajcie za wszelką cenę.

  39. meral pisze:

    ZŁAMANE ŻEBRO, ZŁAMANY BARK, TYSIĄCE SINIAKÓW, TYSIĄCE WYMÓWEK I TŁUMACZEŃ. TYSIĄCE SCHODÓW NA MOJEJ DRODZE, TYSIĄCE SLISKICH CHODNIKÓW, NAJBARDZIEJ NIEZDARNA KOBIETA ŚWIATA.
    SAME WYPADKI. NIEZDARA.

  40. tiger pisze:

    Hej ! Napisze tu cos pomimo ze mam tylko 22 lata… i sam dowiadczylem przemocy fiz i psych ze str dziewczyny. Chce Wam cos powiedziec co moze pomoc wszystkim… zarowno kobietom jak i facetom.
    Facet powinien chciec walczyc w swoim zyciu,a wy kobiety musicie umiec ta walke dostrzegac, bo przeciez wy -kobiety chcecie wiedziec czy mozna mezczyznie zaufac,czy on naprawde jest silny i jest wojownikiem a nie tylko pozerem lub co gorsze despota,ktory ucieka od klopotow i bezradnosci…dobrze jak umie dostrzec co zle w sobie i zmierzyc sie sam ze soba miec w sobie ta pokore(meska duma :/) rowniez dla siebie, ale i zimna krew, a wtedy i my panowie poradzimy sobie z kobieta despotka.Niestety sa faceci ktorzy zawsze beda mistrzami w dorabianiu ideologii do trudnych sytuacjii bo to wlasnie ucieczka… ale ten typ „wojownika” o ktorym tu wam wspomnialem zawsze DZIALA, a nie tylko reaguje poddajac sie wielu niezdrowym pofalowanym emocjom i czesto nimi wlasnie manipulujac-to petelka na wlasnej szyi.Wojownik wyrabia w sobie taka sile spokoju,charakteru i buduje w sobie prawdziwe mestwo oparte na gotowosci na bol i przeszkody zyciowe by byc wolnym od ucieczek,klamstw itp i wtedy bedzie zdolny do bycia filarem i wsparciem… czyli tez np nie boi sie szczerosci i swoich pomylek czy bledow.Czyli np chodzi na wywiadowki dziecka i wie ze ono uczy sie tez na jego bledach…ze on nie musi udawac. Kobiety chca bysmy sie starali=walczyli,a nie byli idealni, jesli jest inaczej uciekac od takich i na odwrot-bo jestesmy tylko czlowiekiem. Nieraz czytalem historie dziewczyn a nawet takie poznalem ze sam chetnie bym taka wyrwal na randke ale coz, mamy wolnosc wyboru… Faceci (nie wszyscy) wola unikac,udawac,zastraszac lub/i wpadac w nalogi bo tak latwiej, Jako ze jestem wierzacy dodam tez zeby dziewczyny pa3ly na to czy chlopak sie boi i szanuje Boga- to taki Gosc ktory i tak wie o nas wiele i nie pozwoli nam oszukiwac caly czas tylko wkoncu nami wstrzasnie bo jesli facet udaje chojraka to tak na serio jest frajerem. Jesli mnie ktos nie szanuje, rani- odchodze bo wiem co 2ga osoba traci- bedac swiadom dobra jakie poczynilem dla niej- dajmy szanse innym a pozniej zobaczymy ze dalismy ja sobie tak naprawde. Dla tych ktorzy czekaja na zmiany- on/ona musi odslonic swoje cierpienie i umiec wykorzystac je do pracy nad soba dla Cb…same lzy i zapewnienia to krokodyle lzy bez wartosci wymiernej- pamietajmy o tym! pozdro i powodzenia

    • emmi pisze:

      Tiger,jestes genialny.tak lekko napisane ale twoja wypowiedz zawiera wsobie duza madrasc.wkancu jakies osobiste zdanie,do tego w 100 procentach trafne w moich oczach.Jestem pod wrazeniem,tym bardziej ze twoj opis-rada nie koniecznie idealnego mezczyzny (bo takich nie ma i kobiet tez nie, wiadomo)idealnie pasuje do mojego kochanego skarba.Az sie usmiechnelam czytajac twoja wypowiedz:facet powinien chciec walczyc w swoim zyciu-WAZNE-a my kobiety powinnismy to umiec docenic-WAZNE tak samo!!Wiem,ze to nie jest pozerstwo.On ma w sobie pokore,meska dume ale i ta zimna krew.Moj kochany wojownik tyle sie nawalczyl ze raczej niczego nie musi w sobie wyrabiac onposiada sile spokoju,harakteru no i to prawdziwe mestwo..ach..oparte na gotowosci na bol i przeszkody zyciowe poprzezco stal sie wolnym od ucieczek,klamst itd.No tutaj moze jeszcze nie osiagnol szczytu,ale jest na najlepszej drodze cyt.”i wtedy stanie sie filarem i wsparciem”o tym bede mogla sie juz wkrotce przekonac.A wlasnie za to ze, cyt.”nie boi sie szczerosci,swoich pomylek i bledow”bardzo go szanuje i cenie!!Kocham Cie Sebcio

  41. smutna pisze:

    witam jak to czytalam to tak jakby ktos pisalm o mnie.nie wiem jak mma sie uwolnic caly czas mysle ze bedzie dobrze…ale ile mozna odchodzilam na tydz.max. ale mowil ze sie zmieni i bedzie ok, wiec wracalam poprawa byla na tydz dwa tygodnie i wracalo, ale boje sie ze sobie nie poradze dla niego przeprowadzilam sie do innego miasta i jestem tutaj sama nie chce sie z tad wyprowadzac bo mam dobra prace, ale boje sie ze nie poradzodze sobie , bo czasami jak mu cos odbilo to pomagal mi, nie jestem juz pewna siebie jak kiedys on mi obnoizyl samo ocene , nie jestem osobom ktra sobie bedzei kogos szukac ale nie chce tez zostac sama boje sie …co mam zrobic ?

  42. smutna pisze:

    jak on cos chce potrafi byc mily do rany przyloz ale jak nic nie chce to jest bardzo hamski te jego odzywki do mnie, taktowanie mnie ..boli mnie placze, zamykam sie w sobie. a on nic lub czego znowu rycze it..wmawia mi ze jestem psychiczna nie zruwnowazona itp.ale ja go tak bardzo kocham…mowilam mu wiele razy ze odejde…czasami zbieram sie w sobie i zrywam z nim ale on nic sobie z tego nie robi, mysli ze zartuje..a jak nie chce do niego wrocic to wymysla ze cos sie stalo i musze mu pomoc czy cos takiego..i mysli ze jest ok. albo pisze sms ze jak mi przejdzie glupota to mam sie odezwac…co ja mam robic POMOZCIE …
    PROSZE… bo naprawde zalamie sie psychicznie …emocjonalnie ..

  43. Tyou pisze:

    Do mery
    Dlaczego nie zostawisz tego człowieka, aż tak się poddałaś? Innym radzisz, a sama nie uciekasz, co z Tobą mera? Ten gość to psychol nie widzisz tego?

  44. Zagubiona pisze:

    Dzisiejszego dnia zrozumiałam ze zyje właśnie w taki związku. Jestem ze swoim chłopakiem prawie 4 lata i na początku było wspaniale potrafiliśmy się dogadywać pisać o wszystkim spotykać cieszyc się sobą. Potem zaczęłam dostrzegać coraz mniejsze zainteresowanie z jego strony rozmowy na ten temat tylko pogarszały cała sytuacje za każdym razem gdy pytam się do dziś „dlaczego tak ciężko jest Ci mówic o tym czy jestem ważna czy ten związek traktujesz poważnie to się złościsz ” to po prostu się złości… Po prostu nie ukazuje mi już tych uczuć a zawsze gdy pytam się aby napisał cos miłego to pisze ” cos miłego” robi mi się strasznie smutno czuje się nie dowartosciowana a kazde kłótnię to moja wina zawsze jest moja wina bo po prostu pragne miłości okazywania jakiegokolwiek zainteresowania. Może to prawda ze to wszystko to moja wina … nie zasługuje najwidoczniej na czułość miłość dobroć słowa zrozumienie…

  45. Tadeusz pisze:

    A ja odnoszę wrażenie, że ten artykuł jest tak ogólnikowy, że każdy z nas znajdzie coś dla siebie, tzn. coś co robi mu partner. Gdyby się nim sugerować, trzeba by rezygnować z 90% związków.

  46. angelusia pisze:

    Witam,tak czytalam sobie ten artykul i wszystko sie cgadza z tym co ja przechodze w domu z moim mezem,przez 9 lat bylam ponizana, wyzywana ,rzucana czyms, wyganiana z domu, zabierane mi byly klucze czy od domu czy od auta, albo same auto lub telefon, ograniczone kontakty ze znajmoymi ,a wrecz odebrane,nie obchodze urodzin czy chocby sylwestra,gdy wyjde na jakies zakupy zaraz mam to wypomniane ze sie codziennie szlajam,podkreslam ze ciagle jestem z dziecmi nigdy sama,kiedy maz ma pelen luz i swobode,wychodzi kiedy chce z kim chce i do kogo chce,pracuje w delegacji i takze duzo zwiedza,a nam nawet nie wolno pojechac do kina czy nad morze obojetnie co by to nie bylo, nie mozemy. Mam dosc tego ale nie mam gdzie pojsc mieszkam jak tosie mowi potocznie na wypizdowiu jest masakrycznie poprostu ,ale sa momenty ze maz jest fajny i mily ale to trwa 2-3 mi-ce,i przy zwyklej rozmowie czy ogladaniu tv nagle cos mu sie przypomni i sie zaczyna czepiac ,wyzywac, rzucac sie do mnie nawet kiedy mowie;a w ogole to o co ci chodzi czego ty sie nagle czepiasz? a on dalej swoje,az jest moment ze czyms we mnie rzuci ,a wczesniej nawet bij,nie przeprasza nigdy za te swoje wybuchy agresji bo ja jestem sobie winna,jego winy nigdy w niczym nie ma,wrecz przeciwnie ma zawsze racje! ostatnio nawet przy kolezance mojej wylal mi piwo w twarz masakra.

  47. emka pisze:

    Moja historia jest inna, ale tylko pozornie. Mój mąż mnie nie bije i ( prawie)nie wyzywa. Na samym początku był miłym, nieśmiałym, skrzywdzonym chłopcem. Skończył kilkuletnie leczenie z uzależnienia i był bardzo zagubiony zaraz po wyjściu z ośrodka. Spodobała mi się, jego chęć walki, chciałam mu pomóc. Po kolei pokonywaliśmy kolejne przeszkody,jego usamodzielnianie się ( na rodziców nie mógł nigdy liczyć) studia, na które go namówiłam, jego chorobę, która nieleczona mogła skończyć się w przyszłości śmiercią, naprawienie zerwanych relacji z jego rodziną. Zajęci życiem i usamodzielnianiem się nie mieliśmy czasu na skupianie się na sferze seksualnej , która bardzo w moim odczuciu kulała. Byłam jego pierwszą kobietą, on nie był moim pierwszym mężczyzną. Seks był dla mnie zawsze bardzo ważny, okazało się po jakimś czasie , że w jego wykonaniu to po prostu (wybaczcie) „wyjmij -włóż” najchętniej bez gry wstępnej.Rozmawiałam z nim milion razy, tłumaczyłam, pokazywałam. Nie chciał się edukować, nie chciał się starać, nie przejawiał zainteresowania czułością. Sama nie jestem bardzo wylewna, być może dlatego zorientowałam się, że coś jest nie tak, tak późno.W miarę poprawy naszej sytuacji, zaczęło się psuć coraz bardziej. Powoli pnąc się po szczeblach kariery, został kierownikiem w swojej firmie.Coraz bardziej żyliśmy obok siebie. Nigdy nie prawił mi komplementów, nigdy nie zrobił kolacji przy świecach (dacie wiarę?) nigdy nie zrobił sam z siebie masażu. Jestem atrakcyjną, zadbaną, wysportowaną kobietą,a nigdy nie zabrał mnie na prawdziwą romantyczną randkę ze śniadaniem :). Potrafił obrazić się o pierdołę, na kilka dni (dotychczasowy rekord 8 dni)i nie odzywać się do mnie. Kiedy coś mu się nie spodoba, wychodzi z pokoju u zamyka się w nim, nie odpowiada na pytania, lekceważy mnie, traktuje jak powietrze. Czasem wrzeszczy, oskarża mnie o to , ze jestem jego wrogiem( knuje przeciw niemu), włącza mu się syndrom otella, karze mi się wyprowadzać ze wspólnego mieszkania, straszy rozwodem.Rozmawiałam z nim, płakałam, tłumaczyłam, prosiłam,krzyczałam- bez rezultatów. Tłumaczyłam to długo i na różne sposoby, najczęściej jego trudnym dzieciństwem i usprawiedliwiałam go. Przejrzałam na oczy kiedy kilka razy zobaczyłam teściów w akcji.Teśc potrafił wyjsc z pokoju w którym byliśmy my -goście i zamknąc się na kilka godzin we własnym, bez wyraźnego powodu. Kiedyś, kiedy odbierali nas z dworca wziął ode mnie walizke pdoróżną, po czym po 1 minucie prowadzenia, oddał swojej zonie do dźwigania. Szok! nie wierzyłam w to co zobaczyłam, czułam się fatalnie i nie wiedziałam jak się zachować. Kolejna sytuacja: oglądam z tesciową zdjecia, wołamy teścia żeby też zobaczył, a ten z wyrzutem ze nie ma gdzie usiaść ( miejsce było) i tesciowa musiała wstac , ustąpic mu miejce. Facet – ex mundurówka, wysportowany, zdrowy.W trakcie małżeństwa odszedł od teściowej na kilka lat do innej, potem wrócił, a ona go przyjęła. Dopiero dotarło do mnie w co się wpakowałam. Najgorsze jest to, ze mój mąż na zewnątrz, dla wszystkich jest nadal miłym czlowiekiem z poczuciem humoru. W domu za to jest zimny, nieczuły, niemiły, nieobecny, nadąsany, ciagle niezadowolony, z wiecznymi pretensjami o wszystko. Czułości i intymności między nami nie ma, bo przestałam inicjowac kontakty, kupować sexi ciuszki i się starać. On wraca z pracy i oddaje sie grze komputerowej. Planowalismy dziecko, ale w tej sytuacji to chyba nie najlepszy pomysł. Umówilismy się , ze pójdzie na trapię, a później do niego dołaczę. Nie wiem czy cos z tego wyjdzie. Wiem jedno, szantaż emocjonalny i psychiczna przemoc wyniszczają powoli , ale bardziej skutecznie niż przemoc fizyczna.Dłużej nie dam rady tak żyć i będę musiała odejść.

    • emka pisze:

      W drodze wyjaśnienia, jesteśmy razem 7 rok. Wybaczcie oczywisty skrót myślowy i rażący błąd – karze mnie w ten sposób, że każe mi wyprowadzić się ze wspólnego mieszkania…Pozdrawiam ciepło wszystkich na życiowym zakręcie.

  48. silna pisze:

    Witajcie
    Kiedys tez myslalam „Dlaczego kobiety maltretowane psychicznie na to pozwalaja ” dopuki sama nie stalam sie ofiara . Teraz juz tak nie mysle poznalam mechanizm dzialania psychopaty na wlasnej skorze. Zaczelo sie od drobiazgow drobnych uwag na temat sprzatania gotowania pozniej zaczely sie przesluchania jak ktos powiedzial mi czesc na ulicy tysiace pytan kto to, znasz go , ma zone , dzieci , gdzie mieszka itd . Pomalu odizolowywal mnie od przyjaciol ,znajomych albo nie mial ochoty sie z nimi spotkac albo jak sie umowilam to on mial akurat inne plany albo jak wyszlam do kolezanki to po 15 minutach dzwonil ze mam wracac bo trzeba mu w czyms pomoc . Jesli powiedzialam ze wypije kawe i przyjde to sie zaczynalo tak bo kawa wazniejsza bo jak ty mnie traktujesz kim ja. dla ciebie jestem itd . Mogla bym psac tak jeszcze dlugo Ciagle awantury o nic bo nie tak popatrzylam bo nie tak sie odezwalam bo sie do kogos usmiechnelam bo nie taki mam poglad polityczny bo nie takie mam podejscie do religi I powinnam byc mu wdzieczna bo on mnie kocha a to ze tak mnie traktuje to moja wina . Wykanczal mnie pomalu systematycznie , przestalam samodzielnie myslec jedyna rzecza o ktorej bylam w stanie myslec to zeby znow nie zrobic czegos z czego bedzie niezadowolony .To tylko charakterystyka mojej historii mala czastka . Teraz z perspektywy czasu dostrzegam to czego nie widzialam wczesniej i sama do siebie mam zal ze mu na to wszystko pozwalalam ale w pewnym sesie zrobil mi pranie mozgu . Mialam sie caly czas bac . Niczego nie moglam byc pewna . Bylam WRAKIEM emocjonalnym . Na szczescie juz jestem WOLNA w sesie uwolniona z tej klatki .

  49. Zosia pisze:

    Temat znany mi z wlasnego zycia. Ucieklam z dzieckiem po 5 latach „sielanki”. Problemem byl alkohol i uzywanie sily. Choc bylo ciezko poradzilam sobie i teraz po wielu wielu latach wiem, ze to bylo jedyne wyjscie. Czasem trzeba sie ratowac ucieczka, gdy zagrozone jest zycie fizyczne czy psychiczne. Ale zawsze jest jakies ale- dlatego zainteresowane osoby odsylam do art.”ciagle wybieram zlych facetow”milion kobiet.pl U mnie jak ulal gdy porownam z jednym opisanym przypadkiem. Nie chodzi tu zupelnie o nasza „wine” bo jej tu nie ma tylko o nasze schematy, przekonania najczesciej wyniesione z domu. Polecam w/w lekture aby na przyszlosc uniknac podobnych „atrakcji” zyciowych.Dlaczego wybralam jego a nie innego- w tym artykule dostalam nieraz dreczaca mnie odpowiedz. Zrozumienie i zmiana musi nastapic w nas tu tkwi ten przyslowiowy pies pogrzebany. Powodzenia wszystkim.

  50. Jogin pisze:

    Ja również jestem „na zakręcie” w Związku i wg mnie ofiarą „nękania psychicznego i fizycznego”…
    Artykuł dramatycznie uświadamia mi jaki mamy problem w związku (ponad 10 lat po ślubie). Scenariusz bardzo podobny:
    Wg mojej Żony najpierw to Ja ją niby „kontrolowałem” i „szykanowałem” – przez kilka lat (bo byłem tak zły, że pracowałam, gdy Ona kończyła studia) – wydzielając pieniądze na zakupy (żyliśmy z konieczności b. oszczędnie, bo mieliśmy tylko 1 pensję) To słyszę dziś jak „mantrę”…
    Kilka lat później myśląc, że Żona może rzeczywiście źle się z tym czuć wspierałem Ją przy znalezieniu Dobrej pracy (pisałem jej CV, wcześniej pomagałem ukończyć studia – redagując jej prace licencjacką i mgr.) Dostała świetnie płatne miejsce (zarabiała wtedy dużo więcej niż Ja) i wtedy pojawiły się roszczenia finansowe i próba przejęcia kontroli nad naszymi wspólnymi wydatkami.
    Potem – wieczne pomaganie finansowe Jej rodzinie (kompletnie niezaradna finansowo rodzina!) i słuchanie, że Matce/Siostrze/Bratu/Tacie/Dzieciom nie odmówi pieniędzy. Ja oczywiście jestem „ten zły” – bo pytam się kiedy wreszcie dorośli ludzie „staną na własne nogi”? Bo też mam dzieci i muszę o nie zadbać. W rodzinie Żony już utrwalił się mit, że jestem „sknerą”, że mam „kupę kasy”, ale przy okazji jestem strasznie „nierobotny” etc…
    Do tego jestem strasznym „panikarzem” i „histerykiem” – bo nie chcę brać kredytów, zakładać firmy i próbować – jak reszta klanu – ryzykownych przedsięwzięć prowadzących ich (jak potwierdzają fakty) na finansowe „dno”. Słowem: „Tchórz” i „Leń” (to też słyszałem)
    Tylko pytam się, dlaczego ledwo mi do pierwszego starcza?
    W każdym miesiącu Żona wyprowadza ze wspólnego jeszcze konta na cele „rodzinno- charytatywne” kilkaset złotych. A to trwa już kilka lat…
    Po za tym: „Sielanka” przerywana kłótniami, pretensjami i zarzutami, że o Nią nie dbam, nie troszczę się. Jestem złym mężem i ojcem. Prawie codzienne wytykanie „rzekomych” błędów i porównywanie do innych „dobrych” mężczyzn. A ja wiadomo – tylko mało czasochłonna praca w korporacji, gdzie wiadomo, że człowiek po powrocie do domu tylko „marzy aby zająć się kolejnymi zadaniami…”
    Że jestem Jej wierny jak pies, że nie włóczę się poza domem, tylko po pracy gnam z wywieszonym jęzorem – nie jest żadnym pozytywem. To przecież mój obowiązek.
    Dziś mam 2-kę dzieci Żona rok temu założyła osobne konto. Próbuje się UNIEZALEŻNIĆ. Od kogo pytam?
    Nie chce pamiętać jak dbałem o Nią – ryzykując utratę wtedy pracy, gdy miała zagrożoną 2-gą ciążę – po prostu „wyparła” to z pamięci – zostawiając same „złe wspomnienia”. Raz próbowała ze mnie zrobić „pedofila”, że niby molestowałem moją niespełna 2 letnią Córeczkę – bo po jej powrocie do domu powiedziała, że „tam ją boli”. Wtedy „pękłem” zrobiłem Jej awanturę i z zarzutów się wycofała.
    Dla mnie prowadzenie higieny dziecka płci odmiennej jest już samo w sobie krępującym zadaniem. Jestem mężczyzną i nie umyję „małej”, tak jak to zrobi matka. Bo boję się, że będę niedelikatny, że nieświadomie przekroczę granicę „tabu”. A tu zarzut: „ZBOCZENIEC” – to było z Jej str. podłe i niskie zagranie.
    A propos „seksu” – ja zawsze byłem tylko „reproduktorem”. Moja Żona kochała mnie, tylko gdy potrzebowała czegoś –np. dziecka. Nie „spałem” z nią ponad rok – więc choć nie ma się czym chwalić, zacząłem uciekać w „pornografię”. Mam z tego powodu duże poczucie winy. Duże…
    A dziś nowy temat. Żona próbuje ze mnie przed rodziną i znajomymi zrobić Alkoholika, bo 3 tygodnie temu na wyjściu towarzyskim się napiłem trochę za dużo (swoją drogą Jej na złość, bo już po 3 kieliszku – usłyszałem „znów się upijesz”)
    A „upijam się” średnio raz na 2 lata (wg mojej Żony – prawie codziennie), gdy mi się uda „urwać” – przy czym NIGDY nie wróciłem z pracy do domu po alkoholu – podkreślam NIGDY! Wszystkie moje wyjścia zawsze były uprzedzone kilku tygodniowymi ustaleniami i negocjacjami.
    W ramach urodzin – zorganizowała mi nawet Przyjęcie Niespodziankę. Super!!!!
    Najpierw przez 6 godzin byłem „celowo” ganiany poza domem, potem gdy wróciłem już „zmęczony” zostałem zaskoczony tłumem gości w domu. Jej gości. Wśród nich zabrakło moich najlepszych przyjaciół. Zaprosiła tylko tych, których lubi…(o co Ja mam pretensje?). Potem była na mnie wściekła, że demonstracyjnie nie chciałem się z nimi bawić… A ja już nie mam sił na „doklejony” uśmiech.
    Moja Żona bardzo dokładnie kontroluje tę sferę. Gdy mam umówione spotkanie z Przyjacielem, średnio raz na 2 lata (mam ich tylko kilku), który nie odpowiada Małżonce – zaczyna się „presja”, która narasta w dniu „wyjścia” – wówczas słyszę, że albo dziecko jest chore, albo Ona ma jutro/wczoraj dyżur w pracy, albo po prostu jestem złym Ojcem i mam wobec dzieci „pewne zobowiązania” i mam w domu zostać pod rygorem „szantażu” wyprowadzenia mnie na zbity pysk.
    Teraz mam Oficjalny zakaz picia alkoholu – bo przecież „mam problem” – nawet nie chce mi się już przed tym bronić.
    Kilkukrotnie już byłem „wyrzucany” z domu. Z mieszkania, którego skomplikowany proces własności (spadek i przepisanie notarialne) w Jej imieniu załatwiłem od początku do końca. Nie kiwnęła w tej sprawie nawet palcem – pojawiła się tylko u Notariusza – „na gotowe”. Wszystko bez słowa dziękuję.
    A jako „zły” ojciec wyjeżdżałem samodzielnie (tzn. bez Niej) nieraz z dziećmi na ferie i wycieczki. Regularnie zajmowałem się też Terapią mojego synka, który ma zaburzenia psych-motoryczne (od 3 roku życia terapia SI, Socjoterapia, etc…) Wszystko na mojej głowie – odwożenie na Zajęcia, rozmowy z Terapeutami, Psychologami i Pedagogami szkolnymi, Rodzicami dzieci, które się skarżą na moje dziecko.
    W domu wieczny „bajzel” – oczywiście z mojej winy, bo jak już Żona posprząta to ja nabałaganię. Rozumiecie dobrze: TYLKO JA! Nie liczy się, że ja również sprzątam, że piorę (a prawda: tylko sporadycznie) i regularnie zmywam po wszystkich „gary”…Ponadto gotuję i bardzo często zostaję na weekendy sam z dziećmi w domu (specyfika pracy Żony)

    Przed sceną z „dziećmi w tle” natomiast słyszę ciągłe zarzuty, że jestem bezmyślnym bezmózgowcem, draniem i głupkiem etc… Ale to chyba tylko Jej kompleksy, bo wykształcenie mam od niej lepsze (jestem raczej erudytą, znającym języki klasyczne i szeroko rozumianą kulturę i historię). Ona ma wykształcenie „specjalistyczne”.
    A gdy „podpadnę”: w nocy bicie i kopanie, gdy śpię – bo „wiecznie chrapię…” lub przeszkadzam Jej w tym, że „leżę” obok. Do tego jestem „za gruby” i nic nie chcę z tym zrobić.
    (to fakt 3 lata temu schudłem prawie 30 kg, a teraz znów przytyłem)
    To tylko fragment mojego życia, na które się przecież sam godzę…
    Gdyby nie ogromna miłość do mojej rodziny, do moich dzieci. Gdyby nie to, to pewnie bym już odszedł. Od TYRANA w SPÓDNICY.
    Teraz myślę, że moja Żona realizuje właśnie taki plan: uprzykrzyć mi życie, tak by stało się piekłem, którego już nie wytrzymam – by zmusić do wyprowadzenia się – by móc triumfować, że została „porzucona” i że to „dowód” na moją podłość. Albo, żebym kiedyś w nerwach powiedział lub zrobił o jeden krok „za dużo”… Już ostatnio doszło do przepychanki, w ramach której dostałem zwyczajnie „po mordzie” i dowiedziałem się jeszcze, że chciałem Ją pobić – będąc w stanie upojenia alkoholem (oczywiście! bo każdy Pijak to Złodziej!)
    Dziś myślę, że chyba sobie w końcu „palnę w łeb” – tylko jaki obraz pozostawię dzieciom? Ojciec „Samobójca”? Nie chcę ich traumy. Do tego moja „wątpliwa”, ale jednak wiara w Pana Boga…
    Dla mnie dziś – to sytuacja bez wyjścia, bez dobrego rozwiązania. Odchodząc – zniszczę życie dzieciom i sobie (bo zostanę „wykluczony” z rodziny na zawsze). Zostając – narażam siebie i dzieci na eskalację przemocy.
    Co robić? Jak żyć? Może ktoś ma sposób, zna jakąś Grupę wsparcia dla takich „frajerów” jak Ja?
    Najgorsze, że wciąż ją chyba kocham. Nie wiem „dlaczego?”.
    Może dlatego, że miłość łaskawa jest, nie żąda poklasku, niczego nie zazdrości…
    Czy mogę oczekiwać jakiejś pomocy?

    • Koleżanka pisze:

      Mam kumpla, który ma bardzo podobną sytuację. Podejrzewam, że tu nie opisałeś wszystkiego i wszystkich obelg. Czy jest jakaś możliwość aby mu pomóc? Na razie on uświadomił sobie, że żyje w takim związku. Jak osoba z boku może pomóc?

      • Jogin pisze:

        Dziękuję za słowa pocieszenia. Tak to prawda. To kwestia własnej decyzji względem tego, czego się od życia oczekuje. A tym czasem się „rozklejam” i sam nie wiem, w którą stronę mam iść.
        Teraz mam fazę wzlotu, tzn. mniej wymówek, bez kłótni, etc… Próby nękania mnie – duszę w zarodku – stosując siłę argumentu (a nie argument siły)Pytanie jak długą to będzie działać. Myślę, że prędzej czy później – to się musi posypać. A wówczas zostanę sam. Żaden sąd w tym kraju nie da mi zgody na samodzielne wychowanie dzieci (z resztą powiedzmy to szczerze: nie dał bym rady i pracować i zajmować się nimi). Z drugiej str. nie chcę pozbawiać ich matki – to dla nich też była by trauma. Sam na pewno nie jestem święty i pewnie sam sobie jestem w jakiś sposób winny.

    • ewa pisze:

      Jestem taką kobietą jaką opisujesz. Rozwiązanie jest jedno: mówić co czujesz, mówić że cię rani, rozmawiać CIĄGLE. Mój facet tak robi i dużo zachowań zmieniłam. On mi nawet tłumaczy, czemu ja go ranię. Na początku ona da ci odpór ale z czasem zacznie rozumieć i zmieni się. Tylko nie oskarżaj. Spokojnie tłumacz. To działa. Przede wszystkim musisz starać się zrozumieć czemu ona cię rani. Ja na przykład nie rozumiałam, że z mojego związku wybieram i pamiętam tylko złe chwile. Taką mam psychikę. Musisz jej pokazać inny sposób myślenia, bo ona się zamotała w swoim piekle. Musisz pomóc jej przełamać wzorzec. Stworzyć alternatywę, a ona ją wybierze. Musisz nią pokierować jak takim trochę tępym matołem. Drugie wyjście to odejść. Łatwiejsze.

  51. Zawiedziona pisze:

    Na nowo rozpętała sie burza.Co ja robię zle?jest coraz gorzej ,padają z jego ust bardzo wulgarne słowa ,słowa które ranią mnie ,nawet zaczął odgrażać sie ze mnie uderzy ,traktuje mnie jak powietrze ubliża,dołuje mnie ,wyrzuca z domu twierdzi ze robię mu na złość przestałam sie odzywać do niego ,zaczynaja przychodzić myśli samobójcze,wiem ze to nie rozwiazanie,ja już nie mam siły na nic jak postępować ?zeby było dobrze ,co robić,aby ten dół psychiczny był coraz mniejszy?

    • Jadzia pisze:

      Hej Zawiedziona- Pytasz sie co robisz zle. To ci odpowiem – nic! Starasz sie a jemu wiecznie sie nie podoba i nie bedzie podobalo. Nalezy on do typow, ktorym sprawia ogromna radosc zdolowac kogos ,robic ten terror psychiczny. On tak ma a twojej winy tu nie ma- zrozum. To jego charakter. Moze masz w sobie cos czego ci zazdrosci, jakies umiejetnosci, sposob bycia, wiedze itp. wiec najczesciej nie chce sie takiemu podciagnac, przyznac- wiec co robi? probuje tego lepszego zgnoic aby samemu wyjsc na „madrego” a ego rosnie gdy widzi lzy w oczach i zagubienie partnera, wiecznie krytykowac.Mysli sobie- jaki ja jestem madry i silny!! To o to tu wg mnie chodzi o takie chore dowartosciowanie sie- ordynarnoscia, bezwzglednoscia. Gdzies glebiej lezy zakompleksiony i tchorzliwy czlowiek. Gdy bedzie np. szukal nowej partnerki to wybierze taka jak ty ulegla, delikatna i wrazliwa bo wtedy da sobie swietnie z taka rade.Moje pytanie do ciebie- po co wogole siedzisz przy nim? Musisz?Malo jest wartosciowych ludzi na tym swiecie?Przeczytaj sobie art.ktory podala Zosia poz.45 Uciekaj dziewczyno, szanuj siebie i swoje zdrowie psychiczne, bo jemu w zyciu nie dogodzisz, nie zadowolisz.On tak ma. Pozdrawiam cie serdecznie i niczego sie nie boj dasz sobie rade bez niego i kichaj na to co ludzie powiedza. To twoje zycie nie tych ludzi. Napisalam do ciebie bo sama kiedys tak mialam- ucieklm. Mam nowego partnera i jest mi o niebo lepiej.

  52. Adela pisze:

    Witajcie znalazłam ta strone bo dotyczy mnie przynajmniej tak mysle.Mam 38 lat jestem bez pracy nie moge nic znalezc .A mąz mojod paru juz lat jezdzi po mojej psychice.Jestem nierobem zerem mam zaplacic mu za korzystanie np . z komputera.Jestesmy 17 lat malżenstwem a nigdy nie dal mi do reki wyplaty sam robi zakupy a mi daje 50 zl na moje wydatki. A tak kupuje sam ale jak potrzebne buty dla syna czy leki mnie obwinia bo ja to wołam ze to potrzebne.Sam inwestycje robi w samochod . Gdy syn idzie do Niego o cos nie ma i głupia odp do dziecka czy mam napisane lukas na plecach? Jest dla Niego głupkiem bo chodzi do szkoły specjalnej.JAk to mowi nie bedzie nigdy mial nic z Niego i zemnie.Wkopał sie w to małżenstwo nasze bo ja jestem jak Ferdek Kiepski nierobem.Mam ugotowac obiad posprzatac i wtedy moge isc w pizdu nawet do wieczora.Swojej rodzinie mowi ze ma mnie w dupie ale Jego rodzinka jest całkiem za Nim bo do nich jest slodki.Oparcie ma tez w swojej mamie z ktora mieszkamy.Totalnie zakochana w synku.W domu robi wszystko po swojemu nie pyta o nic uwarza ze to JEgo pokoj nie nasz.Poprostu w tym domu jest panem i wladca.Chodze do psychologa i psychiatry bo zaczełam poprostu plakac tzeslam sie cala .Nawet nie stac Go na to by raz na 3 lata kupic mi kozaki przyniusl mi jakies stare od kogos.Wiem ze na swieta dostanie jakies pieniazki ale juz psychicznie dołuje ze nie wie jak swieta zrobi bo te pieniadze wsadza w długi samochodowe. Ja jestem tylko po szkole podstawowej i ciezko mi znalezc prace . Tymbardziej ze moja miejscowosc nie jest az tak duza by bylo wogole cos.A On wie ze nie mam gdzie isc i to wykorzystuje.Doradzcie mi co mam zrobic bo czuje sie zle budze sie przestraszona placzliwa.Cała rozdygotana.JA nwet w tym domu nie mam dla siebie miejsca bo siedze w kuchni On w pokoju.Powodem jest tez to ze nie da sie wysiedziec pali krecone papierosy i to chyba z dwie paczki dziennie.Malo oglada horrory w stylu obcinania ciala rak meczenie kogos gwalcenie.Ja tego nie chce ogladac. A po trzecie widze Jego krzywa mine na mnie jak jestem w tym pokoju wiec wybieram kuchnie . Lub wychodze do znajomej by nie oszalec .Prosze o jakas porade.JAk mam dalej zyc .Pracy nie posiadam mam dziecko z uposledzeniem w stopniu lekkim ma 17 lat Aby odejsc musiala bym miec prace a ja jej nie posiadam . Co mam robic???

  53. Malutka pisze:

    Podpowiedzci co robic :( od 4 lat jestem w małzeństwie gdzie istnieje przemoc psychiczna. Ciagł wyzwiska, wyrzucanie z domu, zastraszanie, kontrolowanie. Nie mamy dzieci i dopiero pare miesiecy temu uswiadomilam sobie swoje połozenie, wczesniej za wszystko obarczałam samą sibie, nawet jak mąż mnie w srodku nocy wyrzucał z mieszkania. Pare miesiecy temu odeszlam, maż teraz dzwoni i mowi ze jest gotowy na terapie ze widzi w sobie winę, tylko zebym wrocila. Dac kolejna szanse? Czy terapia pomoze? Dodam ze ten tekst jest zgodny z moim zyciem w 99%

    • Kama27 pisze:

      jeśli już odeszłaś to masz siłę zyc dla siebie.ja bym nie wróciła.poznasz kogos pokochasz,założysz rodzine…byle nie z kims takim kto jest zdolny do takich rzeczy.

    • Aaa pisze:

      Malutka, ucieka, nie gódź się za żadne skarby. Nie masz dzieci, to Twój atut!!!

    • lena36 pisze:

      Malutka, nie dać kolejnej szansy….nigdy!

      • Ala36 pisze:

        Zgadzam się z Wami nie dawać żadnych szans takim osobnikom.On zobaczy że ofiara mu daje szanse to bedzie pewien że zawsze tak będzie.Ja najpierw przeżyłam koszmarne małżeństo,zakazy,ograniczanie spotkań ze znajomymi,wyciąganie rąk i robieie ze mnie głupiej na każdym kroku.Doszło do tego że nie mogłam iść do sklepu po chleb,bo pan zawsze był zły.Uwolniłam się roziodłam się,on prubuje dalej mną manipulować,ale ja się nie daje,mamy dziecko ,urodziło się z wadą serduszka,on mnie oskarża że to moja wina,a dzieckiem wogóle się nie interesuje,al twierdzi że to ja jestem złą matką.Po rozwodzie odżyłam.Kilka lat byłam sama.Poznałam faceta,był cudowny,miły opiekuńczy,ale ta opiekuńczość przeodziła się w chorobę,doszło do tego że on nawet mi szmpony kupował,wybierł twierdząc że te akurat bedą najlepsze.Zakochanaw nim po uszy tkwiłam dalej,twerdząc że może rzeczywiście ja coś zle robie w związku,bo on wmawiał mi że wszystkie kobiety były inne i sa inne,tylko ja jestem jakaś głupia.Zaczełam coraz bardziej myśleć nad tym związkiem,zauważyłam ze strasznie sie oglada za innymi kobietami,szczególnie takimi skąpo ubranymi az sie ślinił,mi mowił ze mam celulit a wcale nie miałam,mamusi wszystko mówił,a ona mu doradzała.Pewnego dnia uderzył mnie w twarz z byle powodu,pozniej moje dziecko i powiedziałam dość.Pogoniłam go w cholere.Nadal go kocham ale rozsądek i dobro dziecka wzieły górę.Dziewczyny i chłopaki nie dajcie się takim partnerom/partnerkom.Oni sie nigdy nie zmienia.Nie ma co tkwić w toksycznych związkach,lepiej być samemu,bo co taka osoba nam da,tylko poniżanie i terror a to nic dobrego.

    • gosc pisze:

      POD ŻADNYM POZOREM NIE WRACAJ!!!!!
      Daj sobie szansę na normalne życie. Bądź samowystarczalna. Poradzisz sobie.Trzymam kciuki za Ciebie.

  54. Kama27 pisze:

    Witam, trafiłam tu przez przypadek. właśnie pokłóciłam się z moim partnerem z którym mam 3 letnie dziecko. zaczęło się oczywiście standardowo od drobiazgu.jestesmy razem prawie 6 lat, prowadze swoja firme, każdego dnia gdy wracam do domu po pracy ze strachu na myśl co mi wypomni dziś dretwieje. czepia się o to o której wychodzę do pracy,o to ile wydaję, o to ze telefon ma wyciszony dźwięk albo o to że nie mówie mu nic miłego.A jak ja mam to zrobić jak on mnie tak zniszczył psychicznie ze go nienawidzę.nie wiem co mnie przy nim trzyma.chyba tylko strach i wstyd.bo grozi ze jak odejde to mnie zniszczy,zrobi reputacje wśród znajomych i rodziny.ze zabierze mi corke i jak dorosnie to powie jej jaka jestem złą matka.domaga się współżycia co jest dla mnie ciężkie.ale wiem ze musze bo nie chce kolejnej awantury. Poza przemocą psychiczna stosuje jeszcze fizyczną. pierwszy raz uderzył mnie jak byłam w ciąży….wybaczyłam.potem było uciekanie z malym dzieckiem po nocach po osiedlu a potem walka z nim.i przepychanki. zostawały siniaki ale to nie bolało tak jak poczucie beznadziejności.Mówił ze jestem do niczego ze powinnam być mu wdzieczna ze jest ze mna. że bez niego zdechnę.Potem przepraszał i prosił o zaczecie wszystkiego od nowa.Wybaczałam.zdarzyło się ze sąsiedzi wezwali policje bo wołałam pomocy…ale wstydziłam się i nie bylam w stanie błagac o pomoc…Potem przyrzekłam sobie ze…ze jak teraz mnie uderzy to odejde…i wybaczałam. żareczylismy sie z 5 lat temu.niestety finanse nie pozwolily nam na zrobienie wesela wiec to odłozylismy.i tak jest do dziś choc on rzada slubu.Znienawidziłam siebie za to, ze jestem taka słaba.że kto zechce samotna kobiete z dzieckiem.w pewien sposób on uzależnił mnie od siebie.uwierzyłam ze jestem do niczego.Dzis kiedy kolejny raz usłyszałam stek wyzwisk,podejrzen i tak okrutnych słów ze nikomu nie zycze ich usłyszeć zrozumiałam ze nie dam rady sama,ze nie wstydzę się już bo jestem na etapie błagania o pomoc…

    • Blanka pisze:

      Wszystkim którzy doświadczają przemocy w związku polecam terapię. Ja również przechodziłam piekło, fizycznie, psychicznie i ekonomicznie. Jednak najgorsze to było poczucie winy i wstyd,że tkwię w takim związku. Odebrano mi godność i poczucie własnej wartości. Na to sprawca pracuje całymi latami.Na terapię trafiłam z polecenia Mopsu.To najlepsza rzecz jaka mogła się zdarzyć. Dziś jestem zupełnie inną osobą.Dalej też nie jest łatwo ALE MAM SIŁĘ I OPTYMIZM by dalej żyć. Przestałam się bać, jego, przyszłości, wiem,że sobie poradzę. Trzeba dbać w pierwszej kolejności o siebie, a terapia wskaże drogę jak to zrobić.Satysfakcja z odzyskiwania siebie jest BEZCENNA.Życzę odwagi.

    • Aaa pisze:

      Lepiej być samotną z dzieckiem niż ofiarą! wierz mi że będzie coraz gorzej. Teraz masz szansę aby zmienić swoje życie, pamiętaj, możesz gorzko żalować, wiem co piszę. Trzymaj się i odwagi.

  55. Elżbieta pisze:

    Gdybyś przeczytała to co napisałaś nie pytałabyś co robić.

  56. abby pisze:

    Skandaliczny artykuł. Juiż dawno udowodniono,że ofiarami w naszym matriarchalnym systemie śą niestewt głównie mężczyźńi i to do nich powinny yć kierowane takie poradniki…

  57. justa pisze:

    Właśnie czytam i płaczę bo nie wiem co dalej z życiem….Mam trójkę dzieci, męża terrorystę gdzie mam uciekać? czy dam radę …to jest jakaś masakra za trzy dni wigilia :(

  58. Jadzia pisze:

    Zblizaja sie Swieta i Nowy Rok. Wszystkim nieszczesliwym i zagubionym zycze z calego serca aby odnalezli spokoj odrobine radosci i nadzieje.Ja przez swoje pieklo przeszlam a myslalalm, ze nigdy sie nie skonczy. Skonczylo!!!Wszystko kiedys przeminie- naprawde!

  59. stokrotka pisze:

    Miałam doczynienia przez kilka lat z tyranem choć były też miłe chwile. Ponadto facet okazał się DDA, kompletnie niezrównoważony i niedojrzały emocjonalnie, istny diabeł wcielony. Jestem wrakiem czlowieka.Straciłam przez to wszystko, pracę, pozycję społeczną, przyjaciół, rodzinę… Na szczęście nie było dzieci. Ale nie potrafię po tylu łzach, zranionym sercu i obelgach nabrać zaufania do swiata, ludzi i mozliwości.Jestem kompletnie inna osobą…kiedyś wykształcona, pewna siebie,silna, dająca swietnie radę młoda kobieta. Byłam od jego pomysłów i humorów uzalezniona, aby nie było awantur…i kiedy juz „zylismy „wspólnymi planami, pomysłami znowu odszedł, szukając wiatru w polu. Ciesze się i płaczę zarazem. Jednak nie potrafię wykasować z mojej swiadomości tych wszystkich upokorzeń, zniewag, jego wybuchów, grożeń. Chciałabym wiedziec jak sobie pomóc? na psychoterapię mnie nie stać…Ile czasu musi minąć, aby jakoś ochłonąć, u mnie to trwa już ponad pół roku i nic. Ciagle widze te okrótne sytuacje przed oczami, budze się w nocy i płaczę i zastanawiam czemu tak bardzo sie zmienił lub udawał kogoś kim nie był… Nie ufam nikomu, nie moge patrzeć na facetów. Ile to piekło w mojej głowie i sercu jeszcze potrwa? Prosze o jakąś podporę, radę…

    • Jadzia pisze:

      Kiedy ci przejdzie? to jest sprawa indywidualna. Ja potrzebowalam 6 lat aby miec ochote popatrzec ostroznie bez obrzydzenia na innego faceta.Podobno mialam w tym czasie mord w oczach ha ha. Ten twoj sie nie zmienil, on zawsze taki byl, dobrze sie maskowal bo wiedzial, ze przy tobie bedzie mial pole do popisu. Nie zaluj jego ani straconego czasu. Bylo-przeszlo. Zwiazek umarl-kropka, teraz przechodzisz zalobe. Zajmij sie czyms co odciagnie uwage od myslenia o tym wszystkim.Dzis /mam z nim corke/gdy nieraz zerkne za siebie to gdybys mnie spytala jak wygladal nasz zwykly dzien- nie wiem, wszystko sie pozacieralo. Emocje wygasly, wiem ze cos sie dzialo ale mna nie rzuca- totalna obojetnosc. Bylam z nim 5 lat. Po 10 latach zaryzykowalam i wyszlam 2 raz zamaz. Jestem 23 lata z tym drugim po slubie. Jest ok. Zycie trzyma w zanadrzu wiele niespodzianek i tobie tez cos podrzuci. Trzymaj sie.

    • Blanka pisze:

      Przeczytaj jeszcze raz to co napisałaś.Dalej koncentrujesz się na nim.Mimo,że nie jesteście już razem.To jest ostatnia rzecz jaką powinnaś robić. Dziewczyno, nawet nie wiesz jakie masz szczęście.Nie było dzieci które mogłyby na to patrzeć, uwolniłaś się fizycznie , teraz czas na uwolnienie psychiczne.Poszukaj terapii dla ofiar przemocy.Jest wiele takich miejsc, BEZPŁATNYCH. Tam z pewnością odbudujesz siebie. Gdybyś trafiła do mojej grupy WSZYSTKIE osoby uznałyby Ciebie za Wielką szczęściarę. Uwierz mi.Tylko daj sobie szansę. Sama sobie nie pomożesz, ale są ludzie którzy na pewno Ci pomogą. Odwagi.

  60. Anett pisze:

    Mam piekło od 7 lat, wpierw bagatelizowałam to co we mnie wywołuje. Robił awantury z byle powodu, plany, cele miały być takie jak on chce. Każdy problem jaki miał maglował na mnie wielogodzinnymi kłótniami wał doprowadzając mnie do skrajności emocjonalnych. Naszą kilkumiesięczną córkę wyzywał od głupoli, ustępowałam na każdym kroku, ale całe moje Ja burzyło się we mnie co raz bardziej. Na co dzień, dla otoczenia wspaniały, czuły, kochający mąż, który w domu nie miał i nie ma dla mnie szacunku, poniża mnie i wyśmiewa, robi ze mnie psychicznie chorą kobietę, która nie umie zajmować się własnym dzieckiem. Nastawia przeciwko mnie córkę, opowiadając przykre rzeczy na mój temat. Nie pracuje, ja go utrzymuję. Myślę o skończeniu ze sobą, nie mam już siły tak żyć. Przy życiu trzyma mnie tylko córeczka.

    • Jogin pisze:

      Anett, proszę tylko nie rób głupstw. Twoje życie jest więcej warte niż myślisz. Nie jesteś sama – jest wielu podobnych do Ciebie, wartościowych ludzi. Ja też
      mam podobnie z tą róznicą tylko, że jestem mężczyzną. Widać, że płeć przy „przemocy” jest bez znaczenia. Jeżeli chcesz ratować zwiazek – to próbuj z nim rozmawiać: „Czy czuje się z tym dobrze, że go utrzymujesz?”, „jak widzi swoją role w waszej rodzinie?”, „Czy uważa, że Ty jesteś szczęśliwa?” „Co chce byś Ty zmieniła w swoim postępowaniu względem niego?” Otwórz sie na niego, to u rozsądnych wzbudza zaufanie. W ten sposób zmusisz go do przemyśleń (mnie by to zmusiło) i rozmowy. Jeżeli będzie uważał, że wszystko jest OK (zwłaszcza z tym bezrobociem i nazywaniem córki „głupolem”) – to wiadomo, że to poprostu zwykły wałkoń, cham i pasożyt i pewnie nic z nim w życiu nie osiągniesz. Wtedy pozostaje radykalne posunięcie: „izolacja” ze swojego życia i przejęcie kontroli nad ustaleniem „zasad” (twoich) PS. Czy do wskazanych przez Ciebie objawów nie dochodzi – inny problem (uzależnienie)? jakoś mi to pasuje do schematu (mogę się mylić)
      PS2 Ja przy konflikcie z moją parterką – wykorzystałem argument „wiary” tzn. ciągnę ją przy byle okazji do kościoła, gnam do spowiedzi, modlę się w naszej intencji. O dziwo: to pomaga. Ma przynajmniej wyrzuty sumienia :)A może jednak „Ktoś” tam jest w stanie nam pomóc? Jogin

    • agnieszka pisze:

      Witaj mam nadzieje ze niczego nie zrobiłas złego,wierze ze jest Ci cieżko ,bo uwierz mi ze mnie tez ,ja w takim związku zyje od 11 lat i tez mam ochote skonczyc to w taki sam sposób…odezwij sie

  61. SmutneOczyOna pisze:

    Witam, trafiłam tu przez przypadek, opowiem swoją małą historię, bo nie wiem już czy ja przesadzam, czy również nie jest to do końca normalna relacja…

  62. SmutneOczyOna pisze:

    Otóż, poznałam 3 lata temu faceta – wydawał się ok, na początku dużo rozmawialiśmy, ja mówiłam co myślę, czego chce w życiu, czego szukam, wiele razy mówiłam, że chce normalnego, poważnego związku, kogoś szczerego wiernego, kogo będę kochać ze wzajemnością. On zarzekał się, że ma tak samo. Wydawało mi się, że trafiliśmy idealnie. Ja wówczas 23 lata, on 30. Myślałam, że już całkiem poukładany itp. Zaczęliśmy się spotykać, co raz częściej, było miło, jednak co mnie trochę martwiło – dużo mnie krytykował w różnych nawet drobnych sprawach, gdzie nie było powodu, a kiedy ja chciałam mu zwrócić uwagę kiedy na prawdę był powód to się okropnie oburzał i mówił, że przesadzam. Ale z czasem zakochałam się i jakoś przymykałam na to oko. I o co mi chodzi… z czasem zaczęło to wyglądać tak, że ja chciałam żeby był to normalny związek, żebyśmy się spotykali, spędzali ze sobą czas, poznawali się. A on – niby mówił, że chciał ale zbywał mnie, czas znajdował jak już go tyle razy o to prosiłam, że chyba dla świętego spokoju. Bywało np. tak, że wyjechałam do rodziny – a on pisal mi dzień w dzień kiedy wracam, bo tęskni, no to wracałam kilka dni wcześniej bo tez tesknilam a wtedy on nawet się nie odezwal, nie chciał się spotkać. Zaczelo to być dziwne. Zależało mi bardzo na nim więc próbowałam to ratować, starać się i w efekcie byłam na każdego jego zawołanie – spotykaliśmy się tylko kiedy on chciał, gdzie on chciał, robiliśmy to co on chciał. Moje zdanie się nie liczyło. Nigdy nie było tak, ze poprosiłam go i znalazł dla mnie czas gdy ja chciałam. Ale kochałam go i nie potrafiłam tego przerwac. Wiele razy mowilam ze chce żeby było normalnie… to albo mowil, ze się postara albo unikal tematu. Nawet takie sprawy jak seks tez tylko kiedy on miał ochote… a kiedy ja czasem miałam albo chciałam się po prosotu przytulic, czy pocalowac to on odpowiadal ze nie ma ochoty i tyle. Nawet na zwykle przytulenie. Czulam się okropnie, ze ktoś kogo tak bardzo kocham tak mnie traktuje, ale nie potrafiłam odejść. Do tego moja pewność siebie przy nim calkiem upadla. I tak to wygladalo, ze ja tylko czekałam kiedy on znajdzie dla mnie czas, a czasami to bywalo tak ze wiele dni się nie odzywal, nie odpowiadal na moje wiadomość, a ja tylko tesknilam i się meczylam. Kiedy był pijany, bo cos imprezowal to dzownil do mnie, mowil ze kocha i takie tam, a na drugi dzień zapominal gdzie i po co do kogo dzownil. To było okropne. Ktoregos dnia powiedział ze chce być sam, myslalam ze swiat mi się zawali, przez kilka dni chodziłam jak wrak… po paru dniach się odezwal i stwierdził ze jednak nie tego chce, ze możemy się dalej spotykać. Nie nazywal nigdy tego związkiem. Bardzo mnie to bolało a nie potrafiłam odejść, miałam nadzieje ze cos się zmieni, ze się w końcu postara, tak jak mowil. A z czasem było tylko tak, ze znikal z mojego zycia na kilka dni, czasem tygodni, ja miedzy czasie nie spotykałam się z nikim bo ciagle myslalam czy jestem z nim czy nie, on się odzywal 1-2 spotkania i znowu to samo. A za każdym razem podczas tych spotkan mowil, ze chyba bylam mu wierna itp. a przecież nic go to nie obchodzilo, nawet go nie obchodzilo co u mnie przez ten czas. Teraz niedawno znowu to zrobil, zostawil mnie bez słowa – i mysle ze chyba powinnam dac spokoj, bo to nie prowadzi do niczego, ja się tylko okropnie mecze… Nie wiem co robic, z jednej strony kocham go i tesknie i chce by się dezwal, ale z drugiej wiem ze nic dla niego nie znacze jeśli mnie tak krzywdzi… nie odpowiada na moje wiadomość… Ja teraz czuje się jak wrak i nie wiem jak mam dojść do siebie…

    • Aaa pisze:

      Kochana, to nie miłość, to uzależnienie, nie marnuj swojego jedynego życia. Uwierz, że zasługujesz na miłość nie udrękę.Myślę, że potrzebujesz pomocy specjalisty, aby wyprostował w Tobie zachwiane poczucie własnej wartości. Powodzenia.

    • agata pisze:

      o jezu, ja też tak miałam przez 3 lata!!!!! właśnie teraz też czuje, że zostałam wykorzystana i mam pustke w sercu, bo z nim powiazałam całąswoja przyszlosc, dom i dizeci a tutaki H** ,, to co on mi robił nadaje sie do sądu ale nie mam odwagi ani czasu na to, a i tak takie sprawy są bagatelizowane. to jedna z takich akcji: https://www.youtube.com/watch?v=hGcu4KUMF90

  63. melka pisze:

    Witam wszystkich kobiety i mężczyzn. Jestem 21 lat po ślubie ,praktycznie jeszcze w narzeczeństwie byłam już ofiarą przemocy , ale wtedy myślałam że on mnie tak kocha i jest o mnie zazdrosny.Dopiero po latach zrozumiałam że to był początek piekła w którym tkwię do dziś i nie potrafię tego zakończyć choć bardzo bym chciała. Każdy z nas który wszedł na tą stronę , to znaczy że szuka pomocy. Ja po ostatniej kłótni oczywiście z” mojej winy”, bo mój pan nie mógł znależć jednego dokumentu ( który po godzinie sam znalazł ), mimo że od lat nie dotykam jego dokumentów ,wiem że to że dzień wcześniej kładąc się spać i mówił do mnie że bardzo mnie kocha i jestem dla niego wszystkim było tylko pustymi słowami . Nigdy nie zrozumiem jak można kogoś kochać jak jest dobrze , a jak jest zle to psy w schroniskach mają lepiej. Kiedyś mieszkaliśmy w mieście . Nigdy nie pracowałam zawodowo , bo zawsze mój pan mówił że to bez sensu , że mało zarobie a dzieci z kluczami na szyi będą latać. On miał firmę i finansowo było nam dobrze. Kiedy wspominałam że chcę iść do pracy , to wszyscy mnie krytykowali że po co że co ja wymyślam, że skoro nie muszę pracować to po co. W 2008 jego firma upadła. Wymyślił że sprzedamy mieszkanie i wyjedziemy do niemiec. Ja nie chciałam , ale nie miałam wyjścia. Po 9 miesiącach i piekle jaki tam przeszłam uciekłam do polski . Z dwójką dorastających chłopaków siedziałam 2 m-sce u rodziców na pokoju 17m2. On w miedzy czasie wrócił. Zamieszkał w naszym domku na wsi. Wydzwaniał błagał bym wróciła do niego. Jak można się domyślić , wróciłam. No i mam „jeszcze lepiej” niż kiedykolwiek. Tu na małej wsi, gdzie nikt nic nie słyszy i nie widzi mój pan robi ze mna co chce. Jak synowie kiedyś się wstawili za mną , to usłyszeli że mają spie…….ć razem ze mną. Jak wszystko jest ok , jest miły , kochany , jest po prostu bosko. Ale jak tylko coś jest nie po jego myśli to nie wolno mi jeść , ani się myć , i z niczego nie mogę korzystać, bo to wszystko kosztuje , a ja nie zarabiam , więc nie wolno mi korzystać . Bardzo chciałabym iść do pracy ale niestety żeby się wydostać z tej wsi muszę mieć auto , bo do przystanku pks mam 3km, a poza tym kto zatrudni 40 letnią kobietę bez jakiegokolwiek doświadczenia zawodowego.Nie wiem jak długo to jeszcze wytrzymam. Czasami mam ochotę z sobą skończyć , ale brak mi odwagi , kiedy myślę że mogłam bym go zabić , to znów myślę że mam iść za gówno siedzieć.Nie wiem jak się z tego wyplątać

  64. zrozpaczona pisze:

    domyślacie się ze ja czytając te wpisy szukam pomocy. Moje zycie to porażka. ja wykształcona kobieta nieźle zarabiająca z 2 dzieci i mąż tyran i despota. tkwię w tym związku od 15 lat i nie wiem gdzie szukać pomocy. schemat postępowania męża jak u poprzedniczek ciągłe ubliżanie ,poniżanie ,wyzywanie. Nic nie znaczę ,do niczego się nie nadaję. Ostatnio nie pozwala mi siadać do samochodu bo jestem za gruba. On po zawodówce pracuje średnio 4 miesiące w roku ale i tak to on ma pieniądze bo moje idą na utrzymanie dzieci i domu jego to nie interesuje on zarabia dla siebie. nie wiem co robić mam myśli samobójcze ale ,gdzie szukać pomocy dodam ze mieszkam na malutkiej wsi. Wiem że musze od niego odejść bo boję się ze nie dam rady(mieszkam u niego). ktoś mi może pomóć?

  65. melka pisze:

    Witam
    Do „zrozpaczonej ”
    Dziewczyno rozumiem Ciebie doskonale. Mieszkasz na małej wsi jak ja.Nie wiem czy u Ciebie zgłoszenie sprawy na policje , założenie „niebieskiej karty ” coś da, bo powiem szczerze że u mnie to praktycznie nic nie dało. Jedyną Twoją silną stroną jest to że jak piszesz jesteś niezle zarabiająca. Ja niestety jestem bez grosza przy duszy , uzależniona jestem całkowicie. Wiem że historia każdej z nas jest inna. Ale zobacz masz prace , masz pieniądze , więc w czym Twoje obawy ???. Gdybym ja miała jakąkolwiek prace , to nie siedziałabym z nim ani minuty. U mnie ostatnio było dobrze od wigili do nowego roku , a od tego czasu awantura za awanturą . Dziś usłyszałam np że dla naszych psów ma większy szacunek niż dla mnie, że on chciał mieć szczęśliwą rodzinę , a ja wszystko niszczyłam od początku. że jak nie wiem gdzie moje miejsce , to mam sobie obejrzeć w necie filmy o carach z 18 i 19 wieku , to może coś zrozumię. Ręce mi opadły i odpowiedziałam mu że skoro on nie wie co to instytucja rodziny i małżeństwa to ma poczytać w necie , i w odpowiedzi usłyszałam że jestem prymitywna schizofremiczka i mam skończyć pier…… Wiem że moje słowa otuchy i pocieszenia nic Tobie nie pomogą . Musimy walczyć o swoją godność. Ja też czasami mam myśli samobójcze . Najgorzej mi jak idę sama na spacer ( bo on nigdzie nie będzie chodził) i widzę pary szczęsliwe, trzymające się za rece, to serce mi pęka i zadaje sobie pytanie , czy ja naprawdę tak wiele chciałam , żeby kochac i byc kochaną ??????????
    Jak masz ochotę pogadać , czy popisać podaj jakieś namiary do siebie
    Pozdrawiam i trzymaj się dziewczyno :))

    • salomena pisze:

      Witaj,
      Mam podobne doświadczenia jak wszystkie tutaj, U mnie była przede wszystkim przemoc psychiczna, ciągłe awantury o śniadania które robiłam w weekendy (wg niego to było złe że robiłam…),awantury o to że zadzwoniłam w nieodpowiednim momencie, awantury ze się odezwałam, a potem kara: długie ciche dni, lekceważenie, nieodzywanie się, potem stłamszona przepraszałam za wszystko, bo twierdził zawsze że te awantury to moja wina, a ja potem miałam do siebie wstręt, czułam coś tu nie tak. Sporadycznie zdarzała się przemoc fizyczna, upił się i uderzył mnie w twarz tak mocno że się wywróciłam, popychał niejednokrotnie, odpychał, najgorsze jednak były wyzwiska, poniżanie, olewanie na zimno i szantaż ze zaraz odejdzie – wtedy błagałam i przepraszałam za wszystko…Wiedział doskonale jak mnie zranić. Przy tym nadużywał narkotyków – paląc codziennie marihuanę. Przyznam że ja niejednokrotnie w weekend kupowałam sobie wino. Nie mogłam sobie z tymi awanturami, wyzwiskami i poniżaniem poradzić, nie rozumiałam i nie rozumiem do dziś dlaczego? Wypłakiwałam się sąsiadce, bo miałam już dość i wtedy po kolejnym takim razie powiedziała mi o niebieskiej linii i o przemocy – nie zdawałam sobie z tego sprawy. Trafiłam na terapię i przy kolejnej awanturze i obrażeniu się eks’a na 3 tygodnie napisałam mu mailem, że proszę aby się zmienił lub nas zostawił – mieszkam z naszym dorosłym już synem, który również doświadczył od niego przemocy i który domagał się żeby mu tak napisać.Na ten mail początkowo nie reagował, ale ja będąc również namawiana przez dziewczyny na terapii i syna powtórzyłam podobny tekst jeszcze 3 razy. Finalnie wyprowadził się z końcem maja ubiegłego roku. Już ponad pół roku nie mieszka z nami, a ja wciąż cierpię, nie wiem czemu ale chciałabym żeby wrócił i zmienił się – chciał się zmienić, bardzo mnie to boli. Dlaczego nie potrafię o nim zapomnieć choć tak bardzo krzywdził nie wiem, ale to bardzo boli, czuję się samotna, opuszczona, patrzę na inne pary i ściska mnie że ja tego nie mam, za co co ja zrobiłam że nie mam normalnej rodziny??? Proszę niech ktoś się do mnie odezwie choć z odrobiną wsparcia…Chodzę dalej na terapię ale mimo tego nie potrafię sobie z tym rozstaniem poradzić…
      pozdrawiam Was wszystkie!

      • lenka36 pisze:

        Salomena….to uzależnienie od niego. Ja też tak miałam.
        Pomyśl o tym, że teraz będzie już tylko lepiej, zamknij ten rozdział swojego życia. Tylko Ty zdecydujesz, jak ono będzie teraz wyglądało. Ściskam kciuki za Twoje powodzenie.

  66. Jadzia pisze:

    Hej Salomena- masz ode mnie moralne wsparcie.Mnie kiedys ludzie pomogli i teraz moja kolej. Dobrze, ze chodzisz na terapie, mam nadzieje ze pomoze. Pozbierasz sie napewno a czas zrobi swoje. Co moge dodac – przestan siedziec w przeszlosci, zalowac, obwiniac siebie, ze moglas to czy owo.Tylko sie dolujesz!!ON SIE NIE ZMIENI_ OPRZYTOMNIJ!!! Z wlasnego doswiadczenia to ci powiem,ze ja tez kiedys z zazdroscia patrzylam na smiejace sie pary. O jednym wtedy zapominalam,ano to, ze mam nareszcie spokoj od idioty i moge robic co chce i kiedy chce. To tak z perspektywy czasu. Zamiast sie zamartwiac poprostu upajaj sie wolnoscia, szukaj pozytywnych stron obecnej sytuacji a jak nie wyrabiasz ze wspominaniem to przywoluj te najgorsze, upakarzajace momenty- ale krotko!! aby zaraz sobie powiedziec hura jestem wolna, nowe zycie przede mna. Moze cos sobie zorganizuj, basen, lyzwy, moze masz mozliwosci zapisac sie do jakiegos klubu- spiew, robienie dekoracji itp. Najwazniejsze, ze jestes samowystarczalna finansowo a to jest super. Ja wiem, kluby to cos co odrzuca, ale zamknij oczy i idz. Jak cos sie nie spodoba to szukaj dalej.Zobaczysz jeszcze bedziesz kiedys szczesliwa i to w momencie najmniej oczekiwanym. Masz to jak w banku. Trzymaj sie.

    • salomena pisze:

      Hejka, bardzo dziękuję za wsparcie! Nie sądziłam, że ktoś się odezwie. Mam swoją pasję – jeżdżę konno, na więcej brakłoby mi czasu i pieniędzy, bo choć pracuję to różowo nie jest. Widzisz mi jest też żal, że wierzyłam w miłość i kochałam całą duszą, że ten człowiek był dla mnie ważny, tak bardzo, a okazał się tyranem, który potrafił nawet tłamsić naszego syna. Trudno mi jest tak zapomnieć po prostu wierzyłam że miłość istnieje, a tu okazało się to porażką, podeptał, poniżył i okaleczył mi duszę, te rany są bardzo bolesne i trudne do wyleczenia, ale mimo to staram się jakoś temu sprostać. Chciałbym jeszcze być szczęśliwa – oczywiście i dzięki za tę wróżbę, ale wątpię czy to nastąpi, czy jeszcze mi to dane…
      Odezwij się czasem…
      Pozdrówka serdeczne i papap

  67. Maja pisze:

    Ja jestem jedną z tych osób,które nie wiedzą czy sprawę wyolbrzymiają czy tkwią w toksycznej relacji. A sprawa rozchodzi się o to,że przez lata obserwowałam toksyczny związek moich rodziców. Typowy facet,który za wszelkie niepowodzenia wyżywa się na mamie a ona się go boi itd..Teraz ja mam męża i myślałam że jest dla mnie wybawieniem od ojca. Dobry,kochający,naprawdę porządny facet.Ma tylko kilka wad : -uważa,że kobiety są od zajmowania się domem i dziećmi (tylko i wyłącznie)Dla faceta to ujma!
    -nie przeszkadza mu to,że zajmuję się w domu dwójką małych dzieci,ale kiedy jest zły coraz częściej pokazuje mi moje miejsce w szeregu-przecież tylko on zarabia,ma prawo..
    -wyjście do znajomych kończy się długą listą tego co ja powiedziałam przy nich źle!
    -mieszkamy za granicą..Kiedy w sklepie odezwę się po polsku od razu mnie strofuje.
    -nie terroryzuje mnie o sprzątanie,nie muszę stać na baczność kiedy wchodzi a ja siedzę,ale nie sprzątam przy nim..Dlaczego? Bo zawsze jest nie tak jak być powinno. ‚to ma być umyty zlew?’ ‚podłogi nie umiesz porządnie wytrzeć’?,’czym ty myjesz ten stół’?,’nawet ogórka nie umiesz cienko pokroić’ ! Kurcze,no komu przeszkadzają inaczej pokrojone ogórki w sałatce??
    -ostatnio non stop strofuje mnie z jedzeniem..’no tak,dla ciebie to tylko ogórki,bo wartości pieniądza nie znasz’,’ile zjadłaś parówek’?
    Jakiś czas temu,o zgrozo przypaliłam zupę. Dostało mi się przy rodzicach ochrzan,że zmarnowałam tylko energię.No ale przecież to nie ja zarabiam i płacę rachunki.
    -Nie ma dnia bez krytyki.Czego bym nie tknęła znajdzie się jego ‚konstruktywna krytyka’.Chyba tylko obiady robię dobrze.
    Jestem zdezorientowana,bo on chce mi wybierać znajomych,kiedy coś polubię zaraz krytykuje mój gust,kiedy z kimś rozmawiam nie podoba mu się co mówię.
    No i standardowo muszę się leczyć,bo coś jest z MOJĄ głową nie tak.Ciężko mi ocenić sytuację,bo ogólnie to dobry człowiek.Są też momenty,że czuję się przez niego doceniona.
    Wiadomo to tylko mój opis,ale może ktoś spojrzy na to obiektywnie.

  68. podpowiadacz pisze:

    is your smile cute , think-tank ? <— oto przykład skrajnej przemocy symbolicznej . śrubokrętko , poprzesz toola teraz , na dżwięk wicia się w piersień ?

  69. ren pisze:

    Dwa lata temu na sympatii,poznałam D.Własciewie juz po pierwszej rande powinnam podziekowac-pokazywał mi filmiki ze swoja ex pijaną,wieszając na niej psy.Pomyslałam,moze rzeczywiscie biedaczek wykonczony alkoholizmem ex,chce sie wyzałic,oczyscić.Na pcztku było cudnie,kwiaty.szybko wpraowadził sie do mnie mieszkał za friko,codziennie pijac piwo 4X0,66 l,o zgrozo.Ja gotowałam ,stawiałam,on przy ludziach czarujący kawalarz,a przy mnie gbur,przeklinacz,krytykant.Kłócilsmy sie i godziliśmy.Wreszcie teraz po 2 latach odeszłam.Mówił,ze jestem z nim tylko dla seksu(oczywiscie bzdura)Mówil milion razy w złosci ,ze mam isc sie leczyc,ze co ja sobie mysle,ze jak załoze stringi,to on bedzie mnie bzykał.Prostak

    • z.. pisze:

      Ja nie wiem czy nie byłam z tym samym człowiekiem co Ty.A jakiej miejscowości on jest?To samo co piszesz było ze mną?Nawet ten sam teks o sexie.

  70. łukasz pisze:

    witam mam problem ktory meczy mnie juz 5lat dalej chyba tak nie potrafie…kobieta przy rodzinie zmajomych ciagle oskarza za swoje niepowodzena robiac z siebie aniołka…kazdy jej wierzy szkoda ze nikt nie widzi jak jest naprawde i co wyczynia w domu….przez piec lat zrobiła ze mnie chodzący strzęp nerw….pomocy

    • Magda33 pisze:

      najgorsze jest właśnie to, że tacy tyrani na zewnątrz potrafią doskonale udawać, wiem to na podstawie jeszcze mojego męża, a w domu są potworami. To jest okropne i trudne do udowodnienia, gdyż niestety to nie nam poszkodowanym się wierzy, ale takim osobom. Wyrządzają nam krzywdę, a uchodzi im to na sucho i śmieją się za naszymi plecami. To przykre i bardzo boli. Każdy z nas będą w takiej sytuacji chciałby, żeby ktoś nam pomógł. Sama też bym chciała…

  71. iaaa pisze:

    Ja też byłam wykorzystywana psychicznie i nie tylko. Wiem, że weszłam w związek potrzebując uczucia i zainteresowania – jak większość ludzi a poza tym zakochana po uszy:D
    Dlatego to się dzieje.
    Nie zawsze jest się zależnym w sensie życiowo-egzystencjalnym od psychicznego terrorysty – ja jestem niezależna, mam swoje mieszkanie, auto, pracę, wykształcenie i tą okropną „przygodę” za sobą.
    Długo obwiniałam siebie za to na co się narażałam i jak ślepa byłam. Nadal ciężko mi z tego wyjść. BARDZO CIĘŻKO ODZYSKAĆ ZAUFANIE DO SIEBIE !!!
    Osobiście związałam się z kobietą i chcę się z Państwem podzielić,że płeć i rodzaj związku nie ma nic wspólnego z wykorzystywaniem psychicznym i terrorem!
    Kobiety, mężczyźni, geje i hetero – zawsze można niestety trafić na terrorystę.
    Znałyśmy się na wylot, byłyśmy razem pięć lat. Ona była 100% członkiem mojej rodziny, znali ją wszyscy, ufałam jej w 100%, nie miałam tajemnic ! Ja byłam- tajemnicą wiecznie „na smyczy”, nigdy nie mogłam być sam na sam z jej rodziną czy kolegami, musiała wszystko wiedzieć co ja mówię i o co pytam.
    To były bardzo sprytne zagrania z jej strony. Wszyscy znajomi oceniali nasz związek jako idealny! Wszystko grało z pozoru a do mnie coraz częściej przychodziły te niemiłe wspomnienia zamiast tych dobrych …
    Takie, że byłam straszona upublicznieniem moich nagich zdjęć i filmów (których nie mam – bałam się nawet, że takowe mogły być wykonane bez mojej wiedzy), wyzwisk mojej rodziny i mnie (w pierwszym roku zostałam nazwana kurwą a na prośbę wyjaśnienia i przeprosin usłyszałam „moja mama mówi, że jesteś kurwą to jesteś i już!” – „TEŚCIOWEJ” NIE ZNAŁAM WTEDY ANI ONA MNIE!), wmawianie mi zdrad lub potencjalnych zdrad (nigdy nikogo nie zdradziłam), wmawianie, że kocham jej koleżankę – najgorzej było jak nas odwiedzała !!! nie mogłam się wtedy wcale odzywać, nadzorowanie spotkań z moimi dawnymi przyjaciółmi(telefon co godzinę z pytaniem o czym rozmawiamy), nazywanie mnie „najniższym sczeblem drabiny społecznej”, zwyzywanie mojej 87 letniej babci cytuję „stara popierdolona baba wymyśliła sobie, że jest chora i marudzi” – następnego dnia moja babcia, która notabene mnie wychowała umarła – od pół roku była zdiagnozowana w szpitalu, ze nie może przebywać sama i jest niewydolna kardiologicznie, ale moja partnerka wiedziała wszystko lepiej od każdego no i mi zwyczajnie nie wierzyła. Po latach zmanipulowała to tak, że wypowiedziała te słowa I TO BYŁA MOJA WINA, ŻE ONA TAK PODSUMOWAŁA MOJĄ BABCIĘ, KTÓRĄ ZNAŁA (BABCIA JĄ UWIELBIAŁA I ZAWSZE CIEPŁO I Z MIŁOŚCIĄ SIĘ O NIEJ WYPOWIADAŁA). ONA NIE CHCIAŁA ALE TO MOJA WINA I W KOŃCU TAK JĄ ZWYZYWAŁA NA DZIEŃ PRZED ŚMIERCIĄ!!!!!!!!!! Wmawianie kłamstw i manipulacja to była u mnie podstawa terroru!
    Poszłyśmy kiedyś na bilard ubrałam się skromnie zrobiłam makijaż i ubrałam biżuterię – branzolety i pierścionek – dostałam komplementy jak pięknie wyglądam :D Później przeniosłyśmy się do znajomych na domówkę – po wyjściu i następnego dnia usłyszałam „wyglądałaś tandetnie jak choinka, wszyscy się na ciebie patrzyli jak na idiotkę”.
    Szczytem terroru było jak pewnego dnia odebrała telefon od byłej współpracowniczki z UK. Tłumaczyła jej się, że już nie jest w związku z Robertem i że czuje się OK. Ta pocieszała ją pół godziny telefonicznie a moja ex się zwyczajnie nudziła bo ona nigdy z Robertem przecież nie była tylko kłamała współpracowników, nawet tych z którymi pracowała tylko kilka razy w życiu. Nawet do głowy mi nie przyszło, że może swojego przyjaciela wykorzystać jako partnera – przykrywkę. To bolało najbardziej ! Tego się nie da opisać ! Rozumiem udawać przed rodziną, ze strachu przed odrzuceniem, ale jej rodzina i moja wiedziała o nas.
    Kolejny przykład nękania – swego czasu mieszkałyśmy w jednym mieszkaniu ze sporo starszym współlokatorem, który lubił sobie wypić (był alkoholikiem). Nie polubiliśmy się bo nie chciałam mu dotrzymywać towarzystwa w piciu – zaczął mnie szykanować, straszyć – A ONA WRAZ Z NIM. Przychodziła do naszego pokoju i opowiadała co mówił Pan Łukasz o mnie, że on zna sposoby żeby mnie wyrzucili z pracy, że nikt mnie nie lubi etc. Spytałam dlaczego tyle uwagi przywiązuje do przechodniego w naszym życiu pijaka? I dlaczego mnie szykanuje z nim… Nie odpowiedziała.
    Po czterech latach wprosiłam się siłą do jej rodzinnego domu. Przywitała nas lubiąca sobie wypić mama i sąsiad lekko opóźniony w rozwoju pijaczek, który sobie dorabiał u nich kosząc trawę i wykonując inne roboty za butelkę piwa. Byłam miła… podczas ogniska miały dość i po cichu zostawiły mnie sam na sam z Markiem. Facet się narżnął jak świania, nie chciał iść do domu i wmawiał mi, ze jest moją rodziną !!! i to nie tonem żartobliwym raczej maniakalnym, wypytywał o intymne szczegóły życia, pytał czemu nie mam męża lub partnera, pytał o adres, mówił że mnie znajdzie i przyjedzie. Stary obleśny spity napalony wiejski dziad. Następnego dnia było podobnie, po dwóch dniach również Marek był. Poprosiłam by mnie z nim nie zostawiała bo nie czuję się komfortowo – baaa czuję się zagrożona. Wyśmiała mnie, że zachowuję się jak dama i nie umiem z prostymi ludźmi się porozumieć.
    W tym roku chciałam kupić drugie mieszkanie w dużym mieście. Chciałam to zrobić wspólnie bo tak raźniej. Moja ex poznała architekta, którego zdanie było nadrzędne mimo, że znała faceta od 3 m-cy. Przedstawiła mi go. Facet śmierdział tak potwornie starym potem, że myślałam że będę musiała odejść od stolika (w ogródku piwnym). On był ekspertem od nieruchomości i znalazł coś na …poddaszu…. za małe pieniądze. Dodam, że interesowało mnie normalne mieszkanie pod klucz w cenie rynkowej a nie okazyjnej. 180 stopni rozbierzności ale to On miał mądre podejście a ja jestem tylko głupią kobietą !
    Nie wiem co powodowało moja partnerką, być może wcześniej też traktowała tak ludzi.
    Mnie nie raz zostawiała bez słowa, przyjeżdżała kiedy chciała i wyjeżdżała niekiedy nagle, wyłanczała telefon na trzy dni, nie raz bookowała bilety lotnicze kiedy byłam poza Pl i… nie przylatywała. Mnie nazywała kurwą a sama co chwile miała nowych internetowych znajomych. O czym dowiadywałam sie po fakcie.
    Wcześniej mnie nie raz uderzuła w twarz – raz po tym jak spytałam jakby się czuła jak bym sie wypowiedziała podobnie o jej babci jak ona o mojej? Odpowiedzi nie było był policzek. Raz rzuciła się na mnie z nożem i przytknęła go do szyi, gwoli ścisłości dodam, że siedziałam wtedy na sedesie. Przycisnęła mnie do ściany i groziła dobre 5 minut nawet nie wiem za co. Apogeum było rok temu w Wigilię. Nie układało się kompletnie, powiedziałam by jechała do swojej babci i reszty rodziny, bo kobieta schorowana sama to sie ucieszy jak ją zobaczy. Nie pojechała i żałował tak bardzo, że mnie skopała, na leżąco więc całe plecy i biodro miałam czarne… następnego dnia przyparła ciałem do ściany i kazała się tłumaczyć, czemu ją prowokuję do agresji…
    Po tym wszystkim zaczęła porządnie siadać mi psychika! Na pocieszenie moja ex zabrała mnie do psychiatryka w odwiedziny do siostry, która siedziała tam 3 m-ce – od lat ma ciężką schizofrenię. To miała być dla mnie „terapia szokowa” i miały odejść wszystkie moje troski i zmartwienia. Kolejny atak na psychikę !!! Cieszę się chociaż, ze jej spłakana siostra przybiegła do mnie, przytuliła się i po rozmowie ze mną zdecydowała się pójść na dodatkową terapię po wyjściu ze szpitala.
    Ja również udałam się na trzymiesięczna codzienną terapię i urwałam zupełnie kontakt z kłamczuchą, egoistką, manipulatorką i terrorystką !

    Pomyślicie Państwo, że to chore. Tak to chore i z tego bardzo ciężko wyjść. Miłość jest ślepa jak kret!
    Tak szybko i tak łatwo się zapomina i wybacza !
    A moja terrorystka wykonuje zawód zaufania publicznego – jest przedszkolanką w dużym mieście…

  72. Magda33 pisze:

    Witam!
    Przyznam, że czytałam tylko artykuł wstępny i niektóre posty, ale nie wszystkie. Piszę, ponieważ mimo, że prawie 2lata temu uciekłam od tyrana, który znęcał się nade mną psychicznie to dalej ciągną się sprawy, a ja mimo, że przeszłam już długą drogę to jestem strzępkiem nerw i mimo, że nie na co dzień i nie bezpośrednio to on nadal stosuje przemoc. Robi wszystko, żeby mi upodlić życie i na każdym kroku pokazać i dać mi odczuć, że nadal ja do mnie mówił jestem debilem i imbecylem. Musiałabym dużo napisać, żeby opisać całą swoją sytuację. Jedno jest pewne moja psychika jest przez niego zjarana i nie umiem sobie czasem radzić, a do tej pory korzystam z pomocy psychologa. Ostatnio ponieważ łączy mnie też jeszcze z nim kredyt hipoteczny to powiedział przez telefon (odebrałam, ponieważ nie znałam jego nowego numeru telefonu), że chce przejąść kredyt jednak mimo, że rzekomo stracił pracę nie dostałam alimentów na dziecko, a jest to 300zł niby nie dużo, jednak dziecku się należy. Niewiem co mam robić. On ciągle gra mi a nosie. Przed sądem zrobił ze mnie alkoholiczkę i podstawił przekupionego świadka, wyrodną matkę, a to on zawsze miał dziecko gdzieś i ja uciekłam z dzieckiem, a on zaraz powymieniał zamki, na policji zrobił ze mnie złodziejkę a miesiąc później wprowadziła się tam jego 24lata młodsza kochanka z 2dzieci. On ma 47 lat, ona 23 i 2dzieci w wieku 9lat i 7lat. Poświęciłam temu człowiekowi 10lat i też wydawało mi się, że to co robił to z zazdrości i chciałam wierzyć, że mnie kocha, a on tylko mnie upadlał i upokarzał i cokolwiek nie zrobiłam to i tak nie było wystarczająco dobrze, ciągle mnie tylko krytykował, karał mnie nie odzywając się często, bo mówił, że gdybyś powiedziała to tak to zrozumiałbym inaczej, a że powiedziałaś to tak, to odebrałem to źle. To tylko niewielka cząstka. Dlaczego nie można wymazać złych wspomnień dlaczego powracają i ciągle bolą. Dlaczego można być tak podłym. Niby czas leczy rany, a jednak to nie jest taki łatwe. Mam syna z nim, ale już teraz boję się czy kiedyś nie okaże się takim tyranem jak on. Chce być twarda, jednak przerasta mnie to. Robię dobrą minę do złej gry. I tak naprawdę nie ma z nikąt pomocy. Ludzie, którzy nie przeżyli czegoś choćby podobnego nie rozumieją. Nie potrafię wyrazić tego wszystkiego co czuję słowami, choć chciałabym tyle powiedzieć…

    • Kasia pisze:

      Witam chcialabym krotko opisam moja historie .Zanim wyszlam za mojego meza chodzilismi ze soba kilka miesiecy .Potem ciaza i slub .W ciazy prawie kazda kobieta jest senna ,nie ma ochoty na sex.Moj maz postanowil znalesc sobie inna ktora jak to zawsze podkreslal okazala mu uczucie bo ja jak twierdzil ja nie potrafilam .Moja ciaza byla zagrozona ,lekarz zakazal zblizenia.Walczylam z nim zeby z nia zerwal .Raz nawet powiedzial ze ona ma jedrniejsze piersi . Poznalam ja .Brzydka farbowana bladynka ,palaca .Zawsze gustowal w ciemnookich brunetkach jak ja.Nie znosil kobiet palacych .Gdy juz myslalam ze zerwal z nia a zblizal sie po woli termin porodu ,postanowilam zaprosic go do kina a moj maz powiedzial :nie chce mi sie idz sama ,a potem dodal ja najwyzej przyjde tam z Sylwia ,bo tak miala na imie .Nie mialam juz slow .Wystraszylam go ze zjadlam cale opakowanie relanium i kazalam mu wezwac pogotowie .Bardzo sie wystraszyl i zaczal krzyczec co zrobilas ,a ja na to ze nie zrobilabym sobie i dziecku krzywdy w zaawansowanej ciazy .Gdy nasza corka przyszla na swiat ,cieszyl sie bardzo ,ja rowniez cieszylam sie ze mam zdrowa fajna corke ,ale nie bylam szczesliwa z nim .Mijaly miesiace jakos bylo .Sex byl rzadko ,czeste klotnie .Maz zarabial nie wiele .Ja nie mialam dochodow .Pozyczalismy czesto pieniadze od jego mamy ,jak rowniez otrzymywalismy pomoc z opieki spolecznej .Mijaly miesiace i druga ciaza .Choc nie bylo mi z mezem dobrze ,nie przejelam sie ciaza .Moj maz pewnego dnia oznajmil ze nallepiej bedzie jak usune ciaze ,bo jak podkreslil :co powie moja matka i znowu bedzie musiala nam pomagac :tzn jego matka .Decyzje jaka podjelam bede zalowac do konca zacia .Zaluje ze nie poszlam do mojej mamy choc wiedzialm ze na nia nie moge liczyc.Zaluje ze nie porozmawialam z jego matka ,ze nie poszlam do psychologa po porade .Zaluje ze nie odeszlam od niego i usunelam ciaze .Gdybym mogla cofnac czas .Na poczatku malzenstwa mieszkalismy z jego ojcem ,poniewaz matka wyjechala opiekowac sie rodzicami .Gdy wrocila z powrotem ,mieszkalismy z jego rodzicami jeszcze kilka lat zanim dostalismy mieszkanie z gminy .Moj maz byl od poczatku chamski ,wybuchowy ,zawsze mial racje ja nigdy .Gdy jego matka dokuczala mi bo byla zlosliwa ,ja postanowilam odpyskowac to oczywiscie maz wyzawal mnie ze mam sie zamknac .Sam z reszta klocil sie z matka .A ja sie tak dalam ,placzac po nocach .I tak mijaly lata .Zaczelam pracowac .Zaszlam w ciaze i urodzilam wspanialego syna .Te lata u jego rodzicow ,to jak mnie traktowal ,ublizal np. Ty kretynko ,debilko ,pierdolnij sie w leb ,debilistycznie myslisz itp .doprowadzily do tego ze nie kochalam go juz ,unikalam sexu.Bylam z nim bo bylam . Jesli nie podalam mu kolacji pod nos to wyzywal mnie ,a potem wieczorem chcial zblizenia .Jak moglam z kims takim isc do lozka .Po 9 latach mieszkanie z tesciami dostalismy mieszkanie .Bylo biednie ,klotnie itp.Zaczelam ponownie pracowac .Nie stac nas bylo na zakup mebli za gotowke ,wiec na raty .Raty trzeba placic ,a na potrzeby dzieci nie bylo nas stac .Nie zapomne tego nigdy jak nastoletnia corka spytala sie nas kiedy kupimy jej nowe spodnie bo od pol roku chodzi w jednych ,na to moj maz cytuje :nie zryj tyle to ci dupa nie urosnie ,a ja z huja nie natrzepie.:Postanowilam ze sie zwolnie z pracy ,a pracowalam w sklepie spozywczm i pojade do Niemiec do opieki .Corka miala 15 ,a syn 8 lat .Bylo mi ciezko zostawiac dzieci ,serce mi pekalo .Maz pracowal na jedna zmiane i zajmowal sie domem ,dziecmi .Ja jezdzilam na kilka tyg.i na kilka tyg.zjezdzalam do domu .Cieszylam sie bardzo na powrot do domu .Mijaly lata dzieci juz przywykly do moich wyjazdow i do lepszego zycia .Ja bylam szczesliwa ze nie widze meza kilka tygodni ,a jak bylam w domu to ciagle sie klocilismy czego swiadkami zawsze byly dzieci .Ja ciagle plakalam.Moj maz dalej wyzywal mnie od debilki ,kretynki ,itp.Ublizal mi przy dzieciach ,przy rodzicach ,znajomych ,ze nic nie umiem itp.Chociaz bronilam mojego zdania to i tak on zawsze wygrywal .Gdy dziecko przyszlo do mnie o porade to mowil do syna zeby nie sluchal matki bo glupio gadam .Gdy syn zapytal mnie co pomoze mu na bol brzucha ,polecilam mu cos ,to maz oczywiscie powiedzial ze ma wziac to co on mu dal. I tak bylo ze wszystkim .Przajezdzalam do domu ,chcialam zajac sie dziecmi to nie mialam szans .Dzieci wiedzialy ze cierpie ale nie chcialy sie jemu sprzeciwic i sluchaly jego ,bo jesli nie to byly wrzaski .Kiedys zbil corke pasem tak ze przyjechalo pogotowie .Do dzis straszy corke ktora jest juz studentka ze jesli tego czy tego nie zrobi to dostanie wpierdol .Wiem ze corka sie go boi .,a mimo tego ma lepszy kontakt z nim .Chociaz tez jest jak wiatr zawieje .Do mnie zali sie na ojca a przy nim obraza mnie .Siedza nieraz razem rozmawiajac o czyms ,a gdy spytam o co chodzi to corka mowi do mnie :a ty sie nie wtracaj bo i tak nie wiesz o co chodzi :caly czas bronilam jej gdy maz chcial ja bic ,gdy sciskal ja za kark ,gdy ciagnal za wlosy .Boli mnie bardzo ze moj maz korzysta z pieniedzy ktore ciezka praca zarabiam a po powrocie do domu traktuje mnie zle .Nie czuje do niego nic ,unikam seksu z nim od kilku lat i z tego powodu sa klotnie .Corka spytala dlaczego sie znim nie rozwiode ,to caly czas mowie ze szkoda mi syna bo jest nastolatkiem .Wiem ze dzieci slyszaly nasze ciagle klotnie i moj placz .2 lata temu postanowilam udac sie do psychologa .Opowiedzialam moja historie ,na to ona spytala czy znam swoja wartosc ,tak odpowiedzialam .Czy jestem debilka ,kretynka pyta .Mowie ze nie .To dlaczego pani placze jak maz pania obraza .Odpowiadam ze placze bo zasluguje na szacunek ,a ona na to ze jesli maz mowi do mnie debilko a ja placze to znaczy ze jestem debilka .Powiedziala ze mam nie plakac jak mnie wyzywa ,nie odzywac sie ,wyjsc z domu ,starac sie nie plakac bo on ma sytysfakcje.Robie to co mi mowila to jest jeszcze gorzej bo nie reaguje na jego gadanie .Dalej sa klotnie bo z nim nie rozmawiam .Mowie do meza o czy chcesz ze mna rozmawiac jesli ja glupio mysle ,glupio gadam .W dalszym ciagu obrazasz mnie przy dzieciach ,przy ludziach a potem oczekujesz ode mnie sexu .On oczekuje ode mnie zmiany tzn.sexu ,milosci ,czulosci ,ale jezeli ja go prosze o zmiane to twierdzi ze czepiam sie jakis glupot ,bo on mnie zle traktuje .Od wizyty u psychologa minelo 2 lata ,wtedy tez napisalam pozew rozwodowy ale bez orzekania o winie i do tej pory go nie wyslalam .Jezdze dalej do NIemiec do opieki i dalej to samo .Chcialam zeby maz lepiej mnie traktowal postanowilam zrobic mu na zlosc .Maz kobiety ktora sie opiekuje dzwonil do mnie jak bylam w Polsce i rozmawialismy godzinami .Opowiedzialam mu o moim malzenstwie i chcialam zeby dzwonil zeby meza zdenerwowac . Kiedys specjalnie zostawilam na komputerze po niemiecku zeby maz przetlumaczyl sobie ze niby laczy mnie cos z Niemcem .Teraz ja zaczelam sie odgrywac .Maz stwierdzil ze go wykonczylam psychicznie bo chyba mnie cos laczy z Niemcem a nie chce mu powiedziec .Najpierw powiedzialam ze mnie nic nie laczy ,potem ze laczy ,potem znow ze nie laczy .On dostaje bzika ,a ja sie z tego ciesze .Tylko zaszkodzilam sobie tym bo on do dzieci wygaduje ze mam kogos i dlatego chce sie rozejsc .Porozmawialam sobie ostatnio z synem .Syn przytulil mnie poplakal sie i powiedzial Mamus jak chcesz jezdzic do opieki to jezdzil tylko zmien miejsce pracy bo wiesz jaki tato jest.Nie jezdzij do tego pana .Nic mnie z tym panem nie laczy i postanowilam szukac innej pracy .Tak oto chcialam sie odegrac na moim mezu a tylko sobie zaszkodzilam .Moj maz powiedzial ze jakbym okazywala mu uczucie ,przytulila sie ,to by nie bylo klotni.Ja mu na to ze jak bedziesz mnie obrazal to nie bedzie seksu to wyzywa mnie od psychicznie chorej.Ja wiem ze to wszystko odbilo sie na mojej psychice . Nawet poszlam do psychiatry po leki ale wyrzucilam wszystkie .On wymaga ode mnie zmiany a sam niechce sie zmienic bo nie widzi w tym nic zlego ,jak powie do mnie tak czy siak ,tylko ja jestem przewrazliwiona twierdzi .Powiedzcie mi czy ja na prawde jestem psychiczna ze z nim jestem .On twierdzi ze chce miec rodzine a ja nie chce .Mowi ze mnie kocha .Ja mu powiedzialam ze ja chcialam tez miec rodzine a on juz na poczatku zniszczyl. Postanowilam ze zloze pozew .Nie wiem czy bede jezdzila dalej .Wiem ze teraz bedzie mi ciezko znalesc prace w Polsce .Jak dotad finansowalam studia corki i wogole stac mnie na wiele innych rzeczy.Ale najpierw musze doprowadzic do rozwodu ,potem bede wiedziala czy bede dalej jezdzila i jak podzielimy sie obowiazkami w wychowywaniu nieletniego syna .Maz wie ze jesli pojde do pracy w Polsce to skoncza sie pieniazki . ja sie go spytalam czy jezeli dojdzie do rozwodu czy dalej bede mogla jezdzic do Niemiec ,to powiedzial ze tak .Zobaczymy .Tak na prawde zalezy mi na dobru dziecka i jak bedzie trzeba zostane w Polsce .Prosze o komentarz .

  73. Rox pisze:

    Witam, ja też jestem wykorzystywana psychicznie. Może opowiem swoją historię.

    Jako 17latka na zabój zakochałam się w o 13 lat starszym mężczyźnie. Od początku były z nim problemy (popalał marichuanę i zmieniał pracę jak rękawiczki). Wszyscy odradzali mi tego związku. Pożyczyłam mu 700zł na życie których do tej pory nie otrzymałam (chociaż wmawia mi,że oddał a oddał tylko 200zł). Po maturze zaliczyliśmy wpadkę i ja zaczęłam studia w innym mieście i tam się przeprowadziliśmy (i zamieszkaliśmy razem) i wtedy zaczęło się całe piekło. Przez 3 miesiące było pięknie aż do momentu gdy nie stracił pracy. Wtedy to ja zaczełam go utrzymywać (mimo ciąży pracowałam,potem ze względu na komplikacje ciąży poszłam na urlop) i nie dość,że opłacałam mieszkanie,odkładałam na wyprawkę to on jeszcze wyjadał wszystko co kupowałam efektem tego nie miałam co jeść. Taka sytuacja trwała 1,5 miesiąca aż urodziłam 3 miesiące przed terminem i dopiero zaczął się horror. Przestarczało mi starczać pieniędzy na rachunki (zadłużyłam się w paru chwilówkach których już nie jestem w stanie spłacić ), a on ciągle miał pretensje na co rozwalał pieniądze,straciłam wszystkich znajomych. Po wyjściu dziecka ze szpitala w ogóle się nim nie interesował (ja jednocześnie zajmowałam sie dzieckiem i studiowałam zaocznie). Pewnego dnia zaczął dorabiać na tzw. fuchach i co wieczór przyniósił mi po 1 lub 2 piwach abym se odpoczęła i się zrelaksowała. Niczego nie świadoma poszłam w ten wir i zaczęłam pić. Zaczął mnie wyzywać od pijaczek,chorych psychicznie.
    Jakieś 4 miesiące temu zaczęłam się mu stawiać. Odpowiadałam na zaczepki, (i tu mój błąd) nawet go uderzyłam parę razy jak nazwał mnie ***** i ,że źle się zajmuje dzieckiem (a podkreśle,że on uważa,że dziecko jest zdrowe a tak na prawdę jest niepełnosprawne- problemy z sercem,tarczycą i prawdopodobnie padaczka). Wmawiał mi,że wamiam dziecku choroby,że rozwalam pieniądze,że go zdradzam. Pewnego dnia dostałam propozycję od rodziców powrotu do rodzinnego miasta. Nie wahałam się ani chwili… tyko ,że on wrócił ze mną. Nawet nie wstydził się obrażać mnie przy rodzicach. Odkąd zamieszkałam w rodzinnym mieście stałam się bardziej śmiała w stosunku do niego.Dwa razy wyrzuciłam go z domu (tylko niestety z wizją,że się zmieni przyjmowałam go z powrotem). Niestety dopiero zaczęło się piekło. Widząc,że jestem zmęczona czy zła prowokował… ja się dawałam sprowokować. Groził policją (ani razu nie zadzwonił). Nie mam już z czego utrzymać dziecko , stwierdził,że go to nie obchodzi grożąc mi jednocześnie,że zabierze mi dzieciaka.

    Bardzo chciałabym się go pozbyć ale nie mam już sił walczyć. Jeżeli jest w stanie ktoś mi pomóc proszę o kontakt

  74. ankaW pisze:

    Dziewczyny, a może warto wesprzeć się literaturą. Byłam w bardzo krzywdzącym związku i wiem, że to pomaga. Polecam:

    Eugenia Herzyk – Nałogowa miłość
    Patricia Evans – Toksyczne słowa
    Marie-France Hirigoyen – Molestowanie moralne
    Lundy Bancroft, JAC Patrissi – Zostać czy odejść?
    Maja Friedrich – Moje dwie głowy

    • emka pisze:

      Dziewczyny i chłopaki.. bo jak widać, przemoc nie ma płci.

      Od siebie dodam jeszcze:

      Susan Forward – Szantaż emocjonalny
      Robin Norwood – Kobiety, które kochają za bardzo

  75. wędrujący gigant pisze:

    Kropka w kropkę opis mojej sytuacji ale w przeciwną stronę. To nie ja a ona jest katem. To dziewczyna wpędza mnie w poczucie winy, ogranicza i podobne z tekstu. W wyniku tego czuje się kompletnie nie sobą gdy jestem w domu. Jesteśmy ze sobą 7 lat w związku znakomitą większość czasu mieszkając razem. Ale mam serdecznie dość życia pod czyjeś dyktando, dyktando osoby nie uznającej sprzeciwu. Pamiętne słowa „jak chcesz bym z Tobą coś zrobiła (…) to musisz poszukać sobie innej dziewczyny i ostentacyjne zabawianie się z zupełnie innymi panami”. To może i jest pierdoła, ona niby się wyrzekła słów ale czynami ciągle na różnych płaszczyznach i różnych dziedzinach powtarza się dokładnie to samo.

    To ja jestem tym żebrakiem … w imię czego? W imię własnej głupoty, źle pojętej lojalności i wierności w związku, byciu ze sobą na dobre i na złe. To nie My spotykamy się wpół drogi akceptując wzajemne wady. To ja nieświadomie nie zauważyłem sytuacji zdecydowanej dominacji w związku. Najgorsze jest to że z tego zdałem sobie sprawę całkiem niedawno.

    Co dziwnego w naszym związku? Oprócz wielu kategorycznych postanowień z jej strony jest jeszcze coś. Nie pamiętam bym kiedykolwiek w ciągu 7 lat śnił o niej, miał sen ze swoją własną dziewczyną. Owszem może faktycznie było kilka przypadków ale na 7 lat? Na ponad 2,5 tysiąca nocy? Nie chcę przypisywać nadmiernej wagi temu aspektowi. Ale co myśleć o tym że ona nie potrafi się śmiać z moich żartów gdy inne osoby potrafią rozmawiać z uśmiechem? Co myśleć o tym że nie znam jej twarzy z radosnej strony gdyż uśmiech jest rzeczą rzadką? Co myśleć o tym że próbując być lepszy, radosny jakoby na wtóry się zakochując swego czasu jedyne z czym się spotkałem to bura i podejrzliwość mimo że nie było ku temu najmniejszych przesłanek? Co myśleć o tym że sama narzeka że nie potrafię robić jej zdjęć, nigdy się nie uśmiecha gdy tymczasem oglądając zdjęcia robione przez kogo innego zauważam uśmiech?!? I tak … zdecydowanie ograniczyłem kontakty międzyludzkie a zdecydowana większość prób wyjścia zawsze się kończą jakąś wymówką że jej nie pomagam. A kurna ja prawie już nie mam znajomych.

    Nie wiem co myśleć ale ja naprawdę się zmęczyłem tym wielokrotnym wchodzeniem do tej samej rzeki i mam serdecznie dość. Nie chce mi się nawet rozmawiać gdyż wszelkie problemy nie wynikają ze złośliwości umyślnej etc. Taka jest po prostu jej natura i tego się nie zmieni. Owszem rozmowa pomaga, zachowanie się zmienia ale na ile? Miesiąc? Góra trzy? A potem co? Znowu to samo. Z koronnym odreagowywaniem swojego stresu na swoim partnerze w czym jest dosłownie królową.

    Ostatnio zwróciłem uwagę na inną dziewczynę. Dlaczego? Bo zwykły prosty uśmiech i miłe odnoszenie się do drugiego człowieka było diametralną różnicą. I fakt, na początku myślałem to bibeloty w głowie, fiziu miziu, takie idiotyczne zauroczenie. Ale widząc nagłe ordynarne przeglądanie wszystkiego, kont facebooka, komórki etc. gdy sama doskonale pamiętam kategorycznie oznajmiła że gdybym kiedykolwiek zrobił coś takiego to by była wściekła … po przeczytaniu tego artykułu i zrobieniu rachunku sumienia zmieniłem zdanie. I tak, żałośnie pisze tutaj dla archiwum internetu, by inni uczyli się na cudzych błędach ponieważ ten związek tak skutecznie ograniczył moje kontakty międzyludzkie że zwyczajnie nie mam komu się wyżalić.

    Tak czy inaczej głowa do góry i zacznijcie sami sterować swoim życiem bo gdy się obudzicie może się okazać że nawet nie tylko nie wy trzymacie kierownicę własnego życia ale jesteście gdzieś wciśnięci w ciemnym kącie bagażnika w samotnym zamknięciu kojca dla psa. Bo tym jesteście dla drugiej strony, pomimo całkiem odmiennych słów.

    BTW słowa „kocham Cię” poza sytuacjami podbramkowymi, w zasadzie rozstania następnego dnia, nigdy nie powiedziała. Ba, kiedyś jej to na samym początku wyznając dostałem wykład jak to się mylę i robię błąd wymawiając to słowo. Od tego momentu nigdy nie powiedziałem czekając aż sama to zrobi … Nigdy to nie nastąpiło w uczciwych okolicznościach. Czemu całe życie chodziłem z klapkami na oczach? Czy też tak chcecie? Odpowiedzcie sobie sami.

  76. Kasia pisze:

    Ja tez przechodze terror od 23 lat i w tym roku postanowilam ostatecznie sie rozejsc .Szkoda zycia

  77. ANETA pisze:

    tez przechodze trror od 24 lat ten artykol to moja historia zyje z nie pijacym alkoholikiem dla ktorego zycie sie zmienilo tylko ze dla mnie nic sie nie zmienilo noszczy mnie przy kazdej okazji fizycznie i psychicznie tylko za to ze mam wlasne zdanie a pan i wladca z tym sie nie zgadzaa za to dostaje zawsze w przyslowiowy leb .zadzwonilam na niebieska linie opowiedzialam historie nie wiem co jeszcze moge zrobic i gdzie isc mmoze zalozyc niebieska karte

  78. Maagda pisze:

    hmmm…nie nazwałabym tych „istot” kobietami. To ludzie, ktorzy z różnych- złożonych przyczyn tkwią w toksycznym związku. Mężczyźni również, a nawet często są ofiarami przemocy psychicznej, ale o tym mało kto mówi…

  79. Kamil pisze:

    Wszyscy piszecie o swoich sytuacjach, jak je rozwiązać w sposób bardzo prosty, czyli rozstanie. Znacie takie osoby albo sami doświadczyliście „terroru psychicznego”.
    Co z ludźmi, którzy spełniają niektóre warunki „terroru psychicznego”, chcą to zmienić za wszelką cenę, a jednak nie potrafią?
    Nie pomagają szczere rozmowy z partnerką/partnerem, nie pomaga analizowanie przyczyn takiego zachowania, nie pomaga wewnętrzna, narzucona przez siebie, blokada takiego zachowania. Co jest tego przyczyną? Eliminacja wymyślonych przez siebie przyczyn nie pomaga.
    „To” siedzi bardzo głęboko, zbiera siły i wybucha w najbardziej nieoczekiwanym momencie pod byle pretekstem. Jak to jest, że „takie osoby”, bardzo kochając swoją drugą połówkę, są w stanie robić im coś tak strasznego i przykrego? Nie pomagają żadne analizy. Może to problemy rodziców z przeszłości? (długi, rozstanie, rozwód, brak zainteresowania moją osobą)?
    Tak było. Czy to jest przyczyną mojej wady psychicznej? Nie wiem i pewnie nigdy się nie dowiem.
    Tak, to przykład mojej osoby.
    Zawsze radziłem sobie i byłem zmuszony radzić sobie sam. Nikt nie chciał mnie słuchać lub nie byłem zdolny do poprawnego przekazania informacji o swoich problemach. Nigdy nie chciałem powiedzieć, że mam jakiś problem. Nigdy nie oczekiwałem i nie chciałem od nikogo pomocy choć bardzo chętnie pomagam innym i jestem wtedy szczęśliwy.
    Do wczoraj miałem piękną narzeczoną, którą kocham najbardziej na świecie i prześliczną 5- miesięczną córeczkę.
    Do wczoraj.
    Przez kolejny wybuch emocji (słów) w piątek, skumulowana siła agresji wybuchła. Nie wiem skąd i nie wiem jak. Do wczorajszego dnia (niedziela) spałem na kanapie w przekonaniu, że słusznie jestem obrażony. Gdy w końcu przez mój matematyczny mózg (jestem liderem projektów budowlanych) przepłynęła informacja, i dotarła, że należałoby kolejny raz porozmawiać i przeprosić…było za późno!!
    Miała rację, nie można żyć z człowiekiem, który nie trzyma się ustalonych wspólnie zasad. Jednak właśnie te zasady doprowadzają mnie do szału.
    Nie drinkuj w tygodniu (uwielbiam whisky i lubię wypić sobie drinka po pracy dwa razy w tygodniu), postaraj się częściej wychodzić z nami na spacer, siłownię, basen (strasznie wstydzę się swojego ciała). Nie chcę być do niczego zmuszany, chcę robić te rzeczy z przyjemnością.
    Nie mam własnego domu, ciągle myślę o marzeniach (dom nad jeziorem i szczęśliwa rodzina) czy tak ciężko to zrozumieć? Mieszkam w Norwegii i nie chcę wracać do Polski. Poświęcam się pracy, aby spłacić wszystkie długi, mieć czyste konto i żyć godnie wspólnie z rodziną. Czy to źle?
    Śmieje się w tej chwili sam z siebie, mój umysł nastawiony na zysk pomija kwestie rodziny. Nie jestem wstanie sobie sam z tym poradzić. Chciałbym mieć moją kochaną narzeczoną przy sobie, która bardzo mnie wspiera i córeczkę, przepiękną istotkę, dla której zrobię wszystko i jednocześnie chciałbym zachować chociaż część swojej niezależności umożliwiającej mi pracę nad projektami.
    Gdzieś to wszystko siedzi i strasznie się w tym pogubiłem.
    Co z takimi jak ja?

  80. smutna pisze:

    Czytając artykuł płakałam bardzo mocnno, bo chyba to o mnie. Najbardziej boli to szydzenie z umiejętności seksualnych, kiedy przy kolejnej awanturę Z okazji jakiejś mojej porażki usłuyszalam nie tylko standardowe „jesteś bezmyslna” ale także „nawet do l00da się nie nadajesz”. Od tamtej pory przestałam się starać o te fajne momenty w lozku…oczywiscie późniejsze rozmowy i tłumaczenia dlaczego nie staram się w lozku nie miały znaczenia bo to ja jestem winna. Niezliczona liczba epitetow pod moim adresem niemal każdego dnia i to ciągle „jak się nie zmienisz to wypi….lasz”. Walczylam z depresja. Pokonała m

    • Niki pisze:

      Hmm doskonale wiem co czujesz,ja tez bylam kazdego dnia upokazana,i tez teraz przez to choruje.uciekaj od tego czlowieka dziewczyno,uciekaj,nie zdajesz sobie sprawy z tego,ze za jakis czas,to cie zniszczy do konca,czowiek nie jest w stanie trzymac kontroli nad swoja psychika,nie jest,bo jest etap w ktorym nie wiemy,ze naprawdejestesmy juz strasznie chorzy

  81. lenka36 pisze:

    Przeczytałam artykuł i wiem, że to opis moich 12-tu lat małżeństwa. Oprócz przemocy psychicznej doświadczyłam też przemoc fizyczną. Nigdy nie potrafiłam odejść, zawsze go tłumaczyłam, rozgrzeszałam….Po ostatnich wydarzeniach pękłam, złożyłam pozew o rozwód i w przyszłym tygodniu mam sprawę. Wiem, że to najlepsza decyzja dla mnie i dla dzieci jaką podjęłam. Mam nadzieję, że ucieknę od niego na zawsze. Trzymam za Was kciuki i pomyślcie o sobie…bo szkoda życia.

  82. lenka36 pisze:

    Dziś sąd rozwiązał moje małżeństwo przez rozwód.
    Jestem szczęśliwa:)

  83. sylwia pisze:

    witajcie. zainteresowanych tematem polecam ksiaze: MOLESTOWANIE MORALNE marie france hirigoyen

  84. jola pisze:

    po części już mam trochę lepiej,ale walczę o wolność muszę się uwolnić od tego cwaniaka,szkoda zdrowia na nich a dzieci na to patrzą…i niestety ale taka jest prawda…;moge prosić o kontakt,zawsze raźniej jak sie ma kogoś bratniego

  85. Sowa pisze:

    Dziekuje za ten artykul,pozwolil mi na zebranie sil by wrescie po wielu latach uwolnic sie od ” kata ” psychicznego.

    DZIEWCZYNY UCIEKAJCIE !!!!!

    Same czy z dziecmi zycie ma sie tylko jedno!

  86. aga pisze:

    moj juz eks partner nie docenial mnie, krytykowal, ranil wielokrotnie przykrymi slowami w awanturach, traktowal moje dziecko jak piate kolo u wozu. w takich sytuacjach nie wytrzymywalam jego slowotoku i tez wybuchalam. potem jednak czulam sie winna, on nie. pewnego wieczora to ja mu nagadalam i zrobilam afere. powiedzial, ze to koniec. odeszlam… i znow czuje sie winna. innej powiedzialabym ‚kretynko zapomnij o nim’. sama sobie nie jestem w stanie. czasem zastanawiam, czy to faktycznie byla przemoc psychiczna. mam niestety krotka pamiec i nie chowam dlugo urazy. dlatego zaczelam spisywac wszystkie przykre i chore sytuacje. i tak nadal cos ze mna nie tak..??!! powiedzcie mi, ze to normalne

  87. zero pisze:

    Witam ja niwiem już kim jestem narazie widzę tylko cień którego się boję moja ukochana mnie nie terroryzuje tylko delikatnie uświadamia czym jestem od tygodnia może parę dni nieśpie może parę godzin wnocy szukam pomocy wyjašnien było cudownie ale niejestem święty eliminuje swoje wady jak tylko mogę pomogła mi wyjść z alkoholizmu czuję wstręt do niego nawet dzisaj chwlia mnie wszędzie co tylko kazała „nigdy jej nie uderzyłem ” tylko swoją mordą odpyskowałem ale gdy miałem dość szmacenia co mi się nigdy nie opłaciło mam tylko trzy zęby złamane kilka szram na moim ryju jak to twierdzi ma córkę 10 lat szkoda dziecka ona tego niewidzi jak ją krzywdzi uzalerznila ją od siebie ona musi być na każde zawołanie co kolwiek mama to poda,zrobi,wzamian mama czsami płacze noi jak się tylko gnida naiwnie to jest to moja wina ale tż ktokolwiek ją wyprowadzi równowagi to i tak namnie się kończy. Obecnie miszkamy w moim rodzinnym domu obok są terz rodzice ojciec dobry matka tyran mimo tego niedopuszczam by cokolwiek wiedzieli skim żyje mam 3 pżyjaciół wstydzę się im cokolwiek powiedzieć muszę ją chronić bo ją kocham śpię w piwnicy nasłuchuje idzie czy nie jak idzie to jestem jak galaretka .pod żadnym pozorem niewolno jej uwagi zwrócić ,obczernia mnie przed jej rodziną i znajomymi a w cześniej chwali zdawałem kontakt ze swoją córką na jej życzenie musiałem jej córce koleżankę zapewnić żeby miała się czym bawić ale się znudzila bo nie ten model załatwiłem .Jak znalazłem tę stronę .czytałem o terroże o wybaczeniu znalazłem sposób jak to naprawić jak się uświadomić jak panować ciężką pracą ale w imię miłości pokazałem jej to bo to o nas pisze że jakieś wnioski wyciągnie wyciągnęła jestem głupi jak i ta strona a ja do psychiatry się nadaje. Czyli nadzieja matką głupich. Został mi jeszcze okruszek.nie potrafię jej znienawidzieć.

  88. Niki pisze:

    Moj koszmar,zaczal sie,w zasadzie w momencie rozpoczecia zwiazku z tym czlowiekiem…to co przeszlam,wiem Tylko ja sama..moim podstawowym bledem bylo to,ze liczylam,ze sie zmieni….liczylam na to dwa lata.po dwoch latach,juz pokazal jakim jest czlowiekiem,w brew siebie,wzielam z nim slub cywilny…wiem,ze to smieszne,ae stojac tam,wiedzialam,ze robie zle,ciezko mi przechodzily przez gardlo slowa przysiegi..wiem,ze to smieszne,ale cisly mnie buty..i wiedzialam,ze to mauz.tez bedzie mnie cislo..dlugo czekac nie musialam.po dwoch miesiacach zaczal sie prawdziwy koszmar,wyrzucal mnie z domu,rozliczal z tego,ze wydalam 5zl za duzo na zakupy,gdzie stac go bylo,bo biedny nie byl.jezlei chcialam cos kupic do domu,to on musial stwierdzic,ze to jest potrzebne,nie pozwlal mi nikogo zapraszac,odsunal mnie od rodziny,bylam szmac*** za to,ze 5 minut byl pozniej obiad..staralam sie zaciskac zeby,ale te awntury sie nasilaly…zaczal mnie upokazac przy udziach,publicznie,potrafil wpadac mi do pracy,wybijac szyby,amac kije,mnie ciagac za wlosy po ziemi,rozbierac z dresu,bo za jego pieniadze,a za chwile mi plakac,ze mnie kocha…nie potrafiam sobie wyobrazic tego,jak mozna bylo tak traktowac swoja zone,na kazdym kroku bylam obrazana,ze moje miejsce jest na smietniku,bo jestem smieciem-on jest kims,ja nikim,bo nie mam swoich pieniedzy,kiedy chcialam isc do pracy,blokowal mnie,ze jego autem dojezdzac nie bede.po roku tego koszmaru,bylam juz taka slaba,ze wyprowadziam sie do mamy,wiele to nie zmienilo,bylo jeszcze gorzej,potrafil czekac na mnie pod brama,rzucac sie na auto kolezanki,dusic mnie za szyje i wyciagac przez szybe…sytacja stala sie dla mnie na tyle ciezka,ze ucieklam…ucieklam zostawiajac tam rodzine,i wyjechalam do innego miasta.bil mnie,kazdego dnia bylam wyzywana za nic,za to,ze w domu mia wszystko zrobione,ja nigdzie nie chodzilam,bylam mu wierna.wiedzialam,ze nie da mi tam zyc,to byl czowiek typu” koks” male miasteczko w ktoym zadzil,chodzacy przekret majacy wiele znajomosci…nie jestem tam dopiero 4 miesiace…czeka mnie rozwod i jeszcze jedna sprawa,w ktora mnie wciagnal,nie wiedzac juz,w jaki sposob sie na mnie zemscic…po tym wszystkim,strasznie zachorowalam,mam okropna nerwice,z ktora kazdego dnia walcze..do tego dochodzi depesja,klopoty mnie przerastaja,a ja w dalszym ciagu,nie moge sie pogodzic z tym,jak on mogl mnie tak traktowac..w takim czyms zyli moi rodzice,ja nie dalam rady tak zyc! DLATEGO KAZDEJ KOBIECIE KTORA ZYJE W TAK TOKSYCZNYM ZWIAZKU,SZCZERZE RADZE!ODN.W SOBIE TA SILE,ZEBY ODEJSC!JA TEZ SIE BALAM,ALE MIMO WSZYSTKO,NIE ZALUJE,TACY LUDZIE SIE NIE ZMIENIAJA,NIE TRACIE CZASU,CZASU NIKT WAM NIE ODDA,A RYS W GLOWIE NIE ZAMARZE.jA po tym wszystkim juz nigdy nie bede taka sama jaki kiedys…zmienilo mnie to wszystko,boje sie ludzi,mimo,ze mam chlopaka teraz,to czuje sie w srodku wypalona..mam dopiero 21 lat,zycie mnie nie oszdzedzalo,w domu dobrze tez nie mialam,datego tez ten slub,myslalam,ze to dla mnie szansa.mimo,ze ucieklam,to co mam w glowie,te sytuacje w glowie,nie potrafie przed tym uciec…nie wiem,czy jeszcze kiedys bede potrafila zyc normalnie.to mnie tak strasznie boli,nie radze sobie z tym bolem,poprostu nie radze..tak strasznie go nienawidze…tak strasznie..

  89. Niki pisze:

    Czytajac to,co wy tu piszecie,powiem wam szczeze,ze sie teraz poplakalam…widze,ze jest mnostwo kobiet,ktore czuja sie tak samo jak ja,nie pociesza mnie to,ze ktos to tez przezyl,przezywa,bo nikt nie zasluguje na to…idac ulica,mijamy ludzi,napawde nie wiedzac,kim oni sa,a mysle,ze nie raz,mijamy wlasnie takie kobiety,ktore tez to przezyly,nie wiem,ale to sie zaczyna chyba robic problem cywilizacyjny.dziewczyna napisala,ze nikt nie pomaga w tym,psycholog,to jest pawda,nikt nie potafi pomoc,musimy same z tym walczyc,to jest niby nic..nie wygada to nie wiadomo jak ta??ale to co to robi z kobieta,jest nie do opisania,co robi z psychika…ja ogolnie sama wam powiem,e nie wiem jak zyc dalej,jak sobie z tym poradzic,chodze na lekach od psychiatry na ta nerwice,czesto zabiera mnie pogotowie,bo odbiera mi rece,nogi,dretwieje glowa,twarz,pieczenie w klatce,jakbym miala zawa,boe glowy i straszne zawroty…TEN CZLOWIEK MNIE ZNISZCZYL,MOJE CIALO,MOJA DUSZE,MOJA PSYCHIKE.MODLE SIE CODZIENNIE DO Pana BOGA,ZEBY MI POMOGL PRZEZ TO PRZEJSC….CORAZ CZESCIEJ MAM OCHOTE NAJESC SIE TABLETEK,BO CHYBA SMIERC JEST WYZWOLENIEM OD TEGO WSZYSTKIEGO…ZACZYNAM NIE WIDZIEC WYJSCIA Z TEGO,SZANSY NA NORMALNE ZYCIE…

  90. Kasia pisze:

    Sama przechodze to samo, od 20 lat mam meza, 15 lat bylo super, po tym jak jego firma poszla w plajte, zmienil se nie poznania. Koles z pracy mu raz powiedzial, ze baba sie tylko do kuchni nadaje i w domu nie powinna miec nic do gadania. To wtedy w niego diabel wstapil. Najpierw zabral sie za alkohol, byly duszenia i szyderstwa, kilkakrotnie wzywalam policje, trzy razy sie wyprowadzalam i wracalam. Teraz przestal pic wodke, pije tylko piwo no i zabral sie tez za palenie trawy i to codziennie po kilka razy. Pytam sie go , co on z tego ma, to on twierdzi, ze teraz, kiedy dzieciaki sa duze (18 i 17) to on wreszcie chce zrobic cos dla siebie (czyli palic trawe-). Najgorsze sa wieczory, co on siedzi przymydlony od tego zielska to ja siedze obok i czuje sie sama i jakbym byla powietrzem. Powiedzialam mu, ze ja zeby bylo jeden do jednego, bo nie pije i nie pale, to poszukam sobie kochan,a bo skoro on przez trawe uzywa zycia, to ja tez chce miec cos z tego zycia. Na co skwitowal tylko rekoma a dzien wczesniej mial do mnie pretensje, ze spotkalam swojego ex i ja, chcac byc szczera, mu to powiedzialam- za co mnie opieprzyl. Mamy dom, ja mam prace ale za marne grosze, choruje na depreche i jakos nie moge odejsc od tego debila. A puscilam sie 3 razy, co on o tym nie wie ale mam do siebie o to wstret, bo to byla zdraza z zemsty, a nic z uczucia. A ja potrzebuje tylko troche ciepla….

    • Niki pisze:

      Dlaczego napisalas Puscilas sie?skoro bylas az tak zaniedbana,wcale Ci sie nie dziwie,ze zrobilas jak zrobilas,sam dal Ci do tego powod…Nie powinnas miec od siebie obrzydzenia,tylko powinnas zaczac zmieniac swoje zyczie,zrobic cos,zebys byla szczesliwa,kazda opisana historia tu,przez kobiete jest inna,ala kazda podejrzewam przezyla to w taki sam sposob,widze,wiekszosc zachorowala.skoro dzieci masz juz dorosle,co Cie przy nim trzyma??TY tez zrob cos dla siebie,jak on to powiedzial do Ciebie,i zacznij zycie od nowa,masz je tylko jedno,a mlodych lat nikt Cio nie odda,nikt nie wie,ile komu jeszcze go zostalo,wiec moze warto co??zebys poczua sie jeszcze szczesliwa..POzdrawiam

  91. Aga pisze:

    Witam was. Jesteś w związku z chłopakiem od 17roku życia mam teraz 24lata a on 30. Jest takim cwaniakiem który myśli że wszystko mu wolno,jest najmądrzejszy i nie ma dla nigdy żadnej kary.Nigdy nie mieszkaliśmy razem bo po co, jemu jest tak wygodnie do tej pory mieszka cały czas z rodzicami i bratem który ma już swoją rodzinę i jest zupełnie inny niż mój chłopak. Kiedyś jeszcze coś pomagał w domu ale teraz po co mów. Jeśli matka prosi go o coś mówi do niej mam wyjebane i tak nic z tego nie mam. Matka kupuje mu ubrania,buty płaci wszystkie rachunki, pierze daje mu jeść a on ma i tak to w Dupie nie docenia tego bo myśli że matka ma obowiązek choć on ma 30lat. Jego mama obiecuje że już nic mu nie kupi ale to tylko gadanie. Na dodatek jest uzależniony od hazardu o tym rodzice wiedzą ale o tym że jest jeszcze uzależniony od narkotyków o tym już nie. Chodzi na terapię jeżdżę z nim ale to raczej nie pomaga. Będą w związku po 3

  92. Aga pisze:

    dalszy ciąg . będąc w związku po 3latach odszedł z dnia na dzień bez słowa do dziewczyny z którą wspólnie kolegowalismy się. To było straszne i tak bolało tak bardzo kochałam go. Dowiedziałam się że jest z inna dziewczyna i gdzie od naszego wspólnego znajomego, mieszkamy na małej wiosce więc każdy o sobie wszystko wie. ta dziewczyna była z wioski o bok. Gdy pojechałam tam gdzie oni byli grupa nawet nie chciał ze mną rozmawiać po 3latach związku nawet nie powiedział że rozstaje sie ze mną . Tamta dziewucha była młodsza ode mnie o 3lata i głupia jak but. Zawsze mówił mój chłopak że ona tępa jest i w ogóle. nigdy nie pomyślała bym że coś ich kiedyś połączy. Gdy oni bawili się ja nie wiedziałam co myśleć co ze sobą zrobić nie miałam nikogo bo on odizolować mnie od wszystkich. Tamta dziewucha śmiała się ze mnie jeździła do niego do domu po kilku dniach nocowala u niego czuła się jak by była u siebie po tamtej nocy mama mojego już byłego chłopaka wypędzila ją z. domu powiedziała że to nie dom publiczny wiec można domyślać się co tam się działo ale czego można było spodziewać się po takiej dziewczynie lekkich obyczajow. Miałam kontakt z jego mama więc widziałam co dzieje się. Jak pojechałam do niego do domu to nie miał mi nic do powiedzenia mówił tylko że nie wie co z nim się dzieje że nie jest sobą i na moich oczach poleciał do niej. Po jakimś czasie szukał kontaktu ze mną zaczął do mnie przyjeżdżać. Co się okazało pewnego dnia tel zadzwonily do mnie tej dziewczyny koleżanki że chcą ze mną pogadać zgodzilam się byłam ciekawa co mi powiedzą. Okazało się że on spotyka się i ze mną i z ta dziewczyna. Nie znam drugiego człowieka który tak kłamie. Ale ja nawet wiedząc o tym. byłam szczęśliwa że mam z nim kontakt i widujemy się teraz nie wiem na co liczyłam trwało to wszystko 3.5miesiąca. Początkowo tamta dziewczyna nie wierzyła że spotyka się z nami obydwoma ale jak się przekonała zerwała z nim kontakt. Ja oczywiście zostałam przy nim głupio wierząc że coś się zmieni opowiadam teraz wszystko częściowo bo działo się jeszcze wiele. Jak było naprawdę do tej pory nie wiem. Po tym jak nie widywal się z tamta dziewczyna pojawiła się następna małolata też lubi ćpać i ciągle pije teraz ma 19lat a mój chłopak 30 jestem z nim w niby związku bo nie wiem jak to nazwać ale on podobno spotyka się też ciągle z ta gówniarą bywało tak że odjeżdżal ode mnie jechał do niej a później jak on chyba spał to ona dzwoniła z jego tel do mnie i mówiła że jest głupia że on ze mną nie jest że mówi że to ją kocha i z nią się spotyka. Na drugi dzień jak przyjechał do mnie robiłam awanturę chciałam rozmowy on miał to gdzieś prawie nic nie tłumaczył jak mówiłam że ona dzwoniła do mnie z jego nr to on śmiał się myślałam że rozszarpie go. Raz do mnie przyjeżdżał raz nie umawiał się ale później jak dzwoniłam to nie odbierał okazywało się później że był z ta gluciara. W jej towarzystwie mógł pić ćpać a w moim nie i to mu pasowało kłamstwo i zabawa nic więcej nie robił mama utrzymywała go tak jak do tej pory teraz trochę zmieniło się bo pracuje i to w firmie razem ze mną. Ciągnie się to wszystko już 1.5roku jak jeździ do tej gówniary wiem że zdradza mnie ale boje się odejść. jej mówi te same bajki co i mi nie wiem co on myśli. chodzi teraz na psychoterapie od uzależnień nie wiem czy to pomaga trudno powiedzieć bo po pracy jedzie do domu a ja zostaje w swoim przyjeżdża do mnie codziennie i jeździmy razem do pracy teraz dowiedziałam się że po pracy spotyka się z ta dziewczyna pewnego dnia rozmawiałam z nią to taka typowa małoletnia tępa dziewucha która szuka tylko sponsora i chlopaczka żeby podjechał samochodem żeby miała czym pochwalić się koleżanka w szkole.Po różnych wydarzeniach które trwały chyba rok rozstalam się z nim na 2miesiące nękał mnie nachodzil mówił że zmienił się że mnie kocha i tak ciągle kontrolował mnie myślał że jak nawet nie jestem z nim to nie mam prawa wyjść z domu lub rozmawiać z kimś przez tel , kolegowalam się wtedy z dziewczyna z którą pracujemy on był wściekły że mam z kim wyjść że możemy gdzieś pojechać i mi będzie miał kontroli nad tym. dni w pracy były okropne krzyczał wyklinal nas obie gadał głupoty myślał że jestem jego własnością. było już coraz lepiej starałam się udawać obojętna ale to nie przynosiło rezultatu cały czas mówił że zmieni się. w końcu nadchodziły święta mikołajki zaprosił mnie na kolację pojechałam ale jako koleżanka było dobrze tak jak powinno być. ale nie dałam mu żadnych obietnic. później święta przyjechał do mnie r kolacja wigilijnej otrzymałam od niego pierścionek na gwiazdkę ale nie zareczynowy przyjęłaam. Tak wyszło że w końcu uwierzyłam i znów byliśmy razem.było w miarę ok nawet staral sie. Nowy rok 2014u jego mamy na imieninach później pojechałam do domu obiecywał że nigdzie nie pojedzie że pójdzie spać nie uwierzyłam i słusznie po 2godz okazało się że spotkał się z ta gówniara i całą banda. ona zadzwoniła do mnie chciała żebym przyjechała to było 0.5km od mojego zamieszkania. Pojechałam ona stała na deszczu z taka druga małolata a on siedział w samochodzie z takim chłopakiem którego obydwoje znamy . tłumaczył się że wyjechał wypić piwo właśnie z tym chłopakiem a te dziewczyny przyszły bo tą jedną znam i mieszka tam gdzie on stał samochodem obok. Tamta nie wiedziała co ma mówić wsiadłam do jego samochodu a jej nie wpuszczal tłumaczył że on nie jest tu z nią że nic ich nie łączy bluzgal do niej przy wszystkich szarpał jak coś mówiła ale jej to wszystko jedno pijana była bardzo i o tym że naćpana lepiej nie mówić. Jak patrzylam na nia to margines społeczny w torbie ma kieliszek na sznurku wraz z wódka sama sobie wyjmuje polewa i pije . patologia jak by mógł zamienić mnie na takie dno jak ta dziewczyna boże.jak powiedziała że coś tam mi pokaże to zabrał jej tel i rozwalil o ziemie. przytulal mnie i chciał żebym odjechał z nim z stamtąd. Ona mówiła mi że nic od niego nie chce że ma go gdzieś ale jak tylko odjechał i pojechał do mojego domu napisał mi że jest u mnie to ja też pojechałam do domu nie mówiąc że jadę bo on tam jest ona została z jego kolegami którzy ją wozili i nie będę już pisać co jeszcze katastrofa mieć taka córkę . Pojechałam do domu ona już do niego dzwoniła od jednego z chłopaków on mówił żebym nic nie mówiła że weźmie na głośnik żebym posłuchała co ona mówi mi a co jemu że kłamie gdy odebrał ona po tym wszystkim jak ją potraktował przy wszystkich prosiła go żeby o niej przyjechał on ją znów wyklinal i kończył połączenie. Ona znów dzwoniła i blagala go żeby przyjechał do niej jak mówił że ma ją gdzieś to mówiła że będzie miał ją na sumieniu i że potnie sie a Nie wspomnę że już to robiła Jak tak patrzyłem i słuchałam to mi wierzyłam że to się dzieje naprawdę. Ona jest nie normalna to było pewne . Wtedy on został ze mną tel wyłączył i był spokój. Po tym wszystkim nie wiedziałam co myśleć tego wieczoru już nic nie mówiłam bo był pijany a w takim stanie to nie pora na rozmowy. po tym wszystkim jeżdżąc z nim na terapię było lepiej też nie przyjeżdżał na czas ale ogólnie było lepiej . Ale ciągle tel.wiadomości tłumaczył że od kolegów czasem jak mi pokazywał rzeczywiście tak było. męczy mnie to nie pewność że ciągle kłamie cały czas wmawia mi bzdury często są kłótnie i zawsze chce zwalić winę na mnie nie mam już sił do takiego życia. nie potrafię od niego odejść. jego mama cały czas utrzymuje go nie ma żadnych obowiązków w domu tylko spanie ich okłamuje i mnie tym bardziej. Chodź chodzi też na terapię od narkotyków to rodzice i brat o tym nie wiedzą myślą że tylko od hazardu . ma duże sumy pożyczek do oddania w banku. Nie wiem co dalej jego mama radzi mi żeby albo dac mu jakieś ultimatum albo nie marynowac sobie dalej czasu to wszystko to wina rodziców i moja że on tak się zachowuje . Ultimatum tu nic nie da on nie sucha robi co chce a to co ja chce nie ma znaczenia . tylko on jest ważny i tylko on ma potrzeby. W tym tyg w weekend twierdził że musi jechać z kolega po silnik do samochodu w sobotę i tak zrobił rozmawiałam z jego mama i żadnego silnika nie ma. w domu a on twierdzi że kupił i ma go ale gdzie? tu jest pytanie. to wszystko było kłamstwem.a on pewnie był gdzieś na imprezie. co prawda co jakiś czas dzwonił do mnie no ale nie wieżę w to że był po ten silnik to następne kłamstwo. Na dodatek rano na drugi dzień zadz do mnie ta dziewczyna i powiedziała że coś chce. ale połączenie przerwała jak ja zadzwoniłam to nie odbierała a później napisała że jak będzie mogła to napisze mi bo nie może gadać. ja odp o co chodzi to ona na to żebym wyjaśniała sobie status związku na profilu społecznościowym że jestem z nim w związku jak tak nie jest i że on przyjeżdża do niej i mówi że to ją kocha i z nią jest . Ale jestem pewna że to była tylko prowokacja żeby podnieść mi nerwy.on był w tym czasie w domu bo rozmawiałam z nim i jego mama. a ta gówniara strasznie zdenerwowana się na koniec że nie poszło po jej myśli że nie sklucila nas. nic o tym jemu nie mówiłam. tego dnia przyjechał do mnie dużo wcześniej i byliśmy cały czas razem nie wiem komu wierzyć i czy warto jeszcze ratować ten związek jeśli by nie kontaktował się z ta dziewczyna to nie szukała by chyba kontaktu ze mną nie wiem co robić i myśleć jestem na skraju wyczerpania psychicznego. on i tak zawsze jak umawia się to mi ma dnia żeby nie spóźnił się.Jak dzwonię do jego mamy to mówi mi o której pojechał z domu a u mnie go nie ma więc co robi w tym czasie? codziennie coś załatwić co? I jak pytam go o to to mówi że go mecze że codziennie robię awanturę że kontroluje go ale on robi to samo nawet przez tel nie mogę rozmawiać bo muszę mu pokazać kto dzwonił. Nie mogę nigdzie wyjść bo już mówi że bóg wie co robię a on po prostu chyba mierzy mnie swoją miarą. Nie wiem czy to ma sens bycie z takim człowiekiem jak mam polować przyszłość jak on o niczym mi myśli same głupoty w głowie zero planów na przyszłość. Pod kloszem u mamy czego więcej chcieć .

  93. iaaa pisze:

    witam
    podaje linka do bloga z zagadnieniem wykorzystywania psychicznego. sa to opisy krotkich sytuacji losowych z zycia wzietych. glowa do gory i przeciwdzialac zdecydowanie tym, ktorzy nas wykorzystuja do leczenia swoich kompleksow i by poczuc sie lepiej

    http://sabinaserafin-k-krakow.blog.pl/

    • ja też pisze:

      Hej, wczoraj, a właściwie dziś w nocy przeczytałam chyba wszystkie wypowiedzi ofiar przemocy. Od dawna czuję się, jak ofiara przemocy psychicznej i zdarza się, że i fizycznej, bo babie, jak brakuje argumentów to pozostaje argument siłowy. I generalnie ten sam schemat, czyli to moja wina, ja prowokuję. Faktycznie, można by spisać cały zeszyt z tego, co przeszłam i nadal przechodzę.Bezsilność, poczucie skopania, zgnojenia, udręczenia i manipulacja, i wchodzenie wciąż w to samo gówno, bo się kocha, bo się przebacza, bo się wierzy, że będzie dobrze.

      „iaaa”, mój dramat dotyczy kobiety i ja też jestem kobietą. Podaję Ci swój adres (dickens4579@gmail.com) – napisz do mnie, bo trzeba się wspierać – w tej chwili to czuję tylko przerażenie i kompletną bezsilność, hej.

  94. aga2 pisze:

    jest nas bardzo duzo. kobiet, rowniez facetow, ktorym brakuje pewnosci siebie, milosci do siebie samych. gdyby nie to, dawno podziekowalibysmy tyranom, ktorzy nie widza nas i naszych potrzeb. ja odeszlam po 3,5 roku, minely juz 2 miesiace. mieszkam u mamy z synem z 1 malzenstwa i corka z kolejnego toksycznego zwiazku. nic sie nie nauczylam po pierwszym. z ogromnej potrzeby milosci i strachu przed samotnoscia dalam sie wkrecic w kolejne awantury i syf. najgorsze jest to, ze ostatni eks na zewnatrz jest szanowanym dyrektorem majacym na wychowaniu syna, po przejsciach z zona alkoholiczka. myslalam, ze skoro oboje jestesmy w takiej sytuacji to nam wyjdzie. niestety… nasza wspolna corka to kolejne dziecko z rozbitej rodziny. walcze sama ze soba, raz jest gorzej raz lepiej. obwiniam sie jeszcze czasem za to, ze moze za malo sie staralam, ze sie nie dostosowalam. na poczatku byl mna zachwycony, mowil, ze jestem zaradna, obrotna, idealna!! itd.. (prowadze wlasna dzialalnosc). po 3 miesiacach po raz pierwszy udarl sie na mnie za nic i wtedy powinnam byla odejsc. poplakalam sobie i wybaczylam. zaszlam w nieplanowana ciaze. potem zaczal sobie pozwalac na krytykowanie i opieprzanie mojego, 3 lata temu, 7-letniego syna. zeby go uprzedzic czasami sama darlam sie na moje dziecko. w imie chorego zwiazku. gdy urodzila sie nasza corka, wczesniak, przeprosil mnie za wszystko, ale sielanka trwala zaledwie 2-3 miesiace. potem zaczelo sie wypominanie, ze „drugi raz niefortunnie trafil, ze nic dobrego nie wnioslam w jego zycie, ze jestem niezaradna i niezorganizowana, zony jego kolegow sa swietnymi gospodyniami, a u nas na swieta nic nie pachnie, ze moj syn to pasozyt i zlodziejaszek, ze on go przygarnal, a ten taki niewdzieczny, ze naciagnelam go na dziecko, ze czepiam sie jego syna, ze powinnam sprzedac swoja firme i zajac sie domem i dziecmi… itd. nie moglam liczyc na jego dobre slowo. gdy musialam isc do szpitala nie czulam, ze sie o mnie martwi. gdy bylismy na imprezie nie czulam, ze jestem z nim, bo obskakiwal wszystkich znajomych naokolo. gdy chcial gdzies pojechac informowal mnie tylko, zabieral swojego syna i jechal. gdy przylapalam jego dziecko na kradziezy oczywiscie mnie nie uwierzyl i szybko, bez konsekwencji zamiotl problem pod dywan. jego syn czesto tak manipulowal faktami, ze dostawalo sie mojemu.. masakra, jak sobie to wszystko przypominam. ludzie potrafia byc super na zewnatrz, zawsze gotowi do pomocy kazdemu, a w domu sa zupelnie inni. tak wiec pan dyrektor zrownal mnie z ziemia. ktos, kto ma silne poczucie wlasnej wartosci moze sie smieje z tego i puka sie w czolo.. ale na takie nasze reakcje, czy brak reakcji maja wplyw nasi rodzice i dziecinstwo, w jakim przyszlo nam zyc. niestety moj ojciec jest alkoholikiem i cale zycie konczyl nas psychicznie. dopiero pol roku temu matka wykopala go z domu. ale zycie z nim zrobilo swoje. wspolczuje wszystkim, ktorzy przechodza przez to samo. chcialabym pogadac z wami na zywo, wywalic to wszystko z siebie po raz kolejny. marzylo mi sie czasem, zeby ktos przywalil mi w leb, zebym stracila pamiec i na nowo zaczela zycie z innym poczuciem wlasnej wartosci i pozytywnym nastawieniem. mam 35 lat i pragne milosci i wsparcia.. wiem jednak, ze musze dac sobie czas i popracowac nad soba. inaczej nigdy nie odzyskam siebie i zawsze bede trafiala na dupkow…

  95. man pisze:

    Artykuł trochę spłyca problem poprzez generalizację, a na dodatek jest jednostronny. Kilka osób już zauważyło, że równie dobrze można znaleźć przypadki odwrotne. Zgadzam się tez z tym co napisała jedna osoba – facetowi trudniej przyznać się że znalazł się w takiej sytuacji.

    Znam tez przypadek, w którym kobieta w ogóle nie dbała o związek małżeński, robiąc z niego zwykłą farsę. Kłamała i oszukiwała robiąc sobie schadzki w męskim towarzystwie – nie miała koleżanek, bo ja nudziły (wolała facetów), wracała po nocach, a domem i dzieckiem głównie zajmował się jej mąż. A żeby było ciekawie, swojego czasu u jej męża zdiagnozowali nowotwór krwi – i nawet to nie zmieniło tej kobiety.

    Więc co to znęcania się psychicznego i kwestii różnych sytuacji życiowych to autorka w/g mnie nie ma absolutnie racji nazywając niektóre z czynności „znęcaniem”. Artykuł ma wydźwięk feministycznego manifestu, a nie czegoś co ma pomóc ludziom (którejkolwiek płci).

    • aga2 pisze:

      mysle, ze wiadomo o co chodzi. terror psychiczny dotyczy obu plci (aczkolwiek osobiscie uwazam, ze jednak doswiadcza go wiecej kobiet niz mezczyzn). skutki dzialan cichego (badz nie) tyrana psychicznego sa naprawde dotkliwe. wystarczy, ze ktos przez lata regularnie, niby dla twojego dobra i z troski krytykuje cie i w jakis magiczny sposob zrzuca na ciebie wine za wszystkie niepowodzenia i porazki, dochodza do tego awantury i juz tym, ktorzy maja nizsza samoocene mozna sprac mozg i wyniszczyc jego psychike i wlasne „ja”. uwazam, ze w artykule sa pokazane wszelkie sposoby psychicznego maltretowania, oczywiscie nie wszystkie musza wystepowac jednoczesnie, ale jesli ktos stosuje chocby jeden z nich, gdy trafi na odpowiedni grunt, zrowna z ziemia predzej czy pozniej. w terrorze psychicznym zazwyczaj chodzi o to, zeby podporzadkowac sobie 2 osobe w 100%, wychowac ja pod swoje potrzeby. sa tez tacy tyrani, ktorzy czerpia z tego przyjemnosc, ale to juz bardziej zaawansowany typ psychopaty. wiadomo, ze 2 osoby w normalnym zwiazku musza sie dotrzec i pojsc na kompromisy, czyli poniekad zmienic dotychczasowe zwyczaje, wychowanie itd. jesli szanuja sie nawzajem, oboje chca cos osiagnsc, realizowac swoje pasje to wspieraja sie i nie wplywaja negatywnie na siebie. natomiast psychiczny tyran to nie wariat biegajacy z nozem. czesto to grzeczny, kulturalny na zewnatrz, wysoko postawiony czlowiek, dbajacy o opinie, o ktorym nikt by nawet nie pomyslal w takich kategoriach. ja trafilam na to forum, poniewaz wyprowadzilam sie od takiego wlasnie pana z 2 dzieci i najprawdopodobniej rozwiazalam mu problem. ten czlowiek, podobnie jak moj byly maz, krytykowal mnie, chcial wychowac, robil awantury przy jego synu, moim synu i naszej wspolnej corce, mowil przy dzieciach, ze na szacunek trzeba sobie zasluzyc, powtarzal, ze jestem niezaradna, wiec staralam sie jeszcze bardziej, ciagle zastanawiajac sie, czy doceni czy nie. podburzal swojego syna przeciwko mnie, mojego traktowal jak 5 kolo u wozu, czesto wlasnie o niego byly awantury. nigdy mnie nie uderzyl i nie zwyzywal, choc zawsze uzywal wulgarnych slow. odeszlam ze wzgledu na dzieci, a przede wszystim syna. gdybym byla sama pewnie nadal tkwilabym w tym „zwiazku”. minely 2 miesiace i ciagle jeszcze jestem skolowana i mysle, ze to czy tamto moglam zrobic inaczej, bardziej sie starac, olewac awantury, zrezygnowac z pracy i poswiecic sie na 200%. moze by sie zmienil!? ale po przeczytaniu wszystkich komentarzy raczej na cud nie ma co liczyc. jestem osoba wyksztalcona, mam swoje pasje, swoja firme, a mimo to dalam sie po raz drugi wyzerowac psychicznie. za wszystkich, ktorzy podnosza sie z takich czy innych przezyc trzymam kciuki i zycze w przyszlosci partnerow, ktorzy na nas zasluguja

  96. wojtek pisze:

    Witam post mój kieruję do aga2.A MOŻE TO Z TOBĄ JEST COŚ NIE HALO Miałaś męża odeszłaś miałaś partnera odeszłaś może to ty nie potrafisz żyć s stadzie rodzinnym tylko nie pomyśl sobie o mnie żle. Sam jestem po rozwodzie i uwierz mi że po 18-stu latach ciężko jest wrócić do stanu kawalerskiego przez te lata to ja byłem szykanowany wyzywany oraz moja rodzina i znajomi w końcu powiedziałem sobie dosyć tego. jestem po rozwodzie dopiero miesiąc ale wierz mi przez te lata wiele wycierpiałem i dlatego nie chcę się wiązać z żadną kobietą po prostu się obawiam ponownej gehenny.A ty twierdzisz że to że tobie partner zwracał uwagi to jest już terroryzm rodzinny?! to jest nic w porównaniu z tym co ja miałem gdy ex potrafiła dzwonić do firmy i mnie szkalować oraz podważać mój autorytet ale i tak wytrwałem w takim związku tyle lat.

    • aga2 pisze:

      wojtku… uwierz mi, że zastanawiałam się nad sobą milion razy. nie jestem ideałem, ale… krótko, z moim pierwszym mężem rozwiodłam się po 7 latach. ciężko w ogóle nazwać go mężem. syna wychowywałam praktycznie sama z moją mamą. on rozwijał interesy. jak się później okazało, brał kredyty, imprezował, zdradzał i tak pogrążył i siebie, i mnie i całą swoją rodzinę. do dzisiaj mam problemy i jeszcze potrwa, zanim prawnicy mnie z tego wyciągną. przyznaję, byłam głupia i naiwna, długo wierzyłam, ze mu pomagam, że się zmieni i nie dopuści do tego, co się w końcu stało. teraz śmieje się wszystkim prosto w twarz. na szczęście przez kilka ostatnich lat zabezpieczyłam się na tyle, żeby moje dzieci i moi bliscy nie odczuli moich problemów. natomiast mój ostatni partner wiedział o moich niezamkniętych sprawach od początku. wiązał się z kobietą z dzieckiem, sam ma syna na wychowaniu i jest po podobnych przejściach. mamy wspólnie córkę. niestety po niedługim czasie zaczął traktować mojego syna bardzo źle. awanturował się o byle głupstwo. porównywał go do ojca, nie okazywał mu żadnej sympatii. awantury o byle co były przynajmniej raz w tygodniu, zawsze przy dzieciach. rozchodziło się o różne rzeczy, błahostki. za swoje wybuchy i frustracje zawsze winą obarczał moje niezamknięte sprawy z byłym mężem i mojego syna. od pewnego czasu starałam się nawet, żeby mój syn schodził mu z drogi. zdarzało się, że zostawał u mojej mamy na kilka dni. głupia byłam, bo dla świętego spokoju poświęcałam własne dziecko. oczywiście były dni, kiedy było fajnie, miło, ale po paru dniach, czy tygodniach musiał tradycyjnie wyładować swoje frustracje. to nie były sprzeczki czy kłótnie, jakie zdarzają się w normalnych związkach. oczywiście powód był ten sam, moje problemy lub mój syn. tłumaczyłam, ze moje problemy z byłym mężem są pod kontrola i to ja siwieje od tego, nikt inny. chciałam, żeby mnie wspierał, żeby powiedział „nie przejmuj się stara, to kiedyś się skończy, w niczym nam to nie przeszkadza”… jak się z kimś jest to nie tylko na dobre… to, co pisałam, to urywki z mojego życia. każdy odbiera to inaczej i ocenia inaczej. gdy przeczytałam twoje słowa, że może coś ze mną jest nie tak zrobiło mi się strasznie źle. nigdy nikogo nie ograniczałam, nie robiłam awantur bez powodu. chciałam rozmawiać, rozwiązywać problemy, żyć w szacunku i miłości. ale w końcu też nie wytrzymałam napięcia i darłam się jak on. zawsze marzyłam o normalnej rodzinie. sądziłam, ze dorosły facet po przejściach rozumie, wiążąc się po raz kolejny, że w związku, tym bardziej takim należy się bardzo starać. 2 lata temu zaczęłam chodzić do psychologa i chciałam, żeby partner dołączył do mnie. upierał się, że to nie on ma problem. po którejś awanturze, gdy zaczęłam się pakować, przeprosił i zgodził się na spotkanie. niestety kolejny termin przepadł, bo miał ważniejsze sprawy w pracy i tak rozeszło się wszystko po kościach. miałam dobre chęci, ale z niektórymi ludźmi może nie da się żyć?. może ze mną też się nie da…?? a może dobrze zrobiłam odchodząc, bo nie zmarnuję kolejnych lat na użeranie się i czekanie na coś, co nie nastąpi…

  97. agnieszka pisze:

    Witam,czytam to wszystko co piszecie i w głowie mi sie to nie miesci ile kobiet jest w podobnej sytuacji,pierwszy raz weszłam na taka strone bo wstyd mi było ze mam takie życie….jestem w związku od 11 lat ,mamy córke ,on zawsze był agresywny ale jak kazdej pewnie kobiecie wydawało mi sie ze napewno sie zmieni a tym bardziej po urodzeniu dziecka,wierzyłam mimo ze w ciąży jak byłam potrafił mnie uderzyc ,nie mówiąc juz o wyzywaniu,straszeniu i całej reszcie…Słysze srednio 3 razy w tygodniu ze jestem szmata,głupia kurwa,a jak juz mówie mu ze nie chce z nim byc to straszy mnie ze mnie połamią,ze zabierze mi dziecko,ze nic nie jestem bez niego warta,ze jak bedzie chciał to wystawi mnie na ulice i bede na niego zarabiac,paradoksem tego wszystkiego jest to ze on jest po prawie ale ma za sobe wyrok i to nie jeden ze rózne rzeczy ,miedzy innymi ze czerpanie korzyści z nierzadu…dowiedziałam sie o tym po ok 3 latach zwiazku …tyle lat udawałam ze wszystko jest dobrze i wszyscy znajomi tak mysla,moja mama dopiero teraz dowieziała sie kilku rzeczy o nim ,ze nie jest taki jak mówiłam,ale to i tak kropla w morzu tego jaki on jest naprawde…tego co chciałabym napisac jest o wiele wiecej,ale wstydze sie ,nie wiem na ile jeszcze wystarczy mi sił,mysle cały czas o mojej córce bo kocham ja okropnie i to ona czyma mnie przy życiu i tym bardziej głupio czuje sie z tym ze mometami jest mi obojetne czy mnie zabije byle by ten koszmar sie wkońcu skończył…

  98. aga2 pisze:

    napisalam prawie o wszystkich przykrych sytuacjach, ktore sobie jedna za druga przypominalam i jakie mialy miejsce w moim zyciu przez ostatnie kilka lat. mam chwiejne nastroje. czasem jest dobrze. a teraz znowu rycze i jestem w psychicznym dole. od kilku tyg. zazywam leki, ktore raczej niewiele pomagaja. to kolejna porazka w moim zyciu. im wiecej o tym wszystkim pisze tym trudniej mi sie pozbierac, dlatego czas z tym skonczyc i zaczac nowe zycie. odeszlam wiec nie moge w nieskonczonosc rozpamietywac. czas zamknac przeszlosc i isc do przodu, inaczej zniszcze sama siebie. trudno, moje dzieci nie maja pelnej rodziny, ale nic juz na to nie poradze. lepiej zyc wreszcie w spokoju niz w wiecznym niepokoju. pozdrawiam wszystkich i zycze duzo szczescia

  99. wojtek pisze:

    aga2 nie znamy się i raczej się nie poznamy ale z tego co napisałaś wynika jedno po prostu masz pecha.Moja propozycja jest taka zabierz szczoteczkę do zębów kartę bankomatową i wyjedz sobie na 2 tygodniowe wczasy ale prawdziwe wczasy. Uwierz mi to pomaga.Proponuję Albanię zostaw to za sobą.A partnera znajdziesz więc o byłych zapomnij.

    • aga2 pisze:

      ..przyszedl w koncu czas, zeby uwierzyc w siebie i stanac mocno na nogach. nie jest latwo, kiedy nadal ma sie poczucie winy. jednak mimo porazek nie chce byc sama. na wczasy moze sie wybiore, to samo sugeruja mi moi przyjaciele. na razie jednak kompletnie nie mam ochoty.. wczoraj trafilam na http://blog-mezczyzny.pl/news.php?extend.139.8 …na stronie glownej jest kilka tematow poniekad adekwatnych do naszych sytuacji.. masz ochote, poczytaj. i niech cie nie ogarnia strach przed kobietami, nie wszystkie sa zle, podobnie jak faceci.. trzeba po prostu byc ostroznym, obserwowac, dlugo trzymac dystans i nie dac sie omamic slodkim pier… powodzenia

  100. wojtek pisze:

    Tak zgadza się że nie wszystkie kobiety są złe tak samo jak faceci. Aga2 piszesz (niech cie nie ogarnia strach przed kobietami) na obecną chwilę mam poważne obawy że powróci mój pech że znowu będzie podobnie że będzie ktoś kto będzie mi robił jazdy znowu będzie permanentna inwigilacja dziwne telefony do znajomych szkalowanie mnie na każdym kroku. na razie sobie odpuszczam.MAM PO PROSTU OBAWY.Przez to co przeszedłem mam chorą psychikę.

    • agnieszka pisze:

      Tylko jak uwierzyć w to ze nie wszyscy są tacy sami?, mając to ze soba, bądz tkwiąc w takim związku nadal tak jak ja od 11 lat…podobnie jak aga całą wina obarczam siebie,ze to ze mna jest cos nie tak ,ze to ja jestem temu winna i ze na nikogo lepszego nie zasługuje,ciesz sie Wojtku i Ty Agnieszko ze macie rozstania juz za soba ,marze o tej chwili mimo ze napewno nie jest łatwo ale przynajmniej bez tyrana nad głowa…powodzenia

      • aga2 pisze:

        twój problem jest dużo poważniejszy, a to, co opisujesz prosi się o interwencję policji. jesteś zastraszona, bo wydaje Ci się, że prawnik jest mocniejszy od Ciebie. nieprawda!!!! jesteś z kimś, kto ma konflikt z prawem. być może ma wpływowych znajomych. ale zawsze możesz znaleźć pomoc prawniczą w innym mieście. spokojnie, małymi kroczkami możesz się od niego uwolnić. może łatwo mi jest radzić innym, sama jetem w d… ale dziewczyno, szukaj pomocy u prawnika, na policji!! cwaniak jest cwaniakiem, dopóki ty „czujesz się” słaba..

        • agnieszka pisze:

          Agnieszko czuje sie słaba ,bo jestem póki co bez sił na walke i bronienie sie ,strach jaki w sobie mam jast tak ogromny ze czasami wydaje mi sie ze juz nic z tym nie zrobie bo brakuje mi sił,ze tydzień ide do psychologa [oczywiscie po kryjomu],mam szczere nadzieje ze ona mi pomoże i wkońcu to sie skończy,wiem ze musze walczyc dla siebie i córki ale sama wiesz najlepiej ze łatwo sie mówi ,a z realizacja juz jest troche gorzej…lepiej mi jest ze moge komus otwarcie o tym napisac co u mnie sie dzieje ,bez wstydu bo pewnie nigdy sie nie spotkamy …pozdrawiam

          • aga2 pisze:

            bardzo dobrze, ze idziesz do psychologa. jesli poczujesz, ze zaczyna sie dzieki temu cos ukladac w twojej glowie, kontynuuj. dobry psycholog bedzie wiedzial, co począć z tym dalej. jesli nic konkretnego nie wyniknie z rozmowy, zmien psychologa jak najszybciej. poza tym zaloz sobie zeszyt i zapisuj w nim, z datami, wszystkie przykre sytuacje. ja dopiero po fakcie zaczelam wszystko spisywac, niestety do tej pory przypominam sobie rozne akcje. o wielu po prostu zapomnialam. zacznij dzialac..

    • aga2 pisze:

      napisałeś mi, że miałam po prostu pecha. być może na własne życzenie. nie chcę tego pecha kontynuować. z pewnością i tobie i mnie, w obecnej chwili, wskazana jest samotność i duży dystans do ludzi. ja jednak, na przyszłość mam nadzieję spędzić życie we dwoje. nie chcę być do końca życia sama, taka moja natura…

  101. wojtek pisze:

    Do Agnieszki ja niestety tylko prawnie mam to za sobą ale muszę jeszcze znosić widok tej osoby,która nawet w obecnej chwili nie panuje nad sobą.

    • agnieszka pisze:

      Twoja sytuacja tez jest nie ciekawa ,nie wyobrażam sobie ze miałabym patrzec na kogos po takich przejsciach,musi to być cholernie stresujące dla Ciebie…nie ma mozliwosci zebys nie musiał z nia mieszkac ,bo pewnie póki co mieszkasz…byłbyś zupełnie wolnym człowiekiem,gdybys nie musiał na nia patrzec…pozdrawiam

      • wojtek pisze:

        agnieszko problem polega na tym że mamy wspólne dziecko (córkę)ma 17 lat więc sąd w swojej mądrości stwierdził iż niepełnoletnie dziecko musi mieć gdzie mieszkać nie jestem pozbawiony praw rodzicielskich tak samo jak była żona ale córka musi mieć też matkę więc sprawa jest jasna tam gdzie dziecko tam i matka.Dopiero po 18-stym roku życia mogę się ubiegać o opuszczenie mieszkania przez byłą małżonkę.

  102. agnieszka pisze:

    Agnieszko dzieki ze poddanie pomysłu z tym zesztem,juz dzis go kupie i wpisze poranne”czułe” słówka….

  103. wojtek pisze:

    Do aga2 aga wiesz co poznałem w sobotę twoją imienniczkę, również jest po rozwodzie jak mi opowiadała swoją historię to wierz mi zastanawiałem się czy to nie jesteś czasem ty poza drobnymi szczegółami to już znałem taką historię z twojego postu byłem w szoku może Agnieszki są takie same?!!

  104. aga2 pisze:

    …. aga niekoniecznie jest skrotem od Agnieszka.. a historia lubi sie powtarzac wiec sadze, ze wiele kobiet przezylo to, co ja… swoja droga, to bylby szok gdybysmy sie przypadkiem spotkali i rozpoznali… ale w sobote wieczorem bylam w domu ;)… moze ta Agnieszka pomoze Ci zapomniec o przeszlosci… ja, poki co regularnie co dwa dni przez trzy dni mam dola… pozdrawiam

  105. wojtek pisze:

    aga2 nie podejrzewam że to jesteś ty chyba że mieszkasz we wsi która nazywa się Wrocław.Mi nie chodzi o to że dyskutujemy tylko że ta realna aga ma podobne doświadczenia jakie ty opisywałaś>

    • aga2 pisze:

      .. mieszkam w trochę mniejszej wsi, bliżej gór… a w smutnych historiach przewija się zawsze to samo… jak ty się masz w ogóle, zbierasz się do życia? pzdr

  106. Ela pisze:

    To sa moje rozwazania na w/w temat.Zawsze chce zrozumiec- taka moja natura. Nie chce nikogo obrazic stosujac porownania ale w ten sposob emocjonalnie mniej sie angazuje w sprawe. Terror przeszlam- ucieklam!. Otoz o co mi chodzi. Porownalam zycie z ludzmi z cyrkiem jako obiektem. Jest treser – jest zwierze . Treser to natura ludzka, w kazdym z nas siedzi treser czyli chec wladzy nad innymi.Nie oszukujmy sie!! Zwierze to osoba ktora wzial sobie taki na cel-to my, spoleczenstwo-/politycy/. Jest treser madry. Pozwala pokazac zwierzeciu co umie, cieszy sie z tego co jest, zacheca gdy jest porazka. Napomina aby nie robil sobie krzywdy i innym, kontrolowal to co mysli, mowi i robi, kontrolowal emocje. Zwierze wtedy stara sie jak moze bo ma wolnosc. Jest tez glupi treser. Oczekuje i zmusza zwierze aby dalo lub zrobilo wiecej niz moze. Jest zachlanny!!!!wiecznie mu malo. Treser sie zlosci, zwierze cierpi. Bierze wtedy bat do reki. Tym batem jest krytyka,ordynarne obelgi, osmieszanie, wziecie glodem, zastraszanie,bicie a jak juz nie daje rady w ekstremalnych warunkach zabija.Czyli batem wymusza aby uzyskac cel- manipulacja!! Treser popada w depresje bo zwierze nie dalo mu tego czego tak mocno pozadal /to nie to samo co chcenie/. Zwierze dostaje depresji bo nie dostalo od tresera/zony, meza,dzieci/ tego czego tak bardzo MOCNO pozadalo. Co robi zwierze w takiej sytuacji, podchodzi do sprawy filozoficznie, buntuje sie-wojna- klotnie, ucieka gdy zycie fizyczne lub psychiczne jest zagrozone-instynkt przezycia,pozera tresera- unicestwienie tyrana. Teraz pytanie co ma zrobic zwierze gdy chwilowo musi pozostac w rzeczywistosci. Jest w chwili obecnej takie jakie jest.To jest najtrudniejsze. W koncu chyba nie pozostaje mu nic innego, a to, ze jedyna wladze jaka moze miec nad treserem to nie okazywac emocji tych „+” jak i „-”. Dopoki OKAZUJE emocje wladza tresera istnieje. Okazujemy- zwierze -zdenerwowanie, krzyki, placz, tupanie nogami, depresje.No i treser sie cieszy,ze choc nie ma tego czego chce to to, ze chociaz ma te emocjonalna wladze. Czasem treser da cukierka aby zwierze zupelnie zdezorientowac. Dezorientacja to tez pewien rodzaj wladzy nad zwierzeciem. Wiec ostateczne pytanie jak nie okazywac emocji, jak miec nad nimi kontrole. Teraz to my musimy stac sie treserami naszych emocji,/nie tresera/ale madrymi treserami. No i jest to robota na Cale zycie bo z treserami zawsze bedziemy mieli do czynienia. Jedno co jest pewne bo taka jest natura natury- wszystko sie zmienia, co sie pojawia to znika. Jak to wszystko zrobic, to kazdy niech sam na sobie probuje roznych sposobow- bez praktyki przyslowiowa dupa. Podam jedynie czesc przykladow jak ja sobie radze./Acha mam spisane na kartce i jak co to do niej zerkamam aby nie wpadac w stare zle nawyki reagowania/ Gdy pojawi sie negatywna emocja np. zlosc,zal pytam sama siebie- czy ta emocja sprawia, ze moje cialo, umysl maja sie lepiej czy gorzej?czy czuje sie przyjemnie czy nieprzyjemnie?/czuje sie b.nieprzyjemnie, okropnie/ Jak nazywa sie ta emocja /zlosc/, do czego ona prowadzi /dostaje trzesiawki i mowie podniesionym glosem/. Dlaczego mam to uczucie?/znajduje sie w strefie dyskonfortu, czegos pragne za mocno a nie mam/ Czy ta emocja jest niezbedna czy moze zbedna? /nie jest mi do niczego potrzebna, zle sie z nia czuje/.czyli- Ta emocja jest bezuzyteczna, bez wartosci poprostu glupia. Emocje to nie JA to zjawiska natury umyslu. Albo inny przyklad- ktos zrzedzi- mysle o rany jakie to nieprzyjemne dzwieki!bo przeciez glos to dzwiek. Cos innego- gdy nachodza obsesyjne mysli, miedle i miedle w umysle- stop! to jest tylko wedrujacy umysl w strone gowna /tylko sie nakrecam i jest mi gorzej/.lub- juz nie biore odpowiedzialnosci za czyjes humory, krytyke,- mam to gdzies. lub zrzedzenie czyjes- „no i co z tego!Wielkie mi rzeczy on tylko zrzedzi!- lub”Nie, nie odezwe sie jak ktos krzyczy, zrzedzi, nadaje itd.zacisne zeby, zeby nie wiem co. Nie dam sie wciagnac w te pyskowki. Potem – huuura udalo mi sie! To naprawde jest wspaniale uczucie.Raz sie uda raz nie ale trening czyni mistrza. Konczac zdaje sobie sprawe, ze co dla jednego jest dobre dla innego nie. Mamy rozne charaktery, temperamenty, nawyki, intelekt. Niech kazdy sam szuka czegos co mu pomaga i praktykuje, praktykuje, praktykuje i niech sie nie zniecheca.Praca z oddechem uspakaja. Wyrobic sobie taki nawyk. Niech moze ktos popatrzy na to zwierze z cyrku ze wspolczuciem i padnie refleksja – jakie jest najlepsze wyjscie dla zwierzaka?. Wiedza dla zwierzaka jest NAJLEPSZA bronia!nie do wytracenia, zabrania, uniecystwienia- oczywiscie nie zapominajac o praktyce.. Niech wiec zdobywa i to i to., jak radzic sobie z emocjami.Uczmy sie od tych, ktorzy to zrobili,dali rade,umieja, mamy napewno takich znajomych a oni z pewnoscia tez maja swoje bolaczki i potrafia, a nie z gadania „cioci Florci”. Wszyscy mamy komputer, jest wiele plytkich porad ale sa tez i te naprawde glebokie.. Przepraszam wszystkich za tego zwierzaka ale inaczej to brzmi, bo gdy mysle o sobie to sie nakrecam. W zasadzie to zalatwiaja nas wszystkich pragnienia,zadza, obsesja chcenia aby swiat czy ludzie dali nam to czego NIE SA w stanie dac. Chcenie nie boli – bola te emocje mocnego pozadania. Zdaje sobie sprawe, ze nasze problemy sa dla nas wielkim cierpieniem , sa sytuacje jak z horroru i wszystko nie jest takie latwe przebywajac wsrod ludzi. Gdyby istnialo jakies lekarstwo? ale go nie ma. Nie pozostaje nam nic innego tylko uczciwie zajzec w najglebsza glebie samych siebie i choc troszke sobie pomoc, to nasza robota. Przepraszam jesli kogos urazilam, jesli odezwie sie we mnie wew.krytyk, ze moze nie powinnam pisac, albo to czy cos innego to sobie powiem- „no coz przynajmniej moje intencje byly dobre”.Ktos z was pomysli, pisza ta baba i co poradzila sobie? Tak radze sobie,raz lepiej raz gorzej mi wychodzi ale zawsze probuje. Gdy porownam swoje obecne reakcje z tymi co bylo np. 5 lat temu to jak dwie rozne osoby.Takie porownania zachecaja. Mysl, ocena jest zwodna ale otaczajacy mnie ludzie to zauwazyli,pytaja- ty co sie z toba dzieje, jestes jakas inna, taka spokojniejsza. A ja zawsze odpowiadam- a dlaczego by nie!!!- moja wew.wolnosc,spokoj jest moim szczesciem, nie ktos czy cos. Gdy cos sie we mnie uwalnia to dopiero jest frajda nie doopisania. Nie oddam tego uczucia za wszystkie pieniadze swiata. Trzymajcie sie ludzie!!!

  107. agnieszka pisze:

    ….a u mnie znowu to samo i dalej nic z tym nie robie….

  108. Marta pisze:

    Kochani to co piszecie o osobach nekanych psychicznie jest prawda .Take zwiazek jest samobojstwem dla psychiki.wiem jak mozna sie czuc i być sponiewieranym jako żona matka przyjaciel i kochanka.jest sie tresowanym i zaszczutym i nikim,najgorsze ze wiemy jak to jest wyniszczajace a nie potrafimy z tego odejść,Czasem sie zastanawialam co jeszcze powinien mi zrobić abym nabrała odwagi odejść i pomyśleć o sobie,wiem ze mi jest potrzebne wsparcie osoby ,która przeprowadzi mnie przez ten czas ” odwyku/ od mojego tyrana.

    • agnieszka pisze:

      Do Marty…mysle ze wsparcie jest w takim momencie potrzebne jest kazdemu,mnie tez bo sama juz nie mam siły a nic nie potrafie z tym zrobić ,wiesz mysle ze nie mamy co czekac na kolejne „miłe” słówka czy tez przemoc fizyczną,bo u mnie jest tez taka tylko trzeba uciekac jak najszybciej,ale jak to zrobić…do tego dochodzi jeszcze wstyd ze człowiek jest taki bezradny i na tyle sobie pozwala…trzymam kciuki zeby Tobe sie udało chociaż z tego „życia” sie uwolnic

  109. wojtek pisze:

    Do aga2 wiesz co takie pisanie na forum publicznym jest troszkę nie taktowne i nie powinno mieć miejsca możemy skontaktować się w inny sposób,zaproponuj coś.

    • aga2 pisze:

      nie mam pojecia, nie uwazam tez, aby moje pytanie o twoje samopoczucie bylo az tak nietaktowne, nikomu, tu na forum, nie jest latwo… pozdrawiam

      • wojtek pisze:

        aga2 powiem tak praca dom dom praca weekendy z córką na wędki chyba że ma jakieś szkolne zajęcia jeżeli nie jedziemy gdzieś to jest jeszcze rodzina z którą utrzymuję stały kontakt teraz planujemy wyjazd do kotliny kłodzkiej połazić po szlakach poza tym zawsze ktoś pamięta o mnie więc samopoczucie jest oki . A już gdybym nie widział byłej małżonki byłoby super.Więc na brak zajęć nie narzekam staram się wypełnić do maksimum myślę że teraz żyję nawet telefon musi być zablokowany bo wie że jak dotknie założę sprawę karną o naruszenie prawa do danych osobowych i naruszenie tajemnicy korespondencji.No to tyle

  110. Ona 24 pisze:

    Poznałam go 3 lata temu.

    Od samego początku wiedziałam ,że coś jest nie tak. Nasze drugie spotkanie a on? przyszedł po mnie totalnie skacowany.
    Nie wiem dlaczego to ciągnęłam dalej. Chciałam poczuć się kochana. Spotykaliśmy się – wszystko było okej. On okazało się ,stracił pracę w dniu kiedy się poznaliśmy. W ogóle jak byliśmy na spacerze był strasznie taki ndpobudliwy -ale uczucie samo poszło. Miał w sobit to – czego brakowało mi w byłym. Był przystojny, męski , coś mnie do niego ciągło. Jak już oficjalnie byliśmy razem – jego byłe – w liczbie sztuk 3 – zaczęło do mnie pisać. Że mam uważać , że D. to niedojrzały facet – ogólnie uzależniał psychicznie w taki sposób ,że kobiety robiły dla niego wszystko. I niestety – po półtora roku ze mna było to samo. Skończyła się sielanka kiedy pojawiły się problemy. Miał chore zagrywki – np po pół roku bycia pojechaiśmy nad morze- leżymy.. przypadkiem obsypałam go piaskiem , to wstał i poszedł do auta ,że on wraca do domu. Ja siedziałam sama na plaży zszokowana.. napisał sms że liczy do 5 i jedzie i faktycznie musiałam go gonić!!! potem w drodze powrotnej zaczeły się szamotatniny kazał mi wysiąć na środku drogi – nie miałam przy sobie pieniędzy ani nic .. w ogóle tragedia :/ ok. powiedział ,że ma problem z wybuchami .. przeprosił ( to był jedgo pierwszy i ostatni raz kiedy za cokolwiek potrafił przeprosic ). Wybaczylam. Minęło niewiele czasu jak się okazało ,że pali trawę. Powiedziałam ,żeby nie palił przy mnie.. nie minęło wiele czasu kiedy zaczął. Postawił mi warunek albo to zaakceptuje albo to koniec.. albo w walentynki dowiedziałam się że zaraził mnie wirusem hpv i mam zaczątki raka.. nie chcialam wnikac w szczegóły badania to leząc obok niego.. usłyszałam słowa ze skoro nie chce mu powiedziec jak to wygladało to moge jutro jechac do domu i to koniec. A w seksie.. na początku super – bo byłam bardzo otwarta..ale miałam warunek że jak pali to nie ma seksu a on? potem nalegał a na drugi dzień nic nie pamiętał. Szukałam pracy – mieliśmy do siebie 50 km.. poszukałam w jego miejscowosci bo było wiecej ofert i po drugie on powiedzial ze zamieszkamy razem – 2 i pół roku już bylismy ze sobą.. znalazlam pracę a on stwierdzil ze dobrze mu jednak u mamy i ze szkoda mu kasy.. zarabiał 3 tysiące.. najgorsze było to ze nie miałam komu o tym powiedziec byłam totalnie sama. Zawsze w zyciu musialam sama sobie radzic. Tak bardzo wierzylam ze mnie kocha. Okazało się ,że kazdą kobiete tak traktował. Jednej zrobił dziecko ale nie mam z nim kontaktu, drugą miał tylko do seksu – poroniła sam kazał jej usunąc. A jak powiedzialam jego rodzicom ze pali i ze nie moge sobie z tym poradzic to byli w szoku. I to go najbardziej zabolalo…

    16 lutego 2014 on zakończył związek. Powód? za dużo mu narzekałam i w seksie tylko tyłek postawiłam wystawiać. Okazało się ,że jestem w ciązy. On ma to gdzies. Chciałam mu zrobic prezent na walentynki – a on? przyjechal wtedy dal kwiatka zeby nie bylo ze nie dostaje od swojego faceta kwiatów.. a potem? długa rozmowa i powiedzial ze chce byc przyjaciolmi apotem pojechal jak sie okazalo do niej. Zdradzał mnie.

    Totalnie utracilam swoją wartość. Zrobiłabym dla niego wszystko. Dałam się owinąć w okół palca. Zaczęłąm się o wszystko obwiniac. On powiedzial ze palil maryche przez mnie.. a ja chciałam zeby zrozumial ze ma problem z emocjami ze to co robi moze ranic. Teraz mieszka u nie – dwa bloki od swojego mieszkania z rodzicami. NIby jest dojrzały.. tak twierdzi. Od razu u niej zaczał mieszkac – tylko jak to okreslil wpada po rzeczy – to mu pasuje bo to jej mieszkanie i on nie musi nic placic.. a mama upierze u mamy sie naje , moze wrocic do siebie do domu by zagrac w gry na kompie i zapalci maryche i nikt go nie kontroluje. Dodam ze podczac bycia za mna – wystarczyla mala klotnia a wchodzil na czaty.. i romansował.

    Nbigdy za nie nie przeprosil. To był okropny związek. Nie wiem jak zbudować teraz coś na nowo. Nie wiem jak życ. Schudłam 6 kg i waze 49 przy wzroscir 175.. ginekolog się za głowe chwycił. Ciąże mam zagrozona ciagle sie denerwuje.

    Jest mi strasznie ciężko :( najbardziej nie moge sobie wybaczyc faktu ze weszlam w taki związek.On potrafił byc mega kochany ale jak tylko zobaczyl ze ma mnie w garsci meczyl mnie psychicznie… u mnie w domu zawsze byl traktowany jak gosc -a to obiadek a to kolacyjka w ogóle było super a u niego? kolacja? idz sama zrób sobie bo mi sie nie chce.. a nie moglam bo jego rodzice uwazali ze nie moge bo się rządze.. byłam w mega rozterce. Potem juz kazdy szczegół był nie tak.. a wiedziałam ze jestem w ciązy.

    przepraszam za błędy.. musiałam w końću to z siebie wyrzucić…

  111. Alimak pisze:

    Ona 24 – Kochana trzymaj się. Musisz być teraz silna dla swojego maleństwa.
    Wierzę,że dasz radę, teraz się liczysz tylko Ty i dziecko.

  112. donia pisze:

    Ok kobieta czy mezczyzna,kazdy moze byc dreczony psychicznie.Co w takiej sytuacji zrobic ?Do kogo sie wrocic?Moja szwagierka dreczy mojego brata i corke,najgorsze jest to ze ja moj maz siostra i szwagier oraz moja mama jestesmy tego swiadkami,a nie wiemy co zrobic.POMOZCIE NAM!!!

  113. Ona 24 pisze:

    wiem , leżę w szpitalu bardzo mocno schudłam – nie jestem w stanie nic przełknąć wszystko zwracam.. mam tak wszystko w srodku z nerwów ściśnięte… nie mogę na siebie w lustrze patrzeć .. a on? chodzi na imprezy i świetnie bawi się z nową kobietą.. leżę na podczymaniu bo jest kiepsko 173 wzrostu i waga 48 kg.. to 10 tydzien.. czuję takie zmieszanie w środku. Tyle razy byłam w związku z nim bezsilna.. jak tylko coś mu nie pasowało to muisałam się dostosować .. eh nie wiem jak sobie z tym wszystkim poradzić ;(

    • aga2 pisze:

      spróbuj w duchu klnąć na niego. znienawidź go, nie usprawiedliwiaj jego zachowań. ja teraz tak próbuję, może mi to pomoże. twój to jeden z najgorszych dupków. nigdy nie ułoży sobie życia!! czas wszystko uleczy. łatwo mi radzić, kiedy sama jestem w d…. ale to prawda, wszystko przemija, będzie dobrze, odpoczywaj, śpij dużo… pzdr

    • chce uciec pisze:

      Do Ona24 ,
      jak się czujesz?odezwij się.
      Życzę Ci dużo zdrowia!

  114. Hania pisze:

    Hej Ona 24 trzymaj się!!!!ja przeżywam to samo co wy dziewczyny….nie mam siły by odjeść..2 dzieci domek itp a mąż tyran jak inni nie widzą ,pedant do granic możliwości.Jak analizuję nasz 20 letnie bycie razem były symptomy…ale ich nie chciałam pewnie dostrzec,dziewczyny jak facet was już na początku zbytnio kontroluje dajcie sobie spokój!!!Miłość minęła zdrada jedna ,druga,wyzywanie ubliżanie ,mam dosyć a nie wiem gdzie mam się udac z prośbą o pomoc.Może wiecie,Puławy i okolice

  115. Ona 24 pisze:

    ja mam takie stany, że zadręczam się myślami ,że to moja wina… bo za dużo narzekałam. Ale jak tu nie narzekać, kiedy on taki był:(

    Powiedział że w seksie to tylko dupę umiałam wystawiać ( a tak naprawdę to robiłam milion rzeczy.. to było upokarzające traktował mnie z czasem jak suke do bzykania :/)

    Stałam się oziębla.. bo jak u się starać kiedy czułam się okropnie. On tak potrafił sie upić i zjarać ,że nie pamiętal jak się kochaliśmy.

    Pamiętam początek zanjomości – nie wiedziałam,że palił trawę – ale od samego początku powiedziałam,ze nie zaackeptowałabym tego nigdy . On powiedzial ,ze nie zaakcetpowalby fakty ,że ktoś robi mi zdjęcia ( jestem atrakcyjną kobietą.. nigdy nie narzekałam na siebie. Ze znajomym prowadziliśmy hobbystycznie studio foto ) – zrezygnowałam dla niego..

    Myliłam się co do palenia – on przez rok to ukrywał. Dopóki nie odkryłam przypadkiem tego.. potem kilka miesięcy i stwierdził a co tam..albo ona to zaakceptuje albo nara.. a ja tak go kochalam. Dalam warunek nie palenia przy mnie a on juz pod koniec to palił cały czas.. a to tak śmierdziało w pokoju bolala mnie głowa.

    W ogóle w drugą rocznie dowiedziałam się ze mam hpv. on mnie zarzaił – nie chciałam mu powiedziec co dokladnie mi robili ( jakies wycinki) to lezlalam obok to powiedzial ze rano mam jechac do domu bo jak mu nie chce mowic to po co z nim jestem..

    Boże..zawsze wyciągałam rękę . ZAWSZE. JAk go przylwpywalam na pisaniu na czatach – on twierdzil ze to nic dla niego nie znaczy że to tylko pisania że o co mi chodzi..

    MAM DOŚĆ. Wiedziałam jakie zycie prowadził ale nie chciałam go oceniac w ten sposob. U mnie miał czystą kartę ale po roku .. robil to co kiedys. Ja nie cieszylam sie jak kiedys .. bylam smutna.. on sie wkurzal ze ciagle mi cos nie pasuje a ja sie pytam jak maialam byc szczesliwa no jak:(on mial takie odchyly.. że moglabym książke napisac.

    a teraz? ta jego dodala zdjecie z jej psem – ja tez mam psiaka i z moim mial identyczne zdjecia.. i jest on taki szczesliwy .. a do mnie sie nie odzywa.. bo to ja ta najgorsza.. zastanawiam sie jak tacy ludzie w ogole zyja no jak? gdzie sumienie ? jakies zasady wartosci? czy ktos taki w ogole moze stowrzyc normalny zwiazek?

    najbardziej mnie boli ,że tak bardzo pragnelam aby te szczescie dozowal dla mnie wiecej a jej teraz daje na maska. Jak brakowalo mu kasy – ja mu dawalam.. no wyszedl na proste z kredytami ze wszystkim.. to sie w glowie nie miesci mam dosyc tak bardzo dosyc:(

    • Jaga pisze:

      Boleśnie znajmo wszystko o czym piszesz. Aż mnie ciary przeszły na samo wspomnienie. Mnie bardzo pomogła literatura. Najbardziej chyba cała Pia Melody i Maja Friedriech „Moje dwie głowy”. To dzięki tej książce jakoś tanęłam na nogi. Pozdrawiam i sił życzę.

  116. Ona 24 pisze:

    chętnie porozmawiałabym z kimś , kto przeżywa to co ja:(

  117. Hania pisze:

    Mój mi właśnie zabrał kluczyki do samochodu i powiedział,że jutro mogę se autobusikiem jechać do pracy….siłę mam jak tylko się na dzieci patrzę.ale mi wstyd przed ludźmi,że tak się dałam w takie życie wciągnąć przez tyle lat…
    dziewczyny trzymajcie się ,ja wczoraj zaczęłam pisać pozew rozwodowy,zagroził,ze sobie coś zrobi ale ja mam to gdzieś.Wydrukowałam mu z neta o przemocy psychicznej artykuł to go zmiął i wrzucił mi za bluzkę,żenada

  118. Mania pisze:

    Wielka prośba do ADMINISTRACJI!!!!
    o wersję na urządzenia mobilne.
    Dziękuję z góry.

  119. Mariola pisze:

    Jest taka książka: „Moje dwie głowy”, może warto ją przeczytać, by znaleźć trochę tej siły..

  120. Ona 24 pisze:

    czuję się fatalnie .. a on jest bardzo szczęśliwy. W ciągy 3 lat przez półtora roku jakieś sygnaly były -mogłam wtedy odpuścic. Potem on nie szanował mojego zdania – owszem dawkował mi swoją „miłość” .. i ja właśnie tesknie za tym.. nie mogę przestać myśleć. W ciągu dnia jest okej – najgorzej zasnąc..a jak się budzę to pierwsza myśl to właśnie on. Ja próbowałam z nim rozmawiać wcześniej.. a on nigdy nie mówił że coś mu nie pasuje.. eh;( dlaczego poprostu ze mną nie pogadał? tylko poszedł do innej.. czy ludzie są aż tak obliczeni? ja mówiłam jak coś mi nie pasowało – on uwarzał ,że narzekam.. i wlasnie dlatego mnie zdradził.. to jak rozmawiać? nie wierzę w miłość już to chore..

  121. Kapelusznik pisze:

    Temat ciężki i bardzo poważny. Problemem jest izolacja takich kobiet, które nie czują żadnego wsparcia z zewnątrz, które by im mogło pomóc wyjść z takiej sytuacji. Zamykają się w tym małym świecie traumatycznych wydarzeń i już trudno im nawet wyjrzeć na zewnątrz, nie wspominając o tym, by się wydostać..

  122. Ona 24 pisze:

    wiem.. dziś w nocy chciałam wstać do łazienki poczułam okropne ciśnienie w głowie i zemdlałam.. a on? nadal cisza. Ja do niego nie odezwę się. Wiem,że powiedziałam,że nie chcę go widzieć na oczy ale na boga.. ma gdzieś swoje dziecko. Pewnie uważa ,że blefuję.. mam wsparcie mamy ale ona ma problem z nerwami … i dosłownie boli ją serce i widzę ,ze z dnia na dzień jest z nią przez to wszystko coraz gorzej. Musze być silna.. tylko jak.. mimo tego jak mmnie potraktował ja nadal za nim tęsknie;( najgorszy jest fakt ,ze on jak za pstryknieciem poszedl do niej.. i o wszystkim zapomniał..

    • agnieszka pisze:

      Wiesz kochana mysle ze i tak masz duzo szczescia ze tak sie stało ze nie ma go przy tobie ,nie zasługuje na Ciebie a Ty z czasem to zrozumiesz,jego zachowanie względem Ciebie jest bezlitosne,a tym bardziej ze nosisz jego dziecko i z czystej przyzwoitosci powinien sie zainteresowac co sie z Toba dzieje ,jest zwykłym samolubnym bucem ,mysl o Sobie i o maleństwu,zeby szczesliwie donosic i urodzic dzieciątko a wtedy zobaczysz co w zyciu jest najważniejsze i jak bardzo kobieta moze byc szczesliwa nawet bez faceta za którym dzien wczesniej wypłakuje sobie oczy….dzieci to sens naszego życia i powie Ci to kazda kobieta która je posiada…sama jestem w koszmarnej sytuacji zyjąc w związku od 11 lat z kims kto mnie bije i poniża na każdym kroku i nie potrafie nic z tym zrobic ,tylko córka daje mi siłe;-], jesli potrzebujesz z kims pogadac to pisz ,a ja napewno odpisze…pozdrawiam Cie serdecznie i prosze zebys walczyła o ta ciąze bo warto…bo kiedys to „ziarenko” powie do Ciebie MAMO ;-]całuje Cie mocno

  123. monika pisze:

    Witam.
    Zawsze myślałam że o takich historiach czyta się w gazetach albo ogląda w filmach. Dziś wiem że „wszędzie dobrze tam gdzie nas nie ma”. Stare powiedzenie a jak realne.
    Mam problem i nie wiem jak rozwiązać. Może coś doradzicie?
    Posłuchajcie/Przeczytajcie:
    Po 13 latach małżeństwa rozwiodłam się. Mój mąż był alkoholikiem. Na nic moje próby pomocy i prośby żeby przestał bo nie chcę żyć jak jego rodzice czy moi.(oboje pochodzimy z rodzin alkoholowych)nie słuchał. odeszłam.Zabrałam dziecko i odeszłam w nadzieii i w pewności że będzie fajnie, super, tak jak marzyłam o rodzinie. Odeszłam do faceta którego poznałam będąc jeszcze w związku małżeńskim. No i owszem…było super. Myślałam że Bóg dał mi szansę….. Kochałam go nad życie. Starałam się szanować. Zawszae był na pierwszym planie. Zawsze. dziecki i rodzinę (rodziców) spychałam na drugi plan. Czekałam na niego w domu (syndrom spłaszczonego nosa) zawsze ciepły obiad itd…. zawsze byłam gotowa w łóżku. Dziś po 10 latach bycia z facetem on mi ubliża , wyzywa, wmawia zdrady (nawet jeśli się uśmiechnę grzecznie mówiąc dzień dobry na chodniku) ciągłe pretensję o byle co, doprowadza do kłótni szarpaniny i wyrzuca mnie z domu. Zszargane nerwy zniszczone zdrowie. Z perspektywy czasu …widzę że nigdy nie mogłam liczyć na jego pomoc. Musiałam nieźle ją wyprosić sobie. Mimo to starałam się dalej, próbowałam wytłumaczyć żeby zrozumiał i trwałam licząc na cud, że się zmieni. Wiem że nie zmieni się. Podjęłam decyzję o wyprowadzce. Zrobię to po kryjomu tak żeby on nie widział. Czego żałuję? Że straciłam kontakt z córką. Dziś ma 18 lat i wygraża mi się że nie wyprowadzi się ze mną tylko pójdzie mieszkać do babci. Przegrałam miłość córki. Chcę ją odzyskać. Już nie mam pomysłu. Poradźcie jakieś pomysły proszę. Tylko mnie nie oceniajcie, Bo ijuż i tak woem że płacę za to.

    • agnieszka pisze:

      Nikt nie bedzie Cie oceniał,bo nikt nie ma do tego prawa,mysle ze odzyskasz miłosc córki szybciej niz Ci sie wydaje tylko zrozum z ona tez potrzebuje czasu ,bo niestety zafundowałas jej koszmar i ona nigdy tego nie zrozumie dlaczego zyłas w takich zwiazkach bo nie była w takiej sytuacji,ja jestem wiec Cie rozumiem ,bo sama mam córkę i nie wyobrazam sobie co musisz czuć ,mam nadzieje ze znajdziesz w sobie siłe zeby odejc i zacząc od nowa ,bo ja niestety od 11 lat zyje w związku gdzie jest przemoc zarówno psychiczna jak i fizyczna i nie potrafie nic z tym zrobic bo tak bardzo sie boje …mysle ze podstawa poprawy kontaktów z Twoją córka bedzie to ze skupisz sie na niej i tylko na niej nie szukając narazie nowej miłości …pozdrawiam Cie i odezwij sie jak Ci idzie wyprowadzka

      • Monika pisze:

        Dziękuje.
        Tyle dobrych słów tak bardzo mi potrzeba teraz.
        Znikąd pomocy i wsparcia psychicznego. Sama to dźwigam. Owszem są przyjaciółki, ale przecież to chwilowe. Żyją sensacją o mnie bo przecież do tej pory nikt nie wiedział że tak żyję. Każdy myślał że żyję dobrze i w momencie kiedy zjawiłam się ze śliwka pod okiem …..wszystko się wydało.
        Jestem w trakcie załatwiania sobie mieszkania. Boję się że mi się nie uda, bo już nie wierzę że może mi się przytrafić coś dobrego w życiu. Żadnych dalej facetów – ten jest dla mnie nauczką żeby nie ufać „palantom”. Boję się jednak o córkę że nie pójdzie ze mną. Staram się i to mocno żeby zaufała ale ona jest taka cięta na mnie….że ja się chyba poddaję i oswajam z myślą że mogę zostać sama. A toboli mnie chyba najbardziej.
        Powiedz jak u ciebie jest?

        • agnieszka pisze:

          Daj jej troche czasu ,jestes jej mama ,ona Cie kocha,ale jest tez w takim wieku ze wie sie wszystko najlepiej i wydaje sie człowiekowi ze wszyscy chca dla ciebie zle …jestem pewna ze wasze relacje sie odbudują bo kazde dziecko potrzebuje mamy;-]…u mnie nie najlepiej,cały czas to samo,wyzywanie,straszenie,dwa dni spokoju i od nowa,mam nadzieje ze Ci sie uda oddejsc i powiesz mi jak to zrobic bo ja juz nie mam siły na nic,a najbardziej boje sie wojny która mnie czeka po odejsciu,o dziecko bo wygraża mi sie sie mi ja zabierze ,ze mnie połamią,ze zniszczy mi zycie ,boje sie poprostu…pozdrawiam Cie serdecznie…odezwij sie

          • monika pisze:

            Witam!
            Hura! Udało mi się! Mam Mieszkanie! Własne. (to nic że na kredyt, to nic że małe- 40 m, ale moje,własne! Słoneczne umeblowane żadnych narazie remontów nie trzeba) Teraz to ja rozdaję karty.
            Dziewczyny nie dajmy się tłamsić. Tylko wiara w nas samych siebie pomoże nam zwyciężyć. Szanujcie się i nie dajcie się. Żaden facet który niszczy nas psychicznie nie jest wart naszych łez bólu jaki przechodzimy przez nich. Jesteśmy z natury twarde i wytrzymałe, dlatego siedzimy z nimi w nadziei że się zmienią i liczymy na cud.
            A mój facet…. nic nie wie o kupnie mieszkania, ale wyczuł że jestem pewniejsza i zniżył ton, zaczyna przepraszać. Mam to gdzieś. Jeśli mu zależy to zażądałam publicznych przeprosin przed tymi ludźmi przed którymi mnie oczerniał. Zażądałam przeprosin mojej córki. Wiem że nie stać go na to wiec nie zniży się aż do takiego poziomu.
            Nauczka dla mnie…..Nie rzucać się byle ramiona.
            Nic nie jest ważniejsze od miłości dziecka i rodziny.

            Życzę Wszystkim ogromnej wytrwałości ,powodzenia i sił na wszystkie cierpienia.
            Pozdrawiam.

  124. zaradna pisze:

    Chcesz sprawdzić, czy Twój partner/partnerka ma przed Tobą jakieś tajemnice?
    Wejdź tutaj: tele-szpieg.pl/a73c3 i w kilka minut ściągnij wszystkie smsy z podanego telefonu!

  125. Honnestly pisze:

    Mam ten sam problem…. Wiem że zostanę uznana za „gówniarę”. Otóż mam 18 lat mój chłopak 19. Jesteśmy ze sobą nie cale 4 lata i co ? Znęca się psychicznie ale też fizycznie. Wszyscy uważają nas za idealną parę. Nie wiem jak mam się uwolnić od niego. Grozi że skrzywdzi moich rodziców ;/( I jego ojciec również mi raz groził że jak się rozstanę z nim to odpowiednio się mną zaopiekuje dodam że siedział nie raz za kratami …) Mam nadzieję że ktoś mi doradzi co mam robić

    • Żwir pisze:

      Prima aprilis czy patola?
      Zakładając, że to nie ściema to masz 3 opcje:
      1. Uznać ich, że straszą ale się nie dać i do sądu lub po prostu olać.
      2. Tkwić w g*wnie.
      3. Zabić ich…
      …no chyba nie będą Cię męczyć wyrzuty sumienia za takich śmieci? a jak boisz się kary boskiej to przekonaj jakiegoś zaufanego i mocnego psychicznie ateistę, że świat bez tych typów byłby lepszy ;p
      Powodzenia.

      • Honnestly pisze:

        Nie to nie jest żart. Ten cały opis to moje życie tyle że nie jesteśmy w związku małżeńskim ani nie mamy dzieci. Boję się ich a wszyscy dookoła wierzą jemu… A zabić? Tak dobre by to było. Ale za gówno nie chce siedziec

  126. ela pisze:

    Jestem 48 letnia kobietą i nie wiem co mam robic chce popełnic samobujstwo bo juz nie mam siły dłuzej walczyc o ten zwiazek

    • agnieszka pisze:

      do Eli,… to dobrze trafiłaś,bo tu pewnie połowa miała taki mysli i pewnie nadal ma,włącznie ze mna,ale dalej jakoś sie trzymam chodz nie ukrywam ze czasami nadal o tym mysle,a z drugiej strony to jaki huj[przepraszam ],jest tego warty,wiem ze nie masz siły bo ja tez jej nie mam ale może to nie jest najlepszy sposób na pozbycie sie problemu,moze trzeba poprostu odejsc chdz nie powiem Ci jak to zrobic bo sama nie wiem i dalej pozwalam mu na wszystko…nie rób tego Elu bo krzywde najwieksza zrobisz bliskim ludziom których zostawisz…odezwij sie

  127. artur pisze:

    witam jestem z moja narzeczona od 2,5 roku, po przeczytaniu tego artykulu wiem ze to jest toksyczny zwiazek i maltretowanie psychiczne. zdrzadzila mnie juz kolo 15 razy zawsze wydobylem to sposobem itp zawsz4e mowila ze teraz zrozumiala jak mnie kocha i ze bylo jej zle z inny( NIEYLZ KANT)a jak powiedyiala ze gosciu mial wiekszego to powiedziala ze tylko sie przelizala.caly czas twierdzi ze tyle dlamnie zrobila ze zdradzila mnie dla nas.nie przyjmuje krytyki czesto mowi omnie jak najgorzej ostatnio cala noc i dzien doslownie bez przerwy nie dajac slowa powedziec nie mozliwe ale tak bylo ostatnio wymyslil;a dziwke i trojkat namawiala na nia a potem wielkie pretensje. potrafi okrasc mnie zawsze prowokuje do wszystkiego. udezrylem ja kilka razy nigdy z piesci w twarz ale pozniej zle sie z tym czylem a ki9edys nigdy bym tego nie zrobil wiem ze ona jest nic nie warta ale poprostu ja pokochaelm i dziecko mamy. co powiniem zrobic czy jest jakas szansa zeby ona byla normalna jest uzalezniona od wielu rzeczy z alko nie ma problemu duzo klamie co mam z nia zrobic czy mozna ja czegos nauczyc jak spytalem czy poprzedni partner molestowqal ja psychicznie powiedziala tak z usmiechem na twarzy

  128. Aneta pisze:

    Witajcie,
    powiedzcie proszę jak sobie radzicie,
    jak poradzić sobie z tym,ze ta druga osoba nas wykorzystuje,do wszystkiego, nie tylko do „czarnej roboty”, ale do wszystkiego dosłownie.
    To nieodpowiedzialny,a także nieobliczalny człowiek,któremu się wydaje,ze tak przejdzie przez życie, ze wszystko co trzeba robic,to zrobią inni,nie on,bo on „nie musi”,bo on..jest stworzony do wyższych celów.
    Człowiek kompletnie nieodpowiedzialny,wyzuty z jakichkolwiek uczuc,ze wszystkiego,niedojrzaly.
    Wyzywa się za swoje niepowodzenia, wszczyna kłótnie i awantury cały czas, stwarza jakieś dziwne sytuacje,ktorych nie rozumiem, nie wiem jak się zachować,to ja wychodze na durnia, on najpierw cos zrobi,potem! Jeszcze zgania na mnie, wszczyna klotnie, świetnie się maskuje przed ludźmi.
    Właśnie, zrobi coś i zgania na mnie,z bezsilności juz nawet nie zaprzeczam,ze to czy tamto stało się czy jest przez niego, bo zachował się znowu nienormalnie, czy nieodpowiedzialnie, czy po prostu glupio.
    1500 dziwnych sytuacji, których nie powinno być,które nie powinny mieć miejsca:(
    Manipulowanie mną,wystawianie na różnego rodzaju próby,tego jest tak strasznie dużo..
    Kompletnie się pogubilam, nie umiem odejść: (.
    Straszny terror psychiczny, juz nawet nie mam siły pisać, wszyscy , którzy tkwią w takich relacjach wiedza jak wygląda życie z takim tyranem, to jest po prostu meczarnia. Nie wspomne juz o tym,ile razy ta osoba mnie osmieszyla.Nie wiem co o mam robić, jak się zachowywać.:(
    Proszę, odezwijcie się,jak sobie z tym radzicie..

  129. Aneta pisze:

    Elu rozumiem Cię myślę o tym samym co Ty nie widzę wyjścia jestem w takiej samej sytuacji i nie moge już tego znieść nie potrafię już dłużej po prostu nie jestem w stanie

  130. agnieszka pisze:

    Wczoraj znowu to samo,krzyki ,wyzywanie,a do tego stał nademna z nozem z tym jego triumfalnym usniechem na twarzy a ja jedyne o czym myslałam to zeby wkońcu to zrobił bo juz niem mam sił…

  131. Martyna pisze:

    Ja mam podobny przypadek z tym ,ze nie jestem z facetem od ponad roku , mamy wspolne dziecko , ale mimo to zyjemy osobno , gdyz mialam dosc cialgych awantur , az wreszcie aktow przemocy fizycznej czy tez psychicznej z jego strony. jednak do tej pory nie daje mi zyc jak normalnemu czlowiekowi.

  132. agata pisze:

    i tak dla wszystkich skrzywdzonych, chyba nikt nigdy nie zrobił afery i sie nie wkurzył, bo…… uwaga: bo włosy zostały źle przycięte.. wiecie co, ja wlasnie próbuje się wydostać z mojego dołu, i za każdym razem jak tego słucham troche się utwierdzam w przekonaniu, że mój chlopak był i pewnie dalej jest jakiś psychicznie chory…

    https://www.youtube.com/watch?v=hGcu4KUMF90

  133. wojtek pisze:

    Witam,tak sobie poczytałem wasze posty i jestem zaskoczony waszymi wpisami,wydaje mi się że to forum jest o problemach osób faktycznie terroryzowanych przez mężów, żony,partnerki oraz partnerów a tutaj jest tylko użalanie się nad sobą.Jest naprawdę parę postów którymi powinny zająć się organa ścigania ale większość to po prostu wasza niewiedza co możecie zrobić z problemem który jest w waszym życiu.Nie chcę nikogo urazić swoim postem ale tacy jak my sami powinniśmy zadbać o nasz spokój i nasze bezpieczeństwo,sam miałem problemy z małżonką i powiedziałem dosyć tego nikt nie będzie mnie poniżał i wiecznie szpiegował mój telefon i moją korespondencję i jeszcze inne nieprzyjemne sytuacje wniosłem pozew do sądu o rozwód i mam spokój nikt mnie nie dręczy nikt mnie nie kontroluje i tak się sprawy załatwia a nie płacze że go dziewczyna wiecznie zdradza albo mąż partner jest wciąż pijany,wyzywa i tłucze jak ziemniaki.NO I TO TYLE.trzymajcie się.Powodzenia

  134. umeczenie pisze:

    Jak sie bronić,kiedy sie „zaczyna”??nie daje rady,czy naprawde skonczenie ze sobą rozwiąże problem?

  135. Maria pisze:

    Nie wiem co robic,nie wiem jak sie bronic,nie daje juz rady.Znalazlam się w sytuacji bez wyjscia.
    Panie Wojtku,nie każdy żyjący w koszmarze iles lat potrafi jeszcze sie wzwolic,czy ma silę cokolwiek zrobic.
    Dobrze,że Panu się udało.

  136. gosc pisze:

    Chcialabym porozmawiac z kims kto rozumie…

  137. netako pisze:

    Jestem z tyranem i moja historia jak widać po wcześniejszych wpisach nie jest taka wyjątkowa. U mnie przemoc psychiczna, słowna agresja i zdarzyło się przemoc fizyczna- dwa czy trzy razy mnie popchną czy szarpną ale i wstydu narobił nie raz przed ludźmi nie tylko po pijanemu. Związek trwa 3 lata. Nie mamy wspólnych dzieci ale wychowujemy moje z poprzedniego związku. Syn 9 lat bardzo się przyzwyczaił do niego i go kocha. Zmusiłam do terapii mojego oprawcę. Chodzi ale ona nie daje chyba specjalnych efektów. Znów awantura i jest ten sam scenariusz zero wyniesienia jakichkolwiek wniosków z poprzednich kłótni i przełożenia na aktualnie się odbywającą. Najgorsze jest to, że ja taka Matka Teresa jestem i bardzo chciałam mu pomóc, bo kocham i wierzyłam, że on może wciąż być taki jak przez pierwszy rok naszej znajomości. Trochę też traktowałam go jak projekt zakończony niepowodzeniem, a jestem ambitna i nie lubię porażek. Z bezsilności czasem już kapitulowałam i się zamykałam w sobie, to i tak on zna mnie tak dobrze, że doskonale wie co powiedzieć i jak długo mówić abym wdała się z nim w do niczego nieprowadzącą dyskusję. Kiedy agresywnie mówi do mnie czasem powtarzam sobie „nie odzywaj się Aneta! Tylko się nie odzywaj” czasem pomaga ale no nie zawsze, bo mój partner Papieża by z równowagi wyprowadził-taki skubany zdolny jest. Po cichych dniach piękny miesiąc miodowy albo tylko tydzień – bywa różnie :-) Potem znów zamknięte koło się toczy. Raz się wyprowadziłam i wróciłam, bo liczyłam na efekty terapii – znów jest to samo! Najgorsze jest to, że on płaszczy się kiedy chce odejść i prosi, i się zmieni tylko mam mu dać czas, bo terapia nie od razu poskutkuje i gruszki na wierzbie, i klęka, i kwiaty, i miał trudne dzieciństwo-taki makaron na uszy :-) A ja się lituje nie wiedzieć czemu? No niby kocham ale zawsze działałam choć w miarę racjonalnie. Zawsze kiedy wybaczałam liczyłam, że będzie lepiej-nie dlatego, że jestem naiwna – wierzyłam w niego. Nie mam jakiejś niskiej samooceny, dobrze się czuje ze sobą. Nie jestem od niego uzależniona – mam pracę i wsparcie rzeszy przyjaciół, rodziny, dziecka. Dlatego zamierzam spakować manaty i wyprowadzić się. Syna mi szkoda, bo pokochało jak ojca ale cóż-jakoś mu to wytłumaczę. Dosyć tej męki-już nawet pięknych chwil nie pamiętam z tego związku, a same cierpienie. Przeczytałam to forum i zrozumiałam, że nie jestem sama jest nas wiele w sensie ‚ofiar’ i można to zrobić. Też był już taki moment, że się zastanawiałam co ze mną nie tak, że coś takiego przyciągnęłam ale ze mną jest OK – może trochę podupadłam na zdrowiu-ciągłe nerwy dały mi w kość ale damy Wszystkie radę. Nie chce jak niektóre wpisy tu 20 lat się męczyć albo i więcej-to straszne ale i tak podziwiam za wyrwanie się. Ja mam 29 lat jeszcze sobie życie ułożę, a jak nie to i tak samej lepiej niż w ten sposób. Przeczytałam książkę ‚Słowna agresja’-tak, tak… :-) i kopiec innej literatury o podobnej problematyce, jakby przyjemniejszej nie było? Nawet próbowałam zrozumieć jego problem i to co się dzieje w jego głowie-tam mówią, że to wynika z chęci kontroli i niskiej samooceny. Mam tylko jedno pytanie – Tak się zawsze zastanawiałam – Czy on zdaje sobie sprawę z tego co mówi i robi? Czy toksyczna osoba wie, że jest toksyczna? Czy mu sprawia satysfakcję robienie drugiej osobie krzywdy? Dziś wiem jedno Cudu nie będzie!!!

  138. Piotr pisze:

    Kobiety potrafią robić pranie mózgu i jeszcze im wieżą. moja żona Agnieszka to specjalista od takich rzeczy. Jej zachowania to spanie z telefonem pod poduszką, dlaczego ponieważ otrzymuje sms od adoratorów, nie wiem może ma romans, nigdy ją nie śledziłem. Od jakiegoś czasu wychodzi z domu na 1-2 godzin pod pretekstem wynoszenia śmieci, spaceru.W tym czasie bez przerwy dzwoni,zacząłem ja sprawdzać, tel. ma ciągle zajęty. Raz usnęła z telefonem w ręce, ja żeby jej nie spadł wziąłem go, a tu sms od Pana Darka Kiełbasińskiego z Uniwersytetu Śląskiego. Dziś biegałem i byłem na siłowni, Dobranoc Agnieszko lub też jesteś bardzo pociągająca itp. Gdy jej to powiedziałem po kilku tygodniach, to ja miałem urojenia nic takiego nie było. Ma zagrania tego typu, że jak jesteśmy u znajomych to po kielichy czy też nie, ona nie idzie do domu. Po następnej godzinie ona również nie idzie. Więc ja nie narzucając się znajomy wstaje i mówię że idziemy do domu. Z tego tytułu robi kłótnię i twierdzi, że się mnie boj-ii i nie wraca ze mną. Wraca po kilku dniach z pretensjami że to z mojej winy. To cyklicznie się powtarza. Smsy od Pana Darka Kiełbasińskiego są na bieżąco. ponadto żona we wtorki cyklicznie wyjeżdża do Katowic.Podejrzewam, że spotyka się z tym Panem. Nie mam już sił tak dalej tego ciągnąć. Oskarża mnie o jakieś Smsy których ja nie pisze i ich nie widziałem. Kocham ją ale myślę że ona wykorzystuje mnie i nie wiem czy to dalej ciągnąć?

  139. Ona 24 pisze:

    Wróciłam do żywych, straciłam dziecko. Dwa koszmarne miesiące były kumulacją toksycznego 3 letniego związku z nim.

    Jestem silna. Poradziłam sobie.
    Jestem silna…

  140. netako pisze:

    Wiecie co… ja naprawdę mam nadzieje, że przyjdzie ten dzień, że będziemy się w głos śmiać z tego, iż dałyśmy się tak wmanewrować i że mamy to już na szczęście za sobą. Ja wierze w karmę i w to, że każdy za swoje dostanie. Też mi ciężko ale… poboli i przestanie, a gdybym pozostała w tym związku to bolałoby ciągle i ciągle, i pewnie coraz mocniej!

    Tylko jedno życie mam!

  141. Michał pisze:

    Jestem w takim związku od 22 lat. Dzisiaj poprosiłem o wsparcie PCPR . wiem że prze de mną długa droga, tyle życia jeszcze przede mną , chcę je przeżyć jako wolny człowiek – nie jak do tych czas – upokarzany i poniżany .Tak kobiety tak robią swoim partnerom .Chcę żyć – nie wegetować , życie jest piękne .

  142. kicia pisze:

    kurwa… artykuł o przemocy wobec kobiet… a pierdolą mężczyźni w komentarzach o sobie… jacy to oni nie są poniżani… szczerze? Niewierze… taka próba odwrócenia kota ogonem…. JESTEŚCIE TRAGICZNI. Po pierwsze to nie my jesteśmy dla WAS, tylko WY dla nas… natura tak urządziła ten świat, że macie się poświęcać, a nie nas wykańczać. Macie się poświęcać, bo to my rodzimy dzieci… więc… mamy żyć, bo przedłużamy gatunek… Jesteś niewydolny, słaby? Odejdź. Nie masz prawa, aby przekazać Twoje geny. Proste jak drut.

    • krysznu pisze:

      W dzisiejszych czasach jak sie facet poswieca to jest pracoholikiem i prostakiem a leniwe feministki nie maja czasu na ogarniecie wlasnego gniazda bo sa zajete ogladaniem tasiemcow telewizyjnych lub plotkowaniem

  143. MS pisze:

    Każdy kryzys w małżeństwie, czy stosowana przemoc, jest często wynikiem braku komunikacji, empatii, liczeniem się
    z drugą osobą, ale też nieumiejętnością przyznania się do winy. Każdy ma jakieś potrzeby, emocje, pragnie być kochany.
    Po prostu należy ze sobą rozmawiać i liczyć się ze sobą,
    a zaufanie i szacunek przyjdzie sam.
    Zarówno oprawca i ofiara przeżywa kryzys, dlatego tak ważna jest komunikacja.
    Jesteśmy nauczeni pozostawić problem samemu, „a samo się rozwiąże”, ale tak nie jest bo on się jeszcze bardziej pogłębia.
    jest to trudne do zastosowania w życiu bo muszą tak myśleć obydwie osoby, ale życie byłoby łatwiejsze wtedy ,gdyby była komunikacja.

  144. katolZciemnogrodu pisze:

    a powyzszy komentarz wlasnie potwierdza to wszystko, co faceci napisali wyzej.

  145. magda pisze:

    ja poznałam swojego narzeczonego w maju 2013r. i na lipca mamy ustaloną datę ślubu. Sama nie wiem czy dobrze robię bo czuje taki lek w środku. Mój narzeczony przeszedł szereg operacji za dzieciaka przez co nie do końca jest pewny siebie, tego co robi.Pracuje dorywczo bo jest na rencie ale jest w trakcie otwierania działąlności.
    Ja zwasze byłam otwarta, potrafiłam żartować ze wszystkiego, czasami prowokacyjnie się ubierałam i kokietkowałąm ale w granicach rozsądku,czasami teraz jak idę do pracy to słyszę że sie stroje, że pewnie w pracy loda robię itp. to co pisze to skróty bo nie wiem czy opisywać wszystko.Często jest zazdrosny o moje wcześniejsze życie, byłam w kilku letnim związku i mieszkałąm w innym mieście przez co do tej pory mam dużo znajomych ale nie do końca mam kontakt bo jak twierdzi mój narzyczony ile można rozmawiać przez telefon z jedną osobą. W zeszłym roku jeżdziłąm na rolkach, sama, miałam chwilę dla siebie, taką godzinną odskocznie, teraz nie jeżdże na rolkach bo on nie może ze względu na operacje z dzieciństwa.Czasami mi móiw że powinam użyć mózgownicy ( na przykłąd w sytuacji : mieszkamy u rego rodziców jeszcze, i nie mam kluczy do mieszaknia i to ja powinnam go poprosić żeby mi je dorobił i dał- ja uważam że to w jego kwestii bo wkońcu to nie moje mieszaknie i nie jesteśmy jeszcze małżeństwem). Po śłubie mieszkanie dostajemy od moich rodziców- trzeba zapłącić 20tyś złotycgh tylko, ja nie mam pieniędzy na remont tego mieszkania a mój narzeczony mówi że to on ma za wszystko płacić,za remont itp. ostatnio nawet w złości wykrzyczał że ma w dupie to mieszkanie. Pożyczyłmi pieniądze i powiedziałze oddam jak będe miała a teraz wypomina mi to. Wczoraj po pracy wróciłąm do domu i powiedziałże mam czas dla siebie , na kąpiel, na pogaduchy z kumpelami. Jak dzwoniłżebm wstawiła obiad miałąm zajęty telefon i zrobiła się kłótnia że siedziałam w domu i nic nie robiłąm -a zdążyłam w tym czasie pokój posprzątać, łazienkę i obiad zrobić, wykąpać się itp.
    Nie iwem co mam robić.
    nie wiem czy jestem pod wpływem narzeczonego, czy to terror psychiczny???

  146. Ona 24 pisze:

    Cześć Wszystkim – wróciłam. Chyba silniejsza.

    Jednak najgorsze jest tworzenie nowej relacji z nowym facetem. Macie jakieś porady? Poznałam kogoś jednak za chiny ludowe nie wiem jak funkcjonować w takiej znajomości.

    Jest weekend , spotkamy się jest okej a teraz? siedzę , wyłączyłam telefon.. i chcę mieć swięty spokój.

    Sama nie wiem.. jak zaufać? jak zwyczajnie się otworzyć po tym co przeszłam.. niby chciałabym aby to wyglądało z m ojej strony poważnie ale no nie potrafię.. mam okresy kiedy jestem pewna i okresy kiedy chcę być sama…

    Nie wiem jak określić taki stan a wiem ,że ten facet jest wart mojego zainteresowania.

    co tu zrobić :(?

  147. Lanka 22 pisze:

    hej wszystkim, przykre te wpisy I prawdziwe. Magda piszesz ze w lipcu chcesz wyjsc za moz za tego czlowieka…… Prosze cie nie rob tego !!!!!!! Zmarnujesz sobie zycie On nigdy sie juz na dobre nie zmieni bedzie tylko gorzej . Daj sobie czas , bardzo cie prosze. Odwolaj ten slub!!!!!!!

  148. Lanka 22 pisze:

    Ona 24 , Hej kochana piszesz ze nie mozesz otworzyc sie na nowo znajomosc . To zupelnie normalne. Moze to nie jest jeszcze ten moment? Obseruj sytuacje:)

  149. netako pisze:

    Dziewczyny naprawdę przeczytajcie „Moje dwie głowy” Mai Friedrich i jej blog. Ja czytając tę książkę uzyskałam odpowiedź na jakże ważne dla mnie pytanie – Dlaczego?. Dlaczego mimo tego, że człowiek sobie flaki wypruwał nic z tego nie wychodziło? Musiałam to wiedzieć aby pójść dalej w swoim życiu. Autorka tak jak i my potrzebowała odpowiedzi na zadawane sobie pytania, dlatego tak jak i my zaczęła drążyć temat. Jesteście na tym forum więc drążycie temat! Chcecie wiedzieć.
    Czytając to forum i książkę Pani Mai miałam wrażenie, że z każdej opisywanej sytuacji mogę wyciągnąć trochę mojego socjopaty – co dowodzi, że nie był taki wyjątkowy z całą pewnością. Trzymajcie się i nie dajcie się podeptać!

  150. Wiki7 pisze:

    A co powiedzieć, gdy złożony już jest przeze mnie pozew z orzekaniem o winie męża, z wyraźnym wyszczególnieniem jego przewinień (w tym: przemocy ekonomicznej, psychicznej,fizycznej, nadmiernej kontroli, obarczaniem nadmierną ilością obowiązków i brakiem z jego strony pomocy…itp), a on i tak twierdzi, że ja kłamię i czeka kiedy się opamiętam….

    • netako pisze:

      Wiki7 powiedz mu, że Ty się już opamiętałaś i stąd ten rozwód. Nie daj się wyprowadzić z równowagi. Pamiętaj, że to wszystko jego śmieszna gra obliczona na Twoje słabości. Bądź twarda. Pozdrawiam i powodzenia!

  151. Lanka 22 pisze:

    Wiki7 , powodzenia I trzymaj sie tego co zaczelas. Bedzie dobrze:)

  152. Małgosia pisze:

    Ja napiszę o konsekwencjach doświadczania przemocy psychicznej z perspektywy dziecka. Obecnie mam 30 lat. Miałam OJCA TYRANA, który maltretował psychicznie moją Mamę, a przy okazji nas, mnie i mojego brata. Mój starszy brat nie przeżył tego – 15 lat temu popełnił samobójstwo. Dlaczego? Podobno depresja. Skąd się wzięła? Mogę się tylko domyślać, że niebagatelny wpływ na jego kondycję psychiczną miało to, co się działo u nas w domu. Dziś nie piszę już tego ze łzami w oczach, po wielu latach, a przede wszystkim terapii u psychologa, pogodziłam się z jego śmiercią. Chciałabym jednak przestrzec wszystkie kobiety, które doświadczają przemocy psychicznej. Piszecie, że nie macie odwagi, siły, żeby opuścić toksycznego partnera. Powiem Wam jedno, jestem pewna, że gdyby moja Mama odeszła od Ojca, jak byliśmy dziećmi, mój kochany brat by żył do tej pory. Więc zróbcie to, JEŚLI NIE DLA SIEBIE, TO DLA SWOICH DZIECI, bo konsekwencje życia z tyranem to właśnie one odczują najbardziej w całym swoim dorosłym zyciu, jeśli wcześniej nie zejdą z tego świata dobrowolnie.

  153. Małgosia pisze:

    Na moje dorosłe życie też oczywiście wpłynęło tyranizowanie przez ojca. Miałam (i mam) ogromny żał do Mamy, że dała sobą tak pomiatać. Już jako dorosła kobieta rozmawiałam z nią na ten temat i Ona powiedziała, że trwała w tym związku dla nas, czyli dla mnie i mojego brata, żeby nie zabierać nam „domu i rodziny”. Mój Boże, Mamo, i co z tego dobrego wyszło? Jedno dziecko się zabiło, a drugie jest pocharatane emocjonalnie z upośledzonym poczuciem własnej wartości…Tego jej już nie powiedziałam, żeby jej nie dobijać. Bardzo ją kocham, ale NIE ROZUMIEM jak można było dać się tak traktować? Kobieto czy Mężczyzno – jeśli sama/sam się nie uszanujesz, nikt inny tego nie zrobi! To jest podstawowa zasada, której trzeba się trzymać!

    • Monik pisze:

      Jak bardzo rozumiem, co przeszłaś. W domu byłam ja i moja młodsza siostra. To na niej skupiła się cała agresja naszej matki- wychowywała nas sama. Mnie gnębiła psychicznie, ale to co robiła z nią jest nie do opowiedzenia. Biła po twarzy wykręcała ręce, głodziła. Ja byłam już na studiach i długo nie wiedziałam, że to znacznie bardziej niż mnie. Oczywiście jak wszyscy tyrani dla sąsidów znajomych była super! Przyjechałam raz niespodziewnie i nakryłam ją na biciu – siostra miała 13 lat. Bez wahania poszłam na policję i założyli wiedźmie niebieską kartę. Nie wiem czy wiecie, ale tam obowiązuje taki przepis „podejmowanie interwencji w środowisku wobec rodziny dotkniętej przemocą odbywa się w oparciu o procedurę »Niebieskie Karty« i nie wymaga zgody osoby dotkniętej przemocą w rodzinie” cyt. http://www.eporady24.pl/niebieska_karta_i_przemoc_zony_w_stosunku_do_meza,pytania,6,198,4599.html To nas uratowało, bo ja musiałam wracać na studia a ona musiała zostać, a była psychicznie wrakiem, trudno z niej było słowo wydusić, ona sama nic by nie zrobiła, ale trafił nam się dobry dzielnicowy i w tym przypadku opieka społeczna też stanęła na wysokości zadania. Ja rok temu skończyłam studia i siostra od 3 miesięcy mieszka ze mną, chodzi do psychologa, ale nie wiem ile trzeba czasu, żeby zaczęła znowu wierzyć ludziom. Pozdrawiam Was wszystkich i życzę duuuuużo sił do walki!

  154. Małgosia pisze:

    W życiu osobistym również zetknęłam się z partnerem-tyranem. Krytykował wszystko co robiłam, czy jak wyglądąłam, nawet sposób w jaki pomalowałam paznokcie. Byłam z nim kilka miesięcy, w tym czasie schudłam, ciągle płakałam, byłam strasznie nieszczęsliwa, mimo, że go kochałam. I pewnego dnia, po prostu odeszłam i zerwałam wszelki kontakt. To był najlepszy sposób. Psychicznie dochodziłam do siebie długo, ale uśmiechnęło się do mnie słoneczko. Wychodzę za mąż za dobrego, wrażliwego, pełnego empatii mężczyznę. Muszę tylko uważać, żeby sama nie stać się z biegiem lat tyranem. Niestety mam pewne cechy mojego Tatusia, z których zdaję sobie sprawę i których nienawidzę. Wolałabym umrzeć, niż choć po części wyrządzić komuś taką krzywdę jakiej sama doznałam ja, moja Mama i brat. Wiem, że czeka mnie terapia u psychologa, bo chcę być szczęsliwa i dawać szczeście mojemu przyszłemu mężowi i naszym dzieciom.

  155. Wiki7 pisze:

    Netako i Lanka dzięki za wsparcie. Wczoraj mój mąż sprowadził swoją „kochaną” mamusię, by pilnowała bezpieczeństwa w naszym domu do końca (jesteśmy w trakcie postępowania rozwodowego) – nie mam gdzie spać i wykańcza mnie psychicznie – jest taka podobna do niego – wypiera się, że widziała, jak mąż uderzył mnie na jej oczach…
    Nie wiem, czy wyprowadzać się z trójką dzieci czy mogę się jej jakoś pozbyć. Jak ja mam funkcjonować w takich warunkach?

  156. Lanka 22 pisze:

    Wiki7 , kochana tak mi Ciebie zal . Jesters strasznie odwarzna koboitka:) pamietaj ze I Ty I twoje dzieci zaslugujecie na leaps ze zycie!!!niewiem jak sytuacja z domem wygloda u was od strong prawnej ale jesli to jest wasze wspolne? To ktos kogos musi splacic po rozwodzie. Jesli masz na ten czas gdzie zamieszkac by kazdego dnia nie oglodac szanownej ma musi z synusiem to zabieraj dzieci I powiedz Im” dozobaczenia na rozwodzie:)” pogadaj z prawnikiem. Jesters dzielna I dasz rade!!!:)

  157. Lanka 22 pisze:

    Przepraszam za bledy ale to chyba z tych nerwow :( sorry

  158. Wiki7 pisze:

    Lanka, dziękuję Ci za wsparcie…dobra z Ciebie kobietka. sama nie wiem co dla mnie i dzieci w tej sytuacji najlepsze. Najlepiej byłoby się wyprowadzić..ale nie wiem jak dzieci to przeżyją…mąż ostatnio normalnie szaleje za dziećmi, jest dla nich niesamowicie dobry i troskliwy (wcześniej tak nie było) i poświęca im bardzo dużo czasu. Z drugiej strony obawiam się jego działań, działa w wielkiej wściekłości na mnie zwłaszcza za 1000 zł alimentów, które mi zasądzono (złożył zażalenie od tej decyzji sądu). Przy każdej nadażającej się okazji, okazuje swoja nienawiść do mnie…

  159. netako pisze:

    U mnie minął już miesiąc od wyprowadzki od socjopaty i powiem Wam, że z każdym dniem jest lepiej choć nie wierzyłam w to na początku tej misji. A tu proszę odzyskuje siebie. Oczyszcza mi się zatruty umysł i nawet jego „syreni śpiew” nie jest w stanie mnie złamać. Czytam dużo literatury fachowej. Zapamiętajcie jedno – socjopata nie odczuwa emocji, a jedynie je naśladuje na poziomie podstawowym. Nie kocha prawdziwie, nie wstydzi się swoich uczynków, nie martwi się, nie ma empatii, nie ma sumienia, nie boli go Twój ból, a wręcz napawa się swoją dominacją kiedy Ty cierpisz itp. Nie odczuwa tego, bo to „ułomności zwykłego człowieka” i nie jest mu to potrzebne. Łatwiej być socjopatą i niczym się nie przejmować. Ja też nie miałam łatwego życia, min. dzięki niemu właśnie ale jeśli ktoś dziś zapytałby mnie czy chciałabym zostać socjopatką i było by to życzenie do spełnienia w imię życia bez uczuć to wybaczcie ale lubię swoje „ułomne” cechy ludzkie i nawet jeśli czasem serduszko boli to wole to czuć, bo też mogę poprzez to kochać i pomagać innym co mnie cieszy, i płakać, i śmiać się ze szczęścia. Socjopata tak nie ma i to chyba najtrudniej zrozumieć, bo patrzymy przez pryzmat nas samych, a to zupełnie inna destrukcyjna osobowość i ona tak nie ma. Nie da się żyć z socjopatą jeśli pragniesz uczuć wyższych. On nigdy Ci tego nie da, bo NIE CZUJE – da kwiaty, powie że kocha ale to zawsze będzie plastikowe mimo, że widzisz to inaczej. Przykre ale prawdziwe. Tak samo mocno ja Wy nie chciałabym żeby tak było no ale niestety jest i nie ma magicznej tabletki aby wyleczyć błąd który powstał na początku jego egzystencji.

    Polecam:

    http://quantumfuture.net/pl/psyhopath.html

  160. Lanka 22 pisze:

    Hej Wiki7, okazuje Tobie nienawisc Bo nie spodziewal sie ze jestes na tyle odwarzna . A dzieci to jego jedyny ratunek teraz wiec check je przeciognoc na swojo strone ” Tatus Dobry a Mamusia ta niedobra” Rozmawiaj z dziecmi o wszystkim I sluchaj co one majo Tobie do powiedzenia na temat waszej rodziny. Moj syn mial 8 lat jak bralismy rozwod I tez byl posrodku. Strasznie bylo mi go zal ! Teraz ma 16 lat I jest dla mnie duzym wsparciem I najwazniejszy na swiecie :)

  161. Lanka 22 pisze:

    Trzymaj sie kochana:)

  162. xxx pisze:

    Cwaniaczki myślały, że się na czyiś plecach wygodnie przewiozą przez życie. Nie chciało się uczyć i pracować – nie dziwię się. Jednak oddawanie komuś władzy nad sobą prawie zawsze się źle kończy. Bo jak ktoś zauważył, władza deprawuje. Władza absolutna deprawuje absolutnie. Ktoś, kto ma pełną władzę nad kimś – zwłaszcza prymitywne, tępe dominujące zwierzę jakim jest mężczyzna – będzie tej władzy nadużywał.
    Wyjście jest jedno: niezależność ekonomiczna. Psychiczna się sama pojawi, kiedy przestaniecie być na nich skazane. Włóżcie tę energię, którą wkładacie w rozpacz, w wyrwanie się z sideł. Tak samo przykre, ale przynajmniej do czegoś prowadzi.

  163. 5 lat kacetu pisze:

    Jestem po takich samych przeżyciach jak Ty. Kilka razy odchodziłam i wracałam. Ale w końcu uciekłam na zawsze. Było bardzo ciężko, w sumie dalej dje mi się we znaki, ja łapię dołki ale nie poddaję się. Psychicznie jeszcze nie jestem na poziomie, który bym oczekiwała, ale to co wypracowałam, to wstręt do tej osoby i niemożliwość mojego powrotu do niego i z tego jestem dumna. W moim związku były poniżania (ty pojebie, psycholu, downie, dla mnie jesteś nikim, zerem), uzależnienie finansowe i zabieranie pieniędzy, kłamstwa i zdrady, o których na szczęście dowiedziałam się po fakcie (albo po fakcie sama przed sobą się przyznałam, że o nich od dawna wiem) w momencie, kiedy jego kochanka, a obecna partnerka skontaktowała się ze mną, pisząc dumnie, że w końcu odzyskała swojego dawnego pana, informując mnie, że on mnie już nie kocha i mam się nie kompromitować, pisząc do niego. Dodam, że w tym samym dniu wieczorem był u mnie w domu, a raczej pod domem, bo nikt go nie wpuścił, żeby powiedzieć moim rodzicom, że chce żebyśmy znowu bylo razem, bo mnie kocha. Dodam, że rano to on dał jej mój numer i kazał się ze mną skontaktować. Cóż za piękna perfidia… Wcześniej były tylko sygnały – maile do „koleżanek”, którym chwalił się, że jest samotny i z nikim się nie spotyka (był i mieszkał ze mną), fałszywe wyjazdy na „serwisy”, a w praktyce umawianie się z „koleżankami” na wspólny wyjazd. Smsy do różnych dziewczyn, o przykładowej treści „dobranoc niedostępna”, wypraszanie mnie z urodzin, żeby pojechać z kolegą na wyrywanie lasek i zaliczanie dwóch jednocześnie (o tym na szczęście dowiedziałam się po fakcie), ginące prezerwatywy i wmawianie mi, że wyrzucił, żebym się nie czepiała, znaleziony w domu popcorn z kina w Oświęcimiu, który podczas tłumaczenia się okazał być się znaleziony na parkingu w Tychach i zabrany do domu dla papug (chyba 5-latek nie uwierzyłby w taką bajkę) i wiele innych niezliczonych rzeczy, na które chciałam być ślepa. Dowiadywałam się o tym z maili i smsów (kiedy nie widział sprawdzałam go, bo podejrzewałam, że mnie oszukuje). Po odkryciu takich informacji i wygarnięciu mu tego robił awanturę, wyzywał od psycholi i kazał dosłownie „wypierdalać’. A ja jak ta zahipnotyzowana nie umiałam odejść, mimo że zdrada była dla mnie zawsze tematem niewybaczalnym. Odchodziłam dopiero po sytuacjach kiedy np.byłam chora i zamiast podać mi szklankę herbaty, o którą go poprosiłam, powiedział mi, że dla niego jestem gównem i nie zasługuję nawet na herbatę. Plus do tego inne wyzwiska.Jak odeszłam, zaczęło się przepraszanie, chwilowe chodzenie do psychologa, żeby się naprawić, mówienie jaka to najważniejsza dla niego nie jestem i jak bardzo chce się zestarzeć ze mną po naszym cudownym wspólnym życiu. Dawałam się uwieść jego magicznym słowom i wracałam. I tak było kilka razy. Dwa lata chodziłam do psychologa i nic mi to nie dało. Najlepszą pomocą jest grupa wsparcia, która jest stricte ukierunkowana na nasz problem, a nie na psychologię ogólną. To mi dało największego kopa. Czytałam i dalej czytam wiele pozycji z tego zakresu. W szczególności polecam blog http://mojedwieglowy.blogspot.com/ oraz książkę o tym samym tytule. Jak dla mnie najbardziej trafna i pomocna, a przede wszystkim napisana przez kobietę, po takich samych przejściach. Jeśli chcesz porozmawiać, chętnie pomogę. Sama nie jestem jeszcze na tyle uzdrowioną osobą na ile bym chciała, ale jakiś czas temu zrobiłam krok uwolnienia się bez powrotu i o ten krok jestem do przodu. Uwolniłam się od psychopaty. Mimo, że od dalej próbuje te swoje gierki (właśnie w takich chwilach czuję, że jeszcze nie uzdrowiłam się do końca, ponieważ mimo, że opcja powrotu do niego nie wchodzi w rachubę, to każde jego parszywe zachowanie mające na celu wywołanie mojej reakcji, powoduje rozdrapywanie ran na zasadzie jaka głupia byłam i jak mogłam do tego wszystkiego dopuścić, przypominają mi się wszystkie świństwa, które mi wyrządził i to boli najbardziej, bo dopiero teraz to widzę i rozumiem. Niestety zraniona i sponiewierana psychika długo się goi. Żeby było śmieszniej, to dotarły do mnie informacje, że będąc obecnie z kochanką, z którą mnie zdradzał, zdradza teraz ją… (moją poprzedniczkę też zdradzał, do czego sam mi się przyznał, oczywiście mówiąc, że już się wyszalał i teraz woli stabilne życie ze mną…). Mimo, że wiem, że czeka ją taki sam los jak mnie i poprzedniczkę, to jestem jej wdzięczna, że dzięki niej uwolniłam się od niego. Nie całkowicie do końca, bo on sobie wyobraża i rozpowiada wszem i wobec, że zawsze wracałam i znowu do niego wrócę, ale dzięki niej poznałam prawdę i odeszłam od tego chłamu. Tak więc nie jesteś tu sama i nie wierz nigdy w cudowne uzdrowienie takiej osoby. Takie postępowania są naukowo udowodnioną chorobą psychiczną partnera. Jeśli chcesz porozmawiać, lub inne osoby z tego forum, podaję gg 11247771. Rozmowa i osoby o podobnych doświadczeniach są najlepszym wsparciem. z bagna można się wydostać

  164. Maciek pisze:

    Witam mam taka sama kobiete 80 procent tego tekstu odczuwam na zywo…. Nie wiem jak mam sobie poradzic

  165. gosc pisze:

    5 lat kacetu …
    Mam taką samą sytuację, kiedy czytałam to, co napisałaś o swoim zyciu czułam się tak, jakby to było o mnie..
    Chciałabym się uwolnić i nie potrafię. Nie widzę dalszego mojego życia, a jednak nie umiem nic z tym zrobic.
    Oczywićie, że chciałabym porozmawiać.
    Nie mam siły.Dłużej żyć.Ani nic.
    Każdy dzien to koszmar, wiesz o czym mówię, życie z taką osobą, to koszmar:(
    Prościej jest po prostu zakonczyć życie..
    wybacz, dół straszny, nie umiem sobie dać rady:(
    Ten codzienny koszmar z tą osobą, pranie mózgu..nie mam siły:(

  166. gość pisze:

    Powiedzcie co zrobić,jak zrobić ten pierwszy krok.Co zrobić, jeśli sytuacja jest taka, że nie ma się siły już znosić takiego psychofaga, w jakie miejsce uciec jeśli się nie ma gdzie i za co, co zrobić, jesli ta osoba prawie całkowicie uzależniła od siebie i finansowo i psychicznie, ten ciągły terror, strach przed zjazdami, które nie kończą się dzień i noc, co zrobić, jak z tego wyjść, bo naprawdę nie jestem w stanie dłużej tego znieść. Nie mam prawa w ogóle o sobie pomyśleć, nic dla siebie zrobić. Każdy kto tkwi w tak chorej, toksycznej znajomości wie, jak ciężko jest cokolwiek zrobić, ruszyć z miejsca, czy zrobić własnie ten „pierwszy krok”, że duzo można pisać, mówić co taka osoba potrafi z nami zrobić, jak psychicznie wykończyć, prawie ubezwłasnowolnić i to się często dzieje latami, aż człowiek nie jest już w stanie zrobić nic.
    Wmanewrowałam się w strasznie głupią sytuację/znajomość z toksycznym panem nie nadającym sie do życia, niszczącym mnie, terrorryzującym mnie strasznie różnymi rzeczami, sprawami, ci, którzy tkwią w takim bagnie wiedzą o czym mówie.To jest psychiczny terror.Nie jestem już sobą. Nie wiem kim jestem. W ogóle nie mogę sobie z tym poradzić.
    A uwolnić się z tej nienormalnej znajomości i żyć tak, jak dawniej – spokojnie, to moje nawiększe pragnienie.
    Nie chcę żyć w czymś takim, nie jestem w stanie czasami nawet wstać z łóżka, jestem dobita, załamana, zmuszam sie do wszystkiego i tak, to wszystko chciałabym zamienić na siłę by móc i umieć to w końcu zmienić, ale to jest już ponad moje siły. Zrobienie tego, ucieczka – graniczy z cudem. Poza tym, jestem już tak wymęczona, że myślę tylko o jednym, bo z tym nie miałabym problemów. Przez to, co ten chory człowiek wyprawia ze mną przestało mi w ogóle zależeć na życiu, na kimkolwiek i czymkolwiek,bo nic nie ma sensu.A kiedyś tak nie było.Czuję straszny kołowrotek w głowie.Najprostsze rzeczy stwarzają mi niesamowitą trudność. Nie mam siły, chciałabym czuć się normalnie, dobrze,nie bać każdego dnia, że nagle znowu mu odbije i wieczór moze skonczyć sie tragicznie,albo, ze znowu zrobi coś podłego za moimi plecami a potem skłamie, wyprze się i dowiem sie po jakimś czasie i już nie będzie mozna nic zrobić.Często stawia mnie przed takimi sytuacjami, że nie wiem naprawdę co mam zrobić, bo cokolwiek zrobię, to i tak będzie źle.Nie chcę się za tego kogoś więcej nadstawiać, nie chcę być poddawana próbom typu: „ile jeszcze może znieść”.Wiele razy najadłam sie po prostu wstydu przez tą osobę. Ten człowiek zachowuje się jak nienormalny. To nie tylko jest terror psychiczny, ale i przemoc fizyczna.Potem się wszystkiego wypiera i twierdzi, ze mi nic nie robi.Mnie specjalnie prowokuje, żebym tylko wybuchnęła, prowokuje ciągle kłótnie, straszne kłótnie. Nic nie jest normalne. Żaden dzien nie jest spokojny, normalny.Jest nieodpowiedzialnym, niedojrzałym, kłamiącym na każdym kroku, oszukującym cały czas, wypierającym się, robiącym różne rzeczy za plecami, chorym człowiekiem, który widzi i słyszy różne rzeczy, który poniża mnie i ośmiesza na każdym kroku, za wszystko krytykuje i w ogóle, a tym czasem on nic nie umie, nie potrafi i nie chce umieć. Ten człowiek prowokuje cały czas kłótnie i awantury,ciągle się boję, kiedy to znów nastąpi,a ta jego wiecznie wykrzywiona twarz śni mi się już jak horror jeśli w ogóle mogę usnąć.Na każdym kroku złośliwości, krytykowanie mnie za wszystko dosłownie. Stwarzanie ciągle jakiejś chorej atmosfery.A to zachowanie np,że ta osoba w jednej chwili ma wykrzywioną twarz i coś tam gada sobie pod nosem, chory wyraz twarzy i takie chore oczy, a za chwile się smieje, uśmiecha,nie wiadomo skąd -wielka radość,nagle jest jakos dziwnie miły, czy nie wiem jak to wyjasnić i za chwilę znowu to samo, wykrzywiony itd… Czuję się jak w domu wariatów. Nie jestem w stanie znosić jego zjazdów. Po prostu boje się tego chorego człowieka. O tym jaka ta osoba jest możnaby nakręcić film, czasami myślę, że jeśli nie film akcji to horror, bo często dzieją się takie sceny, że potem przez kilka dni nie mogę się pozbierać. Tak bym chciała się uwolnić od tego chorego człowieka, ale w mojej sytuacji to jest za trudne.
    Powiedzcie proszę, czy są jakieś instytucje, nie wiem, miejsca gdzie można się zwrócić o jakąś pomoc chociażby nie wiem psychologiczną.Może ktoś może polecić jakąś literaturę, czytam duzo na ten temat, chciałabym umieć sobie z tym poradzić. Naprawdę nie chcę zrobić niczego głupiego przez tą chorą osobę, chciałabym się z tego koszmaru uwolnić i żyć normalnie i spokojnie jak kiedyś. Chciałabym nie zwariować, bo psychicznie nie daję rady już, po prostu jest fatalnie.
    Będę wdzięczna za wszelkie odpowiedzi na ten temat.

    • zagubiona pisze:

      wypisz wymaluj mój mężuś Twój opis pasuje do niego w każdym calu. Też szukam pomocy jestem jak w jakiejś klatce w dodatku alkohol pity po kryjomu a potem kłamstwa zdrady,długi a mamy dziecko. jednego dnia gnoi mnie poniża wyzywa na drugi dzień już nie pamięta a kłamstwa sam się w nich gubi a potem wmawia mi że coś sobie wymyśliłam że mi się przyśniło, bawi się z synem śmieje się chwile potem najeżony ale tylko na mnie nawet do kota lepiej się odnosi.ostatnio coś mu się pogorszylo i budzi mnie w nocy wyzywa

  167. gość pisze:

    5 lat kacetu czy możesz podać swój email?

  168. gosc pisze:

    Znamienne w życiu z takim psychicznym człowiekiem jest jest ciagle poczucie zagrozena i brak poczucia bezpieczenstwa.Zgadzacie sie ze mna?

  169. wiki7 pisze:

    Tak dokładnie, zwłaszcza w przypadku, gdy dasz mu wyraźnie do zrozumienia, że chcesz się od niego uwolnić. Mój ostatnio nie omieszkał nawet udać się do proboszcza parafii, w której notabene śpiewam w chórze, by nagadać na mnie jaką to jestem okropną kobietą. Na szczęście księdzu nie chciało się w to za bardzo uwierzyć i chciał usłyszeć tez mojej wersji wydarzeń….

  170. netako pisze:

    Gościu z 3 czerwca 2014 roku z godz 09:11. Mogłabym się pod Twoim życiem podpisać i pod wieloma innymi postami tu zamieszczonymi. Ja uciekłam ale łatwo nie było. Teraz wiem, że choć sama wychowuję dziecko i wywalam 1/3 pensji na wynajęte mieszkanie to i tak święty spokój jest bezcenny i najważniejszy. Zacznij od pomocy psychologa, wizyty są nawet na NFZ i wcale nie czeka się długo. Potem pójdziesz dalej. Coś wymyślisz – rodzina, znajomi – na pewno jest ktoś taki kto Ci pomoże ale przede wszystkim TY musisz sama się w sobie zebrać. Grunt to się nie cofać, a uciekać do przodu-ale to już wiesz z fachowej literatury ;-) Pozdrawiam.

  171. anonym pisze:

    Czesc Wam wiem co czujecie poniewaz jestem w trakcie rozchodzenia. Jest mi ciezko placze nie wiem chyba sie uzaleznilem od tej dziewczyny.Zna mnie od podszewki i wie jak mnie zranic gestem, slowem.Upadlem i jest mi ciezko sie podniesc to nie jest pierwsze rozstanie. po pierwszym rozstaniu w rok nie poradzilem sobie nie wiem jak sobie poradzic. czuje sie jak bym w cos sie wrabal lecz nie wiem co potocznie mowiac puzzle rozsypane. kocham ja tak bardzo a ona mnie tak rani bawi sie wiem ze musze to zakonczyc i to zrobie lecz nie wiem co dalej prosze o pomoc

  172. zagubiona pisze:

    witam.w moim przypadku jest tak.Ze swoim katem jestem od kilkunastu lat mamy cudowne mądre i dobre dziecko.Mąż jest alkoholikiem i kłamcą tj.wszystko co powie musze sprawdzać by wiedzieć czy fikcja czy fakt.Z jego str myśle że doświadczyłam wszystkiego co mogł mi zrobić:zdrady,wyzwiska,ośmieszanie,poniżanie, słyszałam nawet że w rozmowie z innymi to ze mnie zrobił wariatke itp. dziś spakowałam jego rzeczy po raz pierwszy w życiu w odpowiedzi dostalam w pysk mam rozciętą warge a on tu nadal jest. Sił nie mam jestem w potrzasku,pare lat temu odcinałam go ze sznurka,próbował się powiesić na oczach naszego syna a raczej zrobić demonstracje. straciłam przez niego kilka razy prace potrafił tak namieszać że ze strachu i wstydu musiałam rezygnować. Gdy milcze to mnie wyzywa gdy płacze śmieje się ze mnie gdy go wyganiam to mi grozi gdy chce odejść niszczy rzeczy i też mi grozi.Po takiej serii co rano wstaje robi mi kawe uśmiecha jakgdyby nigdy nic i ma pretensje że jestem skwaszona.teraz śpi a ja nie wiem kiedy PIEKŁO zacznie się od nowa.

  173. gość pisze:

    Boże „zagubiona”…. opisałaś właśnie moje życie :(
    i też cały czas boję się, kiedy znów się zacznie, bo może być na chwilę spokojnie, ale po chwili coś mu odbija
    i zaczyna się i nie kończy :(. To jest życie cały czas w strachu. Modlę się, żeby dzien był normalny i spokojny, żeby mu nagle nie odbiło, to jest straszne:(. Mogę dodać jeszcze szantażowanie i terrorryzowanie wszystkim:(.
    Trudno opisać, wyjaśnić, bo tych jego zachowań jest mnóstwo, tylko nie zachowanie normalne, czyli takie, jakie powinno być.Bywa, że na ulicy zachowuje się jak dobry, miły, nieśmiały człowiek.Bywa, też, że ( na ulicy) zaczyna się „szajba”, to może być wydzieranie się, zwracanie na nas uwagi, wyzwiska i szarpanie:(.
    Generalnie nie można z nim iść po ulicy, bo zachowuje się jak człowiek nienormalny.Nie wiem co robić, jak się zachowywać wtedy i w ogóle. Brak sił. Cała energia idzie na zniesienie tych wszystkich chorych zachowań.Nie mam siły żyć. Nie radzę sobie również. Nie wiem co mam z tym wszystkim zrobić. Nie mam już siły znosić jego chorych zachowań, zjazdów, nieadekwatnego zachowania do jakiejkolwiek sytuacji, jego ciągłej agresji, wybuchów złości, nienawiści. Nie wiem co mam zrobić. Chciałabym to zakończyć, ale nie potrafię:(…

  174. gość pisze:

    Czy są jakieś instytucje mogące cokolwiek pomóc w takich sytuacjach, wesprzeć chociażby psychicznie.. ?

  175. zagubiona pisze:

    tak jak mówiłam dziś rano wstał zrobił mi kawę nawet pocałował a ja co? w bezruchu zaciskając zęby opuchnięta i obolała po wczorajszej walce.wstydzę się wyjść z domu mam wrażenie że wszyscy wiedzą i śmieją się ze mnie że jestem głupia a uwierzcie mi że 12 lat temu byłam zupełnie innym człowiekiem..zawsze jak kot spadałam na 4 łapy byłam optymistką dawałam sobie rade sama i potrafiłam pomóc innym..Dziś jestem wrakiem nie mam nic i nie mam sił na nic coraz częściej myślę o śmierci ale pamiętam jak on to próbował zrobić a nie jestem taka jak on MAM DZIECKO! i choćby nie wiem co nie skrzywdze mojego synka musze go chronić przed ojcem i dać szanse na normalność. Ciągle w głowie mam te wszystkie lata poniżania paraliżującego strachu,wstydu i tego potwornego nieustającego żalu w sercu i ta myśl-dziewczyno przegrałaś swoje życie on je przepił,zdradził w każdym calu i zdeptał a gdy mu mówie że zniszczyłeś mnie on patrzy na mnie spod byka i z tym parszywym uśmiechem na twarzy mówi-to jeszcze nie koniec poczekaj ,gdy pytam dlaczego to mówi bo jestem skurwielem.MASAKRA!!!mam dość nie umiem sobie poradzić to takie trudne.

  176. zagubiona pisze:

    w końcu poszedł jestem tak głęboko w…wiecie niedługo syn ze szkoły wróci dom nie ogarnięty,ja ledwo na oczy patrze wyje po kątach od wczoraj nie daj Boże tyran zobaczy i jazda od nowa.mam wrażenie że to co mi robi sprawia mu jakiś rodzaj przyjemności Jezu boję się zrobić cokolwiek mówić płakać wziąć głębszy oddech. Po tym jak go odcięłam ze sznurka był w psychiatryku 2 miechy ja miałam gorzej opieka na głowie jakieś instytucje nagły atak a tak naprawdę zero pomocy,wszyscy litowali się nad nim bo biedny ,chciałam go spakować a pani z opieki stwierdziła że powinnam mu pomóc bo spróbuje znowu.wyszedł z psychiatryka pół roku nie mieszkał z nami wyjechał za granice do roboty miał jakieś baby w między czasie ja zbierałam się powoli. Potem wrócił w między czasie wyłaziły jakieś jego brudy konflikty z prawem dłużnicy walili drzwiami i oknami. miałam wówczas całkiem fajną prace ale syn był mały szefostwo zaczęło patrzeć na mnie bykiem bo mieszkam w małym mieście i ploty szybko się rozchodzą niańka odeszła i musiałam złożyć wymówienie potem słyszałam że jestem elementem wszyscy patrzyli na mnie przez jego pryzmat.dostawałam różne smsy telefony z zastrzeżonych nr.oj książkę bym mogła na ten temat napisać. pewnego dnia już po jego powrocie z zagranicy po jego ciągu alkoholowym gdy mi ubliżał coś we mnie pękło wpadłam w furie i straciłam nad sobą panowanie w ułamku sekundy role się odwróciły zaczęłam go bić i choć jest postawnym facetem nie miał ze mną szans ale wcale mi nie ulżylo było jeszcze gorzej bo zniżyłam się do jego poziomu. Siedze w tym już tyle lat wiem że jestem osobą współuzależnioną a pani psycholog u której musiałam być bo tam skierowała mnie policja i opieka po jego próbie samobójczej powiedziała że mam depresję to było jakieś 5 lat temu ale wtedy jej nie uwierzyłam potraktowałam to jak atak na moją osobę bo co ja jestem chora? przecież to on pije zdradza i nęka. teraz rozumiem i już wiem zrobił mi pranie mózgu pozbawił samoświadomości zmanipulował zmienił we wrak człowieka

  177. Vena pisze:

    Zagubiona,
    jesteś w bardzo trudnej sytuacji, ale nie w beznadziejnej.
    Z toksycznego związku trzeba uciekać, trzeba ratować siebie i dziecko.
    Każdy ma prawo opuścić miejsce, które go niszczy.
    Zapraszam Cię na bloga, którego prowadzę wraz z koleżankami. Jest to blog dla kobiet, które uciekły, uciekają lub szykują się do ucieczki z toksycznego związku. Dzielimy się doświadczeniem i wspieramy w trudnych chwilach. Na blogu znajdziesz wiele rad i informacji oraz historie kobiet, które zechciały się podzielić swoimi przeżyciami.
    Przyjdź do nas koniecznie, wesprzemy Cię.

    http://uciekamydoprzodu.blog.pl/

  178. Gosc pisze:

    Ja tez mieszkam z takim hitlerkiem i codziennie koszmar ,kiedy nadchodzi godzina jego powrotu do domu. Chce się uwolnić.Co robić?tak się nie da żyć.Jestem przerażona

  179. Lanka 22 pisze:

    Dziewczyny uciekajcie, Bo nigdy nie bedzie lepiej !!!!!!! Jezeli nie macie sily dla siebie tego zrobic to zrobcie to dla swoich dzieci!!!!!

  180. zagubiona pisze:

    Dziękuje że jesteście że są takie str.wstydziłabym się opowiadać o swoim życiu znajomym,rodzinie nie zrozumieliby..nie raz próbowałam. Czas powalczyć o siebie do boju kochane!damy rade:)

  181. Kasia pisze:

    Znam mezczyzne doznajacego takiej przemocy, to moj brat. Nie wiem jak moge mu pomoc. Nie pzyznaje sie sam przed soba, ze jest ofiara. Terroryzuje go juz tak 17 lat. Jest calkiem od niej zalezny emocjonalnie. Boi sie wracac do domu bo nigdy nie wie co go czeka. Wszystkie wyzwiska, obelgi, wulgaryzmy, kpiny wrecz szarpie go sa w obecnosci dziecka. Nie ma sie jak bronic (przeciez jej nie udezy)Kiedy on pragnie odeslac dziecko do innego pokoju slyszy ” a niech widzi jakiego ma tatusia!”. Po czym to ona stawia sie w roli pokrzywdzonej. On bierze cala odpowiedzialnosc za sytuacje na siebie….przyczyna awantury…był za długo z psem. Dziecko jest juz tak zmanipulowane (ma 12 lat), ze zawsze staje po stronie matki…..sa nieliczne momenty gdy w rozmowie sam na sam z ojcem przyznaje sie mu ze sam sie boi mamy. Sprawdza go na kazdym kroku, izoluje od rodziny, znajomych. On dla spokoju podporządkowuje sie jej, by nie wszczynac awantury ale ona powód zawsze znajdzie. Najgorsze jest to, ze trwa to nawet po rozwodzie (3 rok idzie) bo nadal ona sie nie wyprowadziła, choc ma gdzie i srodki finansowe. Wszelkie próby wyprowadzenia jej koncza sie „tata nas chce wyrzucić pod most”. Brat totalnie nie radzi sobie tatlnie z ta sytuacja, ma depresje i zmiany nastroju, cala wina obarcza siebie. Martwie sie o niego….Wiem, ze nie zmusze go do leczenia jesli sam tego nie bedzie chciał ale jak mu uzmyslowic, ze potrzebuje pomocy? Odpiszcie jak mozna mu pomoc..

  182. Lanka 22 pisze:

    Hej Kasia , zorganizuj jakies wakacje gdzie nie bedzie tej kobiety. Twoj brat jest uzalezniony od poczucia winy . Tracy ludzie jak twoja bratowa to ludzie toksyczni. Twoj brat ma szczescie ze ma Ciebie. Szkoda mi strasznie jego syna. Kasia walcz o tych chlopakow !!!!!

  183. gość pisze:

    Moja siostra też mieszka z takim człowiekiem.Nie wiem jak jej pomoc.

  184. gosc pisze:

    Moja siostra mieszka z takim człowiekiem, nie wiem jak jej pomóc.Chciałabym jej pomóc.Proszę o rady.

  185. Magdalena pisze:

    Nie wiem jak poradzić sobie z szantażem emocjonalnym, który mój partner stosuje wobec mnie.Wydaje się, ze on inaczej nie potrafi.Jakie są wasze doświadczenia.Jak trzeba wtedy postępować,co robi w takich sytuacjach?Jest ich naprawdę dużo.

  186. Lanka 22 pisze:

    To jest bardzo ciezko poradzic cokolwiek Bo zycie przy takim czlowieku jest straszne. Jedno Wien ze tarzeba nauczyc sie ignorowac nie pokazac ze nas to boli , byc obojetnym. Ja nauczylam sie tego po 5 latach , a I tak lapie sie na tym ze zaczynam plakac I siebie obwiniac za wszystko. Staram sie wtedy znalesc cos pozytywnego , cokolwiek. …..

  187. Domi pisze:

    hej chciałam się z wami podzielić moją historią. moj były był dokładnie taki człowiekiem jaki został tu opisany a na dodatek znęcał się nade mną fizycznie. Trwało to 5 lat a ja cały czas wierzyłam, że on sie nie zmieni. Za wszystko winiłam siebiei teraz gdy go spotkałam po latach wszytsko wróciło i nadal sie zastanwiam czy on sie zmienił, czy warto spróbować raz jeszcze… Serce jedno, rozum drugie. Ale po tym przypadkowym spotkaniu zobaczyłam, że już zastanaiwam się nad tym czy pasuje mu to cxo zreobie, co powiem. Jak się mam od tego uwolnić. Dodam jeszcze, że jestem w nowym związku

  188. Kamila pisze:

    Nie rozumiem tej Twojej wypowiedzi,nie wiem o co chodzi właściwie.

  189. uwolniona pisze:

    Do Domi,
    ja się również uwolniłam po 5 latach znęcania psychicznego, na koniec i fizycznego i oczywiście zdrad – niewiarygodnie perfidnych, można by nawet rzec, że na moich oczach. Uwolniłam się i z tego powodu jestem szczęśliwa. Jestem też w nowym związku z osobą kochaną i skrajnie przeciwną. Ale…. no właśnie te ale…. to co widzę u siebie po wyswobodzeniu się, to poniekąd w dalszym ciągu jakiś rodzaj uzależnienia, bo kiedy odzyskałam własne ja, obwiniam się jak mogłam być tak ślepa i brnąć dalej w tym związku, jak mogłam dawać kierować sobą jak marionetką. Boli to, że nigdy nie miałam takiego charakteru, zawsze kroczyłam swoją drogą, aż tu nagle pojawił się ktoś kto ogarnął moje ja. Tym bardziej to dokucza, że po rozstaniu dotarły do mnie informacje w jak bardzo podwójnych, a czasem nawet i potrójnych związkach on ze mną był. W jednym czasie, nawet po tym jak oświadczył mi się, potrafił wyznawać miłość innym kobietom i opowiadać bajki że jest ze mną tylko dla zasady, bo obiecał mi być ze mną do końca naszych dni (ah co za romantyk z niego, aż żal ściska). To boli, bo miałam tak dużo podejrzeń zdrad, a mimo to bagatelizowałam wszystko i żyłam w zakłamaniu dalej, przyjmując na siebie brzemię osoby psychicznej od jakiej ciągle mnie wyzywał. Do czego zmierzam, Ty się od niego uwolniłaś, przypuszczam, że nawet dobrze zdajesz sobie sprawę, że nie ma z Twojej strony opcji powrotu do niego. To Twoja psychika jeszcze się po nim nie uzdrowiła, tak jak i moja do czego się przyznaję. Tyle lat krzywienia psychiki, to jak pranie mózgu i robi swoje. Tak samo jak ręka po ciężkim złamaniu, do póki nie przejdzie rehabilitacji, nie zregeneruje się sama. Do tego też potrzeba czasu. Kiedyś usłyszałam, że ten typ ludzi działa jak sekta – takie robi pranie mózgu, a ludzie, którzy wydostali się z sekty też długo mają problem z powrotem do normalności. Jak się masz uwolnić? korzystaj z fachowej literatury, bierz udział w takich forach jak to, wymieniaj przed samą sobą wszystkie krzywdy które Ci wyrządził, a potem zadaj sobie pytanie – czy byłaś z nim szczęśliwa jak tak Cię traktował? czy takie było Twoje wyobrażenie związku z nim? Czego oczekujesz od partnera? stabilności czy może wolisz jazdę na roller coasterze? Czy takie życie chcesz zafundować sobie i Twoim dzieciom do końca życia? powiem Ci jeszcze jedno – on się nigdy nie zmieni. A wiesz skąd to wiem? z fachowej literatury, on innych kobiet z podobnymi doświadczeniami, z autopsji – taki sam był dla mojej poprzedniczki, taki sam był dla mnie i taki sam jest obecnie dla mojej następczyni, czyli kochanki jednej z wielu z którą mnie zdradzał, z którą nie jest ale te same zagrywki ma. trochę zmienił taktykę – przerzucił się na babki po rozwodach z dziećmi – żeby jak to kiedyś mi powiedział – łatwiej taką zniewolić, bo taka z dzieckiem nie będzie mieć nic do gadania, bo będzie od niego uzależniona…. obecnie takie dwie obrabia, a moim znajomym pociska głupoty, że poza mną świata nie widzi i że chce do mnie wrócić… niedoczekanie jego… Oprócz tych zdrad były wyzwiska od samego początku, wysłuchiwanie, ze jestem gównem a moim celem jest usługiwać mu. Byłam też uzależniona finansowo, odseperowana od rodziny i znajomych. Tak wygląd życie z osobą psychopatyczną. Zdrowy na umyśle człowiek nie czerpie przyjemności z poniżania innych. ten typ osób, nie ma uczuć, empatii, a skoro ich nie ma to jak się ma zmienić? na jakiej podstawie? Dodam jeszcze z autopsji …. z rozmowy pomiędzy nim a kolegą na mój temat … tak zdradzałem ją, ale ona zamiast odejść powinna zaakceptować fakt, że ja taki jestem, że jak pojawia się jakiś problem w związku to muszę uciec do innej i zdradzić ją. Ja nie ponoszę żadnej winy za rozpad tego związku…. Myślisz że da się uzdrowić człowieka, który nie dość, że przyznaje się, że zdradza, to jeszcze nie widzi w tym żadnego problemu ani winy? Drugi przykład …. wyzywanie o najgorszych za byle co, nawet za to, że coś źle zostało postawione. Mój zarzut na to, że mnie nie szanuje, że nie ma prawa odnosić się do mnie jak do śmiecia, jego odpowiedź – na szacunek trzeba sobie zasłużyć ….

    • netako pisze:

      Wow!!! Prawie moje życie i dokładnie te same wnioski! Super to napisałaś! Czytajcie dziewczyny ze zrozumieniem forum i dużo literatury fachowej, a wszystko się poukłada z czasem. Tylko dajcie sobie ten CZAS.

  190. uwolniona pisze:

    i w tym stwierdzeniem teraz się zgodzę. Mimo, że nie o taką interpretacje mu chodziło. Będąc z takimi osobami, które nami pomiatają, nie szanujemy siebie.

  191. Thomasronson pisze:

    Do Domi
    Odpowiedź brzmi – terapia. Bez fachowej pomocy będziesz się kręcić wciąż w pętach tych samych zachowań.

  192. karolina kika pisze:

    mam wątpliwości, czy kontynuować związek, który trwa cztery miesiące.
    Mój partner jest narkomanem. oczywiscie, nie cpa codziennie, kto zna sie na uzaleznieniach, wie, jak mniej wiecej moze to wygladac.
    Nie przyjmuje do wiadomosci faktu, ze ma paranoję.
    Konkretnie:
    oszukiwał mnie w kwestii brania narkotyków(teraz podobno nie oszukuje)
    nie dotrzymał obietnicy pójścia na terapię (branie narkotyków się powtarza, informuje mnie o tym)
    był agresywny wobec moich znajomych, werbalnie im groził
    gdy jestem zmęczona oskarża mnie o branie narkotyków
    zdarzyło mu sie grzebac w moim telefonie (uroił sobie, ze wysyłam i otrzymuje smsy od jakichs adoratorów)
    zdarzyło mu sie grzebac w mojej torebce (uroił sobie ze uzywam narkotykow)
    niekiedy, rzekomo w zartach potrafi komentowac moj ubiór: „idz do domu sie przebrać, masz za obcisłe spodnie, podciagnij te bluzke. gdzie masz niebieski cien do oczu, dawno go nie uzywalas”
    używa wyrazów wulgarnych i obelżywych( niby w żartach, niby taki krąg kulturowy, ale jednak zdarzyło się ostatnio poza żartami)
    no i najgorsze. Co jakis czas łapie ostre stany depresyjne i wtedy zaczyna mnie obwiniać o to, że ja jestem przyczyną jego złego samopoczucia. Ukonkretniając: Ma do mnie pretensje o to, że nie spotyakm sie z nim w ogóle, nie poswiecam mu czasu (spotykamy sie codziennie na minimum 3- 4 godz, zazwyczaj u niego)gdy spotkam sie z kolezankami, twierdzi ze traktuje sie jak wypelniacz czasu wolnego,
    )(niekiedy po godzinie spotkania z kolezanką on przyjezdza i zaczyna wydzwaniac, ze juz jest)ostatnio pokrętnie stwierdzil ze ma prawo do wlasnych odczuc i powiedział, czuje ze w ogole mi nie pomagasz ani mnie nie wspierasz. po tej ostatniej dyskusji i zarzutach mielismy sie rozstac, ale jakos zabraklo mi sily…kocham go, porozmawialismy o tej sytuacji, postanowilam byc twarda, powiedzialam ze nie bede tolerowac tego typu pretensji. sama sie sobie dziwie. czuje wstyd i zazenowanie, bo jestem młodą, wyksztalcona osoba, rzekomo inteligentną, a nie stać mnie na jeden oczywisty krok…

  193. karolina kika pisze:

    * że traktuje go jak wypełniacz czasu wolnego.
    kiedyś poszliśmy na wycieczkę, oczywiscie rzekomo zgubil portfel – jak okazało się w schronisku, gdy przyszło do płacenia
    na samym początku okłamał mnie o to, że ma drugi własny dom obok swojego domu ( mieszka w małym mieszkaniu z matką)
    sama nie wiem, teraz klamstwa sie ukrocily, ale niestety pojawiły się problemy z karczemnymi awanturami ( bezpodstawne zarzuty, o to że go lekceważę- na początku pomyślałam, ok- poświęcę Ci więcej czasu. ale teraz widzę, że coś jest na rzeczy- bo im więcej poświęcam mu czasu, probuje pomoc w walce z nalogiem ( wyszukuje adresyi telefony miejsc do odbycia terapii, z ktorych to on i tak fianlnie nie korzysta)- tym czesciej on tweirdzi, ze nie pomagam mu w ogóle. wypytywania o to z kim i ile przebywam, jak spedzamy wolny czas, oskarzenia o branie narkotykow…cpun ze mnie probuje zrobic narkomanke.
    i stad jestem taka sfrustrowana. mam dosc i kloce sie z nim, ale mnie to wykancza, za duzo tego wszytskiego. nie wierze mu w bzdety które powtarza mi na temat mój i naszego zwiazku (jego zdaniem jestem winna wszystkim problemom w tym zwiazku)

  194. Muza pisze:

    Mój były mąż stosował przemoc psychiczną wobec mnie „w imię miłości” – żeby „zadbać” o nasze małżeństwo, żeby się nie rozpadło… Nie tolerował mojej pracy, nienawidził moich przyjaciół i za wszelką cenę próbował izolować mnie od nich, regularnie sprawdzał telefony, komputer – począwszy od treści moich rozmów po maile i historie przeglądanych stron, drukował moją prywatną korespondencję rozpowszechniając ją i nadając jej przy tym odpowiedni kontekst, żądał odcięcia się od ludzi dookoła…
    Odeszłam od niego, na początku lipca był rozwód, a on nadal chce mnie zniszczyć… Nie mam już siły…
    Całą moją rodzinę obrócił przeciwko mnie. Przecież on jest taki dobry i idealny. Wzór…
    Jak pomyślę, że tyle kobiet uważało – zresztą wiele nawet go za takiego ciągle uważa – za ideał mężczyzny i męża to mi się wszystko do góry podnosi… Nie mam już siły… Ile jeszcze muszę znieść?… ;-(

  195. uwolniona pisze:

    do karolina kika
    z tego nic dobrego nie będzie, dlatego dobrze radzę uciekaj, póki nie jest za późno. Ja po 5 latach z spcjopatą, uciekłam od niego i doskonale wiem jak ciężki i destrukcyjny jest związek z taką osobą dla osoby zdrowej. Chcesz pogadać, to chętnie pomogę, ale już teraz radzę, bierz nogi za pas, zanim bardziej się uzależnisz od tej osoby i uwikłasz w matnię. Mój socjopata nie był narkomanem ani alkoholikiem, ale schemat postępowania chorych osób jest identyczny, dlatego wiem co mówię. Jesteś z nim dopiero 4 miesiące, ja byłam 5 lat i skończyło się ostrą depresją, obniżonym poczuciem własnej wartości i chodzeniem na terapie dla kobiet tkwiących w chorych związkach. Ty jesteś na starcie dopiero i zobacz co się z nim dzieje w okresie kiedy powinna być sielanka. Wyobraź sobie co może dziać się później….

Dodaj komentarz

Ta strona używa cookies.

Czytaj więcej na temat polityki cookies.