Terapia sztuką w procesie stawania się człowiekiem - Solaris - rozwój osobisty

Terapia sztuką w procesie stawania się człowiekiem

Moja osobista podróż w głąb mandali rozpoczęła się wiele lat temu, gdy po bardzo trudnych doświadczeniach (między innymi śmierci klinicznej, rozstanie z mężem) pojawiła się chęć pracy z własnym wnętrzem. Właśnie wtedy miałam sen, w którym zostało mi powiedziane, abym namalowała aurę człowieka w okręgu, na podstawie jego imienia i nazwiska. Po przebudzeniu siadłam w pracowni nad kartką papieru i wyłączywszy świadomy umysł, z zamkniętymi oczami, dałam się prowadzić wewnętrznej mądrości, malując niezrozumiałe znaki i symbole, nie wiedząc z poziomu świadomego czym one są, dokąd mnie zaprowadzą i czym staną się dla mnie w przyszłości. Podczas snu również otrzymałam informacje, abym robiła tylko to co sprawia mi autentyczną radość oraz, że szczęście dzieli się na zewnętrzne i wewnętrzne. Szczęście zewnętrzne zależy od innych ludzi, ich stosunku do nas i okoliczności zewnętrznych. Natomiast szczęście wewnętrzne pochodzi z naszego wnętrza, zależy tylko od nas samych i jest stanem łaski.

Przypomniałam sobie, że już w dzieciństwie moją pasją stało się malarstwo. Jednak zawodem wyuczonym było projektowanie odzieży. Zrozumiałam zatem, że aby stać się szczęśliwą i spełnioną powinnam kroczyć ścieżką czystej sztuki. Punktem zwrotnym w moim życiu stała się mandala. Praca z mandalą pozwalała lepiej zrozumieć wiele wewnętrznych i zewnętrznych zachowań oraz mechanizmów rządzących nimi. Docierając do rejonów własnej duszy, zrozumiałam, że mandala staje się bramą do tych obszarów. W moim życiu zaczęły zachodzić duże zmiany. Praca wewnętrzna, duchowa, zaczęła przynosić efekty w świecie formy. Mój świat wewnętrzny zaczął kształtować mój świat zewnętrzny. Zmieniając siebie nie potrzebowałam zmieniać innych. Zaczęłam widzieć ich w innym świetle. Stawałam się żywym przykładem działania mandali.

Najpierw poprawa zdrowia (wyciągnęłam się z silnej depresji i nadzwyczaj szybko zregenerowałam po wypadku samochodowym), potem sprawy zawodowe (z pasją zaczęłam robić to, co sprawia mi radość i daje dużo satysfakcji), potem materialne sprawy (zorganizowanie od początku swojego miejsca do tworzenia) i praca dla społeczeństwa. Wreszcie przyszedł czas by podzielić się doświadczeniem i zdobytą wewnętrzną wiedzą z innymi. Od wielu już lat prowadzę terapie indywidualne i grupy terapeutyczne. Praca w zintegrowanej grupie jest niezwykle cenna i dynamiczna. Najczęściej zdarza się tak, że jedna osoba przepracowuje problem wszystkich członków grupy. Czasami, aby problem mógł zostać rozwiązany potrzeba wielu pozornych zbiegów okoliczności, a uczestnicy przyjeżdżają z różnych stron Polski. Kilka dni temu prowadziłam grupę, która wcześniej współpracowała ze sobą na gruncie zawodowym. Było to nasze drugie spotkanie, choć z niektórymi członkami spotykaliśmy się już wielokrotnie.

U wielu osób zauważyłam zewnętrzne oznaki wewnętrznych zmian po pierwszym spotkaniu, które miało miejsce miesiąc wcześniej. Osoby te przejawiały więcej radości, były bardziej otwarte, mówiły wiele o pozytywnych zmianach w życiu zawodowym i osobistym. O tym, że czują się bardziej potrzebne, że praca zawodowa i obowiązki domowe stają się mniej uciążliwe i wykonywane z przyjemnością. Że partnerzy przestali się wyśmiewać i łaskawszym okiem patrzą na uczestniczenie w ulubionych zajęciach z arte – terapii. Zaczęli zauważać koincydencję zdarzeń, aby sprawy układały się według ich wewnętrznych potrzeb.

Na przykład jedna z uczestniczek opowiadała, że mąż nie był zadowolony, gdy opuszczała dom. Tym razem aby móc się doskonalić potrzebowała wyjechać na 4 dni. Malowała mandale, aby sprawy ułożyły się najkorzystniej dla wszystkich zainteresowanych. Zanim uprzedziła męża o swoim zamiarze on pierwszy oznajmił, że wylatuje służbowo na dwa dni za granicę. Po czym okazało się, że samoloty latają tylko dwa razy w tygodniu i wróci do domu po 4 dniach, jak ona.

Inna uczestniczka, czekała na telefon od męża, który w każdej chwili mógł zadzwonić i zawezwać ją, przerywając zajęcia, w celu podpisania ważnych dokumentów służbowych. Wcześniej malowała mandale i afirmowała: „mój telefon ma dla mnie tylko dobre wiadomości”. W rezultacie mąż zadzwonił mówiąc, że udało się wszystko załatwić bez konieczności jej obecności. Świadomość tych osób była na tyle otwarta, aby zrozumieć, że wszystko ułożyło się do ich potrzeb, ponieważ wszystko co robią dla siebie w sposób świadomy robią też dla swoich bliskich, dla innych i dla całego świata. Wcześniej pojęły, że są nierozerwalną częścią całości i że wszystko jest ze sobą spójne.
Pracowaliśmy nad ośrodkiem gardła, który odpowiada za komunikację z innymi, za możliwość wypowiadania swoich myśli. Jedna ze studentek, kobieta ok. 40 letnia, wyznała, że nie ma dobrych relacji z 73-letnią matką i sądzi, że nic już zrobić w tej sprawie się nie da, a gdy chce nawiązać z nią kontakt, słowa grzęzną jej w gardle, nie chcąc przez nie przejść. Zauważyłam obręcz na poziomie jej serca.
Zaproponowałam grupie, aby każdy pomyślał o osobie, której chce wybaczyć. Kobieta owa przywołała matkę. Głowa zmarłego ojca, która pojawiła się w trakcie medytacji, była symbolem łączącym obie kobiety. Studentka wznała, że badania psychologiczne w przeszłości wykazały, że posiada 85 % cech ojca, którego bardzo kochała, W dalszej części okazało się, że ojciec jej był bardzo związany ze swoją matką, najprawdopodobniej zaniedbując własną żonę. Symbol głowy ojca pozwolił zauważyć, że przyczyna relacji z matką miała głębsze podłoże sięgając relacji z ojcem. Gdy kobieta uświadomiła to sobie, niezwykle wzruszyła się i rozpłakała.
Zobaczyła matkę w innym świetle. Przy następnym spotkaniu opowiedziała mi następującą historię: „wiesz, po warsztatach spotkałam się z moją matką. Ponieważ mama wierzy w sny, opowiedziałam jej swój piękny sen, w którym odwiedził mnie ojciec, prosząc bym powiedziała mamie, że zawsze bardzo ją kochał, choć nigdy nie okazywał tego”. Mówiąc to promieniowała niezwykłym blaskiem, ponieważ odkryła w sobie miłość i empatię dla matki. Przypadek owej studentki poruszył czułe struny w duszach pozostałych osób, które również miały podobne problemy z matkami i równocześnie dane im było dotrzeć na podstawie tego przykładu do własnych ojców. Studenci malowali mandale na okoliczność wybaczania i pojednania z rodzicami.

W innej grupie kobieta skontaktowała się ze mną 8 miesięcy wcześniej z powodu 3 letniego synka, który miał na policzku ciemne znamię. Kobieta cierpiała i poszukiwała innych nieinwazyjnych metod usunięcia znamienia. Wielokrotnie pracowałyśmy nad tą sprawą. Warsztaty, o których mowa, rozważały możliwość istnienia istot anielskich i ich fizycznych przejawów. Rankiem drugiego dnia owa kobieta przyszła na zajęcia zbulwersowana, mówiąc, że anioły to „lipa”, bo nie upilnowały jej samochodu, z którego skradziono przednią kratkę maskującą.
Zrobiliśmy analizę poszukując analogii między człowiekiem a samochodem. Maskująca listwa odsłoniła wnętrzności samochodu ukazując chłodnicę i symbolicznie wskazując na ważne zdrowotne problemy kobiety i jej dziecka.
Kobieta zaczęła malować mandalę z intencją ujawnienia przyczyny problemu. Następnie głęboka analiza mandali uzmysłowiła kobiecie, że problem pojawił się w okresie ciąży, podczas której wystąpiło niebezpieczeństwo poronienia, a na skutek zażywania leków dziecko przykleiło się do łożyska. Właśnie w tym miejscu utworzyło się znamię. Ona sama odkryła, że powinna wybaczyć teściom i mężowi ich zachowanie z okresu ciąży. Odkryła także, że znamię dziecka jest darem dla rozwoju jej duszy, która w innym przypadku być może pozostała by uśpiona.
Wcześniej już podczas zajęć arte terapeutycznych owa studentka ujawniała oznaki obudzenia wielu talentów artystycznych. Zaczęła pięknie malować, pisać wiersze, tańczyć i śpiewać. Wizualizowała dziecko z jasną, bez defektu twarzą i po kilku miesiącach znajomi oraz rodzina zaczęli zauważać, że znamię jaśnieje. Kobieta nadal nie ustaje w swojej twórczej pracy, malując coraz to nowe mandale pomagając w ten sposób sobie i dziecku.

Inny przypadek:
Podczas zajęć warsztatowych terapii sztuką Ankę ugryzła osa. Potrzebna była interwencja lekarza, ponieważ Anka od wielu lat cierpiała na alergie. Powiedziała, że alergia zaczęła się przed 20 laty. Gdy po pewnym czasie doszła do siebie i mogła dalej pracować, wybrała pracę z ośrodkiem seksualnym, który najbardziej ją zaintrygował. Stworzyła obraz, któremu nadała tytuł „chory brzuszek mojej suczki”, natomiast ja nadałam mu tytuł: „brudny seks” i zapytałam czy w przeszłości przeszła traumatyczne doświadczenie, rodzaj przemocy seksualnej, i czy jest ono związane z pojawieniem się alergii. Zapytałam, czy miała kłopoty z tarczycą. W pierwszym momencie Anka zaprzeczyła. Ale za chwilę, patrząc na swój obraz odzyskiwała pamięć, zaczęła kojarzyć bez związku dotąd fakty i wszystko zaczęło układać się w logiczną całość, a ona gdy opowiadała swoją historię odczuwała coraz większą ulgę. Nareszcie mogła wyjawić komuś swoją tajemnicę. Gdy miała 20 lat była zaręczona z pewnym dobrze zapowiadającym się lekarzem. Mieli się pobrać, wszystko było zapięte na ostatni guzik. Zaproszeni goście weselni, kupione obrączki, ślub i wesele miało się odbyć za tydzień. Tego dnia jednak wyznała narzeczonemu, że jest z nim w ciąży. Zbił ją okrutnie, skopał i zgwałcił. Wyzwał od najgorszych, mówiąc, że zniszczyła jego karierę. Anka zerwała zaręczyny, nie tłumacząc nawet matce dlaczego. Nigdy z nikim o tym aż do dnia dzisiejszego nie rozmawiała. Pół roku później pojawiły się pierwsze bardzo ostre ataki alergii. Wielokrotnie walczyła o życie. Wyhodowała też sobie ogromnego guza tarczycy, który rozprzestrzeniał się aż na ramię i trzeba było go usunąć. Nigdy też nie rozmawiała o tym ze swoim obecnym mężem tłumacząc, że on o nic nie pytał. Doświadczenie wymalowania problemu pozwoliło Ance zrozumieć prawdziwe przyczyny jej cielesnych problemów, uwolniło je i otworzyło niezwykłą wrażliwość. Zaczęła WIDZIEĆ AURĘ, rozwinęła niezwykłą intuicyjność, maluje i pisze wiersze. Po pół roku ustąpiły alergie. Taka analityczna praca powoduje dotarcie do poziomów Ducha i jego wpływ na ciało fizyczne. Inny nurt dotyczy pozytywnego działania malowanych przeze mnie obrazów:

Kolejne doświadczenie: Maria cierpiała przez wiele miesięcy na bóle wątroby. Medycyna konwencjonalna nie pomagała, wyniki badań nie wykazały zmian chorobowych, lekarze byli bezradni. Poprosiła mnie o namalowanie osobistego obrazu, z którym mogła by pracować (medytować, kontemplować, czerpać z niego energię). Obraz otrzymała w momencie nasilających się ataków bólu. Podeszła do moich zaleceń bardzo sceptycznie (powinna pracować codziennie przez 2 miesiące), poddała się działaniu obrazu i zaczęła z nim pracować, mówiąc mi później, że nie miała nic do stracenia.
Po trzech dniach ustały bóle, a Maria spoczęła na laurach. Jednak po pół roku bóle powróciły. Tym razem podjęła pracę z obrazem przez 3 miesiące, aby utrwalić pozytywne zmiany. Stanisław ma 59 lat. W dzieciństwie skręcił stopę i od tej pory cierpiał bóle, zwłaszcza przy zmianach pogodowych. Medytował w grupie trzech osób z „Mandalą Miłości” przez pół godziny. Po czym przestał kuleć i powrócił do domu. Dzwonił wielokrotnie mówiąc, że wszystko ustąpiło. U chorej na nowotwór piersi w pracy indywidualnej po 3 miesiącach 2 guzki znacznie zmalały, a jeden zniknął. Pacjent silnie depresyjny ( pół roku w depresji, pół roku wychodzenia) po tygodniu terapii grupowej odzyskał radość życia, powrócił do pracy i stwierdził, że zrobił więcej w grupie przez tydzień niż sam przez pół roku.

W swoim archiwum posiadam wiele opisów podobnych przykładów pozytywnych zmian wewnętrznych w procesie stawania się człowiekiem za pomocą terapii sztuką i pracy z mandalą.

Terapia sztuką daje szansę człowiekowi zwrócić się do wnętrza, wyciszyć, uspokoić, spojrzeć na świat od wewnątrz. Odnaleźć bezpieczne i spokojne miejsce w sobie. Pozwala wykreować siebie na nowo, zrozumieć jakim ważnym jest ogniwem w procesie ewolucji: niepowtarzalnym, jedynym. Dowodzi, że świat duchowy jest tak samo realny jak fizyczny i dzięki sztuce można je połączyć. Pozwala zrozumieć, że nie jesteśmy rozdzieleni, że istnieje siła wyższa, która spaja wszystko w jedną całość. Rozumiejąc to zaczynamy tworzyć lepszy, przyjazny świat, który najpierw odkrywamy w sobie. Przez swój własny pryzmat spoglądamy na innych, postrzegając ich jako piękne, boskie istoty.

Halina Szejak vel Żeak

Międzynarodowy Kongres Naukowy „Człowiek i człowieczeństwo” – Uniwesytet Warmińsko-Mazurski w Olsztynie Fragmenty Referatu Haliny Szejak vel Żeak (Fragment referatu wygłoszonego na Międzynarodowym Kongresie Naukowym zatytułowanym „Człowiek a człowieczeństwo” w czerwcu 2001r. Zorganizowanym przez Uniwersytet Warmińsko-Mazurski w Olsztynie)

„TERAPIA SZTUKĄ W PROCESIE STAWANIA SIĘ CZŁOWIEKIEM”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Ta strona używa cookies.

Czytaj więcej na temat polityki cookies.