Sceneria spotkania. Przybycie Gości, Mistrzów i Nauczycielii - Solaris - rozwój osobisty

Sceneria spotkania. Przybycie Gości, Mistrzów i Nauczycielii

W tym miejscu należałoby się pewne wyjaśnienie. Otóż do sesji 14 nasza penetracja przestrzeni duchowych odbywała się w sposób mało zorganizowany. Po prostu przenosiłem medium do świata ducha, gdzie czas i przestrzeń nie istnieją, a mając świadomość obecności Duchowych Przewodników, zadawałem pytania i otrzymywaliśmy odpowiedzi. Niektóre wyjaśnienia były bardziej zbliżone do wykładów, co sugerowało szersze możliwości wykorzystania tego sposobu.

Na sesji 14 pierwszy raz pojawiła się postać, która przedstawiła się jako Rafaello. Kiedy na sesji następnej bliżej sprecyzował nam On swoje pojawienie i rolę, jaką ma do odegrania, postanowiłem od tej pory bliżej przyglądać się scenerii oraz Nauczycielom przybyłym na spotkanie. Poniżej przytoczę kilka takich powitań, gdzie Rafaello pełni rolę sekretarza i organizatora spotkania.

/ – /

– To jest… Jest Rafaello. On mówi, że jest Rafaello. Taki ma piętnasto – szesnastowieczny strój, ale nie wiem… jest taki śmieszny, jakaś czapka, beret… To jest włoski renesansowy strój. I on mówi, żebyśmy my bardziej plastycznie opisywali to, co widzimy. Po części widzimy, jak słyszymy, abyśmy nie czuli się zażenowani tym, co widzimy i nie próbowali ograniczać słów, które przyjdzie nam wypowiedzieć. Że jest wszystko OK, że mamy nie dbać o szczegóły i z większą ekspresją i spontanicznością mamy to robić.
– Taka jest jego rada, tak?
– On wie… on wie, co mówi. Tak.

– Rozejrzyj się wokół siebie, zobacz, odczuj obecność Nauczycieli i Przewodników, z którymi umówiłeś się na dzisiejsze spotkanie. Zobacz, ilu Ich jest na dzisiejszym spotkaniu i wyraź naszą wdzięczność za Ich przybycie. Czy rozpoznajesz któregoś z Nich? Powiedz coś o tym.
– Jest ich zawsze dwunastu, ale na spotkaniu zawsze kilku brakuje. Nie ważne, z jakiego powodu.
– Jak jest dzisiaj?
– Tam, gdzie zawsze, siedzi Rafaello, po lewej stronie za stołem, czyli po prawej patrząc z mojego punktu. O, jest mój Mistrz Ho.
– Kogo jeszcze rozpoznajesz?
– Jak zwykle, jak zwykle ogolony na zero. Ten stary, nobliwy tłuścioszek, zawsze ma taką samą minę. Niewzruszoną i te jego chytre oczęta, biegające. Jest spokojny, wyważony, zrównoważony, pewny siebie. Przebiegły, cwany lis. No i z tą swoją rozwichrzoną czupryną, jedną ręką na stole, lewą, a prawą pod stołem i z tym śmiesznym swoim wąsikiem, Albercik Einstein. Niewzruszony, nieprzejednane spojrzenie, takie głębokie świdrujące. Wydawałoby się, że zero uczuć, ale to nieprawda, to tylko pozory.
– Jest ktoś, kogo jeszcze znasz?
– Tak.
– Powiedz, kogo?
– A to jest, to jest dziwne… Na pewno ja się nie mogę mylić, to jest Kopernik. Ale słabo go odbieram. Jest taki obecny, jakby nieobecny, ale jest. To jest on, na pewno. Jest też osoba, ale nie wiem, kto to jest, ale jest na pewno. Jest ważna. I to jest też ktoś, kto na Ziemi osiągnął bardzo wiele. Nie wiem, nie rozumiem, dlaczego taka rozmydlona jest twarz, niewyraźna. Tak ma być. A to niespodzianka na później. O kurcze.
– Dobrze.
– Ale dlaczego? Ale dlaczego on każe sobie, ten następny mówić… O jejku, to jest na pewno Jezus. Ale, ale każe mówić Abe… Aberamentho.
– Aberamentho, dobrze.
– Ale dlaczego?
– Bo to jest jego imię duchowe, może tak być.
– O kurde, to jest Jezus!
– On miał ciało, które się nazywało Jezus, ale jako istota duchowa ma inne imię.
– Aberamentho.
– Dobrze, kogo jeszcze rozpoznajesz?
– Nie, to niemożliwe. Czyngis-Chan? Przecież to jest… O kurde, tak. Ale dlaczego? Wszyscy są równi!
– Wszyscy są równi. W tym miejscu wszyscy są równi.
– Czyngis-Chan? Nie… niesamowite. To jest niesamowite, to jest niesamowite. Właśnie, dlaczego?
– Kto jeszcze? Nie analizujmy tego tym razem. Dobrze?
– Jest też właśnie jeszcze jedna, jak gdyby postać, ale też twarz… Ale znacząca też. Oj, znacząca. Oj, to jest osoba, która była związana z życiem tutaj, gdzieś w Persji? Zoroaster? No tak. Jakiś wielki przywódca religijny i duchowy. On żył przed Chrystusem w Persji. I więcej nikogo nie ma. Jest połowa miejsc pustych.
– Dobrze, widocznie tak miało być.
– Ale zawsze ich jest dwunastu. A Rafaello mówi, że to na wzór, że to jest w wielu wymiarach w wielu światach, właśnie zawsze Rada Mistrzów, Rada Królewska, Rada Starszych przeważnie się spotyka w grupie dziewięciu, dwunastu. Jakiś to ma symbol. Czy jakieś pytania są? Jeśli tak to…

– Jesteś już w miejscu, gdzie spotykasz się ze swoimi Nauczycielami, poza czasem i przestrzenią. Rozejrzyj się w koło i powiedz, co widzisz, co słyszysz, co odczuwasz. Zobacz, kto przybył na dzisiejsze spotkanie i opowiedz mi o tym.
– W tej chwili na tym spotkaniu jest jakaś inna sceneria. Ja klęczę, ale w pozycji siedzącej.
– Klęczysz w pozycji siedzącej?
– Na piętach, jestem wsparty, klęczę. Pod nogami mam coś w rodzaju grubej maty, poduszki. Nie, to jest poduszka. Wyprostowany. Prawą dłoń mam nałożoną na lewą. One są oparte, tak w pobliżu krocza.
– Oparte są?
– Tak.
– I klęczysz?
– Klęczę.
– A co jest przed tobą?
– Oni tak samo, jak ja, klęczą.
– Wszyscy?
– Tak, wszyscy. Też mają pod kolanami poduszki.
– Uhm. Ponieważ masz taką możliwość, spytaj swojego Przewodnika, co to za uroczystość, gdzie jesteś w tej chwili? Czy to specjalne zachowanie, to może jakiś rodzaj zaślubin? Nie wiem. Zapytaj się, co to ma znaczyć, ta nowa sceneria?
– Później.
– Później?
– Później o tym możemy porozmawiać.
– Dobrze, możemy zaczynać? Tak?
– Tak.
– Powiedz mi, kto to jest?
– No właśnie.
– Czy jest twój Rafaello?
– Jest. On też tam jest. Też właśnie klęczy. Oparty jest o pięty, ale niektórzy z nich siedzą jak gdyby w pozycji siadu tureckiego. Oni tak jakby w stroju… Zaraz, tam jest kilkoro na biało ubranych. Rafaello… zaraz, Rafaello ma strój tak jak zawsze. Tak, bordowo – czarno – granatowy. No, taki śmieszny, komediancki, renesansowy. Ale tamci obok niego? O, to jakieś takie stroje białe. Trzech ma turbany na głowach, ale jeden z nich taki szpiczasty. Taki strój, jakby turecki, arabski. Jeden z nich jest ubrany typowo po arabsku, właśnie tak jak Saudyjczyk. Ubrany na biało, z tym, że na głowie ma opaski… o jakieś drogie kamienie tam są. Jest czarna… jakby to był książę. Ktoś bardzo ważny. Ale cały strój biały. Z bródką i wąsikiem.
– I kogo jeszcze rozpoznajesz?
– Tam więcej nikogo nie ma.
– Nie ma dzisiaj? A jest twój znajomy Albercik?
– Nikogo więcej nie ma.
– Nie ma?
– Ale miejsca są wolne.
– Aberamentho też nie ma?
– Nie ma, a miejsca są wolne. Oj, właśnie mówi… Rafaello mówi, że bardzo im zależało, żeby być na tym spotkaniu.
– Może jeszcze przyjdą, jak poczekamy troszkę?
– Właśnie ci, którzy są na biało ubrani, im bardzo zależało, żeby być.
– Aha, tym, co są na biało ubrani, tak?
– Oj, tak i dlatego my siedzimy w takiej pozycji.
– Uhm, bo to jest ich pozycja, tak?
– Tak. Jest właśnie jakiś książę, tak i ci trzej pozostali, to jacyś uczeni. Uczeni tej klasy, co Avicenna. Bardzo mądrzy ludzie.
– Czy tej klasy, co Albert? Też są tacy?
– Na tamte czasy, tak.
– A spytaj się, czy będziemy mogli zadać im takie pytania, jak byśmy chcieli dzisiaj zadać dla Alberta?
– Rafaello mówi, żeby zadać pytanie na razie jakiejś natury bardziej ogólnej, bo my się w sumie jeszcze nie znamy.
– Uhm, dobrze.
– Później.
– Później. Dobrze. Pierwsze pytanie od ciebie będzie natury osobistej…
– Oni nie mogą mi tego powiedzieć.
– Nie mogą?
– Oni – nie.
– Uhm. Kogo powinieneś spytać?
– Tych, którzy przybędą za jakiś czas.
– Czyli mamy poczekać?
– Chyba tak.
– A czy inne pytania, też natury osobistej, możesz Im zadać, czy też mamy poczekać?
– Poczekać.
– To dobrze. To w międzyczasie, kiedy będziemy czekać na przybycie pozostałych Nauczycieli, może poprosisz Ich, żeby się przedstawili?
– Tak.
– Kim są i jakie pytania w przyszłości będziesz mógł do Nich kierować? Jakim rodzajem wiedzy, jaką specjalnością dysponują? Poproś Ich po kolei.
– Będąc na Ziemi zajmowali się naukami matematycznymi, przyrodniczymi i filozoficznymi. Byli lekarzem, drugi był poetą, a trzeci był matematykiem, astronomem. Oj, oni są Maurami. Maurami są. Oni się zjawili tutaj przypadkowo, bo byli ciekawi tego, co my robimy.
– Dobrze.
– A ten czwarty, to ich były emir, władca. Oni pracowali, mieszkali w Grenadzie, w Alicante, w Sewilli, przełom dziesiątego i jedenastego wieku. Ich emir miał potęgę, miał władzę nad całą południową Hiszpanią i nad Marokiem. Oni byli przez niego szanowani, dotowani. Mieli wolną rękę. Oj, oni byli uczniami Avicenny, między innymi Avicenny. O, tak, ich zadaniem było rozwijanie nauk przyrodniczych, poezji i matematyki. Uczyli, co znamienitsze rody. Dla ich dzieci byli jak gdyby takimi osobistymi nauczycielami. Jeden ma na imię Hasan Al…. Quaj… Hasan Quen, chyba tak, to ten od nauk przyrodniczych, lekarz, znawca przyrody i natury. Ten drugi też ma na imię Hasan, ale on ma przydomek dobrotliwy, wielebny. To ten, który poezją, literaturą się zajmuje. A ten od matematyki: Abdul Almihar, tak. A ich wezyr Hasan Wspaniały? Hasan Wspaniały, ich pan i władca. Ale wbrew pozorom oni tam się wszyscy cieszyli wolnością, swobodą. Nie mieli żadnych ograniczeń. Ani kobiety, ani mężczyźni. Chyba, że byli to wojownicy, to podlegali rygorom. Od czasu do czasu patrzą na nasz świat i nie mogą zrozumieć, dlaczego tyle zła wychodzi od Arabów, krajów Arabskich. Tego nie potrafią zrozumieć. Kiedy ekspansja była kulturalna i kanoniczna, pod hasłami religijnymi, to była, ale nie było tyle zła. Zdobywano tereny, zdobywano ludzi, niewolników. Ale ich traktowano jak ludzi, nie jak bydło, nie mordowano niepotrzebnie. Chyba, że trzeba było. Nie zniewalano okrutnie, chyba, że sobie na to zasłużyli. Nie potrafią zrozumieć, co się teraz dzieje. Oni przygotowują się do powrotu na Ziemię i to niedługo. Po to, żeby za dwadzieścia pięć, za trzydzieści lat być tym przyczółkiem, który spowoduje, że tak zwane ludy, kraje arabskie, zmienią swój stosunek do życia, do Zachodu, do wiary, że staną się bardziej uduchowieni. Tak jak Zachód, który będzie coraz bardziej uduchowionym społeczeństwem. Ale przedtem będą straszne rzeczy się działy na Ziemi. Kataklizmy, wojny, płacz i zgrzytanie zębów. Rozpacz, morze krwi, miliony istnień… Oni będą jak gdyby taką forpocztą, którzy spowodują, że i Arabowie, i islam wreszcie zmienią się. Swój stosunek, swoje nastawienie. Oni dlatego o tym mówią, żebyśmy wiedzieli i byli przygotowani. Żebyśmy ich braci, teraźniejszych braci zbyt surowo też nie oceniali, bo są w strasznej niewiedzy. To, co robią, to spowodowane jest tym, że nie ma równości, że jednostki mają zbyt wielką władzę, tak jak kiedyś w średniowiecznej Europie. Że przechodzą to, co Europa przechodziła pięćset lat temu. Była wtedy Inkwizycja, która prowadziła świętą wojnę. Tak samo jak teraz różne arabskie ugrupowania prowadzą też wojnę. Mają swój interes. Często ukryty i brutalny. Korzystają z naiwności ludzi. Ale oni przyjdą w odpowiednim czasie, żeby poprowadzić ich właściwą drogą. Ale dlaczego my? Dlaczego my mamy o tym wiedzieć? Dlaczego… O, zrozumiemy to później. Jeszcze niejedno będzie spotkanie. Na razie to wszystko.
– Otwierają taki przyczółek na przyszłość, tak?
– Oj, na razie tego nie mogą powiedzieć, ale nie jest to przypadek, że to my.
– Uhm, dobrze.
– Oni jeszcze wrócą, oni będą jeszcze z nami rozmawiać, ale my mamy się na razie oswoić z tym.
– Dobrze.
– Często nie rozumiemy ich kultury. A ich wartości są przebogate. Przebogate, tylko Zachód ich źle interpretuje. Są bogaci w kulturę, w sztukę. Do perfekcji mieli rozwiniętą astronomię, astrologię właściwie, matematykę, nauki przyrodnicze. Na bardzo wysokim poziomie była medycyna. Tego nikt na Zachodzie nie potrafi właściwie docenić, jak nie docenia medycyny innych narodów. Narodów ze Wschodu. Oni też już mieli wtedy kontakty z medycyną chińską. Handlowali informacjami. Handlowali doświadczeniami, i nie tylko. Zachód wszystko zaprzepaścił. Mają wielki żal do chrześcijańskiego świata, że nie zechciał z nimi współpracować, tylko że traktował ich z pozycji siły jako barbarzyńców, nieuków. A oni światu pokazali swoje zdolności. Chociażby budowle, które do tej pory są w Hiszpanii, w Sewilli, w Grenadzie, w Alicante. Oni nas pokornie proszą, abyśmy nie mieli za złe, że tak się niespodziewanie zjawili. Właśnie chcą się pożegnać.
– Podziękuj Im za to spotkanie i powiedz, że było nam bardzo miło, jesteśmy bardzo wdzięczni, że zechcieli z nami rozmawiać, i przekazali nam swoje uwagi.
– Oj, Hasan, poeta machnął ręką i mówi, że oni to wiedzą i dziękują również.
– I co Rafaello proponuje, czekać na pozostałych, czy chce się nami sam zająć?
– Rafaello mówi, że zaraz przybędą.
– Dobrze, poczekamy.
– Oj, Mistrz mój jest.
– Jest już twój Mistrz.
– Oj, Łysa Pała przyszła.
– Już jest?
– Tak. Taki zadowolony, uśmiechnięty. Powiedział, że mam wstać. O jejku, aha i on mi wskazał miejsce, no tak, jakiś wygodny fotel, coś w rodzaju fotela.
– No, super. Już nie musisz dłużej klęczeć.
– No tak, już się kilku pojawiło. Ale… o jejku! Sceneria się zmieniła. Siedzą na krzesłach za stołem, tak jak poprzednio.
– Tak miało być.
– O, jejku. Ooo, jest Albercik przyszedł. O, jest, tak… Jest Kopernikus.
– Jest Kopernikus. Czyngis jest też?
– Aberamentho. Nie ma, nie ma.
– Nie ma Czyngisa?
– Nie ma. Idę dalej, patrzę, miejsce puste, miejsce puste. Mamy nowego towarzysza.
– Tak?
– Oj, tak.
– Przypatrz się jemu, kto to jest?
– O, jeden z największych mądrali, jacy byli. No, upewniłem się. To jest Konfucjusz.
– Konfucjusz?
– Konfucjusz. O, jejku, Konfucjusz. No tak i jeszcze jakiś mnich, ale w jakimś takim stroju tybetańskim. O jej, Rafaello mówi, że on nigdy imienia nie używa.
– Aha.
– Jam Jest zawsze mówi. Jam Jest.
– Dobrze. Czy jeszcze ktoś przyjdzie, czy już możemy zaczynać?
– Jeszcze jakaś kobieta, zaraz. Jakaś kobieta, ona też się temu ma przypatrywać. Ale, nie istotne, kto to jest.
– Jest praktykantem, tak jak Rafaello, tak?
– No właśnie, on to mówi.
– Rafaello przedstawia ci Ją?
– Że jest właśnie na tej samej zasadzie, co On.
– Uhm, dobrze.
– Ale ona tylko raz będzie.
– Dobrze. To zaczynamy, prawda?

– Rozejrzyj się dookoła i powiedz, co widzisz, co słyszysz, co odczuwasz?
– Pali się ognisko. Przy ognisku siedzą, (śmiech) siedzą Nauczyciele.
– Siedzą przy ognisku, tak wprost, tak?
– No tak, ale dlaczego ja tak wyraźnie widzę kogoś, kto jest podobny do bin Ladena? Nie. No tak jest, no…
– No dobrze, nie kłóć się z tym.
– O jejku.
– Mów, co widzisz i to, co odczuwasz.
– Na skraju tego półkola siedzi właśnie Rafaello.
– Rafaello?
– Tak.
– Czy mają jakieś przybory do siedzenia, albo jakiś stół, czy tak, po prostu, siedzą wokół ogniska w scenerii, gdzieś tam w polu, na trawie? Powiedz mi, jak to jest?
– No tak to jest, to jest w terenie.
– W terenie?
– Tak. Na łonie przyrody siedzimy sobie. Ja naprzeciwko Nich. Oni w półkolu. No i ten, ten ubrany jest na biało. A Rafaello tak jak zwykle, w tym swoim, takim charakterystycznym, stroju. Tak, jest Jezus, no tak – Aberamentho. W takim stroju, ale jakby niedokończonym. W takim stroju, jak pokazują Go na obrazach. I ma na wysokości klatki piersiowej symboliczne serce. Symboliczne serce promieniujące, tak, wysyłające promienie, tak, jak się rysuje słońce, takie promienie czerwone. Promieniujące na wszystkie strony. O, i u góry w tym zagłębieniu, to jest różyczka. Tak róża.
– Serce z różą, tak?
– Tak. Dalej jest Albert, tak, to jest Albert – na pewno. To jest na pewno Albert. Jest ktoś jeszcze podobny do… Oj, to jest, to jest jeden chyba z proroków biblijnych… Mojżesz? Mojżesz.
– Zapytaj się.
– Mojżesz, Mojżesz. O jejku, Mojżesz. Król Salomon, król Salomon? No tak, król Salomon.
– Obaj są i Mojżesz, i król Salomon?
– Tak, tak – obydwaj.
– I kto jeszcze?
– Dawinczi?
– Da Vinci?
– No tak. No tak, ale najbardziej, najwyraźniej widać tego na biało ubranego, podobnego do Ladena.
– A czy to jest on?
– Nie. Taki sam.
– Poproś, żeby ci się przedstawił. Może się przedstawi?
– On jest archetypem, symbolem.
– A może Rafaello przybliży ci Jego postać?
– On tu jest symbolicznie, ale to jest ktoś, kto podobnie jak On, nagrzeszył swego czasu. Jest tu po to, żeby się uczyć.
– A dowiedz się, czy możesz Go również o coś zapytać?
– Nie.
– Nie możesz?
– Nie ma prawa głosu.
– Nie ma prawa do żadnych odpowiedzi? Dobrze, zostawmy to. Jeszcze ktoś jest? Dokończ tę prezentację.
– Niewidoma kobieta? O kurde.
– Jak się nazywa?
– Wang? Wanga.
– Wanga, tak?
– Wanga, Wanga.
– No dobrze.
– Wanga. Na czarno ubrana. No tamci to przynajmniej kolorowo. Niesamowite.
– Dobrze, dalej?
– Nikt więcej.
– Nie ma więcej?
– Nie, tylko Oni, tylko Oni.
– Dobrze. Kopernika dzisiaj nie ma?
– Nie ma.
– Dobrze. To możemy przejść do zadawania pytań? Podziękuj Im, że przybyli, że możemy z Nimi znowu pogadać. Możemy, tak?
– Mówią, że ma mnie ta sceneria, to ognisko, to, że jest inaczej, nie rozpraszać, że ja się za bardzo skupiam na tym ognisku. Na tym, że jest inaczej, że tutaj… Nie wiem, jak to wyrazić słowami. Nie pułapkę, tylko przygotowali dla mnie niespodziankę, żebym właśnie zrozumiał, odczuł, że wszystko jest względne, i że mam takimi pierdołami się… Tak, że mam na takie rzeczy nie zwracać uwagi, że takimi pierdołami mam się nie zajmować. Że one mnie właśnie zawsze rozpraszają i gubią tę istotę, do której na przykład zmierzam.
– Przysłaniają cel twojej podróży, tak? Można to tak określić?
– No, na przykład.
– Dobrze.
– Że się spodziewałem czegoś innego, a coś zupełnie odmiennego się pojawiło i zamiast skupić się na istocie sprawy, to ja na tym, co się nowego pojawiło i tracę niepotrzebnie czas i energię na rozgryzienie tego. I dlatego to wszystko, tak się pojawiło. Taka sceneria, to ognisko.
– Masz być plastyczny i nie zajmować się pierdołami.
– No właśnie, istota jest ważna, a nie bez znaczenia szczegóły.

– Rozejrzyj się wkoło i powiedz, co widzisz, co słyszysz, co odczuwasz? Kto jest przy tobie? Jak wygląda dzisiejsza sceneria?
– Bider Meier. To są meble Bider Meierowskie. Za długim, długim stołem siedzi facet. To jest mężczyzna, który ma na głowie melonik, wąsy sumiaste, śmieszny garniturek, tak koniec dziewiętnastego wieku. Z laseczką w ręku, i on tak samo się nazywa.
– Tak? Bider Meier, tak?
– Bider Meier.
– I tylko On tu jest?
– Za nim, cała ściana zabudowana jest meblami. Lustra, kolumienki, szuflady, szufladeczki, schowki. Cała ściana zabudowana. To jest pomieszczenie, jakieś klubowe. Tak.
– Jesteś w klubie, tak?
– To jest pomieszczenie klubowe. Jest Rafaello. Rafaello jest, tak. Jak zwykle siedzi sobie z boczku, jak taki pachołeczek.
– Duży jest to stół?
– Tak, jest długi, długi i też w kształcie… Właściwie końcówki są zaokrąglone, w kształcie rogala, ale przedłużonego. Tak jak litera „C”.
– Uhm. A w którym miejscu ty siedzisz i w którym miejscu reszta? Jak to wygląda? Opowiedz.
– Ja siedzę po przeciwnej stronie, tak jak zawsze.
– W środku tego „C”, tak?
– Tak, ale nie na samym środku. Bardziej z prawej strony.
– Dobrze, opowiedz, kto tam jeszcze jest? Bider Meier, Rafaello. Tak?
– Rafaello, puste miejsce, puste miejsce. Ooo! Przed każdym wolnym miejscem jest jakiś kajet, jest coś do pisania. To tak jak teczka konferencyjna. Są przybory do pisania. Wolne miejsca, nikogo więcej nie ma.
– Tylko te dwie postacie?
– Oni dwaj są.
– A zapytaj tego Bider Meiera, z czym do ciebie przybywa.
– On nadał meblom, nie tylko meblom, ale wystrojom w salonach nowomodnych, nowy styl. Ekstrawagancki, kosztowny, prowokujący, nowy styl. Styl dla nowobogackich przemysłowców. Styl, który się przyjął w Niemczech, w Europie. Styl, który był prekursorem innych we wzornictwie meblowym. Jak gdyby, był prekursorem wzornictwa, również przemysłowego. Na skalę przemysłową. Z ciężkich, topornych, osadzonych na trwałej podwalinie, przyzwyczajeń dotychczasowych właścicieli salonów, klubów, stworzył styl bardziej finezyjny, lekki. Bardziej przyjemny, swojski, bardziej doskonały, swobodny. Poprzednie, przytłaczały swoim ogromem, topornością i to nie pozwalało na uwolnienie nowych pomysłów, nowych myśli, idei. Te jego finezyjne, lekkie, w mniemaniu tamtych ludzi, meble sprzyjały właśnie tworzeniu, wymyślaniu nowej koncepcji. Jest tu po to, aby właśnie pokazać, że tak powinno być u mnie. Żeby zacząć wprowadzać w swoim życiu nowy styl. Czas skończyć z topornością, z tym, co wydaje się, że jest już zastałe, że odwiecznie się już nie zmieni, bo dlaczego miałoby się zmienić u kogoś, kto ma już tyle lat, co ja. To guzik prawda, właśnie czas na zmiany, na fantazje, daną finezję. Lekkość, polot, szybkość. Aby uwolnić pomysły, myśli, nowe koncepcje niezależnie od tego, co jest obok. Kto za tym ma stać. Mam stworzyć własny styl. Styl pracy, styl życia, ubierania się. O kurcze, ubierania się?
– Uhm, tak.
– Dosyć z konwenansami, które wyznawałem. Uznawałem jak gdyby za rzeczy, które obowiązują, że one są ważne i nie godzi się inaczej. A to nie tak. Mam wreszcie puścić wodze fantazji. Mam się niczym nie ograniczać. Przełamać stereotyp samego siebie. Mam się zdać na Opatrzność. Ona resztą pokieruje. Mam zrobić to, co właśnie on swego czasu zrobił – rzecz niebywałą. Useksualnił meble, (śmiech) wzory mebli. Po prostu – rozebrał tamte stare z konwenansów, z przyzwyczajeń i stworzył nowy styl. Bardziej taki, w stronę polotu, lekkości. Nadał meblom nowe kształty nowy wymiar. Stały się bardziej eleganckie, bardziej przyjazne człowiekowi.
– Czy ta metafora również odnosi się do twoich przekonań?
– W dużej części – też, ale to nie jego rola, by o tym mówić.
– Tak, tak. Co jeszcze chciałby ci przekazać?
– Czas rozpocząć przemeblowanie i nadać nowy styl temu, co się będzie tworzyć.
– Już czas?
– Nastał czas.
– Nastał czas. OK. Będziesz o tym pamiętał?
– Nie ma wyjścia.
– Poczekamy teraz na resztę Gości, Nauczycieli?
– Uhm.
– Dobrze, to poczekamy. A Rafaello może coś chce powiedzieć, dodać do tego? Przywitaj Go, może coś nam powie?
– No, że mam wyhamować, mam się wyluzować. O, Bider Meier się żegna, wychodzi.
– Uhm. Podziękuj za Jego wizytę, za Jego ciekawe uwagi, za pomoc w ujawnieniu słabych punktów. To wszystko cenne uwagi.
– Jest, Avicenna się pojawił. Jest Nauczyciel.
– Tak?
– Ale nie mój. Nauczyciel wszystkich, Aberamentho.
– Dzisiaj będzie i twoim, i moim zarazem.
– Kopernik? Tak Kopernik. Albert? Albert jest też! Nie ma nikogo więcej.
– Nie ma nikogo więcej?
– No i Rafaello. Nie ma nikogo więcej.
– Przywitaj przybyłych Nauczycieli, podziękuj za przybycie. Wyraź wyrazy wdzięczności za to, że są z nami.
– Też pozdrawiają nas.
– Uhm, dziękuję. Spytaj Ich, czy mają dla ciebie jakieś przesłanie dotyczące obecnego czasu? Bezpośrednio dla ciebie.
– Tak. Avicenna mówi, że czas pokory i nauki. Jeżeli się nie ma w sobie pokory, to z nauki i tak nic nie wyjdzie. Trzeba właśnie poprzez pokorę w odpowiedni sposób ją zastosować, w umiejętny sposób zastosować. Tak, aby czas nauki, jak siew, później mógł przynieść zbiory. A więc wykorzystanie w praktyce tego, czego się nauczyłeś. Tego, co zrozumiałeś, co chcesz wykorzystać. Wtedy będą wyniki. Każdy rodzaj nauki, lekcji, który przyjdzie, mam to przyjąć. Nie odrzucać niczego – może się okazać, że jutro posiadana wiedza może być przydatna. Wszystko jest ważne. Wszystko jest ważne, co wpada w ręce, co wpada w oko. I nie mogę niczego bagatelizować, bo zsyła to „Niebo”. A „Góra” wie, co robi. Mam się już więcej nie dać zaskoczyć.
– Komu zaskoczyć? Mógłbyś to szerzej rozwinąć?
– Sytuacjom dnia bieżącego.
– Rozumiem.
– Mam przyjąć wiedzę, naukę i mam się nie zastanawiać nad sensem, nad głębszym sensem, tego, co akurat mam przyjąć do wiadomości. Po prostu przyjdzie czas, że będę mógł to zastosować i wtedy dopiero zrozumiem, o co tak naprawdę w tym przesłaniu, w tej nauce, w tej informacji chodziło. On taki styl preferował. Wszystko.

– Rozejrzyj się dookoła i powiedz, co widzisz, co słyszysz, czego doświadczasz? Powoli, bez pośpiechu opisz mi tę sytuację.
– Znajduję się w pomieszczeniu – to jest biblioteka. Ściany wyłożone są półkami, od sufitu aż po podłogę. Półkami z książkami. Część półek jest zakrytych, tak jakby były za witryną. Niektóre zbiory są w otwartych półkach. Taka biblioteka w stylu angielskim. Taka, jak się widuje w klubach dla dżentelmenów. Duży stół, wokół niego wyściełane krzesła. Nad tym stołem wisi żyrandol, też jakiś… no, nawet ładny, stylowy, ale nic mi to nie mówi. Na stole stoi nocna lampka. Właściwie to jest lampa, taka zdobna, oświetleniowa. To nie jest nocna lampka, to jest taka gabinetowa bardziej. Abażurowy klosz. Gustowne nawet. Stoję w kącie, tak jakbym na kogoś oczekiwał. Coś mi podpowiada, że ta biblioteka ma jakiś taki wymiar bardziej symboliczny. Ma ona odzwierciedlać charakter, klimat spotkania, rozmów, które za chwilę będą. Ten charakter symboliczny tej biblioteki, wiąże się z tym, że praktycznie będąc w miejscu, nie ruszając się z miejsca, gdzie zawsze człowiek się znajduje, jako istota fizyczna, czy duchowa, zawsze w zasięgu ręki ma tę informację, tę wiedzę, która akurat jest jemu potrzebna. Tylko kwestia – trzeba wiedzieć, z której półki, po którą książkę sięgnąć. Jaka wiedza, jakie doświadczenie jest potrzebne, że nie trzeba wychodzić gdziekolwiek na zewnątrz. Bo ta wiedza jest zawsze z nami, jest zawsze wokół nas – jeżeli chodzi o wymiar duchowy, i wewnątrz nas – jeżeli chodzi o wymiar fizyczny. To jest bardzo istotne. Część tych książek, woluminów jest składowana za witrynami. To też ma jakąś wymowę. To już jest wiedza, bardziej odbiegająca od standardowej.
– Dla wtajemniczonych?
– Tak, dla tych, którzy już potrafią przyjąć tę wiedzę. Wiedzę, która nie zaszokuje, która nie zmieni postawy, a bardziej zdopinguje do dalszej pracy. Do pracy nad sobą, do pracy nad poszukiwaniem nowych, następnych – nie tylko doświadczeń, – ale wymiarów, z których człowiek się składa. Tak naprawdę żyjemy na kilku poziomach i trzeba być świadomym każdego z nich. I każdy z tych poziomów powinien być uzewnętrznieniem tego, co się w naszym życiu dzieje i z nami samymi. Jeżeli się te wymiary zsynchronizuje, będzie się świadomym, że się istnieje, żyje w różnych wymiarach, a to jest celem bycia tutaj, to jest właśnie TO. Nie trzeba jakiegoś specjalnego klucza, kodu, żeby otworzyć te skrzydła i stamtąd wyciągnąć tę książkę, czy sięgnąć po tę wiedzę, która akurat jest potrzebna, która nas absorbuje. Tak, że bardziej ta możliwość sięgania po wiedzę, która jest tam na półkach symbolicznie zawarta, ukryta, czy przechowywana, powinna mieć większe znaczenie niż same kontakty z tymi, którzy mogą być pośrednikami. Że mamy możliwość bezpośredniego sięgania. Bo każde pośrednictwo wymaga wydatkowania dużej energii. Jak z jednej, tak i z drugiej strony. A niekiedy nie trzeba uciekać się do pośrednictwa, wystarczy samemu sięgnąć. To wszystko służyć ma nam. Tylko kwestia wiary, otwartościa umysłu, serca i bycia pewnym, że w wymiarze na poziomie duszy, dla nas nie ma problemu sięgnięcia po każdy rodzaj wiedzy. Każdy rodzaj doświadczenia. TAM JEST WSZYSTKO.
– Czy nakierowanie się na źródło, na Boga, to jest właśnie to ominięcie wszelkich pośredników? To masz na myśli?
– Ja tego nie mam na myśli, ja to skądś wiem. To jest mi przekazane, że tak jest.
– Dobrze, właśnie to. Uhm.
– Że to jest samo bezpośrednie doświadczenie, to jest bardziej warte, niż przełożenie poprzez chociażby pośrednictwo. Ale coś mi właśnie podpowiada, że mam usiąść przy stole. Robi wrażenie ta biblioteka, same witraże (szeptem). W tej chwili właśnie przy stole siedzą, możemy ich nazwać, Goście. Tak – z innych wymiarów.
– Z innych wymiarów?
– Tak.
– Opisz to.
– Znamy ich.
– Kto jest dzisiaj?
– O, wiadomo, kto. Jest Aberamentho, jak zawsze. Obok Niego siedzi Rafaello. Mamy Alberta. Mamy właśnie też Alberta. Jest też postać cała na biało ubrana.
– Ktoś nowy?
– Oj, to tak jakby był ubiór papieża. To jest pa…
– To jest papież?
– Papież Paweł VI. Paweł szósty? Jest jeszcze jeden, dwudziesty trzeci. Jan dwudziesty trzeci? O kurcze!
– Też na biało ubrany?
– Tak samo. Ten szósty to jest chudziutki, mikrutki, a tamten – potężny. Tak jest.
– Tak jest. Jest ktoś jeszcze?
– Nie wiem, jak to powiedzieć, ale jest też jakiś mnich, nie jestem pewien, z jakiego… Ani to tybetański, ani to zen – jakaś taka mieszanka. Aa, to jest z jednego z odłamów, w prostej linii od Buddy, ale oni mieszkają na Cejlonie? Z Cejlonu? Z Cejlonu. No i to chyba jest niesamowite, kurka wodna – nie spodziewałem się. Jest ta biała, świetlista postać. To jest mężczyzna. To wszystko.
– Ta sama, o którą chciałeś spytać, tak?
– No tak.
– Dobrze, a może Rafaello przedstawi ci tę postać?
– Nazywa się Zorax.
– Zorax?
– Zorax.
– Skąd pochodzi, z jakich wymiarów?
– Później o tym porozmawiamy.

– Siedzę na półce skalnej. W dole jest rozległa dolina. W pobliżu widać podobne takie skały… Nie wiem, jak to nazwać. Strzeliste takie jak gdyby, takie słupy ze skał i na tych skałach są jakieś budowle. Nie, to jest podobne… Ja to kiedyś widziałem wcześniej… Jak to się nazywało, kiedyś… Meteory w Grecji, wiszące klasztory. I to jest podobny widok. Z tym, że to obserwuję z jeszcze wyższej wysokości. Tak, że to jest w dole. No, niesamowity widok. Niesamowity widok.
– Rozejrzyj się. Czy jesteś sam, czy jeszcze kogoś tutaj widzisz?
– Za mną, za plecami jest drzewo podobne do sosny, ale takie bardzo karłowate, powyginane. Wstaję, wchodzę na jeszcze wyższą półeczkę skalną. Jest ścieżka. Mało widoczna, ale jest ścieżka. I to wszystko wygląda tak, jak Maczuga Herkulesa. Na samym czubku tam jestem. Jest miejsce, gdzie są wykute w bloku skalnym, w tej skale, takie miejsca do siedzenia. Takie ławki, coś w tym rodzaju. I tam siadam.
– Tam siadasz?
– Tak.
– Sam jesteś?
– Mam świadomość, że za chwilę będą jacyś goście.
– Dobrze, usiądź i poczekaj.
– Jest tam sporo ubogiej, ale sporo roślinności. Aż dziw bierze, że potrafi ona tam rosnąć, egzystować. Jest to niesamowite miejsce, jak gdyby… No czuję się jakbym był zawieszony nad Ziemią. W dole piękna, piękna dolina. I na niektórych takich podobnych skałach, na których ja w tej chwili jestem, właśnie te budowle. No, niesamowite, niesamowite to jest.
– Jakie te budowle są duże. To są klasztory jakieś, czy coś mniejszego?
– Myślę, że to są klasztory, ale… Białe budynki, białe to… I, niektóre są spore.
– Podwieszone na skałach, tak?
– Dachówki czerwone, taki ceglany kolor mają, ściany białe. Nie wiem, mam takie wrażenie jakby to było właśnie w Grecji, tam, gdzie są te klasztory. Ale nie.
– Dobrze, nie szukaj tego, gdzie to jest. To i tak jest poza czasem i przestrzenią.
– Jest przyjemne powietrze, czyste takie. Takie, aż słodkie powietrze. Lekki wietrzyk, no przyjemnie jest bardzo. Niebo bezchmurne, słońce świeci, mocne, mocne promienie. Ale nie odczuwa się tego aż tak bardzo. Powietrze czyściutkie, przyjemne. Nie jest wygodnie tam siedzieć, ale nawet nie wiem, jak tam się znalazłem.
– Nieważne.
– Tak. Jest już nasza dobra znajoma. Wanga jest.
– Wanga jest pierwsza?
– Tak, pierwsza, ale taka skupiona, taka, jakby była w transie. Taka troszkę inna jak zawsze, bardzo, bardzo skupiona. Tak, jest Rafaello, jest Khenzo, teraz właśnie siada. Też jakiś taki skupiony, taki…
– Bardzo uważny, tak?
– Oj, chyba za bardzo, taki jakiś taki, aż dziw bierze. Tak bardzo skupiony w sobie. I mamy jeszcze… Ale to jest młody człowiek w stroju takiego… To jest chyba strój mnicha buddyjskiego. Tak, wszyscy siedzą naprzeciwko mnie.
– Tak?
– Nie, ten mnich siedzi po tej stronie, gdzie ja. Tak, Rafaello mówi, że jest adeptem mistrza, którego linia nauczania już wygasła na początku XX wieku. Pochodzi z Mongolii. Ale jest kilka osób, które właśnie w tej chwili, w Mongolii próbują reaktywować tę linię nauczania. I On jest jednym z takich duchowych opiekunów tego przedsięwzięcia.
– W jakim celu nas dzisiaj zaszczycił? Wiesz może?
– Tak, On będzie tutaj po to, aby pokazać, że tak naprawdę nic, co się już kiedyś urodziło, co zaistniało, nigdy nie umiera, nigdy nie zostaje wymazane i nigdy nie zanika. Nigdy nie ulega żadnemu rozkładowi. Ale na to jeszcze przyjdzie czas, żeby porozmawiać.
– Jest takim kustoszem Kronik Akaszy? Można by to tak określić?
– W pewien sposób, ale nie o to tutaj chodzi.
– Dobrze
– Aha, jeszcze tutaj, taki między nami jest, można powiedzieć, stół, ale też właśnie taki wykuty w skale. Kamienny stół.
– Co jeszcze ciekawego tam zauważasz?
– Jest taki spokój, taka cisza, ale nawet tam nie ma ptaków.
– Może za wysoko?
– Nie wiem właśnie. Nie ma kwiatów, nie ma ptaków. Jakieś archaiczne drzewa, krzewy takie skarłowaciałe rosną. Ale wyglądają na zdrowe. Nawet na skale, a rosną.
– A zapytaj Rafaello, kto wybrał dzisiejszą scenerię? Czy ma ona jakiś podtekst?
– Każda sceneria ma podtekst.
– Może ci wyjaśni, o co chodzi?
– To samo wyjdzie.
– Samo wyjdzie z dzisiejszej sesji, tak?
– Myślę, że tak.
– Czy chcieliby zabrać głos i coś nam powiedzieć? Może coś o ostatniej sesji, która była tydzień temu? Może Khenzo ma coś do powiedzenia?
– Właśnie to jest szczególne miejsce, szczególna sceneria. Pokazująca, że nawet na skale może rodzić się życie, może egzystować każda żywa istota. Ale chodzi o coś innego, że nawet na skale, na tym nieurodzajnym gruncie, gdzie okiem sięgnąć, można zobaczyć piękną perspektywę. Nawet sięgnąć dalej, za horyzont. Niż ci, którzy są na dole i mają bardzo dobrej jakości gleby, a mimo to ograniczone pole widzenia. I punkt, z którego się obserwuje, jest ważniejszy niż podłoże, na którym się stoi, do wyrobienia odpowiedniej perspektywy i zdolności bycia człowiekiem, który w każdym miejscu, w każdych warunkach potrafi sobie poradzić. Nawet na takiej półce skalnej. I to jest właśnie to, co powoduje, że się po prostu szlachetnieje. I dowodzi temu, że właśnie na takim gruncie jest walka – jak długodystansowca – samotna, że nie ma tutaj na kogo liczyć, że jeżeli chce się być wśród ludzi, to trzeba zejść na dół. Ażeby być wśród swoich Mistrzów, bogów, trzeba się tam wdrapać z powrotem. I robimy to codziennie. Nie jest to proste. Nieraz ta lina, po której się wspinamy, czy przy pomocy której schodzimy, ona się zniszczy, zerwie. Wtedy nieraz upadamy i troszkę nas boli. To znaczy, że robimy przewinienia wobec siebie albo innych. I wtedy nasze sumienie nas dręczy, ale to jest normalna rzecz. I ważne jest to, że wspinając się tam, do góry, w to – takie święte nasze miejsce – nie zabieramy ze sobą nic. Bo jest tam nam niepotrzebne, by być wśród swoich, swoich Mistrzów, bogów – nie jest nam nic potrzebne. A to jest właśnie to, im wyżej mierzysz, tym mniej ze sobą zabierasz, a lepiej wcale nic nie brać. To jest zbytnie obciążenie i to obciążenie może spowodować, że nigdy się nie wdrapiemy na tę górę, na tę półkę. Wiele jest takich miejsc na świecie, ale każdy może sobie stworzyć własną technikę wspinania do góry. Bycia tam, gdzie tylko niewielu może wejść i dostąpić tej możliwości oglądania z tej perspektywy. Właśnie chodzi o to, że codziennie trzeba się wdrapywać, codziennie tam wchodzić i codziennie schodzić.
– Cudowna metafora życia i rozwoju. Czy coś jeszcze będą mówić?
– Jeszcze to, że z góry lepiej widać.
– Uhm.
– Widać wszystko

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Ta strona używa cookies.

Czytaj więcej na temat polityki cookies.