Przodkowie mówią do nas - J. Michałowska - Solaris - rozwój osobisty

Przodkowie mówią do nas – J. Michałowska

Mężczyzna zdradza kobietę. Historia stara jak świat. Ale rozwiązanie zupełnie nieoczekiwane, niesamowite. Po dziesięciu latach małżeństwa mąż Beaty odszedł do innej, młodszej, a ona w skrajnej rozpaczy postanowiła szukać dla siebie ratunku. Trafiła na terapię metodą Berta Hellingera (nazwaną przez niego ustawieniami rodziny). Niewielki pokój, ponad 20 osób siedzi w kręgu. Terapeutka prosi, aby spośród obecnych Beata wybrała przedstawicieli swojego systemu rodzinnego (reprezentantów) i ustawiła ich w przestrzeni, kierując się swoim „wewnętrznym obrazem rodziny”. Ustawia rodziców, rodzeństwo, dziadków… (Niezwykłe w tej metodzie jest to, że ustawione osoby zaczynają czuć się jak prawdziwi członkowie rodziny.) Kobieta reprezentująca babcię ze strony mamy (babcia nie żyje od 30 lat) uśmiecha się promiennie i wyciąga ku Beacie ręce. Kluczowy moment ustawienia, coś, co dzieje się w ciele, poza rozumem. „Poczułam się zalana miłością babci, dosłownie zalana falą miłości – wspomina Beata. – Przez głowę przeleciała myśl, że ta babcia wie coś ważnego, zna rozwiązanie”.

Potem zdarzenia następują błyskawicznie. Beata przypomina sobie, że była najukochańszą wnuczką, rozpieszczaną do granic. Ale też niepokój – od dziecka czuła, że babcia skrywa tajemnicę. Kiedyś mama Beaty znalazła karteczkę z nazwą szpitala, imieniem i nazwiskiem nieznanej kobiety, a babcia pośpiesznie karteczkę spaliła. Innym razem koleżanka powiedziała Beacie o jakimś dziecku, które babcia przygarnęła. Telefony, rozmowy z tymi, którzy mogą coś wiedzieć. W końcu staje się jasne, że przygarniętym przez babcię dzieckiem była mama Beaty, którą zabrała prosto ze szpitala zaraz po urodzeniu. I że to było dziecko… dziadka! Mieli już syna, gdy dziadek babcię zdradził, a ta przygarnęła dziecko i wychowała. „Uwielbiała tę przybraną córkę – opowiada Beata. – A potem jeszcze bardziej uwielbiała mnie, przybraną wnuczkę. Po śmierci dziadka, zamieszkała z nami, nie z synem. Gdy umarła, moja mama chodziła na jej grób codziennie przez kilka miesięcy, bo nie mogła się pogodzić, odnaleźć”.

Hellinger twierdzi, że najbardziej ze wszystkiego trują nas rodzinne tajemnice i wykluczeni z jakichś względów członkowie rodziny. Odkryta tajemnica odmieniła życie Beaty. Gdy mąż poprosił o rozmowę i zapytał, czy może wrócić, zgodziła się (nie do pomyślenia przed terapią) i twierdzi, że są teraz znacznie lepszym małżeństwem niż przedtem. Zaprzyjaźniła się z córką męża z pierwszego małżeństwa, co nie udawało się przez lata. Zaczęła fajną pracę. I najważniejsze – dotarło do niej przesłanie, które starała się jej przekazać babcia, gdy jeszcze żyła. Możesz upaść nisko, ale jeśli czujesz miłość choćby jednej osoby: (i wiesz, że zrobi dla ciebie wszystko), nigdy nie stoczysz się na samo dno. „W świecie babci nie było odrzuconych” – mówi Beata. Często zastanawia się, jak to możliwe, i te myśli nie dają jej spokoju.

Gdy opuścisz dom, umrzesz

Albo taka historia. Mężczyzna, nazwijmy go Klaus, przyszedł po pomoc do Hellingera, ponieważ nie mógł uwolnić się od myśli samobójczych. Terapeuta zaczął badać jego system rodzinny – co niepokojącego działo się w życiu przodków. Okazało się, że prababka Klausa jako kobieta zamężna poznała innego mężczyznę, z którym zaszła w ciążę. Jej mąż zmarł (wiadomo, że 31 grudnia, miał wówczas 27 lat) i w rodzinie pojawiło się podejrzenie, że został zamordowany. Później prababka nie przekazała gospodarstwa, które odziedziczyła po mężu, ich wspólnemu dziecku, ale dziecku z drugiego związku, co było ogromną niesprawiedliwością. Od tamtego czasu w rodzinie zabili się trzej 27-letni mężczyźni właśnie 31 grudnia lub 27 stycznia, w dniu ślubu prababki. Je den z nich 31 grudnia postradał zmysły i powiesił się 27 stycznia. Jego żona była ciężarna, tak jak wtedy prababka. Kiedy Klaus uświadomił sobie, że życie prababki ciągle ma wpływ na rodzinę, przypomniał sobie, że jeden z jego kuzynów skończył właśnie 27 lat i zbliża się 31 grudnia. Pojechał do niego. Kuzyn już zdążył kupić pistolet, aby popełnić samobójstwo.

Joanna Michałowska, lekarka psychiatra, terapeutka rodzinna, sporządza pacjentom genogram, to znaczy rysuje powiązania rodzinne ze strony ojca 1 matki, bada wpływ przodków na to, co dzieje się w życiu współczesnych. To jej ulubiona metoda pracy. „Rodzina to potęga – mówi Joanna. – Ma na nas przemożny wpływ, z którego najczęściej nie zdajemy sobie sprawy”.

Niedawno do jej gabinetu przyszła para młodych ludzi chcących się pobrać. On wyłącza się, zapada w sobie, godzinami nie ma z nim kontaktu. Oboje nie rozumieją, co się dzieje. Rozrysowanie genogramu i rodzinne śledztwo pozwoliły ustalić, że pradziadek mężczyzny z niewytłumaczonych przyczyn znikał z domu i prababcia miała z nim krzyż pański. „To był przełom w terapii – mówi Joanna. – Zdecydowali się na ślub”. Ale dodaje, że uświadomienie sobie rodzinnego uwikłania to dopiero początek. Aby zmienić wzorzec, potrzeba czasu.

Naszym życiem rządzą duchy rodziny. Jakie? W jakie przekazy, w jakie prawdy zostaliśmy wyposażeni? Z Joanną Michałowską przeglądamy genogramy znanych ludzi. Rodzina Kennedych. Od pokoleń umierają w niej albo zostają zabici mężczyźni w sile wieku. Ci, którym udaje się przeżyć, mają misję do wypełnienia – nie dać zginąć klanowi. Z pokolenia na pokolenie w tej rodzinie rodzi się coraz więcej dzieci. Pisarki siostry Bronte. „Wyraźnie widać, że rodzinny przekaz sióstr brzmiał: Nie wolno opuszczać domu – mówi Joanna. – Gdy tylko któraś spróbowała od domu się oddalić, od razu chorowała i umierała”. Carl Gustav Jung z kolei miał w rodzinie, zarówno ze strony ojca, jak i matki, mnóstwo pastorów, wiele pokoleń mężczyzn, dla których duchowość była najważniejszą sferą życia. To niesamowite dziedzictwo, które przejął, które się w nim zrealizowało. Joanna przywołuje też film Agnieszki Holland „Europa, Europa”, oparty na autentycznych losach żydowskiego chłopca, który przeżył wojnę, cudem wychodząc z rozlicznych opresji: „Ten chłopiec został niejako wydelegowany przez rodzinę do przetrwania – i to dało mu niewyobrażalną siłę”.

Przychodzimy na świat w konkretnej rodzinie, która jest dla nas źródłem siły i słabości. Warto przyjrzeć się przynajmniej trzem pokoleniom wstecz. Zadać sobie trud, odnaleźć żyjących członków rodziny, którzy z pewnością pamiętają rodowe historie, popytać, przeprowadzić własne śledztwo. Szczególnie wtedy, gdy szukamy odpowiedzi na pytanie, dlaczego tak, a nie inaczej mi się układa. Kim byli przodkowie ze strony matki i ojca, jak żyli, na co chorowali, w jakich okolicznościach umarli. Jakie modele relacji obowiązywały w rodzinie (bliskość, dystans, konfliktowość)? Co się powtarza przez pokolenia?

Gdy zobaczymy, jak bardzo determinują nas losy przodków, zrozumiemy, że nie ma sensu siebie obwiniać. Nie tylko ja stworzyłam okoliczności swojego życia. Czerpiemy z zasobów rodzinnych, czy tego chcemy, czy nie.

Do jakich zadań wydelegowała mnie rodzina? Czy chcę je wypełnić? Mam wybór wtedy, gdy mam świadomość, bo wówczas mogę zrozumieć rodzinny przekaz, przyjąć go albo odrzucić. Rozświetlać rodzinne dzieje, nazywać je – to ważna sprawa, bo działa jak katharsis.

Joanna Michałowska, terapeutka rodzinna z Centrum Terapii Poznawczo-Behawioralnej w Warszawie

Jedna odpowiedź do “Przodkowie mówią do nas – J. Michałowska”

  1. kATARZyna pisze:

    Moj dziadek potem mój tata zgineli w wypadkach , oboje rozjechani na jezdni … czy to oznacza ze teraz moj brat ?
    Moja babcia jak i jej mama umarly na choroby kobiece … czy teraz moja mama a potem ja ?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Ta strona używa cookies.

Czytaj więcej na temat polityki cookies.