Przemoc psychiczna - Solaris - rozwój osobisty

Przemoc psychiczna

Zwykle przy rozróżnieniu na przemoc fizyczną i psychiczną rozumiemy to z grubsza tak, że ta pierwsza to bicie i kopanie, a druga – obrzucanie obelgami. To ogromne uproszczenie. Zdarzają się – chociaż rzadko – przypadki przemocy w rodzinie, w których nie występuje przemoc fizyczna, ale nie istnieje żadna przemoc bez przemocy psychicznej. Ona z definicji jest psychiczna, niezależnie od tego, czy są tam kopniaki, uderzenia, wyrywanie włosów, czy też tego nie ma.
Co się kryje za stwierdzeniem, że każda przemoc jest psychiczna? Można tu mówić o trzech aspektach:

po pierwsze – w przemocy, która dokonuje się w rodzinie, najczęściej chodzi o sprawowanie nad ofiarą kontroli psychicznej, o jej utrzymanie lub zwiększenie;

po drugie – najważniejsza część przemocy jest tworzona przez oddziaływanie psychologiczne i za pomocą narzędzi psychologicznych;

po trzecie – w wyniku przemocy powstają bardzo poważne szkody psychologiczne.

Sprawowanie nad kimś kontroli psychicznej to taka sytuacja, w której uczucia, myśli i zachowania w ogromnym stopniu zależą od tego, co ktoś drugi zrobi albo czego nie zrobi, a osoba poddawana kontroli psychicznej nie może zmienić tego układu albo ma z tym ogromne trudności. Jest to pozostawanie pod czyimś przemożnym wpływem – takim, który sięga do uczuć, do myśli i do zachowań oraz ogranicza lub całkowicie eliminuje możliwość przeciwstawienia się.
Czy to jednak oznacza, że każdy przypadek silnego, kontrolującego wpływu jest przemocą? Oczywiście, że nie. Ludzie bardzo często znajdują się pod kontrolą psychiczną innych, a przecież nie ulegają przemocy. To, co czuje, co myśli i jak się zachowuje małe dziecko, a czasem to, czy w ogóle przeżyje, zależy w ogromnym stopniu od zachowania jego rodzica. Ale sprawowanie kontroli nie jest wykorzystywane przeciwko dziecku, tylko dla jego dobra, a nawet stanowi pewną prawidłowość rozwojową. A skoro każdy człowiek ma tego typu doświadczenia, to łatwo sobie zdać sprawę, jak głębokie korzenie może mieć przemoc. Może – i bardzo często tak się dzieje – odwoływać się do podstawowych doświadczeń, które mają wszyscy ludzie. Zresztą bardzo często sprawca przemocy próbuje doprowadzić ofiarę do tego, żeby czuła się bezradna jak małe dziecko. Im bardziej mu się to udaje, tym głębiej i mocniej przemoc jest osadzona.

Na czym polega istota uzyskiwania przemocowej kontroli nad drugą osobą? Bardzo ważnym czynnikiem jest poczucie zagrożenia i to takie, które jest bezpośrednią konsekwencją dotkliwych czy bolesnych czynów ze strony sprawcy przemocy. Do pewnego momentu członkowie rodziny – chodzi tu przede wszystkim o dorosłych – próbowali stawiać opór: na coś się nie zgadzali, krytykowali, mówili, że im się to nie podoba. Ten opór był łamany za pomocą aktów agresji, które sprawiały ból i wywoływały lęk. Przełamywanie oporu jest niesłychanie ważnym elementem zdobywania kontroli psychicznej.
Często zaczyna się od zachowań, będących na pograniczu tego, co ludzie akceptują. Kiedy rozmawiamy z kobietami – ofiarami przemocy o tym, jak wyglądał ich związek na początku, zwykle dowiadujemy się, że kiedyś chodzili na randki, do kina, może nawet on czasem kupił jej kwiatek. Później coś zaczęło się psuć: to jeszcze nie było bicie, ale na przykład ordynarne słowa, jakich mężczyzna może nawet wcześniej używał, ale nie kierował ich do swojej partnerki. I okazuje się, że to początek łańcucha – ten moment, kiedy ona po raz pierwszy poczuła jako nieprzyjemne jego zachowanie, które do tej pory akceptowała, a nawet mogła uważać za „męskie”. Dlatego tak ważne jest, żeby kobiety nie pozwalały nie tylko na bicie, ale już na te pierwsze wyłomy w kulturalnej komunikacji.
Jeśli kobieta, kiedy pierwszy raz słyszy wulgarne wyzwiska, podejdzie do swojego partnera i patrząc mu prosto w oczy powie: „Jak jeszcze raz tak się do mnie odezwiesz, to chociaż cię kocham, już nigdy mnie nie zobaczysz”, wówczas zwykle nie dochodzi do eskalacji przemocy. Jednak kobiety w znacznej większości w obliczu obraźliwego zachowania – mimo że jest im przykro – nie są zdolne do takiej konfrontacji. Wtedy przemoc rozkręca się, rozwija krok po kroku, a drobne przejawy oporu są kruszone. Później zdarza się coś poważniejszego – pierwsze uderzenie czy popchnięcie. Przy czym często jest to lekceważone lub oswajane: on przeprosi, przyniesie kwiaty, po czym zrobi to samo, znów przyniesie kwiaty, chociaż już nie pięć, tylko jeden, a za trzecim razem powie: „Co ty się czepiasz? Przecież to normalna rzecz, trzeba było mnie nie denerwować”.

Istotną rolę odgrywa też początkowy stan relacji między mężczyzną a kobietą, a konkretnie asymetria dominacji i podporządkowania, widoczna już w momencie dobierania się par i rozpoczynania wspólnego życia. Pozostaje w zgodzie z wzorem kulturowym to, że mężczyzna jest w związku górą, co w wielu przypadkach – choć nie zawsze – ma pokrycie w jego cechach psychologicznych. Są mężczyźni, którzy mają tendencję do dominowania, do przewodzenia, i kobiety, które mają skłonność do ulegania, podporządkowania się. Jeżeli ludzie się kochają i dobiorą się w ten sposób, to obydwoje mogą być zadowoleni: przewaga mężczyzny może wyrażać się w opiekuńczości i braniu na siebie rodzinnych zadań, z kolei kobieta ma do zaofiarowania cenioną przez wielu mężczyzn uległość i umiejętność podporządkowania się. Ale jeżeli w takim układzie pojawi się przemoc, to możliwości tej kobiety, żeby się przeciwstawić, obronić przed agresją, będą bardzo małe. Można powiedzieć, że od samego początku było jasne, że on będzie silniejszy, a ona słabsza – ich relacja była już ustawiona, kiedy on swoją siłę zaczął wykorzystywać do tego, żeby ją bić.
Kiedy w przedszkolu patrzymy na dzieci, wyraźnie widać, że niektóre dziewczynki są psychicznie znacznie silniejsze, bardziej dynamiczne od chłopców, a jak trzeba, potrafią przylać. Jednak później zaczynają oddziaływać na dzieci wzory kulturowe i dorastający chłopak dowiaduje się, że to on powinien być dominujący, że musi być macho, ma być silny, nie wolno mu płakać, a „kobietę trzeba trzymać krótko”. Zdarzają się nawet pary, które na użytek otoczenia odgrywają swoje role zgodnie z obowiązującym wzorem kulturowym, chociaż w rzeczywistości to on jest słaby, a ona silna, ona trzyma kasę i rządzi domem. I tu docieramy do psychologicznych źródeł przemocy.

Mężczyzna jest pod silną presją otoczenia, żeby być twardzielem. Chce pokazać się przed kolegami – zwłaszcza jeśli naprawdę to kobieta jest w ich związku silniejsza – i ucieka się do aktów agresji, żeby zmniejszyć asymetrię sił. Od niepamiętnych czasów do tego celu służył mężczyznom alkohol. Panowie piją i opowiadają sobie, jakie te baby są okropne, potem naładowani wracają do domu i tylko szukają pretekstu, żeby pokazać, kto tu rządzi. Kiedy mężczyzna jest zły, sfrustrowany, a dodatkowo nabuntowany przez kolegów i po alkoholu, to robi awanturę. I w trakcie tej awantury rozkręca się, bo agresja stwarza mu sytuacyjne złudzenie własnej mocy, a wzbudzany strach daje poczucie kontroli nad sytuacją i drugą osobą.
Człowiek, którzy zmierza do przemocowej kontroli, na ogół nie umie zdobyć poczucia ważności i znaczenia w normalny sposób, musi więc sięgnąć po jego substytut w postaci budzenia lęku. Podporządkowaniem sobie kogoś, kto się boi, zastępuje brak przekonania o swojej wartości i oczywiście wpada w pułapkę, bo uzyskiwane w ten sposób złudzenie mocy jest nietrwałe. Ponieważ jednak nie dysponuje niczym więcej, powtarza akty przemocy. Kiedy pojawiają się wątpliwości na własny temat albo sytuacja zaczyna wymykać się spod kontroli, sięga po znany już sposób, kiedy to upił się, zrobił awanturę, coś zniszczył. Akty przemocy, które dają poczucie panowania nad sytuacją, nie muszą polegać na biciu, czasem można to samo osiągnąć na przykład demolując mieszkanie lub niszcząc rzeczy. To jest potężny komunikat: „Mogę to zniszczyć, bo ja tu rządzę”.

W zdrowych warunkach oznaką czyjejś władzy jest to, że może coś zbudować, jednak może demonstrować swoją siłę i potęgę również poprzez zniszczenie. Na tym polega terroryzm, czyli publiczne akty przemocy: terroryści dążą do sprawowania kontroli, pokazując, że są bezkarni w niszczeniu czegoś, co dla innych jest cenne. Atak z 11 września był wyrazem takiego dążenia do sprawowania kontroli na skalę masową. Niewielka grupa mężczyzn wstrząsnęła życiem psychicznym milionów ludzi, którzy zaczęli się bać, bo sytuacja stała się nieprzewidywalna. Podobne rzeczy dzieją się w sytuacji przemocy w rodzinie: trzeba tylko raz albo dwa razy zrobić jakąś straszną rzecz, a potem można pozwolić sobie na wszystko. To są przemocowe elementy sprawowania kontroli psychicznej nad innymi osobami: utrzymywanie poczucia zagrożenia i własnych złudzeń o mocy, o przewadze, o dominacji.

Za przemocą niemal zawsze stoi niemoc albo obawa przed niemocą. To niesłychanie ważne: przemocy dokonują tylko ci, którzy albo są słabi, albo boją się znacznego osłabie nia.

Jerzy Mellibruda

2 odpowiedzi na “Przemoc psychiczna”

  1. ofiarą przemocy pisze:

    Dobrze że są takie informacje o przemocy.
    Doznałem przemocy psychicznej.Nie rozumiałam swojego męża, nie wiedziałam juz jak postępować.Straciłam szacunek do siebie.Jestem już po rozwodzie.
    to była przemoc psychiczna.
    Jestem z zawodu nauczycielką i nie wiedziałam, że to co przechodziłam to przemoc psychiczna.
    Pozdrawiam.

  2. Zagubiona pisze:

    Jestem żoną od 10 lat. Od 8 jestem żoną toksycznego męża.
    Najpierw mnie nosił na rękach, był cudowny i wyrozumiały. Niemal spełniał wszystkie moje zachcianki. Byłam jego księżniczką. Już wtedy był o mnie bardzo zazdrosny ale uważałam, że to dlatego, że mnie tak bardzo kocha i to normalne. Kiedy na świat przyszedł nasz pierwszy syn moje ciało się zmieniło i jego podejście również. Zaczęły się upokorzenia, docinki, że jestem gruba, nic nie warta,itp. Jak schudłam to było jeszcze gorzej, bo pewnie mam kogoś na boku. Wtedy już zaczęły się wulgaryzmy, byłam szmatą, dziwką, nic nie wartym kurwiszonem, gdzie naznaczam nie zdradzałam go!!
    Kiedy straciłam pracę mówił mi, że skoro nie zarabiam to mam jego chleba nie jeść. Musiałam gotować bo to mój obowiązek ale jeść mi nie wolno było. Czasem wymykałam się do mamy jak on był w pracy i mama dawała mi jeść… była zdziwiona, że jestem taka chuda a wiecznie głodna. Nie powiedziałam jej dlaczego. Po trzech latach pojawiło sie drugie dziecko, które bynajmniej nie było aktem miłości. Mąż mnie brał kiedy chciał, gdy ja nie chciałam to robił to siłą. Starszy syn zawsze był jego oczkiem w głowie, a młodszemu zawsze się obrywało. Teraz ja mam myśli samobójcze a mój młodszy syn tiki i hamulce w kontaktach z innymi. Jest inteligentny i żywiołowy ale nie radzi sobie w szkole, boi się tam zostać bo obawia się, że nikt po niego nie wróci, ponieważ mój mąż mówi mu, że go zostawi bo jest niegrzeczny albo odda „gnoja pierdolonego” do domu dziecka i niech tam zdycharachu. Szukałam wsparcia u teściowej, bo ona przechodzi to samo ze swoim mężem od wielu lat. Powiedziała, że rozumie, ale tak musi być. Gdy on się dowiedział, że z nią rozmawiałam to skłócił mnie z całą jego rodziną wymyślając rzekome plotki jakie na nich mówiłam. Wtedy też pierwszy raz użył wobec mnie siły fizycznej. Wykręcał mi ręce i syczał w twarz przez zaciśnięte zęby, że za karę mam zakaz wychodzenia z domu i żadnych kontaktów z tymi „szmatami” moimi koleżankami. Przez to, że nie miałam z nimi kontaktu jakiś czas odsunęły się ode mnie i tylko na FB podziwiam ich wspólne spotkania beze mnie.,,. bo ile razy można mnie zapraszać? Przecież zawsze odmawiałam, często na ostatnią chwilę. Nic im nie mówiłam, bo to przecież wstyd… One mają fantastycznych mężów a mój to tyran.
    Ale przecież ni byłam sama. Poszłam do mojej mamy. Ona zawsze w dzieciństwie mi powtarzała” pamiętaj, jak mężczyzna Cię uderzy-to tylko raz. I uciekaj od niego”. te słowa dźwięczały mi w uszach. Powiedziałam jej o wszystkim: że mnie wyzywa, upokarza, odizolowuje, że wyzywa i gnębi własne dziecko…że nie chcę aby moi synowie uczyli się od niego takiego traktowania kobiet. A co mama na to?:” Jak sobie wybrałaś to teraz się męcz” No fantastycznie! Nie mam wsparcia z żadnej strony. Nie mam nikogo, jestem samotna. Di tegi jestem odpowiedzialna za dzieci. Gdy powiedziałam mu, że chce rozwodu, że ma się wyprowadzić z mieszkania ( jest tylko moją własnością a jego nawet tam nie zameldowałam) to powiedział, że siłą go nie wyciągną a nawet jakby musiał to najpierw zabierze z domu wszystko, bo wszystko jak twierdzi jest jego a później powybija mi szyby w oknach i podrapie wszystkie ściany bo to on je malował.
    Mam okropną pracę… Nienawidzę jej i kocham… kocham za to, że tam odpoczywam od upokorzeń. A nawet jeśli ktoś mnie upokorzy, to obca osoba a nie ktoś, kto obiecał, że się będzie o mnie troszczyć przez resztą życia…

Pozostaw odpowiedź Zagubiona Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Ta strona używa cookies.

Czytaj więcej na temat polityki cookies.