Potęga umysłu - Solaris - rozwój osobisty

Potęga umysłu

Siedzę przy biurku i zamiast pracować moje myśli krążą wokół najświeższej nowiny – odchodzi główna księgowa i będzie ktoś nowy. Właściwie nowy to on jest tylko dla mnie, wszyscy go już mniej lub więcej znają. Opinię ma koszmarną i to mnie najbardziej martwi, przecież będzie moim bezpośrednim przełożonym. Na szczęście ma przychodzić tylko raz w tygodniu, chociaż tyle dobrze. Tak krótko tu pracuję a już mi się szef zmienia. Tak mi było dobrze z naszą księgową. No ale cóż, nie ma rady. Pożyjemy zobaczymy.

– Dzień dobry – Nowy szef przychodzi po raz pierwszy do pracy i od razu życzy sobie wszystkich dokumentów. Co za pech! Od kilku dni malują mój pokój, dostęp do szaf mam praktycznie niemożliwy i wykonuję przez ten czas tylko pilne sprawy, pozostawiając resztę na koniec malowania. Nawet mi do głowy nie przyszło, że miałabym to robić w takich warunkach.
– Jak to pani nie zrobiła?! – Szef ma zupełnie inne zdanie na temat moich warunków pracy.
– Jest malowanie i nie mam dostępu do dokumentów – Tłumaczę się wystraszona mając nadzieję, że zrozumie moje położenie. Ale gdzie tam.
– Proszę natychmiast przynieść wszystkie dokumenty! – Mówi z taką złością jakbym co najmniej zawaliła termin deklaracji podatkowych. Czuję jak moje nadzieje na zgodną współpracę odpływają w siną dal. Jakoś udaje mi się dostarczyć mu te dokumenty, siadamy gościnnie w innym pokoju i zaczyna się kazanie.
– Widzę, że nic pani nie zrobiła.- Zaczyna swoje jakby nie słyszał co przed chwilą powiedziałam. Czuję się jak skazaniec i tylko czekam kiedy wreszcie skończy. Jakie to cudowne, że nic na tym świecie nie trwa wiecznie, więc siłą rzeczy ten koszmarny dzień pracy też się kończy. Mam tydzień do następnego spotkania. Mam nadzieję, że będzie lepiej.

Tydzień szybko minął, jak dla mnie, zbyt szybko. Wyczekuję w napięciu co mój szef wymyśli, liczę, że tym razem będzie lepiej. Nic z tego. Znowu coś mu się nie podoba, znowu jest niezadowolony z mojej pracy. Powoli tracę nadzieję na znośną współpracę, trudno, jeden dzień w tygodniu jakoś będę musiała z nim wytrzymać. Teraz już wiem dlaczego poprzednia księgowa parę razy mówiła „ciekawe jak ci się będzie z nim pracowało”. Wtedy myślałam, że jak będę wszystko dobrze robić, to co mi się ma źle pracować. Oj naiwna. Zastanawiam się jak ludzie wytrzymują z nim pięć dni w tygodniu??? Wysoki procent bezrobocia daje jednak silną motywację.
Ale i ten dzień wreszcie mija, tak samo jak następne dni i tygodnie. Sytuacja nie zmienia się, chyba że na gorsze (a myślałam, że to niemożliwe). Wszyscy już wiedzą, że w dniu kiedy on jest w firmie to ze mną się nie rozmawia, bo chodzę w takim napięciu, że mogę wybuchnąć. Dają mi natychmiast wszystkie dokumenty, które potrzebuję, moje sprawy są priorytetowe. To nic jednak nie pomaga, bo on i tak jest zawsze niezadowolony. Doszło już do tego, że na jego widok robi mi się niedobrze. Gdy siedzi przy sąsiednim biurku, to nie jestem w stanie pracować, więc siedzę pochylona nad dokumentami a w duchu cały czas go wyzywam od najgorszych. Muszę przyznać, że on tez nie siedzi przy mnie długo, chociaż tyle. Totalny koszmar. I co ja mogę z tym zrobić? Cała praca mi już obrzydła przez niego.

Czytam w pewnej książce, że jak chcesz, żeby ktoś zmienił się w stosunku do ciebie to zacznij inaczej o nim myśleć i że to co myślisz o drugim człowieku dociera do niego w postaci odpowiedniej energii. O rany! Gdyby to była prawda, to nic dziwnego, że mój szef nie był w stanie długo koło mnie siedzieć, bo takie pomyje jakie ja na niego wylewałam (w myślach) to. rozpacz po prostu. Wydaje mi się, że nie mam już nic do stracenia, trudno nasze relacje pogorszyć, więc spróbuję coś zmienić w tym swoim myśleniu. Tylko jak, skoro na myśl o nim przychodzą mi do głowy same przekleństwa? Spróbujmy, przecież o każdym można powiedzieć coś pozytywnego. Ale co o nim? Nie mam pojęcia. Jest przystojny. Problem w tym, że jak tylko go sobie przypomnę to od razu mam ochotę opluć tego przystojniaka. Może z innej beczki. Albo innym razem.

Coś dziwnego się stało. Okazało się, że jak odpowiednio długo zastanawiałam się nad tym co pozytywnego mogłabym o nim pomyśleć, to powoli zaczęła mijać mi wściekłość na niego. On się nie zmienił, ale ja postanowiłam myśleć o nim jak najlepiej, wbrew wszystkiemu. Nie było łatwo. Pracowałam ciężko nad tym wyobrażeniem kilka tygodni. Aż pewnego pięknego dnia wzywa mnie do siebie dyrektor.
– Dziwna sprawa jest z panią i głównym księgowym – mówi – Już myślałem, że będę musiał panią zwolnić, chociaż nie chciałem tego robić. On tak bardzo na panią narzekał, że już miałem tego dość, jedno z was miało odejść. Ponieważ trudniej jest znaleźć głównego księgowego niż osobę na pani stanowisko, dlatego miała to być pani. I nagle, jakieś dwa czy trzy tygodnie temu, on zmienił całkowicie zdanie o pani. Zaczął panią wychwalać pod niebiosa, mówił jak ciężko pani pracuje i w ogóle w samych superlatywach się o pani wyrażał. Nie wie pani co się stało? – dyrektor zadał to pytanie, a ja czuję jak mi się gorąco robi. Co mam mu odpowiedzieć? Że zmieniłam o głównym księgowym sposób myślenia? Nawet gdybym to powiedziała, to i tak by nie uwierzył.
– Nie wiem – mówię, bo nic innego nie przychodzi mi do głowy. Dyrektor jeszcze usiłuje wyciągnąć ze mnie jakieś informacje, ale nie mam mu nic do powiedzenia. W końcu wychodzę na miękkich nogach. Jestem w szoku. Jak to możliwe, żeby sama zmiana myślenia o kimś spowodowała taką zmianę zachowania??? To niepojęte. Szekspir musiał coś o tym wiedzieć gdy pisał: „Są rzeczy na ziemi i w niebie, o których się filozofom nie śniło.”

A jaki finał tej historii? Nasza współpraca zaczęła układać się całkiem dobrze, aż do końca jego pracy w naszej firmie, bo tak się złożyło, że pracowałam tam dłużej od niego.

Sylwia Zwierzyńska

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Ta strona używa cookies.

Czytaj więcej na temat polityki cookies.