Nie czytaj tego – zbyt długie, zbyt kontrowersyjne. cz1

O niebezpieczeństwach na ścieżkach rozwoju duchowego, o przyjaźni i „pogaduchach” z Bogiem, o mocy wiary i wielu innych sprawach.

***

Kiedy mówisz do Boga, to ludzie powiedzą, że się modlisz.

Kiedy Bóg mówi do Ciebie, to powiedzą, że zwariowałeś.

***

Bóg przemawia do każdego z nas. Tylko zwykle nie słuchamy Go, bo nie słyszymy. Często nie chcemy Go słyszeć i słuchać, a później mamy do Niego pretensje, że nie jest z nami, że nie pomaga nam. Jest szereg przyczyn takiego stanu rzeczy i z pewnością porozmawiamy o tym jeszcze.

Wracamy do tematu.

Jak to było w piosence Marka Grechuty? „Nie od razu, miła, nie od razu.” Już wyjaśniam, co mam na myśli.

W miarę postępów, w miarę pogłębiania się naszej wiary w obecność i moc Boga w nas, będziemy otrzymywali większe możliwości. Znamy przecież te słowa: „Podług wiary waszej niech wam się stanie.” Cierpliwości więc trzeba i wiary najpierw. Im większa była niewiara, tym więcej czasu potrzeba – oczywiście, w wymiarze ludzkim, aby ją wykorzenić.

„Wszystko na świecie toczy się według ustalonego rytmu. Rozwój duchowy wymaga czasu i cierpliwości.

Budzimy się z wieloletniego letargu, powoli wydobywając się spod nawału wpajanych nam przez lata wierzeń, uprzedzeń i wzorców.

Powracamy do źródła prawdy, do niewinności lat dziecinnych. Logika ustępuje miejsca intuicji.

Zachowajcie cierpliwość i pamiętajcie, że na postęp trzeba trochę zaczekać. Nie przynaglajcie samych siebie i cieszcie się każdym choćby najdrobniejszym sukcesem. Nie rezygnujcie, jeśli początkowo nie dostrzeżecie żadnej zmiany. (.) Pamiętajcie, niełatwo zrzucić starą skórę, czy odrzucić dawne nastawienie i przyjąć nowe. Bądźcie cierpliwi!” („Rozmawiając z niebem”, James Van Praagh).

I co? I nie da się przyśpieszyć? Wielu z nas przecież nie grzeszy pewnie cierpliwością? Chciałoby się już, teraz. W moim przypadku trwało to bardzo długo, lata całe. I absolutnie nauka nie skończyła się jeszcze, o nie. Też chciałem „już”, chciałem widzieć efekty natychmiast. Jasne, najlepiej zostać inżynierem po miesiącu studiów na politechnice.:)

Czy zdajemy sobie sprawę z tego, jak długo Jezus dochodził do mistrzostwa? A przecież już na starcie życia otrzymał ogromne możliwości, nieprawdopodobne wręcz uzdolnienia. Ewangelie nic nie mówią o długim okresie jego życia – począwszy od „nastu” lat po wiek męski. Wypadło z Jego ewangelicznego życiorysu prawie 20 lat. Co w tym czasie robił? Gdzie przebywał? Czyżby wyłącznie pomagał swojemu ojcu Józefowi w ciesielstwie? Znając Jego charakter i powołanie trudno przypuszczać, żeby pozwolił sobie na takie ograniczające Go zajęcia. Przecież już jako mały chłopiec „urwał” się rodzicom. Dopiero po kilku dniach udało się im znaleźć Jezusa w świątyni, gdzie prowadził uczone dysputy z rabinami zadziwionymi Jego wiedzą i osobowością. Musiał ich zafascynować sobą ten mały chłopiec, jeśli przez trzy dni przebywał tam, jadł i spał i nikt nie chciał się z Nim rozstać.

„Dopiero po trzech dniach odnaleźli go w świątyni, gdzie siedział między nauczycielami, przysłuchiwał się im i zadawał pytania. Wszyscy zaś, którzy Go słuchali, byli zdumieni bystrością Jego umysłu i odpowiedziami. Na ten widok zdziwili się bardzo, a Jego Matka rzekła do niego: . Lecz On im odpowiedział: Oni jednak nie zrozumieli tego, co im powiedział.” (Ew. św. Łukasza, 2.46-50).[podkreślenie autora]

Niemożliwe więc, aby Jezus nie pobierał przez długi czas nauk, nie studiował różnych systemów religijnych, nie poznawał różnych zagadnień. Dopiero, kiedy uznał, że jest już gotowy, zaczął głosić swoją naukę i dawać dowody swojej mocy pochodzącej od Boga.

„Prawdziwy rozwój dokonuje się zawsze powoli. Kto dojrzewa jako człowiek, kto właściwie rozumie siebie i swoje związki z innymi, jest cierpliwy – jest cierpliwością urzeczywistnioną w jej egzystencjalnej formie.” („Spotkać Boga w człowieku”, Ladislaus Boros).

Mój początek wchodzenia w dojrzewanie jest wprost „książkowy”. Otrzymywałem bardzo trudne lekcje do przerobienia. Czasem dawano mi już trochę luzu. Wówczas jakbym nieco odpoczywał, nabierał sił, „wychodził z zakwasów”, a później pojawiało się znów doświadczenie – znacznie trudniejsze od poprzedniego, często bardzo bolesne. I tak przez długi czas. To wszystko były próby wiary. Próby nie dla Boga, o nie! Myślę, że On doskonale wiedział, jakie będą moje reakcje. Chodziło raczej o to, abym sam siebie doświadczył, abym sam zobaczył własne reakcje, przekonał się, co jeszcze mam do zrobienia, ile brudu mam do usunięcia z mojego wnętrza. A było tego bardzo dużo. Nie chcę nawet myśleć, ile jeszcze pozostało. Wiem już tylko, że poradzę sobie ze wszystkim, bo nie jestem sam.

To były również dodatkowe ważne wnioski z doświadczeń – przekonanie o własnej drobnej jeszcze, ale wzrastającej mocy – pozwalającej chociażby na spokojne znoszenie dolegliwości życiowych, na pozbywanie się wszelkich lęków, na rozumienie istoty Boga. Było to też wzrastające zaufanie do własnych możliwości, do siebie samego.

Ty również będziesz stopniowo odkrywał moce tkwiące w Tobie. Równolegle z tym ma postępować Twój rozwój duchowy, dojrzałość. Wybacz metaforę, ale czy zgodziłbyś się usiąść na fotelu fryzjerskim, aby dać się ogolić brzytwą małpie? Przykład może drastyczny, ale oddający obraz całej ludzkości, naszej nieodpowiedzialności, naszych „zabaw” m.in. z energią nuklearną wykorzystywaną w sposób absolutnie nieodpowiedzialny, naszego bezmyślnego niszczenia powierzonej nam pod opiekę przyrody. Przepraszam jednocześnie was, wszystkie cudowne małpiątka.

W każdym bądź razie zadanie przekazano mi podstawowe:

CIERPLIWOŚCI CIERPLIWIE SIĘ UCZ !

Zgodnie ze słowami, które otrzymałem pewnego dnia: „…a do ciebie – twoje cierpienia nauczą cię cierpliwości. Czy nie słyszałeś, że cierpliwość przynosi wytrwałość, a wytrwałość rodzi nadzieję? A na tej nadziei wzniesie się Moje Królestwo. Niech teraz każda cząstka ciebie samego Mnie uwielbia. Mój Święty Duch naznaczył cię Moją pieczęcią, zatem nie bój się.” (Vassula Ryden, „Prawdziwe życie w Bogu”).

Cierpliwość jest wielką cnotą. Zawsze mi jej brakowało. Trzeba było więc nauczyć się być cierpliwym – to proste. :) Właśnie 16.06.2007 r., w sobotę, o godzinie 22.02. otrzymałem słowa pełne nadziei i obietnic:

„Cierpliwy do czasu dozna przykrości,

ale później radość dla niego zakwitnie.

Do czasu będzie ukrywać swoje słowa,

A wargi wielu wychwalać będą jego rozum.”

Mądrość Syracha, 1.23-24

Czy oznacza to, że wszystko jest już OK? OK. w sensie naszego codziennego ludzkiego pojmowania, oczywiście. Nic bardziej błędnego. Wiem doskonale, że jestem dopiero na początku ścieżki, że wypiłem zaledwie kropelkę z całego oceanu, że będę przechodził jeszcze szereg prób. Mam wrażenie, że Bóg stosuje wojskową zasadę: „Im więcej potu na ćwiczeniach, tym mniej krwi w boju”.

Jest teraz czas, kiedy wielu ludzi poszukuje Boga. To zadziwiające, jak wielu! Wkraczamy w erę ducha. Poprzednia era – to był etap technologii, etap „szkiełka i oka”, któremu za bardzo uwierzyliśmy. Za bardzo zaufaliśmy logice i potędze rozumu. Popełniliśmy błąd traktując organizm ludzki jak pozbawiony ducha i emocji biomechanizm, a części ciała jak materialne przedmioty, a nie systemy energetyczne. Odrzuciliśmy duchowość i intuicję, którymi przepojona jest każda z komórek naszego ciała. I im bardziej odrzucamy wyobraźnię, intuicję, duchowość, nie wierzymy im, tym świat wydaje się nam bardziej obcy i okrutny.

ZAAWANSOWANA TECHNIKA BEZ ZAAWANSOWANEGO MYŚLENIA I ROZWOJU DUCHOWEGO TO NIE POSTĘP – TO ZAGŁADA.

Idąc wyłącznie drogą cywilizacji technicznej, drogą bezmyślnej konsumpcji, czystego racjonalizmu, odizolowaliśmy się od sfery duchowej – zarówno tej, która tkwi w nas, jak i tej, która nas otacza. Wskutek tego utraciliśmy równowagę. Przecież za niesłychanym wzrostem technicznym nie następuje jeszcze równoległy i również wysoki rozwój duchowy niezbędny dla zrównoważenia rozwoju technicznego. Wydaje się czasem, że technika jest wykorzystywana ciągle wyłącznie do niszczenia planety, zadawania cierpień, szerzenia śmierci. Tak jednak nie jest i nie będzie. Wzrasta duchowość, może jeszcze zbyt wolno, może jeszcze niedostrzegalnie dla wielu. Zwłaszcza, że hałaśliwa rzeczywistość medialna nie zawsze pozwala zauważyć pojawiające się coraz częściej tendencje do poszukiwania przez duże grupy i pojedynczych ludzi ciszy, kontaktu z przyrodą, Boga w końcu. Coraz bardziej nasila się niezgoda na niszczenie naturalnego środowiska, coraz bardziej ludzie zaczynają poszukiwać odpowiedzi na pytania o transcendentalnym charakterze – kim jesteśmy, jaki jest cel naszego istnienia, jakie zadania nam przeznaczono (a może sami przeznaczyliśmy sobie)?

Można przecież założyć, że teoria przyczynowości formatywnej R. Sheldrake’a (więcej na ten temat w książce „Biomagnetyzm: cudowna moc w życiu”) dotyczy nie tylko pierwiastka materialnego, technicznego. Jeśli coraz łatwiej i szybciej nabywamy wiedzę techniczną, to najprawdopodobniej tak samo przedstawia się sprawa z wiedzą duchową. Mamy więc do czynienia z ewolucjonizmem duchowym.

„Przez całą historię człowiek był przedmiotem ewolucji biologicznej, od niedawna wkroczyliśmy w obecną epokę ewolucji intelektualnej, w czasie której tworzymy nasze własne środowisko życia. Chciałbym wierzyć, że epoka ta będzie trwała krótko i wkrótce wejdziemy w fazę duchowej ewolucji człowieka, podczas której nasz rozwój intelektualny zostanie ukierunkowany przez odrodzone poczucie duchowości. (.) Duch wzbogaci naszą racjonalną wiedzę naukową, pomagając nam lepiej korzystać z tej wiedzy. Dwa aspekty doświadczeń ludzkich, racjonalny i duchowy, które zostały sztucznie rozdzielone, zjednoczą się na powrót.” (Rozmowa z Edgarem, D. Mitchell’em, amerykańskim astronautą, siódmym człowiekiem, który postawił stopę na Srebrnym Globie, „Poznać świat. Rozmowy o nauce” – Wiktor Osiatyński).

Jak na razie pozbyliśmy się jednak pierwiastka duchowego. Nie rozwijamy i nie pielęgnujemy sfery pozytywnych uczuć i intuicji lub robimy to, ale w niedostatecznym stopniu. Jak można jednak rozwijać takie uczucia, jeśli jest ich nam brak – często na skutek zaszczepionych i tworzonych ciągle niewłaściwych wzorców? Wielu z nas charakteryzuje błędny obraz otaczającego nas świata, życia, innych ludzi, w końcu nas samych. Boimy się „czarnego luda” – geja, „czarnucha”, „białasa”, „żółtka”, katolika, Żyda, protestanta, muzułmanina, świadka Jehowy, masona, scjentologa, sąsiada, młodych ludzi w czapkach-bejsbolówkach. Boimy się „innych”, „obcych”. Dlaczego tak jest. Bo „oni” są odmienni od nas, różnią się od nas. No cóż. Nikt nie jest doskonały – „Nobody’s perfect” – jak powiedział jeden z bohaterów znanej komedii filmowej „Pół żartem, pół serio” amerykańskiego reżysera Billy Wildera.:) Boimy się więc naszych sióstr i braci.Dlatego właśnie wielu z nas reaguje często niespodziewaną agresją na zachowania innych, zamiast zachować spokój. Inni, ci „inni” nam zagrażają.

A może należałoby przede wszystkim zmienić swoje nastawienie do tych „innych” i odnieść z tego wszelkie korzyści? Przecież „Contraria sunt complementa”(łac.) – „Przeciwieństwa się uzupełniają.”

Powinniśmy również przede wszystkim nauczyć się lubić siebie, lubić innych, szanować siebie i szanować innych. Powinniśmy nauczyć się wiary we własną wyjątkowość. Powinniśmy zacząć iść ścieżką ducha.

POWINNIŚMY BYĆ PEŁNI WSPÓŁODCZUWANIA I MIŁOŚCI.

XIV Dalajlama

Może teraz ktoś pomyśli, że namawiam go do wszelkich wyrzeczeń, do życia jak mnich? Nic bardziej błędnego. XIII-wieczny dominikanin, mistrz Eckehart, (któremu udało się zresztą uniknąć inkwizycyjnego stosu – za herezję, umierając po prostu wcześniej.) nauczał: „Bądźcie na tym świecie, ale bądźcie nie z tego świata.”

Wcieliliśmy się w nasze ciała tu, na Ziemi, więc mamy żyć również cieleśnie, materialnie. To Twój wybór, jak masz żyć – bylebyś tylko nie krzywdził innych i siebie. Co wolelibyśmy wybrać – smutek czy radość? Ja wybieram, oczywiście, to drugie. Warto cieszyć się życiem. Ono jest cudowne mimo potknięć i kopnięć. Nasyćmy się więc energią radości. Nie wolno nam jednak zapomnieć, że – mimo tego, że jesteśmy cieleśni, to również jesteśmy świetlistymi istotami, wcielonymi duszami. W związku z tym nie należy doprowadzać do zachwiania równowagi pomiędzy duchem i materią. Każda przesada jest niewskazana.

Wyobraź sobie, że stoisz na długiej, wypolerowanej płaskiej belce – płaskiej, aby wygodniej Ci się stało – :) – podpartej w środku, stoisz na czymś, co przypomina długie ramiona wagi. Jeśli stoisz pośrodku – nic się nie dzieje. Co się stanie jednak, jeśli zaczniesz w którąś ze stron za bardzo przesuwać się? Zachowanie życiowego equilibrium(równowagi) jest więc niesłychanie istotne. Ogromna większość z nas żyje ciągle w materialistycznym przechyle. Dlatego ta ogromna większość z nas wykonała już karkołomny taniec-łamaniec jak na skórce od banana, swoisty break-dance, padła na buzię i trzyma się kurczowo tej śliskiej belki, by nie ześliznąć się jeszcze dalej. Wiem, o czym piszę, ponieważ piszę również o sobie.

Jak to się dzieje, że im bardziej kurczowo trzymamy się tej belki, im bardziej boimy się o nasz materialny byt, o zdrowie nasze i bliskich, im bardziej opanowują nas uczucia strachu, zniechęcenia, trwogi, to tym niżej się obsuwamy? Może pora nareszcie coś z tym zrobić? Może pora wkroczyć na duchowe ścieżki? Posuwaj się więc do środka belki, człowieku, do środka! Znajdźmy wszyscy Królestwo Boże, Niebo – w nas! Warto jednak pamiętać i o tym, aby nie przesunąć się za bardzo w drugą stronę. Może to grozić zupełnym oderwaniem się od Mateczki-Ziemi… :)

„I wy nie pytajcie, co będziecie jedli i co pili, i nie bądźcie o to zatroskani. O to wszystko zabiegają narody świata, a Ojciec wasz wie, że tego potrzebujecie. Starajcie się raczej o Jego królestwo, a te rzeczy będą wam dodane.” (Ew. św. Łukasza, 12.29-31).

Zastanówmy się jednak dobrze, czy warto nam postawić na duchowy rozwój, czy naprawdę tego chcemy.

O jeszcze jednym uprzedzę wszystkich – żeby nie było później, że nie ostrzegałem :) – im wyższa stawać się będzie nasza świadomość, tym większe wymagania zostaną nam później postawione:

„Dziecko, jeśli masz zamiar służyć Panu,

przygotuj swą duszę na doświadczenia!

Zachowaj spokój serca i bądź cierpliwy,

a nie trać równowagi w czasie utrapienia!

Przylgnij do niego i nie odstępuj,

abyś był wywyższony w twoim dniu ostatnim.

Przyjmij wszystko, co przyjdzie na ciebie,

a w zmiennych losach poniżenia bądź wytrzymały!

Bo w ogniu próbuje się złoto,

a ludzi miłych Bogu – w piecu poniżenia.

Bądź Mu wierny, a On zajmie się tobą,

prostuj swe drogi i Jemu zaufaj!

Którzy boicie się Pana, zawierzcie Mu,

a nie przepadnie wasza zapłata.

Którzy boicie się Pana, spodziewajcie się dobra,

wiecznego wesela i zmiłowania!”

Mądrość Syracha, 2.1-9

Jednak nie przejmuj się tak bardzo tym moim ostrzeżeniem, ponieważ im wyższa stawać się będzie Twoja świadomość, tym mniej błędów będziesz popełniał i tym mniej okazji powstanie do wygenerowania trudnych doświadczeń. Dzisiaj wiem już doskonale, że „Wszystkie doświadczenia życiowe, wszystkie decyzje i zdarzenia, które mają miejsce w życiu człowieka są jedynie konsekwencją, lustrzanym odbiciem aktów myślowych wyprodukowanych przez niego.” („Ewangelia życia doskonałego”). Wszyscy jesteśmy ze sobą powiązani niewidzialnymi nićmi. Wszyscy odpowiadamy przede wszystkim za siebie, ale również za cały świat.

Fragment planowanej do wydania książki „Nie samym chlebem żyje człowiek – Jak odkryć Boga w sobie?” Autor: Janusz Dąbrowski

Jedna odpowiedź na „“Nie czytaj tego – zbyt długie, zbyt kontrowersyjne. cz1””

  1. Bartek pisze:

    Panie Januszu, piękne słowa.

Dodaj komentarz

Ta strona używa cookies.

Czytaj więcej na temat polityki cookies.