King on the castle - Solaris - rozwój osobisty

King on the castle

King on the castle czyli król na zamku to skojarzenie i refleksja jaka mi się nasunęła po przeczytaniu pewnego porównania.

Autor pisząc o sukcesie używa takiego porównania. Jedzie wóz, zaprzężony koń, furman. Furman to intelekt a koń to emocje, wóz to ciało. Oczywiście furman ma tu rządzić i nie pozwalać koniowi żeby się obijał czy robił coś innego niż kroczenie w swoim kieracie… Wydaje mi się to głębokim nieporozumieniem… I to tak bzdurnym, że aż niedowiary, że to może być brane na serio! Fuj!

Rozpatrzmy to na spokojnie. Koń to nasze emocje, wóz to nasze ciało a woźnica to nasz intelekt. Autor twierdzi, że to intelekt powinien prowadzić. Woźnica jest tu najważniejszy. Ok. A GDZIE MY JESTEŚMY??? My nie jesteśmy intelektem ani emocją. Ani niczym innym. My używamy intelektu i emocji i ciała i intuicji ale nie jesteśmy nimi!!

Ufff. Wspomniany wyżej przykład jest groteskowy, ujmujący, deprymujący i osłabiający. Oto bardziej adekwatny przykładowy obraz tego jak to wygląda.

Jesteśmy Królem na zamku. Do naszego tronu przybiegają, co chwilę poddani – emocje z różnymi informacjami. Emocje informują nas co się dzieje w poszczególnych częściach naszego królestwa. Są gońcami donoszącymi, co się dzieje w naszym państwie. Obok stoją doradcy, intelekt (tak hołubiony przez większość ludzi naszych czasów)i intuicja (zapomniana i odrzucana a ona tym czasem pełni ogromną rolę, bo mówi głosem Prawdy)

My bierzemy wiadomość od emocji na warsztat i poddajemy ją pod rozważanie intelektu i intuicji. Przyrównujemy ją do naszych zapatrywań na świat i naszych oczekiwań, przekonań i wierzeń. Im bardziej mamy rozbudzony głos intuicyjny tym szybciej i łatwiej jest rozumiana informacja od emocji. Intelektualnie i intuicyjnie rozważamy, co zrobić.

Intelekt jest ograniczony. Jest płytki. Jest wart tyle ile wiemy. Ogranicza go nasza wiedza. Intelekt i wiedza z nim związane wywołują egoizm, dumę, nonszalancję, pychę. Czysty niekierowany i nie poddawany intuicyjnemu kierowaniu intelekt prowadzi nas do zguby. Używanie tylko lewej połowy mózgu czyni z nas maszyny.

Intuicja jest nieograniczona, swobodna, radosna i spontaniczna. To ona sprawia, że człowiek idzie przez życie z radością. Tak, intelektualiści również się radują swoimi intelektualnymi zabawami i zwycięstwami tylko, że one nie dają prawdziwej satysfakcji.

Król na zamku, czyli my słucha swych doradców i decyduje, co zrobić. Jak potraktować daną emocję, a raczej sytuację o której dana emocja donosi. We wspomnianym na wstępie przykładzie jest ogromne niebezpieczeństwo. Jeżeli intelekt jest silny i rządzi nie dopuszczając emocji do głosu to wcześniej czy później nastąpi klęska. Osiągnie się „sukces” kosztem wielu wyrzeczeń i stwierdzi się, że tak właściwie to się przegrało. Ta chwila tryumfu będzie krótkotrwała i zaraz zaczną się zbiegać emocje odganiane przez intelekt informujące o zagrożeniach i niezałatwionych sprawach w naszym życiu. O pragnieniach, lękach i troskach. O wołaniu o pomoc i prawdę. A to wszystko zagłuszone zostało przez intelekt, który żąda „sukcesu”! I ma go… Puszymy się obsypywani pochwałami.. Cieszymy ilością pieniędzy na koncie naszym nowym pięknym samochodem, uznaniem społecznym. Mamy sukces! Kosztem wyrzeczeń samego siebie. Kosztem zabicia własnych emocji. Kosztem zabicia samego siebie. I naglę stwierdzamy, że… jesteśmy niewolnikami naszego sukcesu! Drżymy o to aby nie stracić naszej pozycji! Boimy się i robimy wszystko aby zadowolić opinię publiczną która nasz przecież tak wywindowała, która nas utwierdziła w naszym „sukcesie”. Nagle stwierdzamy, że sukces finansowy, społeczny, polityczny to jedna wielka ściema i chała. Ale już za późno… Uzależniliśmy się od niego. Nie możemy żyć bez tej pożywki. Fajnie. Co pozostało zrobić? J Pojechać w tę stronę jak robi to na przykład Bill Gates. Rozdaje swoje pieniądze, pomaga i myślę, że teraz dopiero zaczął żyć szczęśliwie. Myślę, że takie wykorzystanie, przewartościowanie swego „sukcesu” może rzeczywiście zamienić się w Sukces.

Wyobraź sobie, że wszystkie Twoje uczucia są potrzebne i są po coś. Jeżeli je odganiasz od siebie to odganiasz od siebie swoje życie. Odganiasz samego siebie. Spychasz pod dywan brudy, strachy i pragnienia, przydeptując je tam i ciesząc się z osiągniętego wielkim kosztem sukcesu… Którego w sumie nie pragnąłeś?.. Ale że jest taka moda… No bo po co mam w sumie żyć?

Oczywiście nie można poddawać się tylko emocjom i pozwalać aby nami targały. Musimy w życiu znaleźć złoty środek. To jest podstawa. Korzystając ze wszystkich wyżej wspomnianych narzędzi wkraczamy na drogę ukierunkowanego rozwoju osobistego. Rozwijając wszystkie aspekty, załatwiając wszystkie sprawy idziemy do przodu.

Nasze życie i zapatrywanie na nie, jest postawione na głowie…. Ostatnio pod moim artykułem o pisaniu pojawił się komentarz. Oto parafraza „Masło maślane, liczy się intelekt i logika” Sam intelekt prowadzi do katastrofy. Nic dobrego samym intelektem nie osiągniesz. Ale ok. Jeżeli taka lekcja jest Ci teraz potrzebna to ok. Myślę, że na ziemi już była przerabiana taka lekcja przy okazji cywilizacji Atlantów. Myślę, że Oni też postawili na intelekt…. Nie zostało po nich wiele…. Może tylko przykład żeby nie iść tą drogą. Nasze prawdziwe ja jest nie określone i wymyka się wszelkim definicjom. Głęboka intuicja najwięcej nam może o tym powiedzieć a intelekt jest tylko jednym z narzędzi uprawiających nasze życie. Tylko i wyłącznie. Choć jest potężny, ale to tylko narzędzie. A wraz ze wzrastaniem Twojej świadomości poznasz jeszcze potężniejsze narzędzia.

Krzysztof Kina

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Ta strona używa cookies.

Czytaj więcej na temat polityki cookies.