Jak działa astrologia - Solaris - rozwój osobisty

Jak działa astrologia

Czy albo raczej jak żyć z astrologią?

Skąd przekonanie do astrologii? Dokładnie tego nie wiadomo, ale astrolodzy od zawsze są takiego zdania i podobnie uważają ludzie, którzy od zamierzchłych czasów przychodzą po radę. Wiele osób dzięki astrologii doznaje przeżyć w rodzaju rozszerzenia świadomości, które porządkują ich życie lub dają głęboki wgląd w niejasne dotąd sprawy. U wielu osób powstaje i pozostaje przekonanie, że w astrologii ewidentnie coś jest – i że jest to coś prawdziwego. A tego nie należy lekceważyć.

Aby przybliżyć tę sprawę przywołam dwa przykłady. – Otóż lekarz, czasem, aby ułatwić sobie postawienie diagnozy, wysyła nas do laboratorium. Tam pobierają nam krew, albo badają inne wydzieliny naszego organizmu lub też fotografują nasze ciało, a zwłaszcza jego wnętrze, za pomocą aparatów wysyłających promienie rentgenowskie lub inne. Gdy wracamy z laboratorium, przynosimy lekarzowi kartkę z liczbami i symbolami. One to stanowią informację dla lekarza o stanie naszej krwi czy jakiegoś narządu. Właśnie – dla niego symbole są informacją, bo on studiował medycynę, natomiast przeciętny człowiek nie może wyrokować o swojej krwi na podstawie dziwnych dla niego znaczków na kartce z laboratorium. Dla lekarza jednak, wydrukowany na kartce, chemiczny opis krwi jest źródłem wiedzy. – Podobnie horoskop, czyli mapa nieba widzianego z Ziemi w chwili czyjegoś urodzenia, czy założenia firmy, stanowi informację dla osoby wykształconej w tej dziedzinie, czyli dla astrologa.

Dla działania organizmu ważny jest poziom i wzajemny stosunek różnych substancji i energii, które się nań składają. Kartka z laboratorium jest tylko obrazem stosunku tych energii. – Rysunek horoskopu jest obrazem różnych energii na niebie. W astrologii zakłada się, że wzajemne układy energetyczne tam „na górze” (na niebie) są takie same, jak układy energetyczne firmy, domu czy człowieka urodzonego w danej chwili tu „na dole”. One nie są tym samym, co planety, tak jak zdjęcie nie jest człowiekiem, ale przecież wiemy, że dane zdjęcie stosuje się tylko do jednego człowieka.

Dzisiejsza nauka w zasadzie nie zajmuje się astrologią. Stare narzędzia nie zostały odnowione, a nie wypracowano nowych narzędzia, z pomocą jakich nauka mogłaby zajmować się tymi sprawami w sposób zdyscyplinowany, jak to czyni np. w chemii czy genetyce. – Kiedyś nauka uniwersytecka powszechnie zajmowała się astrologią. Często duchowny, a zasadniczo każdy lekarz był również astrologiem. Z czasem nastąpiło w nauce pozbywanie się tych obszarów, dla których brakowało wytłumaczenia akceptowalnego w danym czasie przez ulegające zmianom społeczności akademickie. Niektórzy np. przestali zajmować się duszą chyba tylko dlatego, że jej tak po prostu nie widzieli. W to miejsce powstała psychologia. Dzisiaj terminy dotyczące subtelnych zjawisk zaczynają wracać do nauki, ponieważ pojawiła się aparatura teoretyczna (pojęciowa) oraz aparatura techniczna np. do badań na poziomie molekularnym czy też do badań subtelnych pól wokół ciała materialnego. Dotąd błędy pomiarów były większe niż wartości mierzone. Tym niemniej jest to jeszcze muzyka przyszłości; raczej drogowskaz niż nitka prowadząca do kłębka. Pamiętajmy jednak, że również teoria Kopernika była odrzucana. Trzeba powiedzieć, że w swoim czasie dość słusznie wydawała się bzdurna, bo inne teorie innych (inaczej) uczonych dawały się lepiej udowadniać za pomocą narzędzi matematycznych dostępnych w czasie Kopernika. Okazało się jednak, że intuicja Kopernika była słuszna, gdy zapaleńcy znaleźli sposób na jej udowodnienie.

Drugi przykład, który chcę przywołać, to żywa obecność kogoś znaczącego. Wyobraźmy sobie, że do klasy wchodzi nauczyciel. Czy wtedy obserwujemy jakieś zmiany w zachowaniu dzieci? Albo do grupy żołnierzy podchodzi dowódca. Albo na wielkim placu miasta pojawia się przywódca lub nauczyciel duchowy. Albo na stadion wbiega ulubieniec publiczności. Albo na scenę wbiega rockman. Obserwujemy, że są zelektryzowani albo wyciszeni, albo zachwyceni czy zainspirowani, itd.

Jedna ze nauk wschodnich mówi, że tak jak dusza ludzka przywdziewa na Ziemi wehikuł ciała fizycznego, z pomocą którego przebywa i oddziałuje w sferze materialnej, tak wielkie (duchowe) istoty kosmiczne przybierają sobie w przestrzeni wszechświata materialne ciała planet i gwiazd. – I tak, jak zmienia się zachowanie dzieci, w czasie gdy do klasy wchodzi nauczyciel, tak zmienia się zachowanie Ziemian, gdy w pobliżu naszej planety przesuwają się ciała niebieskie. Chociaż nikt nic nie musi i każdy może cokolwiek.

Należałoby jeszcze dodać, że tak jak, zdaniem nauk zachodnich, wokół ciała materialnego występują pola elektromagnetyczne (lub być może jeszcze inne), tak wg. koncepcji wschodnich nasze ciało fizyczne otaczane jest przez ciała subtelne. Obie zaś kultury mówią też o istotach niewidzialnych lub raczej nie posiadających ciała fizycznego i stąd niewidocznych czy w ogóle niedostępnych zwykłym zmysłom, jak choćby anioły. Wschodnia analogia lub może jednak wiedza idzie dalej i mówi, że również planety otoczone są ciałami niewidzialnym, a nawet, że istnieją planety niewidzialne.

Tak, stan krwi nie zależy od wyników zapisanych na kartce z laboratorium. Te wyniki tylko opisują stan krwi. Podobnie dzieci w klasie mogą zachowywać się w sposób dowolny, a jednak w obecności nauczyciela zaczynają u nich dominować pewne tendencje. I analogicznie, gdy Wenus zbliża się do Marsa, to możemy się domyślać, że w naszych ciałach krew popłynie szybciej, gdy na horyzoncie zobaczymy atrakcyjną osobę. A nawet, co z tego wyniknie.

Co to jest „wpływ”? – Gdy jabłko wisi na gałęzi, to ta się ugina. Można to łatwo obserwować w potoczności. Nauka tłumaczy to dość przejrzyście. „Gdy na ciało A działa siła B, to…” itd. – Również gdy magnesy przyciągają się wzajemnie, to sprawa także jest wyjaśniona. Nauka dobrze tłumaczy działanie niewidzialnych (w warunkach zwykłych) sił elektromagnetycznych. – W obu przypadkach sprawa jest dość prosta i skutki pojawiają się zawsze, gdy występuje przyczyna.

Wpływ jest tam, gdzie jest konieczność.

Gdyby planety uważać za kupę kamieni lub obłoki gazowe, to wypadałoby pytać fizyków o ich oddziaływanie, a i tak odpowiedź byłaby mało wyjaśniająca. Bo jak tu z chmury czy góry wywieść myśli, uczucia i działania. – Jednak oddziaływanie planet na ciała fizyczne było przyjmowane przez większość uczonych, łącznie z Tomaszem z Akwinu (największym filozofem chrześcijaństwa), który wyjaśniał świat w oparciu o podział na sferę podksiężycową i sferę gwiazd stałych. To było teologiczna podstawa zezwolenia, a nawet popierania wykorzystywania astrologii przez lekarzy w chrześcijańskim średniowieczu. W użyciu była teoria żywiołów, tak powszechnie, jak teraz teoria grawitacyjna czy teorie pól. – Trzeba mieć świadomość, że teorie mają obowiązywalność w jakimś czasie, a potem zawsze są zastępowane lub uzupełniane nowszymi.

W przypadku świata ożywionego oddziaływanie (a nawet wszechzwiązek zjawisk) ewidentnie istnieje, ale trudno mówić o wpływie. Skutki bowiem występują często, ale nie zawsze. W skrajnym przypadku, gdy ktoś na nas „naciska”, to możemy „ustępować”, ale możemy się też do końca i skutecznie „opierać”. Nasz umysł(?) wydaje się być buforem. Pewne informacje (pobrane z zewnątrz) są przez umysł przerabiane i następuje decyzja, która może być na tak lub na nie.

Gustaw Jung (psycholog) i W. Pauli (fizyk) sformułowali teorię synchroniczności, która za powiązane uważa również te zjawiska, które występują systematycznie, równolegle w czasie lub w sekwencjach czasowych, mimo iż brakuje nam sposobu do stwierdzenia jakiegoś oddziaływania (np. oddziaływania natury fizycznej – tj. takich, jakie zna aktualna fizyka). Swą teorię uważali za możliwą do zastosowania również w przypadku astrologii. W astrologii bowiem praktykujący astrolodzy odwołują się do określonych (zdefiniowanych) konstelacji („u góry”) oraz do pewnych tendencji u ludzi czy rzeczy („na dole”). – Ze względu na tą odpowiedniość, wg. Junga i Pauliego, z obrazu nieba można „wnioskować” o stanie rzeczy na ziemi.

Gdy mówimy o „wpływie” matki na płód, to być może zbyt mocno używamy słowa „wpływ”. Być może lepiej byłoby zachować je dla oddziaływań na poziomie tzw. materii nieożywionej. My zaś powiedzielibyśmy, że dziecko, znajdując się w środowisku matczynego organizmu przyjmuje(!) informacje i reaguje – co może mieć doniosłość nawet całożyciową.

Różne teoria mówią, że tzw. dusza w ciele dziecka pojawia się w różnym czasie. Jedni mówią, że przed poczęciem, inni że w czasie poczęcia, jeszcze inni że kilka miesięcy po poczęciu, a nawet że po urodzeniu. Kiedykolwiek by to następowało, oddziaływanie między dzieckiem i matką oraz otoczeniem matki, następuje najpóźniej od momentu poczęcia, bo nawet o samym ciele fizycznym mówi się, że ma swoistą pamięć. A zatem ważny i doniosły jest cały czas. Zwłaszcza, że w skrajnym (ale skrajnym tylko dla świata zachodniego) przypadku teorii reinkarnacyjnych, trzeba dopuścić, że istoty żywe decydują o czasie i miejscu wcielenia (i np. mogą wcześniej obserwować zachowanie swoich przyszłych rodziców).

Jeżeli dla istot żywych (przynajmniej tych na wyższym poziomie) przyjmiemy takie definicje, w których wolność tych istot jest jedną z cech podstawowych (nieodzownych), to w konsekwencji możemy dojść do poglądu, że istoty dążą do znalezienia się w określonym środowisku, aby potem doznawać tam określonych oddziaływań energetycznych oraz informacji. To, co te istoty z tymi energiami i informacjami dalej robią, zależy od ich wolnej woli.

A zatem trzeba odróżniać i pamiętać o:
– oddziaływaniach
– o świadomości i wolnej woli
– i wreszcie o systemach takich jak nauki czy astrologia, które służą do opisów.

W świetle tego, „wpływom” ulegamy ewentualnie dopiero wtedy i tylko wtedy, gdy tego chcemy i na to się zgadzamy.

Inna rzecz, że to uleganie wpływom zdaje się zachodzić tak często, że staje się standardem.

Uściślijmy pojęcia. – Słowo standard znaczy, że coś jest powszechne. – Norma zaś oznacza coś wzorcowego, doskonałego lub powinnego. – Z życia wiemy, że to, co „normalne” (np. idealne koło, człowiek z pełnią wykorzystanych zdolności, znakomite auto itp.) zachodzi lub ma miejsce niestety rzadko i przez to nie jest „standardowe”. – Standard zaś (np. skrzywione kręgosłupy, niebezpieczne samochody, zatrute rzeki itp.) czyli to, co jednak częste, trzeba określić jako brak normalności czy nienormalność.

To, że się do tego niedoskonałego standardu nie przyznajemy świadomie, nie obala prawdy o częstym ich stosowaniu i uleganiu im.

Powtarzalności (jakiekolwiek by były) można wykorzystywać do opisywania rzeczy czy osób. Tu trzeba byłoby się powołać m.in. na pewną cykliczność zjawisk (np. astronomicznych). Nie jest to jednak repetycja zwykła (kopiowanie), ale spiralna (choćby przez czynnik czasu), co wskazuje na rozwojowe możliwości wzrostu. Wzrost (przyrost; samo to, że czegoś jest więcej) może być niekorzystny i trzeba go zdecydowanie odróżniać od pozytywnie nacechowanego rozwoju. Interpretowanie tych tendencji pozwala nam na tworzenie prognoz.

Na pewno moment poczęcia czy inkarnacji (wcielenia) mają wielkie znaczenie, jednak są ewidentnie trudne do stwierdzenia. Ustaliła się praktyka, że horoskop jest mapą nieba z innego momentu progowego, tj. z chwili urodzin, gdy dziecko bierze pierwszy oddech i gdy przecina się pępowinę, a więc gdy zaczyna się nowy rodzaj matabolizmu (wymiany) tego organizmu ze światem. Przez analogię, na podstawie horoskopu wnioskuje się również o „życiu” budowli czy firmy.

Potocznie i naukowo wiemy tylko częściowo, na czym polega oddziaływanie planet na nas i na rzeczy wokół nas, i raczej nie możemy powiedzieć, czy (a zwłaszcza czy zawsze) chodzi tu o „wpływ”. Chyba, że oprzemy się na cząstkowych doniesienia osób uduchowionych, postrzegających kosmos (kosmos znaczy porządek) jako wspólną i boska sferę. Naukowcy się tym nie zajmują, bo nie mają narzędzi, z wyjątkiem tych nastawionych filozoficznie, którzy zachowali głowy otwarte na jeszcze możliwe rozwiązania, czego przecież żadna metodologia nie przekreśla. – W naszej codzienności ustaliła się tradycyjna praktyka (wzbogacona o nowoczesną psychologię) wnioskowania na podstawie synchronicznych obrazów. O tym, co na dole wnioskujemy z tego, co równolegle na górze. I gdy Wenus zbliża się do Marsa, to możemy się domyślać, że na horyzoncie zobaczymy piękna postać i w naszych ciałach soki popłyną szybciej. Ale nie tylko. Horoskop to obraz całego życia. Wystarczy go odczytać, a przyjemniej będzie żyć i łatwiej umierać. Można zaplanować.

Co wnieśliśmy do tego życia i co, przez próg śmierci, wniesiemy do następnego? Czy możemy planować obecny etap i czy możemy zaplanować następny?

Powiada się, że osoby na wysokim poziomie, np. oświecone, mogą działać jakby ponad horoskopem (choć nie wbrew). Posiadają „uporządkowane” serce, uspokojony i otwarty umysł, a także świadomość powiązań; nie idą automatycznie za zmianami, nie podlegają wpływom. Na innych śmiertelników „spadają” burze, a święci nie doznają uciążliwości, bądź to pozostając w schronieniu bądź będąc najzwyczajniej („przypadkiem”) gdzie indziej. Jednak i zwyklejsi wędrowcy często przechodzą swe burze szczęśliwie. Tzw. trudne horoskopy tzw. wielkich ludzi są przykładem, że wyzywające sytuacje można przeżyć mistrzowsko. Trzeba podkreślić, że heppy end nie jest zastrzeżony tylko dla nich. Tak, jak profilaktyka medyczna chroni nas przed chorobami, tak znajomość horoskopu służy jako życiowy drogowskaz. A że na drogę nie wystarczy patrzeć, lecz trzeba nią iść, aby do celu dojść, to chyba jasne.

Czy astrologię trzeba kochać? Czy wszyscy musza ją lubić, rozumieć, a zwłaszcza stosować? – Powiem tak. Każdy potrzebuje jakiegoś sportu. Jeden biega, a drugiemu wystarczy niedzielny spacer do kościoła. Jeden gra w piłkę, a drugi ogląda mecze w TV. Jeden pływa, drugi tańczy. Inny ćwiczy jogę, a jeszcze inny floret. Jeden żegluje dookoła świata, a drugiego cieszy wiosłowanie łyżką w talerzu zupy. Jeden dźwiga ciężary, a drugi pionki na szachownicy. Jeden boksuje, a drugi pędzi na rowerze. – Jeden lubi brunetki, a drugi blondynki. – Ktoś potrzebuje filozofii, ktoś inny pogadać przy piwie. Ktoś potrzebuje bratniej duszy, a ktoś psychoanalityka. Ktoś potrzebuje pozwierzać się przyjaciółce przy kawie, a ktoś drugi potrzebuje do tego księdza w konfesjonale. – Ktoś potrzebuje astronomii, a ktoś astrologii.

Człek między czterema ścianami mieszka,
A wiatr między wielkimi górami hula.
Jednemu trzeba mało,
A drugiemu wiele,
Aby swą pracę wykonał.

Jeszcze raz postawmy pytanie o to, jak działa astrologia? – A jak działają opowieści? Skąd bierze się to, że bajki, mity i religijne przypowieści wywołują w czytelnikach i słuchaczach pouczający efekt? – A jak działają mapy drogowe? Jak to się dzieje, że pomagają jeździć po prawdziwych drogach? – A jak działają rysunki domów? Przecież to tylko kreski, kropki, znaczki, kartki papieru, obrazki, których żadną miarą nie można porównać z wielkimi budowlami z asfaltu, betonu i stali. A jednak, zanim wybudujemy drogę czy dom, rysujemy je, a zanim dzieci wydorośleją i zaczną działać samodzielnie, są posyłane do szkoły, aby słuchać. – Może więc astrologię trzeba metodologicznie potraktować jako konstruktywną i pożyteczną fikcję? Jak rysunek architekta, który najpierw pomaga nam uściślić nasza wizję, korygować ją, a wreszcie budować dom. Jak mapę, która daje nam obraz większej całości i ułatwia wybieranie, a następnie korzystanie z wielu możliwych przejazdów. – Czyż pod względem metodologicznym nie jest podobnie w przypadku różnych odmian psychologii, psychiatrii i psychoterapii, które używają teoretycznych modeli, aby rozumieć człowieka? Przecież tam modele (z różnymi id i ego, z wewnętrznym dzieckiem i innymi niemal wiecznie żyjącymi postaciami) są podstawą tego, aby w rozmowie czy procesie terapeutycznym „wczuć się” się w konkretnego pacjenta czy klienta. Owo „wczucie się” bywa zwykle warunkiem efektywnej komunikacji służącej temu, aby ktoś siebie lepiej rozumiał oraz dokonywał wyborów wyplątujących go z uciążliwej przyszłości i zbliżających go do upragnionych celów. – Tak rozumiana astrologiczna „fikcja” pomaga nam stanąć na ziemi.

Bogusław Kałuski

Tekst Bogusława Kałuskiego „Astrologia – jak działa” został pierwotnie opublikowany 06.05.2005 na
http://astrologia.kaluski.net/planety.php?id=794

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Ta strona używa cookies.

Czytaj więcej na temat polityki cookies.