Daj sobie szansę - Solaris - rozwój osobisty

Daj sobie szansę

Kilka miesięcy temu, napisałam o radości, jaką daje grupie kilku osób wspólne śpiewanie.
Artykuł ten, pewna osoba skomentowała tak:
„Artykuł wpadł mi przypadkiem i bardzo mi się spodobał, bo tego właśnie szukam żeby też tak się spotykać z takimi ludźmi tylko jak do Nich trafić??? Dajcie znać, z góry dzięki to mój..”
Nie pamiętam już czy odpisałam. I jeśli tak właśnie było, to powodem nie było lekceważenie tej osoby, czy moje lenistwo. Po prostu, nie bardzo wiedziałam, jaką mogłabym jej dać receptę. Zresztą i dzisiaj nie wiem.
Przypomniałam sobie o tym w czasie lektury innego artykułu na temat.
Autorka pisze w nim o „spektaklu” zwanym życiem i rolach nam w nim wyznaczonych.
Porównanie życia do sztuki teatralnej wydaje mi się bardzo trafne.
Rzecz w tym, że nie każda rola przypada nam do gustu, nie w każdej czujemy się do końca dobrze. Mowa tutaj pracy, która nie daje satysfakcji, o rodzinie, w której nie liczy się nasze zdanie i o tym podobnych sytuacjach. I o ile aktor w teatrze gra rolę, jaką mu przypisano, przez jakiś czas, o tyle nasz „spektakl” może trwać bardzo długo, nawet przez całe życie. W takim przypadku prędzej czy później, przyjdzie frustracja, a wraz z nią zniechęcenie. Aby do tego nie doszło, trzeba bez przerwy wierzyć, że wszystko, co najlepsze, jeszcze przed nami. Trzeba wierzyć i mieć oczy szeroko otwarte, aby nie przegapić szansy na zmianę nie bardzo lubianej roli.
I tutaj dochodzę do sedna sprawy, o której była mowa na wstępie.

Uświadomiłam sobie, jaką drogą doszłam do tego wspomnianego wyżej, śpiewania.
Otóż zaproponowano mi udział w spotkaniu Klubu, gdzie spotykali się ludzie, którzy mieli nauczyć się czerpania radości z małych sukcesów w codziennym życiu.
Odkryłam wtedy, że nawet najdrobniejsze wydarzenie, takie jak dobra ocena przyniesiona przez moje dziecko, ciasto upieczone przeze mnie bez wyraźnej okazji, przypadkowy uśmiech nieznajomej osoby skierowany do mnie, kwiaty w wazonie i wiele innych zupełnie błahych z pozoru spraw, może spowodować, że świat jest piękniejszy, że ludzie zaczynają mnie postrzegać jako niezmiernie interesującą, sympatyczną osobę, moje towarzystwo sprawia wielu osobom przyjemność.
Poznałam tam wiele osób w różnym wieku, o różnych zainteresowaniach. I tam też poznałam osoby, które uznały, że wspólne śpiewanie może być bardzo przyjemnym sposobem spędzania wolnego czasu. No i tak się to się zaczęło. Ale wszystko ma swój kres. Już nie spotykamy się w tej grupie, aby wspólnie śpiewać.
Ale za to śpiewam w chórze!

Napisałam o tym, jakie zdarzenia w moim życiu doprowadziły mnie do tego, że zaczęłam śpiewać w chórze. Nie napisałam tylko, że zachęciła mnie do tego osoba poznana w Klubie. Ale o co w tym wszystkim chodzi?
To proste, chodzi o to, że wykorzystałam jakąś, daną mi przez życie szansę.
Mogę robić to, co kocham, co daje mi satysfakcję i odskocznię od szarości dnia.
Przez wszystkie lata mojego życia, które minęły z pewnością straciłam tych szans wiele. Nie byłam świadoma, że szczęściu należy pomóc. Nie widziałam tego, co dawało mi życie. Byłam ślepa i głucha na dawane mi znaki.
Teraz to wiem i chcę powiedzieć, że to szczęście jest tuż obok.
Ono patrzy i czeka. Musisz mu pomóc. Musisz uwierzyć, że czeka też na Ciebie.
Daj sobie szansę, nie przegap okazji, która może się drugi raz nie powtórzyć.
Nie ma gotowej recepty na szczęście. Niemniej każdy, absolutnie każdy ma szansę je odnaleźć. Nie należy się zamykać na to, co może z pozoru wydawać się takie zwyczajne, nieistotne, mało ważne. Nikt nie wie gdzie spotka to, na co czeka.
Ja swoją szansę, może już tę ostatnią, znalazłam w Klubie. Tutaj zaczęła się moja rola, którą lubię, która sprawia mi satysfakcję.
Wreszcie znalazłam się w obsadzie spektaklu, który mi zupełnie odpowiada.
Życzę Wam, abyście wkrótce mogli powiedzieć o swoim życiu to samo.

Mira Ulowska

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Ta strona używa cookies.

Czytaj więcej na temat polityki cookies.