Ból duszy - Solaris - rozwój osobisty

Ból duszy

Uleczenie człowieka z jego wzorców, które utrudniają mu sięgnięcie po swoje przeznaczenie jest stosunkowo prostą sprawą. Mam narzędzia, którymi docieram do problemu, naświetlam go, neutralizuję. W to miejsce Klient wstawia nowy wzorzec zgodny z jego oczekiwaniami na dalsze życie. Nic prostszego. Problemem, z którymi borykam się od lat pracując z ludźmi jest presja szczęścia permanentnego. Każdy za swój obowiązek uważa bycie szczęśliwym 24h/ dobę. Jeśli nie osiąga tego stanu – automatycznie zaczyna się obwiniać, szukać powodów i natarczywie domagać się od siebie zmiany aktualnie przeżywanego stanu „bezradości”. Każdy chce być pewny siebie, przebojowy i dynamiczny. Dobry humor stał się wyposażeniem obowiązkowym. Przystoi jak żołnierzowi mundur.

Pozytywne myślenie

Niewątpliwie ma ono swoje dobre strony, wiele dobrych stron. Sprawia, że odległe i ambitne cele stają się osiągalne, ludzie bardziej zadowoleni, a los bardziej przychylny.
Niemniej jednak nie możemy być niewolnikami myślenia stricte pozytywnego. A to dzieje się, kiedy szczęście staje się naszym obowiązkiem. Zaczynamy stresować się tym, że powinniśmy mieć dobre samopoczucie, najlepiej zawsze, o każdej porze dnia i w każdej sytuacji. Podskórnie zaczynamy się zastanawiać, czy wszystko jest z nami w porządku, jeśli stanu takiego nie udaje nam się do końca osiągnąć. Jeśli w tej chwili nie jestem szczęśliwy, to na pewno mam jakiś problem!
Nie pomagają nam w „byciu po prostu sobą” reklama i media forsujące obraz szczęśliwej rodziny, biegnącej w podskokach, radośnie, w zgodzie i przyjaźni. Puszczamy reklamę mimo uszu, ale oko rejestruje. Ono widzi ten obrazek, koduje, a potem porównuje z twoim życiem. Bilans jest zawsze na minusie. Nie może być inaczej, bo to co na ekranie to kilkusekundowa sekwencja zdarzeń. Życie motyla. Twoje życie trwa o kilka żyć dłużej.
W naszych czasach szczęście stało się towarem. Poziom oczekiwanego dobrego samopoczucia podwyższa się z roku na rok. Tworzą się kasty ludzi sukcesu, które skazują na towarzyski ostracyzm ludzi pogrążonych w smutku, przybitych nieszczęściem. Dajemy im nasze współczucie, po czym odsuwamy się na bezpieczną odległość. Obawiamy się, że ich symptomy są zaraźliwe, a my na pewno nie chcemy zarazić się smutkiem. Smutek boli. Smutek pokazuje niechcianą cząstkę nas samych. Smutek jest niewygodny. Uciekamy przed nim jak diabeł przed święconą wodą. Porównanie to wydaje się być nawet na miejscu. Bo smutek może oczyszczać i uzdrawiać. Może być dla nas swoistym błogosławieństwem, tak jak rzeczona święcona woda.

Infomacje ukryte w smutku

W kulturze obowiązkowego dobrego samopoczucia zarówno przygnębienie jak i nieprzyjemne stany psychiczne są traktowane jako defekt, błąd oprogramowania. Poziom akceptacji dla zwykłego gorszego samopoczucia jest przy tym podejściu niewielki. Człowieka rozumiemy technicznie – co się zepsuło, trzeba naprawić. Myśląc w ten sposób traktujemy swój smutek, lęk, poczucie bólu istnienia i inne negatywne emocje jako wadę przeszkadzającą nam w osiągnięciu zaplanowanych celów; usterkę, którą należy w miarę szybko usunąć.
Ale można je potraktować, jako informację odsyłającą do czegoś głębiej.

Selektywna akceptacja

Akceptacja jedynie dla pozytywnych emocji sprawia, że ignorujemy system ostrzegawczy, w jaki wyposażyła nas natura. Negatywne emocje i złe samopoczucie mogą stanowić sygnały, że nasze życie zmierza w złym kierunku, że robimy coś, co w efekcie nam zaszkodzi, lub że pozwalamy innym naruszać nasze granice. Podobnie jak pierwsze subtelne symptomy chorób zachęcają do zadbania o siebie lub zmian relacji z innymi, tak samopoczucie sygnalizuje, że w naszym życiu coś dzieje się nie tak.
Jeśli chcesz usłyszeć głos intuicji, otwórz się na to co dzieje się z tobą i twoim życiem. Nie cenzuruj swoich myśli i wrażeń. Mądry smutek może zachęcać do zmiany, a zmiana może być dla nas zaskakująco dobra, może sprawić, że zrozumiemy, że jesteśmy w niewłaściwym miejscu lub robimy rzeczy, których nie chcemy robić. Może też oznaczać wiele innych rzeczy. Równie dobrze, może też nic nie oznaczać. Wtedy chodzi o życie i akceptację wszystkiego co nam niesie. Co ty na to, aby pozwolić lękowi, czy smutkowi na to, aby po prostu był? Nie buntować się tylko zaakceptować jego przepływ? Spróbuj nie zabijać smutku zaraz po tym jak się pojawi. Wysłuchaj go, zrób przestrzeń na przygnębienie, gorsze samopoczucie. Dowiedz się, co chcą ci przekazać. Pobądź w smutku. Nie próbuj go „przepracować”, tylko pozwól mu trwać. To trudna lekcja akceptacji życia ze wszystkimi jego warstwami, takim, jakie jest, różnorodne, zmienne jak pory roku. Ostatecznie jesteśmy częścią natury i takie cykle są naturalne.

Lęk przed trudnymi emocjami powoduje, że całe życie żyjemy w strachu przed nimi. A to, czego się lękamy, co próbujemy odepchnąć od siebie – atakuje nas ze zdwojoną mocą. Dlatego proponuję, żebyś przez moment świadomie celebrował moment bycia w „negatywnej” emocji. To jak oswajanie demona. Może się okazać niegroźnym cieniem na zasłonie, lub przyjacielem, który wkrada się do naszego domu przez okno, żeby ostrzec o nieznanym nam niebezpieczeństwie. Może się okazać przechodniem, który idzie swoją drogą, przechodzi przez naszą linię wydarzeń i idzie dalej. Przekonaj się sam, o co chodzi twojemu strachowi.

Znajdź jakieś ustronne miejsce, w którym nikt nie będzie ci przeszkadzał przez 15-20 minut, rozluźnij wszystkie swoje mięśnie, rozluźnij swój umysł, pomyśl o przyjemnych miejscach, chwilach, ludziach, a następnie wyobraź sobie, że schodzisz po schodach w dół. Licz każdy stopień. Zacznij od stopnia 30-tego, dojdź do pierwszego. Będąc na dole, poproś aby pojawiła się postać, która symbolizuje twój lęk, ból czy inną emocję, która ujawniła się w twoim życiu a która ciąży ci na sercu i duszy. To może być realnie istniejąca postać (matka, ojciec, szef, mąż, ciotka, brat, teściowa.), postać z bajki, lub zupełnie nieznana ci persona. Czy ją wymyślisz, czy sama się pojawi przed oczami, lub tylko ją poczujesz – nie ma znaczenia. Ważne jest, żeby przybrała określony kształt. Jest to istotne, bo nam ludziom łatwiej rozmawiać z aspektami, które mają jakąś formę. Formę ma drzewo, kamień i ptak. Na początku najprościej jest rozmawiać z postaciami humanoidalnymi: ludźmi lub istotami nam podobnymi. Ale nie ma tu reguły. Jedyny warunek – mamy otrzymać informację na temat naszej emocji. Dlatego musimy zadać jej parę pytań:

Skąd pochodzi? Jakie jest jej źródło? Jakie zdarzenie z przeszłości należy uzdrowić? Jaką cząstkę w sobie obdarować naszą uwagą i miłością?

Kiedy znasz już odpowiedzi – masz to co jest ci niezbędne do uzdrowienia: świadomość, o co w tym wszystkim chodzi. Świadomość po połowa sukcesu. Teraz pozostaje jeszcze jedna rzecz: okazać sobie uwagę i miłość, szacunek. Wydaje się, że robimy to na co dzień. Nic bardziej mylnego. To co najczęściej robimy to właśnie ignorowanie siebie i swoich potrzeb. Równie często lekceważymy mądrość, która jest w nas. Łatwiej nam uwierzyć w słowo, które padło z ust kogoś, kogo uznajemy za autorytet, niż we własne słowo. Trudno być dla siebie kimś ważnym. Dlatego, powtarzam, warto dać sobie więcej uwagi i zainteresowania. Warto okazywać sobie, że się lubimy, ze wszystkim, co w sobie nosimy: smutkiem, odrzuceniem, bólem, rozczarowaniem, złością. Warto okazywać sobie szacunek nawet w sytuacjach banalnych, zwykłych. Warto pochylić się nad sobą, kiedy stajemy się źli.
Szczególnie wtedy!

Beata Markowska

5 odpowiedzi na “Ból duszy”

  1. marek napisał(a):

    bardzo pięknie powiedziane, tylko trudne w realizacji. Zależne od psychiki,wieku, doswiadczenia zyciowego itp.Akceptacja cierpienia jako catarsis jest dla mnie świadomoScią kruchości naszego żywota. Przechodzę przez to od 12 m-cy i nie potrafie sobie poradzić z życiem.Zal, smutek, osamotnienie, poczucie winy przewalaja się przeze mnie falami.Serce mam skrwawione a duszę chorą.Boże daj mi pogodę ducha abym pogodził się z tym czego nie mogę zmienić,siłę abym zmienił to co moge zmienić i madrość abym umiał odróżnić jedno od drugiego. M

  2. ola napisał(a):

    Ja też mam taki problem….jest mi ciężko…

  3. Sopia napisał(a):

    I co wtedy jak to sie wykona niby sie uda? bo wyobrazimy sobie kogoś i podświadomość nasz uratuje z naszego leku? a skąd mamy wiedzieć czy tak jest rzeczywiście i czy tak sie stanie kiedy nastąpi chwila prawdy?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Ta strona używa cookies.

Czytaj więcej na temat polityki cookies.