Agresja słowna w związkach - Solaris - rozwój osobisty

Agresja słowna w związkach

To słowa wymierzone w osobowość i umiejętności kobiety. Agresja słowna może być jawna i wtedy jest łatwiejsza do zdiagnozowania, a może być ukryta. Wtedy pod pretekstem dbałości zaplata wokół partnerki nici kontroli. Efekt? Po jakimś czasie kobieta boi się sama decydować.

Patricia Evans od lat zajmuje się tym zjawiskiem. Jej książka „Toksyczne słowa” pomogła wielu ofiarom rozpoznać i zrozumieć swoją sytuację oraz pokazała jak powszechny jest to problem. Zobacz na ile ciebie ten temat dotyczy.

Pewna badaczka przeprowadziła następujący eksperyment. Umieściła żabę nr 1 w pojemniku z gorącą wodą. Żaba natychmiast wyskoczyła. Następnie umieściła żabę nr 2 w pojemniku z chłodną wodą. Żaba nie wyskoczyła. Stopniowo badaczka podnosiła temperaturę wody. Żaba przyzwyczajała się do rosnącej temperatury, aż w końcu się ugotowała.

Podobnie większość kobiet przyzwyczaja się do słownej agresji. Aż w końcu ich duch umiera.

Agresja to uwłaczające słowa, które poniżają i umniejszają wartość partnerki w taki sposób, że jej samoocena systematycznie obniża się. Kobieta traci pewność siebie. Stara się zmienić swoje zachowanie, aby nie dopuścić do tego, by partner ponownie ją zranił. Agresja słowna jest manipulacją, która zmierza do sprawowania kontroli nad drugim człowiekiem. Opiera się często na sprzecznych komunikatach.

Najpierw na mnie wrzeszczy, a potem mówi, że nikt mnie nie kocha tak jak on.

Mówi, że jest wyluzowany i ma do wszystkiego dystans, a codziennie złości się i irytuje.

Mówi, że mnie wspiera, ale tak naprawdę czuję się samotna i pozbawiona wsparcia.

Twierdzi, że jest tolerancyjny, ale mnie ciągle krytykuje. Nie liczy się z moimi opiniami i odczuciami.

POZNAJ RODZAJE SŁOWNEJ AGRESJI:

Kwestionowanie słów, podważanie opinii, negacja

Za każdym razem, gdy wyrażam swoją opinię, Robert ma odmienne zdanie. Odnoszę wrażenie, że nie mogę powiedzieć słowa, żeby nie zostać upokorzoną. Ciągle podważa to, co mówię, udowadnia mi, że nie mam racji. Czuję się przy nim jak głupi dzieciak, a nie jak kobieta z wyższym wykształceniem, szanowana w pracy, mądra

Kiedy kobieta wyraża odmienną opinię, partner ma poczucie utraty kontroli nad nią. Będzie wówczas kwestionował cokolwiek ona powie, bez względu na to, jaki jest jego rzeczywisty pogląd na sprawę. Neguje jej myśli, poglądy a nawet uczucia.
W efekcie kobieta zaczyna wątpić w siebie, swoją wiedzę, czuje pomieszanie emocjonalne.
Lekceważenie

Mężczyzna trywializując, umniejsza rangę osiągnięć partnerki, jej pracy, zainteresowań, zmartwień. Najbardziej niebezpieczna forma lekceważenia to umniejszanie znaczenia jej zranień.

Jesteś przewrażliwiona.

Przesadzasz.

Nie znasz się na żartach, brak ci poczucia humoru.

Nie wiesz, o czym mówisz.

Wydaje ci się, że zjadłaś wszystkie rozumy.

Zawsze się musisz przyczepić.

Przesadzasz, robisz z igły widły.

Zawsze wszystko przekręcisz.

Chyba chcesz się pokłócić.

Kiedy partnerka słyszy takie słowa, zaczyna się zastanawiać, czy może rzeczywiście jest z nią coś nie tak. Analizuje swoje słowa, próbuje zrozumieć, dlaczego partner w ten sposób odebrał jej wypowiedź. Popada we frustrację, tymczasem powód, dla którego partner wypowiada te słowa jest prosty. Nie chce wziąć odpowiedzialności za swoje zachowanie, które było powodem zranienia partnerki, dlatego bagatelizuje jej odczucia. Po jakimś czasie takiej manipulacji kobieta może sama zacząć lekceważyć swoje rany emocjonalne. Przestaje wtedy walczyć o zrozumienie i poprawę swojej sytuacji w relacji z partnerem.
Upokarzające żarty

Ten rodzaj słownej agresji nie ma nic wspólnego z poczuciem humoru. Rani do żywego, trafiając w najczulsze punkty. Począwszy od prymitywnych dowcipów, na wymyślnych docinkach skończywszy – wszystkie te „żarty” podważają zdolności intelektualne, kobiecość, wartość partnerki. Anegdoty ośmieszające błędy kobiety, lub zwykłe kłamstwa na jej temat mają przedstawić kobietę w gorszym świetle w oczach innych. Czasem bolesne uwagi nie są wypowiadane w tonie żartobliwym, jednak partnerce zamyka się usta słowami, że był to żart, a ona nie ma za grosz poczucia humoru.

Oskarżanie, osądzanie i krytykowanie

Partner doszukuje się winy niepowodzeń, przykrych zdarzeń i okoliczności w partnerce. Krytykuje ją za nieudane wakacje, problemy dziecka w szkole, swoje kłopoty. Nie tylko sam nie bierze odpowiedzialności za wynik, ale też obarcza partnerkę odpowiedzialnością nie rzadko za sprawy zupełnie niezależne od kogokolwiek. Na siłę szuka winnego i tym winnym zawsze jest kobieta. Jedną z form tej agresji słownej jest oskarżanie partnerki o niepowodzenia w związku. Często argument ten jest wykorzystywany do różnorakich szantaży emocjonalnych, z wymuszeniem seksualnym włącznie.
Rozkazywanie

Tryb rozkazujący wypowiedzi odbiera kobiecie równe prawa, stawia ją w pozycji niższej, służebnej, sprowadza ją do roli wykonawcy życzeń. Nie uwzględnia jej woli, zakłada że ma ona jedynie zrealizować polecenie, umniejsza jej wartość, poniża.

Weź to.

Jest brudno (w domyśle, posprzątaj).

Zrób to.

Nigdzie nie wyjdziesz.

Nie będziemy dyskutować na ten temat.

Idziemy, wychodzimy.
Wycofywanie się

Polega na chowaniu swoich odczuć, wrażeń, myśli dla siebie. Partner nie dzieli się z kobietą przemyśleniami, emocjami. Ukrywa swoje wnętrze, często za zasłoną obojętności, chłodu. Bywa, że przez długie lata partnerka akceptuje zamkniętą postawę partnera, jednak samotność, jaka towarzyszy wycofaniu partnera niszczy wzajemną relację.
Próby nawiązania głębszego kontaktu partner zbywa słowami:

Co ci mam powiedzieć?

Wszystko w porządku.

Nic się nie dzieje.

O co ci chodzi, przecież rozmawiamy.

I tak tego nie zrozumiesz.

Po co ci moja zgoda? I tak zrobisz, jak chcesz.
Wybuchy gniewu

Podłożem wybuchów gniewu jest poczucie bezsilności trawiące partnera. Wyładowując swoją agresję na kobiecie, daje upust wewnętrznemu napięciu, w efekcie czego odczuwa ulgę, dodatkowo odzyskując dominację i władzę nad partnerką. Najgorszą rzeczą, jaką może zrobić kobieta zaatakowana złością i gniewem partnera, jest zastanawianie się, co złego zrobiła, co w nim spowodowało wybuch. Kiedy partnerka próbuje się bronić lub tłumaczyć, zgadza się grać wedle jego reguł. On tymczasem upewnia się, że robienie z partnerki kozła ofiarnego jest akceptowane. Dopiero uzmysłowienie sobie przez kobietę, że nie jest ona przyczyną wybuchu, a jedynie próbą odreagowania, rozładowania napięcia – daje jej okazję zobaczyć siebie, jako ofiarę manipulacji.

Ważnym krokiem do odzyskania niezależności jest zrozumienie, że nie istnieją zachowania, które uchronią ją przed kolejną napaścią słowną. Jej starania nie mają wpływu na zachowanie partnera. Nie pomoże jej żadne „bardziej”: bycie bardziej uważną, bardziej kochającą, bardziej interesującą, bardziej inteligentną, szczupłą, zadbaną, sexi, elegancką, oczytaną, błyskotliwą, opiekuńczą czy zabiegającą. Największy problem z identyfikacją manipulacji polega na przekonaniu kobiety, że to ona jest powodem agresji, której doświadcza od partnera. Usilnie szuka momentu, w którym zrobiła błąd, coś źle powiedziała, użyła niewłaściwego tonu, źle oceniła sytuację, nie uszanowała jego uczuć. Ciągle zadaje sobie pytanie: Co źle zrobiłam? Gdzie popełniłam błąd? „Początkowo bałam się, że go niechcący urażę, zdenerwuję. Później, kiedy zauważyłam, że wszystko dzieje się bez powodu, zaczęłam się bać jego irracjonalnych wybuchów”.

Naturalną rzeczą jest, że staramy się racjonalizować zachowanie partnera. Kobieta wówczas myśli: „Musi mieć jakiś powód, skoro jest na mnie wściekły”. „Musi mieć jakiś powód, skoro uważa moją pracę za nieistotną”. „Musi mieć jakiś powód, skoro uważa, że ciągle się z nim spieram”. Zaczyna coraz gorzej postrzegać siebie samą. Dodatkowo słyszy od partnera mało wspierające komunikaty, że jest przewrażliwiona, zawsze chce mieć rację, szuka powodów do kłótni. Wtedy kobieta zaczyna tracić pewność siebie, co więcej – doszukuje się w sobie poczucia winy. Takie permanentne warunkowanie kobiety działa jak pranie mózgu. W końcu ofiara staje się bezradna. Podejmowane przez nią próby wprowadzenia zgody, wzajemnej bliskości, zrozumienia są traktowane jako objawy agresji. Mężczyzna boi się, że w ten sposób partnerka chce go zdominować, przejąć władzę nad związkiem. Nie da się konfliktu dwóch światów rozwiązać za pomocą łagodności i uprzejmości. Potrzeba do tego taktyki i determinacji w jej realizacji.
Oto kilka przykładów wypowiedzi, które stanowią skuteczną obronę przed poszczególnymi atakami słownej agresji:

Kiedy partner notorycznie kwestionuje twoje słowa, podważa twoje opinie, masz prawo powiedzieć: „Nie podoba mi się twój stosunek do mnie”, „Przestań”, „Nie bawi mnie to”.

Lekceważenie. Jeśli słyszysz trywializujące twoje dokonania uwagi, mów wprost jak je odbierasz, np. „Nie czuję, żebyś mnie wspierał, kiedy słyszę takie słowa”, „To są moje odczucia i mam do nich prawo, tak jak i ty do swoich”, „Usłyszałam już wszystko, co chciałam od ciebie usłyszeć”.

Gdy zostałaś upokorzona przez partnera, a on kwituje to hasłem „To tylko żarty”, „Nie masz poczucia humoru”, nie trać czasu na dociekania, dlaczego nie śmieszą cię poniżające cię żarty. Zamiast tego powiedz dobitnie: „Zastanawiam się, czy teraz, gdy już wyśmiałeś mnie/ przerwałeś mi/ upokorzyłeś mnie, czujesz się bardziej ważny?” I usuń się, wyjdź, zostaw mu przestrzeń i czas na przemyślenia. Nie podtrzymuj dyskusji. Jeśli nadal będzie cię atakować, zawsze możesz odpowiedzieć „Nie chcę o tym rozmawiać” lub „Wróćmy do tego później”.

Kiedy ktoś na ciebie krzyczy, używa wobec ciebie ostrych słów, mówi ci, że odwracasz kota ogonem, szukasz powodu do kłótni, zrzędzisz, zawsze chcesz mieć ostatnie zdanie, myślisz, że zjadłaś wszystkie rozumy, krytykuje cię, osądza itd., odpowiedz: „W tej chwili przestań mnie oskarżać. Przestań”. Nie próbuj się tłumaczyć, wyjaśniać, że miałaś co innego na myśli, że nie zrobiłaś tego, o co oskarża cię partner. To powoduje jedynie wzmożenie agresji, wejście w otwarty lub ukryty konflikt. Zamiast tego pamiętaj, że nikt nie ma prawa osądzać cię ani krytykować, a w szczególności zarzucać ci złych intencji. Tylko ty wiesz, co myślałaś i co chciałaś powiedzieć. Wpieranie ci wymyślonych historii jest manipulacją. Osądzanie i krytykowanie zaś to czyste przejawy agresji słownej. Najlepszą bronią jest otwarta i kategoryczna reakcja: „Dość tego”, „Przestań mnie osądzać”, „Zatrzymaj swoje uwagi dla siebie”, „Czy sam siebie słyszysz?”

Partner, który rozkazuje najwyraźniej zapomniał już, że jesteś wolnym człowiekiem. Warto mu o tym przypomnieć i przypominać ilekroć zdarzy mu się potraktować cię jak przedmiot. Zdania – „Komu rozkazujesz?”, „Nie wykonuję rozkazów” – chronią granice twojej niezależności. Jeśli partner formułuje rozkazy używając słowa „my”, np. „Wychodzimy stąd” warto zaznaczyć, że nie może decydować za ciebie, odpowiadając np., że masz inne plany.

Jeśli partner wyklucza cię ze swojego życia osobistego, dzieli się swoimi przeżyciami z innymi osobami, pomijając ciebie, a jednocześnie nie interesuje się twoją osobą ,możesz zastosować taką samą taktykę wobec niego. Wycofać się. Milczeć, nie angażować się, unikać kontaktu, wyjechać jednocześnie informując, że wolisz jawny brak kontaktu niż pozorowanie.

Gniew. Gdy partner używa wobec ciebie ostrych słów, podnosi głos możesz być zbyt zszokowana, lub przestraszona, by zdobyć się na jakąś reakcję. Możesz się jednak nieco do niego zdystansować, myśląc o nim nie jako o partnerze, ojcu twoich dzieci, przyjacielu, członku rodziny, lecz jak o humorzastym, awanturującym się, rozkapryszonym dziecku. Dzięki temu obrazowi łatwiej ci będzie powiedzieć „Przestań! Zacznij się zwracać do mnie właściwym tonem”, „Nie wolno ci podnosić na mnie głosu”, „Nie podoba mi się twój ton”. Jeżeli, podobnie jak większość kobiet, boisz się otwartej konfrontacji, staraj się reagować już na pierwsze symptomy gniewu. Powiedz „Przestań!”, słysząc pierwsze oznaki zbliżającego się wybuchu. Następnie zostaw go samego lub odłóż słuchawkę. Sekret reagowania na wybuchy gniewu polega na tym, by NIE ZWRACAĆ UWAGI NA SŁOWA PARTNERA. Nie trać czasu na analizowanie. Próba zrozumienia jego zachowania sprzed minuty – to strata czasu, bo starasz się go zrozumieć, przez pryzmat siebie, swoich standardów i twoich intencji.

Pamiętaj też o tym, że cokolwiek robisz, chroniąc siebie i bliskich przed atakami słownej agresji – twój partner może nie chcieć zmiany, polepszenia relacji między wami, ponieważ używa cię do swoich celów. Udoskonalenie strategii w konfrontowaniu się z partnerem nie oznacza też, że jego metody z czasem nie staną się bardziej wymyślne. Dlatego zawsze warto pytać siebie, czy chcę żyć w ciągłym napięciu? Jakią cenę za to płacę? Co miałabym w zamian? Co mogłabym stracić? Taki rachunek sumienia przydaje się dla jasności umysłu. Kiedy wiemy, czym ryzykujemy a co możemy osiągnąć, wszelkie decyzje przychodzą łatwiej.

ĆWICZENIE:

Sprawdź swoją relację:

Czy twój partner irytuje się lub wpada w gniew kilka razy w tygodniu?

Czy często obarcza cię winą za swoje zdenerwowanie?

Czy czujesz się zaniepokojona i sfrustrowana reakcjami partnera?

Czy czujesz się przy swoim partnerze swobodnie?

Jak często słyszysz krytyczne słowa pod swoim adresem?

Czy partner dzieli się z tobą tym, co go interesuje?

Czy potrafi się zaangażować w to, co interesuje ciebie?

Czy zdarza mu się robić żarty twoim kosztem, a jego dowcipy są sarkastyczne lub obraźliwe dla ciebie?

Czy kwestionuje twoje myśli, poglądy, odczucia, przeżycia?

Czy próbuje ci wmówić słowa, zachowania, intencje, które nie są twoje?

Czy daje ci ciepło i zrozumienie?

Jeśli nie jesteś zadowolona choćby z jednej odpowiedzi, jeśli choć przez moment przemknęło ci przez myśl, że coś jest nie w porządku w waszej relacji – zaufaj swoim spostrzeżeniom i odczuciom – coś jest nie w porządku.

Gwoli podsumowania należy dodać, że choć artykuł jest pisany do kobiet, bo z takimi przypadkami spotykam się najczęściej (męska agresja ma swoją historię, przeważa też w statystykach), jednak  symptomem zmieniających czasów jest coraz większy udział kobiet w słownej agresji. Agresja nie ma płci.

Beata Markowska

Więcej o agresji słownej w książce „Toksyczne słowa”,
Patricia Evans, Wyd. Jacek Santorski & Co, 1996

158 odpowiedzi na “Agresja słowna w związkach”

  1. Delfina napisał(a):

    Długo szukałam odpowiedniego artykułu, który pozwolił by mi zrozumieć co się dzieje w moim związku nie tak? aby w końcu zrozumieć że to nie moja wina, żę nie mam wpływu na wybuchy partnera – jakbym czytala swoją historię …
    Dziękuję bardzo wiele tu mądrych wskazówek, które odrazu wprowadzę w życie aby polepszył się mój stan psychiczny, z wesołej pełnej pasji i życia zrobił się ze mnie wrak kobiety najwyższy czas podnieść się z tego dna…

    • Marta napisał(a):

      Ja wiem że jestem ofiarą agresji słownej i ta świadomość jest najgorsza.Te wszystkie wskazówki wprowadziłam w trzecim roku bycia razem.Teraz po 10 latach wiem że to była strata czasu.Mój 7letni syn mnie uświadomił „tato już się nie zmieni,nawet do mnie krzyczy mamo. Nie rób tego nie rób tamtego” to jego słowa. Płakać mi się chce bo wiem że albo się poddam albo go zostawię
      To trudne ale koniecznie. Powodzenia 🙁

  2. jolanta napisał(a):

    Swietny artykul.najbardziej usmialam sie z podsumowania cwiczenia;jesli choc jedna odpowiedz na tak i tak dalej; bo w moim przypadku wszystkie odpowiedzi sa na tak ha,ha.Oczywiscie tak naprawde to nie sa zarty.ja po 2 -letnim zwiazku z takim partnerem zamknelam firme i lecze sie u psychiatry a najgorsze jest to ze po takim praniu mozgu jeszcze mi sie w glowie kolacze ze chcialabym z nim byc] To dopiero jest chore.Ale wychodze z tego ,przezylam pieklo teraz z dnia na dzien jest lepiej bo wyprowadzilam sie i wracam do siebie takiej jaka bylam przed poznaniem tego pana.robie afirmacje,staram sie kontrolowac swoje mysli,myslec pozytywnie chocby na sile i nawazniejsze ciagle sobie powtarzam ze od teraz biore odpowiedzialnosc za swoje zycie,bo tak naprawde mamy to na co sobie pozwolimy,trzeba bylo mi zostawic tego pana po pierwszym wybuchu agresji i nie byloby sprawy ,a tak no coz.. lekcja przerobiona nastepnej pomylki nie bedzie.Aha i naprawde nie warto sie nad nikim litowac ze ktos jest zagubiony,ma nalogi wiec my matki polki takiego pod skrzydla .A to sa zwykli manipulanci ktorzy dla poprawienia swojej niskiej samooceny potrzebuja kozla ofiarnego.I uwierzcie mi SA BEZWZGLEDNI. a im dluzej z takim jestes tym masz mniejsze szanse wyjsc z tego szamba bo po prostu masz wyprany mozg i nie myslisz juz racjonalnie i nikt ci nie pomoze .tylko ty sama mozesz sobie pomoc .A co boli/ ano to ze wciaz nie mozesz uwierzyc ze ty dalas z siebie wszystko a w zamian dostalas bol, ponizenie.TOTALNA DESTRUKCJA.Tacy tym zyja.
    zdarza sie chce tylko jeszcze dodac ze jestem piekna kobieta,inteligentna ,prowadzilam biznes przez 5 lat i tak jak bylo w artykule.ONI ten typ maja kompleksy i niska samoocene czesto nie maja nic i nieudane zwiazki moze tez a raczej na pewno uzaleznienia,jakies dysfunkce,choroby psychiczne Wiec zyja jak pasozyt na na naszym ciele biorac od nas energie zyciowa a my slabniemy i po kolei zawalamy nasze sprawy i zycie.
    Jestem osoba bardzo silnie wewnetrzna,pomogla mi tez WIARA I MODLITWY.Bog mnie uratowal za co jestem niezmiernie wdzieczna,tylko dzieki Jego lasce pisze tu dzisiaj i w sumie w glowie mam juz dobrze bo roznie bywalo.2 razy zagladalam smierci w oczy,chcial mnie zabic.
    ale na szczescie juz jest dobrze.jesli moge cos doradzic z wlasnego doswiadczenia to uciekajcie jak najpredzej od takich typow zanim zniszcza wasze zdrowie i zycie.trudno sie z tego wychodzi i potrzeba czasu zeby wrocic do normalnego swiata gdzie ludzie sa mili,zachowuja sie stosownie nie uzywaja przemocy.Powodzenia

    • Klaudia napisał(a):

      Jolu, przeżyłam prawie dokładnie to samo, co Ty. Po niecałym roku trwania tego nieszczęsnego związku, dosłownie uciekłam z naszego wspólnie wynajmowanego mieszkania. Wiedziałam, że może dojść do rękoczynów z jego strony, gdy będę pakowała się w jego obecności (tuż przed zakończeniem związku popchnął mnie mocno, gdy szliśmy chodnikiem, podając za powód, iż chciał mi ręką wskazać, gdzie teraz mam skręcić), więc wzięłam 1 dzień urlopu, następnego dnia rano po jego wyjściu do pracy, spakowałam swoje rzeczy i wyprowadziłam się. Nękał mnie potem telefonami, ustąpił dopiero po tym, gdy poinformowałam go, że będę nagrywać jego telefony i podam sprawę na Policję. Jest urzędnikiem państwowym na wysokim stanowisku, więc bał się negatywnego rozgłosu na jego temat i to paradoksalnie na szczęście uwolniło mnie od niego.
      Trzymam za ciebie kciuki i życzę powodzenia!

    • Małgorzata napisał(a):

      Witam, Dziekuję wszystkim ludziom na świecie, i Wam że dzielicie sie swoimi przewżyciami, bo tak również ratujecie i mnie. Byłąm kobietą zawsze pełną energi i celów życiowych, chęci do działania i pełna miłości do ludzi i dobrej woli wiem co czułam i czym sie kierowałam 30 lat związku z agresorem, ale nikt by nie pomyslał bardzo mniły człowiek(NA ZEWNĄTRZ, BARDZO DBAŁ O SWÓJ WIZERUNEK PRZED LUDŹMI) mówię tak pokrótce ja czułam że juz nie daje radę nawet myślałam o odjściu z tego świata, czułam że cos nie jest tak, te odczucia o których mówicie, to wszystko w zaciszu domowym ,na zewnątzr pokazywanie wspaniałego mężczyzny. Wszystko się zgadza. Cały czas szukałam, wiedziałam że ktoś mnie zrozumie. Książka „TOKSYCZNE SŁOWA” Patrici wyjaśniło mi wszystko, tak jakbym wyszła z WIĘZIENIA. BYŁAM W WIĘZIENIU.

      • ewa napisał(a):

        Witam Cię Małgosiu od 37 lat żyję z psychopatą nie chcę drążyć sprawy bo jest to bolesne miło mi będzie jak zadzwonisz do mnie 667752717 .

      • Yola napisał(a):

        I ja przezywam to samo .Agresje kilka razy w tygodniu,walka z jego nalogami,obrazania,wysmiewania,ponizania,czasami tez i rékoczyny kiedy placzé,bo nie wolno mi nawet plakac to doprowadza go do wscieklosci.Problem polega na tym ze nie mogé sié uwolnic,bo nie jestem nikim waznym.mieszkamy zagranicá wychowujé trójké dzieci ,praktycznie sama,a on pracuje niezbyt ciézko,wiéc zyjemy tak na granicy od piátku do piátku.Nie mam gdzie wyprowadzic sié z dziecmi,a on mówi ze tez nie ma gdzie pójsc.Na dodatek siedzi po ncach,gra w gry,lub odwiedza strony czatowe pornograficzne i obwinia mnie ze to dlatego ze nie chce mu dac.Bo nie chcé,jest obrzydliwy,i mysli tylko o wlasnym zaspokojeniu potrzeb.Odkupilam to wszystko rocznym leczeniem z depresji a po nim to splynélo.Mam 44 lata nie jestem brzydka,ale jestem niesmiala i nie mam przyjaciol,zresztá chyba nigdy ich nie mialam ale mam kochane dzieci i dlatego gryzé sié z tá sytuacjá bo nie wiem co mam robic.To latwo tak powiedziec-odejsc.Gdybym miala do kogo,do jakiegos bezpiecznego miejsca,zebym mogla normalnie zyc dla tych dzieci tylko,odeszlabym dzisiaj,teraz!Ale nie ma takiego miejsca a ja coraz czésciej czujé sié beznadziejnie…

    • iwona napisał(a):

      jOLU CZY MOZESZ DO MNIE NAPISAC MAILA JANEKERT1@wP.PL MYSLE ZE EJSTES W STANIE MI POMOC

    • Magda napisał(a):

      Witam Jolanto czy mogę prosić o kontakt na priv mlenowska@wp.pl z góry dziękuję

    • elle napisał(a):

      Niestety, ale agresja wśród Polaków nie jest problemem jednostkowym, nie jest to problem tylko Twojego partnera ale społeczny, ogólny. Prawie codziennie w pracy spotykam się z agresją. To jest chory kraj, ludzie nie potrafią ze sobą rozmawiać tylko krzyczą. Ja mam dość, kiedy mieszkałam za granicą nie było tak. Wyjeżdżam stąd tak jak większość specjalistów i ludzi dobrych, którzy nie godzą się na taki stan rzeczy.

    • JOLA napisał(a):

      Super artykuł.Miałam taką matkę zniszczyła życie swoich dzieci,ja miałam trochę szczęście i przejrzałam na oczy i dzisiaj żyję nie udało się matce mnie zniszczyć jak swoich trzech synów. Cały czas wiem że Bóg mi pomógł i dał siłę przejrzeć na oczy.Miałam myśli samobójcze i każdemu kto ma w domu człowieka zaburzeniami trzeba uciekać jak najszybciej oni nigdy się nie zmieniają. Pozdrawiam .

  3. Ania napisał(a):

    Zawsze miałam za idiotki takie kobiety, które pozwalają sobie na takie relacje. Zawsze byłam niezależna, pewna siebie, tryskałam życiem, pozytywnymi emocjami (aż to niektórych drażniło)

    Od roku jestem w związku, który w 90% opisuje powyższy artykuł.

    Od samego początku byłam świadoma wielu tych zachowań. Od liceum czytam różne psychologiczne książki gazety artykuły – trochę tego w głowie mam – bardziej lub mniej usystematyzowanego.

    To wszystko nie uchroniło mnie żeby jak głupia owca wkręcić się w podręcznikowe schematy i reagować jak zaprogramowana na te wszystkie manipulacje… i być taką kobietą, jakie kiedyś wzbudzały we mnie litość i żałość.

    Ten artykuł dał mi ulgę, bo poukładał to w należytym porządku. Zastosuję się do tego – nie wiedziałam jak reagować. Nie wiem jakie mi to przyniesie efekty. Moim celem jest związek bliski, szczery, w zaufaniu, otwarty (emocje mysli uczucia). Potrzebuję ciepła wsparcia czułości i RÓWNOWAGI PSYCHICZNEJ. Chcę się w nim czuć dobrze i chcę żeby dzięki mnie druga osoba czułą się tak samo.
    Na dzień dzisiejszy chcę, żeby ON cierpiał tak jak ja.
    Czy dojdę do celu, a jak nie do celu to gdzie – napiszę.

    Pytanie pozostaje – czy ten człowiek się zmieni? Czy będzie na siebie patrzył z dystansem? Co pomoże mu pracować nad sobą lub raczej co sprawi, że będzie chciał tworzyć dobry związek.

    • Małgosia napisał(a):

      Dla Ciebie on ciągle jest najważniejszy bez względu jakie uczucia do niego żywisz. Piszesz:ON(dużymi literami-zapytaj się swojej podświadomości dlaczego) ; pragniesz zemsty, poświęcasz mu wciąż prawie cały swój czas(ciągle o nim myślisz, pewnie snujesz różne scenariusze, sama sobie zadajesz pytania czy się zmieni-czyli ciągle masz wątpliwości co do słuszności rozstania). NIE ODDAWAJ MU SWOJEGO ŻYCIA! Nie oddawaj swojej uwagi, swojego czasu,swoich odczuć. Cierpisz, bo wciąż o nim myślisz i wzbudzasz od nowa negatywne uczucia.To trochę tak jakby ktoś nienawidzący kaszanki ciągle o nie myślał, od rana do wieczora(ile razy dziennie ty o nim myślisz?)doszukując się wszędzie jej nienawistnego zapachu… Jeśli uda Ci się go wymazać ze swoich myśli-wtedy będziesz wolna.

      • misia napisał(a):

        Trafiłaś w 10tkę. Powinnam się tego, co napisałaś nauczyć na pamięć. Najważniejsze to przestać o nich myśleć. I wtedy się będzie wolnym. Dzięki.

  4. D. (płeć anonimowa) napisał(a):

    Mam poważne wątpliwości, co do obiektywności tego artykułu. Dlaczego mowa jest o mężczyźnie i kobiecie a nie o partnerze? Skąd pewność, że opisany mechanizm działa tylko w tę stronę, że nie jest to mechanizm występujący w obu kierunkach, a co ze związkami jednopłciowymi? Nawet jeżeli częściej tak jest, to ze względu na obiektywizm naukowy oczekiwałoby się wyraźnego zaznaczenia tego faktu. Czy zaprezentowana tutaj asymetryczne podejście nie nazywa się czasem seksizmem?

    Również pytania na końcu pozostawiają wiele wątpliwości. Do każdego z nich można bez problemu wymyślić sytuację bez rozróżnienia płci, w której jeden z partnerów jest niezadowolony z odpowiedzi, ale obiektywna ocena sytuacji nie budzi wątpliwości co do tego, że poprawa w związku jest możliwa tylko przez zmianę w psychice i zachowaniu tej właśnie osoby.

    Proszę wyobrazić sobie taką sytuację. Partner mówi do partnera:
    „Kochanie, za każdym razem gdy chcę powiedzieć jakąś uwagę dotyczącą twojego zachowania, chcę porozmawiać o czymś, co mi przeszkadza, to reagujesz mówiąc, że nie jest tak jak mówię.”,
    druga osoba odpowiada na to:
    „Ale przecież tak nie jest.”.
    Czy nie będzie tak, że obie osoby są podirytowane taką sytuacją, nie będą czuły się swobodnie, itp.? Jedna nie może porozumieć się z partnerem, druga słyszy krytyczne i do tego nieprawdziwie w jej odczuciu uwagi o sobie?

    Nie o to chodzi, że ja neguję prawdziwość tego co jest napisane w artykule. Chodzi o to, że nie uwzględnia on różnych możliwych sytuacji, przez co może być bardzo destrukcyjny dla związku, gdy zostanie zinterpretowany w kontekście którego nie dotyczy. Np. może tak być podczas związku z osobą z zaburzonym poczuciem własnej wartości (nabytym w czasie dzieciństwa, przed związkiem). Taka osoba zawsze czuje się pokrzywdzona i gorsza, potrafi najbardziej przyjazne słowa odebrać jako krytykujący zarzut.

    • kasia napisał(a):

      Witam! Zaintrygowala mnie Twoja wypowiedz. Jestem wlasnie taka osoba ( zdaje sobie z tego sprawę i pracuje a raczej pracowałam).Od 5ciu lat jestem w związku, nawet nie wiem czy moge użyć tego określenia. Na dana chwile powiedziałabym raczej ze od 5ciu lat to chyba „jakas kare odbywam”. Uświadomiłam to sobie ok. półtora roku temu, ale brak mi pewnosci … . Bardzo prosze o kontakt, bo czuje wewnetrznie ze musze z Toba porozmawiać i ze ta rozmowa mi pomoże. Podaje maila: kaskasan@tlen.pl

  5. kuzka napisał(a):

    kurcze jestem rok z moim facetem …ostatnio jest coś nerwowy..ale nie wiem czy to przez prace …bo pracuje po12 13h na dobe..czy wkurza go moje zachowanie…bo ja jestem taka przylepa do nie go i nie wiem czy to go drazni ostanio powiedzial mi ze go wku…bo koszulka mial wilgotna bo nie zdążył wyschnać na impreze…pomóżcie mi

  6. Andrzej napisał(a):

    nie rozumiem dlaczego w artykule piszę się o kobietach jako ofiarach agresji słownej.
    Z moich spostrzeżeń i mojego doświadczenia wynika że to kobiety są mistrzyniami agresji słownej. Negowanie, uogólnianie, wmawianie „co masz na myśli” lub „co chciałeś powiedzieć”, obwinianie za swoje niepowodzenia to standard.
    Do tego dochodzi zachowywanie w sytuacjach konfliktu słownego – kiedy wychodzisz kobiecie naprzeciw, przyznając jej rację, akceptując cześć winy wtedy uznaje to za oznakę słabości i następuje totalny atak – na wykończenie przeciwnika.
    Życie pod jednym dachem z taką osobą to katorga.
    Cóż, dzieci kiedyś dorosną.

    • N. napisał(a):

      Marna to pociecha, ale jednak jakaś – że nie wszyscy mężczyźni reprezentuję typ zachowania mego męża… Gdybym tego nie przeczytała nie byłabym w stanie uwierzyć że istnieją normalni faceci…

      • xxx napisał(a):

        Witam, mam problem. Raczej za bardzo chyba interesuje się tym co zaczelo sięd ziać w moim domu rodzinnym po zamieszkaniu zony brata (20lat). Ma ona okrutnie cięzki charakter, jesteśmy rodzina która uwielbia zartować, uwielbia być towarzystka, ok ona taka nie jest i to zaakceptowaliśmy ale czemu mamy nasz nastroj zmieniać pod jej. Neguje wszystko co mówimy, neguje moją mame która wychowała naście dzieci i jest fantastyczną mamą, ale jej rada jest dla niej uderzeniem w policzek. Nie da się sobą zainteresować, skupiona tylko na sobie i tym, ze moj brat nie ma dla niej czasu, bo naprawdę cięzko pracuje, zaczyna się od niej oddalać, bo nie ma od niej zadneog wsparcia. Krytykuje każdy jego ruch i każde jego slowo. Obserwowałam jak patrzy na niego z pogarda jak bierze swojego syna na ręce i mówi mu: źle go trzymasz! nie tak! Ja ciaglę żartuje i żartuje z niej bo jest to jakiś sposób komunikacji, ale ja tak naprawdę nie żartuje… może coś w tych żartach do niej trafi. Jest jeszcze młoda, czy da się zmienić jej nastawienie. Moj brat nie ma ochoty się do niej odzywać bo jest cały czas atakowany, chodzi zamyślony. Nie potrafi już żartować z niej i jej rozsmieszać bo nie ma już się jak sprowadziła jego poczucie wartosci do zera.

  7. alina napisał(a):

    przez 20 lat zylam z agresorem slownym i fizycznym byl moim mezemrozstalam sie z nim 10 lat temu obecnie jestem w zwiazku z czlowiekiem ktory jest przeciwienstwem tamtegopowinno byc dobrze a nie jest gdyz teraz ja jestem agresorem slownym szukam pomocy dla siebie aby nie zniszczyc tego co mam obecnie

  8. dominika napisał(a):

    ja z moim PANEM jestem ponad trzy lata,dał sie poznac juz na pierwszym spotkaniu,a ja naiwnie wierzylam ze GO ZMIENIE-nierealne,ale ostatnie 1.5 roku to juz masakra słow których od ukochanego sie nie spodziewałam nie zapomne nigdy wiem jedno MUSZE ZAKONCZYC ten zwiazek bo mnie wypala psychicznie

  9. ela napisał(a):

    Byłam w zwiazku z męzczyzna ponad 1 rok na poczatku było jak w bajce strasznie Go pokochałam poniewaz pomógł mi uciec z toksycznego związku naprawde bardxo trudnego.juz po 2 miesiacach chciałam go zostawic bo naiuczona doswiadczeniem nie chciałm sie dac po reaz drugi omamic ……..dałam sobie to zrobic
    wyjechalismy na wakacje gdzie wyprobował sobie na mojej pupie nogę … tlumaczylam , ze pod wpływem alkoholu ..błagał , ze sie zmieni zeby go nie zostrawiac – stwirdzilam ok dam szanse
    niestey wszystko sie powtórzyło .. konsekwencja tego było , że zaplanowalismy ok jestsmy zadbamy o związek zamieszkamy razem hmmm i wtedy sie zaczęło cyklicznie co 2 tygodnie Pan miał pretensje o wszystko uzywał malo przyjemnych slow – kazałm mu sie wyprowadxic . ponownie sytuacja nabrała tego samego obrotu sprawy wrócilismy do siebie . Namówilam Go aby kupił mieszkanie pomoglam nawet finansowo sam mnie zaciągnąl do Urzedu meldunkowego i mówił tam jest Twoj i moj dom nikt nigdy Cie z niego nie wyrzuci …. hi dziewczyny po kilku dniach cytuj e” prosze mi w zębach przyniesc dokument o wymeldowaniu ”

    zrobiłam to i odeszłam , jest bardzo ciezko ale nigdy juz nie uwierzxe Nikomu

  10. Agnieszka napisał(a):

    Jestem z Bartkiem 15 miesięcy. Od samego początku pokazał się z tej gorszej strony ale ja oczywiście nie potrafiłam logicznie myśleć zakochałam się w nim tak bardzo. Każda z sytuacji którą opisujecie to moje teraźniejsze życie z nim, koszmar.Do tego dochodzi jeszcze agresja w łóżku i fakt że jestem młodą kobietą po przejściach. Umarła moja pół roczna córeczka a mąż odebrał sobie życie. Pozbierałam się z tego wszystkiego dla mojego ukochanego syna. Wróciłam dla niego do normalnego życia znowu zaczęliśmy się uśmiechać radziliśmy sobie świetnie. Wtedy pojawił się w moim życiu Bartek początki jak w bajce uwierzyłam że znowu mogę być szczęśliwa i cieszyłam się że ktoś mnie też może kochać. Wulgaryzmy dzi… kurw…. stały się na porządku dziennym. Wmawia mi że jestem wariatką bo nie poradziłam sobie ze śmiercią dziecka wykrzyczał mi że mój mąż odebrał sobie życie prze zemnie bo nie potrafił ze mną żyć. Ciągle słyszę że jestem psychiczna że wszystko robię źle że mam zaburzenia świadomości. Wywołuje awantury bez powodu sceny zazdrości każdy powód jest dobry do tego żeby się czepiać. Jest sflustrowany cały czas tylko upomina mojego syna mówi mi że jestem żałosną matką że źle go wychowałam. Prowadzę sklep tracę klientów bo potrafi wrzeszczeć na mnie na cały sklep wyzywać, ludzie wszystko słyszą. Za chwilę będę musiała zamknąć sklep bo już psychicznie nie wyrabiam po prostu on dokłada mi swoich wymyślonych problemów np. ma problem co on będzie jadł w pracy i przez godzinę wierci mi dziurę w brzuchu co on będzie jadł kiedy mu naszykuję kanapki itd.. Czemu szynka jest wieprzowa a nie drobiowa. przy każdej byle sprzeczce on pakuje swoje szmaty i się wyprowadza spaceruje z walizką po osiedlu a potem wraca. Ogranicza mi dostęp do znajomych nie mogę pracować bo oskarża mnie o romanse z przedstawicielami firm. Portale to też dla niego problem f.b albo n.k mogę zapomnieć. Prowokuje awantury potem przeprasza mówi jak bardzo mnie kocha potem dwa tygodnie jest spokoju jest cudownym człowiekiem a potem znowu wszystko wraca. Dziękuje za dom za rodzinę mówi że dzięki mnie nareszcie wie co to jest prawdziwe życie, a potem jestem znowu nic nie wartą dziw…ą. Pisząc te kilka słów tak naprawdę mam mętlik w głowie. Mam wrażenie że nie potrafię logicznie układać zdań, i ten strach w głowie że to co pisze jest złe. Jestem wyczerpaną kobietą której wszystko wymknęło się z pod kontroli.KOCHAM GO A ZARAZEM NIENAWIDZĘ jak odejść od takiego człowieka????

    • Kasia napisał(a):

      Agnieszka,
      Czytam Twoj wpis sprzed roku i mam wrazenie, jakbym czytala swoja (czesciowa) autobiografie. Tez samotnie wychowuje syna. Nie mialam az tak ciezkich doswiadczen zyciowych ale gdy czytam co wyprawia Twoj partner, to widze czysty obraz swojego aktualnego zwiazku. Tez jestem k… szmata, puszczalska zdzira, wariatka, psychicznie chora, wygladam jak uposledzona, niedorozwinieta, moje reakcje sa nienormalnie a uczucia wyolbrzymione i w ogole to ja mu wszystko wmawiam bo on tak nie traktuje kobiet. Oprocz obelg, ponizania, umniejszania moich odczuc, krytykowania moich metod wychowawczych, wiecznych niekonczacych sie monologow i wykladow, czepiania sie do mojego dziecka, zlosliwosci, podle komentarze a ostatnio przelalal ostatnia z mozliwych barier i podniosl na mnie reke, grozac, ze tej nocy zakoncze swoj zywot i ja i moj bachor. Na drugi dzien blagania o wybaczenie, trzeciego dnia doszedl do wniosku, ze musialam go czyms sprowokowac, a po kilku dniach wyrzygal, ze swietnie sie czuje w roli ofiary. On nigdy nie jest winny, wszystko go drazni, o kazda pierdole potrafi zrobic awanture, nieobliczalny, nieprzewidywalny, niestabilny emocjonalnie, z tendencjami do uzaleznien, wszystko wiedzacy najlepiej. Wiem, o czym dziewczyny piszecie. Najgorsze w tym wszystkim jest to, ze od poczatku wiem, co mi robi, wiem, ze to manipulacja, wiem, ze to agresja w najczystszej postaci, wiem, jak to sie na mnie odbija i na moim synu. Jestem nieszczesliwa, zastraszona, sterroryzowana, boje sie wracac do wlasnego domu. Boje sie tego czlowieka i jego reakcji. Kocham go i nienawidze. Chce zeby zniknal z naszego zycia a jednoczesnie boje sie, ze bedzie sie mscil. Zawsze przyciagalam takie typy – trutnie i pasozyty, z brakami emocjonalnymi, niezaradni zyciowo i spolecznie. Ten jest jednak najgorszy z nich wszystkich. To zly, bezwzgledny, egoistyczny i podly czlowiek – najbardziej toksyczna osobowosc, z jaka mialam kiedykolwiek do czynienia. Zycze Wam i sobie sily, aby z takich relacji sie uwolnic i madrosci, zeby nastepnym razem reagowac ucieczka na pierwsze oznaki, ze Wasz potencjalny kandydat na partnera jest zwyklym psychopata.
      Pamietajcie – jestescie wspaniale, madre, piekne, dobre, kochane – nikt nigdy nie moze Wam tego odebrac.

  11. ela napisał(a):

    Droga Agnieszko wiem , ze jest Ci ciezko MOGE COS PORADZIC – ZWYKLE WYRZUC DZIADA Z DOMU WYJEDZ NA KILKA DNI Z SYNEM ZRELAKSUJ SIE ZACZNIJ UPRAWIC SPORT ZRÓB WSZYSTKO ABY UWOLNIC SWOJE MYSLI I ZACZNIJ ŻYC

    MĘZCZYZN JEST PELNO ALE NIE PCHAJ SIE W NOWY ZWIAZEK -OCZYWISC IE PÓKI CO 😉

    POWODZENIA

  12. […] Być może ktoś wmawia ci coś co nie ma miejsca i stosuje technikę manipulacji nazywaną gasnącym płomieniem (ang. gaslighting), która podkopuje twoje poczucie własnej wartości i wiarę we własne odczucia oraz intuicję. Więcej na ten temat tutaj. […]

  13. illibro napisał(a):

    Ale dlaczego ona żabę ugotowała, to nieludzkie, mało człowiecze…

  14. Andrzej napisał(a):

    Dlaczego w artykule jest mowa o partnerce jako osobie pokrzywdzonej prze partnera? Przecież są sytuacje odwrotne, że to partner jest upokarzany przez partnerkę.
    Ten artykuł dyskryminuje mężczyzn.

    • Witold napisał(a):

      Zupełnie się z tobą zgadzam. Ja mam problem z żoną i nikt mi nie pomoże i nie uwierzy . Czekam , aż dzieci przestaną się uczyć i ją zostawię.

  15. Ktoś napisał(a):

    Witam.
    zaufam, że czytający są na tyle światli iż wiedzą, że prezentowana tutaj historia jest niejako modelem zachowań i dokładnie taka sama sytuacja może mieć miejsce gdy ofiarą jest mężczyzna.

    Gdy widzę ten opis tak samo jak wielu wypowiadających się tutaj znajduję odniesienia do swojego życia niemal w każdym zdaniu.

    Swoją historię/wylanie frustracji/pytanie muszę jednak poprzedzić skróconą historią naszego związku.

    jak się poznaliśmy:

    Poznaliśmy się z Olą u mnie w pracy – jest to salon tatuażu, była moją klientką. Od razu pojawiło się w nas coś niesamowitego i oboje to zauważyliśmy. Ja byłem wtedy w związku, który po kilku latach „chodzenia” przeniósł się w formę mieszkania razem, co pokazało mi jednak, że to nie jest życie którego szukałem. Gdy więc poznałem Olę, która okazała się studentką medycyny, dziewczyną światłą, piękną i pasującą do mnie w niemal każdym względzie nie zastanawiałem się w sumie ani chwili i zerwałem poprzedni związek (po kilku spotkaniach z nią i wyrażeniu obopólnego zdania iż to miłość od pierwszego wejrzenia” i że będziemy tugeder forewer)
    ( wiem, że stąd wynika Oli strach przed tym, ze skoro raz mogłem tak zrobić to mogę zrobić to jeszcze raz, oraz strach przed tym, ze może się to stać u mnie w pracy gdzie ciągle mam kontakt niemal intymny często z młodymi pięknymi kobietami, często są u mnie nago itp… Wszak ona była moją klientką, a po kilku miesiącach była już moją żoną)

    Moja przeszłość w związkach
    – Byłem w dwóch poważnych związkach. Pierwszy- zaczęty jeszcze za małolata popsułem ciągłymi zdradami, które wciągnęły mnie jak nałóg i ciągnęły się latami ( przyznam, ze jak już raz zacząłem to nie umiałem się powstrzymać. Drugi ( mimo iż był to stały związek partnersko seksualny z dwoma bliźniaczkami) skończył się przez brak ogarnięcia życiowego tych dziewcząt oraz ich zupełne nieprzygotowanie do życia. Poza tym muszę przyznać skoro już piszę szczerze ( bo chcę być dobrze zrozumiany) nie jestem kulawy i ma mowa nie byle jaka, a przy okazji robię wiele ciekawych rzeczy i szlifuję swoje talenty to przez 10 lat życia w których uprawiam sex, przez moje łóżko przewinęło się ok 200 kobiet – nie chwalę się bo i tak to przecież anonimowe, ale to ważne ponieważ powiedziałem o tym na samym początku znajomości swojej jak się miało okazać potem żonie. Widziałem do czego potrafi sprowadzić kłamstwo, więc chciałem mieć z nią naprawdę czyste relacje ryzykując iż może tego nie zaakceptować. Widzę jednak, ze prawda, która miała mnie wyzwolić do dziś sprawia w Niej ciągle mimo moich najszczerszych zapewnień wrażenie i poczucie, że jest którąś tam z kolei. Nie chciałem nigdy robić problemów z jakichś opowieści, w których przewijały się jakieś moje poprzednie partnerki, ponieważ rozumiałem, że to już przeszłość, która nic dla mnie nie znaczy, Jest to naturalna sprawa, że i ja i ona mieliśmy wielu partnerów.
    Zawsze też wiedziała, że może zadać jakiekolwiek pytania względem tego i otrzyma prawdziwe odpowiedzi.

    Ona natomiast w związkach:
    Mówiła o sobie i jawiła się jako niemal równie rozwiązła jak ja. O poważnych związkach opowiadała z jednym mężczyzną, który jednak później ją bił, gdy zaszła z nim w ciążę ( poroniła) oraz o wielu przygodnych stosunkach które jak opisywała były zaspokojeniem potrzeby akceptacji. Wspomninała mi też iż 3 razy była w sytuacji gdzie poczuła się gwałcona.

    Poznaliśmy się w lutym 2013 roku.
    Na początku jak to zazwyczaj było wszystko idealnie, wprowadziłem się do niej niemal od razu. Istna sielanka itp. itd. Ja skupiałem się na pracy, ona natomiast siedziała w domu ponieważ wzięła dziekankę na studiach z powodu jak to określiła „stresu ze strony jej grupy”. Nie reagowała na prośby swoich rodziców i moich aby próbowała kontynuować naukę zamiast brać bez sensu urlop. Nie chcieliśmy się bronić przed dzieckiem więc bardzo szybko zaszła w ciążę.
    Wtedy zaczęły się pewne zgrzyty. Wiadomo hormony, plus to, że z bardzo aktywnej dziewczyny stała się nagle kimś kto przesiedział niemal całe dnie w domu. Pojawił się zgrzyt, który wyglądał tak, że ja po pracy wreszcie wracałem DO domu, a ona mówiła, że wreszcie to jest jak się Z domu wychodzi.

    Tutaj zaczynają się rzeczy, za które pokutuję do dziś…
    Ona zmieniła się w mgnieniu oka, zaraz po zajściu w ciążę pojawiły się humory itp. itd. to nie było jednak wielkim problemem

    Niedługo potem się oświadczyłem i w lipcu się pobraliśmy.

    Jej humory narastały do tego, ze gdy w drodze pociągowej do Pragi wyszedłem 1 raz na papierosa ( których skoro ona nie mogła palić to zabraniała i mi… tak jak wszelakich prawie używek) to po kilkugodzinnej kłótni spędziłem noc paląc fajki z jakimś konduktorem bo zamknęła naszą kuszetkę.

    Po powrocie z Pragi z podróży poślubnej było tylko gorzej . Konflikty rosły, żadno nie chciało odpuścić, u mnie pojawił się alkohol, zaczęły się awantury. WYdarzyło się kilka głupot, które potem jak zauważyłem były w zasadzie prowokowane, a ja dałem się złapać na te prowokacje i reagowałem agresywnie ( nigdy jej nie uderzyłem ani nic takiego). Zauważyłem, że powstały pewne nierówności podczas tego czasu.

    Np. gdy rozbiłem jej telefon o podłogę bo chciała dzwonić na policję bo złapałem ją za plecak gdy jak wróciłem po pracy do domu to ona stała spakowana i powiedziała, ze jedzie do domu ( jakieś 450 km) w środku nocy sama w ciąży a ja chciałem ją zatrzymać, to zaraz była afera rodzina gdzie ja jestem bandytą ( a dodam, że wiem, ze specjalnie stała z tym plecakiem pod drzwiami jak wszedłem, bo przecież mogła po prostu wyjść jakby jej intencją był wyjazd a nie nastraszenie mnie ) a ona ofiarą.
    Natomiast gdy ona wyrzuciła mój telefon gdy powiedziałem jej, ze nagrywam jej zachowanie, żeby w końcu jej i moi rodzice zobaczyli co tu się naprawdę dzieje i kto prowokuje kłótnie to zmusiłą mnie ( wmawiając że to moja wina itp. i ze ona jest w ciązy i w ogóle) do tego, żeby powiedzieć, ze po prostu wypadł mi gdzieś i się popsuł.
    Mój telefon był narzędziem pracy, który dawał pieniądze i mi i jej , natomiast jej był gadżetem do wstawiania fotek do neta… I wiecie co zrobiła ? Okłamała mnie, że jej matka odkupiła jej telefon, a tak na prawdę zabrała mi z konta 1000 ( TYSIĄC) złotych i kupiła sobie go sama, a rodzicom powiedziała, ze kupiłem go jej ja w ramach kajania się. Ja poczekałem z jakimś starym złomem do czasu gdy skończyła mi się umowa, ponieważ, nie uważam, ze nasz domowy budżet wytrzyma takie wydatki ( szczególnie, zę przecież spodziewaliśmy się dziecka)

    (jak potem zapytałem się jej matki czy to jest fair, czy głupie, że w akcie zemsty rozwaliła mi coś mojego, to powiedziała, że jak najbardziej – jakby nie rozumiała, ze to i tak i tak NASZE pieniądze) ale mniejsza

    Niemal zawsze było tak, że gdy tylko miała gorszy humor ( choć starałem się dogadzać jej jak mogłem- śniadania do łóżka, kwiaty, jakieś restauracje itp, ) to zaraz wszystko co robiłem było złe.
    nagle zaczynało jej śmierdzieć jak paliłem papierosy na balkonie a ona była w zupełnie innym pokoju, nagle jak wracałem z pracy to śmierdziały mi buty i takie tam pierdoły, które gdy źle odpowiedziałem ( czyli nie podporządkowałem się pod to co mi s u g e r u j e) stawały się przyczyniem do dyskusji podniesionym głosem, a potem do wiru słów, w których ona nie ustępowała mi do pewnego momentu gdy zaczynała nagle płakać. GDy natomiast ja widziałem, że płacze to starałem się ją uspokoić i wyjaśnić czemu to się działo w ogóle. Zazwyczaj wtedy ona z roli defensywnej przechodziła do agresywnej i tak słyszałem, ze to moa wina wszystko.
    Wiedząc, że jest w ciąży i starając się jakkolwiek odjąć jej stresów po takich jazdach brałem zawsze wszystko na siebie i potem kilka dni musiałem przepraszać ( a w praktyce wydawać durnowato kupę kasy) i słuchać jaki to jestem zły. Po którejś takiej awanturze kazała mi iść do psychologa. Zarówno przed panią psycholog, jak i we wcześniejszej rozmowie z jej i moimi rodziacami przedstawiła wszelakie tego typu rzeczy jako inicjowane przezemnie, za co już moi teściowie jak i rodzice uznali, że to ja jestem zły ( w zasadzie mnie też w pewien sposób zmanipulowała bo sam tak uważałem) . W chwilach jednak gdy byliśmy sami przyznawała jednak że niewspółmiernie reguje na dane bodźce i to nie tylko moja wina ( to jednak nie dotarało do niczyich rodziców)

    Wizyty u psychologa pozwoliły mi spostrzec, że faktycznie to jest jakaś prowokacja, bo ja gdzieś zatraciłem umiejętność chłodnej kalkulacji i zbyt szybko daję się wciągnąć w krzyki. Rzuciłęm wódę, rzuciłem agresję i krzyki starałem się każdą jej złość przegadać spokojnie, wyjaśnić , zę nie ma się o co złościć itp.
    Trochę pomogło, ale rzeczy które były wcześniej i dotarły do jej rodziców sprawiły, ze kiedyś gdy odebrałem tel od teściowej poinformowała mnie, ze zgłosili mnie na niebieską linię jako agresora…
    I dała mi do zrozumienia, ze w sumie to wystarczy jeden telefon i będę miał problemy…
    To akurat mnie nie przeraziło jakoś, ale zauważyłem, ze to kolejny oprócz mojego ciągle powiększanego poczucia winy i chęci zadośćuczynienia za krzyki bat na mnie. Poczucie winy moja żona pompowała i pompuje mi ciągle wypominając poszczególne moje błędy i to jak bardzo ją skrzywdziłem itd.

    Dosyć szybko odizolowała mnie od znajomych, później od rodziny ( która w zasadzie liczy oprócz mnie tylko ok 6 osób więc mam z nimi bardzo silne więzi), mówiąc, ze nie życzy sobie wtrącania np. mojej mamy w nieswoje sprawy.
    Ustaliliśmy ( tzn ona w sumie a ja się podporządkowałem ) kontakty telefoniczne z rodzicami na 1 tel w tygodniu. Ona gada z matką codziennie, ale gdy ja ostatnio dzwoniłem do mamy w poważnej sprawie, to oczywiście dostałem za to kazanie, krzyk itp…
    Wyrzucanie pościeli z łóżka, niszczenie moich przedmiotów itp itd. były częste już nawet przy zwykłych kłótniach. Wszystko musiało być tak jak ona chce albo wcale…

    Nastawał czas rozwiązania.
    Moja żona plus jej rodzina zadecydowali, zę poród odbędzie się cesarskim cięciem ( znajomości a co) pomimo braku przeciwwskazań do normalnego porodu. ( aha, nie mogła rodzić w mieście w którym mieszkamy tylko trzeba było jechać 450 km bo tutaj to „syf i malaria”, bo tylko to co ich się liczy i jest dobre, reszta to hołota, ale mniejsza)
    Niezbyt ufam ludziom, którzy kroją zdrowe ciało, więc błagałem ją żeby tego nie robiła i urodziła naturalnie. I ja i moja rodzina. Oczywiście nie posłuchała.
    W szpitalu zakazili ją jakąś chorobą i w efekcie przeleżała z małą w szpitalu ponad miesiąc.
    – oczywiście gdy wspominiałem potem, ze jednak to była zła decyzja to naraziłem się tylko na agresję.
    -gdy okazało się, ze musi mieć drugą operację przez to to też jak chciałem po prostu roznieść ten szpital w drobny mak za takie coś to zostałem zganiony, ze to nie wypada bo miejsce w szpitalu załatwił znajomy lekarz i wspólnie z rodzicami w zasadzie kazali mi niemal cieszyć się, za taki rozwój wypadków.

    Moje życie wtedy wyglądało tak, że od poniedziałku do soboty robota, a w domu rysowanie projektów, plus szykowanie mieszkania na przyjazd żony i dziecka, potem w niedzielę o 5:15 pociąg, tam przyjazd, zajmowanie się dzieckiem i słuchanie rad a raczej wytycznych jak powinienem to robić…
    niedziela tak samo, poniedziałek 6:15 pociąg, 10:55 przyjazd, taxa i robota.

    Tak spędziłem około 2 miesięcy.
    Potem mi powiedziała, mi, że nie przyjeżdżałem…
    potem przemieszkałem z nią w szpitalu prawie tydzień, potem spędziłem z nią święta w tej sali we troje , a ona powiedziała mi, ze inni tatusiowie to przychodzą do innych mam i przynoszą im kwiaty i siedząc całymi dniami.
    Rozpacz zaczynała mnie ogarniać, bo już naprawdę nie wiedziałem co mam robić, żeby ją zadowolić.

    Aha… to jest też istotne. Mamy obydwoje podobne preferencje seksualne. Są to tematy które odpadały nam ze względu na ciążę. Tutaj popełniłem swój największy błąd, bo to już chyba będzie nie do przeskoczenia.

    Oboje wiedzieliśmy, ze w ciąży pewnych rzeczy nie można robić, ale obydwoje wspieraliśmy się w oczekiwaniu gdzie wszystko będzie okay i bez problemu będziemy mogli rozwijać nasze fascynacje. Wyrażała bardzo wielką chęć ku temu i tym jeszcze bardziej rozpalała moje rządze. Jednak czas mijał. Dziecko się urodziło, potem rekonwalescencja, potem rekonwalescencja po drugiej operacji itp itd. Ja nie naciskałem nic a nic, ale moje fascynacje podjudzane przez moją żonę gotowały się we mnie.
    Wtedy bardzo się zagubiłem i przy pomocy jakiegoś portalu internetowego pisałem z przypadkowymi kobietami o tematach seksualnych. Z mojej strony wyglądało to tak, że wybierałem laski z drugiego końca polski, żeby mnie na pewno nie skusiło, żeby się z nimi spotkać i zaspokajałęm swoją pewną potrzebę komunikacji na dane tematy ( bo moja żona zawsze już potem jak chciałem aktualizować to wszystko na co jak myślałem oboje czekaliśmy, to zawsze znajdowała coś sprytnego, żby się wymigać i nawet nie pogadać. Oczywiście gdy przeglądając mi maila zauważyła te rozmowy no i zaczął się gnój….
    Co prawda jesteśmy razem itp. Ale wiadomo, zę ona nie ma do mnie zaufania w tej kwestii. Staram się zrobić naprawdę wszystko żeby to naprawić, żeby pokazać jej że w moim życiu jest tylko ona i wiecie co ? Zauważyłem, że dla niej to nie było nic złego. To była szansa do manipulacji, którą ona wykorzystuje gdy tylko może.

    każda kłótnia kończy się „to idź sobie do tych kurew”
    Robi odnośniki do tego wydarzenia przy tak wielu okazjach, ze stało się to już dla mnie śmieszne, chociaż do niedawna, po prostu przymykałem usta i uznawałem rozmowę za zakończoną ponieważ na to nie miałem argumentu.
    Do dziś nie potrafię powiedzieć czemu pisałem do tych kobiet.

    Teraz moja żona bardzo sprawnie izoluje mnie niemal od każdego. Każdy mój komunikator i telefon jest na ciągłym ( i bezczelnym przedemną )przeglądaniu, dostaję reprymendy gdy tylko napiszę jakiekolwiek zdanie nie tak do jakiejkolwiek dziewczyny, czy to znajomej czy klientki ( które piszą do mnie tak samo jak klienci).

    Ja widzę jednak, że jej zachowanie już od dawna ( wydaje mi się, że od momentu kiedy ja przestałem chlać i się drzeć jak się zezłościłem poważnie) nastawione na aktywności, które są wymienione w tym artykule.

    np.
    – moja praca jest niczym, pieniądze z niej bierze, ale ciągle jej nie pasuje, że mam kontakt z ciałem,
    -Gdy z niej wracam nie jestem przecież zmęczony, bo przy takiej pracy nie da się zmęczyć
    – Wtrąca się w wewnętrzne sprawy mojej firmy – stosuje jakieś szantaże na mnie za to, ze szef przyjął akurat do mojego studia stażystkę
    – wszystko co powiem, to i tak jest albo wyśmiane albo olane .
    – jakiego bym nie użył argumentu, że zależy mi na zgodzie i jak ona zaczyna krzyczeć z błachego powodu to ona i tak zawsze przebija go wspomnieniami o tym jak bardzo ją skrzywdziłem i ze to ja jestem całą i jedyną przyczyną tego jej zachowania.
    – gdy wytykam jej błędy mówi mi, ze to nie prawda, albo ze nie pamięta, albo ze była pijana albo coś. nigdy nie jest winna. zawsze ja.

    Za każde przewinienia ja oczywiście muszę pokutować ( co objawia się w wydawaniu kasy ) A ona to spoko, bo ona ma przecież syndrom po porodowy czy tam inną fałszywą zasłonkę, którą wykorzystuje, żeby mnie zmanipulować, a potem przejść do ataku.
    Gdy wytykam jej błędy logiczne w jej myśleniu krzyczy, żebym nie robił sobie na niej analizy psychologicznej.

    nic nie da sobie powiedzieć, wszystko interpretuje po swojemu ( niemal zawsze negatywnie) gdu mówię jej że łądnie wygląda smuci się, ze tylko ładnie, gdy mówię, że kocham ją najbardziej na świecie to smuci się, ze ją najbardziej ale na pewno nie tylko ją i pewnie ją zostawię dla jakiejś innej klientki.

    Ale … mówi mi, że mnie kocha i jak jestem ważny jakieś 15 razy dziennie. Ostatnio gdy jej powiedziałem, ze nie musi mi tego tak często mówić, a ja odpowiadać, bo to ja to wiem i to widzę i też staram się jej pokazywać jak bardzo ją kocham to od razu agresja że wcale mi na niej nie zależy …

    Podziały obowiązków ( oczywiście ustawione przez nią) są też super. Ona jest pedantką więc zajmuje się po prostu ustawianiem wszystkiego ( nawet gdy ja chcę mieć na swoim biurku tak jak wolę ja a nie ona). Wynajęta za grube hajsy niania ( do której już muszą się dorzucać jej rodzice bo ja po prostu nie wyrobię) sprząta resztę mieszkania, no a ja myję kibel, robię jedzenie itp.

    Niczego jej nie chcę zabronić, bo gdzieś jednak we mnie żyje to uczcucie, ze to wszystko moja wina. Jednak gdy pewne sprawy wychodzą ponad to i muszę z nią porozmawiać bezuczuciowo to też zazwyczaj kończy się nie miło. Gdy ostatnio powiedziałem żonie ( oczywiście musze ważyć słowa na maksa) że jak jej nie było to za pensję zapłaciłem czynsz, przeżyłem miesiąc i odłożyłem z półtora tysiąca do konta ( z którego ten tysiąc zniknął) A jak wróciła z córeczką ( koszty na córkę zerowe bo wszystko dostarczają nam rodzice ) to przez 2 miesiące wydaliśmy ponad 10 tysięcy… Jakbym powiedział, ze ona wywala kasę to byłaby moja mogiła, Przez 9 miesięcy znajomości z nią straciłem całe swoje oszczędności. Sushi na śniadanie, jak szyneczka to tylko parmeńska, jak browary w knajpach to tylko ginesy,jak transport po mieście to tylko taksówka, jak telefon to oczywiście Iphone i to nie 4 tylko 5 . Bo jest . Luźno, nie mam nic przeciwko wydawaniu pieniędzy, ale jak się je ma, a nie jak wydaje się ostatnie pieniądze które były na czynsz na ubrania….

    aha mojej żonie widzę czasem, ze pasuje, jak jej matka lekarz upomina mnie w sprawach dziecka, a jej ojciec były wojskowy myśli, że jestem jego podkomendnym- niestety przekonał się że tak nie jest. Jednak jak daję do zrozumienia, ze nie będą mnie uczyć żyć, to nagle jestem obracany w kogoś bardzo złego, a oni tylko chcieli mi pomóc…

    Zaczął panować taki system , że pieniądze z mojej pensji są nasze i na czynsz a te pieniądze, które dostaje ona na rodziców to są dla niani i dla niej. Proszę ją żeby nieco oszczędzała bo nie mam sezonu w pracy i na koncie zostało nam ze 3 tysiące zł wszystkich oszczędności ( które mieliśmy odłożone na samochód) a ona otrzymawszy pewną 1500 zł od swojej matki wydaje wszystko na ciuchy… ( dostaje też odemnie 200 zł, bo powoduje mną chęć tego, żeby miała i coś ode mnie. Co mam to jej dam. Ja nie potrzebuję za bardzo pieniędzy. Ubieram się w stare ubrania, w tshirty z ciucha, jem normalnie, używam mydła w kostce i zwykłych kosmetyków. Staram się oszczędzać chociaż dla swojej córki, choć jak dalej tak pójdzie to i te pieniądze będę musiał gdzies wydać.
    Tutaj sytuaca jest nieco paradoksalna, bo moja żona chce się odłączyć finansowo od swoich rodziców, ale wydaje te pieniądze tak szybko ( pomimo, ze używam tego jako argumentu, ze to oddala tą niezależność), że teraz jest od nich uzależniona ona i częściowo ja.
    Aha… bo większość kasy idzie mi na czynsz bo trzeba było oczywiście wynająć mieszkanie w lokalizacji takiej, ze kosztuje bezsensownie dużo. W imię tego, że „przecież będę karmiła tylko piersią więc musze mieć blisko do szkoły” i mieszkam w tym mieszkaniu i płacę furę kasy już z 9 miesięcy ( z czego dziecko urodziło mi się w grudniu dopiero ) i wiecie co ? nie karmi piersią. A wiecie czemu ? bo lubi jeść to na co ma ochotę, plubiła p]zpowrotem papierosy itp.

    Nie wiem co mam robić. Dziś piszę to bo moja próba porozmawania na temat tego, że skoro i ja chcę żeby ona mi ufała i ona jak deklaruje też tego chce to powinniśmy szukać sposobów, żeby tak się stało, bo ciągłe kupowanie za to prezentów i czekanie aż czas sam zaleczy rany jest bez sensu i nielogiczne i stawia nas w coraz gorszej sytuacji to wyrzuciła mi poduszkę z łóżka na korytarz.
    … Aha i napisała, ze nie jest już zainteresowana seksem ze mną tak jak ja ( kiedyś było że my ) lubię

    a następnie jak była moja kolej (od 2 do 10 rano, bo ona ma szkołę, a ja w pracy to nie muszę być przecież wyspany)
    wyłączyła nadajnik elektronicznej niani i powiedziała, ze mam czekać pod drzwiami jak pies… Tym mnie już po prostu autentycznie wkurwiła ale agresja w moim życiu względem niej wyparowała całkowicie i nie potrafię już zareagować tak jak kiedyś ( jak mi się wydaje z dzisiejszej perspektywy ), tak jak powinienem

    i powiem, że smutek, żal do samego siebie za to co zrobiłem, ale też i niemoc, desperacja jakaś i w ogóle same chujowe uczucia towarzyszą mi każdego dnia. Wiem, ze każda nawet najwspanialsza chwila z moją żoną może zamienić się w piekło ( nieważne czy sami jesteśmy, czy przy ludiach czy przy klientach u mnie w pracy) na ziemi. I jej humor spada bez zadnych bodźców , od tak, bo sobie coś pomyślała, skojarzyła. I całodniowe wyjazdy nagle są nic nie warte. Niespodzianki nie są fajne.

    Ale cóż..czy chcę żyć w ciągłym napięciu? Jakią cenę za to płacę? Co miałabym w zamian? Co mogłabym stracić? Taki rachunek sumienia przydaje się dla jasności umysłu. Kiedy wiemy, czym ryzykujemy a co możemy osiągnąć, wszelkie decyzje przychodzą łatwiej

    nie chcę tak żyć….
    Zapłąciłem poświęcając nieraz godność, relace z ludźmi i rodziną, pewne stany psychiczne, jakaś sieczka z mózgu już w sumie
    Ale co mogę zrobić, jak się postawię za mocno to po prostu się ze mną rozwiedzie i zabierze mi dziecko, bo przecież nikt nie odda dziecka chłopaczynie co zawodowo robi tatuaże i sam jest cały podziabany. Zawsze dostanie je matka lekarz z rodziny lekarskiej.

    Nie wiem co mam robić…
    czuje się strasznie zniewolony i wydaje mi się, ze miłość do mojej żony odbiera mi szczęście 🙁

    przepraszam, zę może nieco chaotycznie, ale zacząłem to pisać przed 2 w nocy, a w międzyczasie miałem karmienie 😉

    • Ktoś napisał(a):

      Aha.. Dodam, że ja to nie jestem jakiś dres czy bandzior, bo tak się może wielu mylnie kojarzyć tatuator, pracuję w profesjonalnym studiu z super renomą, jestem magistrem filozofii, gdzie zajmowałem się grancami i wolności i tolerancji a także sytuacjami paradoksalnymi między ludzmi, oraz właśnie dominacją i uległością zarówno seksualną jak i życiową. Mam 26 lat i codziennie wstaję z myślą, że mam wspaniałą pracę, którą kocham, a ponieważ spędziłem bardzo wiele czasu na ćwiczenia i jestem dobry dostaję za nią uważam bardzo dobre pieniądze. Jestem inteligentnym człowiekiem, który ma bardzo wielu znajomych, poważanie w swoim otoczeniu oraz nienaganną opinię.
      Zazwyczaj dominowałem każdą kobietę w moim życiu i ogólnie jestem typem lidera i przodownika w niemal każdej grupie w której się znajdę, umiejętnośc obserwacji i wyciągania wniosków pozwala mi na osiąganie swoich celów i wykorzystuję to zawsze jeżeli to nikomu nie szkodzi.
      Gdy jednak poznałem swoją żonę stwierdziłem, że czas na miłość dojrzałą i gdy zrozumiałem, że znalazłem kobietę swojego życia postanowiłem odpuścić pewnego rodzaju przodowanie w różnych rzeczach, zacząłem się pytać zamiast po prostu robić nawet jak wiedziałem, ze zrobię po swojemu.

      Myślę, że to był błąd. Moja żona zdaje się to wykorzystywać i gdy zobaczyła, ze powiedzmy zmiękłem dla niej weszła mi na głowę i tak została wykorzystując moje kolejne błędy z których każdy napędza kolejny bo jestem coraz bardziej rozchwiany emocjonalnie, niespokojny, arogancki wobec ludzi, rodziny ( bo moja żona obecnie nie toleruje mojej mamy więc w zasadzie mam zakaz z nia kontaktu). Mojemu dziadkowi, który był dla mnie jak ojciec zawsze pokazałem wnuczkę po 3 miesiącach jej życia. Po 2 miesiącach mieszkania 15 km od niego. Jest mi na maksa wstyd, ze tak się zachowałem względem mojej rodziny, która dała mi wszystko, ale chciałem być w porządku wobec teraz najbliższej mi kobiety.
      GDy mówię mojej żonie, że moja mama nie ma oprócz mnie nikogo i poświęciła swoje życie, żeby mnie wychować na godnego człowieka i że dla mnie jest zajebistym chujostwem opuszczenie jej w ten sposób i jest to złe i nieetyczne to dostaję wykład na temat tego, ze żona jest ważna i najwązniejsza… a matka musi się pogodzić z tym. Wszystko chłodno, bez uczuć. Gdy jest na coś zła albo coś w tym stylu jest bezwzględna. Moje błędy pamięta zawsze, swoje zapomina lub się wypiera.
      Nie potrafi przyznać racji w niczym… Ostatnio nawet kłuciła się ze mną mówiąc mi, ze gwiazdy świecą światłem odbitym a nie płoną i nawet gdy jej to udowodniłem to nie potrafiła przyznać, że się myliła… 🙁
      A najgorsze jest chyba to, że te wszelakie humory, w których nagle wszystko co robię jest złe i wszystko ją smuci itp nadchodzą zawsze niespodziewanie. Często jak jest naprawdę super czas.

      ehhh.. im więcej piszę tym więcej różych sytuacji mi się przypomina.

      Zawsze gdy chcę spotkać się z kolegami, tymi najbliższymi przyjaciółmi to akurat w tym momencie coś jej musi wypaść. Godziny jej zajęc są jak sama mówi nienormowane, nie znam jej znajomych, nie przyprowadza ich, nie zabiera mnie do nich za bardzo, znam tylko garstkę… Daje mi do zrozumienia, ze powinienem się bardziej starać bo wszędzie ją podrywają itp. Ale ja już w sumie to nawet nie dbam o to, jakoś już nawet nie potrafię być zazdrosny, chyba przestało mi zależeć… Teraz myśle tylko, żeby jakotako wykonać swoją pracę, przynieść jakieś pieniądze do domu, ugotować coś do jedzenia i spędzić wieczór tak jak moja żona tego zechce. Czyli telewizor. Bo gitara za głośna, bo jak rysuję projekty to jej się nudzi, bo jak chcę pograć nakomputerze to zaczyna źle się czuć, bo jak ona idzie spać w pół filmu a ja chciałbym dooglądać to nagle, ze mnie nie podnieca i ze jest brzydka … ZUpełnie czasami jej argumenty są z palca wyssane, nie pasujące do sytuacji. Nie wiem czasmi jak odpowiadać, a i ta i tak jak zbyt dobrze prowadzę rozmowę i rozważnie użwam słów to ona i tak zapchnięta w kozi róg posługuje się moimi błędami i przypomina wszystko co zrobiłem, a potem ma pretensje, ze musiała sobie to przypominać. Nawet gdy rozmowa, czy dyskusja były na iny temat.

      podnosi głos na niemal każdą radę, gdy jest u mnie w pracy i widzi jak tatuuję jakąś ładną dziewczynę niedajboże gdzieś przy majtkach to widze jak się trzęsie i zabija wzrokiem, a potem jak klientka wychodzi to słyszę od niej że to jakaś kurwa była itp itd…

      mógłbym tak pisać i pisać…
      np. ostatnio szliśmy do domu i powiedziałem, ze mam ochotę na szampana to zaczęła się kłotnia z jej strony, ze jestem na pewno alkoholikiem i ze chlejemy codziennie jak tylko małej nie ma i że w ogóle się stoczę itd… ( a ja w sumie nie piję, bo nie mogą mi się z racji pracy telepać łapy nigdy, no i przecież mam dziecko w domu niemal codziennie) ale gdy doszliśmy do domu to pod sklepem zapytała : chcesz winko ? bo ja idę sobie kupic…
      Etyka Kalego funkcjonuje w naszym domu non stop. Jeżeli coś jej pasuje to jest spoko, jeżeli nie to jest to złe. Nawet gdy chodzi czasami o takie same rzeczy tylko w różnym czasie czy różnej sytuacji.

      Aha… i jak niedajboże wspomnę, ze będąc na 6 roku studiów lekarskich a mająć do zaliczenia jeszcze rok stażu i 5 lat specjalizacji, nie jest JESZCZE lekarzem i jak jest chora to niech idzie do specjalisty to zaraz jest Sajgon, bo nie doceniam jej wiedzy i jestem okropny i nie kocham jej i nie dbam o jej naukę itp.

      No… to takie tam.
      Aż kusi mnie żeby powiedzieć, że wiem, że to moja wina, ale coś mi się coraz bardziej wydaje, ze nie koniecznie.
      trochę się boję, ze kiedyś nie wytrzymam i albo ją uderzę, albo pojadę sobie na dziwki albo cos takiego, a nigdy bym tego nie chciał bo potem faktycznie sam bym sobie tego nie wybaczył.
      Miałem już kilka myśli samobójczych, siedziałem z telefonem i wyciśniętym numerem jakiejś linii pomocy, ale w sumie było mi głupio powiedzieć, ze chyba jestem ofiarą ( tak jak przeczytałem w internecie) cichej przemocy rodzinnej czy tam domowej, a potem pomyślałem o córce i mi przechodziło jakoś.

      Aha… no i jeszcze jedna kwestia.
      Moja żona postanowiła, ze jak skońćzy staż to wyjeżdżamy z Polski… To postanowione jakby już dla niej i jak mówie, ze niekoniecznie to Sajgon.
      Za rok każe nam się przenieść do swojego rodzinnego miasta, próbuje mnie wkręcić w jakiś interes, zebym pracował dla jej ojca i żebym jeszcze dodatkowo założył sobie swoje własne studio gdzieś w lokalu mojego teścia. Ale tego nie zdzierżę, bo już po prostu nie pozwolę się uzależnić od swojego teścia.

      a… a jak powiedziałem, ze nieco za dużo kasy wydajemy i nie mamy już oszczędności prawie to kazała mi jeździć na taksówce, ale najpierw kupic nowy samochód, bo ten co mamy nie jest 5 drzwiowy…
      a potem po prostu zadzwoniłą po kasę do swojej mamy… Uzależnia się finansowo całyczas i sama tego nie widzi bo nie chce zobaczyć… Stawia finanse ponad niezależność… Nie rzumiem

      a na koniec podam myśl, która zaczyna mi się kłębić od pewnego czasu w głowie, ale pewnie to przekreśli sens mojej wypowiedzi bo kobiety pewnie mnie nieźle zjadą za to, ale cóż- ma być szczerze.
      moja żona w poprzednich związkach była dominowana, upadlana, kontrolowana, upokarzana itp itd. Ja natomiast staram się dać jej wszystko co mam, staram się, żeby ze mną czuła się wolna i swobodna.
      Myślę teraz że to mógł być błąd, bo może ona właśnie gdzieś podświadomie szuka takiej kontroli, bo gdy jej nie ma to wtedy właśnie się gubi i nie umie kontrolować zarówno emocji, słów jak i czynów.

      no… ale może to po prstu moja wina.

      jakies opinie ?

      • Ktoś napisał(a):

        aha. jeszcze jedna kwestia.
        Zauważyłem, ze ta sytuacja wpływa na mnie również fizycznie… Od ślubu schudłem jakieś 15 kilo, jem niemal codzień jeden posiłek dziennie, czasem nic, jak ona nie ma ochoty ze mną zjeść, nie mam apetytu, jem z nią dla towarzystwa bo to sprawia mi radość
        opuściłem się w pracy, nie zależy mi już tak bardzo, żeby być dobrym,
        W nocy niemal codziennie budzę się zalany potami, targany koszmarami.

        Aha.. jakiekolwiek moje / nasze plany mogą być zmienione dowolnie bez informowania mnie o tym a potem jeszcze jest zazwyczaj pretensja, że nie wiedziałem o nowym planie, który wymyśliła moja żona i zachowałą go dla siebie…

        Aha… Ola ma nerwicę natręctw. Na bank. Sprawdza czy nastawiła budzik ok 5 razy przed spaniem, choć zawsze nastawia 3 budziki co minutę zawsze.
        zawsze sprawdza skrzynkę mailową i kasuje wszystko bo jakikolwiek nieporządek nie ma prawa miejsca. ciągle liczy, segreguje itp.
        jak nie dociągnę firanki żeby byłą 100% prosto, to opierdol, nie odłożę czegoś na miejsce, opierdol, nie opuszczę klapy w sedesie, opierdol, nie umyję rąk po papierosie jak idę do dziecka, ( mimo, że ona też tak robi choć się w żywe oczy wypiera) Opierdol. Za wszstko

        ale mimo wszystko nie ma dla mnie piękniejszego widoku niż jej uśmiech. Chciałbym, żeby pozostawał na jej buzi zawsze . Ale ona ciągle mi wypomina moje błędy i to jak ją unieszczęśliwiłem i robi z siebie czasami przesadnie ofiarę, bo czasami nawet moje bardzo błache rzeczy powodują jej wielką krzywdę ( przykład : powiedziałem klientce robiąc jej kolczyk w nosie, ze ma nieco krzywą przegrodę, ale niech się nie martwi bo to czeste bardzo i że moja żona też tak ma. Na co Ola wstała, ubrała się, zaczęła coś wymachwać rękoma i mówić, ze jak jest brzyda to niech sobie wracam do kurew jakichś itp… i ciągle mi wmawia, ze ja chcę wrócić do poprzedniego życia sprzed niej i sprzed dziecka…

        staram się jej pokazać że musimy obrać cele i dobrą metodykę życia, ale to mało ważne dla niej.
        bo to moja rada.

        ktoś jakoś pomozę? może podpowie co mam robic bo kończą misię pomysły. i chęci

        (przepraszam teraz karmię dzieciątko)
        haha
        właśnie usłyszałem takie słowa
        – słyszałam że nie spałeś całą noc! Ciekawe co ćpałeś …
        a następnie
        – Słyszałam jak klepiesz, pewnie oglądałeś porno albo gadałeś z jakimiś dupami. Eh…
        prawde mówiąć pisałem tutaj i czytałem artykuły na temat konfliktów, psychologii, oraz ratowania związków po zdradzie ( Ola rozpatruje moje dialogi w necie z w sumie anonimowymi laskami jako zdradę. Ja teraz też zaczynam tak stwierdzać, nie wiem czy dobrze)

        aha.. ciężko uniknąć kłótni nawet jak staram się mówić łagodnie, bo Ola często czepia się jednego słowa w zdaniu i zaczyna temat o tym słowie i co miałem na myśli zupełnie odrzucając sens zdania.

        Aha no i w sumie to nie wiem, nie mam pojęcia jak to traktować. Faktycznie narobiłem dużo złego i może to faktycznie zasłużona kara… Ale jak czytam takie teksty jak ten tutaj to dochodze do wniosku, ze może nie koniecznie i to nie ja jestem tutaj winy całemu złu wszechświata.

        Czuję że poprzez to, że ciągle musze za coś pokutować muszę być nie do końca szczery, bo nie mogę wypowiadać swoich opinii i zdania w wielu tematach bo gdybym to zrobił to spowodowałbym od razu wzrost agresji i wpadanie Oli w jakieś dziwne humory i samonakręcanie się co niechybni prowadzi do kłótni.

        Obecnie czuję się wielce życiowo przegrany, gdyż jak wspominałem studiowałem filozofię, a tam wydawało mi się, że poszedłem po to, żebym odpowiedział sobie na pytanie „JAK ŻYĆ?” Przez 5 lat pznawałem różne nurty, poglądy itp, później sam wybierałem te jak myślałem najlepsze, a to wszystko złamało we mnie coś co było dla mnie jak religia. Postanowienie żyć wobec własnej filozofii..

        • megan napisał(a):

          Podejrzewam u pana zony biopolar disorder to choroba psychiczna z ktora mozna zyc, niestety tylko jesli sie regularnie bierze pigulki. Nie ma na to rady, bez lekarstw sobie nie poradzicie, niestety zniszczy pan sobie zycie, przezylam to samo z moim mezem. nie chcial sie zgodzic na leczenie,rozwiedlismy sie. Zeby nie wiem ile dal jej pan milosci ona nigdy tego nie zrozumie bo jest chora, to koszmar.bardzo mi pana szkoda bo wlasnie takie osoby wynajduja dobrych,troskliwych ludzi Ich niszcza,oczywiscie nie rozumiejac tego…………………….ja uwolnila sie od tego koszmaru ale panu zycze wytrwalosci chociaz wiem z doswiadczenia, ze nie warto……

        • darko napisał(a):

          Witam, U mojej malżonki był dosyć podobny mechanizm.Też izolował mnie od rodziny, u siostry 20 minut i w drogę .. u matki mojej 10 mitu. U jej matki 2 dni. Telefon od mojej = wojna w domu. Ona do swojej dzwoniła co chwila. wojny o byle co. W efekcie byłem w coraz gorszym stanie psychicznym. W pracy coraz to większe błędy aż zostałem zdegradowany. Jak wyjechała by mi dopiec powiedziałem dosyć. Przez miesiąc chodziłem z skurczami żołądka, bolało mnie wszystko. Byłem nerwy, trudno opisać mi ten stan. Wielu rzeczy z mojego małżeństwa nie pamiętam. Przypominają mi czasem znajomi, rodzina o jakiś wpadkach gafach. Sam czasami nie wiem co się działo i jak to wszystko przebiegało. Ale były momenty że nie chciało mi sie wracać do domu a wracałem bo jak bym się spóźnił bym miał na wiele dni przesrane. Sex tylko wtedy gdy ona chciała czyli raz na dwa tygodnie …. nie rozumiem jak ja w takim punkcie się znalazłem.
          Gdy tydzień temu odwiedzałem ją, na początku było miło. potem herbatkę podała a 30 minut potem zaczęła atak słowny razem ze swoją matką. poczułem jak w potrzasku uciekłem cały chodziłem drżałem, twarz aż siwa się stała. powrót do domu to koszmar wszystko pływało. A potem głowa mnie przez dwa dni bolała i nie mogłem się skoncentrować.
          Taką miałem kobietę

        • clyde22 napisał(a):

          Po pierwsze, Nobel za obszerną i składną wypowiedź. Noc jest dobra na zwierzenia. Ja troszkę szybciej, bo z pracy piszę.
          Wiele spraw z Twoich wypowiedzi pasuje do mnie.
          Też szukam pomocy i wsparcia w walce ze słowną agresją. Znam już swojego wroga, więc łatwiej jest wziąć byka za rogi. Lubą ostatnio wprost nazwałem chamem, bo kto kocha (ona nazywa to już teraz przyzwyczajeniem – staż 10 lat w obrączkach), nie używa takich słów w stosunku do partnera, jakie słyszę co dzień. Partnerstwo zamieniła na chamstwo. Mi już zawór bezpieczeństwa wystrzelił i przestaję tulić uszy. Nie będzie jeden księżniczką, a drugi podludziem.
          Temat firanek też u nas jest, i drzwi za mało, bądź za bardzo domknięte, podobnie rozszczelnienie okien. Osiwieć można, gdyby brać wszystko do siebie. Przestaję. Wytrzymać z takim człowiekiem pod jednym dachem, to beczkę soli trzeba zjeść… Z człowieka szalenie otwartego na nowe, przestałem robić cokolwiek, by Pani nie urazić, nie rozzłościć. Ale jestem śmieszny! Z rodziną tak samo – ona rzadko kiedy nie jeździ to swojego domu rodzinnego. Do mnie jeździmy raz w tygodniu i też oby nie za długo siedzieć. Na porządku dziennym jest podważanie wszystkiego i wszystkich. Ze mnie też chce zrobić życiowego nieudacznika. Wiele rzeczy nie umiem, ale z ochotą łapię, co nowe, by wiedzieć więcej i umieć więcej. I patrzę na siebie z dystansem, bo każdy potknąć się może. Otrzepuje się futro i do przodu. Mam takie dwie fajne odskocznie, dla których warto wracać do domu po pracy – roczną córunię i 5-letniego chłopunia. I to dla nich podejmę tą walkę z agresorką, ale nie jej metodami. Gdyby nie dzieciaczki, zostawiłbym cały dorobek żywota i tą panią i poszedłbym w świat ku wolności. Ale jest jeszcze misja dzieciaczkowa do zrobienie. Póki co nie przewiduję dzielenia majątku i dzieci, i rozwodzenia się. Są jeszcze rejony do powalczenia i pracy, by wróciło „my”, a „ja” straciło trochę ze swej ważności.
          Wszystkim z forum życzę wytrwałości, byście się cenili i znali ZAWSZE swoją wartość. Jesteście cennymi ludźmi i nikt nie ma prawa temu zaprzeczać i umniejszać Waszych zasług.

        • Agnie napisał(a):

          Serio, bierz to jak chcesz, ale jest w Twoich słowach troche pogardy i przesady. Wczesniej opierales swoje zycia na seksie i chyba nie nauczyles sie czym jest tradycyjny zwiazek, a kobieta,ktora jest lekarzem bedzie oczekiwac takiego zwiazku, powaznego. Tak to widze.Tzn. zeby nie bylo niejasnosci, z taka kobieta to musisz sie dostosowac do niej jak dzentelnem i ona tylko tego pragnie- co ja rozumiem i mam podobnie, jestescie mlodzi i zwiazalisce sie szybko, wiec nie podawliscie pod rozwage procesu wlasnego dojrzewania. Kobiety beda szukac wiekszej stabilnosci, ze wzgledu na ich nature. Po prostu ona chce byc kobieta w pelni. Czesto kobiety spelnione zawodowo w zyciu uwielbiaja pelnic role matek, uleglych, wybieraja klasyczne uklady. Mnie sie np. powodzi zawodowo i chcialabym byc kura domowa jednoczesnie. Mysle,ze kobieta nie jest zla, mnie moj byly nauczyl czegos- ze w malozenstwo, to nie partnerstwo, tylko kobieta ma prawo byc w nim czasem dzieckiem- traktowana z poblazliwoscia ze wzgledu na jej nature.

    • xxx napisał(a):

      Przeczytałam z uwagą pana historię. Proszę pana, pan musi się rozstać z żoną – nie mówię, że na zawsze, ale może na kilka lat, w przeciwnym razie będzie tylko gorzej. Związek jest patologiczny. Terapia nie pomoże, bo żona nie widzi w sobie problemu, wg niej jest pan jedynym winnym.

    • xxx napisał(a):

      Proszę Pana,
      nie uratuje Pan więzi z dzieckiem zostając w tym związku. Jak dziecko podrośnie, żona nastawi je przeciwko Panu. Boi się Pan utraty dziecka, rozumiem, ale przecież życie dalej będzie trwać i to dziecko, kiedyś do Pana przyjdzie. A poza tym będzie miał Pan prawo do kontaktu z dzieckiem, chociaż na pewno żona to będzie utrudniać. Proszę zadbać o siebie, bo inaczej nie pomoże Pan temu dziecku.

  16. Ktoś napisał(a):

    Jeez.. to jest takie straszne, ale ja mogę o tym pisać niemalże płynnie. Ciągle moje myśli znajdują coś więcej.

    Ola często stosuje perfidne metody rozmowy. Często gdy powie swoje ostatnie słowo wychodzi z pokoju, czeka chwilę i szemra coś w pokoju lub kuchni. Specjalnie zebym słyszał, że coś mówi, ale nie co konkretnie. Czemu to służy ? Albo ulegnę i poddam się w rozmowie, albo zapytam co i dam jej pole do kolejnej rundy kłótni.

    Zdarza się, że wychodzi z pokoju w pół mojego zdania w ogóle lekceważąc to co mam do powiedzenia.

    ponieważ ma konflikt z moją mamą często np. słyszę coś na zasadzie :
    – o już matka ci podpowiedziała ? kazała ci tak powiedzieć ? to może wracaj do niej co ?
    a treści głoszone przeze mnie są moje a nie czyjeś.
    Oczywiście cenię zdanie mojej mamy w różnych kwestiach, ale myślę, że potrafię z nich korzystać, a nie ślepo wykonywać. Tak samo jak korzystam z rad reszty rodziny czy bliskich przyjaciół, a także ludzi, których dażę szacunkiem

    -Kiedy staram się załagodzić sytuację i staram się wycofać z rozmowy i mówię np . że nie chcę już gadać.
    to wtedy słysze, że musze, bo kiedyś ona musiała.

    – Ta samo czasami po prostu wykrzykuje mi SPIe***** .
    potem tłumaczy się, ze kiedyś jak jeszcze ja wariowałęm to też przeklinałem. Tylko, ze ona to robi na trzeźwo 100%

    Nie wiem czy to co się u mnie dzieje to efekt tego co jest opisane w artykule, czy może jest to zemsta kobiety i może w dodatku zasłużoną?
    ale w tym momencie sam podpisuję sobie syndrom Sztokcholmski może? Mam straszny mętlik w głowie.

    Oczywiście, żeby nie było, nie jest to wszystko dzień w dzień i godzina w godzinę. Zauważam coś co kiedyś w jakimś podobnym do głównego artykule było nazwane okresem miodowym. Zazwyczaj jak się pokłócimy, i jak zwykle ja przepraszam choć czasem nie wiem nawet za co, tak dla świętego spokoju. To potem ona jawi mi się nagle taka pokrzywdzona i smutna i często mi opowiada że na drugim końcu polski jest taka samotna bo tu nikogo nie ma, więc zazwyczaj ją po prostu gdzies zabieram i jest miło, fajnie i ciekawie ( czyt drogo) to jest super i mnie przytula i się cieszy i jak ważę słowa i czyny to nawet i tydzień mi się upiecze bez większej sprzeczki.

    NAtomaist ciężko mi ogarnąć sprawy związane z komunikacją internetowo telefoniczną. Mianowicie mój prywatny profil FB jest ogólnodostępny na różnych stronach, podobnie jak mój telefon. Służy to promocji mojej pracy. Co za tym idzie mam w znajomych dziesiątki osób, które mnie dodają aby mieć na bieżąco wgląd w moje galerie, a także kontakt do mnie w celu wysyłania projektów, a telefon, no tak samo mam więcej połączeń z nieznajomych numerów niż ze swoich ( teraz to i tak nikt do mnie nie dzwoni bo po co jak wiadomo, ze i tak nigdzie nie wyjdę z nikim nawet namoment). No i problem polega na tym, ze moja żona ciągle mi to kontroluje ( zabronienie jej tego na tym etapie jest bezsensowne, zresztą nie mam nic do ukrycia. Chętnie jednak bym jej tego zabronił i zablokował to bo sama sobie robi problemy i znajduje je tam gdzie ich nie ma) Ciągłe pytania a kto to a kto tamto ? A co to za laska ? itp itd., Nie daj boże, żebym był miły dla jakiejś dziewczyny, która jeszcze jest niefartownie ładna to mogiła. Jeszcze jak wyśle projekt i napisze, że chce tatuaż lub kolczyki w miejscu intymnym to ja leże po prostu. Ola nie odzywa się tak z godzinę. ignoruje to co mówie, nie reaguje za bardzo. A potem ciągle słyszę tylko o tym jakieś docinki.

    eh…
    No i ciągle narzeka, że jej się nudzi…
    Zamiast się uczyć to siedzi przed telewizorem, a co ja bym nie zaproponował, czy to kart, bierki, szachy, filmy coś tam coś tam cokolwiek to źle. nuda, bieda. nie dziś.
    aha.. nie dziś.
    Właśnie… to też jest jakaś technika…
    Często jak mam ochotę z nią coś porobić, albo czasami o czymś pogadać, to ona mówi : zaraz, za chwilę.
    i…
    mija chwila, dwie, trzy, dziesięć, i to się nie dzieje,
    A gdy się zapytam o to to mówi, że widocznie jeszcze nie jest gotowa. Niektóre rzeczy są błache, niektóre nie, i wtedy się przeciąga… dniami, tygodniami….
    Zaraz staje się dla mnie synonimem nigdy.

    Zauważam, że im więcej staram się z siebie dać, tym i tak coraz więcej brakuje do tego, żeby ona w końcu poczuła się przeproszona, zadośćuczyniona i że znowu mi ufa ( bo mówi, ze to wszystko się dzieje właśnie przez to, że mi nie ufa). Ciągle podnoszona jest w tym poprzeczka. I niektóre poprzeczki stają się nagle zwyczajem kiedy nawet nie spodziewam się kiedy .

    przykład
    wychodzę z pracy o 18, jadę autobusem o 18:04, jestem w domu na 18:35
    jakiś czas temu nasza niania musiała wychodzić nieco wcześniej, więc musiałem być już na 18:15, więc okay. taksówka, tydzień czasu luz.
    potem przyjeżdżam normalnie autobusem i Ania już jest niepocieszona, że nie jestem wcześniej.
    Ostatnio musiałem być na 18 równo w domu, więc stawiłem się punktualnie, a następnego dnia, gdy szedłem na autobus i jestem o 18:35. I co ? I wrzuty, ze nie jestem na 18 równo, bo wczoraj tak byłem to i dzisiaj mółbym być, żeby pobyć dłużej z rodziną…

    no.. ostatnio dostało mi się też za to, że jak wstaliśmy rano w piątek, to była super pogoda, a Oli odwołali zajęcia i chciała pojechać nad jeziorko posiedzieć we dwoje, a ja powiedziałem, że no…e … ale ja mam pracę i umówionych klientów itd., to już była smutna i nie w humorze bo już założyła sobie że ja od tak po prostu powiem okay, olać robote, klientów i kase bo ona ma zachciankę ;/
    Ostatnio wziąłem wolne w piątek i sobotę, byliśmy przez 3 dni w 3 miejscach na wycieczkach , a ona mi powiedziała w sobotę następną przy jakiejś kłótni, że o nią nie dbam, bo powinienem sobie wziąć wolną sobotę i gdzieś ją zabrać bo nigdzie nie wychodzimy O_o

    JAk ja mogę do niej dotrzeć ? jak mam pomóc sobie i jej ?
    🙁 cy to w ogóle możliwe ?
    nie wiem… całą noc szukam jakichś artykułów i materiałów na temat takich zachowań, i w sumie to znajduję przypadki, które pojawiają się u mnie w domu w kilku z nich. Co ja powinienem zrobić ;/

    • Ela napisał(a):

      Juz sie pogubilam , czytajac Twoje wpisy, Twoja zona ma na imie Ola , czy Ania , bo uzywasz obu imion ?

    • Marcin napisał(a):

      Ja mam to sam o co Ty, nawet nie mam kiedy napisać maila, bo żona wszystko kontroluje, z zakupów muszę przychodzić z rachunkami, rozlicza mnie z 1 grosza, a jak brakuje to jest awantura. Mam 2 dzieci i żal mi ich zostawić, one zaczynają już pytać dlaczego jestem chamem, bo mamusia tak do mnie mówi. Boże co mam robić? Kocham moje dzieci nie chce ich zostawiać.

  17. Ktoś napisał(a):

    No i najgorsze jest to, że nie do końca mogę być z nią szczery bo gdy ona pyta czy daje mi wszystko co chcę to mówię, że tak, ponieważ wiem, że gdy powiem nie, to ona zacznie mi mówić dla czego nie daje mi tego, tamtego czy owego i dlaczego nie ma uśmiechu i dlaczego ma taki a nie inny stosunek do mnie.

    • kasia napisał(a):

      Przeczytałam prawie wszystko co napisałeś…. powiem tak – współczuje Ci…jesteś w toksycznym związku, przez nią zatraciłeś samoświadomość…Sama jestem w takim związku.. zrezygnowałam ze swoich decyzji i potrzeb na rzecz jego planów i zadań… ale nie potrafie tego rozwiązać…. wiem, że jestem ostatnią osobą, która mogłaby doradzać (bo sama nie słucham rad od innych ) ale nie powinienes tego dłużej ciągnąć… powinieneś to zrobić chociaż dla dziecka… Stałeś się niewolnikiem – Zadaj sobie pytanie…. Czy chcesz tak żyć do końca życia….

    • kks napisał(a):

      jestem ciekawa czy czasami tu jeszcze zagladasz. co u Ciebie?

  18. sylwia napisał(a):

    Dziękuje za artykuł… dziękuje… a już prawie uwierzyłam w te okropne słowa partnera „moja agresja i złość to Twoja wina”.

  19. nina napisał(a):

    jestem przeciwnikiem małżeństw…miałam „kulturalnego” manipulanta i oszusta przez 30 lat..szantaż emocjonalny i forsowanie wszystkiego na co on ma ochotę bo jak nie to….
    nigdy już żadnych związków !
    przestrzegam kobiety przed mężczyznami..to nic nie warte istoty…lepiej nie mieć złudzeń..nikomu nie zaufam…poznasz jednego znasz wszystkich.

  20. Mariusz napisał(a):

    Opisane zjawiska w dużej mierze opisują mój związek. Tym ciekawiej, ze jestem mężczyzna 36 letnim, będący z obecną żoną razem 16 lat, 8 lat po ślubie z owocem naszej miłości synkiem w wieku 4,5 lat. Trafiłem celnie na ten portal, aby zgłębić problem, przyczynę obecnego stanu rzeczy. Powyżej opisane zjawisko pojawiło się po narodzinach synka, bardzo duża koncentracja żony na potomstwie sprawiła, że z dnia na dzień stałem się intruzem i przyczyną wszystkich nieszczęść. Nadmienię, że pracuje na odpowiedzialnym stanowisku zarządzającym 1/4-1/2 Polski. Problemem było 4 piętro, gorąco, niespanie synka przez 2 lata od narodzin po nocach (2-4 zrywki lulałem i czułem się później jak po przesłuchaniu w UB)… przyjeżdzałem jak najszybciej, znosiłem wóżek i szliśmy na spacer… w trakcie powrotu byłem terroryzowany: o której będziesz? pomyliłem się o 5 minut wracając np. z Łodzi do Trójmiasta – witała mnie ta sama ponura mina. Wiele razy latałem z góry na dół, bo włoszczyzna była nieświeża, kurczak śmierdzący etc. do kuchni nie wchodzę jak żona coś robi- nie chce się narażać; lubiłem gotować! teraz nawet jajecznicy sobie sam nie mogę zrobić? dla j.w. opisanego spokoju psychicznego odsuwałem się, ale zawsze znajdzie się to coś, co sprawi że usłysze : głupek, kretyn, psychol etc. dzisiaj dostałem np. bo w misce zamoczyłem spodnie trekingowe do samodzielnej przepierki, wczoraj dostałem opr bo okno otworzyłem… moja zona terroryzuje syna… wpada w szał, chce wszystko kontrolować… prześwietla każdą butelkę soku, każdą kaszkę, jabłka z minimalnym środkiem brązowym wyrzuca; zabrania mu bawić się z dziećmi – wszystkie sa chore na wirusy etc; nie chciała zapisać go do przedszkola, ma ten komfort, że może zajmować się domem i synkiem – rozumiem, że jest to ciężka praca, wysiłek- doceniam to, nawet jak jej to mówię to mi nie wierzy!
    Po 5 latach przeprowadziliśmy się do wymarzonego mieszkania na 1 piętrze, w pięknym otoczeniu… kolejne problemy, bo trzeba jeździć do 3 sklepów, aby dostać co trzeba – zadupie! chcę kupić drugi samochód- odpowiedz chcesz nas się pozbyć? Syn przez awantury, których chcę unikać jest nerwowy. Dzisiaj ze spaceru nie chciał wracać do domu, po spacerze dostałem opr bo wróciłem 10 minut za późno. Zamykam się w sobie, myślałem, że jestem silny i dam radę. Najbardziej szkoda mi synka, taki mądry i rezolutny chłopiec.
    Oczywiście moge dodać więcej, nie pije, nie palę, uprawiałem wiele lat sport – po narodzinach bardzo rzadko. Figle od czasu narodzin bardzo rzadko – od dwóch lat wcale.
    Chodzimy z synkiem wspólnie na spacery, jeździmy w rózne miejsca. Żonę chwalę, że jest mądra i zna się na wielu dziedzinach. Codziennie ma humory, nigdy nie wiem kiedy wypali, z boku obserwując uważam, że jest niegrzeczna do ludzi, którzy sa normalni.
    Babcia (mama żony) zauważa te same zjawiska i zaleca jej „wyluzowanie”. Dziadek(tato żony) uważa że grubo przesadza i wychowa z syna bubbelboya.
    Mógłbym oddac za Franklem „człowiek przezyje każde jak jeśli ma wyrażne po co” albo w pewnym momencie bedzie efekt Forresta Gumpa … stanę i zmienię kurs. Ograniczyłem kontakty z rodzicami, bo jej się oni nie podobają i nie lubią synka?
    Niestety poziom rozmowy, gdy stawiam opór nie jest ładny z mojej strony, padają określenia wariatka, idz się leczyć; gdy prosze aby odeszła machając rekoma wpada w jeszcze większy szał etc.
    Kazdy dzień to jakiś problem, mały kaliber urasta do giganta. Myślałem, że to od niewyspania, zmęczenia etc.
    Pozdrawiam

  21. Witek napisał(a):

    Ja akurat mam zupełnie odwrotną sytuację. To kobieta, matka mojego dziecka tak się zachowuje wobec mnie, wykorzystując moją chęć bycia blisko niej i blisko dziecka.

    Zastanawiam się więc dlaczego tego typu portale zawsze wyrażają się o takich problemach w sposób narzucający sytuację, że to mężczyzna jest zawsze sprawcą zła. Dlaczego nie mówi się o takich sprawach w sposób neutralny względem płci, bez narzucania jednej z płci roli pozytywnej, a drugiej płci roli negatywnej ?

  22. Lanka 22 napisał(a):

    Czytam kochani te wasze wpisy I tak bardzo oddajo mojo zeczywistosc….. Siedem lat jestem w takim zwiozku On MOWI a JA MAM SLUCHAC. Czuje sie tak bardzo upokorzona ze nie mam juz sily na zadno walke. Dzisiaj po kolejnej awanturze, mom tylko jedno mysl , by zamknoc oczy I poprostu odejsc……

  23. Wit napisał(a):

    Także przezywam te wszystkie upokorzenia ale ze strony żony.Udało mi sie porozmawiac kiedys i wiecie ci mi powiedziała , ze to wszystko wina chochlika lub ducha jakiejs ciotki co w nia wlazl i mowiła całkiem powaznie.Gdy chce sie udac do psychologa oswiadcza ze nie pojdzie do tego co ja chce (bo jest dretwa jak to okresliła)tylko do innego wybranego przez nia i kropka.jescze cos ciekawego zdarzylo sie cos takiego nagle wola mnie do domu i krzyczy ze cos sie dzieje ja nato co sie dzieje ona dzwon na pogotowie ja ok ale co sie stało ona nie wiem chodzac tam i z powrotem z kuchni do pokoju latała caly czas tam i z powrotem ja nato cały wystraszony ze moze ma zawal lub jakis bol ale nie to nie bylo to zaczalem ja uspokajac przytulilem ja do siebie ale mnie odpychała znowu przytulilem i mowie nic sie nie dzieje ona domnie nie dzieje sie? na pewno? ja na pewno
    oddychała chyba jak po przebiegnieciu 20km przytulilem ja jeszcze raz i sie powoli uspokajała teraz po 3latach wiem ze miałem dzwonic na pogotowie i powiedziec wszystko psychologowi czego nie zrobilem i teraz jestem nikim samemu nie da sie rozwiazac pewnych problemow na ktorych sie nie znamy .Wiara karze nam wierzyc ze bedzie dobrze a to tylko sie nasila .jest kobietą , ktora chce po tym jak cos nie jest po jej mysli rozwodu a po chwili moze kilku godzinach bez przeprosin sie kochac bo jak nie to rozwod.jak nie chce mi sie jej sluchac rozwod, jak chce odetchnac i wyjechac na pare godzin gdzies sam sie uspokoic-rozwod i tak w kolko.A najbardziej mnie wkurza gdy obgaduje mnie przed synem 10letnim i mowi jaki ja to jestem nie dobry dla niej.Wdzieczny byl bym za opinie jakiegos specjalisty bo jeszcze mi na niej troche zalezy.przepraszam za bledy pisale pierwszy raz o tym wszystkim.

  24. Olga napisał(a):

    Bardzo dobry artykuł.
    Mam pytanie, czy warto mężowi uświadomić, że on właśnie , że on w stosunku do mnie stosuje agresję słowną? Czy lepiej nie wspominać o tym, żeby np nie odwrócił kota ogonem? Bo zapewne wpisze sobie w google ten termin i przedstawi mi wersję, że ja wobec niego stosuję tę agresję.

  25. BIEDRONECZKA napisał(a):

    Uważajcie kobiety na facetow spod znaku Raka.To paskudni manipulanci,czesto biora kobiety na litość,manipulują nimi a potem chcą zniszczyc psychicznie i podporządkować sobie bezwzględnie – taka zlota klatka,niewolnictwo.Na początku odsuną sprytnie od rodziny,znajomych a potem juz idzie gladko jak nie ma sie dokad wracac.Miejcie oczy szeroko otwarte i nie nabierajcie sie na piękne slowka.Na początku wydaje sie bajka ,potem koszmar sie zaczyna ( poniżanie,wyzwiska,przemoc seksualna)szczególnie jak kobieta jest uzależniona finansowo od takiego faceta to juz po niej.Nie czekajcie na to ,ze on sie zmieni jak przeprasza i blaga o wybaczenie,z czasem jest jeszcze gorzej.Potem to juz nie jest przemoc slowna tylko fizyczna(szczególnie jak z silowni przyjdzie i wcześniej dopalacze zażyję).Mnie sie udali uciec od takiego gnoja i dziekuje Bogu ze w porę mnie oswiecil i nie dalam sie nabrać na jego blagania.Trzeba stanowczo powiedzieć N I E pozwole sobie na takie traktowanie i odejsc.To ss zakompleksione głąby,z nalogami, czesto nic dobrego z domu rodzinnego nie wynieśli.Patrzcie kobiety jak traktuje matke,siostre,jak ojciec traktuje matke i bedziecie mieć obraz waszego związku.To zawsze sie sprawdza !!!!!!!!

    • mientus napisał(a):

      Jagodka czy wszystko sie zgadza;
      nie uzywalem przemocy tymbardziej seksualnej
      nie chodze na silownie i sie nie dopalam
      mialas i masz kontrole bo jestem slaby
      Twoje wyjazdy z Misiem na pogadozki po drugiej zmianie ,wczesniej pytajac o ktorej wruce ktore trwaja do poltorej godziny , zwiazane z nieciekawymi relacjami w pracy . Tak jestem zazdrosny ale kto by nie byl. Nie mowie ze nie mozesz sie spotykac ale o tej godzinie. Wczesniej ja Ciebie odwozilem i przywozilem ale kolezanki sie smialy ze juz maz czeka i masz sie pospieszyc. Teraz on przyjezdza w umwione miejsce i jedziecie do pracy i klamiesz ze szlas pieszo . Sam rano widzialem, wczesniej w domu pytajac czy Ciebie nie podwiezc , nato Ty stanowczo NIE. A w pracy mowisz ze nie jestesmy juz razem , o tym juz mi sie moja mama pytala co sie dzieje a ja ukrywam ze to plotki. Nie chce niczego zabraniac tylko nie klam boto wczesniej czy puzniej samo wychodzi.Ktos bardzo chcial mi powiedziec ze mnie zdradzasz i wiem kto to jest , dwie kolezanki z pracy. O wszystkich wyjazdach i do pracy i na zakupy z nim , to jak mialem nie byc zazdrosny. Nekalem pytaniami dlaczego tak , czemu , moze troche za dozo ale z kas sie to wzielo. Mamy swietna corke i dokonczmy wychowanie razem . Ok ja odpuszcze tymi pytaniami ale skoncz z wyjazdami i klamaniem ze bylas sie przejsc , ze Ciebie kontroluje , sprawdzam , to smsy od kolezanek i znajomych. Pomyslalas jak ja sie czuje ze ktos mi mowi o takich rzeczach. Twierdzisz ze ktos Ciebie sledzi. Bzdura. Jak sie pokazojesz jawnie z nim to nie trwa dwa dni a trzy miechy tego sie nieda nie zauwazy .

  26. Jacek napisał(a):

    Witam jestem facetem i to u mnie moja partnerka sie tak zachowuje wszystko tak jak napisane w tym artykule. Problem jest taki ze mieszkam z Nia w moim domu Ona ma corkę 6 lat z poprzedni8ego zwiazku i mamy coreczke ma 2 latka. Nie moge zniesc jak Ona krytykuje szarpie dzieci krzyczy na nie , co sie wtrace jest wojna. Znecanie psychiczne trudno udowodnic na dodatek kobiecie.Zastanawiam sie nad wyrzuceniem jej z domu ale ta starsza corke bardzo KochaM ALE PRAWNIE NIE MAM DO NIEJ PRAW, i nie chce zeby przezyla szok. Zostawienie jej dzieci to tez zle rozwiazanie bo bedzie sie wyzywac nad dziecmi. Moze ktos jest w takiej sytuacji , poradzcie co z tym zrobic

  27. Mama11latki napisał(a):

    Wspaniały artykuł, bardzo pomocny i na pewno spróbuję zastosować udzielone w nim porady…..w stosunku do mojej 11 letniej córki! Dziwi mnie więc, że napisany jest o kobiecie i mężczyźnie, a nie o relacjach dwojga ludzi ogólnie. Przecież tak naprawdę to może być konstelacja odwrotna, lub matka-córka, córka-matka, ojciec-syn, szef-pracownik, itd. Patern jest w moim doświadczeniu i na bazie obserwacji w zasadzie ten sam. Myślę, że uogólnienie partii biorących udział w takim konflikcie byłoby bardzo mądrym posunięciem, wtedy znacznie większa liczba odbiorców mogłaby skorzystać z tych mądrych porad. W tym wypadku w zasadzie głównie kobiety mające problemy ze swoimi partnerami natkną się na ten artykół. Tak czy siak, mnie bardzo pomógł złapać inną perspektywę w relacjach właśnie z moją córką i postaram się zastosować wymienione w nim zasady reakcji, tym razem konsekwentnie 🙂 robię to już dwa dni i zmiana w naszych stosunkach jest jak najbardziej zauważalna. Dziękuję!

  28. ja on napisał(a):

    Witam
    Zaraz widać,że pani pisząca
    artykuł nie przepada za facatami i nie dopusza że to kobieta może sie też tak zachowywać. Płeć piękna,delikatna ,a również zachowuje się tak że człowiek zaczyna ją nienawidzić. Znosiłem to lata bo cały czas miałem nadzieję,że uda mi się jej pomóc,ale to jest chyba nierealne. Wszyscy są super puki mają takie sama zdanie jak ona,wystarczy że ktoś się nie zgodzi z nią to już jest koniec znajomości. Raz udało mi się wyciągnąć żonę na terapię małżeńską. Ale. tylko dlatego ,że ona jest przekonana,że całe zło pochodzi odemnie .zaznaczę ,że niecierpię kłutni.Byliśmy tylko raz bo pani doktor śmiała powiedzieć że to może nie koniecznie wszystko moja wina.
    Dużo by tu można przykładów podawać,ale nie o to mi chodziło,żeby się tu żalić,ale aby naświetlić ,że problem jest nie tylko po stronie meżczyzn. Pozdrawiam

    • mąż napisał(a):

      Mam identyczne odczucia po przeczytaniu tekstu. Wszystko prawda, lecz przydałoby się trochę obiektywizmu. Przeżywam dokładnie takie same sytuacje jak mój przedmówca chociaż moją partnerką nie jest mężczyzna 🙂

  29. jola napisał(a):

    Witam
    Moja historia. Oddałam całe swoje życie facetowi a na tę chwilę 2 córki traktują mnie tak samo jak mój mąż. Wiem ja też potrafiłam dopiec lecz na dzień dzisiejszy zrozumiałam ze po prostu się broniłam. Doprowadził do tego że poszłam do szpitala psychiatrycznego ( sama się zgłosiłam) bo mi wmówił że ze mną jest coś nie tak. 2 tygodnie temu może mnie nie pobił ale porządnie poturbował a moja młodsza córka powiedziała że zasłużyłam a mąż że go sprowokowałam. Jest mi ciężko ale jestem silna po terapiach i mam nadzieję że zacznę mieć kontrole nad własnym życiem. Czytając wpisy zrozumiałam że nie jestem osamotniona.

  30. smutka napisał(a):

    Witam.
    Jest tu tyle historii podobnych do siebie, może powinnam się cieszyć,że nie jestem sama/sarkazm/ i wkurzam sie jednocześnie bo wychodzi na to,że jedynym wyjsciem dla ratowania siebie jest ucieczka z tego związku.Wkurzam sie bo jednak są momenty kiedy jest wspaniale i szkoda mi tego tracić, tyle zaangażowania,czasu. Mi sie nie chce juz wypróbowywać tych metod opisanych w artykule,ile można.Skąd wziąć siłę by przez to przejść.Skąd

    • Jacek napisał(a):

      metody metodami , poprostu sprobuj wszystko ale po to zeby poszedl z Toba do psychoterapeuty albo z poczatku Sam , trzeba przejsc terapie inaczej nic z tego.Moja ciagle powtarza ze to moja wina , ja doprowadzilem do tego ,itp.mi po dluuuzszym czasie udalo sie naklonic Ja. Ciekawe co dalej ale jestem dobrej mysli.

  31. aga napisał(a):

    Witam ja jestem z mężem od 15 lat mamy dwoje dzieci nie rozumiem nieraz jego zachowania w stosunku do mnie nieraz przyjeżdza z pracy bez chumoru wkurza się o byle co jest taki dzień że jest fajnie miło a nieraz jest tak że się zastanawiam co ja takigo robie tak myslę że moja obecnosc go drażni w czoraj mąż się zdenerwował dlatego że powiedziałam że musze zrobic sałatke i pojade do pracy na 20 stą on mnie zaszrpał póżniej zaczął mnie przepraszac gdy wróciłam z pracy i chciała z nim o tym porozmawiac powiedziałam mu ze mi się to nie podoba że nie chce zeby podnosił na mnie ręce przy dzieciach on powiedział ze ja się go cały czas czepiam nie rozumiem go wszystko ma zrobione dzieci przypilnowane obiad ugotowany nigdzie nie chodze cały dzień w domu wieczorkami tylko do pracy na trzy godziny nic go nie interesuje tylko pracuje a ja wszystko na głowie nie rozumiem jego zachowania w sobie nie widzi winny nie chce o tym nawet rozmawiac

  32. Ona napisał(a):

    Witam Was. Od niedawna zdałam sobie sprawę z tego, że u mnie w związku jest coś nie tak. Jesteśmy razem półtora roku. Niedługo po tym jak się poznaliśmy wyjechaliśmy za granicę (on tam wcześniej pracował i zabrał mnie ze sobą). Te wszystkie historie są z mojej bajki. Gdybym była w Polsce już dawno bym od niego odeszła, ale tu jest inaczej..Jestem na etapie uświadamiania sobie ze czas powiedzieć dość. Chce się wyrwać i wrócić do dawnego życia, do kobiety pełnej energii, zadowolonej z życia..do dawnej mnie.

  33. Ona napisał(a):

    Dodam tylko, że u nas od początku nie było sielanki, już od pierwszego tygodnia znajomości wszystko podobno robiłam nie tak…i jakie to schematyczne- myślałam, że go zmienie.

  34. Marcin napisał(a):

    Jestem z żoną 7 lat. Mamy 2 wspaniale dziewczynki. Ale jest odwrotnie. To ja jestem upokarzany. Jeśli faacet jest za miękki to dostaje po dupie. Na przyszłość: jeśli chodzimasz obawy przed ślubem … nie dopuść do niego. Jedyne czego nie żałuję to moich kochanych córeczek. Pozdrawiam

  35. Ona napisał(a):

    Dziewczyny czy chociaż jednej z Was udało się zmienić coś w związku na lepsze? Czy zachowanie Waszego agresora uległo zmienie?

    • Dede napisał(a):

      Mam podobna sytuacje, bedac w Polsce pewnie szybciej bym od niego odeszla, przyszloby mi latwiej. Niestety jestem za granica, troche ‚uwiazana’, samotnosc na pewno dalaby mi w kosc, nie wiem zreszta czy dalabym rade tu sama. Straszne wybory…

  36. VVku4vviony napisał(a):

    do: „Ona” – jakie dziewczyny ? przecież tu prawie sami mężczyźni się wypowiedzieli. Ludzie to takie prymitywne istoty, że będą wierzyli, że się coś zmieni, choćby czekali na to 30 lat. Prawda jest taka, że się nie zmieni. Także wszyscy wy bez względu na płeć – rzućcie całe gówno i idźcie dalej. Lepiej być samemu niż w takim syfie. Wiem bo przez to przechodziłem, na początku jest ciężko, i to miesiącami, ale potem człowiek się wydostaje, tylko trzeba mieć jakieś towarzystwo bo samemu to piekło.

    • ifka napisał(a):

      Jestem z chłopakiem 3 lata.Trafiłam na tę stronę przypadkiem żeby czegoś się dowiedzieć o agresji w związku…i doszłam do wniosku, że chyba mam/my Duży problem…gdy się kłócimy to jest sam wrzask, ubliżamy sobie wzajemnie, pisze „my” bo niestety mamy oboje trudne charaktery, idziemy nie raz „oko za oko” i oboje duzo przeszlismy w zyciu, on jest osoba, ktora chce dominować, a ja momentami nie godze sie na takie traktowanie, przez co czesto są kłótnie, tylko że te kłótnie mnie przerażają bo na dłuższą metę tego nie da sie zniesc…z każdym takim spięciem nie chce mi się żyć, a moje uczucia do niego po takich dyskusjach zamieniają się w nienawiść i wierze ze on odczuwa podobnie i zawsze wydaje mi sie ze nasz zwiazek wisi na włosku…pytanie dlaczego tkwimy w tym dalej pomimo takich sytuacji?Nie wiem jak mam to „ogarnąć”

      • mini napisał(a):

        witam. mam dokładnie tak samo – jestesmy razem 4 lata, oboje mamy trudne charaktery. on jest rozpuszczonym jedynakiem ktory uwaza, ze wszystko mu sie nalezy a ja osoba, ktora nie daje sie zdominowac i zostala wychowana tak,ze na wszystko w zyciu trzeba sobie zapracowac i traktuje ludzi tak, jak oni mnie. kiedy sie klocimy (w sumie bardzo czesto), to on sie drze, a ja tylo slucham, bo nie chce mi sie przekrzykiwac go kiedy i tak nic do niego nie dociera. nie jestem zastraszona dziewczynka, nie pozwolu nikomu sie zle traktowac, czasami wyprowadza mnie z rownowagi i sama potrafie do niego wyskoczyc z rekami. nigdy taka nie bylam,przy nim sie tak zmienilam. on probuje od poczatku mna manipulowac i wymuszac wiele rzeczy, kiedys przez chwile robilam pewne rzeczy wbrew sobie ale szybko dotarlo do mnie,ze znam swoja wartosc i zawsze moze zostac z mamusia albo poszukac kogos innego. ja pozwalam mu na bardzo wiele, a on najchetniej zamknalby mnie w klatce, niestety ja sie nie dam zamknac i tak czy inaczej robie to na co mam ochote (w ranicach rozsadku oczywiscie, nie szlajam sie, nie puszczam sie, nie pije…). lubie lazic po sklepach, z kolezaka na kawe,uprawiac sporty itp. on jest mega zazdrosny, mial nawet wielkie pretensje,ze wrocilam na studia,bo moge tam miec kontakt z facetami. no coz, to juz jego problem, ja nie zrezygnuje nigdy z siebie i swoich marzen tylko dlatego,zeby on byl szczesliwy, bo kiedys bede tego zalowac. jesli ktos kogos kocha to pozwoli mu na wszystko co da drugiej osobie szczescie… nie stralismy sie nigdy o dziecko, doszlismy do wniosku,ze jak bedzie to ok, no i sie „przytrafilo”. on byl przezszczesliwy, ja zalamana i przerazona, dbal o mnie bardzo, chodzil na bazarek kupowac mi swieze warzywa, owoce, ciagal mnie po sklepach z ubrankami, w sumie to on zwariowal na punkcie dziecka. wlasciwie od poczatku uwazalam,ze bedzie swietnym ojcem (jego porzucil go jak mial niecale 2 lata) czasami jak sie poklocilismy to zawsze lagodzil to, bylebym sie nie denerwowala. jak to ujal „mial wielka motywacje do zmian”. pokochalam to dziecko, pogdzilam sie ze zmianami ktore mialy nastapic i niestety – poronilam 🙁 gdyby nie bylo go ze mna kiedys sie dowiedzialam, zabilabym sie. tamtego wieczoru powiedzial mi,ze teraz kocha mnie jeszcze mocniej jesli w ogole mozna i zrobil sobie nastepnego dnia tatuaz z moim imieniem i dopiskiem „na zawsze w moim sercu”. ja uwazalam,ze to glupota,bo jesli sie kiedys rozstaniemy to bedzie zalowal, no ale nie posluchal. przez jakis czas czulam,ze sie mocno zblizylismy po tym zdarzeniu, niestety po kilku miesiacach zaczelo sie psuc (on nadal bardzo chce zamieszkac ze mna, miec dziecko, slub,mowi ze kocha mnie nad zycie, to ja tego nie chce). nie chce byc caly czas kontrolowana, sluchac jego wrzaskow,bo nie umie sie opanowac, ciagle przeklina, mowi ze to ja wywoluje w nim taka reakcje… nigdy mnie nie uderzyl, ale jego krzyki,chora zazdrosc (nieuzasadniona) i jego rozpieszczony charakter to jakas męka… wczoraj sie poklocilismy i doszlo do tego,ze powiedzialam koniec. czuje sie swietnie ale caly czas mysle, chyba nie dociera to jeszcze do mnie ale mam nadzieje,ze nie zmiekne. mam do niego slabosc, jest pierwszym facetem z ktorym naprawde chcialam ulozyc sobie zycie (jestem przeciwniczka slubow a dzieci jeszcze do niedawna miec nie chcialam, ale teraz jestem dojrzalsza, wiem czego chce. nie wiem co mam zrobic,chcialabym zeby poszedl na terapie albo pojsc z nim wspolnie jesli w ogole jeszcze jest sens, bo ja uwazam,ze tak czy inaczej wina lezy zawsze po obu stronach, czasami mniej lub wiecej po ktorejs ale zawsze winni sa oboje.

  37. Ja napisał(a):

    Nie wiem , może ten problem też mnie dotyka. Na początku było normalnie chyba? Mąż dość często się obrażał i nie odzywał kilka dni i nic nie robił. Chodziłam cichutko i próbowałam załagodzić sytuacje. Potem było normalnie jakiś czas starałam się nie wychylać. Mieliśmy kryzys nie mieszkaliśmy razem. Chciał mnie przekonać że jesteśmy małżeństwem , był miły czuły. I znowu byliśmy razem powoli zmieniała się sytuacja znów musiałam uważać co robię co mówię , były ciche dni i tak lata biegły. Było lepiej i gorzej , starałam się zawsze uważać co mówię i robię. Zawsze musiałam robić jak on chciał i tak w kółko. Dzisiaj nie wytrzymałam i powiedziałam co czuję, że traktuje mnie źle , że zawsze mi powtarza że jestem zależna od niego że nic mnie nie interesuje. Nigdy mnie nie pochwalił że coś dobrze zrobiłam , może i nie krytykował ale nie chwalił. Mam takie wrażenie że wszystko to moja wina może to źle odbieram nie wiem już sama. A wracając do dzisiejszej kłótni , to po fakcie czułam złość i że lżej mi , ale po godzinie już straciłam pewność siebie i zaczęłam się zastanawiać czy to jednak nie moja wina że to ja szukam problemu. Przez te wszystkie lata zrobiłam się drażliwa , w sytuacjach nerwowych moją obroną jest atak choć wiem że będą ciche dni . Wszystko mnie drażni szybko się denerwuje. I zawsze szukam mojej winy. Zaczynam myśleć że z moją głową jest coś nie tak.

  38. Czarna napisał(a):

    witam Was wszystkich. Ja chyba przyciągam samych takich typów. Małżeństwo z dziewiętnastoletnim stażem od początku było porażką. Od zawsze słyszałam, że do niczego się nie nadaję, mimo, że całe życie radziłam sobie sama. Wiecznie sama. Pchnęło mnie to do znalezienia sobie kogoś kto mnie zaakceptuje taką jaką jestem i kto będzie mnie wspierał i słuchał. Było kilka epizodów, które podniosły mnie na duchu, ale to przeszłość. Uciekłam od toksycznego związku na drugi koniec Polski. Zamieszkałam z facetem, który wydawało mi się, że mnie rozumie i troszczy się o mnie. Tak było na początku. Potem została tylko troska, a zrozumienie i cała reszta gdzieś się zgubiła. Po prawie pół roku straciłam do niego kompletnie zaufanie i wtedy zaczęło się oskarżanie mnie. Mimo, że to on próbował umawiać się za moimi plecami, że on siedzi na portalach, to i tak była moja wina. Nie przyznał się do umówienia się z kimś, tylko nie przewidział, że to byłam ja. Kiedy wybuchłam to oczywiście nadal była moja wina. Zaczynam wierzyć, że ze mną faktycznie jest coś nie tak. Czy ja tak dużo chcę? Tylko szczerości. Nic więcej. Nie wiem czy przyczyną jest to, że długo był sam, czy faktycznie ja robię coś nie tak. Wczoraj najpierw usłyszałam jak mu zależy i co chciałby zrobić, a potem że (w skrócie) ma mnie dość. Doszło do tego, że szukam na szybko mieszkania. Jest mi bardzo źle i nie wiem co ze sobą zrobić.

  39. VVku4vviony napisał(a):

    Idź na psychoterapię. Skoro z każdym jest podobnie to może z tobą coś nie tak a nie z nimi ? podejrzane…

  40. jm napisał(a):

    Szkoda że dobry artykuł jest w niesprawiedliwy sposób, cały czas to mężczyzna jest katem a kobieta ofiarą, lecz w życiu bywa równie i nie rzadko jest na odwrót…

  41. VVku4vviony napisał(a):

    Nierzadko ? raczej zdecydowanie częściej to płeć męska jest ofiarą. Baby nie mają litości, szczególnie te pseudointeligentne.

  42. Jasia napisał(a):

    Jezu facet wypisujesz pod róznymi nickami!
    Skrzywdzila cie kobieta,cierpisz to widać ale tkwisz i oplaasz ja jak bluszcz. Odejdx ratuj sie i jej daj spokój! Nie wypisuj że to kobiety sa agresorami bo jest to wiele „pokaleczonych” i psychicznie zdeptanych kobiet!!
    To że akurat ty trafiles na taka nie znaczy ze my wszystkie taakie jesteśmy

  43. VVku4vviony napisał(a):

    Ja ciągle piszę pod tym samym nickiem – jeśli mówisz do mnie oczywiście, inna sprawa że słowo „facet” jest pedalskie 😀 ale nie o tym mowa. Każdy (psychicznie zdeptane kobiety/mężczyźni też) jest pokaleczony na własne życzenie, ja nikogo nie winię za to co mnie spotkało (choć w sumie sam nie wiem czy coś takiego strasznego mnie spotkało, niektórzy trafili znacznie gorzej :P) poza winienem samego siebie, serio. Ludzie tkwią w cierpieniu dlatego, że takie związki dają im 5-10% szczęścia, którego boją się stracić mimo tej całej chujni jaką przeżywają…co poradzić 🙂

  44. duszyczka napisał(a):

    Jestem w zwiazku od półtora roku. On mieszka ze mna wraz z moja mama i moim rorodzeństwem. Mam problem bo czuje sie źle sama ze soba, on mi zabrania wszystkiego, kontroluje! Ciagle piszę do mnie, nie moge z nikim sie spotykac ani rozmawiac, jestem sama ze soba, ciagle mi wmawia ze to moja wina, ze go klamie, a jak sie klocimy bo mu cos nie odpowiada szantażuje mnie itp Nie chce z nim byc ale nie wiem jak mam to zakonczyc bo mowi wciaz ze cos sobie zrobi.
    Co robić?
    Prosze o odpowiedź

    • Znam to z autopsji napisał(a):

      Zmień zamek i wystaw walizki przed drzwi, gdy go nie będzie. Nie wpuszczaj go, czego by nie robił. Całkowicie się zdystansuj, Gdy będzie dzwonił, najlepiej nie odpowiadaj. Nie spotykaj się osobiście. W takich sytuacjach najłatwiej ulec manipulacji. Gdy będzie pisał grożąc samobójstwem, zapytaj, czy możesz mu jakoś pomóc w samobójstwie, np. kupić żyletki lub podać sznur, i dodaj uśmieszek z mrugnięciem.

      I nie przejmuj się: jeśli by to zrobił, to on byłby odpowiedzialny, a nie Ty. Inna sprawa, że tacy ludzie się nie zabijają 😉

  45. Sławek napisał(a):

    Wszyscy teraz piszą o agresji mężczyzn wobec kobiet. Nikt nie zadaje pytania dlaczego ? Przecież w każdym związku jest osoba dominujaca. To ona decyduje(?) i bardziej samotnie albo wspólnie ustala dalszy sposób postepowania. Mężczyzna w sprawach np. samochodu, domu, finansów kobieta np. w sprawach dzieci, zakupów do domu, sprzątania, prania itp. Oczywiście każdy facet może robić rzeczy, które robi kobieta i każda kobieta może robi c rzeczy które robi facet. Tak jednak jesteśmy stworzeni, że kobiety lepiej robią pewne rzeczy a faceci inne. Nikt z Was nie zastanowił się nad prostym mechanizmem – każde z nas chętnie sceduje pewne obowiązki na druga stronę. Problem polega na tym, aby nie dać sobie narzucić ich zbyt wiele. Dla faceta, gotującego często obiad w domu staje się to regułą, obowiązkiem, przymusem. Dla kobiety, która pierze często w domu staje się to regułą, obowiązkiem, przymusem. Jak podzielimy obowiązki, zasady, decyzje zależy wyłącznie od nas samych. Wam kobietą łatwiej jest powiedzieć, że zostałyście psychicznie zdominowane. Pytanie dlaczego ? Może dlatego, ze od początku godzicie się z taka rolą a może dlatego, że macie taką psychikę. Zwalanie całej winy na faceta jest zagrywka poniżej pasa.

  46. Gosiek napisał(a):

    Sławku, co TY piszesz?chyba nie przeczytałes, ze zrozumieniem tego artykułu …tu nikt nie pisze o podziale ról w domu, tylko stosowaniu agresji w byciu razem…ja mam za soba roczny zwiazek z psychofagiem, opis powyzej to cały moj rok…kochał i deptał, agresja, wyzwiska,a potem wyznania miłosci,szantazowanie odejsciem, ba nawet zabiciem mnie, totalna klatka , izolacja …ja zdeptana psychika i nie był mój pierwszy zwiazke, ale nie , powiedziłam dosyc , nie zniose tego dłuzej, nie załuzylam sobie na to jego w roli utrzymanka, zarabial mniej i jeszcze rozliczal mnie z moich pieniedze,sprzataczka, organizatorka, słuzca i mozna wiele rzeczy zniesc , ale nie takiego ponizania …z takiego zwiazku sie ucieka i nie ma innej drogi …kobiety -uciekajcie i nie wierzcie w cudowne przemiany,kolejne obietnice, iluzje , nic z tych rzeczy sie nie wydarzy,a wy po raz kolejny zostaniecie zranionie..uciekajcie bez powrotu i nigdy nie zawracajcie

  47. Slawek napisał(a):

    > Gosiek
    Bardzo Ci współczuję, ale to że byłaś w takim związku to tylko Twoja wina… Nie wierzę, że tak wspaniałe, mądre, inteligentne osoby na jakie się kreujecie nie dostrzegają niebezpieczeństwa i toksycznego związku. Musisz być bardzo zaślepiona w partnerze, że nie widzisz – „coś jest nie tak”. Ja wiem, że myślicie inaczej (w końcu jesteście z Marsa a my z Wenus albo inaczej), ale chciałem wskazać, ze dzisiaj trudno Was zadowolić. Wyrwałyście się z spod pręgierza mężczyzn i trochę Wam odbija… Jesteście niezależne, zbuntowane, samodzielne… dzisiaj tak, ale jutro… Popatrz ile kobiet szuka faceta (księcia z bajki)i niestety go nie znajduje). Mimo wszystko faceci są ugodowi, tolerancyjni i chcą tworzyć związek oparty na partnerstwie. Niestety to Wy kobiety albo widzicie czarne albo białe. W życiu tak nie ma… większość z nas ustępuje, godzi się z sytuacją i stara się znaleźć wspólne jutro. Wy, Kobiety działacie pod presją chwili, sytuacji, wydarzenia… Zastanów się co możesz zrobić aby zatrzymać faceta i jednocześnie zachować swoją tożsamość… Ktoś, kiedyś będzie musiał podać Ci szklankę gorącej herbaty… Nie daj się omotać prasie, telewizji i swoim koleżankom – myśl co będzie dalej i na co możesz sobie pozwolić. Faceta trzeba zrozumieć… a sterowanie nim to czysta przyjemność…

  48. Joanna napisał(a):

    Swietny artykul. Dzieki niemu pojelam tok rozumowania „krzywdzicieli” i pocieszylam sie ze to nie moja wina. BYlam w krotkim zwiazku, bo zaledwie kilka miesiecy. Na nieszczescie pracowalismy razem, przez co znajomosc byla intensywna. Widywalismy sie codziennie, spedzlismy kazda wolna chwile razem, oczarowal mnie swobodnym sposobem bycia, zapewnieniami, bylo jak w bajce. Juz po miesiacu wszystko sie zmienilo. Zdziwilo mnie ze nie spi do 3 czasem 5 rano i obsesyjnie czyta wiadomosci. Ja przez to nie moglam spac (praca7rano). Wogole go nie interesowaly moje potrzeby, ja bylam wykonczona fizycznie i psychicznie;w nocy agresja, trzeslam sie ze strachu. Oswiadczylam ze nie moge u niego spac, czym zasluzylam na awanture, zero kompromisu.potem zaczely sie obrazliwe stwierdzenia ze brakuje mi piatej klepki, powinnam sie leczyc itp.niegdy za nic nie przeprosil. zaczal mnie za kare ignorowac lub stosowac agresje slowna. kazde slowo bylo nie takie, odebrane jako atak na niego.do tego przyznal sie ze pali trawke nalogowo od 10lat.zmiany w mozgu, chwilejnosc emocjonalna, agresja. wszystko nabralo sensu. charakteryzujac go: narcyz, niezaradny zyciowo, zyjacy od pierwszego do pierwszego, niewyksztalcony, bez empatii, skruchy, wyzszych uczuc. uwiodl mnie manipulacja, dobrym aktorstwem. przez tak krotki czas stracilam poczucie wlasnej wartosci, wpadlam w depresje, leczylam stany lekowe, strach przed nim i kolejna awantura.sytuacje komplikowala wspolna praca. przestalam kompletnie byc soba, usmiechnieta, pozytywna dobra osoba.zabral mi wszystkie sily witalne ciagla krytyka wszystkich i wszystkiego naokolo.zadne argumenty do niego nie docieraly, zawsze krytykowal moje zdanie,twierdzil ze go denerwuje, ze przesadzam.zamknelam sie w sobie, czulam sie uciskana. to prawda ze ciezko sie od takiego zwiazku uwolnic bo dylemat miedzy sercem a rozumem..czlowiek zakochany zyje nadzieja. rozstalismy sie, ale w pracy byl dramat.nie spalam po nocach.na szcescie tydzien temu kontrakt sie skonczyl i oboje zmienilismy prace.on chcial sie przyjaznic, ja go w diably poslalam. dopoki sama sie nieswiadomie w to nie wpakowalam, nie rozumialam kobiet w takiej sytuacji.jestem wyksztalcona, atrakcyjna, inteligentna. i coz tego. czlowiek nawet nie zdaje sobie sprawy jak szybko sie przyzwyczaja do zlego, jak pozwala soba manipulowac.zwlaszcza ludzie dobrzy z natury.wiem, ze ludzie przezyli gorsze tragedie ich podziwiam za wytrwalosc. ja siegnelam w krotkim czasie dna i zbieram sie powoli. zdecydowanie nauczylam sie na przyszlosc jak rozpoznawac i unikac taki typ ludzi. zycze wam rozniez zebyscie szybko sie uwolnili, bo ktos kto zabiera wam godnosc nie jest dobrym czlowiekiem i nie jest wart waszych lez.

    • clyde22 napisał(a):

      Widzisz, nie przypadkowo mówią, że miłość jest ślepa… Takie obłąkanie. Fajnie być obłąkanym razem w zgodzie i partnerstwie, ale jak jeden przegina, gnoi drugiego i ma jego uczucia gdzieś, to już nie halo…
      Partnerstwo zobowiązuje, ale obie strony

    • vanilia napisał(a):

      ‚Najlepszą bronią jest otwarta i kategoryczna reakcja: „Dość tego”, „Przestań mnie osądzać”, „Zatrzymaj swoje uwagi dla siebie”, „Czy sam siebie słyszysz?”’- takie rady to dla kobiet które chodzą, u mnie świadomość manipulanta że jestem niesamodzielna fizycznie daje mu poczucie jego przewagi nade mną, w moim przypadku stawianie się rozsierdza agresora …najlepiej jak nic nie odpowiadam…, artykuł ciekawy.

    • Kasia 42 napisał(a):

      Joasiu , ja niesumienny uwolnić sie od związku z agresorem i fizycznym i psychicznym. Uważam sie za masakra i światła osobę, lecz w relacji rozum serce , serce bierze górę.
      Jesteśmy razem 3 rok, po roku pierwsze pobicie po alkoholu- przepraszanie, obietnice, za 3 miesiące kolejne pobicie , po niemalże 2 latach ciężkie ze złamanym nosem i rozciętym czołem.
      W międzyczasie drobiazgi…plus słowne codzienne zabijanie!

      Wiele obietnic, wiele mojej wiary i nadzieji…i szcescia przy tym bo udało mi poprostu PRZEŻYĆ -uciekłam w srodku nocy z miasteczka gdzie mieszkałam do swojego rodzinnego Wrocławia!
      Za każdym razem wzywałam policję, najcześciej zaraz po lub sama udawałam sie na policję i ? Policja ani razu nie przyjęła zgłoszenia, nie przyjechała a mnie zdalnej krwią z orbita głowa kazali czekać…w korytarzu…

      Od tego czasu minęło pół roku , policja ,,wszczęła,, dochodzenie, złożyłam dowody, obdukcje, wynajęłam prawnika ( sprawca , oprawca czy dla mnie kat – tez) i do dzis nie został przesłuchany , wezwany na policję, której UWAGA KOMISARIAT JEST PRZEZ PŁOT!

      Kochane, kochani ja na terapii , on na terapii …szuka pomocy czy argumentów na to , ze przecież jest chory ( bo i psychiatra jest i tomograf i rezonans i nie wiem co jeszcze )

      Widzę zmianę , zmianę o 180 stopni tylko we mnie jest lęk wielki, gdzieś w srodku w ciele zapisane są te wszystkie razy pięścią i otrzem języka! Płyną we krwi chociaż byc żyć nie myślę o tym! Nie wracam …chociaż są bodźce , ktore wywołują fale wspomnień ….
      Jutro jadę do tej mieściny zabrać swoje rzeczy , boje sie , czuje niepokój , lecz to czas by zamykać kolejne etapy.
      Pytania :
      1 czy terapia i farmakologia sa skuteczne
      2 czy zmiany sa trwałe
      3 czy te pojedyncze przypadki , o, których słyszalam , ze po latach picia i bicia ….ludzie wracają na drogę milosci i dobra?
      Pytan mam wiecej , wiele, co chwila nowe , bo nowe warstwy problemów i emocji sie pokazują !
      Ja bizneswoman, dobre fakultety , uroda i zdrowie ,uśmiech jest cały czas – chociaż bywa różnie .
      Oprawca – PRAWŃIK, DR. PRAWA , mediator, pracownik naukowy , pracownik samorządu …ojciec.

      I co Wy na to ?
      mój mail bo moze ja komuś pomogę lub ktoś mi .
      kasiulicho@gmail.com

  49. Facet napisał(a):

    Witam, zauważyłem, że wypowiadają się wyłącznie kobiety, których mężowe rzekomo gnębią itp. Przykre to fakt. Ale co w sytaucji takiej jak moja? gdzie moja żona specjalnie prowokuje kłótnie, gasi mi światła, wyłącza tv, krzyczy do słuchawki jak z kimś rozmawiać, ubliża, życzy śmierci, zabiera dziecko jak chce z nim przebywać, nie pozwala zabrać na dwór ani do babci czyli mojej mamy. Co w sytuacji kiedy pracuje normalnie jak człowiek, nie pije alkoholu, nie palę papierosów, sprzątam, zmywam, piorę, opiekuję się dzieckiem staram się być dobrym ojcem i mężem. Mieszkamy 2 piętra niżej niż teściowie. Żona za każdym razem kiedy się z nią nie zgadzam albo odmawiam szantażuje mnie albo odrazu wychodzi do matki zabierając przy tym naszą córkę, kiedy chce ją zatrzymać straszy policją kiedy nie chce to straszy, że więcej jej nie zobaczę itp. Nie mogę po 20 nawet sobie jedzenia zrobić w kuchni bo mi gasi światła albo awanturuję, że zakłocam ciszę jej i dziecku nawet jak ono nie śpi;/ jest dobrze tylko jak jedziemy na zakupy, czy na jakieś spa. Nie wiem jak sobie radzić z tym, wiem, że obraca wszystko przeciwko mnie i nastawia teściów przeciwko mnie;/

  50. Facet napisał(a):

    Jestem zdruzgotwany bo nie daje sobie rady z tym wszystkim, nawet jak robię wszystko co ona chce to jest źle bo rośnie w siłę i mnie gnębi bez powodu, że tv za głośno, cokolwiek nawet absurdy, wyrzuca mi buty z domu czy też kapcie bo mała je bierze w ręke jak pełza, natomiast jak jej bierze to nic nie robi. Nie wiem jak sobie poradzić z tym jestem kłębkiem nerwów, nigdy nie słyszałem pochwaly za starania tylko ciągle krytykę;/

    • clyde22 napisał(a):

      Zrób tak, jak ja zacząłem. Czas zacząć szanować siebie. Będzie zdrowiej dla Ciebie i może lepiej ogólnie… Spełnianie zachciewajek żony nie daje efektów, ona jest niezadowolona, Ty nieszczęśliwy… Po co te Twoje starania?

  51. zdruzgotana napisał(a):

    Kochani co powiecie o tym.Mój mąż pije alkohol, ja jestem osobą nie pijącą.Pod wpływem alkoholu zaczyna być tyranem psychicznym.Po kilku godzinnych kazaniach z strony męża moja cierpliwość się kończy i zaczynam krzyczeć.Nie mam gdzie iść do kogo się zwrócić jestem kompletnie sama.Tak mi wmówił że jestem do niczego że straciłam pewność do swojej osoby.Nie pracuje siedzę w domu.W tygodniu on nie pije to jest wszystko ok , kiedy jednak przychodzi weekend mam piekło.Zaczyna się od piątku kiedy ten uważa że waraca z pracy do domu i należy mu się odpoczynek (musi sobie popiwkować)on pije bez umiaru czyli musi się napić do takiego stopnia że nic na drugi dzień nie pamięta.Odeszłam od niego pare razy. chcę mu jakoś pomóc i sobie przy okazji też.Wiem że krzycząc na niego nic nie zdołam ale moja psychika nie wytrzymuje tych wiecznych poniżeń.Jego rodzina wie jaki on jest że nie kontroluje swojego picia,mówie im co robi to nie wierzą.Boje się o swoje bezpieczeńswo bo chcą mi wmówić że ja mam problem.Dopóki on nie pije jestem spokojna jednak jak zaczyna pić boje się.

    • clyde22 napisał(a):

      Proponuję zadzwonić do „niebieskich”, gdy mąż się nachla i Ci dokucza. Przyjadą, „zbadają”, ewentualnie założą niebieską kartę. Nie zaszkodzi mu. I uważam, że to żaden obciach. Większym obciachem jest zgadzanie się na to, co on robi, czyli dręczy Cię. Szanujmy się, by inni nas szanowali.

  52. aa napisał(a):

    Jestem niepijącym alkoholikiem,proponował bym wizytę w
    poradni uzależnienia od alkoholu i współuzaleznienia.
    Tam znajdziesz fachową pomoc,spotkasz ludzi z podobnym problemem,pomożesz przede wszystkim sobie,a jemu przy
    okazji też.

  53. Michał napisał(a):

    Wywinąłem się w ostatniej chwili.

    Ona była osobą bardzo agresywną, choć nie fizycznie. Twierdziła, że po prostu tak ma, że jest choleryczką, więc szybko się wkurza i szybko uspokaja. Ale wszystko zawsze było moją winą, to ja zawsze powinienem był przepraszać, przez dwa lata związku jej zdarzyło się może ze dwa razy, i to w zupełnie nieistotnych kwestiach. Gdy się kłóciliśmy i nie odzywaliśmy kilka dni, to jej to w ogóle nie przeszkadzało, nie próbowała w żaden sposób się pogodzić, nie szukała kontaktu. Mnie niestety bardzo na niej zależało, więc w końcu ulegałem i starałem się wyjaśniać nieporozumienia. Ale wtedy z kolei dawała mi do zrozumienia, że ja zawiniłem, bo coś źle zrozumiałem, źle zinterpretowałem. Ale gdy to ona się obrażała, to z kolei wtedy nie było możliwości, że ona coś źle zrozumiała – po prostu według niej ja się niewłaściwie wyrażałem, używałem złych słów.

    Słyszałem wciąż, że mnie kocha, że jej na mnie zależy, ale jednocześnie nie angażowała się w nasz związek, nie interesowała w ogóle mną, moimi opiniami, pasjami, rodziną, znajomymi, czymkolwiek ze mną związanym. Mimo tego wciąż słyszałem, że jestem egoistą, że poświęcam jej za mało czasu, którego wg niej i tak mam za dużo. Ona ma kilkunastoletniego syna z poprzedniego związku, więc gdy jej zarzucałem, że nie interesuje się mną ani naszym związkiem, że się nie angażuje, to słyszałem, że nie ma na to siły ani czasu, bo pracuje, bierze dodatkowe zlecenia, a do tego musi zajmować się dzieckiem.

    Gdy mi coś tłumaczyła, z czym się nie zgadzałem, to podnosiła głos, niemal krzyczała na mnie. Jak jej zwracałem uwagę, żeby tego nie robiła, to twierdziła, że jestem przewrażliwiony, że przecież mówi normalnie, że przesadzam.

    Na synu się wciąż wyżywa, wrzeszczy na niego, wyzywa, czasami bije. Gdy jej zwracałem uwagę, to twierdziła, żebym się nie wtrącał, bo jak nie mam własnych dzieci, to nie mam pojęcia o ich wychowywaniu.

    Z własnej woli odciąłem się od znajomych i przyjaciół, bo ona nie w ogóle nie przepada za ludźmi – nie ma przyjaciół ani bliższych znajomych, za to wszystkich wciąż obgaduje i krytykuje, ze swoją rodziną włącznie. Nie chciałem zadrażniać sytuacji, prowokować kłótni, więc przestałem się spotykać z kimkolwiek prócz niej.

    Mógłbym tak opowiadać i opowiadać… Gdy jej nie było w pobliżu, byłem wesoły, zabawny, cieszyłem się przebywaniem z ludźmi. Przy niej byłem zgaszony i niewiele się odzywałem, bo nigdy nie wiedziałem, czy nie powiem czegoś niewłaściwego, za co potem zrobi mi awanturę.

    Rany boskie, dopiero gdy to napisałem, dociera do mnie, w jakim totalnym szambie siedziałem, a na dodatek wciąż wołałem, żeby jeszcze g*wna dolewać…

    Bardzo niewiele brakowało, a bym się z nią ożenił. Leciałem do niej jak ćma do ognia, chociaż niemalże na każdej płaszczyźnie życia się nie dogadywaliśmy, poczynając od jedzenia czy filmów, a kończąc na seksie. Ale udało jej się wmówić mi, że to ja nie potrafię się dogadywać, nie potrafię żyć w związku, za mało od siebie daję, za mało się staram. Więc poświęcałem się dla niej coraz bardziej i bardziej, niczego nie żądając w zamian. Do końca wydawało mi się, że jej pomogę, że gdy będę łagodny i spokojny, to ona również się uspokoi i będzie dla mnie lepsza.

    Rozstaliśmy się: nie mogłem już wytrzymać jej fochów, braku szacunku do mnie, olewania mnie, braku zaangażowania. Na początku strasznie to przeżyłem, wciąż miałem myśli, że to moja wina, że może powinniśmy jednak być razem, chociaż wszystko we mnie krzyczało, że dobrze robię, że powinienem trzymać się od niej z daleka. Na szczęście udało mi się utrzymać nerwy na wodzy, chociaż jeszcze w chwilach wątpliwości się z nią kontaktowałem. Dobrze, że z tego kontaktu nic nie wyszło.

    Zacząłem terapię, która otworzyła mi oczy. Dopiero dzięki temu powoli do mnie docierało, jak dałem się stłamsić, jak pozwoliłem się wpędzić w pułapkę agresji i poczucia winy. Polecam każdemu: uciekajcie od takich ludzi i szukajcie pomocy, bo życie macie tylko jedno i nie warto go marnować!

    • clyde22 napisał(a):

      Szczęściarz z Ciebie – zwiałeś w porę i masz spokój. Szacun. Mi zakochanie odebrało rozum. Gdy rozum wrócił już było po ślubie i dzieciaki na rękach, i dom wybudowany, drzewo posadzone… 😉

  54. Fałszywe imie napisał(a):

    Świetny artykuł i fajnie, że jest miejsce do wyżalenia się, bo jak widać po komentarzach wielu z nas tego potrzebuje. Jakkolwiek ani z nas nie jest bez ani grosza winy, dla ludzi, którzy obarczają całkowitą winą partnera/partnerkę to coś nie ufam. Bo oczywiście każdy może przedstawiać sytuację na swoją korzyść. Nie chce tu, abyście obarczali siebie, ale po prostu nie umiem zaufać historiom czy ludziom, którzy nie mieli momentu w życiu, gdzie się nie zastanowili czy to ‚moja wina?’, ‚co mogłem/am zrobić złego?’. Ja osobiście tak miałam, mój partner w ogóle nie obarczał nigdy siebie, stąd zauważyłam, że coś nie tak. O wszystko się czepia, robi problemy z każdej błahostki, ale on jest święty i nic złego nie robi, to tylko ja stwarzam problemy. Ja np. nie lubię smsować i po prostu rzadko to robię, on się wkurzał, że się mało angażuje, to poprosiłam o więcej czasu, bo po prostu nie jestem przyzwyczajona i nie umiem tak jakoś pisać o niczym, bo to dla mnie strata czasu, ale skoro mu zależy to się postaram ( szkoda, że musiał mi to wypomnieć poprzez wielką kłótnie ), a gdy ja mu wspomniałam, że o wszystkim zapomina ( mówię coś dzień wcześniej, a na drugi dzień pyta o to, i tak ze wszystkim ) to on, że on już tak ma z pamięcią i tyle. Szkoda, że on mógł zwalić to na to, że tak ma, gdy on mnie oskarżał z smsami, że zwalam wszystko na charakter. Najgorsze, że nie można takim osobom nic powiedzieć, bo robią z tego tylko wielką kłótnie i może skończyć się na wyzwiskach, a on za to może mi wszystko wypominać. Jak można być tak ślepym? Najgorsze, że ja wciąż jestem na etapie, że siedzę w domu, przejmuje się i zastanawiam się czy to moja wina czy nie, bo mi osobiście głupio wszystko na drugą osobę zwalać ( szkoda, że jemu za to nie jest głupio ).

  55. ja79 napisał(a):

    Jakbym czytala o moim malzenstwie, ktore trwa 7 lat a znamy sie 10. Ja teraz wiem ile bledow popelnilam, wiem ze mi odwalalo, nie umialam sobie poradzic z wieloma problemami, z poronieniem, z tym jak mnie traktuje ojciec, tesciowa. Nigdy nie dostalam w takich sytuacjach wsparcia od meza. Zawsze bylo ze wymyslam problemy, ze sie czepiam, ze czego ja chce. Na wszelkie sposoby, nieodzywaniem sie, placzem, wyciem, wojnami probowalam zwrocic na siebie uwage i doprowadzilo mnie to do tego ze jestem strzepkiem nerwow. Na wszytko reagowalam jakbym miala nerwice, depresje. Niekontrolowane wybuchy gniewu, zlosci, itp. Z biegiem czasu zrozumialam swoje zle postepowanie, wyluzowalam, uspokoilam sie, dowartosciowalam sie troche. Ale zadra w sercu zostala i co jakis czas wraca. Maz swoje zachowanie troche poprawil. Tylko kazda taka poprawa byla okupiona wielkimi klotniami, jego skokiem w bok, bo przeciez on uwazal od zawsze ze to ja go krzywdze. Teraz jest w miare ok. Ale nie podejdzie i nie przytuli. Czasem slysze ze ja nim steruje, ze chce nim rzadzic. A to w glupich sytuacjach typu zeby poszedl na zakupy, a ja mu mowie, gdzie co najlepiej kupic. Nie podejmuje sam decyzji, oczekuje ze ja podejme za niego decyzje, ale jakakolwiek bym nie podjela to bedzie zle bo albo uslysze ze nim steruje albo uslysze ze mu czegos zabraniam. Nie ma w nim krzty zrozumienia uczuc drugiego czlowieka. Wiecznie jest niezadowolony, na wszystko narzeka, nic mu sie nie podoba, ma pretensje do wszystkich ludzi nie wiadomo o co. Kazdy mu krzywde robi, kazdy cos od niego chce. Nie potrafi podejmowac sam decyzji i przejac za nie odpowiedzialnosci. O sobie wiecznie gada ze jest glupi, gruby, ze nikt go nie lubi. A ja mam dosyc. Juz dawno bym odeszla gdyby nie to ze mamy male dziecko i ja nie pracuje. Moje poczucie wartosci jest tak zanizone ze uwazam siebie za nikogo, nie wierze w siebie, ze ciezko mi sie zabrac za szukanie pracy bo uwazam ze sie do niczego nie nadaje. Mam dosyc takiego zycia. Wiem niby co jest zle a nie umiem ruszyc do przodu zeby sie z tego wyrwac. Moj mail kkasia79@poczta.wp.pl, jakby komus sie nudzilo i mial ochotr cos napisac.

  56. sarah napisał(a):

    Eksmąż – agresor słowny i fizyczny. Skutek – depresja – 3 lata wpatrywania się w ściany, kochałam zasypiać wieczorem i bałam kolejnego poranka. Odeszłam, za późno, ale jednak udało się.
    Poznałam starszego mężczyznę, nie szukałam ale stało się. Z uśmiechniętej kobiety dość szybko stałam się niepewną siebie istotą. Totalny zazdrośnik, komentarze typu – dla kogo noszę sukienki?; każdy znajomy to mój potencjalny kochanek; robi mi „przysługi” a ja tego nie doceniam itp. Po pierwszej kłótni wyrzucił moje ubrania z szafy na podłogę, kazał się wynosić, obrzucając obraźliwymi słowami. Odchodziłam i wracałam kilka razy, aż pewnego dnia powiedziałam sobie dość, wyrzucając go z życia. Przeczytałam to i owo o jego konkretnych zachowaniach i doszukałam się zaburzenia osobowości – typ bordeline.
    Po jakimś czasie dałam sobie szansę na kolejny związek. To była można by rzec miłość od pierwszej rozmowy. I znów pochyła w dół – pierwsza kłótnia zakończona jego bardzo agresywnym – Zamknij się. Wytłumaczył później, iż w psychologii tak ucisza się agresora. Byłam agresorem, gdyż domagałam się rozmów o związku, wyjaśnień jego częstej irytacji, miałam pretensje o to, iż nie słuchał, gdy do niego mówiłam. Ogólnie mężczyzna ów był bardzo skupiony na sobie, lubił gdy go się tylko słuchało i podziwiało.
    Mam pecha, zdarza się, lub tak jest mi pisane. Mam wady i zalety, a kłótnia jest elementem życia w związku. Problem tkwi w sposobie rozwiązywania konfliktów – dlaczego mężczyźni po tych wszystkich deklaracjach o partnerstwie, poszanowaniu wzajemnym przechodzą dość szybko do agresji, wyzwisk, stosowania przemocy fizycznej? Skąd chęć dominacji i umniejszania pozycji kobiety? Wysłuchałam tyle samo komplementów co i obelg. Wszyscy moi partnerzy byli wykształceni i inteligentni, z pozoru – osoby na poziomie i wydawałoby się – obyci.
    Przeczytałam wszystkie powyższe komentarze – mówiąc kolokwialnie – ręce opadają na ilość niezdrowych, toksycznych związków. Mam nadzieję, iż osobom, które widzą problem, uda się wyjść z trudnych sytuacji. Dla tzw. świętego spokoju, choć ceną jest samotność.

  57. Ela napisał(a):

    Przeczytałam właśnie wszystkie wasze historie jestem smutna ze człowiek potrafi tak drogiego człowieka traktować unizic powino byc człowiek człowiekowi najlepszy przyjaciel a potrafi byc nie stety inaczej to istny horror co powinien człowiek w takich sytuacjach zrobic uciec wszystko zostawić kupić sobie psa ktory nas ochroni często wchodzą w konflikty dzieci i one tez cierpią co powinno sie w takich sytuacjach robić zwracać sie do bliskich do specjalistów a moze opublikować to w telewizji jaki potrafi byc nasz partner wtedy moze zauważy swoje okrucieństwo Nie stety nie potrafię nikomu z Was doradzić jedyne co mogę powiedzieć czasem lepiej wybrać mniejsze zło sami musimy zdecydować jakie ono bedzie Zycze Wam szczęścia w tym wyborze

  58. clyde22 napisał(a):

    Najbardziej boli to, że ktoś mówi, że kocha, ślubuje miłość i uczciwość, a później zapomina o elementarnych zasadach wolności jednostki.
    „Zapomnij, że jesteś, gdy mówisz, że kochasz…” pisał poeta Jan…
    Gdzie dobre słowo? Gdzie miły ton, będący podstawą przyzwoitych i poprawnych stosunków międzyludzkich…
    Szkoda właśnie, że dzieci też muszą ocierać się o te przepychanki, a nawet brać w tym udział. Straszna rzecz.
    Co dzieje się w tych głowach?…

  59. Jacek napisał(a):

    A ja mam tak. Jestesmy ze soba 4 lata bez slubu mieszkamy razem, ona ma 8 letnia corke z poprzedniego zwiazku nie formalnego i ze mna 2 letnia coreczke. To co sie dzieje od chwili zamieszkania razem to koszmar w sumie to nie wiem jak to nazwac.Kocham jej corke i traktuje jak wlasna utrzymuje caly dom ona jest na wychowawczym. z pracy przychodze wychodze z dziecmi zabieram je wszedzie stac mnie na wszystko.Ona raczej malo co wyc hodzi , ostatnio z nami wogole, bo jesc ciagle obrazona na mnie . Gdy wpadnie w nerwy moja Narzeczona to wogole z nia nie pogada poniza mnie krytykuje wmawia mi ze to ja zaczalem obwinia , ocenia . Bawiac sie z dzieckiem przewrocilo sie i zaczelo plakac , wpadla DO POKOJU I ZACZELA TAKA WOJNE ZE SZOK ZE JESTEM TAKI OWAKI KRYTYKA OBWINIANIE NIE TO NA PORZADKU DZIENNYM, a jak jest spokojna to wejdzie zapyta sie co sie stalo i spokoj. Coraz gorzej jest , w sumie nie spimy juz nawet razem, twierdzi ze juz do mnie nic nie czuje a jednak nie chce odejsc ,ciagle slysze ze wynajmie mieszkanie i jakos od 3 lat nic. Ja jej mojej corki nie dam tak wychowywac. a moje jest mieszkanie. Mam dylemat ? czy ja wyzucic z mieszkania ale do starszej corki nie mam praw bo jest jej i serce by nie pozwalalo zrobic cos takiego bo by musiala z nia pojsc . Rozmowa nic nie daje bo to ciagle moja wina a krzyczy na dzieci , czasami szarpie ,Jak jej mowie ze to zle wplynie na wqychowanie dzieci to mowi ze to jej sprawa zebym sie nie wtracal h.. Cie obchodzi klnie przy dziecku. Mozna to nawet przemoca psychiczna chyba nazwac . Ja zdecydowalem sie chodzic na terapie bo myslalem ze ze mna jest cos nie tak i namowilem ja zeby poszlimy razem ale co 2 razy byla i wiecej nie pojdzie bo z Nia jest wszystkow porzadku tyl;ko ze mna cos nie tak itp. Wiem ze ma leki , brak poczucia wlasnej wartosci ,emocjonalnie jest chyba nie dojrzala niepewnosc ale nic nie moge zrobic . Wyrzucajac ja z domu i starajac sie o opieke nad mlodsza zrobie znowu krzywde starszej corce bo ją tak moge nazwac . Chcialbym zeby byl spokoj w rodzinie bo mozna wychowywac dzieci bez darcia krzykow szarpania , ale jej to nie moge przetlumaczyc. Myslalem nawet zglosic to do MOPsu ale znowu bedzie wojna i tp a dzieci to sluchaja . Starsza corka jest za mna bo z nia rozmawiam , mam dla niej zawsze czas, a matka nie ma czasu i krzykiem zalatwia wszystko i karami bez pokrycia,. Poradzcie co z tym zrobic

    • clyde22 napisał(a):

      Weź i poradź, jak sam mam tak samo i głupi jestem… Najgorsze, że nie ma złotego środka (idealnego rozwiązania). Jak by nie zrobić, ktoś będzie płakał.
      Mówisz o niedojrzałości narzeczonej. U mnie jest podobnie z żoną. Nazywam to bardziej „rozchwianiem emocjonalnym”, bo jak jednego dnia można mówić, że się kogoś kocha, a następnego nic do niego nie czuć, albo drzeć się, że ktoś obcy to by nie uwierzył, że taka „cichutka osoba” może takie numery odwalać. I nie ma normalnej komunikacji, rozmowy, tylko darcie i egzekwowanie krzykiem swoich racji, niezależnie czy są słuszne, czy nie… Osiwieć można… Ja to w sumie zazwyczaj staram się to mieć w zadzie, bo mam 40 lat na karku i własne zdanie. Skończyłem z uległością, bo do niczego nie prowadzi. Dzieciaczków mi tylko szkoda, bo tu kształtowane są ich osobowości, charaktery i dobrze by było, gdyby jak najczęściej uśmiechały się i nie były zakrzyczane, zastraszane krzykiem… To nie fair.

  60. Jacek napisał(a):

    No co Ty dzieci mi tylko krytykuje uwaza ze jak krzyknie to zrozumia, Jak ze starsza sie uczy i cos dziecku nie wychodzi to zaraz krzyki dziecko w placz i tyle, stane w obrobie to na mnie i tak w kolko i g… Cie to obchodzi, to moja sprawa SZOK. Tylko terapia pomoze nic wiecej. Nie da sie tak zyc. Jak mielismy jechac na wakacje to koszmar i jak bylismy rowniez , dopiero jak wracalismy byl spokoj , niepewnosc leki przed czyms nowym itp… Teraz planuje rowniez i chcialem zeby poszla do Psychologa to wojna i ona nigdzie nie jedzie , jak dziecko – nie ublizajac dzieciom bo juz rozumia . Nie mam pojecia moze zglosze do Mopsu ale to bedzie raczej koniec wszystkiego a zalezy mi jakos na niej bo widze w n iej rowniez osobe dobra. Czyli sumujac mam dwie kobity. dobra i zlo w jednej osobie . Chcac pogadac nie da rady bo zaraz wychodzi albo powie cos i tez wyjdzie. Zawsze moja wina , a slowo Przepraszam to nigdy nie padlo z jej strony. Jestem bezsilny aler musze cos zro0bic bo tak dalej nie chce zeby mi dziecko straszyla, krytykowala , darla sie szarpala jak wpadnie w furie.,

  61. aga napisał(a):

    Witam,i ja dołączam do was.jestem z mężem 11 lat,i mam go dość,zniszczył mnie psychicznie,tylko on i jego rodzina się liczy a ja to zło konieczne.miałam tylko robić nic się nie oddzywac,a gdy zaczelam walczyć o swoje zrobił że mnie wariatke i idiotke.wszędzie mnie oczernia nawet przed moją rodzina.Mam 2 synów(4/8lat)i ktoregos dnia mój młodszy synek spytał się mnie ..Mamo dlaczego znowu płaczesz? A ja…ze nieplacze,a on na to ….zawsze placzesz a potem mowisz że nie….i to już do końca mnie uświadomilo ze nie chce z nim być,,,że zabrał mi wszystko ….mnie… Age uśmiechnięta dobra szalona….bo dziś zostało tylko ciało bez duszy i marzeń,

    • clyde22 napisał(a):

      Mam tak samo… Człowiek zatraca siebie, by nie jątrzyć, by był spokój… A teraz budzimy się z ręką w nocniku i świadomością, że po kilku latach wspólnego mycia nie ma nas. Nie istnieje nic z dawnych nas…

  62. Max napisał(a):

    Czytam te wszystkie komentarze i oczom nie wierzę: wygląda na to, że agresorem z definicji jest facet a ofiarą zawsze kobieta… Czy może mi ktoś wytłumaczyć dlaczego, jeśli są zgrzyty w komunikacji między partnerami to z definicji problemem jest facet? Dlaczego to ON zawsze ma być tym, który ma się zmienić?…

  63. Jacek napisał(a):

    przeczytaj uwaznie co napisalem wyzej , Ona jest agresorem a Ja ofiarą jak to nazwales. Teciche mile kobietki zamieniaja sie. Ja sadze ze mam w domu 2 kobity zebym mogl przyciski miecd to bym jeden zepsul a tak samej automatyczniue sie wlacza ten zly i bez zadnego , powtarzam bez zadnego powodu, ostatnio wystarczyly u mnie byc drzwi nie domkniete w pokoju albo ze dziecko chcialo sie uczyc ale ona teraz nie miala czasu bo ogladala cos w internecie. Przykre to jest naprawde. Dziecko chodzi do 1 klasy i juz widac ze nie chce sluchac malo je obraza sie z byle powodu, ma leki , nie slucha na lekcji. I co zrobic jak praw do dziecka nie mam bo tylko mieszkamy razem, mlodsza jest moja wiec nie rani mi jej az tak.

  64. clyde22 napisał(a):

    Ano, Jacku. U nas też swoiste rozdwojenie jaźni. Miewam w zwyczaju w przypadku ataków zabierać dzieci na górę do pokoju, lub na powietrze na spacer. Wszystko po to, by maluchy nie brały tych ataków na siebie/do siebie.

  65. greg napisał(a):

    trudno tu byc jednostronnym , jesli faktycznie jest tak jak wszyscy tu piszecie
    a jesli tez mowie mojej zonie , chyba przesadzasz
    znowu sie czepiasz
    gdy przychodze po 12 -14 godzinach pracy do domu z usmiechem na ustach dlatego ze jestem juz w domu ze widze moja zone , moje dzieci(trzech chlopakow 11,5,1) za krotymi czesto tesknie
    a ona zamiast milego przywitania odrazu z grubej rury gdzie bylem i z czego sie tak ciesze , „ze bylem gdzies po drodze ” i dlatego taki usmiechniety jestem
    taki tylko przyklad jeden z wielu i naprawdze uwierzcie mi czesto nie zwracam na to uwagi ale czasem brakuje mi cierpkiwosci
    chcialbym uslyszec np czesc kochanie
    nie jestem dla niej obojetny , czesto jej mowie ze ja kocham , ze jest piekna , ma ladny tyleczek , moze mysli ze tak tylko mowie zeby bylo jej milo ale mowie co mysle
    pracuje duzo bo lubie , moze zaniedbuje troche Zone i dzieci , ale stram sie jak moge , nie pije nie pale , mam poukladane w glowie , wiec co mozna a co nie , zona dostaje czasem kwiaty , lubie z zaskoczenia jej wreczyc bez okazji , w lozku tez jest dobrze ,
    ale czesto naprawde mam wrazenie ze nie wie czego chce
    czepia sie bez przerwy
    w domu zawsze jest cos do zrobienia ;jestem zlota raczka ; ze tak powiem wiec lubie sam wszystko robic wiec to wyglada tak ze jak duzo pracuje to sie czepia ze nie ma mnie w domu , dzieci mnie nie widza , jak jestem w domu to tez zle bo kasy malo bo zamiast posiedziec troce w domu moge cos kolo domu robic jak pogoda jest
    wiec naprawde czasem juz musze wubuchnac , bo czuje sie jak popychadlo , choc jestem twardym facetem , dla siebie i dzieci jest czas na zabawe , ale jest czas na obowiazki
    naprawde juz czasem nie wiem , moze ona jest na cos chora jakas nerwica czy cos
    albo cos jest nie tak ze mna
    gdyby nie dzieci to juz dawno bym odszedl
    ale dzieci musza miec obojga rodzicow woec sie staram nie klucic z zona ale czasem po prostu sie nie da
    zona czesto mowi ze jej nie doceniam , ale jak bardziej moge ja docenic , mowie o uczuciach , ze ja kocham ze jest najpiekniesza kobieta na swiecie ze wspaniale sie domem dziecmi zajmuje , ze wspaniale gotuje ze w lozku jest cudownie , ale ja nic takiego odniej nie slysze moze tylko jesli chodzi o lozko ale to nie tylko to
    ona mysli ze to facet tylko ma zabiegac o kobiete i on musi okazywac uczucia , ona juz nie
    ja jej czesto mowie ze zwiazek , jest w odbie strony taki sam , jesli czegos oczekujesz daj to samo z powrotem , tak samo jest z obowiazkami , trzeba je dzielic na pol , ale nie bo jej nie pomagam w domu !!!
    ale czy ona mi pomaga po za domem
    wiem ze dom i dzieci to ciezka praca ale ja nie leze na kanapie bo nie mam na to czas 1.5 roku stawialem dom sam, od podstaw pod klucz , nie uslyszale nic z jej ust ale to ja pracowalem czasem po 16 godzin na budowie , po pracy , ale to ja jej nie pomagam w domu , to wtedy jej mowie
    12 godzin w pracy , potem 4 na budowie , wstaje o 5 rano klade sie o 23 i jescze moge sie wyspac , pobawic sie z dziecmi , posprzatac w domu , pozmywac gary , skosic trawnik , naprawic samochod , wiec jej mowie ze dlatego musimy miec podzielone obowiazki , ale i tak czesto nic do niej trafia

    wiec tak w skrucie wyglada to wszystko ale to zawsze kobieta jest ta pokrzywdzona co by sie nie dzialo
    znam to z praktyki !!!

  66. meg napisał(a):

    Do clyde22 mam takie samo podejscie tylko czasami chce mi sie plakac i zastanawiam sie dlaczego mnie to spotkalo? Tez chce, aby moje dziecko mialo pelna rodzine. Koleznka psycholog powiedziala,ze jej to wyglada na zespol aspergera. Mnostwo czytam na ten temat,ale moich lat nikt mi juz nie wroci. Jakie to smutne. 11 lat po slubie… Czasami jest dobrze, wtedy mysle, ze sie ulozy, ale zawsze znowu mu odbija i zachowuje sie jak popapraniec i zwykly cham. Ostatnio jak rozmawialam przez tel to specjalnie wlaczyl telewizor i jeszcze podglasnial. Moze przyjdzie taki moment, ze bede mogla sie uwolnic. Nie wiem. To, o czym piszesz clyde faktycznie nie zacheca podzialy majatku, rozwod, pytania ludzi, dodatkowo mieszkajac w malym miescie jak ja. Smutne jest to, ze ten, ktory mial byc moja ostoja jest jak kamien u szyi, ktory sciaga w dol. Pozdrawiam.

  67. Michał Moś napisał(a):

    Dokładnie tak jak moi rodzice. Choćbym nie wiem jak straszył, że to się źle skończy, że np. dojdzie do jakiejś tragedii, awarii, czy nawet skończy się to kłótnią z rodziną, przyjaciółmi, do czego już dochodziło, wypadku, złego działania sprzętu. Permanentnie w iście wariackim stylu naprzemiennie kontrują w wyjątkowo agresywny sposób wszystko co mówię, każdą instrukcję, każdą moją informację. Nie jest ważne, że jakieś zdanie jest napisane np. w umowie gwarancyjnej, za to jest ważne dla nich to, że ja to czytam. No i kontra. Nie pomagają groźby, które już realizuję, że powiadomię np. producenta sprzętu AGD o postępowaniu niezgodnym z instrukcją. Potrafią poświęcić życie, byleby przestawiać np. klimatyzację w samochodzie inaczej niż ja. Nawet jak ja to robię zgodnie z instrukcją. Nie mogę umówić się z lekarzem, kuzynem. Narzucają mi stanowisko przeciwko ciotce, która w jakiejś błahej sprawie podpadła. Podważyli nawet chrzest mojego chrześniaka. Zgłosiłem to jako znieważenie uczuć religijnych na policję, to zagrozili, że jeśli nie wycofam skargi, zrobią ze mnie wariata. No to odpuściłem, a po paru latach sytuacja się powtórzyła. Nie miałem wobec tego wyjścia i powiadomiłem Sąd Metropolitarny. A oni nic z tego sobie nie robili, dopóki nie poczytali jaka kara za to grozi. Wykorzystywali znajomego księgowego ISD Huty Częstochowa i jego żonę do szpiegowania mnie w Internecie. Straszyli mnie radnymi, znajomymi policjantami, psychiatrami itd…

  68. kot napisał(a):

    Mam dokładnie taką samą sytuację jak opisana w tekście. Z tym że ja przestaję już nad sobą panować. Wcześniej kiedy mówił „w żartach” coś co mnie upokarzało po prostu byłam smutna a kiedy nie widział płakałam. Teraz zaczynam być agresywna w stosunku do niego. Chyba mam jakąś nerwicę, prawie codziennie za którymś z rzędu jego wrednym tekstem zaczynam krzyczeć i płakać na co on odpowiada że jestem wariatką, bo on tylko żartował. Po dwóch latach mam zszargane nerwy i zerową samoocenę. Czuję że do niczego się nie nadaję. Nie jestem w stanie go uszczęśliwić. Wypomniał mi ostatnio że nie dbam o siebie. A ja nawet nie mam czasu dbać o siebie bo ciągle jestem zajęta załatwianiem jego spraw. Wszystkie obowiązki przerzuca na mnie, łącznie z opiekowaniem się jego dziadkami, odbieraniem jego przesyłek itp. Kiedy pracuję na 2 zmianę, mówi że cały dzień się obijam i jestem leniem. Nie mam już siły, moje życie jest bez sensu. Czasami tak mocno go nienawidzę że mam ochotę mu to wykrzyczeć w twarz. Ale po każdej kłótni i tak to ja przepraszam i biorę całą winę na siebie. Z nim się nie da rozmawaiać. Ale tak go kocham. Zniszczył mnie

  69. Michał Moś napisał(a):

    Tyle, że ci moi widzą, że ja się dwoję, troję, ruszam wszystkie organizacje pomocowe, jakie się da i gówno z tego. Nawet nie boją się zagrozić pozbawieniem mi praw, tak jak wczoraj, jeśli będę się wspierał organizacjami. Jeden człowiek, którego traktowali jako narzędzie szantażu, przestał być radnym osiedlowym, drugi nie jest już prezesem. A oni dalej. Mówię im wprost…skończy się to tak, że nie będziemy mieli krewnych na wysokich stanowiskach w państwie ani w prywatnym sektorze, a oni nic, nie dociera. Idę jak po trupach do celu, a te trupy myślą, że żyją.

  70. Ella napisał(a):

    Witam,
    Jesrtem w toksycznym związku od osmiu lat.Ostatnie cztery lata to koszmar.Wyzywa mnie od najgorszych.Nie ma już na swiecie podłych slow,wulgaryzmow jakich by nie uzyl w moim kierunku.Wyrzucalam go z mieszkania kilkakrotnie i za każdym razem to samo.Wracal (nawet po dwóch miesiącach),blagal,plakal,kupowal bizuterie na przeprosiny,kwiaty i ciagle wystawanie pod drzwiami ,bo go nie wpuszczalam, sms w których wyznawal milosc,ze nie potrafi zyc beze mnie itp.itd.Obiecywam mi nie eraz ,ze już nigdy nie będzie mnie wyzywal,ranil,upokarzal. Niestety po trzech miesiącach było to samo.Obarczal mnie wina za wszystkie problemy,za to ,ze nie może jechać do Polski do mamy i ojca bo musi placic te pier…moje rachunki i na wyjazd nie ma pieniędzy.Jakie moje rachunki pytam?.Nasze do licha.Ja jestem po operacji na dlon prawej reki i jestem za chorobowym.I tak zaczynaly się potworne ,patologiczne wyzwiska..ty kur…,szmato, pojebana debilko,wypierdalaj,ciagnij się, gon się psycholu. (przepraszam za te słowa)…Kilka lat temu pil i bil.IZAWSZE WYBACZALAM MU PONIEWAZ KOCHALAM GO PRZERAZLIWIE I MIALAM NADZIEJE,ZE SIE ZMIENI,CHCIALAM POPROSTU NORMALNIE ZYC Z UYKOCHANYM.Obecnie jestem sama(kilka dni temu kazałam się wyprowadzić).Powiedzial naszym znajomym ,ze on nie chce już być ze mna bo ma dość klotni i ciągłych awantur! Do licha ma tupet sam wszczynal awantury,ublizal, upokarzal i zwalil wine na mnie….MA TUPET!…Jednak tym razem po wyprowadzce nie pisze do mnie sms z wyzwiskami jak było zawsze..Czy to koniec?…BOJE SIE ZE MU ”SWIR” MINIE I ZNOWU ZACZNIE BLAGAC O WYBACZENIE!!! Jest mi ciężko bo zostałam bez srodkow do zycia, sama,zbrukana itp.(mój zasiłek wystarcza mi na oplacenie mieszkania,preadu,wody i internetu)…Poradzcie jak mam zyc dalej?
    Pozdrawiam Ella

  71. niedobry mąż napisał(a):

    Witam. Przeczytałem pobieżnie ten artykuł i wychodzi na to, że spełniam wiele przesłanek, żeby posądzić mnie o opisywaną agresję.
    Obrażam żonę, używając słów, które nie powinny nigdy paść. Przeważnie pod wpływem alkoholu tracę kontrolę nad tym co mówię. Nie biję ale raz zdarzyło się, że uderzyłem żonę w twarz. Raz na kilkunastoletni związek co i tak daje o jeden raz za dużo. Wiem o tym.
    Nie czrpię żadnej satysfakcji z przykrych słów, które mówię żonie i na drugi dzień nie mam odwagi spojrzeć jej w oczy.
    Nie mogę być obiektywny wobec siebie samego i może podejmę żałosną próbę wytłumaczenia swoich pobudek a i tak pewnie zostanę zlinczowany.
    Mamy trójkę dzieci. Mieszkamy w warunkach wręcz uwłaczających godności człowieka ( o szczegółach aż wstyd pisać ) Mnie ta sytuacja nie odpowiada ze względu na małe mieszkanie, naganne zaplecze socjalne, sąsiedztwo, przez które boje się z dziećmi na podwórko wychodzić, brak perspektyw w naszej miejscowości…można mi nie wierzyć ale w naszej miejscowości, nie ma nic pozytywnego…a konkretnie to nie ma nic szkoły, kościoła, ośrodka, nawet sklepu. Wszędzie za to biegają psy, które są zagrożeniem szczególnie dla dzieci.
    Obecnie żona pracuje. Ja zajmuje się synem ( szkoła ) i dwiema córeczkami ( 2 i 4 lata). Wstaję, włączam bajki w tv, ubieram dzieciaczki, robię śnadanie i bawię się z nimi do obiadu, który również robię. Każdy konflikt pomiędzy dziećmi załatwiam szybko i skutecznie – tłumaczę. Córki w mojej obecności nie płaczą, bo nie ma powodu. Jeżeli mnie o coś pytają to odpowiadam od razu,( ważny aspekt ) żeby ich czegoś nauczyć. Zajmowanie się domem nie sprawia mi żadnej trudności, bo potrafię dobrze organizować sobię pracę. W między czasie coś naprawię, bo tak sobie dorabiam…telefony, komputer…itp. Nigdy nie skarże się żonie jak to ja miałem ciężko z dziećmi….bo to byłaby nieprawda.
    Sytuacja pogarsza się, kiedy żona wraca z pracy.
    Po pierwsze, dzieci zadają mamie jakieś pytanie…pięć razy, zanim uzyskają odpowiedź. Przeważnie jest to odpowiedź zdawkowa i podniesionym głosem, bo żona jest zirytowana że dzieci tyle razy pytają o to samo (…trzeba było odpowiedzieć za pierwszym razem )
    Natomiast, kiedy ja pracowałem a Ona zajmowała się dziećmi, to codziennie musiałem wysłuchiwać jak ciężkie jest zajmowanie się domem i dziećmi. Oczywiście, niech będzie mi głupio bo przecież ja w pracy śpię…
    Moja żona-
    -Prowokuje sprzeczki z byle powodu.( za dużo ziela angielskiego w zupie i ona zawsze trafia na ”czarne kulki” ) Według mojej żony, zupa może składać się z wody, kilku ziemniaków i kostki rosołowej )
    – Pyta gdzie jest ładowarka do telefonu, chociaż siedzi 40cm od niej – wystarczy spojrzeć. To samo dotyczy telefonu, papierosów i innych rzeczy, które leżą dosłownie na samym widoku. Strasznie mnie to irytuje.
    Zawsze, żonie powtarzam, że jeżeli rozmawiamy o problemach z dziećmi, to nie przy dzieciach. Żona nie respektuje tego i skutek jest taki, że ostatnio syn ( 11 lat ) ”wygarnął” żonie takimi argumentami jakie ona używa przeciwko mnie – zajmujesz się tylko córkami a syna masz ”gdzieś”, odtrącasz go, nic z nim nie robisz…itd.
    Ale kiedy mówie do żony, że idę z syme na rowerach pojeździć, to Ona ma ”genialny” pomysł – jedziemy wszyscy. I tyle zostaje z ”męskich” relacji ojciec – syn.
    Kolejna sprawa – żona jest złośliwa. Ostatnio, córki wysmarowały się jakimś kosmetykiem żony. Postanowiłem, że kosmetyki będą na wyższej półce. Niestety, mój projekt nie przeszedł. Kosmetyki są tam gdzie były, bo ” po to jesteś w domu, żeby ich pilnować”. Mogę wyrzucić i będzie spokój….
    …nic z tego, bo w akcie zemsty, żona zniszczy jakieś moje narzędzie lub inną moją rzecz. Nie warto ryzykować.

    Bezmyślność. ( połączona ze złośliwośćią )
    Jestem przeciwny kupowaniu dzieciom –
    Chipsów, żelków, twardych lizaków i cukierków, gum nierozpuszczalnych, niebezpiecznych chińskich zabawek…
    moja żona wręcz przeciwnie, ważne, żeby było tanie.
    Wymyśla jakieś wyjścia do rodziny lub znajomych. Jak mówię ”ja nie idę”, jestem nazywany ”panem i władcą”…
    Pan i władca narzuca chyba komuś swoją wolę ? Czy decydowanie za siebie samego jest takie ”władcze” ?
    Nie zabraniam jej nigdzie wychodzić, mówię tylko, że ja nie idę bo mam coś do zrobienia. Nie wolno mi decydować o sobie samym ?
    Stale domaga się akceptacji i pochwał – ”mam zrobiła dobry obiad, nie ”?
    Mnie wystarczy, to, że jak ja zrobię, to dzieci proszą o dokładkę. Wtedy jest uwaga, że to dlatego bo mało obiadu nałożyłem.
    Żona lubi również ”kolorować” fakty, wtrącać się ( notoryznie) w konflikty rodzinne i sąsiedzkie, plotkować. Denerwujące ale do zaakceptowania.
    Jak w sobotę wypiję kilka piw z kumplami to jestem alkoholikiem ale jak sama mnie wyciągnie na jakieś urodziny to mogę pić codzienni i nic się nie dzieje. A dlaczego ? Dlatego, że Ona zdecydowała że będę pił.
    Już jakiś czas temu, zauważyłem u siebie podwyższony poziom agresji, więc postanowiłem odreagować na worku bokserskim. Powiesiłem go na działce i jak miałem nerwy, to wyżywałem się na nim. Niestety, uszkodził się trochę i kiedy go ściągnąłem do naprawy, w jego miejscu pojawiła się bujawka, którą moja żona sobie wymyśliła. No i nie mam juz jak odreagować stresu, więc uderzam pięścią w szafę albo rzucam w ścianę talerzem. Ostatnio, niedokładnie szkła posprzątałem, i syn zadrapał się w palec. Żona, oczywiście skomentowała tę sytuację. Ciekawe jest to, że w ten sam dzień zostawiła na włączonej kuchence patelnie z mięsem i wyszła gdzieś na 20 minut. Na szczęśie zapomniała oleju wlać i tylko dlatego mam jeszcze dzieci i dach nad głową. To się zdarza często…zbyt często.
    Czy w takich warunkach nie mam prawa czasami powiedzieć żonie, że jest bezmyślną debilką ?

  72. dorota napisał(a):

    witam kochani nie wiem co robic jestem z partnerem 3.5, roku i przestalo sie ukldac od jakiegos czasu zaczol krzyczec namnie o wszystko mnie obwinia nie interesuje sie mna, kiedy ocokolwiek pytam to unika tematu..chodzi o sprawy bycia razem.. narazie nie mieszkamy ze soba gdyz zbronil mi przychodzenia do siebie do domu bo zekomo ma dziwnych rodzicow rozstal sie z zona,, nie mieszkaja ze sobą ale co jakis czs żona odwiedz go raczej dzieci.. znam jego sytuacje ale juz mam dosc czekania i jego klamstw ze kiedys bedziemy razem… nie zawsze odbiera tel.. i czesto ma wymowki ze jest zmeczony..itp… denerwuje mnie jego brak zainteresowania moja osoba… prosze o pozytywne odp… pozdrawiam zagubilam sie nie wiem co robic:)

  73. Krzysiek napisał(a):

    Moim zdaniem ten artykuł jest tym na co ludzie z problemem agresji w związku czekają ale w tym NEGATYWNYM znaczeniu.
    Artykuł daje przyzwolenie na ignorancję problemów drugiego partnera. Bardzo rzadko jest tak żeby agresja partnera wynikała z jego wyrachowania. Najczęściej są to problemy z dzieciństwa, z rodziną, w pracy, z brakiem poczucia bezpieczeństwa, zrozumienia ale przede wszystkim z poczuciem bezsilności i niską samooceną.
    To więc nie jest tak jak można, odnieść wrażenie po przeczytaniu tego artykułu, że on/ona jest wyrachowanym potworem który znęca się stosując te wszystkie okropne manipulacje które akurat są tu rzeczywiście w 200% trafne tylko jest takim samym człowiekiem jak my tylko z problemami.

    Artykuł namawia do podejścia które rzekomo ma niby obnażać czyli odpowiedzi agresja na agresję. np. wróciłem do tekstu i pierwsze lepsze zdanie które rzuciło mi się w oczy bez czytania go jeszcez raz.:

    „Kiedy ktoś na ciebie krzyczy, używa wobec ciebie ostrych słów, mówi ci, że odwracasz kota ogonem, szukasz powodu do kłótni, zrzędzisz, zawsze chcesz mieć ostatnie zdanie, myślisz, że zjadłaś wszystkie rozumy, krytykuje cię, osądza itd., odpowiedz: „W tej chwili przestań mnie oskarżać. Przestań”. Nie próbuj się tłumaczyć, wyjaśniać, że miałaś co innego na myśli, że nie zrobiłaś tego, o co oskarża cię partner”

    No to gdzie tu dialog partnerski w takim razie? Zgodzę się że nikt po ŻADNYM pozorem nie powinien krzyczeć po sobie ale w tej sytuacji wyraźnie widać że partnera coś trapi. Bardzo prawdopodobne że rzeczywiście nie chodzi tu o nas ale coś go denerwuje coś sprawia że szuka winnych jak mu odpowiesz: W tej chwili przestań mnie oskarżać. Przestań i pomyślisz: Nie próbuj się tłumaczyć, wyjaśniać, że miałaś co innego na myśli, że nie zrobiłaś tego, o co oskarża cię partner
    Ok połechtałeś/aś swoje ego i podbudowałaś swoja samoocenę stanowczością. BRAWO ! Ale ON/A został/a zignorowana! Dajesz mu jasny sygnał. Mam cię w dupie liczy się tylko MOJE samopoczucie. No to czego się spodziewasz w przyszłości? Partner czuje się jeszcze bardziej zdesperowany bo nie może znaleźć ujścia ani też sam zrozumieć siebie bo dając mu jasny sygnał że cię to nie obchodzi utwierdzasz go tylko w słuszności swoich roszczeń.

    No i ok on NIEMA PRAWA cię tak traktować 300% zgody, ale gdzie tu droga do tak często wymienianego przez komentatorów związku opartego na wzajemnym zrozumieniu i zaufaniu miłości ?

    Tak można postępować  z natrętnym kolegą z pracy którego mamy w 4 literach ale nie z człowiekiem który na wstępie też nam zaufał i otworzył swoje serce na ciebie.

    Druga sprawa to utwierdzanie czytelnika w przekonaniu że on rzeczywiście nie zawinił w żadnym aspekcie. No ja nie wiem jak wy ale ja się nie uważam za ideał i nie znam człowieka który nie miał by chociaż jednej natrętnej wady którą musi w życiu przepracować. Wspominane w tym artykule sposoby na zaradzenie sytuacji to wyidealizowanie siebie. Dla mnie to odwrotność sytuacji w której znajdowałeś/aś się wcześniej. Może się nawet zdarzyć że po rozbiciu jednego związku partner/ka stanie się takim samym tyranem w stosunku do swojego nowego partnera bo gdy tylko zobaczy u niego przejawy jakichś zachowań ego przed którymi chciała uciec wcześniej, sama przejdzie do kontrataku i zechce zdominować partnera albo też wpadnie w niekończący się łańcuch poszukiwań „ideału” który NIE ISTNIEJE. Dlatego też przestrzegam wszystkich przed braniem tego na poważnie.

    Bardziej na poważnie radzę brać takie artykuły jak np ten : http://małpa-umysłu.eu/ego-umysl/
    Gdzie jasno jest przedstawiona koncepcja ego i tego że w związku problemem jest starcie 2 ego.
    Czytałem też inne ale już nie pamiętam teraz stron. Generalnie chodzi o to że OBOJGA partnerów walczy o dominację w związku tylko że w tej walce zawsze wyłania się jakiś zwycięzca którym jest zazwyczaj partner silniejszy na płaszczyźnie manipulacji czy to siłowej czy też intelektualnej. I wyjściem NIGDY nie jest odbudowywanie ego tylko WYJŚCIE PO ZA NIE. Jeśli nie potraficie tego zrobić to najprawdopodobniej po prostu kogoś nie kochacie. Jak potraficie i już was agresja partnera nie dotyka ale wszelkie próby znalezienia porozumienia zawadza a partner ewidentnie już zaprzestał prób wtedy dopiero jest czas na myśli o rozstaniu.

  74. Q napisał(a):

    Jestem facetem. Zdarzyło sie kilka razy ze w obliczu pewnych zachowań mojej partnerki poczułem jakby uderzenie piorunem szok niedowierzanie złość w związku z czym pytałem czy Ona słyszy co do mnie mówi a przede wszystkim w jaki sposób i taka moja postawa nigdy nie wywołała tego,ze zrozumiała swoje beznadziejne zachowanie zawsze wręcz podkręcalo ja to. W tamtym okresie byłem w stanie pół dnia znosić jej ubliżanie niedorzeczne pretensje o to,ze … zasnąłem! Zasnąłem po 30godz podróżny na wakacje na które ja zabrałem które zafundowałem. Cała drogę kawkę ciasteczka podrzucałem na każdym postoju autem którym kierowałem. Po tych 30h podróży i czekaniu na apartament kolejne 6h kładąc sie w łożku padłem. Odcięło mnie. Budzę sie i sie zaczęło pretensje ze jestem nudziarz ze sama na kolacje musiała iść ze żałuje ze przyjechała mimo ze sama namawiała. Ubliżania od k… Ch… Zniosłem pół dnia. Pół dnia mówiłem skończ bo pożałujesz i chyba pożałowała. Wyrzuciłem walizkę z pokoju ja wyrzuciłem rownież szarpiąc ja przy tym co było moja głupota-glupota która powtórzyła sie 3razy w bardzo podobnych sytuacjach które chyba nie są syt typu Bo zupa była za słona ale ja sie teraz nie usprawiedliwiam. Inna sytuacja- jej pierwsze Nasze wspólne urodziny. Jadę zakochany z prezentem zero kłótni wcześniej. Ogólnie wielka miłość ale taka z obu stron.wreczam prezent całuje wspólnego szczęścia jej życzę a Ona mówi ze musi mi cos powiedzieć i mówi „skarbie słuchaj ja wracam do tej pracy o której Ci mówiłam a jak Ci nie pasuje to wypier…” Ta praca było pokazywanie du** na internecie szwabom.to tez szeabowi sie pokazała w moim prezencie ja nie widziałem do tej pory. Wtedy zareagowałem niedowierzaniem i spokojem. Wytknąłem przede wszystkim sposób przekazania mi tego następnie sam fakt ze to taka praca. Oba twierdziła ze nic przeciez tam nie robi. No niby tak…dodam ze moja partnerka ma synka 5lat. Relacje mamy spoko a raczej mieliśmy a zmienili sie to po tym jak kiedyś wróciła z małym z przedszkola i pożaliła mi sie ze trzeba cos zrobić z małym bo wg przedszkolanki nie skupia sie na zadaniach itd itp. Ja zreszta sam to zauważałem dlatego zakończyłem ciagle oglądanie bajek w czasie posiłków wyręczanie we wszystkimi i dzieciak łapał wsio elegancko bo byłem konsekwentny a ona doceniała te zmiany w dziecku. Zdarzyło mi sie na niego krzyknąć jeżeli zaczynał płakać bo przychodził czas obowiązków miedzy bajkami grami czy zabawa. Obowiązki to kolorowanka mała jedna gdzie pilnowałem żeby robił to wolniej i staranniej i musiał jeszcze rządek jednej literki napisać. Literki były wykropkowane i zawsze mu mówiłem słowa zaczynające sie na ta literkę. Efekt był taki ze do przedszkola wstawał chętnie po 3muesiacach pisał mama tata nasze imiona. Niestety robił to tylko jak ja od niego wymagałem. Dlatego widząc załamanie mojej kobiety ze dziecko sie nie rozwija powiedziałem ze ma po prostu egzekwować od niego tak samo jak ja. Wytłumaczyłem swoją wizje była zachwycona twierdząc ze codziennie z nim przysiadzie na 30min. Reszta dnia zabawa. Po tej rozmowie wyjechałem na kilka dni wracam i widzę ze kolorowanka nie tknięta literki tez i pytam czemu nie robi tego na co sie umawialiśmy? Odpowiedziała mi ze to nie moja sprawa jej dziecko itp. Dodam ze pytając ja dlaczego to olała użyłem słowa „kur** Mac” nie wiem jak wielkie ma to znaczenie ale wg mojej lubej wielkie! W tym czasie tez kupowałem dla nas mieszkanie z którego sie cieszyła ale przestała zaraz po tym jak jej dałem odczuć ze mi sie nie podoba to co mówiła do mnie o dziecku a raczej o tym ze to nie moja sprawa wiec oznajmiła mi ze Ona sie nie wyprowadzi ze mną gdyż sie boi bo ja jestem agresor wypominając wyszarpane na wakacjach. Postanowiłem sie z nią rozmówić zacząć wszystko od nowa bo było dużo kłótni jej dziwnych zachowań S mojego drążenia tych zachowań bo nigdy nie godziła sie z tym ze jest prowokatorem. No ale tak jak pisze postanowiliśmy zacząć od nowa. Ja przestałem wypominać próbować z nia porozmawiać a ja potrafię postawić na swoim czasami i o rozmowę nie raz walczyłem zażarcie godzinami odwdzieczajac sie poniekąd za to ze od razu jej nie podejmowała przyznając sie do błędu. Zawsze potrzebowała kilku dni. Zaczynajac to od nowa zakończyłem zmieniłem wszystko co miała mi do zarzucenia a były to zachowania które mozna nazwać agresywnymi na pewno. Tak sie po prostu kończyło kiedy prosiłem aby sie ogarnęła a ja to tylko podkręcalo. Teraz jest tak ze zadzwoni wie ze jestem same domu i pyta czy sam? Czy na pewno?czy nie z jakaś laska? Po kilku próbach ignorowania tego w końcu mowię żeby głupot nie pier** bosue rozlacze a rozłącza sie Ona pisząc po chwili ze żniw agresja we mnie narasta ze znów będzie dym ze sie nie ogarnę i ze taki jestem. Ja sie starałem a Ona wyciągała brudy które miały miejsce tylko i wyłącznie przeznto jak sie potrafiła zachować wobec mnie zawsze wtedy kiedy należało mi sie docenienie tego co robię. My za sobą szalejemy ale jest tez taki problem. Ja już wiem ze sprowokować sie nie dam a Oba mojej agresji doszukuje sie teraz wszędzie a jak już jej wytłumaczę ze od dłuższego czasu tylko ja uspokajam bądź ucinam kłótnie tak jak sobie tego życzyła używając jednak wulgarnego ślowa to tak naprawdę wszystko przestaje mieć znaczenie bo wg niej to sliwoswiadczy o wielkiej aferze która zaraz wybuchnie. Wydawało jej sie już tak 5razy! rozumie ktoś cos? Z kim jest problem? Ze mną? Przyznaje ze użyłem przemocy wobec niej. Po prostu nie wytrzymywałem łapałem za pyskata buzie mocno rzucałem na łóżko i krzycząc oświadczyłem ze tak będzie sie to kończyło jak nie zapanuje nad tym co i w jaki sposób mówi.

    • Krzysiek napisał(a):

      Dla mnie problem leży po obu stronach. Ona popada w paranoje a ty sie dajesz ponieść. Kobita zawsze oczekuje gościa z jajami który będzie niewzruszenie stał jak mur w obliczu zagrożenia nawet jeśli by ono wynikało z jej samej. to dla niej taki symbol podpory życiowej tego silnego samca który zadba o to żeby zapewnić byt dla niej i dla waszych dzieci. Jak ci puszczą nerwy to dajesz jej znak że ty tą podporą nie jesteś i potem tak cie traktuje. z drugiej strony większość kobiet ma tendencje do histeri. Panie się pewno obrażą ale sorry winetu. Mężczyźni mają skłonność do agresji a wy do histerii. taka natura.

      Jest to bardzo nieznośne wiem bo sam ze swoja kobietą często nie mogę wytrzymać z tego powodu i też agresja mnie nosi ale NIGDY to niczego nie zmienia tylko pogarsza sytuacje. Jak mówisz że to nie twoja wina że cie agresja ponosi bo nie robiłbyś tego jak by ona tak się nie zachowywała to sam sobie pętelkę na szyję zaciskasz. A sytuacja w której używasz przemocy oj stary to już równia pochyłą do katastrofy. Ja wiem że ona TEZ używa wobec ciebie przemocy psychicznej ale to jest tak jak z wojną, dopóki się bronisz to jest ok ale jak przechodzisz do ataku to następuje eskalacja.

      Przedstawiasz się jej w ten sposób jak byś był bezwolną i bezmózgą masą mięśni która się nie kontroluje i to wywołuje u niej tak naprawdę strach i poczucie niepewności a także sprawia że traci do ciebie szacunek co z kolei jeszcze bardziej napędza jej histerię.

      Dzieję się to do tego stopnia że potem jak poczuje się w życiu zagrożona czymkolwiek innym nie koniecznie związanym z tobą to włącza się jej histeria z która biegnie do ciebie bo z jednej strony szuka wsparcia u osoby jej najbliższej a z drugiej jak cię widzi/słyszy to przypomina jej się to wszystko co się wydarzyło wcześniej i nagle utożsamia swój lęk z tobą a ciebie to wkurwia bo przecież nic ostatnio nie zrobiłeś.

      To wszystko wygląda więc jak zamknięte koło i tylko jeszcze bardziej potęguje napięcie po obu stronach. Do tego czasem kobieta ma okres i wtedy też jej przez hormony odwala.

      Jest to bardzo prosta a za razem kłopotliwa sytuacja bo ty tez jesteś tylko człowiekiem i masz swoje problemy oraz rzeczy które napawają cie strachem czy też wkurzają w związku z czym trudno ci też zawsze zachować grobową minę i stać niewzruszenie kiedy ona niesłusznie cię oskarża albo wywala takie numery jak na wakacjach.

      Jednak tu wkracza miłość właśnie z pomocą. Gdyby to byłą po prostu zwykła osoba z twojego otoczenia to byś jej pokazał wała a ona pokazała wała tobie i mielibyście siebie wzajemnie w dupie. To że przynajmniej jedno z was próbuje a wnioskując z tego że tu piszesz to na pewno jedna z tych osób jesteś ty, oznacza że jest między wami miłość jakaś.

      Wszystko co musisz więc zrobić to tą miłość wykorzystać.
      Kochasz ją więc masz jasny obraz czego chcesz. Pozwól sobie go wykorzystać do poskromienia własnej agresji. Przede wszystkim NIGDY nie możesz więcej podnieść na nią ręki i to mówię poważnie. Choćby cię okładała pięściami to musisz dać się pobić i stać spokojnie lub się schować. Pamiętaj że miłość to dawanie a nie branie więc daj się jej na sobie wyżyć nawet jak potem ją zostawisz bo nie będziesz chciał być bity i poniżany.

      Dlaczego tak a nie inaczej ?
      Bo popełniłeś błąd na pierwszym miejscu dając się ponieść swojej agresji w przeszłości i zniszczyłeś w ten sposób nić zaufania. Możesz powiedzieć oczywiście że ona też ale to właśnie to zamknięte koło. Ktoś musi je przerwać i będziesz to ty NIE dlatego że jesteś lepszy a dlatego że chcesz to zostawić za sobą i wyrzucić ten bulshit do kosza.

      Ponadto co najważniejsze jak dasz się jej pobić to z jednej strony pokażesz że uporałeś się już z problemem swoje agresji a z drugiej strony dasz jej szansę na uświadomienie sobie że ONA też ten problem ma i wcale nie jest od ciebie lepsza bo przecież właśnie cie pobiła albo atakowała emocjonalnie i jak cie kocha to zrobi z tym coś. Jak chcesz przyśpieszyć sytuacje to po takim zajściu najlepiej z nią porozmawiać i pokazać na spokojnie bez kurw że właśnie cię pobiła lub zwyzywała bez powodu. Jak się zacznie kłócić to NIE dawaj się w to wciągnąć zostań przy tym co powiedziałeś i oddal się np pobiegać (co by wkurw rozładować bo wiadomo że się pojawi), dasz jej w ten sposób czas na przemyślenia i przeanalizowanie sytuacji, Kobiety naturalnie myślą za dużo więc tego że to przetrawi możesz być pewien. Być może od razu nie zauważy swojego zachowania ale po kilku takich sytuacjach zrozumie. co będzie potem to się okaże ale jak się kochacie to na 100% dojdziecie do konsensusu i w waszym życiu pojawi się jakaś nowa jakość jakieś zrozumienie itp

      Przynajmniej w moim przypadku tak było. Oboje po prostu coś zrozumieliśmy. Ona zobaczyła właśnie to swoje zachowanie które w twoim przypadku pojawiło się na wycieczce a ja że jakkolwiek by mnie agresja nie nosiła zawsze muszę uszanować jej strefę i nigdy nie wolno mi jej tknąć bo w odwrotnej sytuacji przecież też sam bym długo tego nie wytrzymał. Tyle że u nas trwało to parę lat więc wiesz to nie jest tak że od razu efekty zobaczysz. Jednak gdybyś mnie zapyta czy warto się było męczyć te parę lat to bym powiedział że w 200% tak. B chociaż czasem jeszcze wypływa jakieś szambo z przeszłości to wiem że zmieniło to zarówno mnie jak i moja partnerkę na lepsze. Uświadomiliśmy sobie dzięki temu swoje wady i łatwiej sobie z nimi radzimy gdy przyjdzie co do czego. Wywlekło to też brudy i krzywdy z dzieciństwa jakie wciąż w życiu dorosłym na nas wpływały co pomaga też w życiu pozazwiązkowym.

      Także jak naprawdę się kochacie; a po tych akcjach jakie opisujesz, na pewno tak bo inaczej ona by już do ciebie nie dzwoniła i nie przychodziła albo ty byś ją olał i tu nie pisał; to myślę że na pewno w twoim przypadku też warto tyko NIE doszukuj się czyja to wina a skup się po prostu na swoich problemach. Nawet jak się okaże że to jej wina i cie nie kocha tylko np tobą manipuluje to i tak wyjdzie ci to na dobre bo z przyszłą kobietą i tak będziesz miał podobny problem jak się dasz ponieść.

  75. henia napisał(a):

    A ja w związku małżeńskim jestem 35 lat i nie wiem czy dotrwam do końca swojego żywota ze swoim mężem w małżeństwie. Zawsze był raptusem i wybuchowym ale teraz (63 lata) jest nie do zniesienia(może to andropauza?). Wybucha z byle powodu i wywołuje awanturę o byle co. No chyba , że zejdzie mu się z oczu i zostawi go samego z własnym sobą tak jak już to robi nasz syn, który mieszka z nami. Jako jeden z przykładów wybuchu np. wobec dorosłego syna jest taki, że np. mąż sobie pracuje w sowim obejściu przy czymś, nie powie nikomu że potrzebuje pomocy tylko oczekuje, żeby go obserwować co robi i zaoferować pomoc. Jeśli takiej nie dostanie bo nikt nie wie czy jej oczekuje to jest wielka awantura, że syn jest leń i nawet nie zapyta czy mu pomóc.Sądzi może, że go widzi z okna i celowo mu nie pomaga. A wobec mnie powody również błahe, żeby iskra rozpaliła pożar. Ostatnio Np. Brak mydełka w łazience. Awantura, że nie ma go w łazience chociaż wie gdzie jest przechowywane. w złości powyrzucał przez okno wszystkie inne płyny i żele jakie były w łazience.To tylko jedne z przykładów podaje jako powody awantury i gróźb wobec mnie, że chętnie by mi przy….. Mnie? Żonie z 60 na karku? Tracę już cierpliwość i już nie mogę tego dłużej znieść. Ostatnio nie odzywał się do syna( 3 mies.), właśnie za to, że się nie domyślił sam, że potrzebuje pomocy i nie pomógł mu w czymś tam. W odwiedziny przyjechał starszy syn z żoną, była tez dziewczyna syna który z nami mieszka. Podczas ich wizyty, przy stole siedział naburmuszony i nie odzywał się do nikogo. Potem wcześniej poszedł sobie spać zostawiając nasze towarzystwo. Jak syn starszy zapytał się dlaczego tak się zachowuje, czy o coś się na nich gniewa bo źle się czują w takiej sytuacji jak się nie odzywa to mu przyznał, że to przez jego brata bo jest zły na niego.Idąc do pracy odczuwam ulgę, że oderwę się od domu ale wracając do domu z pracy to aż nie chce mi się tam wracać. Bo myślę co dziś wymyśli, żeby prowokować do kłótni.Na razie pracuje jeszcze ale na poważnie zastanawiam się czy po przejściu na emeryturę nie wyprowadzę się z własnego domu dla świętego spokoju zostawiając jego z całym naszym dorobkiem.
    Moje małżeństwo może nie było najszczęśliwsze ale było w miarę stabilne.Teraz stwierdzam, że wypaliło się we mnie wszystko co czułam do męża. Bo każdej awanturze nienawidzę go.

  76. Cloe napisał(a):

    Hej wszystkim. Przeczytalam artykul i troche komentarzy, jak smutne ze tylu z nas sie z tym boryka… mam podobna sytuacje i nie wiem co robic. Mieszkam juz ponad 15 lat zagranica w de. Moj narzeczony mieszka w uk. Do tej pory funkcjonowalo to w ten sposob ze czesc czasu bylismy u mnie, a czesc u niego. jestesmy juz od kilku dobrych lat. Po narodzinach corci, ktora ma prawie 4 latka podjelam decyzje o odejsciu. Wtedy nastapil bardzo trudny czas choroby mojej mamy i dzieki temu ze przyjechal zostac z corka, moglam jezdzic troche do mamy i sie nia opiekowac. Mama odeszla a ja sie dowiedzialam, ze jestem w ciazy. Szok i zalamanie, bo nalezy dodac ze nie ma miedzy nami zblizen zupelnie, tylko to jedno.. synek ma juz pol roczku i jest dla mnie-razem z corcia-wielkim pocieszeniem. Chlopak sie troche zmienil i staral bardziej pomagac i myslalam, ze juz bedzie dobrze. Niestety jak ktos jest emocjonalnie zwichniety to sie chyba nigdy nie zmieni. Najgorsze ze pomijajac brak uczuc, to nie mam do niego zupelnie szacunku. Niemalze sama wychowalam corke bo mi nic nie pomagal, zarabiam pieniadze, robie wszystko co moge, nawet teraz Bedac na macierzynskim dorabiam pracujac z domu. Jestem sama zagranica i nie mam pomocy od nikogo. A on jak przyjedzie to tylko sie kloci i krzyczy o byle co. Nigdy nie ma racji, on wie wszystko najlepiej a rozmowa polega na monologu. Niewazne ze dziecko spi czy slucha, jak on wrzeszczy to musi sie wywrzeszczec. A ja jestem wyzywana. Nic dziwnego, ze corka go poprostu nie lubi. Mowilam mu to, tlumaczylam aby sie zmienil. Chcialabym aby dzieci mialy go za wzor. Ale jak, skoro ja nim gardze? Potrafi tylko sie madrzyc i snuc jakies bajki, co on to nie osiagnie, ale na spacer z dzieckiem nie chce mu sie isc. Wczoraj znowu wielka klotnia, bo pojechalam umyc auto wieczorem. Mial polozyc corcie spac i ja pojechalam jeszcze na zakupy i jak przyjechalam do domu to maly plakal. Bylo jeszcze ok 15 minut do karmienia, bo karmie piersia jeszcze i zawsze pilnuje czasu. Weszlam i szybko umylam rece zeby wziac malego i spytalam, jak dlugo placze. I sie zaczelo. Ze jestem taka i owaka, ze wazniejsze jest umycie auta od dziecka itp. Wrzeszczal wiec mu powiedzialam, zeby nie krzyczal bo obudzi corke. Ale jemu to obojetne. I drze sie normalnie z pretensjami. W tym czasie maly placze oczywiscie, nie mam jak go nakarmic jak tatus nie daje spokoju i ryczy nad uchem. W koncu scisnelam mu buzie zeby w koncu przestal. Wiem, ze nie powinnam, ale do szalu mnie doprowadza kiedy nie zwaza na dzieci. I juz Wtedy nic nie jest wazne, ani placz dziecka, ani karmienie, on musi sie wykrzyczec i mi naublizac. Po tym oczywiscie kola razy trzasl moja glowa, Niewazne ze mialam malucha na rekach. Powiedzialam, ze jeszcze raz mnie dotknie to zadzwonie na policje albo sasiedzi zadzwonia bo jest tak glosno.schowal mi telefon. Uspokoil sie troche. Potem monolog ze to moja wina bo maly byl glodny. Co jest nieprawda bo poprostu chcialo mu sie spac. Ale nie, bo ja wszystko wiem najlepiej i nie moge mu mowic Co on ma robic. Nie chce wychowywac dzieci w takiej atmosferze. Z drugiej strony jestem calkowicie sama i boje sie, ze nie dam rady z dwojka dzieci. Co Prawda glownie jestem sama z nimi, ale jak przyjezdza to zawsze to jakas pomoc jest. Chocby to, ze nie musze za kazdym razem maluchow ciagnac wszedzie ze soba. Gdy corcia byla mala bylismy w uk razem i to byl koszmar. Codzienna agresja. Potem wlasnie stwierdzilam, ze to koniec. Ale zycie potoczylo sie inaczej… wlasciwie nie wiem po Co to pisze, na zewnatrz wszyscy go uwielbiaja a w domu tyran. I tak sie zastanawiam,Co jest gorsze dla dzieci: ta agresja czy bycie w niepelnym domu? I jak mowilam, gdyby nie moja trudna sytuacja to bym juz go dawno wyrzucila ze swojego zycia. Ale lek bycia zupelnie samym z maluchami jest jednak duzy… poradzcie

  77. Magda napisał(a):

    Witajcie wszyscy, którzy tu napisali, ja jestem też na skraju wyczerpania psychicznego. To co opiszę może się wydawać dla niektórych śmieszne bo zawsze może być gorzej……. Jestem w związku od 15 lat i zacznę od tego, że mój mąż zawsze lubił piwo, to wydawało mi się małym przewinieniem, tez lubiłam 🙂 a poza tym wszystko wydawało się ok, Jak pojawiły się dzieci myślałam, że nasze życie troszkę się zmieni – zachowania, nałogi. Mąż mówił, że będzie się bawił z dziećmi jak dorosną, że będzie układał lego jak dorosną itd i teraz już nie mam złudzeń. Ten czas nie nadejdzie nigdy. Dodatkowo mąż leczy się na depresję, ale leczy się tak , że nadużywa alkoholu (15piw na weekend to jest limit minimalny), dla każdej normalnej osoby jest oczywistym, że leki przeciwdepresyjne nie powinny być łączone z alkoholem. Ale mój mąż wie lepiej. Gdyby jeszcze ON pracował od świtu do nocy, może bym to łatwiej zniosła, ale on pracuje od 8.00 – 11.00 a pozostałą część czasu spędza przed tv i komputerem. Jego dodatkowe obowiązki to przywiezienie dzieci ze szkoły i czasem zrobienie obiadu. A ja mam prócz etatu dwie dodatkowe działalności, odrabianie lekcji z dziecmi (mąc nie potrafi) i zapewnianie im zabawy i organizacja czasu domowego. Mąż nie zaproponuje dzieciom wyjścia nigdzie!!! I teraz już słyszę głosy – I TY JESZCZE Z NIM JESTEŚ? – tak jestem bo mamy wspaniały dom na kredyt (to mimo wszystko mniejszy problem) i dwójkę dzieci którym nie chce serwować koszmaru jakim jest rozwód, oni jeszcze nie widzą tych problemów. A ja tak bardzo boję się, że zwłaszcza syn weźmie przykład z Ojca…..

  78. Magda napisał(a):

    Witajcie wszyscy, którzy tu napisali, ja jestem też na skraju wyczerpania psychicznego. To co opiszę może się wydawać dla niektórych śmieszne bo zawsze może być gorzej……. Jestem w związku od 15 lat i zacznę od tego, że mój mąż zawsze lubił piwo, to wydawało mi się małym przewinieniem, tez lubiłam 🙂 a poza tym wszystko wydawało się ok, Jak pojawiły się dzieci myślałam, że nasze życie troszkę się zmieni – zachowania, nałogi. Mąż mówił, że będzie się bawił z dziećmi jak dorosną, że będzie układał lego jak dorosną itd i teraz już nie mam złudzeń. Ten czas nie nadejdzie nigdy. Dodatkowo mąż leczy się na depresję, ale leczy się tak , że nadużywa alkoholu (15piw na weekend to jest limit minimalny), dla każdej normalnej osoby jest oczywistym, że leki przeciwdepresyjne nie powinny być łączone z alkoholem. Ale mój mąż wie lepiej. Gdyby jeszcze ON pracował od świtu do nocy, może bym to łatwiej zniosła, ale on pracuje od 8.00 – 11.00 a pozostałą część czasu spędza przed tv i komputerem. Jego dodatkowe obowiązki to przywiezienie dzieci ze szkoły i czasem zrobienie obiadu. A ja mam prócz etatu dwie dodatkowe działalności, odrabianie lekcji z dziecmi (mąc nie potrafi) i zapewnianie im zabawy i organizacja czasu domowego. Mąż nie zaproponuje dzieciom wyjścia nigdzie!!! I teraz już słyszę głosy – I TY JESZCZE Z NIM JESTEŚ? – tak jestem bo mamy wspaniały dom na kredyt (to mimo wszystko mniejszy problem) i dwójkę dzieci którym nie chce serwować koszmaru jakim jest rozwód, oni jeszcze nie widzą tych problemów. A ja tak bardzo boję się, że zwłaszcza syn weźmie przykład z Ojca…..

  79. Sonia napisał(a):

    Mam podobnie?

    29 lat małżeństwa, dzieci dorosłe, pracują (jedno mieszka z nami).Oddałam się od siebie.Ja matka Polka, o indywidualnych, wszystko naszym owalne przez lata. Pracuje i z obowiązkami, typu coś trzeba zrobić, wymyślić, prezenty dla rodziny, szukanie miejsc na wczasy,organizacja naszego wolnego czasu po pracy itp itd to były moje zajęcia, które wykonywała z pasją no bo dla mojej rodziny.Zawsze na czas ,zwarta, gotowa.Mężowi było to na rękę, dawał się zapraszać. On mało miał pomysłów na nas, ale zawsze zwarty i gotowy w kontaktach że swoją rodzinką.Wiele jego rodzinnych pomysłów obgadywal za moimi plecami, a jeśli się buntowalam przypominając, że też powinnam wiedzieć o pewnych pomysłach, bagatelizowal . Pragnęłam od zawsze,żeby coś zaproponował. Nasze plany ,moje słowa nie igły znaczenia, bo mama wymysliła wyjazd na kawkę i mój mąż odmówił mnie i stwierdził, że z wielką przyjemnością zawiedzie mamusię. Notabene jak twierdzi, kobietę jego życia. Nigdy nie pomyślał jak można zorganizować cokolwiek, żeby wilk był syty i owca cała. Oczywiście historii by,o wiele podobnych, wyjazdy, wyjścia z koleżankami po pracy y bez wspólpartnerto norma.Nie zgadzają się na to ja zapraszalam męża, zna moje towarzystwo, a mnie powiedział, że się pcham, kiedy on ma z kim gadać, tańczyć. Próbowałam mu tłumaczyć wiele razy ,że pomijane mnie to źle robi naszemu związkowi, drzwi z tego, mówi, że znowu piepsze, czepiam się, nie może chodzić na integrację bo ma głupią babę. Taka głupia chyba nie odkąd się dowiedziałam że przebywa z kol która naprawdę potrafi zająć się facetem.Umie pogadać,ja ponoć nie. Kol ma męża i kochanka jest to w pracy i u nich zaakceptowane.Pozwala sobie na urządzanie w pracy przesadnie urodzin, mnie nic do tego, nie wiem za ile, nie wiem z kim organizowałi co sobie przygotował. Zawsze robiłam to ja.Czyli nie mam nic do gadania, wiele naszych rozmów kwitnie, że piepsze,mam się leczyć,to że leci w przerknę pogadać z kolezankami,tak mówi, kiedy pytam, dlaczego chociaż raz do mnie nie przedzwonic, albo urywa telefony moje,ponoć nie ma czasu,a po pracy informuje mnie, że tu idzie, albo tam się wybiera.Nie mam nic do gadania.Ja z nim chcę spokojnie porozmawiać on na mnie wrzeszczy,wykresach kota ogonem w sprawach dla niego niewygodnych.Według męża jestem głupia, mam się leczyć i jak nie przestanę gadać na tematy niemiłe jego uszami, wyrzuci mnie z domu z mamusia i synami. NIE DODAŁAM, że w naszej często kłótni coraz ostrzejsze potrafi mi zagrać na emocja h do czerwoności, a potem zNika w drugim pokoju, albo jego wredna metoda,wciąga nasze dzieci od lat wielu w nasze spory. Dodając no znowu ja bierze.Bierze mnie czarna rozpacz na to co się wyprawia na oim terenie, żal czuję do cz,opieka który mnie nie wspierał. Kiedy jego rodzina również nie akceptowana naszych wyborów, to ja się tłumaczyłem, mój mąż zawsze niewinny z boku, żeby nie podo paść. Na koniec wycedzil, dostało ci się bo na pewno zasluzylas sobie.Krzyczeć i wyc się chce na to wszystko.Po pracy nic nie ma do gadania, u niego nic się nie dzieje,a ja na to, to kiedy masz czas się deklarowac na wszystkie kolezenskie pomysly? Widać chodzisz i gadasz.No to dowiedziałam się, dziwisz się? Koleżanki potrafią rozmawiać i nie czepiają się jak ty! Każdego dnia i myślę co się dzieje, dlaczego jest wredny dla mnie.Nie e mamy już tylu obowiązków, czas na przyjemności, ale nie ma niestety dla mnie szczerości, lubi coś za plecami zamatlac, jestem informowana o pomysłach męża bez szczegółów, już nie do mojej wiadomości. Ciężko mi.Szczery był zawsze u mamusi,przy kawie przypadkiem dowiadywać się o jego wyjazdach , co i jak.Ją mimo pytań jak było dostawałam zdawkowe odpowiedzi, a mamusia szczególnie, owe sprawozdanie i cieszyła się, że synuś się dobrze bawił. Dopisać kawę i w domu znowu było o czym rozmawiać, w sensie za głupia jestem, żeby mnie informowal itp.itd Jestem nauczycielem i wiem, co wypada, a co nie.Wstyd mi, że muszę wychowywać czasami mojego męża, chociaż powinna,to zrobić teściowa.Żartobliwie u niej przyblizylam chęci do integracji przesadnie mojego męża, to się dowiedziałam, że jestem zazdrosna, a poza tym nie lubi tego słuchać, a siostra męża stwierdziła, że nie interesują ich nasze problemy malzenskie.Efekt taki ,ograniczyła z rodzinką kontakty. Mój mąż nic nadal nie pojmuje, a jeśli, i mówię o swoich odczuciach i na coś się nie zgadzam,to straszy rozwodem. Proszę o radę Sonia

  80. Iza napisał(a):

    Czesc czytajac artykul czulam ze czytam o swoim zyciu. Przeczytalm komentarxe i duzo pasowalo do mojego zwiazlu w stu procentach. Poplakalam sie bo Przeczytalm o waszym i moim bolesnym zyciu. To teraz przedstawie jak u mnie to wszystko wyglada. Jestem mloda mama syna od malego wychowywalam bez ojca a ze cxasy sa jakie sa mieszkalam z synem u mojej mamy. Chcialam dac lepsze zycie dziecku zeby nie odczul brak ojca sama nie wiem. Wyjechalam sama do angli dostalam4 dobra prace i mieszkalam na pikoju.az poznalam jego fajny prawie w moim wieku chlopak spotykalismu sie. Kiedy byl przestuj w pracy pomagal mi finansowo. Po kilku miesiacach xamieszkalismy razem ja raz pracowalam raz nie wiec nie mialam jak pdlozyc. On umeblowal dom dawaj na zakupy i mowil tu sa pieniadze to nie moje tylko nasze dzieki niemu pomoglam podjechac do pl po syna I xamieszkal z nami w uk. Sama byl pewnie w pop roku trgo nie zrobila. Bylo super maly go polubil mowil tata. Xajmowal sie rzieckiem wszystko fajnie ale nigdyou sie z nim nie bawi a teraz tylko krzyczy na niego ciagle czegos sie czepia. A mnie czas amid wuzywal powiedzial spie.. zamknij sie ale nie bylo tak zle. Xmienilismy mieszkanir na wieksze maly poszedl do szkoly ja nir pracowalam wszystko za jego kase zaczal zwracac sie do mnie gorzej ty su… kur.. i inne do trgo rzucanie to tell to krzeslem to rozwolnienie czegos dziecko widzo jak tata krzyczy rzuca i boi sie i placze w koncu postanowilam ze wypriwadzam sie przy pakowaniu awanture nic ceniejszego nie moglam wziasc bo to on kupil do auta niby mojego tez nie moglam wziasc i wysxlam z domu z dzirckiem i walixka ze stowka to Co nie raz schowalam wlasnie na taka godzin nie mialam gdzie pojsc bo nikogo tutaj nie mam wiec spalm w hotelu. Ale wrocilam bo dziecku mowil ze przeprasza i w ogole az maly krzuczal ze chce do taty.niby bylo lepuej nie wuzywal tak batdzo bo czepia nie sie slowo spie… iwazam juz za normlane tak czesto slysze i wiecznie sie staram i nie pasuje od tatmej niby wypriwadzki walizle pakowalm 2 razy bo raz uderzyl mnie w twarz a na dzien dzisiejszy ciagle to samo on pracuje jak spi po nocne ja musze szeptem gadac z synem zeby nie obudzil sie bo juz bedzie wuzywal obiafek kolacyjka a jak czasem niesmaczna wyjdzie to znowu wyzwiska papierosu nie ma na dole wyzwie a do syna wiekszosc jego slow to czepianir sie ja juz mam trgo dosyc chce sie wyprowadzic bo ja cos jeszcze cxuje do niego ale napewno to nie milosc za duzo bolu lez usmiech z twarzy kiedys mi nie znikal a teraz zadko go msm. Dziewczyny powiedzial co msm robie najvhetmie bym sir wyprowadzila ale jak utrzymam dom i dziecko a do pracy nie moge isc bo chodzi tylko 3 godz dziennie a opiekubki sa batdzo drogie wiec mysle wracam do polski do mojej mamy i co 4 lata stravone i wracam w to samo miejsce po to wyjechalam po to rozdzirlilam sie z synem na troche zeby dac mu lepsze zycie jakis start. Co robix provowac dalej czy zabrac synowi tatr o ktorym tak zawsze marzylam zeby dac mu tate. Pewnie rzeczy zmienilam samochod ze jest tylko na mnie konto oszczednoscuowr i czekam az cos uzbieram wiecej sama nie wiem. Ja moge zyc obojetnie jak ale chce szczescia m9jego dziecka

  81. Zagubiony napisał(a):

    Witam serdecznie wszystkich. Jestem załamany moja Żona założyła mi sprawę o znęcanie psychiczne i odeszła ode mnie. Jestem osobą czepialską i czasami w kłótniach wybuchałem. Potrafiłem mieć pretensje o błahe jak to teraz widzę powody.dodam też że jestem poranionom emocjonalnie w dzieciństwie osoba i bardzo uczuciową. Byliśmy razem sześć lat od samego początku mieliśmy wiele niedomówień i często się klocilismy. Nie potrafiłem wybaczać. Towarzyszyło nam wiecznie napięcie stres i smutek. Dodam że Żona jest z rodziny w której panowała przemoc fizyczna i psychiczną jest charakterna i ma wysokie ego… Nie miałem świadomości że tak Ją ranię, dla mnie słowa były upustem emocji i braku zrozumienia a one trafiały wszystkie do jej serca ;( zawaliłem na całej linii, biorę teraz odpowiedzialność za wszystko, zapisałem się na terapię na którą będę uczęszczał cztery razy w miesiącu. Zacząłem uczęszczać na wspólnotę katolicką bo zależy mi na naprawie nie tylko sfery psychicznej ale i duchowej. Mam pytanie i proszę o pomoc. Czy tak zmotywowane osoby mają szansę się zmienić i odzyskać rodzinę? Nie mówię tu o szybkim powrocie bo na chwilę obecną nie był bym w stanie stworzyć normalnej rodziny, czeka mnie wiele pracy i muszę stać się innym lepszym człowiekiem.

  82. Adela napisał(a):

    Zagubiony. Jesteś na dobrej drodze, nie jesteś sam jest z Tobą Jezus Zmartwychwstały i sam nie staniesz się lepzym człowiekiem, ale On w Tobie to zrobi. Mnie to bardzo pomogło, to żmudna i długa droga, ale wszystko jest możliwe. Może jeszcze pójdż na terapie i pokaż żonie , że ci zależy. Ona może cofnąć pozew. Jak ona zobaczy , że pracujesz nad sobą to może jeszcze się wrócić. piszę z perspektywy własnie takiej żony. Ja już wiele razy nie wytrzymywałam, ale pomaga mi że widzę w nim cierpiącego człowieka…

  83. Joanna napisał(a):

    Witajcie. Wszystko to co tu przeczytałam …przeraziło mnie. Co ja właściwie mam za życie. Jest trochę pięknych chwil ale pogubiłam się. Nie radzę sobie. Nie umiem wyrazić tego wszystkiego co we mnie siedzi. Cofając się w czasie o 16 lat mojego małżeństwa wiem, że jestem od początku sama. „Nie masz żadnych koleżanek, podaj chociaż 3 przykłady”, „Nikt cie nie lubi”, „nie znasz się na żartach”, „Nie chcesz nigdzie wyjść”, to tylko niektóre słowa jakie w życiu słyszałam. Mobilizowały mnie jednocześnie niszcząc od środka. Mam wiele koleżanek, znam świetnie żarty, ale nic sie w moim małżeństwie nie zmienia. Wypalam się, staję się nierozpoznawalna sama dla siebie, Nie wiem czego chcę. Koszmar. Upadam się i dźwigam. Chciałabym zacząć pisać bloga, ale boję się. Mam od razu wyrzuty sumienia że napiszę na niego źle, mimo, że to będzie wyłącznie prawda. Miałam napisać 2-3 zdania a przelało mi się tyle słów

  84. człowiek napisał(a):

    Jest nas niestety wielu.
    Odebrane człowieczenstwo przez kontrolera. Ja juz nie wiem kim jestem i po co. Przykre, pisze bo nie mam juz przyjaciół, nikogo kto by zrozumiał i pogadał. Niestety cięzko jest sie uwolnic, To prawie niemożliwe. Płeć nie ma znaczenia, ofiary nie maja płci za to odebrana duszę.
    Pozdrawiam Wszystkich którzy znajdują się w takiej sytuacji.

  85. Konwalia napisał(a):

    Gdy mówię, że nie podoba mi się, że tłuczemy się nad wodę przez całe miasto śmierdzącą komunikacją, jak mamy coś bliżej, to jest, że szukam powodu do kłótni, jak mówię, że mam inne zdanie na temat mieszkania to słyszę, że się nie znam. Kiedy powiem coś innym tonem, coś akcentuje, to że stwarzam emocjeprowokuję go. Kiedy zwracam na coś uwagę, to jest, że się czepiam. Kiedy coś na to odpowiem to słyszę, że jestem idiotką itp itd. Albo, zę zasłużyłam na przezwiska, bo wprowadzam emocje. Po jakimś czasie słyszę przeproszenia, jaka ja jestem wspaniała, jak inni mnie chwalą itp, ale nigdy nie ma przyznania się do błędu. Nie wiem czasem co mówić, wolę nie poruszać pewnych tematów. Czasem mnie ta zwyzywa, że się we mnie gotuje, nie raz go uderzyłam. Wtedy zwala wszystko na mnie, bo uważa, że słowa nie ranią, że to ja jestem wszystkiemu winna , nie uważa, że słowa tak bolą.
    Proszę o wsparcie, bo nie wiem nic już, czasem jest tak wspaniale, głownie potrafimy być kontaktowi, głaskać się tulić jak nastolatki,a przyjdzie jedna mała iskierka i jest atak na mnie.

  86. bogda napisał(a):

    Od 35 lat jestem mężatką i całe nasze wspólne życie to rollercoaster,raz dobrze raz źle lub tragicznie.Pan obrażony wszystko moja wina i trzeba go przepraszać.Ja nie przepraszam i to też jest problem.Jestem kobietą ładną na stanowisku i chyba mocną psychicznie,a może nie bo chciałam sobie odebrać kilka razy życie.Boję się rozstać z mężem bo coś do niego jeszcze czuję,ale z całego serca zaczynam go nienawidzić.Czepia się o co tylko może. Upokarza mnie słowami.Postanowiłam doprowadzić do rozdzielności finansowej bo nie było mi wolno bez awantur kupować dla siebie rzeczy mimo,że nasze zarobki są porównywalne i partycypuję we wszystkich kosztach,spać nie mogłam bo chrapał i śpię osobną-powód do ustawicznej pretensji,nie mam ochoty się kochać-tragedia,a jak się kochać jak jest do dupy.Ja nie lalka z sex shopu ,żeby zaspakajać jego potrzeby.Prowadzę perfekcyjnie dom,a teraz nowy powód -na jedzenie za dużo wydaję,a on je”raz dzienne”od rana do wieczora mimo tego ma świetna figurę i świetnie wygląda,ale charakter ma tragiczny. „Wspaniały” mąż bo wszyscy go tak postrzegają zrobił mi karczemną awanturę z wyzwiskami i rzucaniem rzeczami.Przeinacza moje słowa,rozumie opacznie,zamyka mi usta podnoszeniem głosu i krzykiem.Teraz to wiem ,że ma jak jego ojciec niską samoocenę i dlatego mnie tłamsi.A ja się nie dam prędzej się rozejdziemy niż dam się upokorzyć.Z wiekiem zmądrzałam ,nabrałam pewności siebie.Dziewczyny nie dajcie się.Oni nie są tego warci.To mali zakompleksieni faceci co nie radzą sobie ze swoim życie,damscy bokserzy.Nie wierzę w istnienie dobrych małżeństw i dobrych facetów.Z kim nie rozmawiam to oni wszyscy są tacy sami.

  87. Marta napisał(a):

    Od 6 lat jestem w związku ze starszym o 16 lat facetem. Pierwsze 3 lata były cudowne, był taki opiekuńczy, kochający, czuły. Jednak później wszystko się zaczęło…. Rozpoczęliśmy budowę domu, zaczęło nam brakować czasu dla siebie, bo wciąż tylko praca i budowa.. Zaczęły się wybuchy złości, krytykowanie, obwinianie za wszystko. Poświęciłam dla niego całe życie, a teraz w zamian otrzymuję przykre żarty, krzyki i obarczanie winą. Zawsze muszę robić to co on chce. Nie pamiętam kiedy ostatnio zabrał mnie na romantyczną kolację, spacer, powiedział komplement. Jego napady złości nie są częste, ale ranią mnie strasznie, bo jestem wrażliwą kobietą. Czasami potrafimy się super dogadywać, a jak go coś napadnie to masakra…. Tłumaczy się tym, że po prostu jest przemęczony, bo od kilku lat nie miał żadnego urlopu, a każdą wolną chwilę spędzamy na budowie. Czy ktoś mi pomoże? Jak to wygląda z Waszego obiektywnego punktu widzenia?

  88. bea napisał(a):

    Dotyczy też mnie

  89. PAULA napisał(a):

    JESTEM MĘŻATKĄ OD 5 LAT. ROK PRĘDZEJ MIESZKALIŚMY RAZEM. PRZED ŚLUBEM BYŁO SUPER, ŻYLIŚMY W ZWIĄZKU PARTNERSKIM.GDY DOSTALIŚMY AKT ŚLUBU OKAZAŁO SIĘ ŻE ON CHCE DOMINOWAĆ A JA MAM SIĘ SŁUCHAĆ. A OD KIEDY ZARABIA WIĘCEJ NIŻ JA TO JUŻ NIE MA ŻE TO JEST NASZE TYLKO JEST JEGO. A POMYŚLEĆ ŻE GDY RAZEM ZAMIESZKALIŚMY PRZYSZEDŁ TAK JAK STAŁ PLUS DODATKOWA PARA MAJTEK I SKARPET. A TERAZ ZGRYWA PANA. NIE LICZY SIĘ W OGÓLE Z MOIM ZDANIEM. PO KRYJOMU KUPUJE RZECZY KTÓRE JEMU WYDAJĄ SIĘ POTRZEBNE. MAMY DWÓJKĘ DZIECI I CHCIAŁABYM TEN ZWIĄZEK RATOWAĆ ALE BOJĘ SIĘ ŻE ON MNIE ZNISZCZY. WYSŁUCHIWANIE OBELG TYLKO DLATEGO ŻE ZAPOMNIAŁ GDZIE COŚ SCHOWAŁ JEST CHYBA WŁAŚNIE OZNAKĄ JEGO BEZRADNOŚCI. ALE MNIE NIE BAWI. SZYBKO SIĘ ROZKLEJAM WIĘC POSTAWIENIE SIĘ JEST DLA MNIE BARDZO TRUDNE.

  90. Kataryna napisał(a):

    mój partner jakiś obrażał słownie moje znajome, bo miały zdanie w dyskusji inne niż jego zdanie (takie jak moje), twierdził, że chcą go zmanipulować, chcą mu coś wmuwić i klamia, a potem, że to ja je wczesniej zmanipulowałam. Do tej pory regularne oskarzenia o manipulacje leciały tylko pod moim adresem, pierwszy raz zobaczyłam cudzą zdrową reakcję na taki atak. Jesteśmy związkiem z długim starzem, ale on raz słodzi, jak to kocha, a jak coś mu się nie spodoba to ruga mnie publicznie – na ulicy na przykład, idzie naprzód i wyrzeka, wyzywa, nawet nie zauważa jak ja zostaję z tyłu. Regularnie próbuje mnie poniżać jak to osiągnęłam wszystko latwym kosztem, a on nie miał tak lekko. Jak już zacznie te swoje wywody, nie ma siły go zatrzymac. Jak koleżanki we wspomnianej sytuacji zmieniły temat i zignorowaly go, to rzucił jakieś chaslo o absurdzie i sobie poszedl obrazony. Mam go dość, nie mam zamiaru marnowac zycia z gosciem ktory zamiast argumentow w dyskusji rzuca wyssanymi pomowieniami. Mam dosć.

  91. drowning_men napisał(a):

    Niestety, ale muszę skrytykować artykuł. Dlaczego? Bo określa on jasno role – kobieta jest ofiarą, mężczyzna agresorem, a tak wcale nie musi być. Wiem, bo sam żyję w związku trudnym przez emocjonalny chłód żony, brak empatii i niechęć do uświadomienia sobie tego braku, brak szacunku, brak ambicji żeby coś zmienić, brak taktu, traktowanie mnie jak podwładnego, wypominanie błędów w bolesny sposób. Boję się wracać do domu, bo nie wiem co mnie spotka ze strony żony, boję się telefonów od niej i dzwonić do niej, bo nie wiem w jakim akurat jest nastroju (a może akurat ma „tydzień dobroci”?). Obawiam się odezwać do niej w kwestii wykończenia mieszkania, bo to temat drażliwy i żona ignoruje moje pomysły. Nasze mieszkanie jest zimne i czuję się w nim źle, a żona nawet nie jest zainteresowana powieszeniem małego obrazka z kotem, który dostaliśmy (o ironio, lubi koty). No moją próbę rozmowy o dalszym wykańczaniu/wyposażaniu mieszkania odparła, że ją to męczy, a na pytanie jak sobie wyobraża wykończenie tego mieszkania odpowiedziała, że sobie nie wyobraża – taka rozmowa. Ja piszę emocjonalnie, bo szlag mnie trafia jak ja staram się ze wszystkich sił a żona nie widzi problemu w tym, że co najmniej raz w każdym tygodniu płaczę przez jej zachowanie. Tak, płaczę i nie robię tego z przyjemnością, celowo. Dla mojej żony rozwiązaniem w przypadku mojego zdenerwowania jest – uwaga – „nie denerwować się”. Nie ma pytania „dlaczego” tak się dzieje, jest pytanie „po co”, albo milczenie. Na moje próby rozmowy reaguje wzruszeniem ramion, milczeniem (najczęściej), albo krótkim „nie wiem o co ci chodzi”, patrząc przy tym w telewizor, a w każdym razie nie w oczy. Kiedyś usłyszałem coś w rodzaju „no i co, poryczysz się”. Porady w stylu „bądź dla niej taki sam” odpadają – nie potrafiebyć taki, poza tym dla mnie to będzie wysiłek, a jej to nie ruszy, nasz synek natomiast będzie wzrastał w fatalnej atmosferze i ze złym przykładem.
    Jestem bezradny, kompletnie bezradny. Mamy synka, któremu chciałbym oszczędzić zdenerwowania, ale wiem, że będzie musiał oglądać tatę jak płacze, że będę się wypalał, że mój stan zdrowia może się pogorszyć i mogę sprawić mu zawód. Szukając jakichkolwiek informacji na temat podobnych przypadków, żeby choćby poczuć, że nie jestem sam, zobaczyć cień nadziei, jakiś pozytywny przypadek lub po prostu poczuć solidarność z innym mężczyzną, widzę tylko, że to kobieta może być ofiarą. Nie ważne co się wpisze w wyszukiwarkę – zawsze odwracane jest to tak, że mężczyzna nie może cierpieć. I to jest dodatkowy ból.
    Jestem więc pogardzony, bezradny, wyczerpany i samotny.

  92. Dana napisał(a):

    bardzo trudno mi okreslić sytuacje w której zyje. Po rzeczytaniu niektorych komentarzy stweirdzilam: dziewczyno co ty chcesz, nie jest tak zle. Ale po chwili przypomnialam sobie to jedna to druga to trzecia sytuacje, o ktorych zapomnialam. Rozpoczynanie kłótni o byle co i to nieraz w miejscach publicznych. POtem oczywiscie wszystko ja zaczełam, moja wina. A wiele jest takich sytuacji które mam w glowie caly czas… Zwlaszcza ostatnia kiedy to nazwal mnie kurwa!! Ciezko mi jest odejsc bo mamy dwójke małych dzieci. Mimo ze nie raz odchodzilam i byłam zmotywowana do odejscia ciągle wracam bo ogolnie wiem ze to dobry czlowiek tylko czasem wybucha… Ale e wybuchy niszcza mnie, te wyzwiska… Czasem boje sie mu powiedziec niektore rzeczy bo nigdy nei wiem jak zareaguje. Teraz juz dluzszy czas było miedzy nami dobrze a tu takie wyzwisko w moja strone… Oporcz tego slyszalam jeszcze kiedys wypierdalaj, cipo… Czy takie zachowanie w zwiaku jest normalne? Widze ze jest nas wiele, ale zastanawia mnie czy w kazdym domu ktos kiedys cos takiego przezyl… Bo skala tego zjawiska zaczyna mnie przerazac… Jestem silna osoba i twardo działam moze dlatego jeszcze u mnie sprawy nie pzrybraly tempa, ale co bedzie za kilka lat? Troche sie roznimy mentalnie, pochodzimy z roznych rodzin ale co nas laczy to DDA, i moj i jego ojciec sa alkoholikami. Na pewno to wplywa na nasz zwiazek i niestety wiem ze geny tu tez robia robote. Ludzie pomozcie bo po ostatniej kłotni juz zwatpilam we wszytsko, juz bylo dlugo dobrze a tu takie cos i jak ja mam mu ufac??? Co mam robic?

  93. Ramona napisał(a):

    Witam ja od 4 lat zyje z tyranem mam 27 lat jestem przerazona zastraszona czy mogl by ktos zemna porozmawiac i mi pomuc zostawiam nr 508205322 oraz meil romana1390@onet.pl

  94. NIkTo napisał(a):

    Witam w klubie ;(

  95. ChodnikowyWilk napisał(a):

    Ciekawy artykuł, ale co mi się nie podoba, to odniesienie do obu stron jako mężczyzny i kobiety, gdzie mężczyzna zawsze jest tym najgorszym, a to przecież nieprawda. I tak jak ktoś pytał, co w momencie kiedy związek jest jednopłciowy? Mogłoby to znaczyć, że związki kobiet są zawsze udane i bezkonfliktowe, a związki panów wręcz odwrotnie, a to również nie jest prawdą.
    Ostatnio byłam w związku z pewną Rosjanką. Początkowo myślałam, że konflikty między nami to kwestia braku wspólnego języka. Tak też zresztą nieraz to tłumaczyła, wmawiając mi, że mój angielski nie jest aż taki dobry, że tylko żartowała a ja nie zrozumiałam. Co oczywiście nie była prawda, bo nieraz używała tak banalnych a dotkliwych słów, że ciężko ich było nie zrozumieć i boleśnie nie odebrać.. Upokarzanie mnie, wpieranie mi winy we wszystkim, też zaczęłam myśleć, czy może faktycznie coś jest ze mną nie tak.. Jestem człowiekiem, który raczej wyraża otwarcie swoje emocje czy przemyślenia, dlatego wiem, że sama też w momencie zagrożenia potrafię się bronić, czym nieraz sprawię człowiekowi przykrość, ale zrozumiałam na pewno, że jej zachowanie nie jest skutkiem moich wad, kiedy na ulicy rzuciła się do mnie z łapami i zaczęła mnie okładać, udając później, że wcale tak nie było, chociaż chodziłam z podbitym okiem i nie potrafiłam się do niej zbliżyć bardziej niż na odległość półtora metra. Kiedy w końcu udało mi się ją zostawić, co próbowałam robić wielokrotnie a co ostatecznie udało mi się pod koniec zeszłego roku, teraz widzę, że ta relacja była dla mnie tylko i wyłącznie toksyczna, a poczucie winy i litości wobec niej, jakie nieraz we mnie wzbudzała, to tylko efekt jej paskudnej manipulacji i problemów z samą sobą. Jedno, czego się nauczyłam dzięki tej relacji, to że warto ufać swoim przeczuciom i jeśli coś od początku do Ciebie krzyczy, żebyś sobie odpuściła, to nie słuchaj serca i zwyczajnie sobie odpuść. Unikniesz rozczarowań i nie będziesz musiała kiedyś sobie mówić, że jednak lepiej by było, gdyby zamiast serca słuchać własnej intuicji. Ona zazwyczaj ma rację.
    Pozdrawiam.

  96. RadosnyTata napisał(a):

    Ciekawie napisany artykuł. Ciekawie opisany z jednej strony problemu. Słusznie zauważone jest, wypunktowanie problemu, jakim jest problem z komunikacją pomiędzy partnerką a partnerem. Wiele słów nie powinno padać, a robienie żartu z kogoś, kogo się kocha, powinno przynosić uśmiech obojgu stronom. Co jednak jeżeli autorka pomija kompletnie często powody dla których takie słowa zaczynają padać? W sumie nic. Mogę tak samo odnieść się do Pań, których znam wiele, które nie zauważają że same mają pretensji całe tysiące, ale cicho sza. Bo przecież to nie to samo.

    Jestem cholerykiem i chociaż moje wybuchy są gwałtowne, to szybko gasną i zaczyna się weryfikacja mojego wybuchu. Czy był słuszny, czy można było inaczej… Powiem szczerze że każdego dnia chciałbym aby było inaczej, spokojniej… Tylko że…. ile razy w tygodniu można wyprowadzać rowery aby stwierdzić że po używaniu przez żonę coś zwyczajnie jest zepsute? Ile razy w tygodniu podchodzić do pralki i ją poziomować, bo żona pcha za dużo prania, albo uzdatniać odpływ? ile razy dziennie można naprawiać rolety? ile razy dziennie można, ile razy dziennie? Ile razy dziennie nastawiam drzwi od Komandora, bo „same” wyskoczyły z szyn????? …
    Sorry, to działa w dwie strony, i musi w końcu wybuchnąć.

    O dziwo, same dzieci ostatnio mówią że tata jest wybuchowy, ale mama? Również. Nigdy nie byłem przeciwko żonie, czy kobietom, ale dzisiaj ja również jestem zmęczony tym, co dzisiaj będą miał do naprawy, co mnie zaskoczy jak wejdę do piwnicy…

    Szczególnie, że zauważam iż moje wybuchy są mniejsze, a ilość napraw, reperacji… nie maleje ale rośnie.

  97. M-k napisał(a):

    Bardzo ciekawy artykuł, tylko… dlaczego taki tendencyjny i stereotypowy? To wszystko powinno zostać napisane bez podziału na płcie. Rolę agresywną, despotyczną i niszczącą może równie dobrze przyjmować kobieta jak i mężczyzna. Niestety w naszych realiach tak jak formalnie istnieje „domniemanie niewinności” tak też istnieje, choć nieformalnie, domniemanie „obarczania winą mężczyznę”, robienia z mężczyzny kata rodziny. Odnoszę wrażenie, że napisanie w tym nurcie powyższego artykułu było przez autora świadome, jako bardziej „nośne”, modniejsze, zwiększające szanse na większy odbiór, zasięg i czytelność tego artykułu (jak i całej strony).
    Sam akurat jestem w kilkuletnim związku małżeńskim z kobietą, która przejawia właściwie wszystkie cechy i zachowania jakie w tym artykule przypisuje się mężczyźnie. Siła jej niszczącego wpływu na mnie, na moje zachowanie, postrzeganie świata i ludzi, postawy wobec różnych życiowych sytuacji jest niewyobrażalnie duża. Sam siebie nie poznaję, jestem wrakiem człowieka, cieniem samego siebie sprzed kilku lat… Niestety to wszystko sprawia, że moje zachowanie również staje się coraz bardziej agresywne. Porównuję to do reakcji bitego i poniewieranego psa, który w desperackim akcie obrony jest w stanie ugryźć swojego „pana”. A najgorsze w tym wszystkim jest to, że właściwie trudno szukać realnej pomocy 🙁 Rzeczywistość negatywnie weryfikuje „wołanie o pomoc”. Obecnie wciąż mężczyzna mający taki problem jest z góry skazywany na porażkę, a przede wszystkim na trywializowanie sytuacji, czasem nawet na pośmiewisko i drwiny (o ile przejdzie się etap niedowierzania – no bo przecież jak to tak, żeby kobieta mężczyznę gnębiła?). A do tego ta wszechobecne (tv, radio, internet, czasopisma…) przeświadczenie, że w związkach damsko-męskich tym „złym” jest zawsze mężczyzna.

  98. Marek napisał(a):

    Dlaczego z góry zakłada się, że to kobieta jest tą poniżaną osobą? Bardzo często (sam jestem tego przykładem) dochodzi do agresji słownych (i nie tylko) ze strony kobiety. Mogę tylko potwierdzić wnioski płynące z tego artykułu. Wiem jak się czuje osoba w ten sposób poniżana. Dołączam się do tego co pisze mój przedmówca M-k.

  99. Burda Renata napisał(a):

    Witam ja jestem małżeństwem z 21 letnim stażem mój mąż zawsze mnie krytykował przez całe życie ale od dwuch lat szukam pomocy w opiece potem terapia makzenska miał 2 niebieskie karty! Itak nic się nie zmieniło!ale jeszcze są dzieci a ja nie mam siły żeby zaczynać wszystko od nowa!

  100. Marcin napisał(a):

    Moja partnerka pokazała mi ten artykuł jako dowód na to że moje reakcje na jej zachowania są takie same jak opisane w artykule. I teraz. Kilka słów wyjaśnienia. Jesteśmy razem od stycznia. Ja byłem zaangażowany w ten związek od początku. Moja partnerka była i jest dla mnie najważniejsza na świecie. Na początku dawała mi bardzo dużo. Uczucia zaangażowania i siebie. Pierwszy miesiąc było jak w raju. Deklarowala uczucie. Chciała budować ze mną wspólną przyszłość. Czułem że jej zależy i widziałem to. Ja też bardzo się starałem i wszystko robiłem z myślą o niej. Ona ma jednak problem z zaangażowaniem i kiedy związek staje się zbyt intymny i zależny ucieka z niego. Nie wiedziałem o tym bo skąd mogłem wiedzieć. Ona po pewnym czasie zaczęła się o wszystko czepiać krytykować mnie ze mam nie takie skarpetki że jem smieciowe jedzenie z fast food. Do tego często bywała nieobecna. Zaczęła mówić o swoich tzw kolegach że dla niej to nic złego kiedy będąc w związku będzie się jednocześnie z nimi spotykać. Zaczęły się spiecia i różnice zdań. Ja uważam że to nielojalnosc kiedy osoba w związku spotyka się z innymi w tym przypadku mężczyznami. Ona twierdzi że to tylko koledzy mimo tego że z jednym znajomość zaczęła się od randki ale okazał się młodszy i teraz podobno te spotkania są czysto kolezenskie mimo że chłopak ciągle jest zainteresowany a drugi jest starym kolegą z pracy z którym doszło jeden raz do pocałunku. Podczas przypadkowej rozmowy wyszedł ten temat i w końcu poklocilismy się. Napisał wtedy do niej jeden z nich i ona stwierdziła że to nic złego jeśli się z nim spotka. Ja powiedziałem że jeśli będąc w związku chce spotykać się z innymi adoratorami to jest to koniec tego związku. Wyszła. Później pogodzilismy się ale ten temat wraca i wisi w powietrzu od tamtej pory i zawsze powoduje kłótnie. Dodatkowo ona cały czas mówi że związek to nie wszystko. Ze ona chce mieć swoje życie wolność przestrzeń i najlepiej gdybym ja również miał swoje życie bo ja wszystko chcę robić razem. Ona chce się realizować. Wyjeżdżać na szkolenia integracje poznawać ludzi nawiązywać nowe znajomości także z mężczyznami. Głównie z nimi bo kobiet nie za bardzo lubi. Dla mnie jest osiedla. Obojętna bierna. Nie daje uczucia. Nie daje siebie. Od kilku miesięcy unika bliskości fizycznej. Pracuje w dyskotece za barem. Tam ciągle podrywaja ja faceci ale ona lubi flirty i nie widzi w tym problemu. Twierdzi że jej nie ufam. Zawala weekendy. Śpi do południa po tej pracy. Dodatkowo boi się zaangażowania. Kiedy jest zbyt intymnie znika na jakiś czas i kontakt mamy wtedy telefonicznie. Ja jestem już strzepkiem nerwów bo kocham ją a ona cały czas ucieka jest nieobecna. Tworzy mur. Chce żyć swoim życiem. Nic nie daje. Mi puszczają nerwy i często kiedy rozmawiamy przez telefon albo przez czat staję się nerwowy i dosadnie mówię co o tym myślę. Ona odbiera to za atak taki jak w tym artykule. Ze ją obrażam. Że nie wspieram jej egoistycznych planów które dla związku nic nie wnoszą. Wspieram ją zawsze kiedy robi coś co nie zagraża naszemu związkowi a ona przeważnie chce wszystko robić sama. Spotykać się z koleżankami chodzić do klubów spotykać się z innymi ludźmi a ja jestem na szarym końcu. A kiedy się widzimy jest oschla odmawia zblizen. I twierdzi że to nie powinien być powód mojej frustracji i złości. Że powinienem ją kochać nawet jak nic nie daje. Mówi ty mnie kochasz jak jestem taka jak chcesz a jak nie to mnie obrazasz. Przepraszam a kto chce żeby partnerka była egoistka flirciara żeby nie była czuła kochająca żeby odmawiala zblizen. Czy ktokolwiek tego chce i będzie kochał taka osobę? Za co? W związku musi być wzajemnośc. Ja wszystko robię z myślą o niej. Jest dla mnie najważniejsza a ona nie daje nic a winę zwala na moje reakcje na to. Że jest taka bo jestem agresywny w słowach ale ta agresja to wynik tego jaka ona jest dla mnie. Tego że jest totalnie obojętna i myśli tylko o sobie.

  101. Gocha napisał(a):

    Witam Was wszystkich!

    jak cholernie przykro się to wszystko czyta, no i przecież współprzeżywa, bo w każdej Waszej sytuacji odnajduję swoją. Często myślę o tym, jak mogłam dopuścić do tego, aby czuć wstręt do samej siebie. Mnie już nie było o tyle źle z tą drugą osobą, ja zwyczajnie nie mogłam znieść siebie w tym układzie. Nigdy nie sądziłam, że jestem w stanie zareagować tak czy inaczej na daną sytuację, tego nie da się przewidzieć. Mam na myśli oczywiście chore, niejasne momenty, kiedy ścina Cię z nóg i wchodzisz w to wariactwo, czy tego chcesz, czy nie. Tu nie ma odwrotu, kiedy jest jeszcze uczucie, musisz w tym uczestniczyć. Teraz jestem na etapie poszukiwania drogi do samowybaczenia. Wybaczyć drugiej osobie to jedno, według mnie najciężej wybaczyć sobie. Czy mogłam wycofać się wcześniej? Pewnie tak, według innych. Dla mnie nie do przejścia w głowie na dany-tamten moment. Wszystko ma swój czas, strasznie żal, że się go cofnąć nie da. Bo to był mój czas, nie poszanowałam go wystarczająco…..

  102. Magda napisał(a):

    Super artykuł, szkoda tylko że każde napisane zdanie mogę przypisać do siebie ? Tkwią w takim związku od ponad 4 lat, i dopiero dziś po wielkiej kłótni (krzykach, zwyzywaniu) szukając pomocy natknęłam się na ten artykuł. Dużo dał mi do myślenia i bardzo wstrząsną. Mam nadzieje, że wyleczę się z tego człowieka chociaż będzie podwójnie ciężko, bo wiąże się to też ze zmianą pracy. Dziękuję bardzo !

  103. Kazik napisał(a):

    Witajcie,
    niestety podzielam los wielu tu przeczytanych osób. Niemniej jednak, jesteś człowiekiem świadomym a w każdym razie dążę do tego. Poznanie problemu daje szansę jego rozwiązania. Innej drogi nie ma. Ja nie jestem wierzący, więc cód się nie zdaży, a przypadek jest za mały. Chciałbym Was o coś zapytać. Jednak w skrócie zacznę od początku. Mam 35 lat, jestem ateistą (formalnie również) i racjonalistą, człowiekiem pragmatycznym. Nie mam dobrego wzorca wyniesionego z domu. Rodzice rozwiedli się gdy miałem 11 lat. Kolejne dwa małżeństwa mojej matki także nie pokazały mi co to jest szacunek i miłość i rodzinie. Odsunąłem się i nie wtrącam. Mam kilka dłuższych związków za sobą, w tym także 5 letnie małżeństwo. Nigdy nie byłem zwolennikiem płytkich związków i gdy było to było na długo. Popełniłem w tym czasie masę błędów. Ale także zdażyło mi się wejść do swojego mieszkania, zobaczyć męskie buty…. A w swoim łóżku pieprzoną od tyłu dziewczynę, która reaguje (ojjjj) na mój widok. Ten palant nie zdążył wypowiedzieć żadnej zgłosi. Świat zanotował.. po czym tej samej nocy dziewczynę po 3 letnim związku zawiozłem do rodziców w inny województwie. Włożyłem do kieszeni kilka stów, wszystko co miałem. I dojechałem że złamanym sercem. Kłamstwa, oszustwa i manipulacje w moim małżeństwie były codziennością więc doszedłem do perfekcji. Podobny pułap osiągnąłem w frustracji i samotności.
    Kasię (42l.) znam z pracy, od 8 lat. Nigdy nie była w normalnym związku. Od 2 lat jestem staram się stworzyć z Nią uprawnioną rodzinę, czyli mieszkamy razem. Ona z domu ma wzorzec katolickiej rodziny kochający, troskliwy, inteligentny ojciec, mama raczej kura domowa o umyśle bez polotu, ale szczera dobra kobieta. Dwoje rodzeństwa etc. Przykład tylko powielać i zje nie będzie.
    Za kilka dni nasz upragniony syn będzie miał pół roku, a ja mam kłopot aby się z nim śmiać i bawić. Mieszkamy u niej, ja swoje mieszkanie nam w surowym stanie odkąd zrozumiałem że nic nie osiągnę zaburzeniem swojej przeszłości, z murami włącznie i nie będzie to nasz dom. Wiele jej na jej warunkach. Początkowo chciałem pokazać że mi zależy, żeby poczuła się bezpiecznie, komfortowo etc. aby była to baza do startu w nasze życie. Ona wiedziała że ja nigdy nie chciałem mieć dzieci, późnej zrozumiała że nie chciałem bo nie było w moim życiu nigdy kobiety z którą chciałbym je mieć. Aż do tego momentu kiedy zacząłem starać się o Kasię. Na sanym wstępie postawiła postawiłam warunek, że Ona chce normalnego związku i tylko to Ją interesuje. Ucieszyłem się ogromnie z tego, że dorosła kobieta na ten sam cel co ja. Jednak już od początku nie umiała się w tym odnaleźć jak należy. Wiedziałem o jej przeszłości że była 10 lat kochanką przełożonego (nas obojga), ale nie sądziłem że nie będzie chciała mi dać postaw godnych mojej partnerki, kobiety którą wyraźnie zaznacza granice dla wszystkich innych a tym bardziej dla swojej przeszłości. Wpadłem w frustrację i żal. Nie mogłem tego znieść, tak długo tłumaczyłem aż uświadomiłem Jej że była tylko zabawką. Wykorzystana i zmanipulowana nie powinna wmawiać sobie że tak chciał, a otworzyć oczy na to że ktoś Ja krzywdził i odciąć się od tego, nie być obojętną.
    Po tym i wielu innych artykułach zrozumiałem że moje dobre intencje o prawdzie i szczerości, zburzyły Jej wyimaginowaną wizję, która jednak pozwoliła żyć dalej bez wyrzutów sumienia. Teraz ma każdym kroku jest przewrażliwiony, dziecinny, daję Jej preteksty do wybuchów złości i lawiny słów tnących moje serce. O wszystko potrafi mieć do mnie żal. Wtedy się odsówa, chcę być sama (bo przecież pogodziła się z życiem w samotności) i doskonale wie że mocnej mnie zranić się nie da. Kocham Ją, całym sercem. Teraz jest jeszcze nasz syn. Ale ona jest tak egocentryczna że Jej nie poznaję. Oczywiście jeśli ja będę grzeczny to ona będzie kochającą, czuła i nie zrobi ze mnie gówna.
    Eksperymentalnie postąpiłem w jakiejś sytuacji nienaturalnie dla siebie i pokazała jak na zależy, samej sobie przede wszystkim, że nie liczy się z tym co ja czuję, czego pragnę etc. Oczywiście prędko „dałem Jej pretekst” i wyładowała się na moich uczuciach.
    Nie wiem co robić. Gdyby nie było naszego syna to jeszcze trochę bym pocierpiał ale w efekcie odszedł. Kocham Ją, kocham syna ponad życie. Nie wiem tylko czy ponad swoje życie. Chcę pójść do specjalisty po pomoc. Gdy jest dobrze to odsówam to od siebie, łapiąc powietrze, bhp nie wiem jak długo jeszcze będę mógł oddychać. Boję się że gdy odpuszczę to przestanę Ją kochać a to będzie koniec. Tym samym pozwolę Jej skazać naszego syna aby podzielił mój los. Co robić? Gdzie z tym problemem iść? Nie chcę być taki jakim byłem w przeszłości i oszustwem czybrutalną manipulacją stworzyć Jej bajkę aby móc funkcjonować. Ja chcę Ją kochać ale oczekuję że to doceni i odwzajemni.
    Jak mną ktoś jakiś racjonalny pomysł to proszę dajcie znać. Mężczyźni także mają serce, nie tylko penisa.

  104. Apis napisał(a):

    Witam wszystkich,
    Przeczytałam i artykuł i część wpisów i aż ciężko uwierzyć jak łatwo wchodzi się w taki układ, gdy chcąc zadowolić ukochaną osobę rezygnuje się z siebie, przymyka oczy i uszy żeby nie słyszeć i nie widzieć, że to co właśnie się dzieje krok po kroku coraz bardziej zaczyna tłamsić. Ci, którzy się tu znaleźli doszli do takiego przekonania prędzej lub później. Ja po 20 latach związku też już mam dosyć choć może odbywało się to bardziej subtelnie.
    Gości do domu zapraszał za

  105. Apis napisał(a):

    Sorry,jeszcze raz,
    Czytając powyższe każdy powie, że taki żart to gruba przesada a nie subtelność i ma rację, chodzi o to, że pozostałe techniki stosowane przez 20 lat prowadzące do takich grubych nietaktów są trudne do zauważenia i reagowania natychmiastowego.
    Zachodzę w głowę jak mąż z człowieka umiejącego się zająć sobą, przeistoczył się w jaśnie pana wymagającego obsługi, a mnie sprowadził do roli usługującej, patrzę na siebie i nie dowierzam. Jakbym cofnęła się do innych czasów. Łaska i zaraz niełaska, zimne spojrzenie i zdawkowe wypowiedzi i ja szukająca porozumienia wyciągająca rękę do zgody w imię harmonii w domu, a i tak on nie jest winien bo to wszyscy w koło zachowują się nie tak.

  106. Krysia napisał(a):

    Jestem po ślubie 49 lat.W tym roku skończyłam 70 lat.Przez wszystkie te lata przechodzę gehennę.Jestem strasznie wyzywana,że moja rodzina też jest taka.Rusza mojego ojca i matkę,którzy już nie zyją.Siostry też.Ja go nienawidzę,juz mi tak obrzydło,że pluję za nim jak przechodzi.Mimo tych swoich lat jeszcze prowadzę firmę jednoosobową,mam niska emeryturę i musze dorobić.Całe życie wymaga,żeby obiad mu podać na stół.Ma wyprane,poprasowane poukładane w szafie w kostkę.Jak zachorowałam na śmiertelną chorobę i odebrał mnie ze szpitala to chciał mnie zawieść do baru na obiad.A ja wyglądałam jak .smierć z popalonymi żyłami od kroplówek.Ja bym to wszystko wytrzymała tylko,że on mnie gnębi psychicznie zamykając się i nieodzywając się.Potrafił nie odzywac się przez 3 m-ce a mnie serce pęka.Teraz znowu cisza.Zaparłam się i nie gotuję mu,nic nie robię.Ale nie wiem ile wytrzymam.Jestem samotna.

  107. Gosia napisał(a):

    Witaj Krysiu nie wiem skąd jesteś Ale jeżeli byś potrzebowała pomocy albo rozmowy zawsze możemy się skontaktować ten kraj w końcu wkoncu nie jest taki duży.pozdrawiam

  108. Marcin napisał(a):

    Witam. Ja nie jestem ofiarą. Zauważyłem, że zbyt często ranię swoją ukochaną. Często się irytuję i nieświadomie stosuje głęboko trafiające docinki. Co mam zrobić aby siebie zmienić?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Ta strona używa cookies.

Czytaj więcej na temat polityki cookies.