8 kroków ku poczuciu własnej wartości - Solaris - rozwój osobisty

8 kroków ku poczuciu własnej wartości

” W systemie wartości człowieka nie ma nic ważniejszego – bardziej decydującego o jego rozwoju psychicznym i motywacjach – niż szacunek, którym darzy on samego siebie”.  Nathaniel Branden

Czy traktujesz innych lepiej od siebie?
Czy zamartwiasz się tym, co inni myślą na twój temat?
Czy nowe kontakty budzą w tobie onieśmielenie/ lęk/ wstyd?
Czy brak ci odwagi i pewności siebie?
Czy unikasz nowych wyzwań z obawy przed porażką?
Czy masz tendencje do tłumaczenia się, nadmiernego przepraszania?
Czy krytykujesz siebie?

Jeżeli chociaż część pytań dotyczy Ciebie, prawdopodobnie cierpisz z powodu niskiego poczucia własnej wartości.

Niskie poczucie własnej wartości rzutuje na całość naszego życia – nie pozwala nam znaleźć lepszej pracy, mamy trudności z nawiązywaniem relacji, sprawia że podkładamy się w związku, dajemy sobą manipulować, pozwalamy się wykorzystywać.
Człowiek o niskim poczuciu wartości w trudnych sytuacjach albo wycofuje się, bo jest niepewny swoich sił (a może nawet pewny, że jest słabszy), albo atakuje żeby nikt nie „odkrył” jego słabości. Niepewność i agresja to dwie strony tego samego medalu.
Niska samoocena towarzyszy wielu ludziom i ma niewiele wspólnego z tym, co widać na zewnątrz. Równie dobrze poczucie „gorszości” może mieć ktoś, kogo stawiasz sobie za wzór, kto na zewnątrz jest pewny siebie, silny i pełen zalet. Niskie poczucie własnej wartości może obejmować wszystkie sfery życia, albo dotyczyć tylko wybranych. I tak np. czujemy się pewnie na gruncie zawodowym, w pracy jesteśmy silne i nierzadko spełnione, tymczasem na gruncie rodzinnym ciągle coś z nami jest nie tak. Dajemy się wykorzystywać, spełniamy posługi wobec najbliższych, jesteśmy zagonione i zagubione. Albo w ogóle nie zakładamy rodziny, bo czujemy się nieatrakcyjne. Przegrywamy w grze zwanej miłością.

Dlaczego mamy o sobie tak niskie mniemanie?
To trudne pytanie. Każdy jest inny i ma inną historię życia. Ale każdy z nas był kiedyś dzieckiem. Na nasze poczucie „gorszości” od pierwszych chwil naszego życia pracuje całe otoczenie, najważniejsze dla nas osoby oraz ich system przekonań. Jeśli nasi rodzice akceptowali własną niedoskonałość, akceptowali też naszą niedoskonałość. Okazywali nam miłość pomimo tego, że nie spełnialiśmy jakiś ich oczekiwań. Dzięki temu nauczyliśmy się, że jesteśmy wartościowi pomimo swoich niedoskonałości. Natomiast, jeśli rodzice mieli niskie poczucie wartości, dziedziczymy to po nich w genach, budujemy nasz świat, patrząc ich oczami. Potem, gdy dorastamy, zamieniamy rodziców na wewnętrznego krytyka, a ten zajadle pastwi się nad naszymi potknięciami. Im więcej otrzymaliśmy akceptacji ze strony rodziców, tym szybciej radzimy sobie z rozczarowaniami, jakich dostarcza nam życie. Tym szybciej też wybaczamy sobie porażki. Jeśli jednak rodzice próbowali naprawić swoje życie, życiem dziecka, albo starali się uchronić dziecko przed swoimi błędami, „ulepszając” je już na tym wczesnym etapie – biada takiemu dziecku. W tym najważniejszym dla niego okresie budowania własnej tożsamości, jest ono programowane poczuciem „gorszości”. Taki wadliwy egzemplarz może nie udźwignąć ciężaru, którym obłożyli go rodzice. I uwierzy, że jest gorszy. Pójdzie przez życie, jako przegrany. Walczyć z własną klątwą.

Dlaczego nam się nie udaje w życiu?
Każde dziecko jest idealne. Jest absolutnie pewne siebie. Nawet ucząc się chodzić, zaliczając kolejne upadki, jest pewne siebie. Nie zakłada, że zaraz się przewróci. Robi kolejną próbę zapominając, że sekundę temu potłukło sobie tyłek. Wymazuje z pamięci wszystkie poprzednie porażki i dzięki temu uczy się chodzić. My już tak nie potrafimy. Pewnie dlatego ciągle nie możemy nauczyć się latać. Nie udaje nam się w życiu, bo nie wierzymy, że nam się uda. W ten sposób planujemy swoje porażki. W końcu te najlepiej znamy.

Zły, gorszy, lepszy, najlepszy
Dziecko nie ma potrzeby porównywania się z innymi. Ale od rodziców słyszy, że jest lepsze lub gorsze od brata, siostry, kuzynki. Ciągle stawiane są przed nami jakieś wzorce. Zaczynamy ich nienawidzić. Chcemy być kochani za to, jacy my jesteśmy. Ale nic z tego. Takich, jacy jesteśmy naprawdę nikt nie chce. Wszystko, co zrobimy jest poddawane ocenie. To robimy dobrze, tamto źle. A wystarczyłoby proste „Dziękuję”.

Tonące koło ratunkowe
Dzieci ciągle słyszą, że czegoś im nie wolno. System zakazów ma je chronić przed potencjalnym niebezpieczeństwem. W ten sposób chronimy nasze dzieci przed życiem. A kiedy te wymkną się spod kontroli, żeby zakosztować nieznanego, słyszą od rodziców, że nie mają wyobraźni. Są karcone za próby eksploracji życia. Tak się zaczyna porzucanie marzeń i wycofywanie się z wyzwań, które świat stawia na naszej drodze. Ta sama wyobraźnia, która mówiła nam, jak nauczyć się chodzić, stawia nam teraz przed oczami same trudności i zagrożenia. To sprawia, że przestajemy być pewni siebie. Poprzestajemy na małym, nie ryzykujemy, nie realizujemy siebie, zaczynamy trwać. Żeby osiągnąć coś więcej w życiu musimy się na nowo nauczyć zaufania do siebie i do świata. Korzyści z tej lekcji są nieocenione. Dla nas i dla świata.

Jaki jest człowiek prawdziwie pewny siebie?
Człowiek pewny siebie, zna swoją wartość. Szanuje swoje prawa i dba o to, aby inni je respektowali. Nie jest zarozumiały. Człowiek pewny siebie to taki człowiek, z którym chętnie się przyjaźnimy, z przyjemnością robimy interesy. Człowiek pewny siebie szanuje siebie, jednocześnie darząc szacunkiem innych ludzi.

Czy można się tego nauczyć?
Tak, ale uprzedzam, że to długa droga. W krótkim czasie można się nauczyć udawać kogoś pewnego siebie. Prawdziwa pewność siebie to kwestia zaufania do siebie i do świata. Tu trzeba nauczyć się skakać na głęboką wodę i nie raz podczas tej nauki skręcić sobie kark. To trudna lekcja, tylko dla wytrwałych.

JAK WYPRACOWAĆ POCZUCIE WŁASNEJ WARTOŚCI

KROK I
Zrezygnuj z dążenia do ideału. Ideały nie istnieją. Nie ma idealnych ludzi, choć czasem mamy wrażenie, że ktoś jest blisko. Jednak Im lepiej znamy tę osobę, tym mniej w niej ideału.

Jeśli twoja uwaga skupiona jest na tym, jakim chcesz/ powinieneś być, nie możesz odkryć, kim naprawdę jesteś. Każdy z nas ma ukryty talent, który najczęściej nigdy nie ogląda światła dziennego. Każdy nosi w sobie ów potencjał. Nie ma tu wyjątków. Jednak odnalezienie własnej misji życia jest rzadkie jak wygranie „6” w totka. Jednocześnie, ze szczęściem nie ma nic wspólnego. To ciężka praca.
Ludzie systematycznie zaniżają swoją wartość. Są przekonani, że gdyby byli lepsi wtedy mogliby coś w życiu osiągnąć. To droga do nikąd. Zarazem, najlepsza droga do zafundowania sobie i dzieciom niskiego poczucia wartości. Żeby to zmienić trzeba docenić i zaakceptować siebie, przestać siebie odrzucać i ciągle poprawiać. W końcu, ile można?!

KROK II
Przyznaj sobie prawo do popełniania błędów i ponoszenia porażek. Życie jest ciągłą zmianą, jest falą. Są przypływy i odpływy. Cykliczność jest częścią natury. Gorsze momenty są wpisane w ludzki los na tej planecie. Życiowe dołki to część naszego planu. Nie da się ich uniknąć. Mówi się, że tylko ten, kto nic nie robi, nie popełnia błędów. Nieprawda! Nic nie robiąc nie chronimy się przed błędami. One znajdą nas wszędzie. Błędy są częścią naszego żywota. Są nieuchronne. Im szybciej zdamy sobie z tego sprawę i damy sobie prawo do ich popełniania, tym szybciej uwolnimy się, od poczucia winy. Tym szybciej też odblokujemy zasoby energetyczne, które konsumuje ciągła ucieczka przed błędami i usprawiedliwianie swoich potknięć. Przyznać się do porażki i uśmiechnąć się do siebie pokonanej, nieudolnej, nieporadnej – to prawdziwa sztuka. I to czyni nas wielkimi, to zmienia każdą klęskę w cenne doświadczenie.
Dla prawdziwych twardzieli, zadanie specjalne: Celebruj porażki. Nagradzaj siebie za błędy. To podstęp, który może pomóc Ci przechytrzyć twoje dotychczasowe skrypty. Podświadomość będzie zbyt zaskoczona, aby zareagować. Widząc, że porażka nie jest traktowana przez Ciebie jak klęska, przestanie Ci je podrzucać do życia. Ale uwaga, kiedyś się zorientuje, że był to trick. Dlatego nie należy tej metody stosować zbyt długo.

KROK III
Bądź autentyczny.
Co znaczy być autentycznym? Być w zgodzie ze sobą, taki jaki jestem naprawdę, być świadomym masek, które zakładam stosownie do okoliczności, nie udawać przed sobą. Żeby móc być sobą muszę się dowiedzieć, kim jestem. Tak długo udawałeś kogo innego, że zapomniałeś kim jesteś. Dlatego poświęć sobie trochę czasu i przypomnij sobie, o co Ci chodzi w życiu. Tobie, a nie wypadkowej twoich rodziców, męża, żony, dzieci, szefa, brata, kochanki.
Co znaczy być autentycznym? To znaczy mówić i działać zgodnie ze swoimi najgłębszymi przekonaniami i uczuciami.
Jeśli mam ochotę okazać złość – robię to. Staram się nie zranić drugiej osoby, ale jeśli mam wybierać pomiędzy mną a nim/ nią – wybieram siebie. Dlatego się złoszczę otwarcie. Nie wciskam swojej złości pomiędzy dwa kwaśne uśmiechy, złowrogą ciszę i sarkastyczny dowcip. Jestem sobą, czyli mówię o tym, co czuję. Mówię o tym, co mnie cieszy, a co denerwuje. Z czym mi po drodze, a z czym się czuję niekomfortowo. Staram się szanować moje odczucia. Zostały mi dane po to, abym wiedziała, co się ze mną dzieje. Jestem autentyczna, więc pozwalam moim uczuciom być w moim życiu. Nie ukrywam ich ani przed sobą ani przed otoczeniem. Trzeba mi było przekroczyć granicę wstydu, tzw. „dobrego wychowania”, jakieś wygodne dla otoczenia normy i przykazania, oraz parę innych przekonań, które czynią z nas trybiki w świetnie działającej maszynie zwanej społeczeństwem. Zaczynamy wtedy udawać. I nie przestajemy.
Zadaj sobie pytanie: Czy szanuję własne pragnienia? Czy szanuję własne wartości? Czy szanuję własne potrzeby? Czy może odpuszczam? Usuwam się w cień? Co mnie powstrzymuje, kiedy chcę powiedzieć „ja tak nie uważam!”? Dlaczego unikam konfrontacji i powstrzymuję się, żeby powiedzieć „ten dowcip mnie nie bawi?”. Kim jestem, kiedy nie jestem sobą?

KROK IV
Pozwól sobie na dołek, a potem sam się z niego wyciągnij
Żeby wyciągnąć się z dołka, należy najpierw uznać, że jesteś w dołku. Bez tego nie sposób rozpocząć ratowania. Skoro nikt nie tonie. A Ty przecież toniesz. Każdego dnia coraz bardziej. Tylko tego nie widzisz, bo obsuwanie się o centymetr w dół nie wygląda jak tonięcie. Można tonąć przez całe lata. Można nawet przyzwyczaić się do tego, że toniesz. Ale na wypadek gdybyś o tym zapomniał, przypominam, że nie da się żyć bez powietrza. Kiedyś spostrzeżesz, że się dusisz i wtedy zaczniesz walczyć o życie.
Nigdy nie jest na to za późno, ale po co czekać. Jeśli już jesteś w dołku, pozwól sobie tam pobyć. Uczucia, którymi nikt nie chciał się zająć (z Tobą na czele) doczekały się właśnie swoich pięciu minut. Potem może się okazać, że przysłowiowe pięć minut trwa dużo dłużej. Sprawdź, czy jesteś w stanie ofiarować sobie więcej czasu. Poświęcić go swoim smutkom, lękom, żalowi, wrogości, złości i czymkolwiek, czym napełniło się twoje serce. Jeśli zrobisz to po dobroci, nie unikając trudnych emocji, wychodzenie będzie przypominało wychodzenie z wody zmęczonego pływaka. Owszem jest zmęczony, ale sam dopłynął do brzegu. Nikt go nie ratował. Nie musiał, bo to nie była próba utonięcia, tylko trening.

KROK V
Zacznij podejmować samodzielne decyzje
Wydaje się, że to nic prostszego. Przecież całe życie decyduję sama o sobie. Czy aby na pewno? Czy to nie jest tak, że godzisz się na wiele rzeczy, bo tak Ci wygodniej? A może to nie o wygodę chodzi? Może boisz się konfrontacji, kłótni, napiętej atmosfery? Może myślisz, że twoje potrzeby nie są ważne? Że ty podołasz, a kto inny nie? Jest mnóstwo powodów, dla których pozwalamy innym decydować o tym, jak będzie wyglądał nasz dzień, jeden, drugi, trzeci, a w dłuższej perspektywie czasowej – całe życie. Jeśli chcesz przejąć kontrolę nad swoim życiem, poczuć szacunek do siebie, poczuć się ważna, musisz zacząć decydować, co jest dla ciebie ważne. Jeśli w dalszym ciągu ważniejszy jest dla ciebie spokój męża niż twój, realizacja pragnień dzieci nad twoje spełnienie, zaspokojenie wszystkich dookoła zamiast zatroszczenie się o siebie, powiadam Ci, że nie podjęłaś jeszcze żadnej decyzji. Jedynie zgadzasz się na tzw. mniejsze zło. Nie zgadzaj się na wszystko, a przynajmniej nie bez walki. Wiem, że już próbowałaś i przegrałaś. Ale to było wtedy, teraz może być inaczej. Spróbuj. Nie poddawaj się za wcześnie. Jesteś za młoda i możesz jeszcze wiele osiągnąć.
Zacznij od drobiazgu, od czegoś, na czym Ci może nawet nie zależy, np. wasze plany na weekend, albo na wakacje, albo to, kto zajmie się tym niechcianym projektem w biurze. Raz postaw na swoim. Bądź uparta jak osioł. A kiedy wygrasz, odpuść, zrezygnuj. Właśnie skontaktowałaś się z własną siłą. Świadomie nawiązałaś z nią relację. Teraz zacznij się nią bawić. Eksperymentuj. Zacznij podejmować decyzje w innych obszarach. Na przekór, bo tak, bo taki masz kaprys. Niech to będzie doświadczanie a nie walka na śmierć i życie. Na to przyjdzie jeszcze czas.

KROK VI
Płyń pod prąd
Wiem, że z prądem wygodniej i mniej energii zużywasz, tylko czy aby na pewno płyniesz tam, gdzie chcesz dopłynąć? Sprawdź, co się stanie, jeśli przez jakiś czas będziesz inna niż otoczenie, inna, niż sama chcesz. Zrób coś inaczej niż dotychczas. Jeśli twoje ulubione kolory to beże, ubieraj się przez tydzień w fiolety, albo turkusy. Co to ma wspólnego? Wszystko. To przełamywanie poczucia wstydu, wyjście poza swoją strefę komfortu, wejście do nieznanej przestrzeni, rozbudzenie swoje kreatywności. Nie da się z dnia na dzień zmienić opinii na swój temat. Ale możliwym jest spotykanie się z takimi częściami siebie, które są inne. W ciągu życia budujemy wizerunek siebie. Jest on inny na potrzeby bliskich, szefa, współpracowników, mamy, ojca, brata, koleżanki. Mamy wiele oblicz. Każda z tych osób mogłaby powiedzieć, jaka jesteś, każda powiedziałaby, co innego, nierzadko informacje na twój temat byłyby sprzeczne. Sęk w tym, że wszyscy oni mieliby rację. Najważniejsze w tym procesie jest to, co Ty sądzisz na swój temat. A to może być druzgocące. Jesteśmy największymi krytykami siebie samych. Boże, jak my potrafimy siebie nie lubić. Gdyby tylko dało się wyrzucić to negatywne myślenie o sobie – życie mogłoby wyglądać inaczej. Nie da się jednak przeprogramować całej twojej tożsamości, z dnia na dzień. Ale można wprowadzać drobne zmiany do naszej mentalnej matrycy. Dlatego raz załóż fiolet, a raz turkus. Spotkaj się ze zdziwionymi spojrzeniami koleżanek z pracy, przygotuj się na pytania ze strony męża i zrób swoje. Ubierz się tak, żeby samą siebie zaskoczyć. Po czym wyjdź do ludzi. I bądź inna. Z premedytacją, świadomie, z lękiem i poczuciem zażenowania. Na złość całemu światu i sobie. To jest zmiana programu. Dzieje się mimochodem, w sposób niezauważony, wtedy kiedy Ty walczysz ze sobą, czy się wygłupić, czy nie. Tę prawdziwą walkę musisz stoczyć ze sobą. I niech nie zmyli Cię ranga tego przedsięwzięcia. Nie o rangę tu chodzi, ale o działanie. Żeby gdzieś dojść, trzeba ruszyć. Trzeba zacząć działać. W dowolnym obszarze, byle pod prąd. I nie oznacza to, że odtąd całe twoje życie będzie pod prąd. To tylko oznacza, że aby wyrwać się z tych kolein, musisz zebrać swoje siły i skoczyć w bok. Cokolwiek to przez to rozumiesz.

KROK VII
Weź odpowiedzialność za swoje życie.
Dużo łatwiej powiedzieć: jego/ jej wina. Nawet, jeśli to prawda, w niczym to nie zmienia twojego życia. Nikt przecież nie biegnie, aby Ci zadośćuczynić za krzywdy, których doznałaś. Chyba, że się mylę. Na wypadek, gdybym jednak miała rację, powiedz sobie „To moje życie. Tak było. Teraz będzie inaczej. Bo ja tak chcę.” Jeśli jako dziecko słyszałaś od rodziców, że to, co Ty chcesz jest mniej ważne, możesz mieć problem. Dla Ciebie „ja chcę” może być obwarowane licznymi warunkami. Łatwiej powiedzieć „potrzebuję, muszę.” Tylko że ty nie potrzebujesz, ani nie musisz zmieniać swojego życia. Ty chcesz, choć mogę się mylić.
Zauważ ile razy mówiłaś sobie: muszę zmienić swoje życie, zacząć chodzić na siłownię, lepiej się odżywiać itp., Rzadko kiedy realizujesz takie postanowienia. Nasza podświadomość nie reaguje na komunikat „muszę”. Jest jak dziecko, któremu znowu się coś nakazuje. Zaczyna się buntować. Albo się z nią dogadasz po dobroci, albo nic z tej współpracy nie będzie. Dopóki nie masz jej po swojej stronie, nie zrobisz nic. Nawet, jeśli uda Ci się oszukać ją, za chwilę odegra się na tobie i to z nawiązką.
Jeśli chcesz „chcieć” zmiany, zacznij chcieć więcej w swoim życiu i konsekwentnie realizuj swoje zachcianki. Mówię poważnie. Szczególnie dotyczy to zachcianek, których wcześniej nie realizowałaś, bo. (tu wpisz właściwe)
Jeśli chcesz być inna, zmienić się, chcesz być inaczej postrzegana, być pewna siebie, silna, asertywna, kobieca, zdecydowana, stanowcza, bardziej inteligentna, błyskotliwa, zasobna, kompetentna musisz zacząć spełniać swoje niezrealizowane zachcianki. Brzmi jak absurd? Rzeczywiście. Ale jakie skuteczne!

KROK VIII
Wbij słupy graniczne
Każdy z nas dysponuje swoim intymnym, bardzo osobistym obszarem. To terytorium, to wszystkie myśli, uczucia, decyzje, czyny, potrzeby, prawa, tajemnice. Jako właściciel tej posiadłości zarządzam jej granicami. Bywa jednak, że z lęku przed odrzuceniem rezygnuję z własnych granic. Brak granic – wyraźnych i jednoznacznych powoduje, że nie mówię „nie”.
Istnieją cztery podstawowe rodzaje upośledzeń systemu granic:
Brak granic
Uszkodzenie granic
Mury zamiast granic
Przerzucanie się od murów do braku granic

Warto to wiedzieć, bo czasem mylimy granice z murami. Dość frustrujące jest przerzucanie się od murów do braku granic. Kto doświadczył, ten wie. W każdym przypadku, warto poświęcić chwilę na przyjrzenie się swoim granicom i podjęcie decyzji, co z tym dalej robić. Nikt za ciebie nie postawi twoich granic. To twój teren, tylko ty możesz to zrobić, bo jesteś właścicielką siebie. Zmieniając swoją przestrzeń nie zapomnij „wyedukować” innych gdzie są teraz twoje granice. Logiczną konsekwencją tego jest ich niezadowolenie. Jeśli do tej pory byłeś dostępny emocjonalnie zmiana zasad gry może się spotkać z niezadowoleniem otoczenia. Ale może być też wręcz przeciwnie. Czasem ludzie nadużywają czyichś granic, bo są one otwarte. Korzystają z okazji. A potem mają z tego powodu wyrzuty sumienia. Dlatego ustanowienie granic bywa dla nich ratunkiem przed własną słabością. Najważniejsze w tym procesie jest to, że w ten sposób uczysz ich szacunku do siebie.

Czy jesteś gorszy?
Ja? Nigdy!
Bywa, że żyjemy w słodkim przekonaniu, że z nami wszystko jest w porządku. Tylko ten świat oszalał. Jest nam źle, ponieważ inni są źli. Może jednak zdarzyć się, że to nasze poczucie gorszości przyciąga nam wrednych ludzi, przykre wydarzenia. Sprawdź, czy ten przypadek przypadkiem nie dotyczy Ciebie.

Oceń, które z poniższych stwierdzeń charakteryzują Ciebie:
. Uważasz, że jesteś nikim, jesteś beznadziejny, brak Ci talentów, inni są lepsi od Ciebie.
. Miewasz trudności w wyrażaniu swoich potrzeb i pragnień. Nagminnie. Częstokroć masz trudności w określeniu, co miałbyś ochotę zrobić w danej chwili. Wynika to z faktu, że robisz tylko to, co trzeba
. Masz skłonność do wpadania w dołek bez wyraźnych powodów
. Brak Ci poczucia bezpieczeństwa
. Szukasz akceptacji innych osób
. Przejmujesz się tym, jak inni czują się w twoim towarzystwie
. Cierpisz na zaburzenia odżywiania się, jesteś zakupoholiczką, pracoholikiem lub innym -holikiem
. Masz tendencje do ciągłego przepraszania
. Brak Ci wiary w siebie
. Masz trudności w podejmowaniu samodzielnych decyzji
. Krytyka innych ludzi rani Cię boleśnie
. Z trudnością nawiązujesz kontakty towarzyskie
. Pozostawanie w niezdrowych związkach, gdzie jedna ze stron jest wykorzystywana.
. Jesteś nieufny wobec innych osób
. Troszczysz się o innych zaniedbując siebie
. Twoje związki nie należą do łatwych, podobnie jak twoje życie. Nie masz wrażenia, jakbyś wygrał los na loterii.
Jeśli przynajmniej trzy symptomy występują w twoim życiu, cierpisz na syndrom „gorszości”. Zapoznaj się wtedy z programem zmiany.

Beata Markowska

105 odpowiedzi na “8 kroków ku poczuciu własnej wartości”

  1. Lila pisze:

    Jestem bbb wdzięczna za ten artykuł,wszystko co zostało tu napisane dotyczy mnie,zrobiłam sobie test i uzyskałam 16/16…boję się -jestem wszystkiego świadoma a nie potrafię sobie pomóc… niestety

    • M pisze:

      Witam :)
      Przeczytałam artykuł ze strony http://www.solaris-rozwojosobisty.pl dotyczący braku poczucia własnej wartości. Wprawdzie jest on z roku 2013 a mamy już 2015 ,ale temat jak najbardziej aktualny :). Szukam”znajomych”z podobnymi problemami.W grupie łatwiej :)
      Pozdrawiam Martyna

      • Agat pisze:

        Może chcesz porozmawiać z osobą z podobnymi problemami?:)

      • Pozdrawiam, Aneta pisze:

        Też z chęcią pogadałabym z osobą, która ma problemy z poczuciem własnej wartości :)

        • Małgo pisze:

          Witajcie, też bym chętnie porozmawiała na ten temat. Może jakiś kontakt do siebie zapodacie?

        • marzena pisze:

          jestem w niemczech od dwoch lat ,czuje sie tutaj nikim i niczym,mam wszystkiego dosc ,ale nie moge wrocic do kraju ,jestem z niemcem i to jest porazka ,bo czuje sie samotna wszedzie sama ,czuje sie wykorzystywana prze niego .Ucze sie jeszcze niemeickiego i poslal mnie do takiej szkoly gdzie wszyscy mowia dobrze po niemieck ui angielku a ja siedze tam jak jakis debil .co mam zrobic ,nie mam zadnego celu w zyciu ,moje corki sa w polsce ,studiuja musze im pomagac ,jestem zmeczona zyciem ,nie chce mi sie zyc

          • Zosia pisze:

            Hej Marzenko wspolczuje serdecznie. Sama mieszkam od 25 lat w Szwajcarii/mam 64 lata/maz Szwajcar. Pierwsze lata byly okropne, na bosaka a do swoich. Tez mam poczucie bycia wykorzystywana. Niestety obcokrajowiec nie moze byc zmeczony, chory czegos chciec lub niechciec. To jest zarezerwowane dla „swoich”. Najgorsze jest poczucie wyobcowania, samotnosc. Nie ma do kogo buzi otworzyc. Rodacy to oddzielny temat. Mam niezbyt dobre doswiadczenia. Koniec koncow wszyscy w kraju mysla, ze zlapalam szczescie za nogi, pieniadze leza i czekaja na mnie och szkoda slow. Co moge ci poradzic trudne to do przekazania. Pierwsze lata sa najgorsze, ja potrzebowalam 10 lat aby jakos sie w tym wszystkim ogarnac ale ciagnie mnie do kraju do swoich. Tu zawsze bede obca, ignorowana. Mam jedna kolezanke Szwajcarke i to caly moj repertuar znajomych. Jedno co mnie to wszystko uleczylo to wlasnie pozbylam sie kompleksow przywiezionych z kraju. Okazalo sie, ze nie jestem glupek, wiedza ogolna moge zagiac a szczegolnie manierami. Gdybym miala zaczynac od nowa to bym zwiazala sie z obcokrajowcem, jechalabym na tym samym wozku. Trzymaj sie kobieto- to, ze masz braki w znajmosci jezyka obcego nie znaczy, ze jestes glupek, masz napewno jakas wiedze, ktorej oni nie maja, doswiadczenia, ktorych nie sa w stanie zrozumiec i to sprawia, ze jestes bogatsza w to i owo.Co do jezyka niech naucza sie polskiego ha ha juz to widze. Co do wykorzystywania to walka bez konca ale walcz o swoje o wlasna godnosc bo to jest co nam pozostalo i zrezygnowac nie wolno. Ano to wszystko jest cena zycia na obczyznie. Zerwane wiezi ze znajomymi w kraju, zszarpane nerwy i tesknota do konca zycia za krajem. Ja wrocic nie moge, powodem finanse niestety. Po co mi to wszystko bylo?

    • Ann pisze:

      witam kochani, mi nie brak poczucia wlasnej wartosci zawsze uwazalam ze robie wszystko co mozliwe aby dac szczescie innym i byc szczesliwa bedaca aktywna, zostalam mloda mama i mialam z tego powodu wiele kompleksow, wiele osob z otoczenia komentowalo moja sytuacje zyciowa. Moje dzieci dorosly czas minal tak szybko niestety najmlodszy syn stracil poczucie wlasnej wartosci. Czuje sie winna, iz w wieku 9 lat wywiozlam go do UK gdzie dorastal w obcym otoczeniu. Nie wiem jak mu pomoc jak wskazac droge, ktora moglby podazac. Od kilku lat boje sie kazdego nastepnego dnia czy nadal bedzie z nami. Moze ktos boryka sie z podobnymi problemami. Zycze Wam wytrwalosci nie bojcie probowac w zyciu nowych rzeczy

      • Ew pisze:

        An polecam Ci totalną biologię (recall healing) Mnie pomaga ☺

      • Anna pisze:

        Ja mam niskie poczucie własnej wartości i tym gorzej się czuję kiedy mam poczucie, że krzywdzę tym też moich rodziców, bo dziecko powinno przynosić rodzicom radość, poczucie dumy i spełnienia – takie jest moje myślenie. Za wszelką cenę (swojego zdrowia psycho-fizycznego) staram się ratować rodziców przed negatywnymi skutkami mojego negatywnego samopoczucia. Mam świadomość, że pomogłoby nam wszystkim zbudowanie poczucia bliskości, akceptacji, okazanie wzajemnej troski. Mój dom to emocjonalna pustynia, moje uczucia znajdują się w izolacji, rodzice nie pytają o nie, pytają tylko co słychać. Przecież nic nie słychać, albo zawsze jest w porządku, bo tak być powinno. Ja wiem, że miłość jest lekarstwem na całe zło. Ciężko jest żyć z poczuciem, że nikogo tak naprawdę nie interesuje to co ja czuję. Za to różne rzeczy powinnam, a już na pewno nie sprawiać problemów.
        Pozdrawiam, życzę dużo miłości

  2. tomek pisze:

    Wyszło mi 15/16 niedobrze,to co pisze o dzieciństwie bardzo mnie dotyczy. Lek stale mi towarzyszy,jestem też alkoholikiem(niepijącym już)

  3. WOW pisze:

    Fantastyczny artykuł, nie sądziłam że to takie proste, widzę już pierwsze rezultaty akceptacji siebie:) Śniło mi się że przytulałam malutkie dziecko, żeby dać mu jak najwięcej miłości, a potem zapytało: tak mocno mnie przytulasz bo mnie kochasz? A ja powiedziałam że tak:) Od tej pory czuję się kochana przez samą siebie.. Dziękuję!

  4. tibi pisze:

    Genialny artykuł, właśnie tego mi trzeba było 😉 bardzo zwięzły i wartościowy tekst, przypomina jak wiele (jeśli nie wszystko) zależny właśnie od nas samych, dziękuje serdecznie i pozdrawiam autora/autorkę

  5. Freelia.pl pisze:

    Najgorsze w budowaniu poczucia własnej wartości jest to, że tak koncentrujemy się na tym, aby je budować, że tracimy siebie i tak jak napisano w artykule, udajemy. Prawdziwa pewność siebie nie polega na tym, że epatujemy pewnością, którą widzą inni. Prawdziwa pewność siebie to poczucie, że jesteśmy wartościowymi ludźmi dla samych siebie. Róbmy rzeczy ciekawe, które nas wzbogacają, myślmy o sobie lepiej i…małymi krokami…również tymi 8 podanymi przez autora, osiągniemy to, co jest naszym celem. Jeżeli macie ochotę…poczytajcie:
    http://www.freelia.pl/dzien-zero-wolnosc-od-kompleksow-czlowiek-jest-tylko-suma-oddechow
    http://www.freelia.pl/1-dzien-do-wolnosci-jak-byc-dobrym-przyjacielem-dlasamego-siebie
    http://www.freelia.pl/2-dni-do-wolnosci-moda-na-nowe-piekno-czyli-kompleks-moja-tajna-bron
    http://www.freelia.pl/3-dni-do-wolnosci-ja-kontra-kompleks-czyli-jak-wyzwolic-sie-z-sieci-pajaka

  6. misia pisze:

    test 3/16 no coz to chyba prawda z tym okresem dziecinstwa nigdy nie bylam doceniona przez rodziciw…nie uslyszalam kocham od nich…dzis jestem sama matka i staram sie z calych sil dowartosciowywac wlasne dzieci.prawda jest ze pragne by syn osiagnal wiecej niz ja….zawodowo ja tego juz nie nadrobie ale artykul wskazal mi moje wady w kwestii wych.dzieci.postaram sie je skorygowac.rylko czasem kazdego w zyciu dotyka w zyciu refleksja:mam…lat i nic nie isiagnelam/-am…ale co dot.mojej osoby to tylko w kwestii zawodowej….ciekawy artykul:-)

  7. SwiatDucha pisze:

    Dziękuję za tekst, dodaję do niego linki z mojej witryny!

  8. sia pisze:

    mi wyszło 13 ;/
    bardzo dziękuję za artykuł, czas wziąć sprawy w swoje ręce:)

  9. romek pisze:

    świetne! Takie proste ,a jednak trudne, do przerobienia, do uczenia się ,do trenowania! Dziekuje i biore się do pracy nad sobą! :)

  10. Piotr pisze:

    Dziękuję za artykuł, pozwolił mi zrozumieć to co mnie męczyło, a czego nie potrafiłem nazwać.

  11. Kamil pisze:

    W moim przypadku 12/16.
    Strasznie to trudne jest i przegrywam przez to swoje życie. Najgorsze jest że znam swoją wartość, wiem co potrafię, mam dobrą pracę dobrze zarabiam. Gorzej w sytuacjach rodzinnych, nie jestem w ogóle towarzyski nie potrafię obcować z ludźmi, przez to bardzo cierpię a kiedy ktoś mi coś zarzuca to biorę to do siebie i dotkliwie mnie to rani, przy każdym kontakcie ciągle myślę że źle wypadam. Jest wiele ludzi z którymi żyję którzy na pozór podchodzą bardzo lekceważąco do życia, mam takie wrażenie, że im ktoś jest głupszy tym bardziej jest lubiany a ja jestem takim wrażliwym człowiekiem i nad wszystkim się zamartwiam, staram się zawsze zachować grzeczność i przyzwoitość a efekt wychodzi zupełnie odwrotny… Jestem nudny i beznadziejny :(. Najgorsze są święta, imprezy rodzinne, wtedy zawsze się źle czuję i po spotkaniach rodzinnych mam myśli samobójcze… Wiem, że moje dzieciństwo miało na to duży wpływ, ciągłe porównywanie i ocenianie, nigdy że jestem dobry, zawsze że jestem tym gorszym i na tle innych wypadam gorzej. Z drugiej strony to ja zawsze miałem najlepsze świadectwa w szkole i zachowanie, także wyniki sportowe. Nie wiem co robić… Myślę o ucieczce do pracy za granicę, odcięciu się od tych wszystkich ludzi, ale myślę sobie że przecież tam po kilku miesiącach będzie to samo. Chyba jestem socjopatą.

    • zuza pisze:

      czyli nie jestem sama, widze ze wiele osob przechodzi takie rozbicie jak ja. nie mozemy sie poddac musimy to wszystko naprawic, kazdego dnia starac sie ulepszac siebie, bo zycie jest jedno a nasi bliscy zasluguja na usmiechnietych nas

    • Monika pisze:

      Dokładnie mam to samo, jeśli chodzi o spotkania rodzinne… myślę, że odcięcie się od nich byłoby najlepszą rzeczą jaką mogłabym dla siebie zrobić ( wiem, że brzmi to egoistycznie, ale nikt tak nie dołuje jak własna rodzina, która w kółko powtarza- a ona/on ma to, tamto, dzieci, męża/żonę, a Ty taka sierota, jak nie masz nikogo to po co Ci żyć- nigdy nie usłyszałam tego wprost, ale tak się czuję gdy się z nimi spotykam). To trudne, bo praca, studia to jest to w czym osiągnęłam już jakiś sukces, a dla nich nadal jestem nikim.

  12. aga pisze:

    2 mies. temu zakonczylam prawdopodobnie toksyczny zwiazek, aczkolwiek czuje sie w tym wszystkim nadal winna. z pewnoscia moje dziecinstwo mialo wplyw na moje poczucie wartosci. moj ojciec byl tyranem i pil. wykanczal nas latami psychicznie i nie oszczedzal slow krytyki. mysle, ze miedzy innymi dlatego trafilam na meza despote, ktory zdominowal mnie i wykorzystal finansowo. ostatni moj partner, z ktorym mam drugie dziecko, coreczke byl pracowity, odpowiedzialny finansowo i zawsze na dyrektorskich stanowiskach. doskonale zarzadzal ludzmi, niestety potrafil mnie wziac pod buta i nie docenial kompletnie nic, co robie a najgorsze, ze zle traktowal mojego syna z 1-go malzenstwa i porownywal go do ojca oszusta. okropnie sie o to zarlismy, to bylo chore. natomiast jego syn, ktory z nami mieszkal byl wychowywany w poczuciu krzywdy ze wzgledu na matke alkoholiczke, nianczony i niestety doskonale manipulowal wszystkimi naokolo. trudno mi sobie poradzic z ta sytuacja. mam mierne poczucie wlasnej wartosci i czuje ogromny strach przed samotnoscia, choc wiem, ze w zwiazkach tez bylam samotna

  13. karolcia pisze:

    Tez widze, ze nie jestem sama. 7 miesiecy temu urodzilam slicznego synka. Niestety mam rowniez po ciazy rozstepy na brzuchu, na udach, na pupie na piersiach rowniez ale z nimi to juz wogule mam kompleks bo sa takiej wielkosci jak gdy bylam uczennica gimnazjum. Do tego walcze z tradzikiem od wielu lat. Niedawno zrobilam sobie drogi zabieg laserowy ktory nic nie dal dalej mam dziury na twarzy. Moj chlopak niestet lubi tzw zrobione lale. Oglada sie za kazda na mnie nie spojzy chodz na chwile. Sex uprawiamy raz moze dwa na dwa tygodnie wiec jak ja mam czuc sie komfortowo ze soba skoro moj mezczyzna mnie nie akceptuje

    • Menia pisze:

      W takim razie zadaj sobie pytanie o co jesteś z człowiekiem, który obniża Twoje poczucie wartości. Byłam w długim związku, czteroletnim, on był całym moim światem, dowiedziałam się, ze spotyka się z inną kobieta, zdecydowałam ze to koniec. Zdałam sobie po tym wszystkim sprawę, jak bardzo on obniżał moje poczucie wartości,jednocześnie wszyscy wokół mówili mi o tym jak bardzo teraz zmieniłam się, jestem bardziej otwarta, radośniejsza, i , czego nigdy bym nie powiedziała szczęśliwsza (nie wyobrażałam sobie wcześniej szczęścia bez niego- tak mi się wydawało). Teraz nie skupiam się na tym w jakim momencie mój facet puści mnie kantem,czy ogląda się za innymi, teraz dbam o siebie, myślę co mogę zrobić, żeby się rozwijać. Teraz mimo wszystko sądzę, że te negatywne zdarzenia, ból, rozpacz przyniosło więcej dla mnie dobrego niż złego. Uwierz, byłam poniekąd uzależniona od niego i doskonale sobie z tym wszystkim poradziłam, radzę. Już minęło pół roku od rozstania. Nie narzekam. I również jestem osobą, która ma swoje kompleksy, niższe poczucie wartości, właściwie dlatego znalazłam się na tej stronie, dlatego przeczytałam ten artykuł, szukam jak pracować nad sobą. Pamiętaj, Ty jesteś najważniejsza i rób dla siebie jak najwięcej dobrego, a osoby, które pracują na Twój brak poczucia pewności siebie odsuń od siebie, nie warto tracić życia dla kogoś takiego.

  14. karolcia pisze:

    Staram sie usmiechac ale to trwa chwile bo zaraz znowu przegladam sie w lustrze i widze nic nie warta brzydule. Brak mi odwagi zeby odejsc. Moze wtedy zaczelabym wkoncu akceptowac siebie?

  15. Szalona pisze:

    Mam 25 lat i strasznie sobie nie radzę ze sobą. Nie chce mi się nic…Kiedys miałam cudownego faceta, ktorego zostawiłam bo go nie doceniałam, teraz mam kogos z kim nie czuje sie bezpieczna, czuje w głębi duszy,ze bedzie mi robił krzywde,ze bedzie mnie zdradzał jak jego ojciec zdradzał matke..boje sie żyć, boje sie postawić na jedną kartę, na niego. Mam przyjaciela, który ciągle na mnie czeka, ale ja go nie kocham. kocham kogos,przez kogo czuje sie zle i nawet teraz płaczę. czuje sie gorsza od innych, chociaż am duze powodzenie u facetów,ale wydaje mi sie,ze dla mojego jestem niewystarczająca.Tak, powiedziałam to:(

    • Jadzia pisze:

      Hej skoro czujesz, ze cos nie gra- uciekaj. Intuicja, emocje mowia ci prawde. Masz na 100% ze jeszcze kiedys sie zakochasz, moze bedzie to inna milosc ale bedzie. Jesli masz opory poczytaj sobie wypowiedzi osob z „Terror psychiczny w zawiazku”. Chcesz tego? Naprawde? Czujesz sie nie wystarczajaca dla niego? Moze on nie jest wystarczajacy dla ciebie? Wzielas to pod uwage?Twoj wybor.

    • martyna pisze:

      Mam dokładnie taką samą sytuację

  16. Sandra pisze:

    Moim problemem jest analizowanie wszystkiego z najdokładniejszymi szczegółami. Ciągle mam do siebie pretensje, że czegoś nie skojarzyłam, że w porę czego nie powiedziałam, zastanawiam się co kto o mnie myśli i zawsze uważam, że na pewno negatywnie. Tracę przez to czas i jestem tym wymęczona. Mam niską samą ocenę. Nie chodzi o wygląd fizyczny, bo jestem atrakcyjna, ale o to, że nie jestem perfekcyjna i idealna, że zrobię błąd, że o czymś nie pomyślę w danej chwili, nie zajarzę czegoś w danym momencie tylko po chwili. Później się zastanawiam godzinami że mogłam sobie przypomnieć i nie byłoby jakieś sytuacji i generalnie ciągle siebie oskarżam. MASAKRA I JESTEM TYM WYMĘCZONA. POMOCY!

  17. solia pisze:

    artykuł ok, ale niestety 13/16
    wiele w dzieciństwie przeżyłam jestem DDA, teraz mam 25 lat i ciężko mi się odnaleźć… od 2 lat regularnie chodzę na terapię. Praktykę znam na pamięć, wiem jak powinnam się zachowywać i co o sobie myśleć. W rzeczywistości jest to bardzo trudne do zastosowania. Schematy, słabości wracają, ale nie poddaję się- próbuję, walczę nadal o SIEBIE.

  18. Elena pisze:

    Witam!
    Bardzo dobry artykuł. Myślę, że najważniejsze to znaleźć tzw „zdrowy rozsądek” w każdej dziedzinie życia i wtedy będzie nam się powodzić. Często gdzieś błądzimy, nie rzadko za namową kogoś, boimy się nowych wyzwań, wyolbrzymiamy napotkane przeszkody, wycofujemy się zbyt szybko. Brak wiary we własne siły naprawdę może skutecznie nas odwieść od osiągnięcia naszego celu.
    Pozdrawiam i zapraszam na bloga, gdzie także staram się skutecznie zmobilizować do działania: http://motywatorka.blogspot.com/

  19. Katarzyna pisze:

    Gdzie można znaleźć program zmian ?

  20. Jachybaprawie pisze:

    Witam! Proszę Pani.. przeczytałam cały ten artykuł, jest bardzo przydatny, bardzo są w nim zawarte mądre słowa. Bede pracować nad sobą mimo wszystko! Nad prawdziwą SOBĄ! Czasem niepotrzebnie przejmujemy się drobiazgami, niepotrzebnymi rzeczami.

    Pozdrawiam :)
    Powodzenia w Życiu wszystkim!

  21. marija pisze:

    dobre rady-wypunktowalam

  22. Asia pisze:

    Prawie wszystko, co jest tu napisane ,jest o mnie…

    Czuję ,że już przegrałam swoje życie. Gdy myślę sobie, co mi wyszło w życiu, to nie potrafię odpowiedzieć na to pytanie. Jest może jedna rzecz. Zdałam prawko, ale co z tego? Jestem na tyle głupia ,że nie jeżdżę …nie mam odwagi . Nie pracuję, bo boję się że sobie nie poradzę. Do matury nie podeszłam, bo bałam się porażki. Nie próbuję pływać, bo co powiedzą ludzie? Mam wrażenie ,że wszyscy się patrzą . Na dodatek jestem zaręczona z facetem po studiach,który dobrze zarabia. Przez to czuję się jeszcze głupsza.

    Co mam zrobić ,żeby choć trochę uwierzyć w siebie?

    • Ja pisze:

      Witaj Asia.
      Popatrz na wszystkie swoje życiowe sprawy z innej perspektywy, powiedzmy tak: obiektywnie. Zdałaś prawko, do którego ludzie podchodzą po kilka razy i zdać nie mogą. Jesteś zaręczona z wykształconym człowiekiem, który widzi i ceni Ciebie. Boisz się porażki na maturze jak mnóstwo osób na świecie. Zapewniam Cię, ze gdyby nie przymus rodziców, 3/4 licealistów nie przystępowałoby do matury. Ale można to uzupełnić. Trzymaj się!

  23. Polin Polin pisze:

    Czytając te komentarze przychodzi mi do głowy inny artykuł o pewności siebie. Według niego ludzie nie przystępują do nowych wyzwań w obawie przed porażką – nie zaryzykuję, na pewno nie przegram.

  24. Zuz pisze:

    Ten artykuł odmieni moje życie. Dziękuję.

  25. Ewa pisze:

    Te 8 kroków bardzo trudno przejść . od dzieciństwa uczą nas nie chwal się , nie rób tego , bo inni będą gadać , rób to , co wszyscy – aż stajemy się małym trybikiem w świecie innych. Jak potem zdobyć się na przejęcie odpowiedzialności za własne życie ? jak decydować o sobie ? jak uwierzyć , że potrafię , że mogę.

  26. aga pisze:

    DZIEKI,BRAKUJE MI TEGO:)

  27. Dominika pisze:

    Witam… Mam te same problemy.. Prawie zerowe poczucie własnej wartości. Jeśli ktoś chciałby pogadać, mój numer gg 2822382.

  28. Ola pisze:

    Można temu zaradzić, ale spotkanie ze spacjalistom jest konieczne.

  29. Lola pisze:

    świetna strona!!! już kiedyś jej szukałam. obserwuję ludzi i to wszystko prawda co się ze mną dzieję. powoli się uczę , sama, bo nie trafiłam na dobrą profesjonalną pomoc…

  30. didi pisze:

    Świetny artykuł. Testu nie rozwiązuje, bo nie chce się jeszcze bardziej zdolowac.Ale potrzebuje pomocy,sama to widzę, a to już pierwszy krok. Mam ogromne problemy z poczuciem własnej wartości, do tego stopnia, że odbija się to na moich dzieciach i życiu. To straszne…

  31. GS pisze:

    Najprostsza droga do poczucia własnej wartości: Rób dobrze to co robisz. Tak jak myślisz, jak Ci się podoba. Nie ważne co to będzie. Pranie, obiad, wiosenne porządki czy jakiś super ważny projekt w pracy. Ważne by zacząć coś robić i starać się jak tylko możesz. Zapisz się na karate, basen, kółko garncarskie. Lubisz muzykę, taniec, śpiew? Won do najbliższego domu kultury! Do ludzi!

    Wyjdź spod klosza rodziców (chyba najczęstszy przypadek) czy innego opresora. Wyprowadź się. Albo ustal dosłowne granice których oni nie będą mogli przekraczać. To twój świat, twoje życie, a ich problemy to ich problemy. Nie twoje. Jeśli w ich mniemaniu dotyczą one Ciebie, Ty powiedz: „Sory. Jeb*e mnie to, to moje życie, moja decyzja, twój problem”. Nie kul ogona tylko spraw, by oni z takowym uciekli. A potem ewentualnie wrócili z ogonem merdającym, z szacunkiem do Ciebie w zębach. Każdy ma do tego prawo. Nie bój się, że coś/kogoś przez to stracisz. Bo zyskasz o wiele więcej: SIEBIE.

    • GS pisze:

      Wtyjdźcie do ludzi. Bo nie wśród kotków, komputerów, czy innych abstrakcji znajdziecie przyjaciół, których Wam tak brakuje, ale wśród ich właścicieli. Bo Wy nimi też jesteście.

  32. She30 pisze:

    Bardzo dobry artykuł , dziękuje

  33. Zuza pisze:

    Mam dużo problemów na które nie znam odpowiedzi. Bardzo źle siebie traktuje i wydaje mi się że to moja wina za wszystko : (

  34. A. pisze:

    Łatwo powiedzieć, a trudniej zrobić. Niestety to wszystko wpływa bardzo na mój związek, na którym cholernie mi zależy. Nie akceptuje siebie. Teraz jest jeszcze gorzej, bo ciągle się porównuje do byłych mojego A, myślę jak jemu z nimi było itp., ciągle myślę o jego przeszłości,a zazdrość i brak zaufania mi w tym nie pomagają. Nie wiem co się dzieje, nie wiem dlaczego taka się stałam. Bardzo mnie to męczy, także mojego chłopaka, a najbardziej ucierpiała nasza relacja. Wiem, że jedynym wyjściem jest pokochanie siebie, ale póki co to nie wychodzi mi to w ogóle….Już nie wiem, co robić. Zwyczajnie nie wytrzymuje .

    • Ela pisze:

      rozumiem Cie , jestem 19 lat po ślubie i cały czas czuję dominację rodziny mojego męża , nawet gdy ich nie ma , mam paranoję , wszystko mi się kojarzy z nimi, mam pretensje do męża o …. wszystko , unikam spotkań , dzieci na tym cierpią , depresja się rozwija a niby żyjemy z dnia na dzień i tracimy siebie ,czas , uśmiech ,radość z życia .Próbowałam psychoterapii , psychiatrii lokalnej , musiałabym zapisać się gdzieś poza regionem by się nie krępować . stworzyłam sobie klatkę … a na zewnątrz ludzie myślą,że jest ok

  35. Agnieszka pisze:

    Jestem nikim. Za 5 miesięcy będę miała dziecko.

    • Matti pisze:

      Aga, nie pisz tak, przerazasz mnie. Nie wolno o sobie w ten sposob mowic ani nawet myslec. Zostalas stworzona i/lub sama siebie stworzylas do zycia na tej ziemi. Masz sie rozwijac, uczyc, doswiadczac. Nie jest to latwe, ale wazne. Moze na poczatek zamiast mowic „Jestem nikim” powiesz z usmiechem „Jestem Agnieszka”? Dziecko z pewnoscia bedzie czescia Twojego doswiadczenia, moze przez (mam nadzieje) milosc do niego nauczysz sie milosci do siebie? Mam nadzieje, ze uda sie to Tobie!

  36. ON pisze:

    Też z tym żyję wiele lat. Miałem żonę, ale ja zostawiłem bo myslalem,ze wszystko co sie źle dzieje to jej wina. Nie potrafilem docenic tego co dla mnie robiła. Teraz kolejny zwiazek i jest źle. Brak poczucia bezpieczeństwa, brak poczucia wsparcia, partnerstwa. Strasznie mnie to męczy i nie potrafie sobie juz z tym wszystkim sobie radzic. Mam dobre wyksztalcenie, prace sporo innych sukcesów, ale nic to dla mnie nie zanczy nie podnosi mojej wartosci w moim odczuciu. Mimo tego, ze mam dopiero 35 lat mam wrazenie, ze wszystko co dobre juz bylo a moje zycie juz w zasadzie sie skonczyło :( .

  37. Kamila pisze:

    Az trudno mi w to uwierzyć, ale czuje jakbym czytala o sobie. Wszystko się zgadza, mam bardzo zaniżone poczucie własne wartości. Wciąż boje się, ze zrobię cos zle, popelnie nietakt, powiem cos co urazi druga osobe, w ogóle nie mysle o sobie, najważniejsi są dla mnie inni ludzie. Niestety tym samym strasznie daje się wykorzystywać, mam świadomość ze jestem osoba, ktora łatwo manipulować, szczególnie w pracy jestem bardzo podporzadkowana szefowej, boje sie wyrazic wlasne zdanie. Ten artykul jest cudowny, daje mi wiare w to, ze jeszcze moge zmienic swoje zycie, zaczac siebie doceniac, nie musze byc idealem, zeby bylo mo ze soba dobrze. Chce sie zmienic!

  38. „A. pisze”

    Szukaj codziennie powodów, za co siebie kochasz, pisz rano i wieczorem po kilka, później kilkanaście, później kilkadziesiąt prawdziwych dla ciebie powodów. Na początku może nie być łatwo, ale można sobie z tym poradzić.

    „Mam dobre wyksztalcenie, prace sporo innych sukcesów, ale nic to dla mnie nie zanczy nie podnosi mojej wartosci w moim odczuciu.”

    Zapytaj siebie – co jest dla Ciebie ważne i wartościowe w życiu ? Co ma dla Ciebie znaczenie ? Jeśli praca nie, to co to jest ?

  39. Agnieszka – „Jestem nikim.”

    Agnieszka, polecam zapoznać się z Racjonalną Terapią Zachowań (RTZ) albo terapią behawioralno-poznawczą (udowodniona naukowo skuteczność). Użyj wujka google 😉

    Sprawdź, czy Twoje myślenie jest zdrowe za pomocą pięciu pytań zdrowego myślenia (z RTZ):
    1. Czy to przekonanie jest oparte na faktach?
    2. Czy to przekonanie chroni moje życie i zdrowie?
    3. Czy to przekonanie pozwala mi osiągać bliższe i dalsze cele?
    4. Czy to przekonanie pozwala mi rozwiązywać konflikty lub ich unikać?
    5. Czy to przekonanie pozwala mi czuć się tak jak chciałabym się czuć?
    – Zdrowe przekonania spełniają, co najmniej trzy z tych pięciu zasad.
    – Zdrowe przekonania jednej osoby, nie muszą być zdrowe dla innej.
    – Dzisiejsze zdrowe przekonania mogą być niezdrowe w innym czasie.

    Jeśli NIE, to zakwestionuj myśl!

  40. ‚didi’ – fajnie, że masz tego świadomość 😉 Pamiętaj, że osoby, które mają zdrowe poczucie własnej wartości wychowują dzieci ze zdrową samooceną. 😉

    ‚Dominika’ – Przekonanie: ” mam zerowe poczucie własnej wartości „- przepuść przez 5 pytań zdrowego myślenia, nie sądzę, żeby to przekonanie było dla Ciebie zdrowe. Od tego zacznij Dominika.

  41. Ja pisze:

    Witam.
    Bardzo dziękuję za ten artykuł. Naprawdę stawia na nogi:)
    U mnie jest tak, że czuje że życie mnie goni, a ja nie mogę, nie nadążam: praca, dzieci, rodzina, ambicje zawodowe, lekcje, obiad, zakupy, książki do szkoły, zebranie, wykazywanie się w pracy, praca domowa dziecka, przygotowanie do sprawdzianu, egzamin, egzamin, sprawozdanie, ankiety ewaluacyjne. I tego nie zrobiłam, a przecież to powinnam. I to oczywiście też. No i co ze mnie za matka, że obiadu nie zdążyłam, że w domu nieład, że ten ma takie oczekiwania, a tamta inne. Przychodzi moment, ze życie zaciska mi pętlę na szyi. I nie wiem, co ze mną jest nie tak, bo przecież we wszystkim się naprawdę staram i ze wszystkiego staram wywiązać, sama siebie rozliczam, czego jeszcze nie zrobiłam – a powinnam. Ale sama jestem też przeciwko sobie. A za mną – nie stoi nikt – może czasem mąż próbuje mi pomóc. Instynkt samozachowawczy każe mi pomóc sobie i tak trafiłam właśnie tu. Spróbuję, krok po kroku, jakoś wysupłać się z tej pętli;) Pozdrawiam.

  42. Aga pisze:

    Ja już próbuje setny raz i nic.Chwile jest dobrze a później znowu załamka.Ale może jeszcze ten ostatni raz się uda wpłynąć na siebie samą.Bo widzę i czuję to, że cierpię nie tylko ja ale cała moja rodzina.A mam dla kogo żyć i chce być szczęśliwa. Więc biorę się za siebie!!!!

  43. Tomasz pisze:

    731459413 to kontakt do mnie jeśli chcesz porozmawiać

  44. Jolanta pisze:

    mysle ze mam taka niska samaoocene,mimo iz tak daleko zaszlam,tzn zawsze szlam do przodu,mimo porazek w zyciu.

  45. Ania pisze:

    Nie mam przykrych doświadczeń z dzieciństwa , a poczucie własnej wartości na poziomie zerowym, mam grono bardzo dobrych znajomych, dobrego męża, ale mój problem polega na tym że uważam się za głupią, gorszą osobę od innych,cały czas muszę udawać kogoś innego i faktycznie tak jestem postrzegana, jako przebojowa, zabawna osoba, po roku rzuciłam doktorat bo stwierdziłam, że nie dam sobie rady, po kilku latach rzuciłam pracę w jednym z ministerstw bo uważałam, że nie daje sobie dostatecznie rady z obowiązkami, boje się wyzwań,a każde niepowodzenie traktuje jak porażkę życiową, cały czas zastanawiam się co inni o mnie myślą , nie mam własnego zdania bo boje sie że przez to stracę sympatie innych ludzi,nie podejmuje nowych wyzwań bo boję się że i tak nie dam rady, tak bardzo męczę się sama ze sobą, że nie wiem jak długo jeszcze dam rady tak żyć, czytam mądre książki, artykuły, ale nie jestem w stanie niczego zmienić w swoim życiu, nie wiem jak sobie z tym wszystkim poradzić

  46. paula pisze:

    Hej dziewczyny:) szkoda ze „spotykamy” sie wlasnie tutaj, ale niska samoocena utrudnia mi zycie!:( moze zorganizujemy jakies wspolne spotkanie? Mam na imie Paulina i mam 25lat. Czestochowa, Belchatow? martus04@vp.pl

  47. Mam sm 15lat.jestem zdrowa.codziennie walczę z chorobą i udaje mi się to w pelni.głębokie wnętrze,dbanie o swoje wnetze,harmonia w sobie.wiedza,ze jestem tym kim są moje myśli pomaga mi przeżyć każdy dzień.wiara w boga i życie,mam 34 lata.madzia.chwastek@vp.pl poznajmy sie.jestem mężatką 4lata. I mam 3 letniego synka.chętnie poznam przyjaciela od duszy

  48. ela pisze:

    a co zrobić jeżeli ukrywam przed rodzicami ze wyszalm za maz. mam dziecko z pierwszego związku. a tego partnera rodzice nie zaakceptowali i niby wiedza ze jesteśmy razem to nie dokonca. a teraz jeszcze znim wzielam slub. nie ma mowy o tym żeby rodzice mni odwiedzili albo żeby przy mezu rozmawiać z rodzicami przez telefon. daje im do zrozumienia ze miezkam sama. mam 34 lata i 8 letnie dzieck. pracuje w pracy na wysokim poziomie, wiele w zyciu sama osiagnelam ale bojhe się rodzicow żeby ich nie urazic a wiem ze związek z moim obecnym partnerem jestdla nich jak noz w serce. oni by chcieli zebym była sama, bo tak dla mnioe najlepiej. pomalu zaczynam myslec ze tak lepiej i chyba zaczynam psuc swój związek, myslec ze gonie kocham i traktować jak intruza. tylko siostra wie o malzenstwie i nic nie mowi nikomu.
    wiem ze to chore ale zawsze wolalam sklamac lub udawac ze robie tak jak rodzice chcą żeby ich zadowolić.
    po oni zasluguja żeby być najważniejsi i nalepiej traktowani.

    kto mi cos powie?

  49. Małgosia pisze:

    Nie pociesza mnie to, że nie jestem sama z tym problemem. Wręcz przeciwnie, zasmuca fakt, iż tyle osób wokół czuje się podobnie jak ja. Najgorsza jest samoświadomość istniejącego problemu poczucia braku wartości. Jest tak głęboko zakorzeniona, że mam wrażenie czasami, iż to walka z wiatrakami. Już był czas, że czułam jak wychodzę z tej dziury i wystarczyła sytuacja, że nie mogłam znaleźć pracy i problem powrócił ze zdwojoną siłą. Czasami mam wrażenie, że na mojej szyi zaciska się obręcz bezsilności jak garotta.

  50. kuba pisze:

    Siemka mam na imię Jakub mimo ze jestem chłopakiem i mam 25 lat to tez nie mam poczucia wartości i pewności siebie czuje się jak nikt stoję w cieniu żeby nikt mnie nie widział lecz postanowiłem z tym walczyć i wyjść na świat nie chce tak dalej żyć . niewidem co z tego będzie nie wiąże z tym wielkich nadziei ale w głębi czuje ze się uda i w końcu doznam szczęście i poznam swą wartość. życzę wszystkim i sobie w wszystkiego dobrego na nowej drodze. Pozdrawiam

  51. Ewa pisze:

    Dokładnie to jak waklka z wiatrakami, najgorsze jest to że mam wrażenie zevta moja niską samoocena przekłada się na wychowanie moich dzieci…że nie potrafię w nich zbudowac tej wartości siebie..tak jak mi nie pomogli kiedyś w tym rodzice…przykre ale prawdziwe…piszcie z chęcią z kimś pogadam, bo juz sie gubie….autosewik@interia.pl

  52. Karo pisze:

    cześć wszystkim.. przeczytałam tekst, mimo to nie potrafię zebrać myśli od czego moge zacząć, co mogę zmienić na początek.. mam depresyjna osobowosc. 20 lat. obecnie wszystko układałoby sie pomyślnie, przestałam chorowac, zakonczylam trudny zwiazek. ale moja słaba silna wola i brak pewnosci siebie utrudniają mi studia aż odczuwam, że jednak nie to chciałabym robić. moze to przez to ze w wyborze studiow kierowałam sie w znacznej mierze tym, czego chcieli rodzice, moze tylko wmowilam sobie że o tym marze..
    nie mam za bardzo z kim o tym porozmawiac, znajomi mowią, że przesadzam. nie biora pod uwage opcji ze moze to faktycznie był błąd. wiem, że duzym ryzykiem byłoby rzucenie studiow i pojscie do pracy.. ale moze to byłoby cos co podniosłoby moja samoocene, wyciagniecie ze strefy komfortu?
    pozdrawiam wszystkich ciepło.

    • Renata Wójcik pisze:

      cześć dziewczny. ja miałam bardzo podobne problemy do was. zidentyfikowałam się jako al-anon. jestem osobą współuzależnioną. też miałam osobowość depresyjną, problem z granicami, siłą duchową, nie potrafiłam mówić „nie”, byłam uległa i sama podkopywałam swoją wartość. nie potrafiłam podjąć odpowiedzialności za swoje życie. to wszystko się zmieniło gdy trafiłam na grupę al-anon. takie grupy istnieją przy parafiach w większych miastach. przerobiłam program. pomógł mi stanąć na nogi. jestem inną osobą.zupełnie zmieniło się moje podejście do życia i wszystko powoli się układa. pozdrawiam z mojej nowej drogi. R.

  53. Ola pisze:

    Artykul jak zloto. Brawo autorce. Przeczytalam wszystkie komentarze. W wiekszosci jak sadze pisza je mlodzi ludzie. Ja zblizam sie do 70-ki. U mnie poczucie wartosci wzrasta wraz z wiekiem. Dawno wybaczylam sobie /nie bylo latwo…/ ze uwierzylam, dalam sobie wmowic moja „gorszosc” bo nareszcie zrozumialam stara zasade- „aby jakas gwiazda lepiej swiecila inne trzeba zgasic”. Juz nie jestem dzieckiem aby wszystkim wierzyc bo z zasady motywem kazdego czlowieka obojetnie co robi to- CZUC SIE DOBRZE, cos z tego miec /zdoluje, skrytykuje, pochwali, dokopie/. Z dziecinstwem rozprawilam sie, switny sposob. Przytulam to „gorsze” dziecko z pelna, ogromna wewnetrzna miloscia. Pokazuje mu do czego doszlo w zyciu,jakie przeszkody dzielnie pokonalo, kim jest, co ma.Pozytywna interpretacja!!! Razem uwalniamy sie od potrzeby akceptacji i uznania innych,do tego mamy siebie-to jest wyzwalajace, naprawde!!!!!!! Czasem zabieram je na rozrywki jakie chcialo miec a nie mialo- w myslach. Bawimy sie wtedy swietnie. Pokazuje mu tez tych „lepszych” ich obecne zycie, kim i jacy sa,fakty.Oj czasem mozna sie usmiac z tych nas wczesniej dolujacych albo z litoscia pokiwac glowa. No i poczucie skrzywdzonego dziecka powoli zanika a poczucie wartosci wzrasta. Cwiczcie to jak najczesciej bo od tego trzeba zaczac ten caly proces zdrowienia. Wszystko zalezy jak patrzymy na swoje zycie. Wszystko, doslownie wszystko mozna skrytykowac lub znalesc jakis pozytyw. Wybor zalezy od nas. Co do reszty, nie daje juz sobie w kasze dmuchac, no moze nie tak do konca jest to prawda ale pracuje nad tym wiec dlatego tu na te strone dotarlam.Problem w stawianu granic- niestety! Praca nad soba to robota do konca zycia. Nie wiem ile jeszcze dane mi jest pozyc ale chce te resztke przezyc szczesliwie, nawet robiac jakies „glupoty”- no i co z tego!!!!Nic nie trwa wiecznie, zmiany w zyciu sa nieuniknione, ludzie przychoda, odchodza, raz jestesmy zdrowi potem cos dolega, raz sie smiejemy potem placzemy. Wazne aby myslec o sobie jak najlepiej. Cos sie nie udalo- no i co z tego, uda sie innym razem a jak tez nie- no i co z tego. Na koniec moja wybawiajaca sentencja, choc moze starszej pani nie wypada tak sie wyrazac- Jesli ktos obgaduje mnie za plecami to jest w swietnej pozycji aby pocalowac mnie w d,,,,. Kazdy z was kochani jest wspanialym czlowiekiem, wartosciowym, prawdopodobnie zmanipulowanym-patrz jw o gwiezdzie no a opakowanie kiedys i tak sie pomarszczy i zestarzeje, tylko to co tkwi w kazdym z nas najbardziej sie liczy. Chwalcie siebie przed soba i innymi.Zadnej samokrytki, samobiczowania, omawiania wlasnych klopotow, porazek w towarzystwie. Bo na ogol nikogo to nie obchodzi albo wprost ciesza sie, ze nam jest zle, lub zaczna sie wymadrzac z irytujacymi radami. Taka jest niestety natura ludzka. No i na koniec pamietajcie, ze ci „lepsi” nie sa wcale tacy lepsi jak nam wmowiono lub nam sie zdaje. Zajzyjcie im w glab duszy,charakteru,intencji, motywacji…….a o czym oni nie mowia?

  54. Ja pisze:

    Może u osób z niskim poczuciem własnej wartości problem tkwi w tym, że są zbyt prostolinijni, zbytnio trzymają się zasad, zbytnio przywiązują wagę do oceny z zewnątrz i to ich osłabia. Za mało egoistyczni, zbytnio wrażliwi…

  55. Ela pisze:

    Zanim zdiagnozujesz u siebie depresje lub niska samoocene, najpierw upewnij sie czy nie otaczaja cie idioci.

  56. eh pisze:

    Cóż ciężko jest, dziś złapałem doła przez słaby dzień w pracy nie wiem czy chcą mnie wylać, właśnie to jest najgorsze, przez niskie poczucie własnej wartości wszędzie doszukuję się jakiś intryg wobec mnie, że ktoś mnie obgaduje, śmieje sie ze mnie, próbuje każdą rozmowę i sytuacje analizować na czynniki pierwsze a tak się nie da. Chciałbym być wolny umysłowo a nie ciągle analizować sytuacje, rozmowy i wszystko. Oby mnie nie wylali tylko, nie chce tego, nie wiem jak to zniosę, będę musiał być silny, potrzebuje teraz słowa wsparcia i otuchy ale z nikim się nie dziele moimi problemami dlatego proszę was. Tak chciałbym być pewny siebie nie zawracać sobie głowy tymi pierdołami piepszonymi, co ktoś myśli itp. to jest bez sensu chcę żyć wolny i szczęśliwy. Jutro ide do pracy i oświadczam, że nie będę się stresował ale dam też z siebie wszystko żeby mnie nie wylali!

  57. beber pisze:

    witam serdecznie. Czy administrator moglby mi podpowiedziec gdzie znajduje sie ten TEST o poczuciu wlasnej wartosci, o ktorym mowa na forum ??

  58. Tomek pisze:

    Czesc Wszystkim! Czytam Wasze wpisy z ogromnym zainteresowaniem. W kazdym momencie zycia mozna sobie poradzic. Nie wiem czy postepuje slusznie ale odnalazlem w koncu wlasna droge,wlasnym sposobem. Przez kilka lat bylem bezdomny. Czasem mialem jakis kont,czasem spalem w piwnicach czy na dzialkach i najgorszym doswiadczeniem tego okresu byla mysl przed snem zanim zamknalem oczy,ze wolalbym sie juz nie obudzic…albo sciskajacy bol w zoladku ze strachu przed kolejnym dniem kiedy sie jednak budzilem. Nigdy nie korzystalem z jadlodajni czy opieki spolecznej bo wolalem tego chleba nawet na smietniku poszukac niz przyznac sie do bezradnosci. Nawet kiedy mieszkalem na dzialkach potrafilem kiedy to bylo konieczne miec. czysta wyprasowana koszule…jestem artysta,w tym ciezkim okresie szukalem ludzi,szukalem akceptacji i rozpoczalem jako wolontariusz prace z niepelnosprawna mlodzieza…to bardzo pomoglo mi sie odnalezc. Dzis od jakiegos czasu mam juz spowrotem wlasna firme i stac mnie juz na wynajecie na razie mieszkania…poprawilem bardzo swoje relacje ze wspanialymi corkami jakie mam i odnalazlem milosc swojego zycia chociaz lekko nie bylo bo kobiete swojego zycia poznalem kilka lat temu w jego najciezszym okresie kiedy mieszkalem na dzialce. Dzis wiem,ze nic mnie juz nie powali i ze wszystkim sobie poradze…tylko milosc…bo co wiem z doswiadczenia zawsze najwazniejsi sa ludzie wokol nas,ktorzy nas otaczaja i z ktorymi budujemy swoje relacje…czego wszystkim Wam serdecznie zycze. Tomek.

  59. Aska pisze:

    Mam ten sam problem z poczuciem wlasnej wartosci. Dlatego postanowilam cos z tym zrobic. Czy myslicie, ze bez psychoterapiii moze sie udac?

    • sylwia pisze:

      ja nigdy nie miałam poczucia własnej wartości…nie straciłam jej tylko po prostu jej nie mam nikt nigdy mi jej nie pokazał mam 25 lat i żyje z dnia na dzień .Żyję dla chłopaka cały dzień podprzadkowuje jego planom swoich nawet nie mam a jak już coś raz na pół roku wymysle to mam wyrzuty sumienia. W domu jak wstanę to myślę tylko co sprzątać i co ugotować .Nie maluje się bo się nie opłaca skoro i tak nigdzie nie wychodze

    • Manuela pisze:

      Tak, może. Mnie się udało, ale jest to proces długotrwały.

  60. Agata pisze:

    Dzisiaj będę prowadziła darmowy webinar nt. „7 kroków do odkrycia własnej wartości”. Zapraszam do zapisów i oglądania o godz. 20.30
    ZAPISZ SIĘ TU:http://agatastrzyzewska.us12.list-manage1.com/subscribe?u=f64d846d78f19d0f941de43ec&id=6bfd2837e1

  61. anonim pisze:

    Wyjdż do ludzi…łatwo powiedzieć.
    Mnie wyjście do ludzi dołuję,czuję,że nie mam nic do powiedzenia i przestaję mówić..
    Postrzegam siebie jako osobę nudną,bez energii.
    Ludzie nie chcą ze mną spędzać czasu myśląc sobie”bo o czym będziemy z nią rozmawiać,zanudzimy się”
    Czasem zastanawiam się,po co jestem..
    Po co gdzieś tam kiedyś ktoś chciał,żebym przeżyła?
    Nie znajduję odpowiedzi.

    • Manuela pisze:

      Ale ja znajduję, odpowiedz na Twoje pytanie, bo kiedyś to było moje pytanie. Po co, gdzieś tam kiedyś ktoś chciał, żebyś przeżyła? A no właśnie po to, abyś odbudowała swoje poczucie własnej wartości. Także już masz cel. Realizuj go 😉

  62. edyta pisze:

    Wazne w budowaniu pewności siebie jest rozprawienie się ze znieszksztalceniami poznawczymi,czyli takimi negatywnymi i niczym nie popartymi mechanicznymi myslami na swoj własny temat . przykładem znieksztalcen jest np.myslenie czarno-biale -wszystko albo nic. Albo jestem najlepsza w czymś albo jestem kompletnä porażką, itp.Kolejny przykład znieksztalcen poznawczych to np. negatywna generalizacja- pokłóciłam się z kimś to znaczy,ze nigdzie nie pasuję, Itd…Uswiadomienie sobie tych mechanizmów i wyłapywanie w porę tych zatruwajacych myśli jest moim zdaniem kluczowe jesli chcemy cos zmienic…

  63. margo pisze:

    Do was wszystkich , dziękuję że jesteście , że nie jestem sama , choć nie mam przyjaciół , bo okazali się delikatnie mówiąc dość interesowni , albo nie potrafili zaakceptować mnie taką jaką jestem. Lubię ludzi , lubię z nimi rozmawiać , wspierać, dzielić się dobrą energią ….a wokół mnie najwięcej „wyzyskiwaczy ” i niestety zazdrośników. Zrobiło się pusto no cóż , to też lekcja życia , trzeba przeczekać. Dobrze że żyjemy w dobie internetu i możemy dzielić się swoimi myślami na odległość i się wspierać . Nasi przodkowie nie mieli tego „luksusu” Zyli i umierali w kajdanach zwyczajów , nakazów rodzinnych, całkowitego podporządkowania bliskim krewnym , którzy jakże często pozbawiali ich wrodzonego potencjału na rzecz własnych celów badź szerzej powinności, że tak powiem społecznych. Ja ten etap mam za sobą , przeszłam dość długą, trudną drogę ale wyzwoliłam się z programów wgranych przez rodziców.życzę wam odwagi do zmian , ale sobie też tego życzę , bo jeszcze dużo przede mną ….całe życie!!!!

  64. BE-MASTER pisze:

    Bardzo często próbujemy odkryć swoją wartość rywalizując z innymi, stawiając sobie coraz to wyższą poprzeczkę i porównując swoje osiągnięcia z rezultatami innych ludzi. Komplementy, pochwały, nagrody, słowa uznania innych osób… niestety ta droga odkrywania własnej wartości jest skuteczna. Polecam skuteczne metody odkrywania swojej wartości dzięki metodom coachingowym.

  65. Kinga pisze:

    Zajęcia w Akademii Królowej Jadwigi budują a następnie wzmacniają w naszej nastoletniej córce poczucie własnej wartości, umiejętność dokonywania osobistych wyborów i kształtowania swojego charakteru.

  66. paweł pisze:

    k sie zapisać i gdzie w gdansku na kurs jak być sobą

  67. Wciąż taki piękny, aktualny tekst. Dziękuję! <3

  68. stanisław pisze:

    mam 20 lat , czuje sie gorszy i czy ktoś mogłby dać mi drogowskaz ?

  69. Kama pisze:

    „Natomiast, jeśli rodzice mieli niskie poczucie wartości, dziedziczymy to po nich w genach” – czy takie stwierdzenie jest poparte jakimiś wiarygodnymi źródłami? To żadne geny, a wychowanie. Jeśli rodzic traktuje dziecko jak zło konieczne, to będzie ono miało niskie poczucie własnej wartości lub nawet jego brak.

Dodaj komentarz

Ta strona używa cookies.

Czytaj więcej na temat polityki cookies.